[243] ocena: Łzy Niewiernego



Autorka: Deneve
Gatunek: fantastyka
Ocenia: Forfeit


Cześć, Den! Wiem, że trochę to trwało. Z jednej strony życie osobiste, a z drugiej – trochę strachu, że ciężko będzie ocenić coś, co jest chwalone przez wiele osób (co jest betowane przez Skoię!) i czego autorem jesteś ty. Trochę już się znamy i cały czas towarzyszyła mi świadomość, że to, co piszesz, jest na pewno bardzo dobre. Nie ukrywam, że ten strach trochę mnie blokował, ponieważ nie uważam się za tak kompetentną, by wskazywać błędy komuś, od kogo sama wiele się nauczyłam.
Jednak, hej!, stwierdziłam, że przecież to może być też fajna przygoda i wcale nie muszę pisać tu elaboratu.
Den, ta ocena będzie krótka. Jedna kawa do czytania wystarczy. Mam za sobą pięć rozdziałów, czyli dziesięć notek z bloga (ok. 140 stron, Helvetica Neue 12) i uważam, że analizowanie dalszej treści na rzecz samej oceny nie ma najmniejszego sensu.
Zacznę od potknięć lub nieścisłości, które znalazłam w tekście.

Nawet na ścianie.Nie przejmując się tym, oficer odłożył nóż na biurko. [Rozdział 1] – brak spacji.

(…) zamek wreszcie kliknął cichutko i [podwójna spacja] odetchnęła z ulgą. [Rozdział 1]

Może nie często jej na coś takiego pozwolą (…) [Rozdział 1] – nieczęsto.

— Oddychaj spokojnie. — Padło kolejne polecenie. [Rozdział 1] – Waham się. Czy czasownik padło nie dotyczy bezpośrednio wypowiedzi, nie oznacza jej wymówienia? Również szyk przemawia za użyciem małej litery.

— Nie patrz. — Usłyszała wyszeptane przez ciemnoskórą adeptkę polecenie. [Rozdział 1] – Według aktualnego stanowiska A. Wolańskiego czasownik usłyszeć jest traktowany jako cz. dot. mówienia, ponadto sam szyk wymusza jego zapis od małej litery [źródło]. Dalej podobnie:
— Zamieszki na piętrze nowicjuszy, jakiś gówniarz ściągnął pacyfikatora. — Usłyszał w słuchawce znudzony głos Erema. [Rozdział 2]

Naprawdę zmieniał [podwójna spacja] się w Varrena. [Rozdział 2]

(…) zwrócił się w stronę [podwójna spacja] jednego z rogów pomieszczenia i niedbale machnął dłonią. [Rozdział 3]

On, jako 168 mógł przedstawiać się oficerom, ale nie był tak słaby (…). [Rozdział 3] – Waham się nad pierwszym przecinkiem, który albo rozpoczyna niedomknięte wtrącenie (które w takim wypadku trzeba zamknąć po numerze), albo tworzy dopowiedzenie z on – czego poprawności nie jestem pewna. Dla świętego spokoju usunęłabym przecinek albo wycięłabym zaimek i zaczęła od jako.

Nie rozumiał, po co łamali ich miesiącami, skoro teraz nie pozwalali im wykorzystać potenciału. – Potencjału. [Rozdział 3]

Przez całe opowiadanie nazywałaś rok cyklem, a jego kwartały – ćwiartkami, jednak w jednym miejscu wkradł się rok. Najpierw myślałam, że to ta jedna postać w ten sposób określa dany czas, ale nigdzie dalej się z tym nie spotkałam. Popatrz:
Jutro mijały dwie ćwiartki od kiedy ostatni raz kontaktował się z siostrą. [Rozdział 2]
Miał wymienić ją już w poprzedniej ćwiartce, ale z jakiegoś głupiego powodu czuł do niej dziwne przywiązanie. [Rozdział 2]
Dwa cykle. Już tak długo prowadziła wykłady dotyczące przetrwania, jeśli mieli trafić na front, albo wszelkiej możliwej etykiety zachowania, gdy byli sprzedawani czy wynajmowani do ochrony polityków lub imprez masowych. [Rozdział 3]
Tak ich łamali, tyle układali. Robili im z mózgu pierdolony kisiel przez całe pół roku. [Rozdział 2]

[Varren] Wreszcie znalazł się w niewielkiej kawalerce. Zamknął za sobą drzwi, pstryknął włącznik światła i w żyrandolu zapaliły się dwie z trzech żarówek. Wszystko zdawało się być na swoim miejscu: niewielka sofa, krzywo ustawiony stolik i krzesła. Było zaskakująco czysto, Kairn albo Erem musieli tu ostatnio sprzątnąć. [Rozdział 2] – Kairn? Przecież poprosił Varrena o wyniesienie listu, bo nie mógł wychodzić. Jak miał tam sprzątnąć? Czy chodziło jednak o to, że Kairn był bardziej od Varrena przeszukiwany? Może był wysyłany na zewnątrz z jakąś misją? Zabrakło mi tu doprecyzowania.
EDIT: później dowiaduję się, że tylko Varren mógł opuszczać Akademię od paru miesięcy (o ile dobrze pamiętam, pół roku). To na tyle dużo czasu, że kurz spokojnie by się zebrał.

Siostra Kairna miała całkiem długie włosy, sięgały jej może łopatek, Varren nie był do końca pewien. Strzelał, że kolor oczu wynikał z użycia soczewek w odpowiednim kolorze. W życiu nie powiedziałby, że była jego siostrą. [Rozdział 2] – Nie pasuje mi pogrubiony zaimek; całość brzmi teraz tak, jakby Aurora była siostrą Varrena.

[Livia] Nieco bardziej rozgarniętym tłukła do głowy, kto w parlamencie wchodzi pierwszy, gdzie są kamery i na co zwrócić uwagę przy przeszukiwaniu podejrzanych osób – równie dobrze mogłaby tłumaczyć zgrai much latającej nad gównem fizykę kwantową. [Rozdział 3]
Nair odetchnął głęboko. Spokojnie. To nie fizyka kwantowa. Tylko głupia zapalniczka. [Rozdział 3] – Tu natomiast zauważyłam, że i Livia, i Nair kojarzą trudności z fizyką kwantową. Pojawia się to na przestrzeni jednego rozdziału i od razu rzuciło mi się w oczy. Myślałam, że myślenie w przenośni o trudnej dziedzinie nauki ścisłej to takie charakterystyczne skojarzenie dla Livii, a tu Nair mnie zaskoczył.

