[211] ocena tekstu: Lysandrowe fantazje [2]








[211] OCENA
Tytuł: Lysandrowe fantazje
Autorka: Fallen Angel 
Tematyka: fanfiction – Słodki Flirt 
Oceniają: Forfeit, Skoiastel

Cześć, Fallen Angel! Ile to już minęło? Ach, półtora roku. Wydaje się, jakby to było wczoraj, prawda? Zobaczmy więc, czy twój warsztat się poprawił czy może nadal popełniasz dawne błędy. Tym razem ocenimy cię we dwie, zasady już znasz, więc zaczynajmy. 
Już na pierwszy rzut oka widać, że poprawiłaś szatę graficzną bloga. Jest estetycznie i znacznie przyjemniej się czyta posty (poza miniaturą z głównej; za mały rozmiar znaków, za wielka interlinia). Gdyby się czegoś przyczepić, byłaby to ramka z menu z rażąco drobnym fontem, w dodatku zapisanym kursywą. Niezbyt przejrzyście.
Kolejne smaczki rzucają się w oczy dopiero po zajrzeniu w zakładki. Te ze spisami treści, w których to zdecydowałaś się na linkowane obrazki, nie są zbyt eleganckie. Obrazki są spore i różnej wielkości, ostatni to wręcz kobyła. A gdyby tak sprowadzić je wszystkie do jednego rozmiaru, na przykład szerszego niż wyższego, w formie bannerów? Obecnie spis nie zachęca, ponieważ średnio pełni swoją funkcję – aby się dostać do dalszych rozdziałów, trzeba się nascrollować. Ach, no i font, którym podpisujesz grafiki… Czy to nie jest przypadkiem legendarny Comis Sans MS, ergo: font – żart, kojarzony z Onetem, rok 2006? Czuję się, jakbym przeniosła się w czasie. Ostatni obrazek ma za to inną czcionkę. 
Jeżeli chcesz wykonać profesjonalne bannery tej samej wielkości w bardzo prosty sposób, a w dodatku nie martwić się o zdjęcia na wolnej licencji i estetyczne czcionki – sprawdź [Canvę]
(A tak swoją drogą, gdzie w zakładce współpraca wcięło link do WS?).


ROZDZIAŁ 1

Szczerze polecam ci przed tekstem właściwym zrobić jeden enter, robiąc przerwę poniżej tytułu notki. Jako że czcionka w tytułach przypomina pismo odręczne i ma zawijane literki, wydaje się, jakby prawie wjeżdżały na post. 

— No, [przecinek zbędny] już idę, marudo. — Przyjaciółka westchnęła ciężko, zamykając z trzaskiem szafkę. – Wprawdzie mogłabym też uznać, że ten przecinek sugeruje coś w rodzaju wykrzyknienia z naciskiem na no (w stylu: No! Idę już), ale dalej wspominasz, że Char wzdycha ciężko i jest raczej osowiała. Stąd moja sugestia o zachowaniu płynności tej kwestii.

Odetchnęłam z niewielka ulgą, gdy w końcu mogłyśmy zacząć się przedzierać przez zatłoczony korytarz. – Już w trzeciej linijce masz literówkę. Mam nadzieję, że to przeoczenie. 

Jako że byłam drobniejsza, wysunęłam się na prowadzenie i skutecznie przebiłam się przez tłumy uczniów,[przecinek zbędny] spieszących się na lekcje. – Drugie się zbędne. Gdy występuje w dwóch zdaniach składowych, jedno po drugim, powtórzone można spokojnie pominąć, bo pozostaje w domyśle.

Generalnie główna bohaterka nie musi Charlotte nazywać w swojej narracji przyjaciółką. Na pewno będę miała okazję zobaczyć, że dziewczyny się przyjaźnią, samodzielnie wywnioskuję to z którejś ze scen. Pamiętam, że ostatnio rozmawiałyśmy o kolorach włosów i, okej, tutaj się nie pojawiają – to duży plus – ale wciąż możesz zadbać o to, aby narracja pierwszoosobowa była bardziej naturalna. Spójrz:
Kiedy znalazłam się w mniej obleganej [zbędna podwójna spacja] przez ludzi części korytarza, zwolniłam i zaczekałam na Char. Odwróciłam się w jej stronę i dostrzegłam[,] jak ta rozmawia z jakimś chłopakiem, który zagrodził jej drogę
Dziewczyna mimo oburzenia, które swoją drogą było pozorowane, flirtowała w najlepsze. Zacisnęłam zęby i zamknęłam oczy[,] modląc się w duchu o cierpliwość do przyjaciółki. – Nie musisz pisać, że pozorowała coś dziewczyna. Raz, że podmiot od poprzedniego zdania wcale się nie zmienił; dwa – Char podobno była bliska bohaterce, więc skąd u tej drugiej brałby się taki obiektywizm w określaniu kumpeli? Zasugeruję ci coś: 
Kiedy znalazłam się w mniej obleganej części korytarza, zwolniłam i zaczekałam na Char. Odwracając się do niej, dostrzegłam, jak rozmawia z jakimś chłopakiem stojącym na jej drodze. Mimo pozorowanego oburzenia flirtowała w najlepsze. Zacisnęłam zęby i zamknęłam oczy. Cierpliwości...
Zauważ też, że z pierwszego zdania wycięłam dopisek przez ludzi. Bo kto niby inny mógłby oblegać zatłoczony szkolny korytarz? Inna sprawa, że pobawiłam się trochę zaimkami, by nie musieć wciąż szukać dookreśleń dla Char, odpadły więc nienaturalne dziewczyna i przyjaciółkaPamiętaj jednak, że to jedynie bardzo luźne sugestie; nie musisz kopiować i wklejać ich dokładnie 1:1. Potraktuj to jak wskazówki. 
Mam też uwagę stricte fabularną: najpierw piszesz, że bohaterka dopiero co odwróciła się do Charlotte i zobaczyła ją z chłopakiem, a dopiero potem stwierdziła, że już wcześniej zagrodził Char drogę. Skąd to wiedziała, skoro, gdy przyłapała ich na rozmowie, było już po fakcie, bohaterowie po prostu stali obok siebie? Nie widziała zagradzania, ponieważ stała wtedy do nich tyłem.
Do tego końcówka: masz narrację pierwszoosobową, bohaterka nie musi myśleć o tym, że się w tym momencie modli. Oddaj to wprost.
Ach, no i powtórzenia. W twojej wersji jest ich zdecydowanie za dużo (w dalszej części oceny również będę je pogrubiać). 
Na prawdę było mi głupio przerywać przyjaciółce w rozmowie, ale zwyciężyło wiszące nad nami poważne ryzyko spóźnienia, o czym jej wspomniałam. – Naprawdę. Przerywać rozmowę.

Na szczęście nie było jeszcze nauczyciela, który miał tendencje[ę] do przychodzenia przed dzwonkiem. Akurat [w] momencie, gdy zajęłyśmy swoje miejsca, do pomieszczenia wszedł pan Cartez. – Bohaterka wcześniej wspomina, że hiszpański to jej ulubiony przedmiot, ale jednocześnie nie wydaje się w żaden sposób zżyta z panem Cartezem. Nazywa go w myśli bardzo chłodno, obiektywnie, ot, nauczycielem. Dalej nazywa go mężczyzną
Mężczyzna usiadł za biurkiem, wyciągając z torby laptopa, podręcznik i kalendarz, w którym zapisywał nie tylko terminy klasówek, ale także różne notatki dotyczące zajęć. – To zdanie brzmi jak wyrwane z narracji trzecioosobowej narratora wszystkowiedzącego. Nie ma w nim żadnego ducha. Niczego, co by przypominało o tym, że narratorka lubi i przedmiot, i wykładowcę.
To dopiero pierwszy rozdział, początki, i naprawdę doceniam progres, który zrobiłaś, bo jest całkiem spory, ale jednocześnie wciąż nie czuję, by ta pierwszoosobówka była szczera, naturalna, intymna. Oddawała twoją postać na sto procent. 

— Buenos dias[,] estudiantes! // Buenos dias[,] señor Cartez! – Nie znam hiszpańskiego, ale poznaję, co oznaczają te słowa i widzę tam wołacze. A przecinków – nie.

— Na początku zajęć, [przecinek zbędny] chciałbym poinformować was o klasówce w przyszłym tygodniu z ostatniego materiału dotyczącego żywienia i zdrowia. 

W połowie spisu do klasy wszedł wysoki chłopak, na którego widok większość dziewcząt westchnęła przeciągle. Tylko ja zirytowana przewróciłam oczami. – Z fragmentu wynika, że narratorka zna tego bohatera, bo irytuje ją zapewne nie pierwszy raz. Dlaczego więc myśli o nim per chłopak, a nie, na przykład, per dupek, buc czy osioł (w zależności od charakteru Michelle). Nie wiem, na ile twoja bohaterka jest taktowna i kulturalna, a na ile sztucznie formalna, kurtuazyjna i nie potrafię tego wyczuć. Pamiętam, że w poprzedniej ocenie zwracałyśmy uwagę na to, że Mich jest zbyt arogancka i nie ma za co ją lubić, ale tu – w drugą stronę – wydaje się zupełnie wyzuta z charakteru, brakuje jej stylizacji określającej go. Nazywa znanego sobie gościa, którego ewidentnie nie lubi, bezczelnym chłopakiem. Czy to naturalne dla nastolatki? 

— (...) Mam rację? — nauczyciel przyglądał mu się uważnie, nie kryjąc zdenerwowania.Nauczyciel od wielkiej litery. No i szyk: przyglądał się mu uważnie...

— Czy ja dobrze rozumiem, że ta sprawa była ważniejsza, [przecinek zbędny] niż moje lekcje, na które dobrowolnie się pan zapisał? — Pan Cartez uniósł z powątpiewaniem brew. – Nie musisz tłumaczyć tego gestu. Skoro uniósł brew, wypowiadając taką kwestię, domyślam się, że pozorował powątpiewanie. Staraj się być mniej łopatologiczna.

— Przeprosiłem przecież, więc nie rozumiem, o co to całe zamieszanie. — Chłopak wzruszył ramionami, skupiając wzrok na swoich dłoniach. 
Obserwowałam całą rozmowę, starając się ukryć zdenerwowanie. Ten chłopak był tak bezczelny, że miałam ochotę wtrącić swoje zdanie, ale powstrzymała mnie Charlotte, która rzuciła mi ostrzegawcze spojrzenie. – Oba zaimki możesz śmiało usunąć. Powtórzone po sobie konstrukcje z imiesłowami (podkreślone) również rzucają się w oczy, tak samo jak rym: zdenerwowanie – zdanie. 
Wiem, że chcesz przedłużyć moment, kiedy dowiemy się, kim ów chłopak jest, ale nie możesz też z tym przesadzać. W pewnej chwili staje się to irytujące, a nie tajemnicze. Trochę też nie rozumiem zachowania bohatera. Z jednej strony pyskuje, a Michelle twierdzi, że jest bezczelny, z drugiej – unika wzroku, patrzy na dłonie, jakby się wstydził. Takie zachowanie nie pasuje mi do żadnej postaci z gry; najbardziej do Kastiela, jednak on raczej nie byłby skruszony, lecz znudzony, ewentualnie patrzył z pogardą. Z tego, co pamiętam, zamieniłaś charaktery Kastiela i Lysandra, więc zakładam, że to Lys. 
Edit: Miałam rację. 
Zacisnęłam pięści tak mocno, że pobielały mi kłykcie. Odwróciłam się do przodu, wbijając wzrok w leżący przede mną podręcznik. – Ale co właściwie aż tak bardzo zdenerwowało Michelle? Serio, jedno zdanie wypowiedziane przez Lysa? Nie rozumiem, skąd u niej taka silna reakcja, by zaciskać pięści. Nawet jeśli Lysander jej dokuczał, ten gest świadczy o jakiejś wręcz fobii objawiającej się nie strachem, a gniewem, może aż... nienawiścią. To mocne słowa. Na pewno nie przeholowałaś?
Edit: dalej okazuje się, że Lys wielokrotnie gnębił Michelle, a więc tutaj ta reakcja jest wytłumaczona. Szkoda jednak, że Michelle w swoich myślach, narracją, nawet jakąś subtelną wzmianką, wskazówką nie oddaje tego, jak bardzo go nie lubi. Zaraz zdradzi to streszczeniem, ale… zresztą za moment przeczytasz, co o nim myślę.

Obrzydliwie chamskie odzywki do nauczycieli czy uczniów, na które dyrekcja kompletnie nie reagowała. – Problem w tym, że Lys… nie powiedział jeszcze nic obrzydliwie chamskiego. Ba, nawet przeprosił nauczyciela. Może nie jest wzorem cnót, ale tego, co wmawia mi bohaterka, też nie potrafię dostrzec, a więc trudno mi w to uwierzyć.  
Pamiętam, że w pierwotnej wersji Lys mruknął pod nosem coś o jakimś chuju. I to było faktycznie mocne, było jakimś zapalnikiem, który mógł zdenerwować Michelle, ale w obecnej wersji ja tego zapalnika nie widzę. 

Do mnie również się przyczepił. Rzucał niewybrednymi komentarzami na temat mojego wyglądu czy zachowania. – O, oto twoje streszczenie. Czemu bohaterka to sobie tłumaczy i przypomina w tak sztuczny, wymuszony sposób? Bardziej przekonujące byłoby, gdyby skojarzyła sobie jedną konkretną sytuację i przywołała ją w pamięci, krzywiąc się na taką myśl. Albo gdybyś pokazała sceną zachowanie Lysa, wtedy sama dodałabym dwa do dwóch, myśląc: Aaaa… to dlatego ona go tak nie lubi… Tymczasem spłaszczyłaś ten wątek; zamiast zbudować mu tło na spokojnie i wprowadzić scena za sceną, to rach-ciach, dwa zdania i już wszystko wiem. Trochę bez sensu, tym bardziej że masz narrację pierwszoosobową i bohaterka wielu rzeczy nie musi sobie samej oznajmiać. 
[W obliczu tego, że Lys prześladuje bohaterkę, tym trudniej mi zrozumieć, czemu dziewczyna w swoich myślach nazywa go jedynie bezczelnym chłopakiem]. 

Starałam się go ignorować, ponieważ uważałam, że jeśli nie będę zwracać na niego uwagi, to w końcu znudzi się zaczepianie[m] mnie. – Raz, że to bardzo logiczne. W domyśle, gdy kogoś ignorujemy z premedytacją, chcemy, by się odczepił, i nie musisz tego tłumaczyć. Dwa: jeśli już chcesz to jakkolwiek przekazać, zrób to, stylizując naturalną pierwszoosobówkę. Nie wiem, coś w stylu: Może gdybym go olewała, dałby mi w końcu święty spokój…?

Wszyscy podskoczyliśmy wystraszeni, nie wiedząc[,] co się dzieje. (...) Zmarszczył brwi i sięgnął, żeby odebrać.
— Wybaczcie mi na chwilę, ale to bardzo ważny telefon — powiedział i wyszedł na korytarz[,] zostawiając uchylone drzwi od sali. – Piszesz, że telefon dzwoni, wibruje, a nauczyciel po niego sięga, po czym mówi o pilnej sprawie i wychodzi. Podkreślenie jest zbędne. Być może niepotrzebnie zwracam uwagę na takie rzeczy nad wyrost, ale pamiętam, że w poprzedniej wersji również niektóre informacje potrafiłaś wkładać mi do gardła, pozostawiając mało miejsca na czytelniczą intuicję, ba, w niektórych, takich jak ten przypadkach, zwykłe czytanie ze zrozumieniem i wnioskowanie z tekstu. 
Poza tym ten motyw z podskoczeniem tłumu też jest naciągany. Ma charakter mocno komediowy, jakby został wyrwany z taniego sitcomu. Tym bardziej że – znów – narracja pierwszoosobowa zobowiązuje. Jeśli Michelle w jakiś sposób się wystraszyła, na pewno nie rozglądała się w tym czasie po całej klasie i reakcjach wszystkich innych uczniów.

Niektóre fragmenty tego rozdziału są dość sztywne również pod innym względem. Spójrz:
 Sama również odwróciłam się do Charlotte, żeby zapytać się, czy będzie chciała wspólnie pouczyć się do klasówki.
— Jasne, czemu nie. Spotkamy się u mnie czy u ciebie?
Już miałam odpowiedzieć przyjaciółce, kiedy za mną rozległo się ciche prychnięcie. Już miałam jej odpowiedzieć, kiedy rozległo się za mną ciche prychnięcie.
Zwróć uwagę na zaimek jej. Taka mała rzecz, a tak wiele ułatwia, prawda? A jednak kiedy czytam rozdział, mam wrażenie, że zapominasz o jego istnieniu, przez to tekst wydaje się sztywny, jakby kołkowaty. 

Na upartego, dałoby się jeszcze lepiej: 
Już miałam jej odpowiedzieć, kiedy usłyszałam za sobą/dotarło do mnie ciche prychnięcie. – Skąd taka sugestia? Skoro prychnięcie było ciche, ledwie słyszalne, określenie rozległo się nie bardzo pasuje. Ono kojarzy się raczej z czymś głośnym, słyszalnym na forum. 

— O co ci chodzi? —[spacja]zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
— O nic. — Wzruszył ramionami, po czym pochylił się nad ławką[,] zbliżając się nieco do mnie. – Nieco się do mnie zbliżając. 

— Po prostu zastanawia mnie, czy taka kujonica jak ty, [przecinek zbędny] ma jakieś życie poza książkami, ale patrzę na ciebie coraz dłużej i dochodzę do wniosku, że chyba jednak nie.

Char posłała mu krzywy wyraz twarzy (...). – Może raczej: krzywy uśmiech? Zwykle posyła się uśmiech albo spojrzenie; poza tym krzywy wyraz twarzy to dziwny ogólnik, nawet nie wiem, co właściwie mam sobie wyobrazić. 

