[256] ocena tekstu: Nim zgaśnie słońce [v.3]




Tytuł: Nim zgaśnie słońce

Autorka: Forfeit

Gatunek: Fanfiction Naruto, NejiHina

Oceniają: Elektrownia, LegasowK 

 

Elektrownia: Kolejną już ocenę zacząć muszę od przeprosin. W tym wypadku jednak jest mi z tym jeszcze gorzej niż zazwyczaj, bo znamy się od lat, Forfeit! Bardzo przepraszam cię za czas oczekiwania. Mam nadzieję, że w zamian nasz tekst wniesie coś ciekawego do twojego opowiadania. 

Jakiś czas temu (długi…) czytałam twoje opowiadanie w celach relaksacyjnych. Przyznam szczerze, że wtedy po prostu śledziłam historię i nie zastanawiałam się zbyt wiele nad fabułą. Ot, taka miła lektura w przerwie między obowiązkami. Teraz jednak postaram się zgłębić całość nieco bardziej, szczególnie że niedawno udało mi się dokończyć Shippūdena i jestem na bieżąco z pierwowzorem. 

Szablon mistrz – nic dodać, nic ująć. 

 

LegasowK: Dzień dobry! Przybywam dziś jedynie w formie gościnnej, aby świeżym spojrzeniem wesprzeć oceniającą. Nie czytałam poprzednich wersji Twojego tekstu, For, i nie mam porównania, ale jako że na dobre utknęłam w fandomie „Naruto”, postaram się wgryźć w to opowiadanie na sto procent. Do dzieła zatem!

Na początek zaznaczę jeszcze, że choć z reguły nie zwracam uwagi na aspekt wizualny (np. okładka na Wattpadzie czy szablon na blogu), tak tym razem muszę przyznać, że uderzyły we mnie schludność i minimalizm; nie ma tu miejsca na niepotrzebne kategorie, wszystko jest przejrzyście opisane, a dzięki temu sam tekst czyta się znacznie sprawniej.

 

 

PROLOG

Neji widział grymas na twarzy Kiby, gdy Tsunade zapowiedziała, że odbędą wspólną misję. – To pierwsze zdanie i może uznasz, że się czepiam, a jednak mam z tym problem. Niby wiem, że w domyśle na misję mają się udać chłopcy (młodzi mężczyźni?), lecz – całkiem odważnie – założyłabym, że potowarzyszy im sama Tsunade. Nie o nią chodziło, prawda? Proponuję więc coś takiego: (…) gdy Tsunade zapowiedziała, że odbędą oni wspólną podróż. Druga rzecz, o której pomyślałam, to nazwanie Tsunade… właśnie Tsunade. Jest to narracja Nejiego i, owszem, chłopak ma prawo, aby przywódczynię wioski nazywać w myślach nawet i starą krową. Rodzi się jednak pytanie, czy akurat ten konkretny bohater myślałby o Hokage w tak lekki sposób, jak o koleżance. Neji – choć na początku dręczyły go demony przeszłości względem jego rodziny – nigdy nie miał problemów z zachowaniem kultury i uwzględnianiem hierarchii. W mojej opinii nie jest to żaden błąd, jedynie kwestia do przemyślenia. 

 

(…) Hinata popatrzyła najpierw na jednego, potem na drugiego, po czym przewróciła oczami. – Trochę ciężko kupić mi taką rezolutną Hinatę, w której gestach pobrzmiewa sarkazm, ale okej, jeszcze się wstrzymam z osądami. Zobaczymy, jak nam ją dalej zaprezentujesz i czy jej kreacja będzie miała ręce i nogi. W jednej z zakładek podkreśliłaś, że charaktery starasz się zachować, a dla mnie Hinata zawsze będzie wyglądać o tak: 


 



Nie jesteś z naszej drużyny, Hyūga. – Przyszło mi do głowy, że być może czeka mnie trójkąt miłosny. Kiba jest typem w gorącej wodzie kąpanym, a jednak znów nie mogę sobie wyobrazić, żeby zareagował w ten sposób na tymczasowego członka drużyny. Dokładnie pamiętam misję odbijania Sasuke, kiedy to skrzyknęło się kilku kumpli i pod dowództwem Shikamaru ruszyli w nieznane. Nikt wtedy nie oponował, nie jęczał, że proszę pani, on jest z innej klasy! Rozumiem, jaki jest zamysł tej konspiry, ale czy to aby nie rozdmuchiwanie problemów? Twoi bohaterowie są już niemal pełnoletni, to nie czas na przepychanki rodem z gimnazjum. 

 

Dalej odzywa się jedyny głos rozsądku i jak na Hinatę przystało, dziewczyna próbuje jakoś uspokoić towarzyszy, nawet staje pomiędzy nimi, proponując rozwiązanie. W to, jak najbardziej, mogę uwierzyć. Ba! Liczyłam, że nasza bohaterka coś takiego zrobi. Fajnie! 

Jednak moment, gdy nie reaguje ona na pytanie Kiby, a jedynie odwraca się na pięcie, jest już mniej wiarygodny. Hinata zawsze była dla mnie uosobieniem pokory. Swój twardy charakter ukazywała jedynie w kryzysowych sytuacjach, zwykle wtedy, gdy jej bliscy byli zagrożeni. U ciebie odbieram ją jako wręcz wyniosłą. Przewraca oczami, a chwilę później olewa kolegę i wychodzi. Jakby mogła, to by trzasnęła ostentacyjnie drzwiami. To bardziej pasuje do Ino czy Sakury, a nie kochanej i grzecznej Hinaty.  

Oczywiście pomiędzy nabuzowanymi nastolatkami dochodzi do typowych przepychanek słownych, ale wszystko to wydaje się bardzo naturalne. Ich teksty nie są wymuszone, nie brzmią jak dojrzałe wypowiedzi wsadzone w usta dzieciaków. 


Akamaru szczeknął, zamerdał ogonem i pobiegł za nią. – Brakuje mi przysłówka znowu, bo Akamaru szczekał już kilka linijek wyżej. 

 

Transportowali właśnie przedstawiciela Wioski Snów, aby bezpiecznie dotarł do swego kraju wraz ze swoim kotem. – Skoro zleceniodawca jest przedstawicielem Wioski Snów, zakładam, że to jego kraj. Zdanie wyszło trochę koślawo. Aby dodatkowo uniknąć powtórzenia, proponuję coś takiego: Transportowali właśnie przedstawiciela Wioski Snów, aby wraz ze swoim kotem dotarł bezpiecznie do ojczyzny

 

(...) ale jednak poproszę Kibę, żeby jego psiak nie zbliżał się do Yoru. – Bohaterowie „Naruto” zawsze określali psy z hodowli Inuzuka po imieniu, bo dla tej rodziny to nie tylko zwierzęta, a partnerzy i ważny element ich życia. 

 

Dziewczyna pobiegła ubitą drogą, by dogonić Inuzukę[,] patrolującego teren paręnaście metrów z przodu, [zbędny przecinek] razem z Akamaru.

 

Neji spojrzał na jej promienną twarz oraz rozwiane przez delikatny wietrzyk włosy i uniósł kącik ust do góry. – Dobra, już chyba dotarło, że Hinata podoba mu się bardziej, niż powinna… Dodatkowo wystarczy samo uniósł kącik ust, bo wiadomo, że nie da się unosić w dół.

 

Podczas postoju pan Sato, czyli eskortowany klient, wspomniał porwanie Hinaty i przywołał w Nejim wspomnienia z tamtego wydarzenia. W jaki sposób młody Hyūga to przeżywa? Ano tak:

 

Neji doskonale wiedział, że przywołaną dziewczynką była właśnie Hinata, lecz nie odezwał się ani słowem. To przez tę noc i przez to właśnie porwanie zginął jego ojciec. Już dawno wyzbył się żalu – wiedział, że była to decyzja Hizashiego, jednak nie miał ochoty o tym rozmawiać.





