ZDANIE PO ZDANIU O PROZY PISANIU



Nie ma zasady na pisanie… – przeczytać można w poradniku „Po bandzie…” Jakuba Winiarskiego (do którego notabene będę tutaj wracać) oraz… ciężko się z tym nie zgodzić. Zaraz potem autor jednak dodaje: …ale są pewne wskazówki, o których warto wiedzieć. I na tym dziś się skupmy.

Postanowiłam nie pisać tego tekstu dla grupy autorów, którzy wiedzą już wszystko (więc trudno, aby wiedzieli więcej) albo wiedzą najlepiej (więc za nic ich nie przekonam). Nie piszę tego artykułu też dla tych, którzy szufladkują swoją pisaninę pod nazwą To-Tylko-Moje lub zawieszają na wieszaczku z doklejoną karteczką: To-Tylko-Wattpad. Artykuł powstał więc przede wszystkim dla tych, którzy chcą skupić się na zadowalaniu czytelnika; chcą skupić się na tym, by tekst odbierano tak, jak sobie to wyobrażają, czyli aby dotarło. Aby tekst działał.


MOJE PIERWSZE FANTASTYCZNE FANTASY!

Tak. Od tego zacznijmy, czyli od początku; to właśnie ten moment, w którym mamy plan na opowiadanie i wiemy już wszystko: od sposobu poznania się bohaterki z bohaterem, aż po kolor płaszcza powiewającego na wietrze w trakcie ostatniej bitwy. Ale nadchodzi taki moment, gdy samo stanie pod prysznicem i wyobrażanie sobie poszczególnych scen nie wystarcza. Zaryzykuję więc, otworzę nowy dokument tekstowy i napiszę: MOJE PIERWSZE FANTASTYCZNE ZDANIE!
[Uwaga, żart sytuacyjny – tak naprawdę niżej jest o początkach szlifowania, także przyda się już jakiś first draft, czyli wstępny szkic tego, co ma być kiedyś powieścią].

Z czego składa się zdanie? Przypomnij sobie nudne lekcje polskiego, te o technicznym podejściu do sprawy. Zdanie składa się z części zdania (hello, Captain Obvious!). Części zdania to kolejno: podmiot (rzeczownik), orzeczenie (czasownik) i ta cała reszta, której i tak nikt nie zna. ALE! Jako że obiecałam wam receptę na powieść lekką (lekka powieść to ta pisana językiem przystępnym, której mowa narracji wypada naturalnie), to zamieńmy sobie części zdania na części mowy. I co? Tak oto mamy: rzeczownik, czasownik, przymiotnik, a także przysłówek.






01. RZECZOWNIK (kto? co?)

Nazywa rzeczy, obiekty, miejsca, osoby, czynności, organizmy, zjawiska, pojęcia abstrakcyjne.

Może być nim pot, mogą być to łzy, może być to but lub peleryna bohatera – zgodzisz się, że rzeczowniki te są plastyczne, prawda? Takie, ot, zwykłe rzeczy proste do wyobrażenia. Jesteś w stanie je sobie wykreować „przed oczami”, mają więc one wartość i siłę oddziałujące na czytelnika. Obrazują – tworzą obraz. Jedne mocniej (pot naturalnie oznacza zmęczenie, łzy automatycznie kojarzą się ze smutkiem), inne słabiej, więc wymagają dodatków (but z cholewką niepachnącą zachęcająco, krwistoczerwona peleryna). Tak samo silne rzeczowniki to te personifikujące uczucia: miłość i nienawiść, wiara i rezygnacja, radość i smutek. Posiadają one mocniejszą wartość; miłość kojarzy się ciepło i mile, a nienawiść – zupełnie odwrotnie. Wszystkie rzeczowniki, które budzą silne skojarzenia, nazywane są rzeczownikami obrazowymi, plastycznymi. Używasz głównie ich, a wykorzystując je, maksymalnie poruszasz wyobraźnię czytelnika. To twoja baza.

Zupełną odwrotnością są wszystkie rzeczowniki teoretyczne, abstrakcyjne. Takie, których nie da się wyobrazić, nad których sensem trzeba się zastanowić, a czasem nawet poszukać ich znaczenia w słowniku. Będą to, kompletnie przykładowo: perspektywa, akumulacja, tożsamość. Ich sens wyłania się dopiero, gdy przeczyta się całe zdanie, więc jeśli będzie ich w tekście za dużo, stanie się on mętny, trudny w odbiorze, a styl całego tekstu – męczący.