Mimo, że chłopak nic więcej nie powiedział, to ja cały czas czułam jego przeszywający wzrok na sobie. – W konstrukcji mimo że nie stawiamy przecinka. 

Potarłam nerwowo kark, mając nadzieję, że uporczywe mrowienie wywołane jego wzrokiem zniknie. – Wywołane wzrokiem tego karku? Ponadto partykuła wzmacnia wyraz, przed którym stoi, więc powinna iść na początek. 

Przygryzłam dolną wargę, o[po] raz kolejny tego dnia modląc się o cierpliwość.

Uwaga Rozalii mnie zaskoczyła. Bardziej pasowałaby mi do Debry niż Rozy. Rozalia była wredna i mściwa tylko, gdy ktoś jej zalazł za skórę czymś związanym z jej chłopakiem, Leo. Mam nadzieję, że dobrze ukażesz, dlaczego ma żal do Mich, bo jakoś nie potrafię kupić tego, że po prostu jest złym charakterem. 

Słysząc uwagę na temat rodziców[,] poczułam, jak gotuje się we mnie krew, a przed oczami pojawiły mi się czarne plamy. Mógł mnie obrażać[,] ile chciał, ale takich ordynarnych uwag na temat zmarłych rodziców nie byłam w stanie tolerować. – Mam wrażenie, że rzucasz podkreśloną ekspozycją tylko dlatego, aby poinformować mnie, że Mich jest sierotą. Jestem w jej głowie, a nie czuję, by faktycznie była przejęta – by kiełkowały w niej jakieś emocje. Zapewniasz mnie o tym, że dziewczyna nie jest w stanie czegoś tolerować, ale jednocześnie wspomniałaś zdanie wcześniej, że gotuje się w niej krew i ją zamroczyło. Dalej bohaterka wdaje się w bójkę, więc zachowaniem pokazujesz, jak bardzo się wkurzyła. Nie zapowiadaj i nie streszczaj jej stanów emocjonalnych, bo wcale nie musisz, przecież to wszystko zawarte jest już w scenie. Byłoby znacznie lepiej, lżej, gdybyś wycięła podkreślenie. Informację o śmierci rodziców możesz przemycić w bardziej naturalny sposób. Jeśli ich śmierć jest dla dziewczyny bolesna, w myślach powinna bardziej się przejąć. Daj mi więc te myśli wprost. 

Dalej też ci się wymyka za dużo, nienaturalnie: 
Nie pozwoliłam mu dokończyć, ponieważ zdenerwowanie sięgnęło zenitu. Ogarnięta czystą furią, nie widząc nic poza pyszałkowatą twarzą chłopaka, zamachnęłam się i uderzyłam go w nos. – Narracja pierwszoosobowa jest trudna, głównie dlatego, że dopóki nie jest kronikarska czy pamiętnikarska, musi oddawać bieżący stan emocjonalny postaci. Mich jest wkurzona? Musi myśleć jak wkurzona osoba. 
Wczuj się w nią trochę. Wyobraź sobie, że jesteś na jej miejscu. Co masz w głowie w takim momencie? Na pewno nie: jestem ogarnięta czystą furią, moje zdenerwowanie sięgnęło właśnie zenitu. Nie kupuję tego. Prędzej Mich rzuciłaby w myślach kilka odzywek w rewanżu, poniosłoby ją nie tylko zewnętrznie. Myślami o tym, jak Mich bardzo nie cierpi Lysa i Rozalii ukazałabyś wprost, jak traci kontrolę. Zapewnianie mnie, że ją straciła, sprawdziłoby się jedynie w narracji trzecioosobowej, w przypadku narratora wszystkowiedzącego – obiektywnego, pozbawionego strony emocjonalnej i relacjonującego wszystko na sucho. Do tej pory takie są właśnie myśli Mich. Bardzo suche. Jakby dziewczyna pozbawiona była wnętrza. 

— Michelle! — krzyknął oburzony nauczyciel, pochodząc do zbiorowiska, jakie zrobiło się wokół naszej trójki. Które. Chodziło o konkretne zbiorowisko – to na konkretnym szkolnym korytarzu, mające miejsce w tej jednej konkretnej sytuacji. Nie jakieś: ogólne, o jakichś cechach. [KLIK].

— Nie pozwolę, żeby ktokolwiek obrażał moich rodziców — odpowiedziałam najspokojniej[,] jak umiałam, masując obolałą dłoń. Dopiero po chwili dotarło do mnie[,] co zrobiłam i co powiedziałam do nauczyciela. Speszona, opuściłam wzrok na puchnącą już dłoń. — Przepraszam… Ja nie wiem[,] dlaczego tak zareagowałam...
— Takich rzeczy nie załatwia się przemocą! — Zwrócił uwagę, jednocześnie sprawdzając[,] czy nic poważnego nie stało się chłopakowi. – Coś naciągane, że Michelle spuchła dłoń. Czy Lysander miał twarz ze stali...? Jeszcze może gdyby dziewczyna nie trenowała po godzinach boksu i nie wiedziała, jak uderzać… 
Nope. Nadal naciągane.

Oboje macie natychmiast iść do pielęgniarki, żeby was zbadała, a następnie do dyrektorki. – Wydaje mi się, że używanie słowa dyrektorka jest trochę poniżej poziomu nauczyciela. Nie przypominam sobie, by jakikolwiek przy mnie tak mówił. Polecam dyrekcja albo pani dyrektor; pamiętaj, że nauczyciel powinien uczyć uczniów szacunku w każdym aspekcie, a w dodatku dyrekcja jest poniekąd szefostwem; warto dobrze się o niej wypowiadać. 

Bójki w szkole są nie dopuszczalne. – Niedopuszczalne. 

Niechętnie, [przecinek zbędny] powłócząc nogami[,] skierowałam się w stronę schodów prowadzących na parter, gdzie znajdowały się wszystkie biura i gabinety należące do pozostałego personelu szkoły. – Przecież to logiczne, że uczniom nie przysługują gabinety i biura w szkole, więc domyślnie należą one do personelu. 
Ten pierwszy przecinek mógłby pozostać, jeśli bohaterka niechętnie kierowała się, a nie – powłóczyła nogami. Jednak w takim wypadku szyk wydaje się nienaturalny, sztywny. Może: Powłóczając nogami, niechętnie skierowałam się…? Wybierz opcję, którą miałaś na myśli.

Czułam się jednocześnie zdenerwowana i przestraszona całą sytuacją. (...) Cały czas czułam tępe pulsowanie bólu w kostkach. – Dodałabym, że chodzi o palce, bo w pierwszej chwili wyobraziłam sobie kostki w nogach i zastanawiałam, dlaczego bohaterkę bolą. 

Zatrzymałam się przed drzwiami gabinetu pielęgniarki, żeby zaczekać na Lysandra, który pojawił się obok mnie chwilę później. Wyciągnęłam rękę, żeby zapukać, ale ubiegł mnie, mocno stukając w drewno. Kiedy usłyszeliśmy pozwolenie, otworzył drzwi i w pierwszej chwili chciał wejść przede mną, ale powstrzymał się i puścił mnie przodem. Weszłam do środka bez słowa, wpatrując się w swoje znoszone adidasy. – Jesteś strasznie łopatologiczna. Opisujesz najmniejsze, najdrobniejsze procesy, a przez co tekst nie jest lekki, w dodatku generujesz powtórzenia. A gdy tego nie robisz, silisz się na dziwne synonimy, takie jak nazywanie drzwi drewnem. Spróbuję znów ci coś zasugerować, abyś zobaczyła, jak możesz zyskać na lekkości i wykorzystywać dość proste sposoby, by pisać naturalniej. Pamiętaj też dwie rzeczy: raz, że to narracja pierwszoosobowa i to, co bohaterka widzi, powinno łączyć się z jakimiś jej osobistymi przemyśleniami, a dwa: moje sugestie to tylko… sugestie. Nie mówię: kopiuj. Chcę tylko, byś przyjrzała się różnicom. 
Zatrzymałam się przed gabinetem pielęgniarki, czekając na Lysandra. Gdy wreszcie podszedł, wyciągnęłam rękę, ale mnie ubiegł i sam zapukał. – Widzisz, wcale nie musiałam wspominać, że puka się w drzwi, ponieważ jest to dość oczywiste; niektóre informacje można zgrabnie pomijać.
W ten fragment dobrze byłoby wpleść jakąś uwagę Mich związaną z tym, co bohaterka myśli o zachowaniu Lysa. To samo dalej, gdy Mich zauważyła, jak przepuszcza ją w drzwiach. Jest zdziwiona? A może zniesmaczona? Może uważa, że Lys tylko się popisuje i jak zwykle chce dobrze wypaść albo się wybielić? 

Weszłam do środka bez słowa, wpatrując się w swoje znoszone adidasy.
— Coście narobili, co? — Szczupła kobieta spojrzała się na nas, przyglądając się uważnie przykładającemu do nosa chusteczkę Lysandrowi i mi, trzymającej się za zaczerwienioną dłoń. Spojrzała, bez się. Coś za dużo tych imiesłowów, nie sądzisz? Dalej podobnie: 
Podziękowałam cicho kobiecie i[,] nie czekając[,] aż Lysander zostanie opatrzony, wyszłam z gabinetu. // Powolnym krokiem szłam wzdłuż opustoszałego korytarza[,] kierując się do dyrektorki. – Przez twoją dokładność mam wrażenie, że ta scena nie ma końca. Jakby Michelle była postacią z RPG-a, która dostała questa od NPC-a i teraz musi zaliczyć wyzwanie krok po kroku: idź do pielęgniarki –> porozmawiaj z nią –> otrzymasz opatrunek. Idź do dyrektorki… Pokazujesz wszystko: otwieranie drzwi, wchodzenie, siadanie, wstawanie, wychodzenie, chodzenie po korytarzu… To nudne. Mam za sobą niecały pierwszy rozdział, a już jestem zmęczona. 
Jednocześnie nie mogę nie docenić progresu, który zrobiłaś, bo faktycznie jest widoczny. Sceny są okrągłe i opowiadanie wreszcie je przypomina, jednak wciąż, na co wcześniej też zwracałyśmy uwagę, nie wyzbyłaś się tendencji do zasypywania tekstu oczywistościami. Piszesz, na przykład, że Mich idzie korytarzem do gabinetu dyrektorki (co wiem, bo przecież pamiętam treść questa), a potem, że wchodzi do pokoju dyrektorki. Albo tłumaczysz jak krowie na rowie różne rzeczy, których sama potrafię się domyślić. Kilka przykładów: 
— Oboje macie natychmiast iść do pielęgniarki, żeby was zbadała (...). – No bo przecież nie, żeby wypożyczyć książki na następną lekcję. 

Nie oglądałam się nawet za siebie, żeby sprawdzić czy chłopak szedł za mną. – Wcześniej wspominałaś, że korytarz był opustoszały i szli po nim tylko bohaterowie tej sceny. Za kim innym Mich mogłaby się więc oglądać? I tak dalej, i tak dalej…:
Mimowolnie objęłam się ramionami, próbując przygotować się na uderzenie.
Chciałam ścisnąć dłonie, żeby się trochę uspokoić (...).

Dotknął delikatnie opatrunek, aby po chwili opuścić dłoń. – Dotknął czego? Opatrunku. 

Kiedy był już obok, podniósł wzrok na mnie. W jego spojrzeniu widać było, że szykuje się do kolejnego ataku na mnie.

W pierwszej chwili chciałam się skulić w sobie i puścić [tę] uwagę mimo uszu, ale cały czas byłam poddenerwowana. 

Nie czekając na jakąkolwiek reakcję chłopaka, weszłam do pokoju dyrektorki. – I nie zapukała? Zaznaczyłaś pukanie przy wchodzeniu do pielęgniarki. Teraz wygląda to tak, jakby Mich przestraszyła się tego, co powiedziała i weszła do gabinetu dyrekcji ze strachu, nie zachowując zasad kultury, co już na ten moment wydaje się do niej niepodobne. 
Nie potrafię też uwierzyć w to, że nauczyciel, który widział bójkę, zaufał uczniom na tyle, że nie zgłosił tego osobiście, uprzedzając przyjście Mich i Lysa. Przecież dyrektor nie siedzi w gabinecie i nie czeka sobie na dzieciaczki, które się pobiły, tylko zwykle ma masę rzeczy do zrobienia; w końcu kieruje szkołą. Zresztą zgłaszanie takich incydentów to obowiązek nauczyciela. Jeszcze jedna kwestia mnie gryzie – nikt nie powiadomił rodziców/opiekunów? Nawet jeśli się to stało gdzieś poza planem, nikt nie wspomniał uczniom o tym, że to będzie konsekwencja bójki. Powinni zostać poinformowani o takim rozwiązaniu sprawy, w końcu to końcówka liceum, czy takich ludzi nie traktuje się jak dorosłe osoby, którymi już (niemal) są? Warto przeprowadzić research, jak wygląda system kar w szkołach w USA.
Trochę też dziwi mnie to, że dyrektorka nie wzięła pod uwagę łagodzącej kwestii, jaką jest śmierć rodziców Mich. Jeżeli do tej pory bohaterka była najlepszą uczennicą w szkole i taki wybryk zdarzył jej się pierwszy raz, wątpliwe, że kobieta nie zainteresowała się chociażby powodem nagłej agresji, nie chciała porozmawiać z dziewczyną osobiście, zaproponować, na przykład, wizyty u psychologa szkolnego oraz nie zrobiła sobie pogadanki z samym Lysandrem. Ta kara z biblioteką wygląda trochę jak taka na: ach, macie tu jakąś robotę, byle jaką, bo jestem zbyt zajęta, by z wami rozmawiać. 

„Chłopaki nie płaczą”, reż. Olaf Lubaszenko

Chyba że Mich w relacji, którą zdała (Opowiedziałam jej zajście, starając się przejąć władzę nad drżącym głosem) nie przyznała się, jaki był powód bójki? Szkoda, że nie pokazałaś jej opowieści, mogłabym zobaczyć, co dziewczyna ukryła, a do czego się przyznała. Jest to dla mnie niezrozumiałe tym bardziej, że przywołujesz najdrobniejsze i najmniej ważne elementy sceniczne, a dość ważnej rozmowy z dyrektorką nie pokazałaś w całości. 

— Pani chyba raczy żartować! — obruszył się chłopak, parskając śmiechem. – Raczy? Czy takie archaiczne słowo pasuje do współczesnego nastolatka? Ja rozumiem, że Lys lubił się ubierać niekonwencjonalnie, ale czemu ma to rzutować na jego wypowiedzi? Nie rzucał przestarzałymi słówkami na prawo i lewo. 

Wiesz, co było dobre w tej notce? Ujęła mnie końcowa narracja sceny: 
Z każdym słowem dyrektorki czułam, jak świat osuwa mi się spod nóg. Patrzyłam na nią z niedowierzaniem. Ale jak to nota? Przecież to zepsuje mi moją dobrą opinię. Jeśli uczelnia zobaczy, że dostałam taki wpis, to nigdzie mnie nie przyjmą... Stracę szansę na wymarzone studia i pracę. Nie mogłam sobie na coś takiego pozwolić. – I o to właśnie chodzi! Dlaczego całe opowiadanie nie jest napisane w ten sposób? Tu widać zalążek tego, na czym polega narracja pierwszoosobowa. Wreszcie siedzę w głowie Mich i czytam jej bieżące myśli; jest naturalnie, intymnie. 


Wyzwanie na dziś: spróbuj podobnych fragmentów przemycić więcej. 
Znacznie, znacznie więcej. 


ROZDZIAŁ 2

Nie chciałam iść na studia na pierwszej lepszej uczelni, aby tylko dostać papierek. Do pierwszej lepszej uczelni albo na pierwszą lepszą uczelnię

Już na samą myśl, że miałam z nim spędzić półtorej godziny w jednym pomieszczeniu i dodatkowo musieć z nim współpracować, robiło mi się słabo. Miałam tylko nadzieję, że chociaż teraz powstrzyma się od komentarzy.

Kobieta wpatrywała się w ekran komputera znad okrągłych, grubych okularów, prawdopodobnie przeglądając listę nieoddanych jeszcze książek. – Zastanawiam się, po co miałaby przeglądać tę listę. Może raczej listę osób, które nie zwrócił książki w terminie? Nie widzę sensu w oglądaniu, kto co wypożyczył, a tym bardziej czemu to pierwsza myśl Michelle. 

Stanęliśmy przed biurkiem i już otwierałam usta, żeby powiedzieć, że jesteśmy z polecenia dyrektorki, kiedy bibliotekarka odezwała się pierwsza.
— Dobrze, że już jesteście

Miała suchy, lekko zachrypnięty głos, jakby lata spędzone wśród kartek i kurzu odcisnęło piętno na jej strunach głosowych. – Lata (...) odcisnęły piętno. 

Kiwnęłam głową na znak, że wszystko rozumiem (...) – znam ten gest. Wiem, co oznacza.

 „Przez burze ognia” Veronica Rossi. – Veroniki Rossi. [KLIK

Kiedy odłożyłam pierwszą książkę, z każdą kolejną nie miałam już problemu. // Po niecałych czterdziestu minutach miałam wyłożony cały stos, który dostałam na wejściu. 

W międzyczasie całe pomieszczenie opustoszało i nie słychać było nawet szelestu kartek przewracanych przez uczniów. – Myślałam, że skoro jest już po lekcjach, nie ma uczniów w bibliotece. Nie wspomniałaś o nich wcześniej, więc wyobrażałam sobie to pomieszczenie jako puste. Mich, wchodząc, opisała tylko bibliotekarkę; nie rozglądała się, nie widziała nikogo, nie rzuciła nikomu cześć w czasie sprzątania. To wygląda tak, jakby dopiero co przyszedł ci ten pomysł do głowy. 
Poza tym opowiadanie dzieje się w czasach współczesnych, nie? To brzmi trochę tak, jakby uczniowie całymi zastępami przybywali po lekcjach do tej biblioteki, żeby czytać książki. Okej, kilka osób mogłoby przyjść odrobić zadanie, ktoś inny mógłby przyjść poszukać jakiegoś czytadła, ale wątpię, by dźwięk przewracanych kartek był aż tak intensywny, że zauważalny. Prędzej, nie wiem, stukanie na klawiaturze. 