Nie zadrżały mu ręce czy powieka. Nic, zero emocji, jedynie sucho streścił nam tamtą ciężką dla rodu Hyūga sytuację, w której przecież życie stracił jego ojciec! W anime to było bardzo dramatyczne wydarzenie dla całego klanu i z pewnością zostawiło po sobie jeśli nie traumę, to chociaż gorycz czy żal. Twój Neji opowiedział nam o tym, jakby to wszystko wcale nie dotyczyło najbliższych członków jego rodziny, a zupełnie obcych osób. Miałam nadzieję, że może w następnym akapicie chłopak przedstawi mi swój punkt widzenia, zareaguje na słowa pana Sato albo chociaż westchnie. Jednak akcja toczy się dalej jakby nigdy nic i już kilka sekund później Neji prowadzi zwykłą rozmowę. Ciężko mi w takiej sytuacji uwierzyć, że chłopak czymkolwiek się przejął lub że zależy mu na Hinacie. 

 

– Kiba! Pamiętaj, że naszą misją jest chronić pana Sato, a więc i jego kota. – A to jest akurat coś, co z pewnością powiedziałaby Hinata. Uśmiechnęłam się!

 

Jeszcze chwila, a dziewczyna zrobiłaby pewnie palcem no, no, no. – Tak się coraz mocniej zastanawiam – ile oni właściwie mają lat? Powyższy fragment brzmi dość dziecinnie, zaproponowałabym zamianę tego no, no, no… na coś w stylu dziewczyna pokiwałaby palcem, a nawet zupełnie usunęła ten fragment, bo wygląda, jakby Hinata mówiła do psa, a nie jego właściciela. 

Mam też coraz większy problem odnośnie do narracji. Narratorem jest Neji, ale nie próbujesz stylizować jego POV, wszystko opisujesz na jedno kopyto (może z wyjątkiem tego zdziecinniałego: no, no, no). Wydaje mi się, że dzieciaki mogą mieć po jedenaście, może dwanaście lat (Neji był od nich o rok starszy), zważywszy na sposób, w jaki się wypowiadają, oraz poziom trudności misji. Brakuje mi czegoś, co położyłoby grubą linię pomiędzy młodzieżową stylizacją POV-u a wstawkami suchego i chłodnego narratora wszechwiedzącego. 

Edit: Pod koniec rozdziału Hinata wspomina Sakurę jako medyka, więc może dzieciaki mają już po trzynaście/czternaście lat? Nie wiem, nie umiem tego określić ze stuprocentową pewnością.

Edit 2: Okej, pozwoliłam sobie zerknąć do zakładki z krótkim opisem fabuły i okazało się, że to początek Shippudena, czyli Hinata i Kiba mają szesnaście, a Neji siedemnaście lat.

 

No tak, Hinata jak zwykle wszystkich broni, a Inuzuka nie ma na tyle rozumu, żeby się przymknąć. – Spójrz tutaj. Przecież Neji nie będzie opisywał w myślach typowych zachowań Hinaty i Kiby, których zna od dziecka. To informacja potrzebna jedynie czytelnikowi, jednak powielona przez narratora, bo przecież mogłam już zauważyć te cechy bohaterów w fabule. Myśli przedstawione w ten sposób wydają się sztuczne. 

Nie będę na razie wchodzić głębiej w temat technik narracyjnych, bo doskonale go znasz.

 

– Kiba, chroń zleceniodawcę! – Nie wydaje mi się, aby w sytuacji zagrożenia życia i kiedy trwa wartka akcja, Neji użył słowa zleceniodawca. Może prędzej klienta albo pana Sato?

 

Kurwa, czemu w łokieć?! – Okej, przyznam, że to odważne. Nie zrozum mnie źle – nie mam nic do przekleństw, zwłaszcza kiedy są częścią stylizacji językowej, ale nastoletni Neji i soczysta kurwa…? Z drugiej strony może właśnie tak reaguje w sytuacji kryzysowej, kiedy dużo się dzieje i ponoszą go emocje. Zobaczymy, czy będziesz konsekwentna.

Dalej, kiedy trwa scena dynamiczna, jest o niebo lepiej. Autentycznie wkręciłam się w wydarzenia, nie ma czasu na westchnięcie, wszystko dzieje się tu i teraz. Wierzę w emocje Nejiego (które w końcu zaczęły się objawiać), a nawet jęknęłam z przerażenia, przeczytawszy o kocie i tym, co go spotkało! Brawo, jest ogień.

 

Neji Byakuganem rozejrzał się, lecz nie wykrył ani jego, ani więcej wrogów.Neji rozejrzał się Byakuganem, a jeszcze lepiej za pomocą Byakugana. W dodatku brzmi to trochę tak, jakby Neji Byakuganem nie wykrył… Byakugana. Samo więcej wrogów też brzmi jakoś tak średnio. Może: kolejnych wrogów?

 

Po drugiej stronie klęczał pan Sato chowający twarz w dłoniach, zawodząc: // – Panienko, ratuj go, ratuj! – Moim zdaniem to brzmi bardzo niezgrabnie. Proponuję: 

Po drugiej stronie klęczał pan Sato, chowając twarz w dłoniach i zawodząc (…). 

Ewentualnie: 

Po drugiej stronie klęczał pan Sato, chowający twarz w dłoniach i zawodzący: // – Panienko, ratuj go, ratuj! 

 

Inuzuka skrzywił nos od kociego zapachu, gdy brał mężczyznę pod ramię. — Skrzywić raczej można minę; krzywy nos kojarzy się z takim, który ktoś uprzednio złamał. Nie chodziło ci aby o zmarszczył? No i czy to dalej POV Nejiego, a może już narrator wszystkowiedzący? Jeśli Neji – jaką miałby pewność, że Kiba skrzywił się akurat od zapachu kota? Równie dobrze mogło mu chodzić o krew czy rany. Proponuję zamienić to na: zmarszczył nos chyba od kociego zapachu. Dzięki temu narrator, który przecież nie może wiedzieć wszystkiego i czytać innym w myślach, zostaje rozgrzeszony, bo tylko coś sobie podejrzewa.

 

Zauważyłam. To dziwne – nawet Akatsuki wciąż je noszą, choć z przekreślonymi symbolami. – Unikałabym używania półpauz w partiach dialogowych; źle się czyta, gdy chwilę później ten sam znak oznacza coś zupełnie innego. Zamiast tego możesz wszystkie półpauzy dialogowe, otwierające i zamykające wypowiedzi, podmienić na pauzy, natomiast krótszymi znakami wydzielać wtrącenia czy stosować elipsy.

 

Podoba mi się konkluzja, jaka wynikła z całej sceny ataku i ostatecznie zbudowała suspens. Czego od nich chcieli nieznajomi ninja? Dlaczego na cel obrali akurat tę trójkę, a nie pana Sato? No i gdzie jest biedny, wiecznie pomijany Shino? A nie, czekaj, to ostatnie pytanie nie dotyczy bitki, ale skoro już jesteśmy przy tym temacie… Mam nadzieję, że nieobecność chłopaka zostanie mi prędzej czy później wyjaśniona fabularnie – na razie tylko w komentarzu odpowiedziałaś jednej z czytelniczek, że bohater wybrał się na inną misję.

Edit: Rozumiem, że był na niej aż do rozdziału siódmego, kiedy to jego imię pada we fragmencie:

– Tenten, co tu robisz? – zapytał zdziwiony. – Podobno z Lee mieliście być na misji. (...)

– Lee poszedł z Shino. 

Czyli po prostu wygodnie pominęłaś tę postać, potraktowałaś ją niczym Petera Petigrew przeciętni autorzy fanfiction o Huncwotach. Właściwie… dlaczego?

Poza tym końcówka jest bardzo przyjemna, bo wbrew pomniejszym potknięciom ze środka rozdziału zachęciła mnie do dalszej lektury. 

 


JEDYNKA

Na początek wspomnę, że zastanawia mnie pewna rzecz, a mianowicie – dlaczego Prolog nie jest po prostu Jedynką? Od razu mamy akcję właściwą, gdzie drużyna pod dowództwem Nejiego zostaje zaatakowana przez tajemniczych ninja, a w kolejnym rozdziale bohaterowie docierają już do Wioski Snów. Nie ma tu żadnego większego przeskoku (obstawiam, że zaledwie kilka dni) czy zmiany perspektywy. Być może miałoby to więcej sensu, gdyby epilog przedstawiał podobną misję, scenę, w której brałyby udział te same postaci czy w jakimś innym stopniu historia zatoczyłaby koło. Czy właśnie taki masz plan?