Na tym etapie zaznaczę, że wymagający czytelnik lubi prostotę przekazu. Nie banał, więc nie chodzi mi o banalne rozwiązania fabularne, bo najlepszą intrygę warto wykombinować, ale, opisując ją niejasnymi zdaniami, narażasz się na niezrozumienie i przekombinowanie. Miej na uwadze, by w prozie fantastycznej, przygodowej, nastawionej na dynamiczną akcję rzeczowniki plastyczne przeważały nad tymi abstrakcyjnymi. Tych ostatnich nie da się zmierzyć, policzyć, dotknąć czy powąchać. 
Z drugiej strony, choć nadużywane zmęczą, nie oznacza to, by ich w ogóle unikać. Często jednak trudne wyrażenia czy głębokie metafory tłumaczone są przez autorów na najprostszych przykładach:

Całe nasze życie jest jak kamień rzucony w wodę. Nigdy nie wiemy, jakie kręgi zatoczymy naszym upadkiem, czyją śmierć spowodujemy i kogo uzdrowimy

Nie jesteś w stanie wyobrazić sobie „życia” samego w sobie, ale „kamień w wodzie” jest już całkiem obrazowy, prawda? Nie ma więc rzeczowników gorszego czy lepszego sortu, ale czasem tłumaczenie abstrakcyjnych rzeczowników pomaga w ich pojęciu i jednocześnie rozbudowuje ci tekst. Sprawiasz, że tekst momentami jest ambitny, ale jednocześnie ułatwiasz sprawę każdemui czytelnikowi.






02. CZASOWNIK
(co robi? co się z nim dzieje?)

Przedstawia stany i czynności.

Moim zdaniem to najważniejsza dla autora część mowy, biorąc pod uwagę zasadę: Pokaż, nie opisuj, czyli technikę narracji wykluczają spłycającą tekst ekspozycję
Przy tym nadal warto pamiętać, by ograniczać „być” i „mieć”, a także „czuć się”.

Było mi smutno/Poczułam smutek:

★CZYNY: głośne westchnięcie / spuszczenie wzroku / apatia w ruchach / puste spojrzenie / łzy pojawiające się w kącikach oczu / drżenie ust / spowolnienie brakiem energii / ukrycie twarzy w dłoniach / nerwobóle;
★ MYŚLI [w przypadku narratora personalnego]: negatywne, niespokojne i zlęknione, wycofane; odczuwalne w nich jest poczucie winy i beznadziejności, niska samoocena, a nawet myśli o śmierci;

Samo napisanie, że coś było smutne nie wywoła smutku. Ani u bohaterki, ani u mnie, nawet jak wykorzystasz wyolbrzymienie w postaci: było jej bardzo smutno/poczuła przepełniający ją smutek. Ewentualnie opis ten wywoła smutek w betareaderach, analizatorach czy oceniających.




Nie popadaj jednak w paranoję. „Być”, „mieć” i „czuć” są przydatne, jeśli potraktujesz je z umiarem i w momentach, które zwyczajnie wyczujesz. Odradzam jednak masowe wykorzystywanie ich w opisach postaci (była ruda, miała krzywy nos i zadatki na pisarkę) oraz miejsc (pokój był duży, miał białe ściany…). W tym ostatnim rozsądnie korzystaj też ze „stać” czy „leżeć” – chociaż to wszystko zależy od wyczucia, bo przecież istnieją powtórzenia będące środkami stylistycznymi, podkreślającymi istotę wyrażenia. Ja mogę tylko radzić. I tak też radzę – lepiej napisać miał zielone oczy, niż przekombinować z: gdy stawał w lustrze, widział swoje zielonookie odbicie.



03. PRZYMIOTNIK (jaki? jaka? jakie?) 

Określa cechy istot, rzeczy, zjawisk, pojęć i stanów.