Stary skurwiel miał w planach awansować Varrena. Teraz. To znaczy nie żeby Nair się nie spodziewał. W końcu Varren był na tej drabinie najwyżej i zajebiście mocno się jej trzymał. Ostatecznie było im to nawet na rękę. Ale teraz?! Przecież to komplikowało cały ich plan! I jeszcze pytał Naira, czy jest mu bratem! Dobre sobie. Varren, bratem. Ktokolwiek, bratem. Naprawdę, Ilvan miał czasem takie poczucie humoru, że dziw, że nie był dyrektorem cyrku. [...]
Poprawił płaszcz. Musiał uratować Varrenowi skórę. Sigma jedyna raczyła wiedzieć, gdzie poszedł i po co. Jeśli wychodził za bramę, pewnie po nic dobrego. Przecież Nair nie mógł niańczyć każdego z nich naraz. Dlaczego wszystko utrudniali?! [...] Numer telefonu wstukał bezbłędnie. Oby Varren miał zewnętrzną komórkę przy sobie. [Rozdział 3] – Rozumiem, że nie znam jeszcze dobrze postaci i ich tajemnic, ale ten fragment podawał informacje, które zdają się wykluczać. Najpierw Nair myśli o tym, że w życiu nie nazwałby się bratem Varrena, a później panikuje, że musi uratować mu tyłek. Wiesz, Den, to nie brzmi tak, jakby Nair starał się pomóc Varrenowi ze względu na jakiś plan, który mógł zostać przez niego pokrzyżowany, ale tak, jakby rzeczywiście się martwił o kumpla. Samo skojarzenie z niańczeniem powoduje, że mam przed oczami scenę, gdzie Nair jest opiekuńczy.
EDIT: Dla czytelnika, który nie czytał jeszcze dalszej części tekstu, w pierwszej kolejności faktycznie może być to mylące. I chociaż pewne sprawy relacji Nair-Varen-czy-Ktokolwiek wychodzą na jaw gdzieś dalej (choćby scena rozmowy Naira z Varrenem i wyznanie planu), nadal nie zmienia to faktu, że na tym etapie właściwie nie wiadomo, jak Naira rozumieć. Bo istnieje takie samo prawdopodobieństwo, że bohater się teraz oszukuje i jednak zależy mu na wszystkich, chociaż jeszcze tego nie przyznaje, oraz że… niańczy Varrena oraz całą resztę, ponieważ są oni częścią jego idealnego planu i potrzebuje ich żywych.

Wyciągnął w jej kierunku napoczętą paczkę. Przez chwilę Livia wyglądała, jakby szukała w tym podstępu, ale ostatecznie sięgnęła po fajkę.
— Najpierw zarządzasz publiczną chłostę, a potem częstujesz mnie papierosem, ciekawe — sarknęła, ale bez narzekania zapaliła i zaciągnęła się mocno.
Varren puścił tę uwagę mimo uszu, widząc, jak dłonie Livii drżały, gdy trzymała w nich papierosa. Sam sięgnął po szluga, wsunął go do ust, a płomień skrzący się na koniuszkach jego palców objął papier i tytoń. [Rozdział 4] – Mamy scenę, gdzie i Varren, i prawdopodobnie Livia odpalają papierosa magią. Pamiętam scenę, gdzie Nair nie potrafił podpalić papierosa zapalniczką i strasznie się zdenerwował. Czemu też nie próbował użyć magii? Niższa rangą Livia to potrafi. Czy to ma związek z tym, że jego serce nie rozwinęło talentów do różnych rodzajów do magii poza elementami medycznymi? Bo przecież jakoś zamykał w jednej chwili swoje głębokie rany. Brak rozwoju talentu sprawia, że w ogóle nie potrafi wyczarować nawet najmniejszego płomyczka? Sądziłam, że raczej jego umiejętności w używaniu żywiołów są mierne, a nie, że w ogóle nie może z nich korzystać. Chyba że to zdenerwowanie wpłynęło wtedy na jego magię? Dobrze by było w takim razie dorzucić jakąś myśl w stylu: gdybym tylko mógł użyć magii…



— Nie wyszedłbyś tak po prostu z Akademii — powiedział posępnie Nair. — Po Ilvanie trzeba by uwolnić media, obalić obecny rząd, który siedzi Ilvanowi w dupie. Mieć jakieś dowody… Intranet skutecznie ogranicza przepływ informacji. Nie jesteśmy podpięci do światowej sieci… [Rozdział 5] – Czy to celowe przekształcenie internetu? Zapewne tak. Jednak pozostaje dla mnie niezrozumiałe. Czemu bohaterowie używają naszych telefonów komórkowych, dyktafonu (Livia chciała nagrywać rozmowę przy pomocy telefonu), ślą SMS-y, ale już sieć ma inną nazwę? Wątpię, by wynikało to z Naira nieznajomości nazewnictwa.
Swoją drogą Intranet wprawdzie pojawił się na nadesłanym docsie, ale na blogu już widnieje Infranet.

(…) a dziwny odruch kazał natychmiast cofnąć rękę, niczym w strachu przed oparzeniem. [Rozdział 5] – Usunęłabym ten przecinek dla lekkości, nie tworząc dopowiedzenia, które nie musi nim być. Ciągiem zdanie brzmi płynniej, a jako że scena jest mocno dynamiczna – warto zachować jej tempo.

Kairn zwyczajnie przesunął ostrzem po gardle młodego żołnierza, tnąc głęboko. Krew ściekła po jego szyi. [Rozdział 5] – Ten zaimek odnosi się do żołnierza, ale jednak podmiotem w pierwszym zdaniu jest Kairn, więc to mylące. Może wspomnij, że Krew spływała mu po rękach i odnieś się do podmiotu właściwego? Obraz stanie się bardziej symboliczny, szczególnie że piszesz z perspektywy Aurory.

(…) nieupilnowana energia rozlała się wokół Aurory. Nie mogła uwierzyć. [Rozdział 5] – Podmioty.

Zachwiała się, jednak ustała. Na chwilę straciła oddech, gdy uderzenie sięgnęło klatki piersiowej, napierając mocno. Oficer pewnie nie pokazał ledwie ułamka swoich możliwości. Nawet jeśli poleciałaby na plecy – gdyby tylko nie zaparła się w porę – a uderzenie wycisnęło jej powietrze z płuc, nadal była to ledwie kropla tego, do czego oficer był zdolny. [Rozdział 5] – Oficer nie pokazał ułamka czy pokazał jedynie ułamek? Bo z dalszej części tekstu wnioskuję, że właśnie 172 uważała go za dużo silniejszego, więc pokazywał tylko część mocy. W obecnej wersji brzmi to tak, jakby oficer nie pokazał ledwie ułamka, a więc popisał się więcej niż ułamkiem.


No, to by było na tyle jeśli chodzi o moje uwagi do tekstu. Mało, co? Właściwie tego się spodziewałam. To są szczegóły, Den. Naprawdę pod względem logiczno-technicznym nie mam nic więcej do dodania. Tekst jest czysty, przyjemny w odbiorze i nie znalazłam w nim praktycznie żadnych innych potknięć czy argumentów, o których można by dyskutować, poza wymienionymi drobnostkami.