 

Wioska Snów słynęła z tego, że niemal cały czas otaczała ją mgła. – Trochę mi to nie pasuje do idei istnienia Kirigakure, czyli Wioski Ukrytej we Mgle. Jedno takie miejsce już mamy w uniwersum, więc drugie nie byłoby niczym dziwnym, a tym bardziej nie mogłoby słynąć ze swojej pogody. 

 

Uniósł kilka razy brwi do góry, szczerząc zęby. 

 

Kot Yoru został przekazany medykom, a reszta musiała stawić się przed dowódcą wioski, Enzo Tenrō. – Brakuje mi tu sceny, w której Pan Sato zrobiłby karczemną awanturę, że on nigdzie nie idzie bez swojego kota. To jego oczko w głowie, przecież nie zostawiłby go pod opieką nieznajomego medyka! 

 

– Ej, Neji! – Kiba szturchnął go w bok łokciem, oglądając się za jedną z dziewcząt. – Widziałeś ją? Była nieziemska! – Lepiej: (…) szturchnął go łokciem w bok

Poza tym z tego Kiby to niezły numerant, wcześniej też spoglądał za panienkami i aż potknął się o kamień. Trochę ciężko mi w niego uwierzyć – w anime stawiał on raczej na rywalizację, aniżeli podboje miłosne. 

Ele: Z jednej strony zdawał się on po prostu wyrywnym dwunastolatkiem, dla którego dziewczyny były fujka. Teraz za to już jest w wieku dojrzewania i zaczyna myśleć o takich rzeczach. Według mnie to odpowiednia kreacja postaci w tym wieku.

Leg: No tak, tylko że on w Shippuudenie też taki nie był… Chociażby Naruto interesował się dziewczynami, ale Kiba właśnie nie. Randomowy nastolatek pewnie by tu pasował, niemniej akurat z tym bohaterem dość mocno mi się to gryzło. 

Zostawimy cię, For, z tą wymianą zdań.

 

Dodatkowo totalnie nie czuję określenia nieziemska w ustach nastolatka. Nie to, żebym nakłaniała go do używania kolokwializmów, ale – zważając na to, że po prostu się widzi i słyszy, jak jego rówieśnicy rozmawiają w świecie realnym – pasowałoby bardziej coś w stylu: Ale laska… Muszę też śmiało przyznać, że podoba mi się użycie dziewcząt w narracji Nejiego. Dalej bohater nawet studzi entuzjazm kolegi, co zdecydowanie do niego pasuje.

 

– To sala, gdzie są organizowane wszystkie uroczystości państwowe. Zapraszam dalej – powiedział ninja, który ich prowadził. – Tak szczerze, to nie rozumiem, czemu ten koleś miałby im pokazywać salę przeznaczoną na ważne imprezy. 


 



Celem drużyny była rozmowa z przywódcą wioski. To nie wystawa muzealna, żeby pracownik miał za zadanie oprowadzać po budynku administracyjnym obcych ninja. 

 

Za biurkiem, na wielkim, obitym skórą krześle[,] siedział mężczyzna, na oko pięćdziesięcioletni.

 

Zapewne wypatrzyłeś po drodze moich szpiegów. Masz bystre oko, nie każdemu się to udaje. – Jako przywódca wioski powinien znać zdolności rodu Hyūga. W takim układzie mówienie tu o bystrych oczach wydaje się niedopowiedzeniem. Bardziej pasowałoby mi: Masz bystre oko. No ale w końcu jesteś z rodu Hyūga…

 

Uniósł kącik ust do góry, patrząc z zainteresowaniem na Hyūgę. — Znów: po prostu uniósł kącik.

 

– Jacy szpiedzy? – zdziwił się Kiba. – Ani ja, ani Akamaru niczego nie wyczuliśmy, a nosy mamy jak nikt inny! – Ano właśnie… Kiba w duecie z Akamaru był całkiem niezłym tropicielem, a ich nosy mogły wyczuć wroga oddalonego o kilkanaście kilometrów. Jakim cudem niczego nie wywąchali, kiedy Neji po prostu spojrzał w bok i zobaczył… cień? Mogło być tak, że wysłannicy Enzo zamaskowali swój zapach (nie wiem, jak mieliby to zrobić, ale powiedzmy, że za pomocą chakry), jednakże mam nadzieję, że to nie jest usilne robienie z Kiby głupka, aby Nejiego postawić na piedestale.

 

Podoba mi się sposób, w jaki przemycasz wygląd i delikatne gesty pana Tenrō; od razu zapamiętałam ten specyficzny, zdecydowanie za ciepły jak na pogodę płaszcz, siwe włosy i masywną posturę. Dowódca bardzo szybko wydał mi się postacią dość tajemniczą, a przez to fascynującą. Odnoszę wrażenie, że niektóre jego zachowania mogą być nieco… teatralne. Ale, ale to nic złego, jeśli faktycznie taki był zamysł jego kreacji. Moim zdaniem chłop coś kręci i jestem ciekawa, czy mam rację. 

Edit: No i niestety po zakończeniu lektury muszę przyznać, że wątek tej postaci został porzucony – po wielu stronach, całych rozdziałach, nie wróciłam już do tego bohatera ani jego wioski, ba, jego imię ostatni raz pada w rozdziale drugim. Szkoda, bo patrząc kolejny raz na tę scenę, nadal nie jestem pewna, o co panu Tenrō chodziło i dlaczego zachowywał się w taki sposób. Przy czym jeśli jednak planujesz powrócić do niego w rozdziale, dajmy na to, dziesiątym czy jeszcze później, i tak nic to nie da – czytelnik prawdopodobnie zdąży gościa zapomnieć. Przyznam, że i o Wiosce Snów, i o panu Tenrō sama przypomniałam sobie tylko dlatego, że przeglądałam ocenę już po jej napisaniu. A właściwie co stało na przeszkodzie, by tak charakterystyczny, dobrze wprowadzony, intrygujący bohater powrócił na kolejnych stronach? W ogóle szkoda, że żadnego z bohaterów prowadzących scenę nie pozostawiłaś w Wiosce Snów, by czytelnik mógł to miejsce poznać lepiej i rozwiązywać wątek kryminalny właśnie tam, jakby ukazując nowe perspektywy. (Wtedy też nie miałabym poczucia, że Wioskę Snów ukazujesz mi jakby trochę po nic…). To jest jeden z kilku przykładów dotyczących twojego planu wydarzeń, które dość mocno rzuciły mi się w oczy, a które uznałabym za marnowanie potencjału. Do tego, jak nie do końca przekonuje mnie w „Nim zgaśnie słońce” prowadzenie wątku kryminalnego, (którym rozpoczynasz opowiadanie, a który na kolejnych stronach kompletnie zrzucasz na dalszy plan, jednocześnie obniżając napięcie) wrócę w podsumowaniu.

 

Poza tym nie rozumiem, dlaczego pan Tenrō zwraca się do znacznie młodszych od siebie ninja per siostro/bracie, ale zainteresował mnie ten fakt. Podejrzewam, że Konoha jest w bliskich relacjach z Wioską Snów i stąd ta otwartość – tym bardziej szkoda, że relacji tych nie widać na dalszych stronach tekstu. Fajnie, że dajesz mi samej odkrywać takie smaczki, ale niefajnie, że nic potem z nich nie wynika.

 

Neji zaczął opowieść o napadzie, ukrywając jedynie fakt, że to oni – ninja – byli celem. Wolał najpierw skonsultować się z Hokage w tej sprawie. – Przyznam, że to bardzo mądre posunięcie z jego strony. Właśnie takiego Nejiego zapamiętałam! Dodatkowo Hinata, która autentycznie jest zaangażowana w sprawy rannego kota i tajemniczej trucizny, bardzo przypadła mi do gustu. Dobrze, że rozwijasz jej naturalne cechy takie jak na przykład ciekawość czy chęć pogłębiania wiedzy na temat medycyny.