Skierowałam się więc do bibliotekarki, by poinformować ją o skończonej pracy. – Pisałaś, że Mich odłożyła ostatnią książkę. Że praca zajęła jej czterdzieści minut. Że bohaterka zauważyła, że jest pusto. Dawno stało się dla mnie jasne, że dziewczyna chce wyjść. Skoro podchodzi więc do biurka bibliotekarki, domyślam się, w jakim celu to robi. 

Już miałam pytać, dlaczego Lys jeszcze nie poszedł do domu, aż doczytałam scenę do końca... Ale fajny plot twist! Sądziłam, że bohater jak ten imperatyw czeka czterdzieści minut na Mich, aby z nią wracać do domu i jeszcze trochę jej podopiekać, tymczasem okazało się, że całkiem sprytnie sobie wszystko zaplanował i zostawił ją z większym bałaganem. Muszę przyznać, że to bardzo Kastielowe zachowanie i spodobała mi się ta scena. Ładnie oddaje Lysandra. 

No i pojawił się motyw, który przewidziałam. Rodzice nie zostali powiadomieni o karze córki, co jest obowiązkiem szkoły. Nawet jeśli Michelle kończy liceum, dopóki spełnia obowiązek szkolny, jej rodzice muszą być informowani o takich rzeczach jak późniejszy powrót spowodowany karą (a nie np. chodzeniem na zakupy z koleżankami). Tym bardziej że rozmawiamy o szkole w USA, gdzie przepisy są zdecydowanie bardziej rygorystyczne. 
Dziwi mnie też, że rodzice nie kontaktowali się z córką ani ze szkołą. To dość nieodpowiedzialnie, prawda? Szczególnie że wcześniej bohaterka bała się ich reakcji na wieść o karze, więc podejrzewałam, że należeli do tych dość… wrażliwych, którzy będą mocniej interesować się jej losem. I co, wrócili z pracy, zauważyli, że córki nie ma i tak po prostu, bez próby kontaktu, czekali na nią, jakby nic się nie stało?

Kiedy usiadłam przy kuchennym stole, czekając[,] aż jedzenie podgrzeje się w mikrofalówce, mama stanęła przede mną, opierając się biodrem o blat.

Poczułam uścisk w dołku i nieprzyjemną suchość w ustach. Starałam się unikać jej wzroku (...). – To brzmi trochę tak, jakby bohaterka unikała wzroku suchości. 

O ile w pierwszym rozdziale jeszcze jakoś odczułam zdenerwowanie Michelle, tak tutaj piszesz o tym, że było jej ciężko, ale… tego kompletnie nie widać. Skupiasz się na opisywaniu emocji, a nie na ich pokazywaniu: 
Powiedziałam wszystko na jednym wydechu, chcąc jak najszybciej wyrzucić to z siebie i pozbyć się poczucia winy, które i tak narastało we mnie jeszcze bardziej. Tak bardzo nie chciałam ich zawieść… Ani zmartwić.
To czemu nie zatrzęsły jej się ręce? Dlaczego nie przygryzła wargi, nie miała wrażenia ucisku w żołądku lub gardle? Wcześniej wychodziło ci ukazywanie emocji. Dlaczego tutaj jest tak… sucho, sztywno? Jeśli Mich się stresuje, czemu myśli tak ładnie, składnie, czysto? 
Poza tym praktycznie całe podkreślenie mogłoby wylądować w koszu. Sam dialog i informacja, że Mich mówiła szybko, świetnie obrazują tkwiące w niej emocje. Znacznie lepiej ukazałabyś poczucie winy, gdyby dziewczyna zachowywała się tak, jakby faktycznie je miała. Zresztą sama się zastanów: czy, mówiąc do siebie w myśli, recytujesz sobie, co masz zamiar uzyskać konkretnym działaniem? W stylu: pójdę do lodówki, ponieważ jestem taaaka głodna. A teraz posmaruję ten chleb masłem, aby nie był suchy. No nie. Przecież to sztuczne, pretensjonalne. 

Tak bardzo nie chciałam ich zawieść… A[a]ni zmartwić. – Kiedy po wielokropku pojawia się kontynuacja zdania, zaczyna się ją od małej litery.

Ostatnio znowu zaczął mnie wyzywać, a dzisiaj… D[d]zisiaj obraził moich rodziców. – Dziwi mnie, że Michelle mówi tak do swojej mamy o swoich biologicznych rodzicach, podczas gdy chwilę wcześniej myślała o zastępczych jako rodzicach. Nie umiem się do tego ustosunkować. Rozumiem, że i biologiczni, i przybrani są dla niej ważni, ale jednak Mich, której widać, że zależy na zastępczych, mówi przybranej mamie wszystko tak, jakby nie uważała jej za mamę; jakby opowiadała to komuś z dalszej rodziny. Coś gryzie mi się to z jej charakterem – pokazała już przecież w bójce, że rodzina jest dla niej bardzo ważna, a drugi raz, gdy bohaterka bała się powiedzieć o karze. 

Trochę ulżyło mi, że Mich okazała się mieć naprawdę ciepłą i wyrozumiałą mamę; to miłe zaskoczenie, bo po wyobrażeniach bohaterki spodziewałam się, że kobieta będzie raczej bardziej surowa. Tak sugerowała Mich, ale z racji tego, że czytam pierwszoosobówkę, mogłam się pozytywnie zaskoczyć – Mich nie była w swoich osądach obiektywna, po prostu nie chciała zawieść rodziców. Fajnie!
Inna sprawa, że samo wytłumaczenie trudnej sytuacji w szkole było dla bohaterki stresujące, ale zaraz po tym, gdy mama ją przytuliła, Mich mogła już normalnie dokończyć obiad i zająć się innymi sprawami. Jasne, to dobrze, że mama trochę ją uspokoiła, ale teraz to w ogóle mam wrażenie, że wcześniejszy ból Mich – zdenerwowanie, brak apetytu, płacz i tak dalej – były trochę zaaranżowane. Dziewczynie za szybko przeszło. Ledwo co: smętnie grzebała w ziemniakach, nie mogąc przełknąć więcej niż kilka kęsów, bym za chwilę przeczytała o niej, że: Kiedy opanowałam się na tyle, że przestałam płakać, zjadłam do końca obiad i udałam się do swojego pokoju, gdzie zostawiłam torbę i przebrałam się w dresy do treningu. To zdanie dość mocno uprościło całą zbudowaną wcześniej problematykę sceny.

Trening był za krótki. Dopiero co Mich zeszła do piwnicy, a już nie mogła złapać oddechu. O czym myślała, uderzając w worek? Jak pozbywała się negatywnej energii? Bardzo mi tego zabrakło. A przecież oczyszczanie umysłu poprzez wysiłek fizyczny to nie tylko iść, uderzyć i po sprawie. 

Ze słuchawkami w uszach zbiegłam do piwnicy, gdzie miałam swoją małą siłownię. Obandażowałam swoje lekko drżące dłonie i po krótkiej rozgrzewce zaczęłam uderzać w worek treningowy.
Prawa, lewa, dwa kroki w bok.
Prawa, lewa, dwa kroki w bok, unik.
Po godzinie wyprowadzania ciosów i unikania tych wyimaginowanych nie byłam w stanie złapać oddechu. Jednak moja dusza zelżała, jakby spadł z niej ogromny ciężar.
Zdyszana podeszłam do lodówki w kącie pomieszczenia i wyciągnęłam z niej butelkę wody (...). 

Dla porównania pokażę ci podobną scenę. Pisaną inną narracją – trzecioosobową personalną – a jednak mam wrażenie, że mimo tego jest znacznie bardziej osobista niż twoja pierwszoosobówka. Fakt, że tło jest inne, a trening przerywa pewne wydarzenie, ale nadal możesz zobaczyć, jak prywatnie prowadzona jest momentami narracja i jak w wielu zdaniach znajdujemy się w głowie postaci. 


Lekka koszulka przykleiła się do jej pleców. 172 nie wiedziała już, czy pociła się bardziej ze stresu, czy może dlatego, że w pomieszczeniu było tak okropnie gorąco. Miała ochotę wsunąć palce za kołnierzyk, żeby pod materiał dostało się trochę powietrza, ale zrezygnowała. Nie mogła pozwolić sobie na takie zachowania. Nie mogła nawet o nich myśleć. Nie teraz, nie jutro. Nigdy.
Reszta adeptów ustawiła się przy workach.
— Na mój znak.

172 skończyła wiązać bandaże chroniące knykcie i kiedy usłyszeli polecenie, uderzyła. Raz, drugi, trzeci, wreszcie straciła rachubę. Worek wisiał zupełnie niewzruszony, nie drgnąwszy nawet o milimetr. Uderzyła go raz jeszcze, tym razem mocniej. A potem znowu, wkładając w to jeszcze więcej siły, aż ból rozszedł się mrowiącym prądem wzdłuż przedramienia i łokcia. Zacisnęła zęby. Dlaczego, do cholery jasnej, worek nawet nie drgnął?! 

(...)
Dławiące uczucie odbierało 172 oddech. Niepokój rozlewał się nieprzyjemnym zimnem i niemal ją paraliżował. Ciosy stały się bardziej chaotyczne, może nawet nieco desperackie, ale starała się miarkować je raz po raz. Oficer nie pozwolił im przestać. Musiała trzymać się tego tu i teraz, jakby od tego zależało jej życie. 
[źródło: Łzy Niewiernego, rozdział 1.2]

W głównej mierze chodzi o emocje. Tu: frustrację tym, że bohaterka nie potrafi jeszcze uderzać, a tego właśnie od niej wymagają. Czuje złość, ponieważ nie uważa siebie za wystarczająco dobrą i boi się, że się nie dopasuje. Pomijając złożoność problemów 172, a skupiając się na Mich: spójrz, dziewczyna jest rozżalona, bo dostała niesłuszną karę, jest gnębiona przez Lysandra, a sytuacja zmusiła ją do wspominania śmierci rodziców. Czy to nie są na tyle emocjonalne bodźce, by nie odcisnęły żadnego śladu w Michelle? No właśnie. Dlaczego więc w jej głowie tego… nie ma? 

I znów, tak jak w poprzednim rozdziale – choć w ogóle nie jestem przekonana do narracji całej notki (uważam ją za sztywną i pozbawioną osobowości), ujęła mnie końcówka. Dokładnie dwa ostatnie zdania, zabieg, który wykorzystałaś:
Zatapiając się w przyjemnie ciepłej i pachnącej wodzie, odprężyłam się całkowicie.
Jutro będzie lepiej.
Musi być.


ROZDZIAŁ 3

Tej notce brakuje justowania.

Ignorowałam to, że zostawiał mi swoją część pracy, a sam zaszywał się gdzieś między regałami, ale jego uwagi stały się bardziej zajadłe i kąśliwe. – Zastanawia mnie, czemu po jednej takiej akcji, Michelle pozwalała sobie na to codziennie. Nie mogła zrobić mu zdjęcia i pójść do bibliotekarki z dowodem? Albo nagrać sytuacji? 
Jasne, nie każda osoba będzie tak samo radziła sobie z problemami. Być może Mich ma dużo zaplecza cierpliwości lub tłamsi w sobie chęć poskarżenia się komuś z innych powodów (nie chce wywoływać niepotrzebnego kłopotu, może podświadomie czuje, że należy jej się ta kara lub po zbyt wielu podobnych przeżytych sytuacjach straciła już wiarę w możliwość zmiany). Ale żeby to było dla czytelnika czytelne, to musisz jakąś tę pozycję ugruntować w tekście. Mich powinna mieć jakiś powód braku reakcji na rzeczy, które ją bolą, bo obecnie to wygląda tak: no, dokuczają mi, ale no trudno. Tylko że Mich to główna bohaterka i jej brak zaangażowania (nie tylko fizycznego, związanego z pewnością siebie, w stylu planowania zemsty i przyłapywania Lysa na lenistwie), ale przede wszystkim wewnętrznego, emocjonalnego, przekłada się na nudność tekstu. Jakby Mich po prostu nie chciała, żeby coś się zmieniło. Nawet nie pomyśli czegoś w stylu: parszywy smarkacz znów doprowadził mnie do łez albo czemu musiałam to wszystko znosić? W żadnym z początkowych zdań rozdziału nie ma żadnego zaplecza emocjonalnego, nie wiem, w jakim stanie psychicznym jest Mich. Wiem tylko, że jest źle, bo...

Dzisiaj było najgorzej, odkąd stałam się ofiarą Lysandra i Rozalii. Od samego rana dogadywali mi oboje, co starałam się puszczać mimo uszu i nie odzywać się, ale najbardziej upokorzyli mnie podczas przerwy na obiad. – Bo spoilerujesz treść. Zamiast zaskoczyć mnie sytuacją, która ma miejsce, po prostu mówisz mi, co się stanie i zapewniasz, że to było najgorsze.
Fallen Angel, to opowiadanie jest naprawdę lepsze. Zrobiłaś niesamowity progres, odkąd czytałyśmy się ostatnio i to jest fakt. Teraz czas na kolejny ogromny krok. Wcześniej łapałaś podstawy, teraz przyszedł moment, by ogarnąć narrację. Bo nie miałabym większych pretensji, gdyby to była trzecioosobówka. Ale pierwszo- wymaga stałego ukazywania psychicznego zaanagażowania bohaterki i naturalnego oddawania go myślami Mich; wewnętrznej reakcji na to, co dzieje się na planie. Przy czym zdaję sobie sprawę z tego, że to cholernie trudne – tak, wciąż uważam, że dobra, przekonująca narracja pierwszoosobowa to jeden z twardszych kawałków chleba. No ale coś za coś.

Siedziałam z przyjaciółkami przy naszym ulubionym stoliku w najdalszym kącie stołówki, i rozmawiałyśmy o projekcie na historię, do którego zostałyśmy przypisane, kiedy grupka Lysandra z nim i Rozalią na czele, nagle zapragnęli przejść obok nas. – Zapragnęła, bo ta grupka. 

— Li, masz dryg do grafiki, więc może zajmiesz się oprawą? — zaproponowałam przyjaciółce, gdy dzieliłyśmy obowiązki. – Przyjaciółce? Która do tej pory nie wystąpiła w opowiadaniu? Czy to nie za szybki osąd? Znam jedynie Charlotte. Mich nie pomyślała o Li ani razu, więc ciężko mi uwierzyć, że się przyjaźnią. Tylko narrator mi to wmawia. Poza tym możesz śmiało wyrzucić to określenie. Mich zwraca się do Li, więc nie musisz dopowiadać po raz drugi, że mówi do niej. 
(Tak, wiem, że Charlotte i Li to świta Amber, jednak nie znając uniwersum, nie byłoby to tak niewątpliwe).
Edit: Kolejna taka sytuacja dotyczy spotkania z Amber. Jest nienaturalne, jakbyś zakładała, że przyjaźń z tą bohaterką jest oczywista. Zastanawia mnie też, jak trzy panny znane z bycia wymalowanymi i dobrze ubranymi, dość płytkimi dziewczynami, przyjęły do grupy koleżankę wyglądającą ponoć jak mężczyzna. Czyżbyś zamieniła też charaktery Rozalii i Amber?

Widzisz, w tym momencie, gdy Mich dostaje w plecy tacką z jedzeniem, od razu stała się agresywna i ledwie się powstrzymałam od podniesienia jej z podłogi i uderzenia nią Rozalii, którą zauważyłam za sobą. Jeszcze chwilę temu podejrzewałam, że Mich nie reaguje na różne sytuacje, bo się boi dalszych konsekwencji albo nie chce sprawiać sobą kłopotu nauczycielom czy rodzicom – stąd jej potulność, zachowanie klasy. Tymczasem ona… znów szykuje się do walki. I pewnie, w tej reakcji nie ma nic złego, bo dziewczyna ma prawo reagować jakkolwiek na to, co jej się przytrafia. Problem w tym, że ja powinnam stać się obserwatorem tego, jak te emocje w niej kiełkują, zbierają się, jak Mich jest pełna żalu, frustracji, które zmieniają się we wściekłość w punkcie kulminacyjnym. U ciebie to wygląda obecnie tak, jakby Mich miała wszystko gdzieś i nagle stała się agresywna. Znikąd. 

— Uważaj na słowa, Nerdi — pochyliła się w moją stronę, ciskając gromami z oczu — bo mogę ci zrobić z życia jeszcze większe piekło. – Czy Nerdi to nazwisko? Kojarzy mi się z nerdem, nie brzmi dobrze. Chyba że to przezwisko, wtedy ujdzie. Tylko że nie Michelle nie ma w sobie nic z nerda. Może z kujonki, bo ponoć dobrze się uczy, ale nerda i geeka w niej nie widzę. 

Zostawiłam niedojedzony posiłek i wyszłam ze stołówki, żeby się przebrać. – A jej koleżanki, które podobno z nią siedziały i omawiały projekt? Michelle tak po prostu wstała i sobie poszła, zostawiając je? 
Już nawet nie chodzi o to, że Mich je zostawiła. Jest pod wpływem emocji, nie myśli racjonalnie. Ale i Li, i ktokolwiek inny tam siedział przy stoliku, okazał się jedynie pustym tłem. Kukiełki, które nie reagują na to, co się dzieje wokół nich. Ich przyjaciółka jest wyczerpana psychicznie, wyszydzana publicznie i teraz wylądowała na niej taca z jedzeniem, a one w żaden sposób na to nie zareagowały. Nikt nie odpowiedział, nie wstał, nie poszedł za Michelle? Wszyscy jak jeden mąż przyglądali się temu i nie zrobili zupełnie nic? Fajne te przyjaciółki. Takie… prawdziwe. 