Przejdźmy do mojej ulubionej wśród tych pięciu rozdziałów sceny [Rozdział 5]:

Ostrożnie wyjrzała zza rogu.
Jabłko wypadło z dłoni i potoczyło się po chodniku. Kairn. Tam stał Kairn. Nie musiała widzieć twarzy, by wiedzieć, że to jej brat. Dostrzegła jeszcze jednego oficera, sądząc po kolorze płaszcza. Obaj przyglądali się chłopakowi może w wieku Aurory. Kairn trzymał go za włosy, zupełnie niewzruszony szlochem i wierzganiem.
Serce łomotało w piersi Aurory, gdy widziała, jak Kairn sięgnął do pasa po nóż. Nie rób tego! Aurora wyciągnęła dłoń w stronę Kairna, jakby chciała go zatrzymać. Sama nie wiedziała, czemu to zrobiła. Zimny pot sperlił się na jej plecach, a dziwny odruch kazał natychmiast cofnąć rękę, niczym w strachu przed oparzeniem. Aurora straciła oddech, widząc, jak Kairn zwyczajnie przesunął ostrzem po gardle młodego żołnierza, tnąc głęboko. Krew ściekła po jego szyi. Aurora cofnęła się o pół kroku, a łzy zakuły ją pod powiekami. Chłopak zarzucił nogami jeszcze kilkukrotnie, a potem po prostu się osunął, drżąc na całym ciele.
Kairn schylił się do niego – była pewna, że chłopak jeszcze żył – i bezceremonialnie rozciął koszulkę na jego piersi razem ze skórą. Po czym, jakby była to najzwyklejsza rzecz na świecie, wyciął z niego serce.
Stłumiła krzyk, zatykając usta dłonią, ale nieupilnowana energia rozlała się wokół Aurory. Nie mogła uwierzyć. Nie Kairn. On nie robił takich rzeczy. To jej kochany brat. Przytulał ją, kiedy była smutna, mierzwił włosy, żeby się droczyć… nie mógłby… nie…
Kairn i drugi oficer zwrócili się w jej stronę.
— O, Sigmo — wyszeptała i rzuciła się do ucieczki.
Upuściła reklamówkę. Siatka pękła, rozsypując zawartość.
Aurora potknęła się o krawężnik i upadła, zdzierając kolano. Syknęła, podniosła się i ruszyła dalej. Energia jednego z oficerów nagle stała się niesamowicie przytłaczająca. A potem zanikła. Aurora nie miała pojęcia, gdzie się znajdował i czy w ogóle za nią biegł. Odwrócenie się było zbyt ryzykowne.
Na pewno za nią podążał. Na pewno ją ścigał.
Nigdzie nie czuła Kairna. 


Zastanawiałam się, czy mam skończyć analizować treść na czwartym rozdziale, czy też zacząć piąty. Pomyślałam jednak, że do ogólnego oglądu brakuje mi trochę głębszego wejścia w wątki, więc ruszyłam dalej. Po przeczytaniu zacytowanej sceny westchnęłam z zachwytu. Mimo że jako czytelnik nie znam dobrze Aurory (nie było jej dotąd dużo), to właśnie w powyższym fragmencie ukazałaś mi wszystkie jej najważniejsze cechy: miłość do brata, która przezwycięża strach przed śmiercią. Widzę jej wrażliwość, ciekawość i lekką naiwność, jej desperację i to, że Aurora nie poddaje się tak łatwo. Że morderstwo jest dla niej czymś absolutnie nieakceptowalnym. Nie zacytowałam dalszego fragmentu, ale cała scena aż do ukrycia w świątyni jest rewelacyjna. Czuć dynamizm i potrafię mocno przeżywać wszystko to, co Aurora.
Według mnie ta scena nie tylko idealnie oddaje przeżycia wewnętrzne oraz sylwetkę psychologiczną postaci. Ponadto jest najmocniejsza pod względem akcji, oddaje wspomniane emocje, które odczuwam bardzo silnie, ale także bogata jest w detale, prezentuje tę skrupulatność, która wyróżnia tę scenę dynamiczną od innych. W pozostałych ta drobiazgowość; była ona raczej domeną scen pasywnych. Tutaj natomiast mam wrażenie, że to celowy zabieg mający na celu wyróżnienie POV akurat tej bohaterki. Jej dostrzeganie szczegółów, dokładność. Nie mówię, że to źle, że w pozostałych scenach dynamicznych aż tak tego nie widać – w końcu w tekście, w którym pojawia się tak dużo perspektyw, odnajdywanie sposobu, by wyróżnić każdą z nich, jest na wagę złota. Być może Aurora zwraca uwagę na tyle szczegółów, ponieważ stale się ukrywa i nie może stracić czujności? Podejrzewam, że perspektywa Averyn jest bardziej z tego ograbiona, ponieważ 172 żyje tylko w Akademii i nie ma tyle pola do popisu. Na pewno różnica ta czyni z Aurory postać bardziej romantyczną, wrażliwą, kiedy Averyn nie może sobie na to pozwolić. U Aurory widać jej mniejszą surowość, wyrazisty jest kontrast pomiędzy nią a ludźmi żyjącymi w Akademii. Na pewno jest to coś odrębnego dla postaci Aurory najbardziej na mnie działa. Nie mogę tego napisać o postaciach żyjących za murami Akademii, ale nie jest to wadą – w ten sposób ukazujesz różnicę między ludźmi mieszkającymi w mieście a tymi w zamknięciu.