 

W rozmowie z panem Tenrō Neji zachował najwyższą kulturę, za każdym razem stawiając swojego rozmówcę wyżej od siebie. Natomiast zastanawia mnie jedna kwestia – zauważyłam, że to, co możesz, spolszczasz. Przykładowo:

chakra = czakra

sama/san = pan

Konoha = Wioska Liścia

Absolutnie nie jest to błędne i dobrze, że trzymasz się jednej koncepcji. Mam tylko nadzieję, że pozostaniesz konsekwentna do samego końca.

 

„Wszyscy byli zgodni co do tego, by wreszcie się porządnie najeść, więc ruszyli w stronę jednej z restauracji, która miała na szyldzie napis zjedz smacznie, dużo i się nie udław”. – Okej, zaśmiałam się pod nosem. Dobre, dobre.

Czy jednak napis ten nie powinien zaczynać się od wielkiej litery? Proponuję też poprzedzić go dwukropkiem.

 

Nie zwróciłeś uwagi na to, że ninja atakowali głównie naszą trójkę? Uważamy, że oni wcale nie mieli zamiaru skrzywdzić pana Sato. — Może i Kiba nigdy nie był geniuszem, ale to doprawdy niebywałe, że nie doszedł do tak prostej konkluzji. Czy on ma psią karmę zamiast mózgu? Przecież już nawet jako dwunastolatek zdarzało mu się mieć celne uwagi i szybko reagować. Teraz jest chūninem, a wszyscy wiemy, że tej rangi nie dostaje się za bycie półgłówkiem. I nie chodzi mi tutaj o to, by miał zdolności dedukcji niczym Shikamaru, bo tego typu umiejętności stanowią cechę charakterystyczną konkretnego bohatera, ale fakt nieposiadania opasek przez wroga i ocenienie, kogo atakowali, to nie jest wiedza objawiona. No chyba że znowu podświadomie bardzo chcesz, by Neji błyszczał na jego tle…

 

Szczupła kelnerka właśnie przyniosła jedzenie. Kiba posłał jej uśmiech i puścił oczko, a kiedy odchodziła, podążył za nią wzrokiem. — Czyli jednak na dłużej pozostanie lowelasem… Dobra, może to jakoś przełknę, o ile bohater nie zacznie ślinić się na widok każdej ładniejszej dziewczyny, jaką zobaczy. 

 




Na szczęście w twoim przypadku nie zanosi się na przerysowywanie zachowań rodem z anime. 

 

– Nie poderwiesz mnie w ten sposób – odpadł chłopak (…). – Odparł.

 

Kiba poczochrał przyjaciółkę po włosach, na co ta jęknęła i uszczypnęła Inuzukę. Ten podskoczył lekko do góry, przez co kopnął Akamaru. Psiak przestraszył się i szczeknął tak głośno, że większość ludzi w lokalu odwróciła się w ich stronę, kręcąc głowami i mrucząc pod nosem obelgi. — Rozumiem, że miano klauna tego opowiadania już zostało przypieczętowane. Bardzo mocno liczę na to, że bycie wioskowym przygłupem i podrywaczem nie będzie stanowiło jego jedynych cech.

 

Wy za to powinniście wrócić do wioski i poprosić Tsunade, aby zleciła badania tej trucizny. — Najwyraźniej Hinata też lubi mówić o swojej Hokage bez szacunku, a przecież nie są koleżankami, aby nawet za jej plecami na luzie określać przywódczynię po imieniu. Czy zrobiłby tak Naruto? Oj, z pewnością! Ale Hinata…? To po prostu do niej nie pasuje.

 

Pachniały konwalią i koniczyną. – Jak właściwie pachnie koniczyna? Udało mi się coś znaleźć, ale nie jestem pewna, czy o taki chodziło efekt:


 

źródło: [KLIK]

 


Opuściła głowę, wbijając wzrok w swoje dłonie. Oderwała kawałek skórki przy paznokciu. Possała ranę. – Bardzo obrazowy opis. Podoba mi się i oby więcej takich!

Poczułam się wyjątkowo zadziwiona sceną na dachu i tym, z jaką czułością obchodzą się ze sobą bohaterowie. Początkowo myślałam, że zaprezentowałaś nam zupełnie nowe osoby – może należące do gangu złych ninja? A jednak jest to jak najbardziej pozytywne zaskoczenie i ujęło mnie, w jaki sposób opisałaś zapachy, gesty, spojrzenia… Dodatkowo urzekł mnie kontrast w zachowaniu tych postaci, gdy przebywały razem z Kibą i Akamaru vs kiedy były same. Wszystko przedstawiłaś bardzo emocjonalnie, bez zbędnej ekspozycji. Rozmowę zrozumie nie tylko osoba, która zna kanon, bo części rzeczy można się z niej domyślić. No właśnie: domyślić. Niczego nie dostałam na tacy, a tekst pozwolił mi się wczuć i dociekać. Poczułam przyjemne ciarki, no po prostu miodzio!

 

Nawet Akamaru ma więcej rozumu niż on. – Zaczynam podejrzewać, że za mocno wzięłaś sobie do serca te słowa…

 

Włączył Byakugana (…).

 




Trochę mnie to rozbawiło, przez co straciłam flow sceny. Wiem, że faktycznie czasem tak wyglądało – Neji mrużył oczy, napinał pośladki i bum! Mamy to, chłop skanuje okolicę. Mimo to włączyć jest w tym przypadku bardzo niewdzięczne i kojarzy się z włączaniem światła. Proponuję więc aktywował lub zwykłe użył.

Ten przetarł twarz dłońmi, ziewnął i powoli podniósł do pozycji siedzącej. – Usiadł. Nie ma co na siłę kombinować.

 

(…) ta walka nie wyglądała na prawdziwą potyczkę, raczej na próbę zastraszenia ich, uświadomienia, że nie są bezpieczni. – Czy aby na pewno? W prologu pada taki fragment:

Sprężona powłoka próżniowa wysłana z jego dłoni uderzyła w atakującego, powalając go na ziemię. Półobrót. Skok. Dwa kunaie wbite centralnie w serce i żołądek.

Jeśli walka nie byłaby prawdziwą potyczką, to czy zamaskowany ninja dałby się zabić? Na moje to oni pojedynkowali się na śmierć i życie. Dalej mamy stwierdzenie Nejiego, że przeciwnicy użyli do ucieczki iluzji, nie jest jednak powiedziane, czy uciekli wszyscy, czy zabrali rannych/martwych towarzyszy, czy może to wszystko było od początku jedną wielką mistyfikacją. Nie widzę tutaj konkretnych powodów, dla których Neji wyciągnął tak daleko idące wnioski, brakuje mi logicznej podpory rozumowania, dzięki której mogłabym podążać razem z jego myślami, zamiast zawieszać się w próżni, a przez to się gubię.

Jednak niezmiernie doceniam fakt, że Neji nieustannie analizuje minione wydarzenia, prowadzi rozmyślania na temat nieznajomych ninja, próbuje rozwikłać zagadkę. Zdecydowanie nadaje się na przywódcę (nawet jeśli zastępczego) i ta cecha jest spójna z kanonem.

 

Hinata podeszła, zawahała się na chwilę, po czym znów się zbliżyła i przytuliła chłopaka. – Wystarczy przytuliła go.

 

Pod koniec drużyna się rozdziela – Neji wraca do Konohy, aby o wszystkim poinformować Hokage, a reszta zostaje w Wiosce Snów. Czuję, że już zarysował nam się wątek kryminalny i – być może – to właśnie do jego rozwiązania będzie prowadziła fabuła. Uraczyłaś mnie powiewem świeżości i bardzo to doceniam. 

 


DWÓJKA

O ile byłby spokojniejszy, gdyby wiedział, kim są, gdzie są i mógł sprawdzić, co knują… – Wyrzuciłabym przekreślony fragment. Zdanie stałoby się wtedy o wiele płynniejsze. 





Rozpoczęcie obu akapitów tymi zwrotami w tak niewielkim odstępie wygląda dość karykaturalnie. Dobrze wiemy, że w przypadku tej akurat mangi wiele rzeczy dzieje się w biegu, często w koronach drzew. 