Wydaje mi się, że rezygnacja z nich jest największą trudnością w trakcie kształtowania pierwszych szkiców powieści (szczególnie, gdy to nasza pierwsza powieść…). Nie zliczę momentów, ile razy z bólem serca wycinałam zdania, które na pierwszy rzut oka wydawały mi się za dobre, zbyt poetyckie, za gęsto nafaszerowane epitetami. W tym właśnie: przysłówkami.

Język polski jest bardzo rozwinięty i istnieje sieć rzeczowników, które mogłyby zastąpić epitet (rzeczownik + przymiotnik), dlatego zanim napiszesz silny wiatr, pomyśl o zawierusze czy wiatrzysku. Ten lekki, na podobnej zasadzie, warto zastąpić chociażby… wietrzykiem.

Tak jak w przypadku osłabiania czasowników – kiedyś wydawało mi się, że, pisząc To była straszna zbrodnia!, podkreślałam tragizm sytuacyjny. No niestety to wcale tak nie działa, ponieważ rzeczownik zbrodnia jako rzeczownik plastyczny – esencja sama w sobie – już z marszu kojarzy się negatywnie. Widział ktoś kiedyś nie-straszą zbrodnię? Może będącą całkiem znośną zbrodnią? To co to w ogóle za zbrodnia…? – chciałoby się rzec.

W takim razie po co komu przymiotniki, skoro rzeczowniki są wystarczająco obrazowe…? Na przykład po to, aby ukazać różnicę lub wartość: peleryna miała być krwistoczerwona, a nie trawiastozielona, a bohaterka miała być zainteresowana bohaterem, a nie znudzona jego żarcikami. Tak, to są przymiotniki.
Nie łudź się, że czytelnik wywróży sobie z kosmosu dopowiedzenie do rzeczownika, którego nie postawisz, bo będzie ci się wydawał logiczny i wiadomy z góry. Z jakiej „góry”?. W twoim wyobrażeniu chata jest stara i spróchniała, ale pominąłeś przymiotnik? Ekstra! W moim, dopóki tego nie napiszesz, może być po prostu drewniana albo nawet z piernika. Jeżeli masz do przekazania jakąś ideę – MYŚL, jak ją zapisać i jakich słów użyć. Pozwól, by znaczenie wybrało wyraz, a nie – wyraz nabierał znaczenia, które według ciebie posiada.




Przy przymiotnikach i – następnie – przysłówkach pilnuj nadmiarów. Łatwo jest nagromadzić epitetów, a potem trzymać kciuki, by czytelnik nie porzygał się tęczą w opisie pocałunku pełnego cudownych, wspaniałych, romantycznych chwil czy nie przewrócił oczami, gdy po raz kolejny walka będzie trudna, bolesna, zacięta. Zwyczajnie nie przedobrzaj.

Najdziwniejszym przymiotnikiem, którego nie polecam używać, jest dziwny. Jak wyobrazisz sobie coś dziwnego? W przypadku zwierzęcia – róg zamiast ogona  jest już wystarczająco dziwny czy jeszcze nie? A w przypadku dziwnych zwyczajów? Nie wiem, czy wyobrazić sobie fetysz nastrajania gitary basowej w czasie gry wstępnej do seksu czy okładanie porem po głowie księdza w czasie zaplanowanej kolędy jest wystarczająco dziwne. Nic nie mówisz, pisząc dziwny, tak samo jak nic nie mówisz, pisząc jakiś albo pewien więc dla dobra mojej wyobraźni… po prostu nie.



04. PRZYSŁÓWEK (jak?)

Określa czynności, stany oraz inne cechy. W języku polskim tworzy się najczęściej od przymiotników, za pomocą końcówek -e, -o.

Naczelny Sprawca Pleonazmów. Wielki Stwórca Tautologii. Nadmierny Nadmiernik. Zbędny jak skarpety kubotom. Nikt o zdrowych zmysłach cicho nie szepcze, szybko nie pędzi, nie kontynuuje dalej i tak dalej. Przeważnie przysłówkiem starasz się wmówić mi, że bohater jest DOKŁADNIE taki albo WYJĄTKOWO nie taki, ewentualnie ZUPEŁNIE taki, a nie inny. Wyobraź sobie taką sytuację w kolejnej ocenie:

Całkowicie pewny siebie przekroczył próg. – Dobrze, że nie w trzech czwartych.




