Pisanie nie jest proste. Już poprzednie nasze artykuły dobitnie wskazywały, jak wiele wyzwań przed autorem stawia ten rodzaj kreacji – od rozplanowania fabuły przez umiejscowienie w niej postaci, aż po nadanie im odpowiedniej stylizacji, charakteru, wyglądu, uwzględniając również opisy miejsc, w których dzieją się rzeczy. Wszystko to przyda się przy planowaniu całej powieści, a więc nie może tego zabraknąć i w żadnej pojedynczej scenie. Jeśli nauczymy się poprawnie konstruować każdą z osobna, zlepienie wszystkich elementów w jedną całość nie powinno już stanowić problemu. Ale… od czego zacząć?
CZYM JEST SCENA?
To samodzielna składowa powieści. Nie najmniejsza, bo najmniejszą będzie słowo, może nawet pojedynczy znak, następnie: zdanie, potem akapit. Dopiero po nim przychodzi czas na scenę, a więc: zbiór akapitów przedstawiających miejsce akcji i bohaterów reagujących na zaplanowane wydarzenie. Zauważ, że powieści nie buduje się samymi akapitami opisów lub dialogami (choć, eksperymentalnie – czemu nie…) – najczęściej jednak scena to składowa, która zawiera te elementy. Może stanowić samodzielny rozdział lub być jedną z wielu, która go buduje. Może być pasywna [może nie dziać się w niej (pozornie) nic] – lub dynamiczna, czyli przedstawiać utrzymaną w tempie akcję. Jedno jest pewne. Po przeczytaniu każdej, dowolnej sceny dowolnego opowiadania – którejkolwiek, nawet wyjętej z kontekstu, gdzieś ze środka – czytelnik powinien być zaintrygowany na tyle, by chcieć zacząć od nowa i poznać całość. Sztuka napisania udanej sceny to klucz do napisania udanej powieści.
Opowiadanie, powieść, nowela, saga, epopeja, miniatura… Różni je objętość, ale w rzeczywistości wszystkie łączy jedna rzecz: każda z tych treści stanowi zbiór scen. Sceny te następują po sobie, wprowadzając kolejne fakty fabularne, przez co fabuła się rozwija. To dlatego z każdej sceny powinno coś wynikać. W dobrej powieści nie ma miejsca na nic nie znaczące elementy życia bohaterów; zauważ, że raczej nie pisze się, że chociażby korzystają oni z toalety. Mimo że załatwianie potrzeb fizjologicznych to stały element ludzkiego życia, dopóki bohaterowi nie przydarzy się w łazience coś ciekawego, nie warto o tym wspominać. Czytelnik nie będzie się zastanawiał, dlaczego nasi bohaterowie nie korzystają z ubikacji, nie jedzą, nie piją, nie śpią, nie biorą prysznica. Po prostu uznają, że to robią, ale gdzieś poza kadrem, bo nie jest to warte wspominania. Sceny powinny przedstawiać sytuacje ważne fabularnie, inaczej stają się zapchajdziurami sztucznie wydłużającymi tekst i spowalniającymi fabułę.
Prym w każdej scenie powinny wieść konflikt i napięcie – otwarcie nowego wątku, zamknięcie starego, wprowadzenie niespodzianki lub rozwiązanie jej i tym podobne. Sceny w opowiadaniu mogą przypominać te filmowe lub teatralne, a wtedy bohaterowie pełnią funkcję aktorów – zachowują się jakoś i wypowiadają, za to narrator pokazuje to, zamiast eksponować. To sprawia, że tekst bardziej działa na wyobraźnię.
Drżącą dłonią wybrał numer i przyłożył słuchawkę do ucha.– Halo? – usłyszał tak bardzo znajomy głos i przełknął ślinę.– Nie mogę dziś przyjechać.– Adam…?– Przepraszam – dodał i natychmiast się rozłączył. Westchnął, zamknąwszy oczy, policzył do dziesięciu, znów westchnął. Odrzucił telefon na stół i opadł na kanapę. Schował twarz w dłoniach.
Scena zawsze będzie lepsza niż streszczenie – to drugie wykorzystuje się raczej do wprowadzania informacji mniej ważnych, dalszoplanowych. W streszczeniach giną bohaterowie, ich wypowiedzi i zachowanie:
Adam zadzwonił do Ewy i powiedział, że dziś nie przyjdzie. Zmęczony położył się i zasnął smutny.