 

To musi być technika iluzji. Tylko czy ukrywanie się jest iluzją, czy atak? – Szyk: Tylko czy iluzją jest ukrywanie się, czy atak? Tak – enklityki się raczej nie umieszczamy w miejscu akcentu, ale tutaj zrobiłabym wyjątek, by łatwiej byłoby zrozumieć przekaz.

Dziwne też, że Neji zadał sobie akurat takie pytanie. Zastanawia mnie, dlaczego nie pomyślał chociażby o tym, jak w tę iluzję wpadł. Przecież według lore „Naruto” nie wystarczyło sobie gdzieś spacerować – za genjutsu zawsze stała jakaś technika, a ofiara mogła w nią wpaść za pomocą zmysłów. W przypadku Sharingana był to wzrok. Tutaj, u Nejiego, zarówno atak, jak i ukrywanie się mogły być iluzją (a nawet cała sceneria, bo genjutsu wpływało na wszelkie płaszczyzny percepcji), więc trochę nie rozumiem tego rozważania. I dlaczego w ogóle pierwszą myślą Nejiego jest właśnie iluzja? Istnieje kilka sposobów, by oszukać Byakugana, co zaprezentowała nam niejednokrotnie manga. Wyczuwam spoiler. 

Jasne, nie ma nic złego w pozostawianiu czytelnikowi hintów budujących foreshadowing, ale te nie powinny wychodzić od postaci, a z fabuły samej w sobie. Bohater nie powinien wiedzieć więcej, niż pozwalają mu na to fakty, które analizuje; nie powinien wyprzedzać fabuły. Jeśli Neji dochodzi do jakichś wniosków, czytelnik powinien rozumieć, z czego wynikają, na jakiej podstawie zostały wyciągnięte.

Poza tym zauważyłam, że bardzo dobrze odnajdujesz się w scenach dynamicznych. Wykorzystując takie tricki jak na przykład krótkie, proste zdania, umiesz zbudować napięcie i zaciekawić czytelnika. Utrzymujesz optymalne tempo, nie ma u ciebie miejsca na przynudzanie, rozwlekanie i niepotrzebne przemyślenia. Akcja dzieje się tu i teraz. Brawo! A oto przykład:

 

Świst. Pochylił głowę. Strzała przeleciała tuż koło jego ucha. Rozejrzał się, lecz w pobliżu nie dostrzegł nikogo. Przeczesał teren przy pomocy Byakugana, na próżno. 

To musi być technika iluzji. Tylko czy ukrywanie się jest iluzją, czy atak?

Odskoczył na sąsiednie drzewo i chwycił za wbitą w pień strzałę. Była prawdziwa. Rozejrzał się wokół, po czym obejrzał dokładnie korę. W miejscu, gdzie przed chwilą tkwił grot, zobaczył wypaloną dziurę. Przyjrzał się strzale, obrócił ją w palcach, powąchał. 

Taka sama, jak poprzednio. Chcą mnie nastraszyć.

Odbił się od gałęzi i zeskoczył na ziemię. Usłyszał szelest, jednak nic nie widział.
Odpuścili czy to pułapka?


Taka sama, jak poprzednio. – Zbędny przecinek.


No dobrze, ale nieco dalej przestaje być aż tak kolorowo:

Usłyszał szelest, jednak nic nie widział. (…) Rzucił kunai tam, gdzie poruszyły się gałęzie krzewu. Cisza. Rzucił ponownie za siebie. Nic. Nikogo nie widział. Zacisnął dłonie w pięści, stojąc bez ruchu. Po prawej pusto, z tyłu też. Szelest. Odwrócił się gwałtownie, jednak nikogo nie zobaczył.

Na tym przykładzie idealnie widać różnicę między celowymi powtórzeniami a tymi przypadkowymi, które wcale nie robią roboty. Plus zwróć uwagę na podkreślone zdanie – mamy w nim dwa różne aspekty (dokonany: usłyszał i niedokonany: nie widział). Ujednoliciłabym: Usłyszał szelest, jednak niczego nie zobaczył. Wprawdzie wygeneruje to dodatkowe powtórzenie, więc właściwie cały akapit dobrze byłoby przeredagować.

 

Zastanawia mnie jeszcze jeden fakt. Neji został zaatakowany w lesie. Pobieżnie zbadał teren Byakuganem, by następnie przystąpić do drobiazgowego badania strzały. Czy chłopak aż tak ślepo polega na własnych umiejętnościach, by w momencie zagrożenia poświęcać cenne sekundy na oględziny narzędzia zbrodni? Moim zdaniem powinien był wyrwać strzałę i ruszyć w pościg lub ucieczkę, i dopiero w bezpiecznej lokalizacji przyjrzeć się promieniowi. 

 

Zastanawiał się, czy powinien zadać Hokage pytanie (…). – O proszę, a tu już Neji przypomniał sobie, że jednak jest kulturalnym chłopcem…

 

Neji zwrócił uwagę na jej czerwone, ładnie spiłowane paznokcie. // Rzeczywiście musi być bardzo zarobiona. – Mimo wszystko trzymasz tego swojego Nejiego w ryzach i takimi szczegółami oddajesz jego spostrzegawczość. Niczego nie piszesz wprost. Ja, jako czytelnik, mogę sama dojść do powyższych wniosków, a przy tym świetnie się bawić. Lubię, gdy autor zostawia mi miejsce na takie małe dochodzenia, jedynie puszczając oczko, abym na coś zwróciła uwagę.

 

Poszedł do swojego pokoju, usiadł przy biurku i napisał parę słów na kartce. Gdy odkładał pióro, zachlapał dłoń atramentem. Udał się czym prędzej do ogrodowej, kamiennej altany. Rzeźbione filary okrągłego budynku zdobiły różane pnącza, dzięki czemu Neji czuł intymność tego miejsca. Podszedł do żerdzi, na której siedział jego jastrząb. – Z tym fragmentem mam taki problem, że brzmi monotonnie, nudno, składa się głównie z czasowników – Neji robi coś, po chwili robi coś innego, idzie, pisze, brudzi się, idzie dalej, wychodzi. Nie wiem, po co zaserwowałaś mi ten opis losowych czynności (czy coś wynikło z tego, że pobrudził się atramentem lub ze zbyt głośnego trzaśnięcia drzwiami przez Shizune? Nie do końca da się to podpiąć pod budowanie atmosfery, bo właśnie ta czasownikowa forma ją zdusza). Trochę poczułam się tak, jakbym grała w jakąś visual novel RPG i pobieżnie czytała o kolejnych krokach postaci, aby ostatecznie przejść do ciekawszej części z wyborami. Przy czym nie chodzi o to, żeby każda scena była super emocjonalna, ale radziłabym wystrzegać się podobnych wstawek. Pomyślałam jeszcze, że może tym opisem chciałaś przedstawić bogactwo domu Hyūga, ich piękny ogród, zadbane kwiaty, ale narrator zbyt szybko przeskakuje na kolejne obiekty, więc i tak nie mam czasu, aby je docenić.

 

Jednak najdziwniejsze jest to, że nie mieli opasek ze znakiem wioski. – Jak na moje to całkiem logiczne, że wrodzy ninja ukryli/zdjęli swoje opaski. Po co mieliby się zdradzać? Mając je, jakby dosłownie wypisali sobie na czołach: Hej, Neji, jesteśmy z Wioski X. Wpadnij do naszego kage na przesłuchanie! Naprawdę nie rozumiem, czemu tak go ten fakt dziwi, bo to akurat rozsądne posunięcie ze strony przeciwników.

 

W drodze na polanę zjadł. – Dziwny szyk. Lepiej: Zjadł w drodze na polanę

 

Cisnął kunaiami w krzaki za sobą, płosząc ptaki. Robił to za każdym razem, aby jak najlepiej móc nauczyć się używać kekkei genkai. – Nie sądze, by bezcelowe rzucanie nożami w krzaki i liczenie ptaków po raz setny miało czegokolwiek nauczyć chłopaka w tym wieku, i to z takimi umiejętnościami. Tak jakby doktor matematyki miał zwiększać swoje umiejętności, dodając dwucyfrowe liczby. Można uznać to za swego rodzaju rytuał, ale tylko tyle. 