Tak naprawdę nie są prawdziwe. Ani realistyczne, ani nie wiedzą za bardzo, o co chodzi w prawdziwej przyjaźni.

— I Mich znowu w dresie — westchnęła Amber, kiedy siedziałam zamknięta w kabinie toalety [i] przebierałam się w czyste ciuchy. — Ledwo udało mi się namówić cię na dżinsy, a to znów się wywinęłaś… – Chyba miało być ty
Czy Amber znalazła się w łazience przypadkowo, a może trafiła tu z opóźnieniem, bo jednak wyszła ze stołówki za Michelle? Ta kwestia nie jest jasna, nie umiem sobie jej dopowiedzieć. Jeżeli Amber poszła za Michelle, dlaczego zrobiła to po czasie, gdy dziewczyna już zdążyła się przebrać? A jeśli znalazła Michelle przypadkiem, skąd wiedziała przez zamkniętą kabinę, że jej koleżanka właśnie się przebrała?

— Tym razem to nie moja wina — wytknęłam to przyjaciółce. — Naprawdę się starałam, ale widocznie dres to jednak moje przeznaczenie…
Westchnęłam teatralnie, tuląc się do bluzy. Amber szturchnęła mnie w żebra, pokazując język. Odepchnęłam ją i[,] śmiejąc się, wyszłyśmy z łazienki na kolejne zajęcia.
Mich wcześniej zapowiadała, że ten dzień, to wydarzenie na stołówce, jest najgorszym dniem i wydarzeniem, odkąd stała się ofiarą Lysa i Rozie. I nie neguję w żaden sposób tego, że to, co zrobiła Rozalia, było paskudne. Ale wcześniej po całym dniu Michelle wróciła do domu, płakała z mamą, odreagowywała napięcie i, przy okazji, przypomniała sobie śmierć biologicznych rodziców. A tu… poszła do łazienki się przebrać i za pięć minut śmiała się z przyjaciółką, i było już po sprawie. Nie czuję więc, by był to najgorszy dzień. 

— To dlaczego nie zabierzesz go i nie poodkładasz sam książek? — burknęłam, błagając w myślach, żeby się ode mnie odczepił. — Z tyłu masz wypisane, na której półce powinny leżeć.
— Po co mam się męczyć, skoro ty to możesz za mnie zrobić, tak jak każdego dnia? Świetnie sobie radzisz. – W sumie… Lysander ma rację. 


Znów uniosłam się nerwami i to jeszcze w taki sposób. Jednak zbyt wiele trzymałam w sobie i pozwoliłam płynąć słowom. – Pokazałaś to sceną, nie musisz tłumaczyć zachowania bohaterki, potrafię to wywnioskować. 

— Co to za krzyki? Co to za słownictwo? — Oburzona pani Gamble pojawiła się obok nas z założonymi rękoma. Frustracja biła z jej spojrzenia. — To jest szkolna biblioteka, a nie rynsztok!
(...)
— Nie mam zamiaru wysłuchiwać waszych wrzasków. Natychmiast wyjdźcie do dyrektorki. – I znów dorosły pracownik szkoły kolokwialnie nazywa szefową, głowę szkoły. Niezły przykład dla młodzieży. Dziwnie to wygląda, szczególnie że przed chwilą to główna bohaterka mówiła o dyrekcji
Natomiast podoba mi się tekst z rynsztokiem. 

Jednego jednak nie mogłam zrozumieć - dlaczego akurat do mnie się przyczepił? – Masz dywiz zamiast myślnika. 

Podoba mi się obecna wersja wprowadzenia zakładu. W poprzedniej zarzuciłyśmy, że jest zbyt oczywisty i podsunięty czytelnikowi zdecydowanie za szybko. Teraz wiadome jest, z czego wziął się pomysł na zakład i poprzedzają go inne wydarzenia. Zdecydowanie poprawiłaś tempo fabularne, przygotowałaś sobie pod tę rozmowę o zakładzie lepszy background, więc samo wyzwanie wydaje się mniej przypadkowe, całkiem zręcznie wplotłaś je w fabułę. 

(...) jej mina jeszcze bardziej zrzedła.
— Wejdźcie.
Przepuściła nas w drzwiach i zamknęła je za nami. – Podmioty.

— Rozumiem, że jesteś zdenerwowana[,] Michelle, ale musicie zrozumieć, że dostaliście karę, którą musicie wykonać w określonym czasie. To, jak to zrobicie[,] już mnie nie interesuje. 

Mi nie pozostało nic innego, jak zrobić to samo. – Gdy zaimek stroi na początku zdania, mi zastępujemy mnie

Zawiodłam się sceną z dyrekcją. Jak poprzednio wysłuchała, co się zdarzyło, tak teraz nie dała dojść Michelle do słowa. To niekompetentne i niepoważne. Najpierw bibliotekarka, potem dyrektor; jednak o ile panią z biblioteki jestem w stanie zrozumieć – być może taki ma charakter – o tyle ciężko mi uwierzyć w takie potraktowanie uczennicy przez dyrekcję, gdyż przy poprzedniej okazji kobieta była kompletnie inna. Teraz wygląda to tak, jakby miała wszystko gdzieś. A już niepoinformowanie rodziców to szczyt. Polecam pojęcie bullyingu i choćby proste do odnalezienia [źródła] mówiące o tym, jak w USA mocno zwraca się uwagę na kwestię znęcania się i jakie wyznacza się za nie kary oraz jakie środki podejmuje się, by chronić przed tym uczniów.
W ogóle coś nie daje mi spokoju. W bibliotece czy na szkolnych korytarzach nie ma kamer, z których nagrań nie dałoby się zweryfikować, że Mich jest ofiarą przemocy? Okej, może sama się przyznać nie chce, nie szuka kłopotów, próbuje zostać mnichem tybetańskim, ale przecież kadra pedagogiczna mogłaby zareagować tak… od siebie. Tym bardziej że Mich do tej pory była grzeczną i wzorową uczennicą, jej problemy zaczęły się nagle. To nie jest normalna sytuacja. Sposób, w jaki Mich jest traktowana przez pedagogów, pasowałby do ich sposobu reakcji na ucznia, który notorycznie sprawia problemy (nie mówię, że bagatelizowanie jest dobre, ale byłabym w stanie bardziej w nie uwierzyć, gdyby dotyczyło ucznia kłopotliwego). Tymczasem tutaj rozmawiamy o uczennicy przykładnej, wzorowej, wybierającej się na poważne, prestiżowe studia. Uczennicy, która bez powodu nie zachowywałaby się w sposób, w jaki się zachowuje. Dlaczego nikt tego nie widzi? Widzę to ja, przebywając w tej szkole zaledwie dwie i pół notki, a nie widzą tego ludzie, którzy z Mich spędzili w jednym budynku kilka lat...? Okej, to całkiem wygodne fabularnie, ale czy prawdopodobne? Gdzie, na przykład, wychowawca? 

Dostaliście karę, musicie ją wykonać, a ani ja ani pani Gamble nie jest w stanie kontrolować, jak ją wykonujecie. – No akurat to nie jest prawda, wystarczy się przejść i zajrzeć, co robią. Ciężko mi uwierzyć w argument dyrekcji, bo o ile ona nie musi przebywać w bibliotece, o tyle pani, która tam pracuje, jak najbardziej mogłaby ich doglądać. Poza tym – czy w tej bibliotece pracuje tylko jedna osoba? Zobacz, co mówi się o [bibliotekach szkolnych w USA] [więcej: tutaj]:
Dysponują powierzchnią od kilkuset do tysiąca metrów kwadratowych. Składają się z czytelni, magazynów, miejsca do indywidualnego korzystania z materiałów bibliotecznych, sal do pracy w grupach, sali konferencyjnej, sali audiowizualnej. (...). Oprócz tradycyjnych zbiorów papierowych użytkownik ma do dyspozycji zbiory audiowizualne, edukacyjne programy komputerowe, zasoby edukacyjne Internetu.
Więc czy na taką powierzchnię i sprzęt jeden bibliotekarz... starcza? Poza tym – znów – wraca temat monitoringu. Zabezpieczenia w głównej mierze dotyczą ataków terrorystycznych, które zdarzają się niejednokrotnie. Nikt jednak nie mówi, że nie można sprawdzać nagrań również w przypadku kontroli uczniów. Bo to jest coraz bardziej podejrzane, że kadra niczego nie widzi ani nie słyszy ani nawet nie jest zainteresowana sygnałami. Jak było w przypadku sytuacji na stołówce.

— Aczkolwiek to nie zmienia faktu, że kara została nałożona na was oboje i oboje powinniście ją wykonywać. Dlatego przez następne dwa miesiące będziecie sprzątać salę gimnastyczną i klasy pod okiem pana Flynna. – O ile jeszcze rozumiem pomoc w bibliotece albo sprzątanie jako jednorazową karę, o tyle nie mogę pojąć, dlaczego sprzątaczki mają brać pieniądze za coś, do czego regularnie zmuszane są dzieci. Sąd nie ustalił prac społecznych, a od sprzątania klas są zatrudnieni ludzie. Czemu kara nie może być bardziej… nie wiem, rozwijająca ucznia? Biblioteka była okej, przy okazji Mich i Lys mogli np. poznać nowe tytuły książek, sklejać porwane, oprawiać nowe tytuły, wprowadzać je do systemu, czemu więc zamiast sprzątać klasy, nie mogą, nie wiem, zrobić inwentaryzacji sprzętu sportowego albo porządku w jakimś kantorku, znajdując materiały do choćby gazetki szkolnej, którą należy przygotować? Nie mylmy szlabanu z pracą. I zaskakuje mnie także to, że w bibliotece nie było komu uczniów kontrolować, ale poza biblioteką nagle dostaną woźnego do pilnowania. 
Nie mogę też pojąć, czemu za głupie sprzeczki dostają AŻ DWA MIESIĄCE kary, tzn. sprzątania, a resztę dni do końca roku mają pomagać w bibliotece. Bez przesady, są prawie dorosłymi ludźmi i bójka to jedno, ale tym razem tylko się posprzeczali w bibliotece. Czy dwa miesiące to nie dużo za dużo? Nie mówiąc o tym, że z tego, co rozumiem, są trzeciej klasie liceum, a więc za rok kończą szkołę. Która szkoła kazałaby trzecioklasistom zostawać codziennie do zakończenia roku szkolnego po zajęciach i sprzątać do osiemnastej, skoro muszą się uczyć, żeby zrobić szkole renomę na egzaminach końcowych? Przez to uczniowie są zmuszeni rezygnować nie tylko z fakultetów, ale i kółek hobbystycznych czy dodatkowych zajęć sportowych, które, swoją drogą, w USA są nierzadko obowiązkowe, a już na pewno dobrze widziane na lepszych uczelniach. Kolejna rzecz, że rodzice też nie zareagowali na kilkutygodniowy szlaban, ot, przyjęli to, jakby to była najzwyklejsza rzecz pod słońcem. 
Dziwi mnie, że Lys leci agresywnymi tekstami do dyrektorki, a Michelle, uznawana za mądrą dziewczynę, mająca na koncie tylko jedna wpadkę, zresztą z dobrze uargumentowanym motywem, za którą została już ukarana, również ma przedłużoną karę. Dziwne, że wszyscy reagują na przekrzykiwanki tej dwójki i wlepiają dwumiesięczne szlabany, ale gdy Lysander używa aroganckich słów w stronę dyrekcji, nie ma żadnego problemu. Moim zdaniem to imperatyw, aby zmusić bohaterów do przebywania razem. O, tu masz dowód odzywek Lysa: 
Lysander prychnął oburzony i[,] bluzgając pod nosem, wyszedł z gabinetu. Albo: 
— Zamknij się, pieprzony kujonie! Wracaj do swoich zasranych książeczek… – przecież nie wypowiedział tych słów przy Mich, gdy byli sam na sam, tylko w obecności bibliotekarki. Ale nie. To Mich jest traktowana jako ta zła.

Mimo kolejnej kary, czułam satysfakcję. W końcu udało mi się postawić na swoim. W końcu nie będę musiała odpracowywać też za niego. – Ale przecież nie musiała! Miała kilka dni, żeby komukolwiek przedstawić sytuację. 

Co prawda czułam też niepokój związany z tym, że Lysander może chcieć się na mnie zemścić, ale odsunęłam od siebie [tę] nieprzyjemną myśl i delektowałam się wcześniejszym powrotem do domu. Kiedy znalazłam się już w domu, od progu przywitał mnie zdziwiony tata. 

Nakrywając do stołu, opowiedziałam mamie o zajściu w szkole i jak teraz będzie wyglądać mój szlaban. Przy stole rodzice opowiedzieli mi, jak im minął dzień (...) mama opowiadała o problemach w zielarskim sklepie, a tata dopowiadał zabawne anegdotki z kancelarii. 


ROZDZIAŁ 4

Zaczynasz od bardzo ładnego, plastycznego opisu przestrzeni. Mam tylko jedną małą drobnostkę:
Deszcz bębnił w okna i płoszył swą obecnością wychodzących ze szkoły uczniów, którzy robili wszystko, żeby nie zmoknąć w drodze na przystanek lub do swojego samochodu. – To brzmi, jakby uczniowie mieli jeden wspólny samochód. 

Przymknęłam na oczy, wsłuchując się w rytmiczne stukanie kropel deszczu (...). 

— Wybaczcie, rozmowa z panią Shaller trochę się przeciągnęła. — Uśmiechnął się przepraszająco, na co Lysander zareagował wywróceniem oczami.
Arogancki gnojek!


Widzisz?! Jak chcesz, to potrafisz!
Nie zrozum mnie teraz źle – nie cieszę się, bo Mich jest trochę wulgarna. Nie o to chodzi. Cieszę się, bo oddajesz jej przemyślenia i jej emocje. Rety, nareszcie. Trochę się naczekałam, ale było warto. 

Pan Flynn zaprowadził nas do pierwszej Sali[sali] i wytłumaczył[,] co mamy zrobić, a potem udał się do klasy naprzeciw z takim samym sprzętem, który zostawił nam.

Powinnam się cieszyć, że dziś mi odpuścił. Nie powinnam się wtrącać w nie swoje sprawy i prosić o zaczepkę. – Choć gdyby zapisać te zdania odwrotnie, można by uznać to za ciekawy zabieg stylistyczny. 

(...) ale również kultury i podstaw życia w społeczeństwie — warknął i szybko zabrał się za mycie podłogi. — Zamiast podsłuchiwać innych, lepiej by było, gdybyś zabrała się do roboty. Nie mam zamiaru przez ciebie tracić czasu.
Tak mi się teraz skojarzyło… Skoro Lys tak się spieszył, bo po lekcjach miał coś bardzo ważnego do załatwienia, to dlaczego wcześniej nie starał się wychodzić wcześniej? W sensie gdyby nie czekał ze swoim wózkiem i książkami, aż Michelle skończy swoją część roboty, mógłby wychodzić z biblioteki szybciej. A nóż-widelec pospieszyłby się bardziej niż ona, nie było napisane, że miał więcej czy mniej książek. 
Wpadło mi do głowy ciekawe rozwiązanie tej kwestii. Lys mógłby czasem oddawać robotę Mich i się migać, a czasem spieszyć się i wykazywać, by wychodzić szybciej. To sprawiłoby, że czytelnik miałby ciekawy punkt zaczepienia, jakąś ciekawostkę, tajemnicę do odkrycia. Rozwiązanie dziwnego zwyczaju chłopaka. Upiekłabyś dwie pieczenie na jednym ogniu. 
Pamiętaj jednak, że to też bardzo-bardzo luźna sugestia. Nie chcę ci niczego narzucać, ot, po prostu, jak mówię, wpadło mi to do głowy zupełnie przypadkiem i uznałam, że może warto podzielić się takim pomysłem. Bo teraz, gdy przypominam sobie o powodzie pośpiechu Lysa, trochę zgrzyta mi to, że chłopak na początku nie miał żadnego problemu, by siedzieć na telefonie w bibliotece, zamiast wracać do domu. Wydawał się bardzo wyluzowany. Raz – okej, drugi raz – spoko. Ale jeśli obijał się ciągle i czekał, by dopiec Mich, to jakby dla mnie to była sugestia, że chłopak wcale nie miał po szkole nic ciekawego do roboty. 

Chyba faktycznie potrzebowałaś pierwszych rozdziałów, by się rozkręcić, bo im dalej cię czytam, tym bardziej jestem usatysfakcjonowana i w końcu czerpię radość z lektury: 
Przez moment stałam bezczynnie. Zawstydzona zacisnęłam drżące dłonie na kiju i oddychając miarowo, próbowałam zapanować nad rumieńcem zajmującym już całą twarz. Co mnie podkusiło, żeby podsłuchiwać? Przecież i tak nie dowiedziałam się niczego konkretnego. Dlaczego właściwie chciałam coś o nim wiedzieć? Ach… Głupia, głupia Mich… – Widzisz? Nie ma ekspozycji – są zachowania, gesty. Nie ma relacji – są bieżące myśli. I z tego mogę wywnioskować emocje. Fajnie!
Poprawiły się również technikalia. Masz nową betę? Dobra jest; przecinki w końcu stoją na swoim miejscu. Pozostają tylko powtórzenia i niuanse takie jak ten:
Ubrałam przeciwdeszczówkę, schowałam zapakowane pieczywo i owoc do torby (...). Założyłam przeciwdeszczówkę. Ubierać w coś można kogoś (np. dziecko) albo coś (np. choinkę, lalkę). 
Albo ten:
Całą dwu i pół kilometrową trasę przebyłam lekkim truchtem. – Dwuipółkilometrową. 
Ewentualnie takie coś:
Ten łajza nigdy nie miał litości dla swoich podopiecznych, pomyślałam rozbawiona. Łajza ma żeński rodzaj. Ta łajza nigdy nie miała… 

Czterdzieści minut później, kiedy opuściliśmy ostatnią czystą klasę, odetchnęłam z ulgą. – W scenie z biblioteką to też było czterdzieści minut. Zbieg okoliczności? Rzuca się w oczy. 