OGÓLNIE

Zacznę więc od POV-ów. Twoje opisy emocji są niebanalne, wyciągasz największe drobnostki, które nadają klimat scenom. To zaznacza się mocno w każdym POV-ie. Najbardziej podobał mi się ten należący do Livii. Jest ona ciekawą postacią, która dodaje pikanterii całej historii. Wybrałaś ją na swego rodzaju czarną owcę i jej próby przeciwstawiania się pozostałym oficerom są świetne. Jako jedyna wyraźna antagonistka (o ile oficerów i w ogóle całą Akademię możemy nakreślać pozytywnie) po cichu miesza w fabule i widać, że coś zepsuje – to dodaje napięcia. Swoją drogą po rozmowie ze Sko, zdradziła m onai, że ta postać później gdzieś znika i nie napisałaś zbyt wielu scen z jej perspektywy. Szkoda, bo ona naprawdę ma duży potencjał.
Erem i Kairn jak na razie są nieco nijacy, gdyż ich punkty widzenia nie pojawiały się przesadnie często. Nie wiem, jak się rozwiną te postacie, ale zbudowałaś dobre fundamenty i z chęcią sprawdzę, co się z nimi dalej dzieje. Szczególnie z Kairinem i jego relacją ze 172 oraz z Varrenem.
Varren na początku wydawał mi się podobny do Geralta z Wiedźmina, jednak szybko okazało się, że jest bardziej kąśliwy i wygadany. Jeszcze nie mogę zrozumieć i rozgryźć tej postaci. Jego litowanie się nad Nairem nie pasuje mi do przyduszania czy batowania. W POV Naira czytam, że spodziewa się on po koledze wybuchu złości, latających krzeseł… ale poza sceną z regałem nie dostałam niczego drastycznego. Brakuje momentu, gdzie Varren bardziej okazuje siłę i puszczają mu hamulce. Jak na razie zgodził się tylko być posłańcem pocztowym i pomagać w spisku. Nie jestem pewna nawet, jaki udział wziął w zamieszkach z adeptem, ponieważ był to POV Miraia i panował w nim chaos.
Właśnie, Mirai. Miał jedną scenę ze swojej perspektywy w trzecim rozdziale i… to był ten moment, w którym przytłoczyło mnie to. Początek opowiadania, wiele nowych postaci z podobnymi melodycznie imionami (Kairn, Nair, Varren, Darren… nie, chwila… Deren!), których charakterów nie znam, do tego są 172 i Livia, w pewnym momencie Ilvan, a na koniec dodajesz Miraia. Sko powiedziała, że z tego, co pamięta, do tej pory w opublikowanym tekście są tylko trzy sceny z jego POV. Zastanawiam się, na ile ma to sens. Pokazujesz, że jest nieco obłąkany i marzy, by być oficerem katującym ludzi, ale dałoby się to przekazać w następnych scenach, gdzie walczy z 172. Sam fakt popisywania się aurą już dużo mówi o chłopaku. Na tym etapie wygląda on trochę jak dalszoplanowy bohater stworzony tylko po to, aby Averyn miała na kim pokazywać swoje postępy. Jeśli odgrywa ważną rolę na dalszym etapie tekstu, powinien mieć więcej scen ukazujących jego charakter (który może się rozwijać, na przykład pogłębiając w nim nienawiść), bym mogła poczuć w stosunku do niego jakieś emocje, choćby negatywne, oraz abym do momentu kluczowego dla tego bohatera nie zdążyła o nim zapomnieć.
Wrócę jeszcze do Naira. Lubię go. Wydaje się dość łagodny i zamknięty w sobie – stąd trochę nie rozumiem aż takiej złośliwości w stosunku do Livii na stołówce (choć może jeszcze dobrze go nie poznałam; myślę, że do tej pory Nair nie był tak ostry i bezpośredni, raczej skrywał emocje w sobie i uwalniał je w samotności), ale za to doceniam ukazanie jego opanowania. To do niego pasuje. Tak samo przewrót, skrywane emocje, problemy psychiczne. Wybuch w czasie rozmowy z Varrenem nadaje mu trochę drapieżnego charakteru i pokazuje desperację. Cicha woda brzegi rwie.


À propos. Czytając rozdział 3., i potem przeglądając tekst pod kątem powtórzeń, zauważyłam, że lubisz zwrot po prostu. Używali go zarówno Nair, jak i Livia w scenach po sobie:

Nair:
Wciąż miał wrażenia, że ściskał dłoń Ilvana. Dlaczego to cholerne, obrzydliwe uczucie, nie mogło po prostu zniknąć?! Niechby Sigmie cycki odpadły, najchętniej upierdoliłby sobie rękę zaraz przy samym barku, a ubrania, które miał na sobie, spaliłby tu i teraz. // Ale nie mógł. Po prostu, kurwa, nie mógł.

Livia:
Varren po prostu odszedł. Livia nie wiedziała, czy powinna bardziej się cieszyć, czy może żałować. Przecież wiedziała, po prostu wiedziała, że musiał coś knuć! (…) // Może… może Varren wyszedł po prostu w jakiejś błahej sprawie? Może po prostu był świetnym żołnierzem, w którym Ilvan dostrzegł potencjał?

Gdybym miała ci coś doradzić, to właśnie to, byś przejrzała całość pod tym kątem oraz rozpisała sobie na kartce ulubione słówka, jakieś połączenia wyrazowe swoich postaci. Jeśli ich nie masz, to nie jest nic, czego nie dałabyś rady stworzyć. Skoia lubi nadużywać w sumie i luźno, a ja po czym czy też jedynie – tak samo twoje postaci mogą się bardziej wyróżniać stylizacją. Bo choć pochodzą obecnie ze wspólnego środowiska i czerpią od siebie, nadal ich style wypowiedzi mają prawo różnić się choćby minimalnie. Także dzięki temu nie będziesz swoich ulubionych kwestii przypisywać każdej postaci i czytelnik jeszcze bardziej wczuje się w tekst, zapominając, że wszystkie POV-y w rzeczywistości pisała jedna osoba.

Wiem, że pięć rozdziałów to jednocześnie mało i dużo. Na tyle dużo, by móc wyrobić sobie opinię o twoim stylu, dobrze poprowadzonej narracji, zachowaniu logiki świata przedstawionego, ale także mało, aby wypowiedzieć się całościowo o tak rozbudowanej fabule. Na podstawie tego, co przeczytałam, sądzę, że jest bardzo dobra i dopracowana. Historia wciąga. Nie pieścisz się z czytelnikami i wprost pokazujesz brutalność, co dla dorosłego czytelnika wychodzi jak najbardziej na plus. Tempo rozwoju fabuły jest okej, nie spieszysz się, ale też nie da się nudzić. Z tekstem się wręcz płynie.

Po przeczytaniu pierwszego i części drugiego rozdziału miałam wrażenie, że: gdzieś to już widziałam. Gdybym nie wiedziała, że piszesz tę historię od kilku (czy nawet kilkunastu!) lat, założyłabym, że wzorowałaś się na Squid Game. Sama otoczka ludzi w maskach, którzy muszą ukrywać twarze i mają nadane rangi, oraz spisek wśród nich, numerowanie adeptów i zwracanie się do nich tymi numerami, zabijanie za nieposłuszność i bezwzględność w tym czynie, wrażenie zamknięcia w więzieniu i ostatecznie szaleniec, który tym wszystkim dowodzi. Dążenie do przetrwania najlepszych.




Mam pozytywne skojarzenia z tym serialem, a jego otoczkę wyczuwałam w twoim opowiadaniu. Niesamowity zbieg okoliczności. Dopiero z biegiem rozdziałów te nieco pokrywające się ze Squid Game ścieżki się rozdzieliły. Czy to dobrze, że poniekąd częściowo coś podobnego do twojego opowiadania istnieje? Myślę, że odpowiedzią jest popularność serialu i to, jak tego pokroju historie dobrze się sprzedają. I wciągają. Uważam, że Łzy Niewiernego mogą odnieść sukces.