 

No wiesz, jesteś geniuszem wśród nas, więc chyba ciężko było ci się zmierzyć z własnym klonem… – Czy chodzi o klona z misji ratowania Kazekage? W takim razie Neji miałby tu jakieś szesnaście, może siedemnaście lat… Przyznam, że początkowo dawałam mu o kilka lat mniej, tak maksymalnie ze trzynaście. 

Edit: Wprawdzie teraz już wiem, ile bohater ma lat, ale zaczynając czytać NzS, podeszłam do tego trochę jak do książki, nie otwierając wpierw zakładek i nie upewniając się wcześniej co do wieku bohaterów – żeby wszystkiego dowiedzieć się z treści. Stąd odczuwałam tu rozbieżność i chciałam ci, For, zasygnalizować, że przez dziwne zachowanie Nejiego na tym etapie nadal nie wiedziałam, ile dokładnie mógłby mieć lat. Zaskoczyłaś mnie, bo momentami jego narracja robiła się nieco dziecinna.

 

Potem przeszli do synchronicznego wyprowadzania uderzeń, a na koniec zrobili sparing. Po nim dziewczyna rzuciła się na ziemię kompletnie wyczerpana. Obok niej położył się prawie tak samo zmęczony Neji. – Trochę szkoda, że pożałowałaś mi opisu ich sparingu, zwłaszcza że naprawdę dobrze wychodzą ci takie sceny. Nie musiałaś posuwać się do streszczenia, a Tenten podobno szło całkiem nieźle. Chciałabym sama się o tym przekonać i wyciągnąć wnioski! Zobaczyć Nejiego raz czy dwa na ziemi, jego spudłowane uderzenie, poczuć zdenerwowanie czy podniecenie walką. 

 

Neji, oprócz technik walki swojego klanu, nie był świetny w zwykłym taijutsu (…). – Ogólnie z podkreślonego fragmentu wynika, że Neji nie był świetny w technice walki swojego klanu, co przecież byłoby kłamstwem. Mam wrażenie, że to nie wpadło ci do zdania niechcący.

Zresztą Neji był bardzo dobry w zwykłym taijutsu. Nawet sam Lee nieustannie trenował, żeby osiągnąć taki poziom, a nawet przewyższyć swojego przyjaciela geniusza i w końcu pokonać go w sparingu. Te wszystkie techniki oraz Byakugan były dodatkowym atutem i przydawały się podczas walki wręcz.

 



Wstał, podał kunoichi rękę i pomógł jej się dźwignąć. — Dlaczego po prostu nie: Wstał, podał jej rękę i pomógł się dźwignąć (np. z ziemi)? W tej scenie występują tylko dwie osoby, z czego jedna to dziewczyna, no i do tego jego przyjaciółka z drużyny. To trochę dziwnie, że Neji określa ją mianem kunoichi, jakby myślał o jakiejś tam randomowej wojowniczce. Dalej mamy to samo:

(…) ulubione jedzenie dziewczyny. – Tu nawet możesz znów użyć jej imienia, to żadna zbrodnia, a nie pojawiło się na przestrzeni akapitu (dopiero na jego końcu, ale wtedy wystarczy wykorzystać podmiot domyślny).

 

Według mnie i tak Sakura nie miałaby teraz szans z Ino. Nawet z wyglądu! Mogłaby zapuścić wreszcie te włosy. – To trochę nietypowe czytać o Tenten jako wrednej, obgadującej koleżanki małpie, aleee… okej. Bohaterka ewidentnie lubi dużo gadać, do tego nie porusza zbyt odkrywczych tematów – raczej przekazuje ploteczki – a Hyūga wyraźnie się przy niej męczy. Dziwię się i jednocześnie podziwiam Nejiego, że jest w stanie tak długo wytrzymać w jej towarzystwie. 

Ele: Ja zaś nie odbieram jej zachowania jako wrednego. Według mnie Tenten zawsze była trochę plotkarą. Do tego dużo mówiła i kiedyś musiały jej się skończyć tematy. Wrednym nie jest mówienie o kimś, że np. nie jest mu do twarzy w krótkich włosach.

Leg: W anime może i lubiła sobie pogadać, ale nigdy nie waliła takich tekstów o innych osobach. Zawsze była raczej przyjacielska i otwarta. Niemniej też nie odebrałam tego jako ogromnej niezgodności z kanonem. Ostatecznie dobrze, że Tenten ma jakiś charakter i swoje zdanie – nie to co w anime. Mam tylko nadzieję, że nie jest to podobny zabieg jak z Kibą, czyli ogłupienie postaci pobocznej (i potencjalnego konkurenta w drodze o serce true lovera), aby podkreślić cudowny charakter głównego bohatera. 

 

(…) nie tylko się martwił, ale też trochę wściekał. – Ekspozycja. Ani razu nie pokazałaś, że Neji martwił się/wściekał z powodu braku wiadomości od Hinaty (nie liczę drgnięcia ręki w czasie rozmowy z Tsunade). Szkoda, bo to nie wywołuje we mnie emocji, a jest tu dużo miejsca na ukazanie przeżyć wewnętrznych. Wiesz, jak to robić, więc chyba nie muszę sugerować przykładów.

No i nie jestem pewna, czy ten oksymoron robi robotę – wściekanie się jest nacechowane jednoznacznie – ukazuje pewną stanowczość, temperament osoby odczuwającej tę emocje. Tymczasem przysłówek trochę oddaje bardzo słabe natężenie tej wściekłości, zmniejszając jej znaczenie fabularne. Właściwie jej zaprzecza, można by więc stwierdzić, że bohater wcale nie wścieka się, a jest chociażby podirytowany czymś. Jeśli stawiasz już na silnie nacechowane słowo – wykorzystaj je, zamiast uciekać się do określeń bardziej… hmm… bezpiecznych? bagatelnych?

 

Podoba mi się rzucony hint o zaschniętych łzach na policzkach Shizune. Fajnie, bo nic tu nie jest oczywiste i tak mnie tym zaciekawiłaś, że jakoś odruchowo przysunęłam się do monitora. Ta bohaterka zawsze traktowana jest po macoszemu, może tobie uda się nadać jej konkretne kontury psychologiczne. 

 

Neji przygryzł delikatnie policzek od wewnątrz. – Mocno bym się zdziwiła, gdyby zrobił to z zewnątrz… Może lepiej: Neji delikatnie przygryzł policzek. I tyle.

 

Usłyszał głos dochodzący zza pleców. Nie przestraszył się – już parę minut temu wyczuł jego obecność. – Czyli, mam rozumieć, Kakashi jest creepem, który zanim się odezwie, najpierw przez kilka minut stoi za czyimiś plecami i obserwuje? To wszystko brzmi bardzo niepokojąco… Może chodziło ci o to, że Neji już z pewnej odległości wyczuł chakrę przełożonego?

 




Do tego kilka linijek niżej piszesz, że Kakashi zeskoczył z barierki, ale przecież to Neji opierał się o nią kilka zdań wcześniej. Czyli jednak Hatake nie nadszedł, a już tu był? Czy nagle się teleportował na barierkę, by już sekundę później móc z niej zaskoczyć? 

 

W tym rozdziale mało mi Nejiego w Nejim – najczęściej obserwował wydarzenia, opisywał otoczenie, wzdychał na trajkoczącą Tenten, przewracał w duchu oczami itd. Wydawał się niezwykle bierny, mimo że poinformował kogo trzeba o obecnej sytuacji z Wioską Snów, Hinatą i ich misją, a nawet dostał przydział na kolejną akcję. Brakuje mu indywidualnej stylizacji językowej, którą mogłabyś podkreślić jego charakter, bo kilka choler i jedna kurwa to za mało. Z tekstu zaczyna powoli przebijać obraz chłopaczka, który coś by chciał, ale nie wie, jak to osiągnąć i tylko stoi, obserwuje, zazdrości, wzdycha. Chciałabym zobaczyć jego upór w dążeniu do upragnionego celu. Słowo, które nasuwa mi się w tym momencie, to rozlazły. Neji nawet nie przejął się kwestią trucizny, konsekwencjami śmierci kota klienta ani wujem, który go olał. Ale ważne, że zjadł kanapkę i poplamił się atramentem. 