Przysłówki również rozdmuchują tekst i rozciągają ci niemiłosiernie (widzisz? niemiłosiernie to też przysłówek) zdania (wreszcie, jakoś, bezsprzecznie), a także zacierają sens, którego czytelnik przestaje być pewien (on był trochę smutny, a ona niemożliwie radosna) – wśród ich nadmiaru tekst przestaje być prosty, naturalny, a staje się wyolbrzymiony, a więc sztuczny, i jeszcze mglisty. Przeważnie umieszcza się przysłówki w first draftach, na etapie pisania byleby pisać, przelać wenę, a potem, gdy już zamienia się opisy rozmów w żywe dialogi, a relację zachowań – w sceny, część przysłówków ląduje jednak w koszu. Szczególnie w scenach dynamicznych: gwałtowne ciosy, natychmiastowe ruchy, nagłe zwroty akcji – to nie pomaga. Bez nich każde zdanie jest krótsze, więc dynamiczniejsze samo w sobie.

Oczywiście też nie jest tak, że każdy przysłówek jest be. Zdarza się, że nie warto z niego rezygnować, na przykład wtedy, gdy podkreśla nowe, niepodejrzewane wartości: przecież można uśmiechać się i radośnie, i smutno



05. ZAIMEK 

Zastępuje rzeczownik (np. ja), przymiotnik (np. mój), przysłówek (np. tam) lub liczebnik (np. tyle) i pełni ich funkcje w zdaniu.

Bez wątpliwości – zaimek jest potrzebny. Przede wszystkim dlatego, aby nazywać, ale nie nadużywać imion, ksyw i innych określeń bohaterów (na przykład wykonywanych zawodów) czy innych takich. Aby nie silić się i sięgać desperacko po blondynów czy niebieskookie. W narracji trzecioosobowej wymagany, chociaż i narrator nieraz potrafi przesadzić z pisaniem o kimś i rzeczach oraz czynach przynależnych temu komuś: (…) jego ręka powędrowała w kierunku jego twarzy, po chwili klepiąc w jego czoło, a jego wzrok zatrzymał się na jego butach. A raczej ich braku.




To dość... uciążliwe, nie sądzisz? Myślę, że problemu nie trzeba tłumaczyć.

To teraz narracja pierwszoosobowa:

O kurczę! Do domu nie wrócę, by nie zbudzić matki! Dojdę w tym, co mam na nogach, a na nogach miałem klapki…

Widzisz tam gdzieś jakieś moje klapki? Moje nogi? Swoją matkę? Więc posłuchaj Łony, daj bohaterowi Snickersa i niech przestanie gwiazdorzyć. Czy ktoś jeszcze pamięta moją pierwszą ocenkę w bitwie trzynastej na portalu Opowi, a tam część o tekście Vasto Lorde?

Kolejny chłodny dzień jesieni dał mi się poznać od gorszej strony silnymi porywami wiatru, który targał moje długie włosy. (…) Moje ciche myśli przerwało skrzypienie drzwi. Odwróciłem się i spojrzałem na drzwi wejściowe do mojego domu, lecz te stały nieruchomo, zamknięte od środka. Nagle zadzwonił mój telefon. Moją pierwszą myślą było (...).

LITOŚCI, Vasto!



No dobrze, już prawie kończymy omawiać nasze pierwsze fantastyczne zdanie, a raczej znamy jego części. Wiemy, co i jaką pełni w nim funkcję, możemy więc spojrzeć na swoje akapity i zastanowić się nad budową każdego z osobna. ALE JAK POUKŁADAĆ te wszystkie części? Sam SZYK w polskich zdaniach jest przecież dość swobodny – raczej technicznie poprawny, ale jak przekombinujesz z przekładaniem wyrazów, to niektóre zdania mogą wydawać się nieco kulawe, niezgrabne, mimo technicznej poprawności. Możesz też, wybierając szyk udziwniony, narazić się na to, że czytelnik zupełnie inaczej odbierze to, co chcesz mu przekazać. Szyk odgrywa bardzo istotną rolę w znaczeniu niektórych partykuł (niesamodzielnych, czyli nieposiadających samodzielnego znaczenia wyrazów, np: tylko, chyba, ani, niech, tak, oby, bodajże itp.). Ich pozcyja w zdaniu zmienia jego sens, więc pamiętaj, by zwracać uwagę na to, gdzie właśnie one stoją.