Odłożyłam torbę na ławkę, założyłam ręce na piersi i podeszłam bliżej, przyglądając się przyjacielowi. Dakota chyba wyczuł, że mu się przyglądam i odwrócił się do mnie. Z jego twarzy zniknął wyraz skupienia i ustąpił szerokiemu uśmiechowi.

Z jego twarzy zniknął wyraz skupienia i ustąpił szerokiemu uśmiechowi.
— Patrzcie państwo, kogo tu do mnie przywiało! — Rozłożył ręce i podszedł kilka kroków bliżej. – Pomieszane podmioty.

— To propozycja? Tylko wiesz… Musielibyśmy znaleźć jakiegoś przystojniaka... — Uśmiechnął się (...). – Gość zaczął uśmiechać się już kilka zdań wcześniej.

Kilka skłonów, tak by dotknąć podłogi całymi dłońmi, potem coraz głębiej, aż swobodnie mogłam dotknąć głową kolan. Następnie zaczęłam rozciągać tułów; obracałam się to[do] tyłu i dłońmi dotykałam ściany.

Jego chłodne obicie cudownie pieściło mi skórę. – Rozumiem, że Michelle może kochać boks, kochać trening na worku i tak dalej, ale żeby od razu obicie cudownie pieściło…? To jest, no cóż, trochę dziwne określenie. Takie nawet… erotyczne. Tym bardziej, że Mich uderzała worek w owijkach, więc jej skóra nie miała z nim styczności. 

Lewa uderzyła pierwsza[,] odpychając go do tyłu. – W sumie wystarczyłoby samo: odpychając go. Worek poleci tam, gdzie Mich wycelowała. Leciałby w bok, gdyby Mich uderzyła sierpowym, lecz nie wspomniałaś o tym, więc założyłam, że poszedł lewy prosty.  

Otarłam przedramieniem pot z czoła i rozejrzałam się dookoła. – Ten rym rzuca się w oczy.

Na widok Kastiela trzymającego mój worek cofnęłam się o krok, łapiąc się za serce. Odetchnęłam głęboko i pochyliłam się, opierając dłonie o kolana.
— Wystraszyłeś mnie! — burknęłam z wyrzutem, patrząc na niego.
— Wybacz. Nie chciałem — odparł skruszony, puszczając worek. – No ale bez przesady…

Trening z tej notki też jest zdecydowanie lepszy niż poprzedni. Nie dość, że niepotraktowany trzema zdaniami, zupełnie po macoszemu, to jeszcze w jego trakcie pojawiają się jakieś przemyślenia bohaterki. Nadal nic nie stoi na przeszkodzie, by pokazać dwie podobne sceny – w tej pierwszej ładunek emocjonalny Mich jest silniejszy, bo przeżywa ona na nowo stratę rodziców i jest sfrustrowana Lysandrem i karą. Tutaj trening nie ma takiego podłoża, bohaterka raczej się bawi niż wyładowuje. Warto pokazać tę zmienną – dwa treningi, ale tylko pozornie do siebie podobne, ponieważ uczucia towarzyszące dziewczynie są inne. 
Edit: Nieco dalej pojawiło się takie zdanie:
Wyładowawszy złość, chciałam popracować nad celnością ciosów. Kas bez zastanowienia stanął za nim i zaparł się nogami. – A to jednak też było wyładowywanie złości? Ach, no to muszę przyznać, że zupełnie tego nie odczułam. Bardziej uznałam, że Mich przyszła się odprężać i dobrze bawić. Świadczyły o tym zdania takie jak to o pieszczeniu czy: Całe moje ciało pulsowało przyjemnym bólem. I ta nieokiełznana satysfakcja, kiedy pięść spotykała się z twardą skórą, kiedy kolejny sierpowy odrzucał dalej worek. – Przecież tu nie ma najmniejszej złości ani niczego w ten deseń.

Zastanawiam się, co sądzić o zachowaniu Kastiela; próbuję porównać go do Lysandra, ale średnio widzę to, że przestałby się zadawać z Mich ze względu na innych. Dziwi mnie też trochę fakt, że usprawiedliwia przemoc psychiczną zadawaną bohaterce. Nie wiem, czy był świadkiem wydarzenia na stołówce. Jeśli ma charakter Lysandra i, tak jak on, jest trochę łatwowierny, mógłby uwierzyć drugiej grupie. Jednak czy naprawdę przegapiłby wielokrotne, często publiczne, szykanowanie Michelle? 


Okej, Kas może twierdzić, że Lys faktycznie ma jakiś tam swój powód, by dokuczać Mich (pamiętam ten z poprzedniej wersji), ale Rozalia? No i tutaj Kas brzmi tak, jakby miał pretensje, że Mich… czuje, odczuwa ból. Coś w stylu: nie, nie możesz być zła. Nie możesz być agresywna, bo ktoś wciąż cię dręczy. Nie możesz zachowywać się jak człowiek, wypierz emocje. Musisz wytrzymać takie traktowanie, bo… No nie, nie kupuję tego. Poza tym w grze Lys nie przykładał uwagi do plotek, był raczej obojętny i zadawał się z tym, z kim miał ochotę. Więc, jakby nie było, po Kastielu spodziewałabym się właśnie czegoś takiego. 
Podoba mi się jednak jego tajemniczość. Lysander potrafił trzymać język za zębami, gdy bardzo chciał; w tym aspekcie dobrze oddałaś charakter bohatera. Wkurzył mnie tak samo, jak wkurza mnie Lysander swoim no-cóż-tak-musi-być. 
Tu muszę jeszcze wspomnieć, że nie pokazałaś w żadnej scenie, że Kastiel trzyma się z Rozalią i Lysandrem; nie mignął nawet nigdzie w tle. Stąd na początku nie skojarzyłam, o jaką grupę gburów chodziło Mich. Myślałam, że są to jeszcze inni znajomi, dla których Kas ją olał. 

Wolałam się odsunąć zawczasu[,] niż narazić się na niepotrzebne komentarze.

Tak bardzo kusiło mnie, żeby ręka smyknęła mi się po worku i trafiła w ten rudy łeb. – Kastiel nie był rudy. Pomijając, że naturalnie miał czarne włosy, farbował się na ciemną czerwień. 

Pomyłki nigdy mi się nie zdarzają. Chociaż, Kas mógłby się na to nabrać… Nie, ja nie pudłuję. – Coraz lżej i naturalniej wychodzi ci ta narracja, ale nie zapominaj, w którym czasie ją prowadzisz. Pilnuj jedności. Nic nie stoi na przeszkodzie, by napisał: nigdy mi się nie zdarzały/nie pudłowałam.

Zacisnęłam zęby, ale nie mogłam powstrzymać słów, [przecinek zbędny] płynących z ust (...).

Choć pisałam, że tym razem także trening Michelle wyglądał dużo lepiej i można było się wczuć, to jednak potrzebujesz jeszcze trochę więcej dynamizmu, krótkich zdań, nawet urywanych, ukazujących reakcje bohaterki. Zabieg z: prawa, lewa, prawa znam już z poprzedniego treningu, więc tu mnie nie zaskoczył. Dobrze, że widać konsekwencję we wprowadzaniu wątku boksu. Treningi tłumaczą uszkodzoną twarz Lysandra, Mich rzeczywiście trenuje – nie jest to jednorazowa scena – a nawet planuje poważniejsze wydarzenia związane z boksem. Oby tak dalej; nie zaniedbuj tego wątku, bo ma niezły potencjał. Pamiętam, że w poprzedniej wersji opowiadania bardzo brakowało takiego tła i odskoczni od pierwszego planu. Cieszę się, że desperackie darcie ubrań i sceny zakupów zostały zastąpione przez poważne rzeczy. Tekst się zmienił, wydoroślał, wyważyły się też charaktery postaci. Muszę przyznać, że po tej notce bardzo chętnie sprawdzę, jak to wygląda dalej. Idziesz w dobrą stronę.

Szkoda strzępić języka, Dake… – Język. 

Koniec końców muszę przyznać, że Dakota dostał ciekawą rolę w twoim opowiadaniu. Podoba mi się też jego przedstawienie; pamiętam, że był bardzo pewnym siebie podrywaczem, co poniekąd zgadza się z jego zachowaniem w twojej historii. Dobrze, że dbasz o takie szczegóły, mimo że Dake miał na razie mało czasu antenowego. 


ROZDZIAŁ 5

— Amber sprawnym ruchem podniosła się z podłogi i przeciągnęła się, z cichym westchnieniem przyjmując chrupanie w kościach. – Drugie się zbędne. 
Wstępny dialog nie wydaje mi się aż tak płynny. Do sześciu pierwszych wypowiedzi dodałaś komentarz narracyjny o szczegółowym zachowaniu postaci mówiącej i odczuwam przesyt informacji. Rozumiem, że dialog jest wieloosobowy i trzeba jakoś wskazać, kto się wypowiada, ale brakuje mi jakiegoś zróżnicowania. Mamy jęczącą Char prostującą kości, mruczącą Mich opadającą na łóżko, Amber podnoszącą się z podłogi, potem znów Charlotte wyciągającą do niej ręce, znikąd pojawiły się Li i Ami… Po dialogu nie pamiętam już za bardzo, co kto mówił, a co dopiero – co robił. Może jakiś krótki odstęp między wypowiedziami malujący przestrzeń? Albo więcej przemyśleń Michelle odnośnie do zachowania dziewczyn? W końcu to jej narracja, pierwszoosobówka. Tymczasem tu znów zaczęłaś scenę jakby starym dobrym wszystkowiedzącym. 

„Chciałem ciebie zapytać, czy nie miałabyś chęci wystąpić w takich zawodach.” – kropka na zewnątrz. Cię zamiast ciebie.

W tym rozdziale dwa razy zapisałaś cytowane słowa i w cudzysłowie i kursywą. Zdecydowanie wystarczy jeden sposób cytowania. 

Co z tego, że boks był moją największą pasją, zawody nie były dla mnie. Ale im dłużej myślałam nad jego propozycją, tym bardziej jakby coś rosło mi w piersi i mówiło, że powinnam skorzystać. – Jego, to znaczy tego boksu?

Piszesz tak: Cały czas, odkąd po treningu wróciłam do domu i jeszcze później, kiedy siedziałam z przyjaciółkami i pracowałyśmy nad cholernym projektem na historię, nie dawały mi spokoju słowa Dakoty. – Ale ja tego w ogóle nie kupuję. Nie widzę. Zaczęłaś rozdział sceną spotkania przyjaciółek i Michelle zamiast po prostu myśleć naturalnie o tych zawodach, odpływać myślami w ich stronę w czasie robienia projektu, tylko mnie po fakcie przekonuje, że tak robiła. Dziewczyny nie musiały jej szturchać, sprowadzać na ziemię. Miałaś spore pole do popisu, z którego nie skorzystałaś, a teraz zaklinasz narracją, że jednak coś takiego się wydarzyło.
Edit: Okej, nagle okazało się, że… ta scena trwa nadal. Że streszczenie jej nie zakończyło, jak podejrzewałam, ale pojawiło się w środku tej sceny i te rzeczy, które wymieniłam wyżej jako przykłady, czym zastąpić suche sprawozdanie, pojawiają się dalej. Char chociażby pyta Michelle, czy coś ją trapi. O ile rozumiem jeszcze (choć nie preferuję, ale rozumiem zamysł) streszczać coś zamiast sceny, o tyle dziwi mnie spoilerowanie jej w połowie. 
Eidt2: No dobra, tylko że do końca tej sceny Michelle jednak ani razu nie wraca do tematu zawodów. Wychodzi więc na to, że cytowane wyżej streszczenie to… kłamstwo. Michelle myśli o Lysanderze, Kastielu i zastanawia się, po co komu podwójne łóżko, ale nie czuć, by słowa Dakoty cały czas nie dawały spokoju.

Ten drugi cytat jest kompletnie zbędny (w dodatku brakuje mu kropki na końcu). Michelle nie przywołuje słów Dake’a, są to jej myśli. A przecież sama narracja pierwszoosobowa to myśli bohatera. Jeśli jednak chciałaś to wyróżnić na zasadzie tego głosiku w głowie, warto jakoś tę informację przemycić. Choć, na moje, samo przeniesienie tego do nowego akapitu i zwracanie się do siebie po imieniu jest wystarczającą sugestią.

— (...) Chodzi o Lysandra?
— Nie… Po prostu… — I co ja miałam jej powiedzieć? Która opcja byłaby najlepsza? Propozycja Dakoty, rozmowa z Kastielem, [przecinek zbędny] czy po prostu zrzucić wszystko na Lysandra? – To się akurat rzuca w oczy. Dalej podobnie: 
— Dość myślenia, czas zabrać się za jedzenie!
Ami sprawnie zamknęła drzwi stopą, po czym odstawiła jedzenie na biurko (...).
Jakoś nie przekonuje mnie zdrabnianie imienia Amber do Ami. Pierwsza wersja nie jest długa, szybko się to imię wymawia, nie widzę powodu zdrabniania go. Tak naprawdę dopiero po chwili załapałam, że to dwie te same dziewczyny. Wcześniej sądziłam, że poza Amber w pokoju jest jeszcze jakaś Amy czy inna Anna. 

— Uuu… Jakie postępy! Czyli co, można się niedługo spodziewać nowej pary w szkole? — Li szturchnęła stopą moją nogę, uśmiechając się ironicznie.
Oddałam szturchnięcie i pokazałam jej język. Wredna małpa, nie mogła się powstrzymać.
— Na pewno nie tak szybko, jak Applejack i Ash. Kiedy macie randkę? — Szturchnęłam sugestywnie przyjaciółkę w żebra, na co ta podniosła się oburzona. (...) Amber wgramoliła się obok Charlotte i zaczęła ją szturchać w ramię.

Nie zwracałam dotąd na takie rzeczy uwagi, ale po ostatniej normalnej, jeśli można było to tak nazwać, rozmowie z Lysandrem, zaczęłam zauważać różnice w zachowaniu moim,[zbędny] czy dziewczyn. Nawet teraz, kiedy zaczęły rozmawiać o chłopakach, one chichotały, rumieniły się, a mnie to nie ruszało. – I znów: dopiero teraz, pierwszy raz, Michelle cokolwiek zauważa, dostrzega różnice. Bardzo dobrze, całkiem fajnie, że pojawia się taki motyw, rozwinięcie wątku. Jednak… dlaczego jednocześnie bohaterka stwierdza, że nooo… tak właściwie to już o tym myślałam, już wcześniej coś zauważałam…? Bzdurka. Przecież mam za sobą wszystkie dotychczasowe sceny. Wcześniej nie wydarzyło się nic – ani na treningu, ani w domu przy rodzicach, ani w szkole, ani gdziekolwiek – co by pokazywało, że faktycznie Michelle te zmiany dostrzega. Teraz po prostu stwierdza, że już coś tam wcześniej zauważyła, ale przecież cały czas antenowy przebywam poniekąd w jej głowie. 
Wniosek? Niezła z niej kłamczuszka. 


Nie mogłam sobie na to pozwolić, mimo że jej wymalowana buźka aż się prosiła o to, bym dodała jej nieco fioletowego koloru.
— Bardzo dobrze, dziękuję, że pytasz — zachichotała i[,] przechodząc obok, szturchnęła mnie w ramieniem. – Albo ramieniem, albo w ramię. Do tego wychodzi, że szturchnęła nim… buźka. 

— Coś jeszcze byś ode mnie chciała, świnko? — zachrumkała[,] nie odrywając wzroku od paznokci.Zachrumkała wielką, ponieważ zakładam, że czynność ta wydarzyła się po wypowiedzianych słowach, nie w ich trakcie. Zwróć uwagę również na imiesłowy współczesne. Bardzo dużo ich u ciebie, przez co tekst staje się jednostajny. Traktujesz nim praktycznie każde dopowiedzenie dialogowe: 
— Chyba za bardzo pofrunęłaś, księżniczko — wtrąciła się Ami, dotykając lekko mojego ramienia.

(...) wyszłyśmy na salę, gdzie czekała już wuefistka.
— Długo jeszcze będę czekać na was, guzdrały?

Zostawiła nas same[samym] sobie i udała się na drugi koniec boiska na ławkę. 

Zdusiłam w sobie jęk niezadowolenia, kiedy Hart wybrała mnie i Rozalię na kapitanów drużyny. Jeszcze tego mi brakowało… – Ale co w tym złego? Przecież Michelle powinna się właśnie cieszyć, że nie jest z Rozalią w jednej drużynie i może ją atakować na boisku, prawda?

Pierwszych pięć punktów wleciało na konto drużyny Rozalii, jednak to nie powstrzymywało nas przed robieniem wszystkiego, by nie stracić kolejnych. Widząc piłkę lecącą na koniec naszej części boiska, bez zastanowienia pobiegłam, by ją odebrać. Nie chciałam ryzykować, że nie spadnie na aut. Z całej siły odbiłam piłkę, posyłając ją w stronę Ami, która bezbłędnie przyjęła, a Hayden odbiła na stronę przeciwniczek. – Ten opis nie ma w sobie za grosz dynamizmu. To cztery zdania złożone! Nie dość, że jesteśmy w głowie Mich, a jej myśli w czasie męczącej rozgrywki są okrąglutkie, jakby nie była graczem, a komentatorką, to jeszcze pełne są zapychaczy psujących efekt energicznego starcia. Jak to poprawić? Przede wszystkim skrócić zdania, z jednego złożonego zrobić dwa proste. Dalej: wszystkie długie słowa takie jak powstrzymywało, bezbłędnie czy przeciwniczki i frazy typu bez zastanowienia zamienić na krótsze odpowiedniki (stopować, zręcznie, rywalki) lub w ogóle z nich zrezygnować. Pokazując, jak dziewczyna złapała piłkę i biegła z nią dalej, mogę sobie sama dopowiedzieć, że podanie było celne. Możesz też zrezygnować z ogólników i truizmów typu: jednak to nie powstrzymywało nas przed robieniem wszystkiego. Pokaż porządnie, że dziewczyny się wysilają, to sama dojdę do wniosku, że nie mają tej rozgrywki gdzieś. 
No i na pewno odpada fraza: bez zastanowienia. Bohaterka właśnie to pomyślała, wskazała to, jak więc mogła o tym nie pomyśleć? Może: od razu

Niestety Wiedźma nie dawała za wygraną i nadrabiała każdy następny, przez co po dwóch setach był remis. – Szkoda, że relacja pozbawiona jest realnych emocji. Już dwa sety za nami, a ja nawet się nie wkręciłam. Nie widzę zmęczenia żadnej z bohaterek – potu na skroniach, trzęsących się kolan, przyspieszonego oddechu. Nie czuję gorąca na sali, nie słyszę jakichś szczątkowych komentarzy nauczycielki, scena pozbawiona jest uczuć i tła. Czemu? Przecież tak dobrze ci szło…
Ach, w kolejnym zdaniu pojawiła się informacja o zmęczeniu: Byłam wykończona, zresztą tak jak reszta, jednak żadna z nas nie miała zamiaru się poddać. Ujmę to delikatnie: nie to chciałam przeczytać. 