Opowiadanie poskładane głównie ze streszczeń będzie przypominało wypracowanie szkolne. Dlatego informacje ważne przedstawia się sceną, mniej ważne – krótką relacją (np. podróż, w trakcie której nic się nie wydarzyło, ale bohaterowie musieli się jakoś przemieścić), a nieważne pomija się całkowicie.
BUDOWA SCENY
Scena przedstawia zwykle jedno miejsce, wybranych bohaterów i ich rozmowę lub jednego bohatera i jego monolog wewnętrzny. Kiedy zmienia się miejsce lub kończy dialog, kończy się też scena. Nie zawsze tak jest, ale czytając całkiem sporo, doszłyśmy do wniosku, że tak jest najczęściej, dlatego skupimy się na ogólnikach.
Zwykle scena zaczyna się opisem miejsca. Jak w dramatach, gdzie służą do tego didaskalia, tak w opowiadaniu opis wizualizujący scenę pozwala czytelnikowi rozeznać się w terenie.
Scena ma też swoją konstrukcję – skoro zaczyna się spokojnym opisem, to z każdym kolejnym akapitem napięcie powinno rosnąć, by dojść do punktu kulminacyjnego (np. w dialogu, kiedy bohaterowie się kłócą). Pod jego koniec napięcie opada (np. bohaterowie dochodzą do porozumienia) i przechodzimy do kolejnej sceny albo napięcie utrzymuje się (np. ktoś wychodzi, trzaskając drzwiami). W drugim przypadku takie napięcie utrzyma się aż do sceny, która dalej dotyczyć będzie tego konkretnego wątku (np. postać, która wyszła, trzaskając drzwiami, idzie korytarzem i o czymś myśli). To zabieg, który nazywa się cliffhanger (dosł. tł.: zawieszenie na krawędzi klifu) – sztuczka stara jak świat. Sprawia, że po przeczytaniu sceny natychmiast chce się dostać ciąg dalszy, by poznać rozwiązanie wątku.
Pod względem budowy sceny istnieje naprawdę spora pula możliwości – można zaczynać z grubej rury jak Hitchcock i od razu przejść od punktu kulminacyjnego (zabieg: medias in res; tł. w środek sprawy) albo budować napięcie stopniowo jak King, wprowadzając najpierw w atmosferę (ab ovo – od jajka). Można zacząć dialogiem.
Często, rozmawiając z autorami i wymieniając z nimi uwagi o pisaniu, opowiadałam o tym, jak ja sobie z tym radzę (szczególnie gdy nie wiem, jak rozpocząć scenę lub wiem, że utknęłam w martwym punkcie). W takim wypadku zaczynam scenę myślnikiem i wymyślam pierwszą wypowiedź bohatera prowadzącego scenę. Co autor to metoda, ale najważniejsze, że działa. Wypowiedź dialogowa może zawierać element komedii lub stanowić wypowiedź postaci, którą bardzo lubię, co napędza mnie do stworzenia tła pod działanie dla tej konkretnej postaci. Zanim się obejrzę – mam już całą scenę.
Ponadto gdy mam już szkic sceny, zawsze mogę dobudować do niej opisy w postprodukcji. Ttak, wiem, że to zakończenie prac audio-wizualnych, ale lubię to słowo, bo oddaje to, czym kończę pracę nad tekstem, czyli wyszlifowanie go przed oddaniem redaktorom i innym czytelnikom.
Oczywiście sceny muszą być różne, aby tekst nie stał się jednolity i przewidywalny. Jak jeszcze można zacząć? Monologiem wewnętrznym albo szybkim streszczeniem, co mniej ważnego wydarzyło się moment wcześniej, lub banalnie – opisem pogody. Możesz też zacząć od końca i zastosować retrospekcję.
JAK NIE ZACZYNAĆ?
To, czego nawet nie warto robić, to kończyć streszczeniem. W ocenie [136] szczególnie zwrócono uwagę na ten problem, kiedy autorka w swoim opowiadaniu rozpoczęła bardzo ważną scenę – dialog między królem a złodziejem. Dialog przerywała retrospekcja ukazująca podróż złodzieja do miejsca kradzieży. Wspomnienie wydarzenia skończyło się tuż przed kradzieżą, nastąpił powrót do teraźniejszości, do zamku, i padły słowa:
– Tylko że to, co wykradłem zostało mi natychmiastowo odebrane, gdy pojmali mnie żołnierze Yllandy.