Nie tego oczekiwałam. 

 


TRÓJKA

Na samym początku rozdziału, podczas sceny dynamicznej, mamy taki fragment:

Trzask. Wrzask, deszcz iskier. – Ten trzask/wrzask brzmią zbyt podobnie i mieszają się podczas czytania, przez co wytrąciły mnie z rytmu. Może to przez rym? 

Skoia: Przepraszam, tak, wiem, miało mnie tu nie być. Ale nie mogłam się powstrzymać, by nie szepnąć, że akurat ten cytat bardzo trafia w moje gusta. To trz-wrz-szcz oddaje w intonacji taką jakąś… hmm… moc; w głowie słyszę aż efekty dźwiękowe tej sceny. Ale to ja, a jak wszyscy wiedzą, jestem dziwna, bo czytam zwykle na głos i niekoniecznie trzeba mnie w tej kwestii słuchać.

Leg: A mnie podoba się suspens zbudowany wyżej wspomnianą sceną, w której to Kiba – prawdopodobnie – próbuje wrócić do Konohy, ale stało się coś złego. Mam wrażenie, że to może prześwit jakichś informacji, zapowiedź czegoś strasznego i autentycznie czuję dreszczyk emocji.

 

Zakazano komukolwiek wchodzić na salę, na której leżała Hinata. – O ile wyrażenie na salę wedle SJP [klik] można w tym przypadku zaakceptować, o tyle jednak Hinata leżała w niej, nie na niej.

 

Neji podszedł do ściany i walnął w nią pięścią. Pozostawił wgniecenie, tynk posypał się na podłogę, a z rąk zaczęła sączyć mu się krew. – Uderzył jedną ręką, więc czemu krew sączy się z dwóch? I czemu tynk ma ręce? 

 

(…) krzyknął Neji, przerywając nieznośne milczenie. Wstał. Zaczął krążyć po pomieszczeniu w tę i z powrotem, zaciskając mocno pięści. – No i mamy to! Neji naprawdę pokazuje, jak bardzo jest zdenerwowany i kiedy w grę wchodzi życie Hinaty, rzuca wszystko w cholerę i biegnie do szpitala.

 

Nejiemu wydawało się, że celowo ani razu nie spojrzała na Kakashiego. – Rozumiem zamysł, rozumiem ten hint, ale czy aby na pewno to właściwy moment na takie spostrzeżenia? Neji jest przepotężnie zdenerwowany, bo Hinata może umrzeć, a jemu nawet nie pozwolono wejść do sali szpitalnej, w której się znajdowała. Uważasz, że chłopak miałby w ogóle okazję, żeby się na chwilę uspokoić i zaobserwować dziwne napięcie między Shizune a Kakashim? Moim zdaniem nie.  

 

Szkoda, że streściłaś opowieść Kiby jedynie do:

– Wtedy właśnie pobiegłem po Nejiego i razem przybyliśmy do szpitala – zakończył swoją opowieść. – Tak naprawdę to nie wiem nawet, gdzie ci zamaskowani ninja ich zaatakowali. W drodze powrotnej, a może jeszcze w Wiosce Snów? Wszystko dzieje się bardzo szybko, zaraz z salki wychodzi Hiashi, ludzie są zdenerwowani, ale nic by się nie stało, gdybym chwilę wcześniej dostała trochę więcej informacji na temat samego ataku.

 

Przyglądali się w milczeniu, jak mamy podchodzą do swoich dzieci – huśtających się, zjeżdżających na zjeżdżalni, krzyczących, leżących na trawie i płaczących lub po prostu biegających wokół – przytulają je, niektóre krzyczą na nie, chwytają za ręce i prowadzą do domu. – Czemu mamy tu nagłą zmianę na czas teraźniejszy? W jakim celu zastosowałaś taki zabieg? Czy chciałaś podkreślić kontrast między dziećmi a ich rodzicami oraz Nejim a Hiashim? Nadal jednak nie widzę powodu, żeby bawić się w takie wariacje. 

 

Zrobiło się ciemno, a w parku zapanowała cisza. Już nie było słychać śmiechów, pisków, krzyków czy odgłosów zabaw, a jedynie smutną grę świerszczy. – Klimat, jaki tu zbudowałaś, naprawdę oddziałuje na moją wyobraźnię i bawię się przy tym nieziemsko, ale… Czy Neji i Hiashi siedzieli tak w tym parku bez słowa, dopóki nie zrobiło się ciemno? Podziwiam za marnotrawstwo czasu. Dodatkowo wuj truje Nejiemu dupę i zrzuca na niego poczucie winy za stan Hinaty, jakby chłopak już nie czuł się wystarczająco źle. Myślałam, że panowie dogadali się, a nawet zacieśnili więzi mniej więcej po walce Nejiego z Naruto w pierwszej części serii… 

 




Dalej Hiashi kompletnie się odkleja i mówi:

Neji, ty dasz radę, jesteś geniuszem naszego klanu. Bardzo żałuję, że nie urodziłeś się moim synem. Hinata strasznie mnie zawiodła, dając się zranić ostrzem w tak banalny sposób. – Naprawdę wydawało mi się, że na tym etapie fabuły zgodnie z kanonem ojciec Hinaty już zaakceptował córę, a nawet jeśli odsunął ją od roli dziedzica, to przynajmniej nie będzie walił takich tekstów i skupi się na szkoleniu Hanabi. Bardzo dziwny jest ten Twój Hiashi. 





Pomijając, że ciężko go lubić, to do tego wszystkiego w ekspresowym tempie zmienia front (jeszcze w poprzednim rozdziale ochrzaniał Nejiego, że zostawił jego córkę-dziedziczkę bez wystarczającej ochrony…).

 

Mężczyzna był już po czterdziestce, jednak z jego postawy Neji mógł wyraźnie wyczytać mądrość i doświadczenie. – Słowo jednak sugeruje przeciwstawne myśli. Zamieniłabym już na ledwie, wtedy zdanie ma sens. 

 

– Czemu mówisz tak o własnej córce, wuju? – zapytał cichym głosem, próbując opanować drżenie. // Oczy Hiashiego błysnęły złością. Uderzył bratanka w twarz. Chłopak przestraszył się, przymknął powieki, syknął, złapał się za bolący policzek, a z rozciętej wargi popłynęła krew. – No przepraszam, ale Hiashi to chyba ma te dni… Bardzo ciężko się o nim czyta bez przewracania oczami. Myślałam, że nie da się być aż tak skrajnym. Dosłownie chwilę temu mówił, że to Neji powinien być jego synem! Przecież ten bohater nie zachowywał się podobny sposób, nie był takim wariatem, który raz chwali bratanka,  a za chwilę leje go po twarzy. Nie ma nic złego w kreowaniu postaci zmieniającej zdanie, zresztą rozwój bohaterów na stronach opowieści zawsze jest mile widziany, o ile nawet nie wskazany. Aby jednak to działało, potrzeba czasu i odpowiednich bodźców – tak jak i w życiu ludzie zmieniają się, rozwijają pod wpływem konkretnych wydarzeń i po przeanalizowaniu ich. Na moje Hiashi nie dostał takiego pola. Czy nie spieszysz się aby za bardzo?

Do tego ciężko byłoby mu uderzyć Nejiego w twarz, wszak obaj siedzieli razem na jednej ławce. 