Nie będę się rozpisywać już więcej na temat fabuły i osadzonych w niej bohaterów, bo jedno i drugie to majstersztyk. Narracja jest rewelacyjna, styl masz świetny i opowiadanie całkowicie pochłania. Jest jednak jedna rzecz, której nieco mi brakowało i która trochę poprawiła się w piątym rozdziale, a mianowicie tło wydarzeń. Ciągle zadawałam sobie pytanie: jak właściwie wygląda Akademia? 172 opisywała to, co widziała, ale wciąż czułam niedosyt. Wiem, że w scenach dynamicznych oraz przy bohaterach znających miejsce, w którym żyją, oddawanie otoczenia nie jest proste, jednak są momenty, gdzie dało się wpleść więcej. Na przykład wtedy, gdy 172 wchodziła do kolejnej sali zajęciowej. Albo w pierwszej scenie, kiedy zachwycała się wolnym czasem i tym, że będzie mogla jeść pożywne posiłki, ale nie przemyciłaś żadnego zachwytu/zdziwienia/niedowierzenia choćby (chyba) indywidualną łazienką bądź miękkim łóżkiem. Od początku, czytając o stołówce, wyobrażałam sobie Hogwart, a przy liczeniu adeptów przy drzwiach, miałam przed oczami scenę ze Squid Game, gdy zamaskowani musieli wstawać na poranne zebranie w korytarzu. Ale to za mało i nie chcę czerpać z popularnych wzorców popkulturowych. Przecież Łzy Niewiernego są indywidualnym uniwersum i chciałabym to wszystko móc czerpać z nich.
W rzeczywistości jedyne, co wiem o otoczeniu Akademii, to to, że za murami jest morze. Czy jest tam jakieś podwórko bądź boisko na świeżym powietrzu? W zasadzie nie sprecyzowałaś nawet, jak daleko od tego miejsca jest miasto. Skoro tętniło życiem, to pewnie w znacznej oddali – pisałaś, że blisko murów nie było praktycznie mieszkańców. Ciężko jest mi więc wyobrazić sobie miejsce, w którym poruszają się postacie. Widzę długie, kamienne i ponure korytarze. Gabinety są ciemne i w szarych odcieniach o surowych ścianach i drewnianych, nieco zniszczonych meblach. Trochę kojarzą mi się z azkabańskimi celami bądź hogwarckimi lochami.




Wiem, Den, że krótko i pewnie nie tego się spodziewałaś, ale nie mam nic więcej do dodania. Podsumowując, twoje opowiadanie nie nadaje się już do zgłaszania nigdzie w blogosferze – po prostu nic ci to nie da. Uwierz w swój tekst, bo jest świetny. Nie jestem w stanie powiedzieć ci o nim nic nowego, czego już nie wiesz. Przeczytałam sporo stron i będę czytać dalej – nie dla oceny, ale dla własnej przyjemności. Na potrzeby analizy wzięłam pod lupę jedynie pięć rozdziałów, ponieważ nie chcę, byś czekała dłużej, a i tak wiem, że dalej utrzymujesz równie wysoki poziom. Jedyne, czego potrzebuje twój tekst to… dokończenia i dobrego wydawcy. Jeśli chcesz jeszcze kolejnej redakcji, to już tylko zaawansowanej, której nie znajdziesz na Bloggerze. Łezki czyta się jak książkę i nie widać, by coś zgrzytało, by czymkolwiek odstawały, więc i ocena ta nie ma sensu, mogłaby być ewentualnie recenzją. Ale po pierwsze: całości, a po drugie – napisaną przez profesjonalistę.
Deneve, masz talent i wspaniały warsztat. Wiem, że to, co napisałam, to niedużo. Długo zbierałam myśli i nie wycisnę z siebie nic więcej – bo nie ma o czym pisać, a bezcelowe jest wychwalanie każdej sceny po kolei. Bezdyskusyjnie wystawiam wybitny (6/6) i zmykaj.

Pisz dalej i czekam na książkę na mojej półce – z (mam nadzieję) twoim autografem.
Skoia: Ja też chcę! Ja też!






A, i żeby nie było tak pięknie, na koniec zostawiam ci…

Powtórzenia

Przy czym pamiętaj, że to już kwestia kosmetyki, więc niczym się nie przejmuj. Niektóre przykłady pewnie nawet da się obronić, po prostu chciałabym, byś o nich wiedziała i sama zdecydowała, czy wymagają interwencji z twojej strony. Wiem, że ocena jest krótka, więc zagracenie jej powtórzeniami może sugerować, że masz ich sporo, ale to nieprawda – wystarczy spojrzeć, jak obszerny jest materiał źródłowy.

Rozdział 1

Nie wiedziała dlaczego, ale jego spokojny, monotonny głos, przywodzący na myśl dziecko recytujące wierszyk, sprawił, że nie potrafiła uwierzyć w ani jedno jego słowo.

Mężczyzna spoglądał na nią nieco nieodgadnionym spojrzeniem. Miała wrażenie, że jego oczy przepełniało zaciekawienie. Źrenice przesuwały się powoli, aż wreszcie spojrzał 172 prosto w oczy. Z trudem to znosiła, a jednak nie potrafiła odwrócić wzroku. // Oficer o brązowych włosach szturchnął go i wreszcie tamten spojrzał w podłogę. 172 czym prędzej wykorzystała tę okazję i wbiła spojrzenie w medyka (…)

172 uderzyła go raz jeszcze, tym razem mocniej. A potem znowu, wkładając w to jeszcze więcej siły,

172 skupiła się na szumie wody, ale nie był w stanie zagłuszyć tego, co słyszała. // Opłukała się czym prędzej i spojrzała w stronę prysznica, pod którym stała wcześniej adeptka, która ją ostrzegła, ale już jej tam nie było. 172 chwiejnym krokiem ruszyła więc do szatni. Nogi miała jak z waty. Nie znała numeru dziewczyny, ale wiedziała, że była jej coś winna.


Rozdział 2

Tak było w przypadku Kairna. Nie wątpił, że Varren, Erem czy Livia też coś mu wisieli. Co do Derena nie był pewien (…). – Może: wahał się albo nie miał pewności?

(…) wszystko, co tylko zwykłym zjadaczom chleba było potrzebne do życia. Jeśli Varren się nie mylił, niedaleko był też szpital (…).

Nie miał zamiaru się z nią kłócić. // Siostra Kairna miała całkiem długie włosy (…).

Miał wrażenie, że lada chwila, a zje własne zęby, gdy skaner przesunął się nad listem… i nie wydał żadnego dźwięku. Mało brakowało, a Varren wypuściłby z płuc nieświadomie wstrzymywane powietrze.



Rozdział 3

Głos, gdy przysiadał się do oficerskiego stolika i ściągnął maskę, miał tak samo obojętny jak zwykle. // A jednak miała wrażenie, że był podenerwowany.

Gdyby doszło do buntu, co mimo wszystko nie było w Akademii niemożliwe – choć starali się tłumić wszystkie występki (…).

Opuścił spojrzenie i spojrzał na ręce. // Nagle wydały mu się brudne. // Woda zaszumiała ponownie. Nair namydlił dłonie, umył w letniej wodzie, strzepnął i spojrzał na szeroko rozłożone palce.