Szkoda, że nie napisałaś, która z poznanych dziewcząt była z kim w drużynie (oprócz Amber). Łatwiej byłoby zdecydować, czy przyjaźnie wpływały na rozgrywkę lub czy Rozalia była w stanie wybrać przyjaciółki Michelle. 

— Gratuluję. To był naprawdę dobry mecz. Jeśli wszystkie będziecie tak grać, macie szansę na wygraną w tym roku. — Trenerka Hart uśmiechnęła się pochwalnie do obu drużyn. — Możecie się przebrać.
Z różnymi nastrojami udałyśmy się z powrotem do szatni. – Czy ten mecz nie miał być na ocenę? Co z tym? Jak były oceniane zawodniczki? 
I czy nie za dużo tu zbiegów okoliczności? Michelle jest dobrą bokserką i zaproponowano jej zawody – to kupuję bez mrugnięcia. Ale notkę dalej w siatkówce też się tak super wykazała? Nie chodzi mi o to, by była zupełnie do bani, wiadomo, jednak… no. Dwa konkursy w jednym opowiadaniu dla jednej bohaterki to chyba o jeden za dużo, tak myślę. 

— Super, że udało nam się wygrać, Mich. Jesteś niesamowita! — Rozradowana Chloe szturchnęła mnie w ramię, mijając się ze mną w drzwiach do łazienki. – Co one mają w tej notce z tym szturchaniem? 

Udało mi się ją pokonać i to się teraz liczyło. – Luźna sugestia: a gdyby do zdania dodać: (...) i tylko to się teraz liczyło?


ROZDZIAŁ 6

(...) pojawił się w połowie XIX wieku. Było to ściśle związane z pojawiającą się wtedy reformą życia, kiedy to światła część społeczeństwa próbowała tworzyć nowe wzorce obyczajowości.
Jestem szczerze zdziwiona, że to nie wykład jakiegoś nudnego nauczyciela, ale… prezentacja Michelle. Wciąż tak wiele z dobroci, które wiążą się z prowadzeniem narracji pierwszoosobowej, ucieka ci gdzieś między palcami… Spójrz. Michelle przemawia przed całą klasą. Nie stresuje się? Nie spogląda na swoich rówieśników? Jej przemowa jest zupełnie sucha, nie przerywasz jej przybliżeniem stanu emocjonalnego bohaterki. Jasne, nie musi od razu trząść się z nerwów, może być całkiem pewna siebie i wyluzowana, ale… to też można, a nawet trzeba jakoś oddać. 

— Komuś się chyba pomieszały czasy i nadal nie zauważył, że strój sportowy nie jest już na topie.
Słysząc chłodny głos Lysandra, zesztywniałam. – Na topie? takie określenie słyszałabym raczej od Rozalii, nie od Lysandra. Zresztą w grze Kas raczej kierował takie bezpośrednie uwagi w dużo mniejszym gronie; nie lubił się wyróżniać poza sceną. Przeszłoby też rzucenie tej wypowiedzi znajomemu, ale nie tak otwarcie przy całej klasie. Średnio widzę zamkniętego na świat Kastiela w skórze Lysa, wygłaszającego swoje mądrości. 
O, a właśnie. A co z zakładem? Sądziłam, że skoro Michelle zaakceptowała warunki, to zacznie choć powoli, małymi kroczkami wprowadzać je w życie. Gdyby nie ten komentarz Lysandra tutaj i moje wspomnienie poprzedniej wersji opowiadania, byłabym skłonna w ogóle zapomnieć o tym wątku.

— Boom gospodarczy z początków lat 20-tych (...). – Dwudziestych.
— Puściłam jego uwagę mimo uszu, skupiając się na prezentacji. Nie dam się wyprowadzić z równowagi. – W sumie to ja nawet nie wiem, czy Michelle mówi z pamięci, czy czyta z kartki. Wypowiedzi dialogowe nie oddają tonu głosu, nie pokazują dobierania słów; bohaterka nie zerka na slajdy i nie wydaje się w ogóle skupiona. Jak na razie wydaje się mieć w sobie coś z maszyny. Ot, dyktuje regułkę, nic w jej czasie nie odczuwając, nijak się nie zachowując. 

— (...) Możecie kontynuować —[spacja]zwrócił się do nas uprzejmym głosem.
— Postaramy się przyspieszyć i nie zanudzać co poniektórych… — Ami uśmiechnęła się delikatnie i zwróciła w stronę klasy. 

— To jest bardzo nie na miejscu, Lysandrze. Natychmiast wyjdź i skieruj się prosto do dyrektorki. – I znów ta dyrektorka… Czy wszyscy nauczyciele mają taką samą stylizację narracyjną? Tak się też teraz zastanawiam, czy przy takich rozmowach nie musi być obecny pedagog szkolny albo psycholog? Przecież to nie pierwszy raz; szkoła powinna bardziej zareagować, ale też zawracanie głowy dyrekcji parę razy w tygodniu przez odzywki nastolatka jest nie na miejscu. Do tego również zatrudnione są kompetentne osoby. Taka sytuacja jak wyzywanie się sam na sam jeszcze przejdzie, ale tu nauczyciel powinien wezwać psychologa/pedagoga, bo to jawne znęcanie się nad uczniem. 

Dlaczego wszystko jest [było] takie rozmazane?
Czym sobie na to zasłużyłam?
— Mich, wszystko w porządku?

Dopiero po ostatnich słowach Lysa zaczynasz przybliżać stan emocjonalny Michelle, ale tam już pokazujesz, że dziewczyna nie daje rady i wychodzi z klasy. A przez to od początku sceny nie mam wrażenia, że napięcie i emocje narastają, tylko że ich nie ma, nie ma, nie ma i nagle, o!, już są. Ale odkąd się pojawiły, od razu opowiadanie wróciło do poziomu i znów lepiej się czyta. 

Lekkie kuksnięcie w ramię sprowadziło mnie ze świata, w którym istnieją tylko moje, kiedyś chyba białe, znoszone adidasy – czy naprawdę musiałam wdepnąć w tę błotnistą głębinę akurat dzisiaj? – i wstyd. – Strasznie podoba mi się ten fragment. 

Co jest z tobą nie tak, Mich? Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby dziecinne dokuczanie rozkojarzało mnie podczas lekcji. – Czas. Może po prostu: Co z tobą nie tak, Mich? Nie mogłam… 
Jakby co, to nie jedyna tego typu uwaga w tym rozdziale, bo podobne rzeczy zdarzają się dość często. Nie wymieniłam wszystkich, tak jak i nie wymienię wszystkich brakujących przecinków przy imiesłowach.

Mich wpadła na korytarzu na Kastiela, ale… co on tam robił w czasie lekcji? Czemu nie był na zajęciach? 

— Nawet jeśli na mnie nie patrzysz, to i tak widzę twój zaszklony wzrok. Co się stało?
— Wydaje ci się — mruknęłam, wzruszając ramionami. Utkwiłam wzrok w pękniętej kafelce przy ścianie za plecami Kasa. – W pękniętym kafelku. [KLIK]

Potarłam szyję, czując[,] jak napięcie w ciele ponownie narasta. – To ono w ogóle zdążyło opaść...?

— Nic się, do cholery jasnej, nie stało! — warknęłam[,] unosząc gwałtownie ręce,[.] Zamrugałam kilka razy[,] odganiając łzy[,] i odetchnęłam głęboko. — Naprawdę… Daj mi już spokój… — zająknęłam się i obróciłam, chcąc ominąć jego przenikliwy wzrok. // W jednej chwili dotykałam klamki, a w drugiej otaczały mnie jego ramiona, głaszcząc kojąco po plecach. W następnej rozkleiłam się, wciskając głowę w jego ramię. – To brzmi trochę tak, jakby Kas głaskał Michelle po plecach ramionami. 

Co ja, do cholery jasnej[,] robię?! 

Wydmuchałam nos i wzięłam kilka głębokich oddechów, czując[,] jak cała złość i rozpacz odchodzą. – Dość szybko jej przeszło, zważywszy na to, jak długo się denerwowała. 

No i spokój,[zbędny] poszedł się kochać.

Odwróciłam się w jego stronę, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo Lysander stanął mu na drodze.
— Muszę z tobą porozmawiać… — zaczął zirytowany, ale kiedy zauważył, że Kas nie poświęca mu uwagi, podążył za jego wzrokiem. – Myślałam, że Lysander szukał Michelle, w końcu to przez niego wyszła z zajęć. Skąd wiedział, że Kastiel nie jest w sali? Lys miał być u dyrekcji. Nawet jeśli wyszedł, trwała lekcja, więc dziwi mnie, że szukał kolegi, który raczej powinien brać udział w zajęciach. 

Po zakończonych lekcjach udałam się głównego wyjścia, gdzie czekał już na mnie pan woźny, a Lysandra nigdzie nie było widać. Westchnęłam przeciągle, masując nasadę nosa. Pewnie znowu się spóźni. – Znowu spóźni? Do tej pory Lysander zawsze był na czas.

Lysander ma ważne sprawy rodzinne do załatwienia, dlatego jesteśmy sami, a ty jesteś krócej. On odrobi ten dzień w innym terminie. – W jakim innym? Przecież mają szlaban codziennie do końca szkoły. 

Z jednej strony cieszyłam się, że mogłam wrócić wcześniej do domu. Przynajmniej zaoszczędzony czas mogłam wykorzystać na trening.

Oczywiście znam poprzednią wersję opowiadania, więc wiem, czemu Lysander urywał się ze szlabanu i mogę śmiało stwierdzić, że ładnie pokazujesz tajemniczość Lysa w tej kwestii. Jestem ciekawa, jak wprowadzisz ten wątek; jak na razie jest subtelnie i wychodzi ci bardzo dobrze. Mam też nadzieję, że w już w kolejnych rozdziałach zacznie wracać wątek zakładu, bo od jego przyklepania Mich ani razu go nie wspomniała. Jakby o nim… zapomniała. Pamiętaj, nie musisz od razu rozkładać wszystkich kart, ale staraj się, choćby małymi krokami, rozwijać wątki. Tym bardziej że – znów to podkreślę – przez całe opowiadanie znajdujemy się w głowie bohaterki, a wątpię, by jakakolwiek uwaga o zakładzie, na który przystanęła, ani razu nie przyszła jej na myśl. 

No w każdym razie bardziej niż mniej zadowolone z twojego postępu przejdziemy już do końcowych wniosków.

PODSUMOWANIE

Jak widzisz, ocena trochę już liczy, dlatego nie ma sensu jeszcze raz wyszczególniać i wszystkiego tłumaczyć. Z poprawnością bywało różnie – ta kwestia chyba zależna jest od twojej bety, ale są rzeczy, które mogłabyś przepracować sama. Mianowicie powtórzenia. Jest ich ogrom, zresztą tak samo jak powtarzalnych konstrukcji z imiesłowami współczesnymi. Jakbyś momentami jak na automacie operowała ze trzema-czterema konstrukcjami zdaniowymi na krzyż rzuca się też w oczy powtarzalność spójnika i). Co się zmieniło? Wcześniej pisałyśmy ci, że: język i zapis są po prostu niechlujne i aż nazbyt proste – masa literówek, pogubionych przecinków, czasem nawet błędy ortograficzne, dziwny szyk, błędy stylistyczne. Dziś po błędach w szykach pozostały jakieś detale, widać, że wzięłaś sobie większość rzeczy do serca i poważniej podeszłaś do publikacji. Najlepsza beta mogłaby ci wstawiać przecinki na swoje miejsca, ale wątpimy, by ktoś stał nad tobą i w każdym zdaniu korygował ci szyki, poprawiał dobierane słownictwo. A to już o czymś świadczy. 
Jeżeli chodzi o styl, zdania zaczęły być pełniejsze, okrąglejsze i obrazują dojrzalszą prozę, ale… z drugiej strony jakbyś teraz przesadzała w drugą stronę – czasem zapominała, że piszesz opowiadanie narracją pierwszoosobową, a twoją narratorką jest… zwykła nastolatka. Brakuje nam więc jej luzu, stylizacji częściej niż raz na kilka zdań, gdy dziewczyna w nerwach rozmawia sama ze sobą. Zupełnie nienaturalnie wygląda nazywanie dręczącego ją Lysandra bezczelnym chłopakiem, w pierwszych rozdziałach obiektywnie Michelle określała również bliskich nauczycieli czy swoje przyjaciółki. A pamiętasz jeszcze uwagę o sitcomie, gdy cała klasa podskoczyła na dźwięk telefonu? Wypadło sztucznie; jakbyś wciąż nie do końca rozumiała, na czym polega fenomen narracji pierwszoosobowej. 
Bo tak – fenomenalnie prowadzona narracja pierwszoosobowa potrafi poruszyć emocje, sprawić, że pochodzimy w butach głównych postaci, będziemy te postaci rozumieć, a więc i im kibicować, jeśli zyskają naszą sympatię. I chociaż Michelle wydaje się na pierwszy rzut oka dość sympatyczna i zwyczajna, ale nie całkiem szara, to jednak wciąż część akapitów była... sucha, pozbawiona jej stylizacji, jej opinii, jej przeżyć. Michelle zwraca uwagę na wszystkich innych, nie siebie. Widzi, że klasa podskakuje, ale nie przybliża w żaden sposób swoich odczuć. Albo rozgrywa mecz, ale komentuje go jak Lee Jordan rozgrywkę quidditcha (tylko iks razy mniej dynamicznie!). A przecież to ona – Michelle – jest najważniejsza, to ona jest w centrum każdego wydarzenia. Nie interesuje mnie zachowanie klasy, kiedy nie wiem, co myśli Michelle. Mam gdzieś mecz, jeśli dziewczyna nie jest skupiona na grze, choćby fragmencie rozgrywki, a na bardzo ogólnej relacji całości. Nie obchodzi mnie, że poszła oglądać film z rodzicami, jeśli nie czuję, by sprawiło jej to frajdę. Równie dobrze mogłaś napisać, że Michelle poszła spać czy poczytała sobie książkę; żadna różnica, prawda? Tylko dlatego, że w tych zwykłych momentach nie skupiasz się na jej wnętrzu, podsuwasz jedynie ogólniki. Widać to też w scenach w bibliotece lub w czasie pierwszego treningu, a nawet w najnowszym rozdziale – początek prezentacji zupełnie nie oddawał Michelle i jej stanu zewnętrznego. Często narracja przypominała obiektywnego narratora wszystkowiedzącego, który jedynie relacjonował zdarzenia; jakbyś w tego typu narracji zamieniła końcówki czasowników na pierwszoosobowe. 
Zdarzało się też, że zapominałaś o tle (scena na stołówce), nie zapominałaś za to o eksponowaniu praktycznie wszystkiego. Od stanów emocjonalnych (czułam, jak napięcie narasta // było mi tak smutno // nie byłam w stanie tego tolerować // zdenerwowanie sięgnęło zenitu) po wydarzenia dziejące się poza kadrem (rzucał niewybrednymi komentarzami na temat mojego wyglądu czy zachowania // starałam się go ignorować // nie dawały mi spokoju słowa Dakoty), a nawet oczywistości, które bywały irytująco logiczne (chciałam ścisnąć dłonie, żeby się trochę uspokoić // macie natychmiast iść do pielęgniarki, żeby was zbadała // skierowałam się więc do bibliotekarki, by poinformować ją o skończonej pracy). Co ciekawe, akurat ostatnia zauważona kwestia nie zmieniła się od poprzedniej oceny (Kiedy zabrzmiał dzwonek ogłaszając przerwę // zapytał znudzony Lysander, przykladając chusteczkę do nosa, aby zatamować jakoś krwawienie // przebrałam się w wygodniejsze do biegania buty i wyszłam pobiegać). Raz jeszcze: odpuść. Nie tłumacz wszystkiego jak dziecku.
Z twoją nieszczęsną ekspozycją jest też tak, że właściwie mogłabyś się jej pozbyć, nie dokładając żadnego innego budulca. Część autorów ma taki problem, że eksponuje, ale w zamian niczego nie pokazuje, u ciebie natomiast ekspozycje i dowody świadczące o przytaczanych sucho informacjach występują w miarę na równi. Pierwszy-lepszy przykład na to, że potrafisz pokazywać emocje:

(r.3; ekspozycja) Miałam go dość. Byłam wykończona spędzonymi godzinami w bibliotece, a jego obecność doprowadzała mnie do szewskiej pasji. 
vs
(r.6; dowody) Wzięłam głęboki wdech, aż poczułam pieczenie w płucach. Rozprostowałam palce, ale nadal miałam ochotę coś rozszarpać. (...) Uszczypliwe słowa Lysandra i Rozalii nadal krążyły mi w głowie, raniąc jak najostrzejsze noże. Wżynały mi się w mózg, nie pozwalając się skupić na czymkolwiek innym.