Tyle. Nie pojawiła się scena, w której złodziej kradnie! Zamiast tego odbiorcy otrzymali streszczenie o tym, ale nic więcej. Po co więc budować podwaliny do sceny, która nie ma swojego punktu kulminacyjnego, nie ma w niej żadnego napięcia? Autorka wykreowała czytelnikowi postać złodzieja, który nic nie ukradł na oczach widza, a jedynie zrobił to gdzieś poza kadrem i potem o tym opowiedział. To się nie liczy.
W takiego złodzieja nikt nie uwierzy.
Nie powinno się też kończyć sceny komentarzem narracyjnym, który tłumaczyłby scenę i pobudki bohaterów; to, dlaczego zachowali się właśnie tak, a nie inaczej. Zabija się tym napięcie i sprawia, że czytelnik już nie chce sam wnioskować ze scen – ocena sytuacji, tego, co właśnie przeczytał, została mu narzucona. Taki czytelnik będzie się czuł wręcz ubezwłasnowolniony i rozczarowany, więc szybko może zamknąć książę lub bloga.
RETROSPEKCJA W SCENIE
To już wyższa szkoła jazdy, ale również dość często stosowana. Scena: bohater jest w jakimś miejscu, działa na niego jakiś bodziec (tzw. trigger) i zmusza go do powrotu myślami w przeszłość. Co wtedy?
Najczęściej w jednej scenie stosuje się konstrukcję:
teraźniejszość -> przeszłość -> teraźniejszość (akcja bieżąca)
Nie są to wtedy trzy osobne sceny, ale jedna, zawierająca retrospekcję; zaczyna się i kończy w tym samym miejscu i czasie. Tak właśnie było w przypadku rozmowy króla ze złodziejem – scena rozmowy nie skończyła się, a przeplotła z retrospekcją.
W takim wypadku dobrym pomysłem jest zapisywać wspomnienia inaczej niż tekst właściwy – np. kursywą – aby czytelnik dokładnie wiedział, gdzie zaczyna się wspomnienie i kiedy następuje powrót do teraźniejszości. Sam akapit lub nawet enter mogą być niewystarczające, chyba że mocno zaznaczymy w tekście, iż właśnie przechodzimy do innej myśli.
Na przykład zdaniem:
Bohater X przymknął powieki.
Oczami wyobraźni widział siebie, dwadzieścia lat wcześniej, dokładnie w tym samym miejscu… Ple, ple, ple.
Oczywiście wydarzenia, które są wspominane, muszą mieć ścisłe znaczenie fabularne. Gdzie powinny się znaleźć na przestrzeni całej powieści?
To zależy. Jeśli retrospekcja stanowi jawny i celowy zabieg, bo na bohatera powieści zadziałał jakiś trigger i postać faktycznie przypomina coś sobie pod wpływem impulsu – to dobrze. Wtedy mamy:
impuls (trigger) - retrospekcja -> powrót do rzeczywistości (akcji bieżącej)
Ale jeśli chcemy pobawić się z czytelnikiem w kotka i myszkę i poinformować go o przeszłości postaci, ale nie wspomina ona jej pod wpływem impulsu – oddalmy retrospekcję od sceny, w której czytelnikowi będzie potrzebna wiedza na temat tej przeszłości. Dlaczego? Bo jeżeli retrospekcja pojawi się akurat wtedy, kiedy będzie potrzebna fabularnie – czytelnik mocno to odczuje i uzna za zrządzenie losu, rozwiązanie niefajne, płytkie, przewidywalne albo wymyślone na ostatnią chwilę. Przykład?