Livia wiedziała, że tym razem musiało się udać. Wcześniej miała tylko podejrzenia, teraz wiedziała, że wychodził za bramę. – Tutaj najmocniej waham się nad celowością powtórzenia, niemniej wolę się upewnić i ci je wskazać, ponieważ słowo wiedziała użyte zostało w dwóch różnych kontekstach (ad tego, że się uda i ad wychodzenia za bramę). To sprawia, że tę celowość trudniej kupić.


Rozdział 4

Poprawił jeszcze kilka buteleczek pod ścianą tak, by etykieta każdej ustawiona była pod idealnym kątem, aż wreszcie pukanie do drzwi przerwało jego wieczorny rytuał.
— Wejść — powiedział, nie spoglądając w [ich] stronę drzwi. Doskonale wiedział, kto za nimi stał.
Averyn nieśmiało weszła do środka i skłoniła głowę. Zamknęła za sobą drzwi i stanęła na środku pomieszczenia. – Gdy usuniesz środkowe, dwa zewnętrzne nie będą zwracać uwagi.

Ale ma na tyle oleju w głowie, że wie, że lepiej próbować stać po mojej stronie i liczyć na jakiś akt łaski z mojej strony, niż próbować zrzucić mnie ze stołka. Jak już zauważyłaś: jestem kurewsko zdeterminowany. – Wiem, że to wypowiedź dialogowa, a w niej niekoniecznie bierze się powtórzenia pod uwagę, jednak tu mi się gryzie. Mam wrażenie, że naturalniej byłoby: (…) lepiej próbować stać po mojej stronie i liczyć na jakiś akt łaski, niż próbować zrzucić mnie ze stołka.

Ale z taką twarzą nic nie poradzę — zakończył gorzkim żartem. // Livia prychnęła, ale uśmiechnęła się cierpko.

Varren też miał z tym problem, ale wszystko udało się w porę opanować dzięki lekom obniżającym odporność. Ale i tak niepokój wkradł się do jego myśli głębiej (…).

Był pewny, że zapewnił sobie odpowiednie alibi (…) – średnio to brzmi. Może załatwił/zagwarantował/zadbał o swoje?

Odsunął się od Ilvana, który wskazał mu miejsce po prawicy, i usiadł. Spojrzał po przekątnej na siedzącego już Kairna, który natychmiast odwrócił wzrok.

(…) posłał Nairowi znaczące spojrzenie, ale nie potrafił wyczytać czegokolwiek z jego pustej twarzy.
— Mam zatem nadzieję, że Nair miał na mój temat same dobre rzeczy do powiedzenia — mruknął ostrożnie, nadal mierząc się z nim spojrzeniem. (…) // Ilvan poklepał Varrena po ramieniu, a ten spojrzał na niego, uśmiechając się krzywo. Nair podążył spojrzeniem na Ilvana.

Zupełnie jakby… wiedział o Aurorze. // To znaczy, oczywiście, musiał wiedzieć, na pewno to on ją wszczepiał. Och, oczywiście, że Nair wiedział. Ale z jakiegoś powodu nie w smak było mu, że to Varren wiedział. – Rozumiem celowość trzech pierwszych, ale ten czwarty, szczególnie że tak jak poprzedni stoi na końcu zdania, nie brzmi już tak dobrze.

Zrobił sobie przerwę i zapalił, siadając w oknie. Teraz nie musiał kryć się z papierosami, ale właściwie zrobił to jakoś z przyzwyczajenia.


Rozdział 5

Ale Aurora biegła. Biegła co sił, oddychając szybko. Biegła co sił, oddychając szybko. Wyhamowała przed kimś jadącym na rowerze, aż zaryła piętami w ścieżce.

Spojrzała na niego. 168 obciął ją spojrzeniem i uniósł brwi z pogardą, jakby chciał powiedzieć: „ćwiczyć z tym czymś?” – 172 miała ochotę rozkwasić mu ten grymas na twarzy tak bardzo, że aż nie przypominałby samego siebie, ale tylko przewróciła oczami i spojrzała z powrotem na oficera.

Może naprawdę mógł mu powiedzieć? Może… może Varren by go zrozumiał?
— Nie jestem taki jak on — powiedział Nair (…).

Chłopak zarzucił nogami jeszcze kilkukrotnie, a potem po prostu się osunął, drżąc na całym ciele. // Kairn schylił się do niego – była pewna, że chłopak jeszcze żył

(…) a gdy ją złapała, bez zastanowienia szarpnęła z całych sił. // Gdy 172 otworzyła oczy, zrozumiała, że oddychała ciężko i drżała na całym ciele. Starła się z aurą oficera i rozchyliła usta, gdy zdała sobie sprawę, że mogła stawić mu realny opór.



Za betę, wszelkie wskazówki i sprostowania dziękuję niezastąpionej Skoi. <3
A poniżej zapraszam na jej dawkę wspomnień:


Tak, to ja, kłaniam się nisko, dzień dobry.
Natrafiwszy na jedno ze zdań w czasie bety – to, w którym For zauważa, że Łezki mają już kilka lat – dopisałam nawias, że pewnie i z kilkanaście oraz próbowałam na własną rękę doliczyć się ile. Nie udało mi się, bo i nie mam żadnego punktu zaczepienia, poza ocenką wystawioną ci w… 2013 roku, czyli, niech no policzę, osiem wiosen temu, ale w sumie już wtedy napisałaś mi w komentarzu pod notką, że: Właściwie ta fabuła żyje w mojej głowie od kilku lat.
Nie znałyśmy się wtedy. Byłam jedną z randomowych blogerek i zupełnie nic nie łączyło mnie z tobą ani Łezkami. I chociaż oceniającą okazałam się na tamten czas fatalną – na to akurat spuśćmy może zasłonę milczenia – już wtedy Łezki były dla mnie wyznacznikiem tekstu celującego (6/6).
Jako że jestem w stanie odkopać tę ocenę z czeluści dysku twardego swojego starego laptopa, a pewnie ciekawscy znajdą ją gdzieś w archiwum Pana Gugla, pozwoliłam sobie zacytować pewien fragment:


[kliknij, aby powiększyć]


We „Łzach Niewiernego” znalazłam wszystko, czego potrzeba, by pisać. Nie tylko talent i bogactwo językowe. Przede wszystkim dojrzałość. Estetykę tekstu. Pomysł na fabułę i przedstawienie jej. Świetna organizacja, czyli jaki wątek urwać, a jaki rozpocząć, aby zaintrygować czytelnika i sprawić, by wrócił przeczytać rozdział kolejny, kipiąc z niecierpliwości (…) W czasie czytania współczułam, złościłam się na Czarnego Asa, nie dowierzałam, jak łatwo można wyobrazić sobie tak dobrze opisany świat stworzony, jakby nie było, przez amatora literackiego. Potrafisz łączyć emocje, wiesz, kiedy czytelnik powinien zapłakać, a kiedy się zaśmiać. Kiedy wsadzić w usta bohatera odrobinę sarkazmu, kiedy go zezłościć, jak sprawić, by krzyknął i zrobił to realistycznie, a nie sztucznie czy przesadnie. (…) Postacie są naprawdę różnorodne. Każda z nich ma swój urok, swoje wady i zalety. Nie przedstawiasz ich jako złych czy dobrych, czytelnicy sami mają prawo o tym zadecydować. Każdy z bohaterów ma swoją przeszłość, mroczną tajemnicę ukrytą na dnie serca. Mimo trudnych na początku do przyswojenia imion, trudno ich ze sobą pomylić. Wszystko masz pozapinane na ostatni guzik.