Wróćmy się jeszcze do pierwszego rozdziału: Michelle najpierw eksponuje i streszcza, że Lysander się nad nią znęca… ale przecież wszystkie dalsze rozdziały świetnie to obrazują. Michelle tłumaczy, że właśnie o czymś rozmyśla, a następnie… no, myśli o tym wprost. Michelle zapowiada, że idzie spuścić nieco pary na worku, tłumaczy, że jest to dla niej jakaś forma eskapizmu i… – uwaga – wyżywa się serią ciosów. Sprawa jest więc banalnie prosta – po prostu wywal część pustych zdań, a spory problem tekstu sam się rozwiąże. 
Przejdźmy teraz do Michelle. Wcześniejsza jej wersja mocno irytowała nas swoją nijakością. Nazywałyśmy ją chorągiewką na fabularnym wietrze, kukiełką tańczącą tak, jak akurat wymagała tego scena. Obecnie tak nie jest. Michelle stała się grzeczniejsza, bardziej wyważona, przywiązana do rodziny, jesteśmy w stanie wymienić nawet kilka jej cech charakteru takich jak ambicja, upór, poczucie moralności i sprawiedliwości, uległość. I tu jest mały problem, bo ta uległość i upór nie współgrają, a często się wykluczają. Michelle daje sobą pomiatać (biblioteka, stołówka, klasa), ale jednocześnie niejednokrotnie zaciska pięści, wyraźnie powstrzymując się, by komuś nie zrobić krzywdy, potrafi też podnieść głos. Wydaje nam się, że przesadzasz w którąś stronę; nie potrafisz subtelnie oddać złości Michelle, więc dziewczyna wciąż zaciska pięści i krzyczy, by za chwilę bać się poskarżyć na Lysandra czy zaprzeczyć, gdy jest oskarżana o lenistwo na szlabanie. Albo niech nie boi się odezwać, albo niech wyraża inaczej złość, bo na ten moment to wygląda, jakby dostosowywała się do fabuły i wyrażała tak, jak trzeba, a nie fabuła do niej – tocząc się według tego, jak bohaterka się zachowuje. Bohaterka trenuje boks, więc w sumie nic dziwnego, że w momentach gorących zaciska pięści i ma ochotę obić komuś gębę, ale czemu ta śmiałość nie przekłada się na nic innego? Uwierzyłybyśmy w Michelle, która powstrzymuje się, bo wie, że potrafi zrobić komuś krzywdę, ale nie wypada, bo jest w szkole. Jednak ta sama dziewczyna często po prostu odpuszcza nie we frustracji, a w bezsilności i słabości, a to już się ze sobą kłóci.
Do tego Michelle – głównie w początkowych rozdziałach – pozbawiona jest stylizacji. Ma to związek z kulejącą tam narracją pierwszoosobową, o czym już wspominałyśmy. Michelle stwierdza, że lubi hiszpański, ale gdy przebywa na lekcji, nie czuję jej zadowolenia, które mijałoby pod wpływem średniego zachowania Lysa. W żadnej kolejnej scenie nie przywołuje też tego hiszpańskiego; nie myśli o tym, że fajnie będzie wrócić na lekcję do spoko nauczyciela, nie rzuca odzywką po hiszpańsku. W ogóle rzadko czuję, że przebywam w głowie nastolatki. Zwracanie się do siebie jest fajne, ale nie pociągniesz nim całej partii narracyjnej, tym bardziej że to stara śpiewka dla powieści kryminalnych, nawet dorosłych bohaterów (seria o Myronie Bolitarze Cobena czy powieści Alistaira MacLeana). Nie mówimy, że masz z tego zrezygnować, ale to za mało, by uczynić Michelle interesującą narratorką z charakterem. Spróbuj może bardziej podkreślać wiek i osobowość bohaterki w zdaniach. Skoro ma jakieś zainteresowania, mogłaby czasem do nich nawiązywać; musisz poszukać sposobu na to, by narracja stała się nie tylko lekka i naturalna, ale też interesująca, by porywała czytelników. Niektórzy autorzy decydują się, by ich postaci w narracji pierwszoosobowej były na swój sposób zabawne, inni stawiają na ironię, sarkazm (tu łatwo przeholować i stworzyć bohatera – buca, zresztą to już wiesz po poprzedniej ocenie), jeszcze inni na przykład na nawiązania do popkultury lub innych zainteresowań, w czegoś, z czym bohater jest trochę obyty. Okej, Michelle trenuje boks. Czemu czasami nie pomyśli, że chętnie rozwaliłaby Lysa jak Kliczko Haye'a w dwunastej rundzie? Jasne, to tylko luźna sugestia, ale po niej sama domyślasz się na pewno, o co nam chodzi. Wierzymy, że znajdziesz swój sposób. Bo Michelle ma prawo być zwykłą nastolatką, ale… coś ją jednak musi wyróżniać i sprawiać, że tekst nie będzie tylko relacją, tym zbiorem questów od NPC-ów, o których wspominałyśmy w pierwszym rozdziale, gdy bohaterka tylko relacjonowała sobie spacer po korytarzu, od gabinetu do gabinetu. 
Postać Lysandra, w porównaniu do poprzedniej wersji, wypadła dużo naturalniej. Już nie mamy nastolatka-gwałciciela, którego wytłumaczeniem zachowania jest trauma miłosna – mamy bohatera o określonym charakterze, zgodnym, niepatologicznym. Nazwałybyśmy Lysa trudnym nastolatkiem; konsekwencja w kreacji sprawiła, że jest to postać spójna. Nie rozwinęłaś opowiadania na tyle, byśmy mogły poznać Lysa bardziej, ale widzimy już, że charakter ma zgodny z Kastielem z gry. Były momenty, kiedy chłopak odbiegał od normy, jednak wypisałyśmy Ci je wyżej i to raczej sytuacje do naprawienia. Ponadto doceniamy bardzo jego sprytne zachowanie w bibliotece (kwestię wychodzenia wcześniej już omawiałyśmy). Widać, że bohater nie jest tylko bucem, ale potrafi być również błyskotliwy. Tak samo jak Kas z gry, nie przejmuje się szkołą i konsekwencjami związanymi z nauką, jednak brakowało nam trochę odniesienia się do rodziców Lysandra. Widzisz, gdyby dyrekcja przy dawaniu szlabanu poruszyła temat tego, że rodzice chłopaka mogą nie być zadowoleni z jego kolejnego wybryku, wypadłoby naturalniej. Poznałybyśmy wtedy stosunek Lysa do rodziny, do dalszej edukacji. Wspomnimy ponownie, że tym razem nie bijesz nas po twarzy wątkiem tajemnicy Lysandra, lecz wprowadzasz ją naturalnie, subtelnie, powoli. Możemy się wczuć, jesteśmy ciekawe, co chłopak ukrywa. To ogromna poprawa w porównaniu z poprzednią wersją, gdzie ten element pogłębił patologiczne zachowania chłopaka. 
O ile jeszcze możemy zrozumieć, że Lys jest typowym badboyem, chamskim, aroganckim, zamkniętym w sobie – jak Kastiel – o tyle nie widzimy powodu, dla którego Rozalia miałaby taka być. W grze ta postać była miła, a jedyne, co ją urażało, to coś, co dotyczyło jej chłopaka lub mody. Nie była chamska aż do tego stopnia i nie mamy za tym żadnych przesłanek. Nie jesteśmy w stanie uwierzyć w jej metamorfozę, a szczególnie że według kanonu nie trzymała się specjalnie z Kasem czy Lysem – jedynie chodziła z bratem Lysa, to wszystko. 
Kastiel występował chwilę, ale męczyło nas jego niezdecydowanie. Najpierw olewał Mich, potem przyszedł na trening i mówił, żeby odpuściła ludziom, z którymi nie spędza czasu (bo przecież Kas nie przewinął się nawet w tle w scenach z Lysem i Rozą; nie ma dowodu), a następnie pocieszał Michelle, która płakała przez jego kolegę. No trochę dziwnie. Szczególnie że uważamy, że to nie jest typowy charakter Lysandra z gry; Lys nie zmieniał przyjaciół ot tak, był szczery i wybierał przyjaciół, nie patrząc na resztę. Trochę skryty w sobie, potrafił dochować tajemnic przyjaciół – i tu fakt, Kas nie chciał powiedzieć Michelle, co ukrywa Lysander – ale jednak Michelle też była jego przyjaciółką, a zdrada w jego przypadku raczej nie wchodziła w grę. Po prostu nie widzimy motywacji bohatera do takiego zachowania, a naturalnego szybkiego odcięcia się na rzecz nowych znajomych raczej nie kupujemy. Doceniamy jednak, że poprawiłaś motyw zawiązania przyjaźni – w poprzedniej wersji Kastiel zakolegował się z Mich w jeden zupełnie odczapowy obiad w samochodzie. Tu ich przyjaźń trwała wcześniej, więc informacje, którymi się wymieniają, mają w końcu rację bytu.
Trochę też ciężko uwierzyć w to, że Kas nic nie wie o złym traktowaniu Michelle. Niejednokrotnie była wyszydzana nie tylko w klasie i gdzieś na osobności, ale i na forum – na korytarzu czy stołówce. W szkołach, niestety, plotki i łatki ofiar losu szybko się rozchodzą i przyklejają, więc jeśli Kastiel coś przegapił, trochę zalatuje to imperatywem opkowym
Zalatuje nim też brak zaskoczenia nietypowym zachowaniem Michelle ze strony kadry nauczycielskiej. Podejrzany brak możliwości przyjrzenia się sprawie (kamery, inne formy kontroli uczniowskiej…). Niby w tekście nie padło, że akcja opowiadania dzieje się w USA, ale pamiętamy, że w „Miłości Online” wakacje, o których pisałaś, miały miejsce w Virginia Beach. Stąd nasz pomysł, byś bardziej przyjrzała się amerykańskiemu systemowi szkolnictwa, wykonała porządny research. Pamiętaj, że szkoły w USA są znacznie bardziej kontrolowane ze względu na przepisy dotyczące ochrony przed terroryzmem (poczytaj chociażby przy okazji o lockdownach).
Kolejnym całkiem wygodnym imperatywem wydaje się niezbyt realistyczna kara. Sprzątanie po lekcjach? Pisałyśmy już o tym. Raz: nie może tak być, że uczniowie regularnie będą zabierać pracę pracownikom szkoły. Dwa: w tym czasie Michelle może ma treningi boksu, fakultety (w końcu była pilną uczennicą; chciała pójść na prestiżowe studia), koła zainteresowań... Czy kara powinna obejmować rezygnację z takich rzeczy? I w końcu trzy – prace społeczne wlepia się przecież za gorsze przewinienia niż podniesienie głosu w bibliotece. Tym bardziej że Michelle też ma przyjaciółki, które mogłyby się nią martwić, przemówić ślepym i głuchym nauczycielom do rozumu, zdać relację z akcji ze stołówki, szatni czy cokolwiek. Przecież są świadkami, jak ich koleżanka jest stale dręczona już nie tylko słownie, ale i dochodzi do rękoczynów. 
Warto tu wspomnieć dwa zdania o trio BFF – Amber, Li i Charlotte. Niby są przyjaciółkami Mich, a jednak… nie mają charakterów, nie troszczą się o siebie prawdziwie. Może któraś boi się Rozalii, może inna ma na pieńku z wychowawcą i z góry się jej nie ufa, może to, a może tamto. Ale żeby wszystkie trzy miały gdzieś Michelle? Bo tak to wygląda. Niby pytają, co się dzieje, ale, no, cholera, widzą to. Uczestniczą w scenach, gdy Mich się obrywa, na bora, stoją obok! Wydaje się, że są tylko tłem. Mich tak naprawdę nie skarżyła się im, nie dzwoniła, kiedy Lys ją wrabiał w bibliotece, nie zwierzyła się, że chłopak ma jakąś tajemnicę – i nie musiała. Rozumiemy, że może mieć taką skrytą osobowość. Ale nie dzieliła się z nimi także innymi ważnymi rzeczami, na przykład zawodami. Wręcz przeciwnie – twierdziła, że dostrzegała różnice między sobą a nimi, poza tym w pierwszym rozdziale była zniecierpliwiona zachowaniem Char. Nie widać, by Michelle miała powód, by z nimi trzymać, nie istnieje żadna łącząca je więź. Dziewczyny występują tak naprawdę ze dwa razy, mówiąc mało istotne zdania, wydają się mieć jedną jaźń. Ich stylizacje – partie dialogowe nie różnią się od siebie niczym. Gdyby podmienić w niektórych scenach Amber na Li albo odwrotnie (na przykład zamienić bohaterki i jedną wsadzić do toalety, a drugą posadzić przy stoliku w stołówce), nawet byśmy się nie zorientowały. Jak widzisz, nie wystarczy napisać, że dziewczyny robiły razem projekt z historii, a potem, że w nużący sposób recytowały regułki na lekcji. Niech to będzie więcej niż jedna scena. Cieszy nas jednak, że tym razem Amber, Li i Charlotte nie dostały roli tych, które namawiają Mich do zmiany stylu, żeby spodobała się Lysowi, drąc jej ubrania, a rodzice nie przyklaskują temu z zachwytem. Z drugiej strony mamy wrażenie, że gdyby dwie z trzech koleżanek wyciąć zupełnie i zostawić jedną z nich, byle którą – charakterystyczną, prawdziwą, która chociaż próbuje pomóc, w jakiś sposób się stara i istnieje w tekście – miałybyśmy jedną, silniej zarysowaną postać. A nie trzy na ćwierć gwizdka. 
Właśnie, rodzice. Podoba nam się, że przedstawiłaś matkę jako miłą, opiekuńczą osobę, która wspiera córkę. Trochę jednak szkoda, że, choć kobieta przytula Michelle i pociesza ją, nie pojawia się częściej. W końcu Michelle zdradziła jej, że jest ofiarą przemocy, na dodatek codziennie wraca później ze szkoły, a kobieta wydaje się tym przejmować tylko chwilę, potem wątek zamiera. Ojciec natomiast pojawił się chyba przelotem w jednej scenie, gdzieś tam też jedli we trójkę obiad czy oglądali film… Trochę brakuje też tych rodziców w myślach Michelle. Skoro chce być najlepsza, czemu na przykład w szóstym rozdziale nie pomyśli, że przez odzywki Lysa skopie prezentację i rodzice będą zawiedzeni? To by było dość naturalne po ponurych myślach reakcji rodziców na szlaban – pokazałoby więź rodzinną. 

No i ostatecznie nadal nie wiemy, dlaczego tak właściwie odwróciłaś charaktery chłopaków. Chciałaś zamienić ich wygląd? Podoba ci się postać Lysa, ale charakter Kastiela jest fajniejszy? Nie wiemy, jaki ma to sens, szczególnie że przez to zmienia się też charakter Rozalii, a trio, Amber Li i Char, to nagle spoko dziewczęta, niezajęte malowaniem się i ubliżaniem innym (jak teraz Rozalia). No i właściwie, skoro Amber ma jedną z główniejszych ról, to gdzie się podział jej brat – Nataniel? 

Doceniamy wielowątkowość. Wcześniej rysowała nam się jedynie historia pato-romansu. Teraz? Teraz mamy życie szkolne, mamy hobby – boks – mamy konflikt z Kastielem, znośniejszą bohaterkę i główny wątek – tajemnicę Lysa – rozwijający się powoli i w który możemy się wkręcić. Dobrze, że zdecydowałaś się porządnie rozplanować opowiadanie. Jeszcze raz: bardzo doceniamy, że w obecnej wersji zakład, który wtedy wydawał się przekroczeniem granicy, teraz został wprowadzony znacznie subtelniej, jakby mimochodem. Widać, że Lys nie upierał się na niego; wydaje się, że pomysł wpadł mu do głowy tak o, bardziej dla wspólnego żartu i obopólnej korzyści (by Michelle mogła jednak zdjąć choć na chwilę dres i spróbować czegoś innego) niż by poniżyć bohaterkę czy dostosować ją jedynie do swoich wymagań. 
Widać, że Michelle żyje, że coś się dzieje, nie jest monotematycznie. 

Słowem

Spotkałyśmy się ponownie po półtora roku i ogromnie, ogromnie gratulujemy ci progresu. Jak sama widzisz, twoją główną bolączką jest teraz narracja, ale głowa do góry. To nie jest nic, czego nie możesz naprawić i, uwaga, tym razem nie uważamy, że przez nią znów musisz zaczynać od zera. Jasne, przyda się redukcja oczywistości, w tym ekspozycji, podrasowanie młodzieżowej stylizacji bohaterki, przemyślenie sylwetek psychologicznych dla koleżanek Michelle – na to, wierzymy, masz jeszcze czas; te sześć rozdziałów wydaje się ledwo wstępem (wiemy przecież, że nie da się też wprowadzić wszystkiego naraz). Najważniejsze, że w końcu widać, że masz plan na fabułę, masz w miarę jednolite charaktery głównych postaci, trzymasz się postawionych sobie reguł, świat przedstawiony działa, nie masz problemu z opisami miejsc akcji i bohaterów (no może poza masą powtórzeń). Jednak pierwszoosobówki mają to do siebie, że stety-niestety narracja gra pierwsze skrzypce i to ona robi całe opowiadanie. Dlatego na dzień dzisiejszy stawiamy ci przeciętny z plusem – na dalszą zachętę (zresztą gdybyś podrzuciła tylko dwa-trzy pierwsze rozdziały, trója ta byłaby bardzo naciągana; nie wiemy, czy ostatecznie byśmy się na nią zdecydowały). To nadal nie jest praca na czwórkę; może nie byłoby tak, gdybyś pisała trzecioosobówkę, jednak w tym wypadku nie możemy wystawić więcej. Pamiętaj, zrobiłaś duże postępy, ale wciąż jeszcze sporo przed tobą. Czas zakasać rękawy i rozgryźć kwestie znacznie ważniejsze niż określanie postaci po kolorze włosów, z którymi walczyliśmy ostatnio. Przed tobą wyższy level, tryb hard.
Później będzie już tylko lepiej. 