W opowiadaniu Niezaleność HP [ocena 77.] pojawia się motyw fotograficznej pasji głównej bohaterki. Jednak informacja o tym, że Lily Potter potrafi robić piękne zdjęcia, pada akurat wtedy, gdy głównej bohaterce zdjęcia te są fabularnie potrzebne – autorka zaplanowała, że jej postać wygra konkurs. Wtedy też otrzymujemy retrospekcję młodości Lily, kiedy to tata wręczył dziewczynce stary aparat; scena, w której bohaterce umiejętności te są potrzebne, oraz scena retrospekcji pojawiają się naraz, gdzieś w połowie tekstu. Przez taką konstrukcję fabularną trudno jednak uwierzyć w to, że Lily realnie lubi fotografię; prędzej wrzuca się ją do worka cudownych Mary Sue, które potrafią coś nagle i z przypadku. Za to gdyby scena retrospekcji pojawiła się znacznie wcześniej – może gdzieś na początku tekstu, a po drodze do kluczowej sceny Lily kilka razy sięgnęłaby po aparat – czytelnikowi łatwiej byłoby uwierzyć w jej doświadczenie.
Korzystajmy z retrospekcji mądrze i z wyczuciem. Tekst może przeplatać różne wątki, nie muszą one zaczynać się i rozwiązywać jeden po drugim, ale różnorako. Wtedy taki tekst wydaje się głębszy, ciekawszy i dłużej trzyma w napięciu. Za to wszystko odpowiada również foreshadowing, czyli technika budowania tekstu wielowątkowego. Po zakończeniu niniejszego wpisu zajrzyj, proszę, do artykułu, w którym uzupełnisz swoją bieżącą wiedzę o scenach i dowiesz się, co możesz z nimi zrobić, by twój tekst stał się atrakcyjniejszy:
Niemniej wróćmy do tematu.
Retrospekcje powinny mieć też swoje wytłumaczenie. Dlaczego się pojawiają? Co dają czytelnikowi? Czy może to, że czytelnik ma szansę lepiej poznać postać i zmienić o niej zdanie? Postać mogła wydawać się niesympatyczna, ale jej drastyczna i smutna przeszłość ukazana retrospekcją gdzieś w dalszej części tekstu czy filmu może dać czytelnikowi głębszy obraz i nieco odmienić złe wrażenie. Przykłady? Severus Snape, Gregory House, Davy Jones. Nie lubimy ich, dopóki nie poznajemy ich przeszłości. Gdyby ich wspomnienia pojawiły się w fabule za szybko, emocje czytelnika związane z tymi postaciami mogłyby nie ulec zmianie, sama postać mogłaby się odpowiednio nie rozwinąć, a potencjał jej historii zostałby pogrzebany.
To zadziała też w drugą stronę – można nieco uszczypnąć postać, ukazując jej złe decyzje z przeszłości (James Potter wpierw przedstawiony jako świetny ojciec za dzieciaka okazał się zwykłym bucem; Eric Foreman ma trudną przeszłość złodzieja, a Jack Sparrow uciekł z Holendra, dopuszczając się poważnego oszustwa). Retrospekcje mogą również służyć do argumentowania, dlaczego dana postać zachowuje się tak, a nie inaczej – skrywając coś, o co co byśmy jej nie podejrzewali – i takie retrospekcje przeważnie pojawiają się po tym, gdy bohater podjął już jakąś ważną dla niego decyzję. Bardzo dobrze robi to Deneve w Łzach Niewiernego; główny bohater, Varren, za wszelką cenę pomaga swojej przyjaciółce, Averyn, jednak dopiero za połową tekstu pojawia się retrospekcja ich wspólnej przeszłości i dowiadujemy się, dlaczego Varrenowi zależy aż tak. Czytelnik do tego momentu może uznawać działania Varrena za zbyt ryzykowne i niewarte świeczki, jednak retrospekcja umieszczona we właściwym miejscu pozwala inaczej odebrać tę postać i jej decyzje. I znów: gdyby scena ta wybrzmiała wcześniej, emocje czytelnika zbyt szybko opadłyby, a opinia nie uległaby zmianie pod wpływem rozwoju wydarzeń.
WAŻNE!