Tak wyglądała moja opinia o tym tytule wystawiona osiem lat temu. Z perspektywy czasu pamiętam jednak, i ty pewnie też, jak słaby był warsztatowo, ale wynika to tylko z tego, że byłaś znacznie młodsza. Nierealne byłoby, gdybyś wtedy oddała mi Łezki, które wyglądałyby jak te dziś. Od pierwszej wersji zmieniło się w sumie wszystko, ale!, jednocześnie wcale nie zmienił się ogólny character development postaci, tło Akademii i główny konflikt fabularny czy emocje, które ten tekst budzi w odbiorcach, dziś nieco starszych.
Fajnie było tak po prostu dorastać z Łezkami.
Od pierwszej oceny śledziłam zmiany, które wprowadzasz, doczekałam się bodajże trzech wersji; dwie pierwsze, które znałam, dziś obie nazwałybyśmy pudrowaniem trupa, dopiero ta trzecia, kiedy cały wieloletni materiał miałaś odwagę wyrzucić do kosza i na jego zgliszczach napisać to wszystko zupełnie od nowa… dopiero teraz to jest to. Nie będzie lepsze, nie musisz zaczynać czwarty raz (czy może nawet piąty, bo nie jestem pewna, czy wersja, którą oceniałam, była pierwszą). Dla mnie to niezbity dowód, że odpowiednie samozaparcie, otwartość na rozwój i przyznanie się przed samym sobą, że tekst jest co najwyżej średni i zdecydowanie może być lepszy – tylko to daje efekty. Łezki, szczególnie ich pierwsza wersja, powinny stać się przykładem dla innych amatorskich autorów sieciowych niezależnie od wieku i doświadczenia, oraz dowodem, że nie ma dróg na skróty.
Droga Łez Niewiernego, ale też każdego innego opowiadania sieciowego, na którym autorowi zależy i które jest tworzone od lat tylko na podstawie samorozwoju i pasji, nie może być inna. Na szczęście to ona daje najwięcej satysfakcji i owocuje w wysokojakościowy tekst w rękach autora. A co z nim dalej zrobi – zależy tylko od niego. Tylko nie każ nam czekać kolejną dekadę, Den, bo niby zawsze może być lepiej. No pewnie, że tak, bo napisanie idealnej powieści może przypominać ściganie horyzontu albo gonienie króliczka. Kiedyś trzeba przestać go ścigać, a zacząć wierzyć, że idealnej już być nie musi.
Inaczej wszyscy skończymy jak ten Joseph Grand i nigdy nie wyjedziemy z Lasku Bulońskiego…




15 komentarzy:

  1. Zanim napiszę szerszy komentarz: BORZE JAKA TA OCENA TENDENCYJNA, WIDAĆ, ŻE AUTORKA ZNA SIĘ Z OCENIAJĄCYMI I SŁODZIŁY JEJ TYLKO PO ZNAJOMOŚCI PFFF CO TO W OGÓLE MA BYĆ


    ok, napisałam to, więc każdy kolejny komentarz, który to powieli, nie będzie miał już tak mocnego wydźwięku XDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OCZYWIŚCIE, WSZYSCY ZNAJOMI MAJĄ Z MARSZU PIĄTECZKI! XD

      Usuń
  2. Absolutnie nie przejmujcie się tym, że to trwało, doskonale wiem, jakie potrafi być życie. :v

    1. Ogólnie mam wrażenie, że poprawiałyśmy ten tekst ze Skoią jakieś milion razy, a ciągle coś jeszcze się znajduje. Powtórzenia i jakieś ulubione sformułowania to chyba największa bolączka tego tekstu pod względem takim poprawnościowym – ale ja po prostu tego nie widzę, nawet jak tekst odleży (no, może wtedy trochę widzę, ale nadal niewystarczająco xD), więc wszystkie takie wytknięcia mega ułatwią i przyspieszą mi pracę przy czyszczeniu. Dlatego dziękuję za każdą uwagę pod tym kątem! <3 (za każdą inną też oczywiście!)

    2. No i trochę zaimki, chociaż z tym już trochę lepiej (ALE NADAL NIE DOŚĆ DOBRZE REEEEE)

    3. Kolejną bolączką tego tekstu są, no, opisy. Całkowicie się z tym zgadzam, mam w planach rozbudowanie scen i opisanie otoczenia, jak najbardziej. Czasem zapominam, że powinnam trochę wyjść z głów bohaterów choć na chwilę – chociaż wydaje mi się (może złudnie), że dalej jest pod tym względem odrobinę lepiej. Tym niemniej, wiadomo, początek (najbardziej) potrzebuje doszlifowania.

    4. Cykle weszły jakoś później, początkowo miałam normalne lata, ale stwierdziłam, że to nie jest dość TRUE i zmieniłam na cykle, mimo że szukałam, to jak widać nie wszędzie się udało. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Tak ma chyba każdy i to jest oczywiste – przy dłuższej pracy z tekstem tego po prostu nie widać. :D Ale patrząc na ilość materiału, jest tego naprawdę niewiele.

      4. Bardzo spodobał mi się pomysł z cyklami! Gdzieś coś umknęło, ale właśnie cykle nadały takiego fajnego, magicznego klimatu.

      Usuń
  3. 5. Co do Infranet/Intranet – zmieniałam to na docu całkiem niedawno, bo totalnie nie wiem, która wersja jest poprawna (xD), zawsze zapominam sprawdzić, więc chociaż do doca wrzuciłam tę drugą, żeby mi nie uciekło, bo mam pamięć złotej rybki. Chyba Intranet to ta poprawna. Chodzi o to, że mają sieć, ale zamkniętą, tylko na terenie kraju, więc nie mogą podejrzeć niczego spoza swojego kraju, tak jak nikt nie może podejrzeć (oficjalnie) tego, co jest u nich.

    6. Nair jest bardziej wyszczekany, niż się wydaje, dużo to gra pozorów, co wychodzi później, ale teraz tak myślę, że im więcej POVów się ma, tym trudniej znaleźć dla wszystkich bohaterów odpowiednią ilość czasu antenowego i jednocześnie nie zanudzić czytelnika na śmierć rozwlekaniem ich myśli w nieskończoność, dlatego wydaje mi się, że wycięcie POVu Miraia może być dobrym pomysłem, chociaż wcześniej o tym nie myślałam, ale jak najbardziej to bardzo dobra uwaga.