Za betę serdecznie dziękujemy Deneve. 


4 komentarze:

  1. Cześć i czołem!
    Przeczytałam całą ocenę jednym tchem i w końcu mogę usiąść i napisać komentarz.
    Wow! Naprawdę półtora roku już minęło? o.O
    Na początku chciałabym Wam ogromnie podziękować za ponowną ocenę. Dzięki temu po raz kolejny mam dokładny obraz błędów do poprawy.
    Cieszę się, że chociaż na pierwszy rzut oka wygląd przypadł Wam do gustu. Niestety, przyznam się bez bicia, nie do końca ogarniam szablonów i korzystam z gotowca, którego i tak nie umiem poprawić, by wyglądało to w miarę okej. Może teraz przy dłuższym weekendzie uda mi się usiąść i coś pokombinować. Niemniej, dziękuję za uwagę.

    Te ze spisami treści, w których to zdecydowałaś się na linkowane obrazki, nie są zbyt eleganckie. Obrazki są spore i różnej wielkości, ostatni to wręcz kobyła. — Naprawdę? Wydawało mi się, że staram się to sprowadzić do jednego rozmiaru… Ech… Cholerny blogspot. Co do fontu, to był jedyny, który zawierał polskie znaki, na platformie z której obecnie korzystam i niestety po ostatniej aktualizacji chyba go usunęli, dlatego ta różnica w ostatnim. Dziękuję za linka! Z pewnością skorzystam!

    — No, [przecinek zbędny] już idę, marudo. — Przyjaciółka westchnęła ciężko, zamykając z trzaskiem szafkę. – Wprawdzie mogłabym też uznać, że ten przecinek sugeruje coś w rodzaju wykrzyknienia z naciskiem na no (w stylu: No! Idę już), ale dalej wspominasz, że Char wzdycha ciężko i jest raczej osowiała. Stąd moja sugestia o zachowaniu płynności tej kwestii. — Dokładnie to miałam na myśli, ale wyszło jak zawsze kulawo.

    Inna sprawa, że pobawiłam się trochę zaimkami, by nie musieć wciąż szukać dookreśleń dla Char, odpadły więc nienaturalne dziewczyna i przyjaciółka. — Wciąż mam ogromny problem z określeniami innych bohaterów i uparcie staram się z tym walczyć, więc takie wskazówki są dla mnie na wagę złota. Postaram się walczyć z nimi jeszcze bardziej zażarcie XD
    Ach, no i powtórzenia. W twojej wersji jest ich zdecydowanie za dużo (w dalszej części oceny również będę je pogrubiać). — Dopiero czytając całą ocenę dostrzegłam jak wiele ich jest, a przecież daję tekstowi odleżeć swoje… Muszę się zdecydowanie bardziej pilnować.

    Nie wiem, na ile twoja bohaterka jest taktowna i kulturalna, a na ile sztucznie formalna, kurtuazyjna i nie potrafię tego wyczuć. — Pamiętając poprzednią uwagę o charakterze bohaterki, wzięłam ją chyba zbyt dosadnie i pilnując by nie była arogancka przegięłam w drugą stronę.

    Takie zachowanie nie pasuje mi do żadnej postaci z gry — Planując tę historię miałam w zamyśle spojrzeć na wszystkie postacie z gry w krzywym zwierciadle. Chciałam odwrócić charaktery każdej postaci, dlatego też Lysander, Kastiel, Rozalia czy Trio (Amber, Charlotte i Li) zachowują się odwrotnie od oryginału.

    [W obliczu tego, że Lys prześladuje bohaterkę, tym trudniej mi zrozumieć, czemu dziewczyna w swoich myślach nazywa go jedynie bezczelnym chłopakiem] — Tak jak mówiłam już wcześniej, nie chciałam by wyszła na arogancką gburkę i przegięłam w drugą stronę, że jest zbyt kulturalna.

    Char posłała mu krzywy wyraz twarzy (...). – Może raczej: krzywy uśmiech? Zwykle posyła się uśmiech albo spojrzenie; poza tym krzywy wyraz twarzy to dziwny ogólnik, nawet nie wiem, co właściwie mam sobie wyobrazić.  —Tu miałam bardziej na myśli, że się skrzywiła do niego, ale, jakżeby inaczej, takie oczywistości przychodzą mi do głowy po czasie. Za bardzo kombinuje xD

    Czułam się jednocześnie zdenerwowana i przestraszona całą sytuacją. (...) Cały czas czułam tępe pulsowanie bólu w kostkach. – Dodałabym, że chodzi o palce, bo w pierwszej chwili wyobraziłam sobie kostki w nogach i zastanawiałam, dlaczego bohaterkę bolą.  — Śmiechłam przy tej uwadze. I faktycznie, jak to czytam, to można to tak zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś strasznie łopatologiczna. — Niestety wiem i nawet jeśli staram się z tym walczyć to i tak mam wewnętrzny strach przed tym, że jak czegoś dokładnie nie opiszę, to to nie zostanie zrozumiane tak jak mam to na myśli.

    W międzyczasie całe pomieszczenie opustoszało i nie słychać było nawet szelestu kartek przewracanych przez uczniów. – Myślałam, że skoro jest już po lekcjach, nie ma uczniów w bibliotece. Nie wspomniałaś o nich wcześniej, więc wyobrażałam sobie to pomieszczenie jako puste. Mich, wchodząc, opisała tylko bibliotekarkę; nie rozglądała się, nie widziała nikogo, nie rzuciła nikomu cześć w czasie sprzątania. To wygląda tak, jakby dopiero co przyszedł ci ten pomysł do głowy.  — I tu jest podobnie jak wyżej, ale w odwrotną stronę. Są momenty, gdzie jeśli dokładnie czegoś nie opiszę to boję się, że ktoś czegoś nie zrozumie tak jak ja mam to na myśli, a są momenty, że boję się, że niepotrzebnie będę rozwlekać tekst rozpisując się o niepotrzebnych dla fabuły rzeczach. Niepotrzebne wodolejstwo itp. Muszę wyczuć ten złoty środek. Mam nadzieję, że jak usiądę do korekty to w końcu mi się to uda.

    Czy Nerdi to nazwisko? Kojarzy mi się z nerdem, nie brzmi dobrze. Chyba że to przezwisko, wtedy ujdzie. Tylko że nie Michelle nie ma w sobie nic z nerda. Może z kujonki, bo ponoć dobrze się uczy, ale nerda i geeka w niej nie widzę. — Określenie „Nerdi” jest przezwiskiem nadanym Mich przez Rozalię. I co prawda nazwanie Mich w ten sposób nie ma konkretnego uzasadnienia, ale zachowanie Rozalii w stosunku do głównej bohaterki będzie wyjaśnione trochę później.

    Zostawiłam niedojedzony posiłek i wyszłam ze stołówki, żeby się przebrać. – A jej koleżanki, które podobno z nią siedziały i omawiały projekt? —Z tym akurat mam ogromny problem, ponieważ nie jestem pewna jak ugryźć temat przyjaciółek Mich. Mam ogromny problem z pokazaniem charakteru bohaterów drugoplanowych i trzecioplanowych, bo o ile na głównych bohaterach skupiam się na 100%, tak dalszoplanowe postacie, nawet jeśli mam konkretnie rozpisane ich osobowości dość mocno kuleją.

    Czy Amber znalazła się w łazience przypadkowo, a może trafiła tu z opóźnieniem, bo jednak wyszła ze stołówki za Michelle? — Tak jak w poprzednich sytuacjach, gdzie mam problem z rozpisywaniem się w odpowiednich momentach, tak i tutaj nie dopisałam (celowo zostawiłam to w domyśle, co nie wyszło na dobre), że Amber poszła za Mich celowo.
    Przeogromnie dziękuję za wszystkie linki. Co prawda robiłam research, ale widać nie do końca wnikliwy, skoro aż tyle zostaje mi do sprawdzenia. Na pewno skorzystam ze wszystkich podanych źródeł.

    Czemu kara nie może być bardziej… nie wiem, rozwijająca ucznia? Biblioteka była okej, przy okazji Mich i Lys mogli np. poznać nowe tytuły książek, sklejać porwane, oprawiać nowe tytuły, wprowadzać je do systemu, czemu więc zamiast sprzątać klasy, nie mogą, nie wiem, zrobić inwentaryzacji sprzętu sportowego albo porządku w jakimś kantorku, znajdując materiały do choćby gazetki szkolnej, którą należy przygotować? — Dziękuję za sugestię. Przyznam szczerze, że nie pomyślałam o karze w ten sposób, ale na pewno przemyślę to jeszcze raz i zastanowię się co z tym fantem zrobić.

    Nie mogę też pojąć, czemu za głupie sprzeczki dostają AŻ DWA MIESIĄCE kary, tzn. sprzątania, a resztę dni do końca roku mają pomagać w bibliotece. — Tutaj albo ja coś źle przekazałam, albo źle zostałam zrozumiana. Ta sprzeczka, o której mowa nie była pierwszą, dlatego dostali „cięższą” karę zamiast pomocy w bibliotece.

    Tak mi się teraz skojarzyło… Skoro Lys tak się spieszył, bo po lekcjach miał coś bardzo ważnego do załatwienia, to dlaczego wcześniej nie starał się wychodzić wcześniej? — Jeśli chodzi o ten wątek mam go bardzo dokładnie zaplanowany, a jego rozwiązanie pojawi się w następnych rozdziałach. To był jeden z powodów, dla którego przeciągałam ocenę, ale brak czasu i poniekąd lenistwo sprawiło, że owo wyjaśnienie pojawi się nieco później.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachowanie Kastiela jest rzeczywiście trochę zagmatwane, aczkolwiek to jest właśnie jeden z tych kilku wątków (tak jak zachowanie Lysandra), który mam zamiar wyjaśnić w kolejnych rozdziałach. Paradoksalnie wszystko jest ze sobą połączone i ma wspólny sens. XD

    Coraz lżej i naturalniej wychodzi ci ta narracja, ale nie zapominaj, w którym czasie ją prowadzisz. Pilnuj jedności. — Dziękuję za tą uwagę. Z tymi czasami w przemyśleniach bohaterki jestem trochę nie do końca obeznana, mimo że dopytywałam o to Was na FB. Niby wiem co i jak, ale bardziej czuję się jak dziecko we mgle.

    Szkoda, że nie napisałaś, która z poznanych dziewcząt była z kim w drużynie (oprócz Amber). Łatwiej byłoby zdecydować, czy przyjaźnie wpływały na rozgrywkę lub czy Rozalia była w stanie wybrać przyjaciółki Michelle.  — To akurat jest celowy zabieg, ponieważ chciałam pokazać, że tylko Amber uczęszcza na treningi siatkówki razem z Mich.

    Początek szóstego rozdziału (o ile nie cały), był dla mnie ogromną katorgą. Samo wyszukanie odpowiednich informacji o historii mody było cholernie trudne, a zredagowanie tego wszystkiego, do w miarę przystępnego tekstu (który i tak okazał się mało przystępny) to był wręcz kosmos. No i oczywiście, kiedy zaczęłam się skupiać na informacjach potrzebnych do popchnięcia fabuły dalej zapomniałam o uczuciach bohaterki… -,- Mam ochotę walić głową w stół, żeby wbić do niej, że najważniejsze są myśli.

    Mich wpadła na korytarzu na Kastiela, ale… co on tam robił w czasie lekcji? Czemu nie był na zajęciach? — Kolejna rzecz, którą zostawiłam w domyśle, a powinnam rzucić chociaż wzmiankę o tym. W tamtej chwili Kas włóczył się po korytarzach, ponieważ miał okienko. Ciekawostka: przyjaciółka również zwróciła mi na to uwagę, ale mondra ja stwierdziłam, że da się to wyczytać z kontekstu. Tja.

    Myślałam, że Lysander szukał Michelle, w końcu to przez niego wyszła z zajęć. Skąd wiedział, że Kastiel nie jest w sali? Lys miał być u dyrekcji. — Dokładnie tak jak wyżej… ;_;

    Przeogromnie dziękuję za ponowną ocenę i wytknięcie wszystkich błędów. Teraz dokładnie wiem co powinnam robić a czego unikać. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się znaleźć ten złoty środek w opisywaniu wszystkiego, by nie wychodziły takie niewyjaśnione smaczki jak to było w przypadku Amber w toalecie czy Kastiela na korytarzu, a tym bardziej postaram się unikać łopatologiczności w podstawowych czynnościach.
    Cieszy mnie niezmiernie, że udało mi się zbudować niepatologicznego Lysandra, bo tego bałam się najbardziej. Wiem, że mogę trzymać się tego co zaplanowałam na początku.
    Co do postaci przyjaciółek Mich… Wiem, że czeka mnie jeszcze sporo pracy nad nimi, ale w głowie już kiełkuje mi co powinnam zrobić.
    Na postacie Rozalii i Kastiela mam wyższy plan, ale wnioskując po waszych uwagach co do ich kreacji i występowania wiem, że idę w odpowiednim kierunku i mam nadzieję, że nie zbłądzę po drodze.
    Nie pozostaje mi nic innego jak spiąć tyłek i regularnie pracować nad narracją i budowaniem dalszoplanowych postaci oraz mniejszych wątków (grono pedagogiczne, rodzice, przyjaźnie), by cały czas były spójnym tłem, a nie chwilowym pchnięciem fabuły do przodu.
    Jeszcze raz: wielkie dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć!
    Super, że wpadłaś.
    Niestety, przyznam się bez bicia, nie do końca ogarniam szablonów i korzystam z gotowca, którego i tak nie umiem poprawić, by wyglądało to w miarę okej. – Nie martw się, mi też się wszystko krzaczy. >.< Skoia przybywa mi wtedy na ratunek. Den mówiła, że Blogspot ma przestarzałą formę i kodowanie często pada, czy coś w tym stylu, ale wielkości czcionki w niektórych miejscach da się ustawić też w panelu (Motyw –> Dostosuj), ewentualnie trzeba poszukać w Internecie, gdzie w kodowaniu szablonu ustawić odpowiedni font.

    Dopiero czytając całą ocenę dostrzegłam jak wiele ich jest, a przecież daję tekstowi odleżeć swoje… Muszę się zdecydowanie bardziej pilnować. – Po sprawdzeniu 3 razy rozdziału, każdy raz z parodniowym odleżeniem, potem po becie Skoi... przeczytałam rozdział po dwóch latach i wraz znalazłam takie kwiatki. Ciężko jest dostrzec błędy we własnym tekście. Dobra beta powinna pomóc; albo dłuższe odleżenie. Może czytanie na głos?

    Rozumiem Twój problem z łopatologią, bo sama miałam z tym spore problemy. Czytając, wyobrażaj sobie bohaterów i zastanów się, ile wnioskujesz z ich zachowań. Jeśli czegoś tym zachowaniem nie ukazują, to... pokaż to inaczej. ;)

    Dalszoplanowe postacie – nie muszą być wyraźnie zarysowane. Ważne, by się od siebie choć delikatnie różniły. Zauważ, że Amber, Li i Charlotte są... identyczne, a w scenie, gdzie dziewczęta są we czwórkę, nie da ich się odróżnić. Czemu Charlotte nie może, np. często przewracać oczami, wzdychać i rzucać riposty, a Li np. często się zająkiwać albo odpowiadać bardzo cicho? Próbuj przemycać małe elementy, niech Amber często zarzuca włosy za lewe ramię, cokolwiek. Kojarzysz anime One Piece? Tam każdy bohater miał... specyficzny śmiech. Uważam, że to super element i bardzo wpasował się w klimat historii. Na pewno twoi bohaterowie mają w sobie coś, czym się wyróżniają. Nie musisz też oddawać dalszoplanowych bohaterów w 100%; ważne jest to, żeby mimochodem przewinęli się gdzieś w tle, jeśli to np. przyjaciółki Mich albo Kastiel, który trzyma z Lysem i Rozą (a tak naprawdę nigdy go przy nich nie ma). Wystarczy, że Michelle będzie wychodzić z domu, a mama krzyknie, że jeśli idzie do Amber, to niech ją pozdrowi. I widzisz? Już wiemy, że Amber często bywa w domu Mich i ma dobre stosunki z jej mamą. Możesz też pokazać takie spotkanie, jeśli Amber ma być ważniejszą postacią, a wtedy masz już podstawę do tego, by uważać ją za bliską osobę Mich.

    Czasy – ćwicz, ćwicz, ćwicz. Jeśli nie jesteś pewna – pytaj. Mamy czat, rzuć zdanie, a pomożemy. ;)

    Research – W kwestii researchu odnośnie do historii mody zrobiłaś super robotę. Teraz wystarczy to tylko zmodyfikować o uczucia Mich. Pamiętaj, że gdyby były emocje, ale research został skopany, też nie byłoby dobrze.


    W tamtej chwili Kas włóczył się po korytarzach, ponieważ miał okienko. – A nie jest tak, że okienka spędza się na świetlicy? Osobiście nie miałam okienek w liceum, ale podczas praktyk nauczycielskich w podstawówce nawet prowadziłam zajęcia na świetlicy dla dzieci mających okienko z powodu odwołania/przesunięcia zajęć/czekających na autobus. Nie wiem, jak działa to za granicą i w sumie Kas jest praktycznie dorosły, ale gdyby coś mu się stało na terenie placówki, szkoła zapewne za to odpowiada, więc możliwe, że jest tam przeznaczone do przesiadywania miejsce. Może prędzej Kas i Mich zderzyliby się, gdy Kas wychodził z toalety?

    Super, że jesteś zmotywowana i cieszymy się, że nasza ocena ci się przysłużyła. Jeszcze raz życzymy powodzenia; jesteś na dobrej drodze. ;)
    Pozdrawiam, For

    OdpowiedzUsuń