♣ Tylko Jan nam to powie (i nikt inny!).
♦ Jan tylko nam to powie (i nikomu innemu!).
♠ Jan nam tylko to powie (i nic innego!).
♥ Jan nam to tylko powie (i niczego innego nie zrobi!).

Pamiętaj też, że część partykuł wzmacnia czasowniki.  Mamy na przykład:
Jan tylko pokręcił głową. Nie: Jan pokręcił tylko głową. Bo czym innym miałby…?


A jeżeli archaizować chcesz lub Nową Biblię XXI wieku tworzysz, to zawsze pisać Yodą możesz.




Jeszcze odnośnie kolejności – warto pisać zdania i dzielić w nich informacje na wypływające chronologicznie. Wtedy narzucasz czytelnikowi logiczny wywód i sprawiasz, że płynie on z tekstem, równo, ciągiem. I tutaj zwróć uwagę na partykuły, ale i przysłówki. 
Wstał i pobiegł szybko w kierunku wyjścia. – No okej, może być, jak się uprzesz. Ale ja poleciłabym ci:
Wstał i szybko pobiegł w kierunku wyjścia. – Kiedy przysłówek wzmacnia czasownik, stoi przed nim, szybciej zadziała na czytelnika. Czytelnik po wyobrażeniu sobie ruchu nie będzie musiał jeszcze doobrażać sobie dodatkowych o nim informacji. 

A najlepiej i tak:
Wstał i pognał do wyjścia.


Istnieje również niepisana zasada o tym, że najważniejsze części zdania umieszcza się na jego końcu (to tam pada akcent). Na podobnej zasadzie buduje się już nie tylko zdania, ale i… CAŁE AKAPITY. Najważniejsze informacje powinny znaleźć się na ich końcu jako puenta tej przeprawy, którą on stanowił.

Nie ma reguły odnoszącej się do długości akapitów. Bzdurą jest to, co kiedyś chciała podpowiedzieć autorce w ocenie jedna z naszych stażystek:

Może zacznę od tego, że nasza polonistka zawsze powtarza nam, że akapit, to co najmniej trzy zdania. Bez uzasadnionego powodu, czuję się odpowiedzialna za przekazywanie tej wiedzy dalej. Po prostu nieładnie wygląda akapit, który ma dwa zdania, albo jedno długie, który równie dobrze mogłoby wchodzić w skład dwóch zdań.

 

Nie. 
Po prostu nie. 

^ O, widzisz? Akapit złożony z jednego wyrazu. A potem trzech. Kto mi zabroni…?


Ale odnośnie do długości samych zdań napiszę co nieco.

DŁUGOŚĆ ZDANIA wyznacza tempo. Te długie zabierają w podróż, porywają, a krótkie – zmuszają do skupienia się na konkretach. W opisie przyrody można pozwolić sobie na spacer pomiędzy drzewami, więc nie ma co ograniczać się do zdań krótkich, prostych, jednak w scenach walki nie ma sensu wylewać dygresji na tematy wszelakie – stąd „kropka za kropką”, zdania najczęściej proste, urywane, opisujące konkretne ruchy. Cios za ciosem. To sposób na budowanie napięcia i przyciągnie nim odbiorców do tekstu. Proste zdania skonstruowane za pomocą rzeczowników plastycznych i bez zbędnych upiększaczy w postaci przysłówków czy nadmiaru przymiotników budzą emocje, zawierają dramat. Liczy się wtedy dosłownie każdy wyraz.
Przy czym też nie stosuj jedynie zdań krótkich czy długich, ale przeplataj je ze sobą. Najczęściej zdania krótkie ubarwiane są przez długie. Krótkie wywołują efekt sprawozdania, a długie uzupełniają myśli, dopieszczają je.

A długość samych słów? Niektórzy pisarze uważają, że nie należy używać dłuższego synonimu, jeżeli można zastąpić go krótszym, szczególnie w scenach dynamicznych. 
Charakterystyczny zarost może stać się typowym; gwałtowny ruch – prędkim, a przeciwnik – wrogiem. Aby zaoszczędzić czytelnikowi ziewania, przemieniaj. Baw się.
Pisanie ma być formą rozrywki, prawda…?


0 Comments:

Prześlij komentarz