    7. Wiesz, Den, to nie brzmi tak, jakby Nair starał się pomóc Varrenowi ze względu na jakiś plan, który mógł zostać przez niego pokrzyżowany, ale tak, jakby rzeczywiście się martwił o kumpla. – właśnie o to chodzi, całkiem niedługo później okazuje się, że Nair wcale nie jest taki wyrachowany, jak chciałby, żeby o nim myślano. :D Ale przy szlifowaniu będę te sceny na pewno trochę przerabiać i starać się, żeby wszystko wybrzmiało poprawnie. I tak, Nair też się oszukuje, że na nikim i niczym mu nie zależy. To będzie brzmieć jak tłumaczenie aŁtoreczki, ale Nair totalnie jest postacią, któa ma być pełna sprzeczności (tzn. tak, żeby to nadal miało ręce i nogi) ze względu na ciągły stres, zaburzenia, leki, którymi się faszeruje itd., gdzie z czasem, gdy Nair trochę się otworzy, czytelnik powie "aha! To dlatego!" – ale jeśli jest to za bardzo mylące dla czytelnika, to jak najbardziej postaram się to przerobić tak, żeby miało sens.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 5. Okej, teraz to zrozumiałe. Trochę jak w Korei Płn. xD Ale w sumie to good idea przy akademickim reżimie.

      7. Rzeczywiście to oszukiwanie się Naira jak najbardziej mi do niego pasuje. W tej scenie jednak mnie zmyliło – może to tylko moje wrażenie; pamiętaj, że to sugestia.

      Usuń
  4. 8. Ah, Nair nie jest obdarzony w pełni, w sensie ten cały śmieszny kamień daje różne rodzaje mocy (xD), leczenie, magia, siła albo wszystko połączone. Nair jest obdarzony tylko w 1/3. Teraz nie pamiętam, czy ktoś mi powiedział, że to jest zbyt łopatologiczne tłumaczenie i je wyrzuciłam, czy po prostu nigdy tego nie było w tekście, ale mam jakieś złudne wspomnienia (xD), tym niemniej na pewno spróbuję to wpleść gdzieś w tekst.

    9. Co do zaimków i jakichś dziwnych konstrukcji oczywiście się zgadzam, tutaj po prostu nie ma nic do dyskusji, więc nie będę się nad tym rozwlekać.

    10. I w ogóle ECH xD co do imion – wiem, że one brzmią mega podobnie. Powstały, gdy miałam, nie wiem, 12 lat XDDDD (teraz mam prawie 29) Ciągle myślę nad ich zmianą w ostatecznej wersji, wspomniałam kiedyś o tym Skoi i prawie mnie się na mnie śmiertelnie obraziła. JESTEM W KROPCE.

    Nie mam pojęcia, która to już wersja, chyba nie chcę liczyć. Ale wierzę, że to ta ostatnia, bo w końcu jak czytam poprzednie rozdziały to widzę jakieś pole do poprawki, ale generalnie nie wykręca mnie z zażenowania. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 8. Byłam skonsternowana, bo czytałam kilka razy, ze Nair nie ma mocy, a tu nagle... zamykał rany w sposób magiczny. Czyli jednak tej mocy całkiem pozbawiony nie był. Stąd moje zdziwienie. Myślę, że małe wplecenie gdzieś jakiegoś sprytnego sprostowania załatwi całą sprawę.

      10. Bo to pewnie kwestia przyzwyczajenia, po prostu dla świeżego czytelnika może to być mylące przy tylu POV-ach. Ale cóż, SKOIA ZARZĄDZIŁA. XD

      Jaka wersja? Daj spokój, Den, przecież tekst nie wymaga wielu zmian. Większość moich uwag możesz poprawić, wplatając jedno zdanie. Najwięcej pracy byłoby przy ewentualnym wyrzucaniu punktu widzenia Miraia. Ale absolutnie nie ma potrzeby tworzenia nowej wersji ! I nie pozwalam ci być zażenowaną, powinnaś być dumna z tego tekstu.

      Usuń
  5. Absolutnie nie będę Was męczyć o kolejną ocenę, żeby czytać te moje ściany tekstu! Ale jestem bardzo, bardzo, bardzo, bardzo wdzięczna za tę ocenę! <3 WIDZĘ, ŻE SKOIA MUSIAŁA DORZUCIĆ KILKA GROSZY NA KONIEC. NO NIE POWIEM, ŻE W JAKIKOLWIEK SPOSÓB MNIE TO DZIWI XD

    Nie uważam, żebym pisała jakoś świetnie, ale myślę, że to taki stabilny i znośny poziom, z tym, że widzę, jakie postępy poczyniłam przez te wszystkie lata. I zgadzam się: nie ma drogi na skróty. A przede wszystkim autorzy sami sobie jakąkolwiek drogę zamykają, uważając, że piszą dobrze i nic więcej nie da się już poprawić, a wydawcy powinni się o nich pojedynkować. To tak nie działa (prawie) nikt nie rodzi się literackim geniuszem. Trzeba pokory. Trzeba umieć przełknąć krytykę i umieć się z nią zgodzić.

    A potem usiąść, wyrzucić absolutnie wszystko i zacząć od nowa. Lepiej.

    Thanks For Coming To My TED Talk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętaj Den, że czasem nadchodzi moment, gdy już nie da się lepiej, nawet jeśli sądzisz, że się da. Czasem trzeba ruszyć w przód, a nie wiecznie poprawiać to samo, bo inaczej zawsze będzie się stało w miejscu. Nie masz powodu stać. Ruszaj dalej i... PISZ JUŻ NASTĘPNY ROZDZIAŁ ŁEZEK!!1111ONEONEELEVEN #SkoiaTeam

      Usuń
  6. Bardzo dziękuję za ocenkę i Wasz czas poświęcony na przeczytanie tekstu, skomentowanie i wytknięcie błędów. Mam nadzieję, że nie uważacie tego czasu za stracony i że było w miarę gładko przebrnąć przez tę kobyłę.

    Za wdrażanie poprawek zabiorę się pewnie najszybciej w przyszłym tygodniu, bo jak jestem u rodziców, to absolutnie nie potrafię się zmusić do otarcia docsa czy bloga, żeby cokolwiek napisać/poprawić.

    Bardzo dziękuję! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie Łezek to była czysta przyjemność i będę czytać dalej z wielką chęcią. Cieszę się, że ocena się przydała i masz motywację do poprawy tych drobnostek. Teraz to już będzie perełka. :D

      Usuń
  7. Wszystkie literówki i braki przecinków w komentarzach wyżej sponsorują moje krzywe palce; jeśli nie odniosłam się do jakiejś kwestii, to absolutnie nie zrobiłam tego specjalnie, tylko przeoczyłam – po prostu mój mały móżdżek nie jest w stanie za wiele zdziałać, kiedy jednocześnie musi oddychać i klikać w klawisze. xD

    OdpowiedzUsuń
  8. A no i scena z Aurorą to też jedna z moich ulubionych! <3

    OdpowiedzUsuń