Sceny zawierające w sobie retrospekcję są najczęściej scenami pasywnymi – bohater w teraźniejszości zawiesza się w czasie i przestrzeni i jedynie coś wspomina. Takie retrospekcje nie powinny trwać za długo, aby nie odrywać czytelnika od głównego wątku i czasu. Można napisać również samą scenę-retrospekcję, bez wstępu i zakończenia w bieżącej akcji (jak robi to właśnie Den); ba, retrospekcją może być i cały rozdział powieści poskładany ze scen. Pamiętaj jednak, by odpowiednio to zaakcentować, tak aby czytelnik się nie pogubił. Dobrym, choć niedocenianym zabiegiem, ostatnio (nie wiadomo dlaczego) niecieszącym się dobrą sławą, jest wzmianka na początku rozdziału w stylu: kilka lat wcześniej… Przecież nie musimy podawać dokładnej liczby, nie musimy niczego szczegółowo liczyć.
PRZEJŚCIA w formie STRESZCZENIA
Przejścia to te elementy powieści, które scenami nie są, ale spajają je i tworzą z nich jedną spójną całość; raczej nie pokazują, a opowiadają. Najczęściej są to dość krótkie akapity informujące o tym, co miało miejsce pomiędzy jedną sceną a drugą, np. w czasie podróży (gdy nowa scena dzieje się w nowym miejscu akcji). Mogą to być również podsumowania, na przykład notka o tym, że zakończył się dzień i już teraz jesteśmy w kolejnym (uniwersalne: Następnego dnia była niedziela, mogliśmy więc odpocząć.). Przejścia służą też do wskazania czasu akcji, jeżeli w powieści zdarza się timeskip: Pięć lat później mogłem już cieszyć się dyplomem. Oczywiście przejściem nie musi być jedno zdanie – długość pozostaje dowolna i może przyjąć formę dłuższego streszczenia. Takie streszczenia mogą się przeplatać z opisami miejsc, mogą kłaść podwaliny pod następną scenę, już wprowadzając odpowiedni klimat, mogą też zawierać subtelną wskazówkę, że oto zmienia się perspektywa i zaraz będziemy w scenie towarzyszyć innemu bohaterowi niż ostatnio.
Istnieje jednak możliwość pisania opowiadania bez przejść:
Rozdział 1
scena 1
***
scena 2
***
scena 3
Rozdział 2
scena 4
***
i tak dalej
Wtedy czytelnik będzie miał wrażenie, że akcja jest dynamiczniejsza, bo i też zbędne są wszystkie wstępy i podsumowania, niewygodne przejścia. Sprawdza się to głównie w thrillerach, powieściach kryminalnych czy przygodowych. W romansach, obyczajówkach czy powieściach pierwszoosobowych pamiętnikarskich przejścia w formie streszczeń są znacznie bardziej popularne, ale to, oczywiście, nie jest żadna reguła.
Ważne!
Przejścia mają realny wpływ na tempo powieści, bo są to właściwie mało wnoszące do głównych wątków informacje. Dla jednych autorów będą jednak istotne (np. przy pisaniu obyczajówek), bo to w nich da się przemycić całą masę danych o chociażby rutynie bohatera. Ale! Jeżeli takich przejść będzie za dużo lub w ogóle streszczenia będą dominować nad scenami, historia może okazać się przegadana i nudna, nawet nie wiadomo kiedy przybierając kształt wypracowania szkolnego. Nieraz byłam świadkiem sytuacji, w której dopiero co rozpoczynający swoje pierwsze opowiadanie autor zaczynał od mocnego i dynamicznego prologu, nakręcony świetnym pomysłem, a kolejne rozdziały streszczał coraz bardziej, bo… streszczanie, opisywanie i relacjonowanie (słowem: eksponowanie) jest szybsze i prostsze. A o tym, że nadużywane nudzi i nie działa, przeczytasz [TUTAJ].
SCENA W PRAKTYCE
No to do roboty.
1. Określ cel
To najważniejszy krok. Musisz wiedzieć dokładnie, co ma przekazać scena, do czego dążysz, pisząc ją, do czego dążą w niej twoje postaci i co sprawia, że to właśnie ona, a nie jakaś inna, jest istotna dla fabuły. Gdy już takową scenę zaplanujesz, zadaj sobie to jedno kluczowe pytanie: czy naprawdę właśnie to tej sceny potrzebujesz…?
No właśnie. Kryteriami przy dokonaniu ostatecznego wyboru powinny być odpowiedzi na pytania pomocnicze:
- Czy scena pcha do przodu fabułę lub rozwija się w niej postać prowadząca?
- Czy scena ukazuje mechanizmy działania mojego świata (nie poprzez ekspozycję!)?
Chodzi o to, by nie tworzyć sceny, która przekazuje za mało istotnych fabularnie danych. Mamy tu na myśli głównie schodzenia na śniadania i jedzenie płatków albo chodzenie pobiegać. Jeśli chcesz przekazać pewne dane, ale nie czujesz, że wymagają one pełnej sceny – możesz zawsze spróbować przekazać je, rozwijając te sceny, które już masz.
2. Wyznacz bohaterów
Jeśli chcesz pisać trzecioosobową narracją personalną (deep lub limited POV), jeszcze przed rozpoczęciem tworzenia sceny wybierz bohatera prowadzącego scenę, zza którego pleców poprowadzisz wydarzenie. Dzięki temu unikniesz problemów z head-hoppingiem. Z innych naszych artyukłów – tych o POV – dowiesz się, że zaszczyt prowadzenia sceny powinien przypadać tym bohaterom, którzy w danej scenie mają najwięcej do stracenia i najsilniejsze emocje odczuwają w związku z danym wydarzeniem.
Określ też pozostałe postaci, które wystąpią w danej scenie. Musisz wiedzieć, jakie one są, żeby poprowadzić scenę gładko i bez zgrzytania między danym fragmentem a resztą opowieści. Scena powinna opierać się na konkretnych cechach postaci i je ukazywać. Bohaterowie powinni poruszać się na tle scenografii i odczuwać wpływ otoczenia na ich zmysły (dźwięki, zapachy, obrazy, odczucia przez dotyk etc.). Dzięki temu odczuje je również czytelnik. A jeśli już o scenografii mowa…
3. Wybierz miejsce akcji
Jeśli masz już bohaterów, trzeba zatroszczyć się o tło, na którym będą mogli wystąpić. Miejsce akcji jest bardzo ważne: od niego zależy, jak będą zachowywać się bohaterowie, jakie interakcje zajdą między nimi a otoczeniem, co wpłynie bezpośrednio na wyobrażenie, które wygeneruje się w głowie czytelnika. Nie musisz opisywać całej przestrzeni, korzystając z czasowników: być, mieć, stać, znajdować się. Postaraj się większą uwagę poświęcić tym elementom scenerii, które będziesz w stanie wpleść zręcznie w zachowanie postaci. Bohater X siada na krześle i zmęczony przegląda papiery na biurku, zamyśla się, wzrok zawieszając na obrazie Beksińskiego? Pyk, jesteśmy w gabinecie. Proste!
4. Przedstawiając działania, generuj emocje
To właśnie jest sedno sprawy: generowanie napięcia i wywoływanie w bohaterach emocji, które udzielą się czytelnikowi. Dzięki temu, że wiesz już, po co daną scenę chcesz napisać, oraz znasz bohaterów, którzy wezmą w niej udział, a także wybrałeś już miejsce, gdzie wszystko się odbędzie, łatwiej będzie ci rozważyć ten punkt i zaplanować, jak powinna wyglądać akcja. Wiąż to z elementami scenicznymi. Korzystaj z miejsca, które już masz. Jesteśmy w gabinecie, a bohater jest wściekły, właśnie coś go rozsierdziło? Niech zrzuci papiery z biurka lub rzuci czymś w tamten obraz.
5. Dialogi
Jeśli w scenie pojawia się postać poboczna, niemal na pewno wywiąże się jakiś dialog, padnie choć kilka słów. Weź pod uwagę punkt pierwszy, czyli cel tworzonego fragmentu. Wokół niego powinny toczyć się dialogi, choć mile widziany będzie też smal-talk (tutaj kłania się saga wiedźmińska i wszystkie te pozornie niepotrzebne rozmowy, jakże dobrze oddające atmosferę i charaktery postaci…). Bohaterowie naprawdę mogą rozmawiać o dupie Maryni, jak to mają Geralt z Jaskrem w zwyczaju, jednak zwykle rozmowy takie nie dzieją się byle kiedy, a po trudnej, dynamicznej scenie, by rozładować napięcie, lub przed nią, by potem trudne wydarzenia wzbudziły większe emocje (efek zaskoczenia – cisza przed burzą). Przede wszystkim jednak należy zadbać o to, by wypowiedzi w ogóle pasowały do osobowości postaci, które zostały wrzucone w wir danej sceny, oraz do treści, którą chcesz przekazać.
Dobrze, by dialogi nie były zbyt ekspozycyjne – bohaterowie nie powinni rozmawiać o rzeczach dla nich wiadomych w taki sposób, aby czytelnik domyślił się, że rozmowa prowadzona jest tylko „pod niego” – aby przyswoił pewne fakty. Błąd. Rozmowa powinna być naturalna, a wymieniane informacje niech wpływają nie tylko na czytelnika, ale i na bohaterów.
6. First draft (pierwszy szkic)
Mając już wszystkie te informacje, postaraj się napisać zarys sceny. Nie produkuj się za bardzo: napisz wszystko, co przyjdzie ci do głowy, choćby to były same opisy otoczenia czy same dialogi. Dzięki temu stworzysz sobie podstawę, zebrane wcześniej materiały uformujesz w pierwotny kształt, który potem będziesz rozbudowywać i kształtować. Skoia pracowała kiedyś redaktorsko z wydanym autorem, który miał tendencję do tworzenia bardzo prostych, podstawowych opisów miejsc czy postaci, by potem na marginesie zostawić sobie (i Skoi…) komentarze w stylu: „tutaj dopisać coś o tych ludziach w parku”, „tu więcej o tej sukience coś wymyślić”, „tu na pewno przedstawię lepiej ten nóż, ale, jakby, co jeszcze robię research”. Jednocześnie cały czas dorzucał do pliku kolejne rozdziały i praca stale parła w przód. Jeśli coś jest głupie, a działa, to wcale nie jest takie głupie…
[Skoia:]
Wiesz, jak wyglądał jeden z zarysów sceny do rozmowy dwójki bohaterów w jednym z fanfików? Dodam, że chodziło o sprzedaż cennego artefaktu, którego jedna ze stron nie chce kupić od drugiej, ba, uznaje, że posiadanie go jest przestępstwem samym w sobie. Główny plan nie obejmował takiego wątku – w końcu nic się nie dzieje, nie dochodzi do zakupu – lecz scena ta pozwoliła ukazać mi prawy charakter protagonisty już na wczesnym etapie tekstu.
Oczywiście jest to mocne uproszczenie; zwykle moje drafty wyglądają nieco inaczej, na tę scenę wpadłam jednak z przypadku, gdzieś bodajże w kolejce sklepowej, więc szybko wyciągnęłam notatnik i spisałam byle co – byle nie zapomnieć pomysłu.
7. Dopracuj
Ostatni i najważniejszy krok. Dotychczasowy efekt może okazać się chaotyczny i niekoniecznie nadający się do czytania, może też mieć spore luki do uzupełnienia. Dlatego musisz to wszystko przeczytać, jeszcze raz przeanalizować swoje notatki odnośnie do sceny, zabrać swoje literackie dłuto i młotek i… rzeźbić w słowach wydarzenia.
Zdarza się, że dobre sceny potrafią odwrócić uwagę czytelnika od błędów, które raziłyby w oczy, gdyby fabuła nie była tak wciągająca. Są powieści, w których można wytykać palcem babole narracyjne, (np. head-hopping) albo wskazywać fragmenty blogowych opowiadań, gdzie posypał się zapis dialogów. Czasem nie ma to znaczenia, bo tekst się po prostu chłonie. Napisz więc dobrą scenę, a wiele będzie Ci wybaczone.
Artykuł powstał z myślą o roztrzepanych, młodych twórcach, którzy często zacinają się właśnie w momentach, w których nie potrafią skonstruować kolejnej sceny. Z doświadczenia wiemy, że chociaż na co dzień każda z nas lubi pisać raczej swobodnie, to do takich sytuacji dobrze jest podejść metodycznie, wyłapać rdzeń tego, co właściwie chcemy napisać. Im większą ma się świadomość, tym łatwiej potem szafować punktami, a niezłe sceny… zaczynają jakby rodzić się same. Mamy nadzieję, że i ty tego doświadczysz, a tych kilka kroków przyda ci się przy przebijaniu się przez barierę twórczą. ;)
Artykuł przygotowały Skoiastel i Dhaumaire




Napisałyście rzeczowe i zwięzłe wskazówki. Dziękuję! :)
OdpowiedzUsuń