 

Nie mógł zrozumieć Hiashiego, przecież tu chodziło o jego córkę! Mimo wszystko powinien dbać o dziecko... Dlaczego wuj zachował się tak, a nie inaczej? – Pomińmy na chwilę wcześniejsze dziwne zachowanie Hiashiego. Nie rozumiem, dlaczego Neji nagle się zdziwił – przecież żyje w tej rodzinie od ponad szesnastu lat i doskonale wie, jakie zasady tam panują. Co on dopiero teraz się obudził i zdał sobie sprawę, że są dość niekonwencjonalną familią? Zapomniał, że trzon montował na czołach ludzi z bocznych gałęzi specjalny znak, żeby ich trzymać na smyczy? Oj biedny Neji, późno to wszystko zrozumiał…  

 

Wściekłość, która się we mnie narodziła, nadal rosła w zastraszającym tempie. Całą siłę skoncentrowałem w prawej ręce, podskoczyłem i naparłem do przodu. Opuściła głowę, godząc się na porażkę. – Opuściła głowę wściekłość, cała siła czy prawa ręka? Poza tym bardzo podoba mi się wspomnienie Nejiego, w którym sparingował się z jeszcze niewytrenowaną Hinatą. Jak zwykle dobrze opisałaś scenę dynamiczną, już nawet nie muszę tego podkreślać, bo za każdym razem jest wybornie.

 

Neji nie wiedział, jak ubrać w słowa to, co chciał powiedzieć. Nie chciał się rozczulać (…). – Powtórzenie. Również dwa zdania później: (…) wypowiedzenie tak bardzo chciał odwlec.

 

Dużo się tu działo pod względem emocjonalnym (na tym polu jest o niebo lepiej), były też soczyste sceny akcji i miejsce na rozwój bohaterów (pomijając Hiashiego, bo facet ewidentnie oszalał). Nie mam żadnych zastrzeżeń do tempa czy też struktury tego rozdziału; fabuła nieustannie posuwa się do przodu i pojawiają się wątki poboczne (Shizune i Kakashi, dziwne perypetie klanu Hyūga, uczucia Kiby).

 


CZWÓRKA

Na start muszę cię pochwalić za zachowanie kanonicznego charakteru Shizune oraz Naruto. Kiedy przechodziłam przez ich scenę, miałam wrażenie, że mogłaby wydarzyć się w anime. Naprawdę lekko i przyjemnie czytało się o tym duecie – chłopak w teatralny sposób prosił prawą rękę Tsunade o pozwolenie na widzenie z Hinatą, Shizune jednak pozostała twarda, czyli taka, jaką ją zapamiętałam z serii. Dodatkowo na końcu sceny pojawił się ciekawy hint z zawrotami głowy w roli głównej i chyba zaczynam się domyślać, o co tu chodzi. Fajnie!

 

Miarka się przebrała, gdy klęknął na kolana i zaczął łasić się do jej nóg. – Nie da się klęczeć inaczej niż na kolanach. 

 

Trząsnęła nogą dwa razy (...). – Kopnęła? Tupnęła? Nie mogę sobie wyobrazić trzaśnięcia. 

 

Naruto od razu podniósł się do pozycji stojącej, chwycił dłonią za brodę, rozmyślając nad czymś intensywnie. – A tu wystarczyło zwykłe wstał. Skoro zrobił to od razu, co świadczy o dynamizmie, przedłużanie prostych słów do złożonych określeń nie jest dobrym pomysłem. 

 

Zauważyłam też, że twoje postaci mają tendencję do niestosowania form grzecznościowych w myślach. Rozumiem Naruto – chłopak zawsze działał po swojemu, myślał i mówił, nie stosując ich, więc po nim nie spodziewałabym się nagłego szacunku. Wydaje mi się jednak, że Kakashi to akurat taka persona, która o Jiraiyi wyraziłaby się kulturalnie (nawet jeśli tylko w myślach), co zresztą jest podstawą wychowania w Japonii.

Mężczyzna siedział na gałęzi jednego z drzew w parku i czytał ulubioną książkę napisaną przez Jiraiyę (…). — Naprawdę brakowało mi tu chociażby: (…) przez mistrza Jiraiyę.

Poza tym: (…) ocierając pot z twarzy. — Ocierał pot z tego skrawka skóry wokół odsłoniętego oka? Resztę twarzy miał przecież całkowicie zakrytą. A może wycierał go spod maski? Niby to głupota, ale mimochodem zaczęłam się zastanawiać, czy twój Kakashi aby na pewno miał ukrytą twarz, a może jednak zmieniłaś to na potrzeby fabuły.

 

Jednak wracając do form grzecznościowych, to nawet w przypadku Naruto odezwanie się do Shizune per pielęgniareczko jest zupełnie niekanoniczne, a dla kobiety wręcz obraźliwe. We współczesnej Europie takich zwrotów zwykle używają mocno podchmieleni bywalcy izby wytrzeźwień, nie – normalni ludzie. Dodatkowo w Japonii jest dużo wyższa kultura wypowiedzi i popularyzacja zwrotów grzecznościowych niż u nas. 

 

Z jej gardła wydobywały się urywane się na zmianę piski i krzyki.

 

Jeśli trucizna przechodzi do kolejnej fazy, tak jak w przypadku kota, Hiancie nie zostało dużo czasu. 

 

Potem należało stworzyć to cholernie trudne gensoku, które niby miało pomóc zahamować na jakiś czas rozprzestrzenianie się trucizny. – Nie rozumiem, skąd tu nagle japońskie słowo, kiedy do tej pory raczej ich unikałaś i stawiałaś na spolszczenia. Nie ma też żadnego odnośnika czy wytłumaczenia i jedynie z kontekstu obstawiam, że chodzi o jakiś lek. Szukałaś na siłę synonimów? Kiepsko to brzmi.

 

W przeciągu jednej sceny z perspektywy Shizune pojawiają się: zabrać potrzebne ingrediencje oraz szukali ingrediencji. Po pierwszym razie zdecydowanie zachwyciłam się oryginalnym słownictwem, ale za drugim zabrzmiało już zbyt pretensjonalnie i po prostu poczułam przesyt. Nie lepiej było postawić na stare, dobre oraz sprawdzone składniki? Czasem lepiej nie kombinować, żeby nie przedobrzyć.

 

No i gdzie jest to cholerstwo? – Nie wydzieliłaś tego pytania jako dokładnych myśli Shizune, a wplotłaś je w akapit z szukaniem składników, więc są dwa wyjścia: albo zmiana na czas przeszły, albo nowy akapit i kursywa.

 

Neji stał właśnie na środku chodnika, wpatrzony w irytującą, roześmianą twarz i zastanawiał się, z której strony powinien uderzyć towarzysza. Lewy policzek to idealne miejsce na punkt przyłożenia pięści. // – To jak, zdradzisz mi coś? – Naruto wyszczerzył zęby, jednak zaraz poczuł ból. Zachwiał się, ale utrzymał na nogach. – Ej, a to za co, idioto?. – A skąd tu nagle taki brzydki head-hopping? Scena zaczęła się z perspektywy Nejiego, więc skąd bohater by wiedział, czy Uzukamiego faktycznie coś zabolało? Mógłby to jedynie podejrzewać. W podobnych przypadkach zawsze z pomocą przychodzi mi chyba, które załatwia całą robotę.

I dlatego już kilka sekund później rzucasz, jakby od niechcenia: Przybrał swoją maskę obojętności, a następnie ominął kolegę bez słowa. To dosyć typowe dla Nejiego zachowanie, jednak ciężko o obojętność, jeżeli przed chwilą dał koledze w twarz. Czuję, jakbyś narracją wmawiała mi uczucia chłopaka, gdy sceną pokazujesz coś zupełnie innego. Dodatkowo kolejną myślą Nejiego jest: Doprawdy, Naruto często zachowywał się jak dziecko. Hyuuga nigdy nie był skłonny do hipokryzji, a tutaj bardzo nią czuć. 

No i ostatecznie nie kupuję też tego kolegi w POV Nejiego. Jeśli bohater atakuje  Naruto, nie będzie w niej określał go w taki nacechowany pozytywnie sposób. Mam wrażenie, że sięgasz po takie grzeczne i bezpieczne rozwiązania, gdy brakuje ci synonimów. Pamiętaj jednak, że jeśli narrator stoi za plecami konkretnej postaci, partie narracyjne powinny odzwierciedlać jej emocje – być ich odbiciem, by stylizacja współgrała z fabułą. W tym momencie nawet neutralny chłopak byłby średnim rozwiązaniem. Jeśli Neji zaś lubi sobie przeklnąć, daje tym upust emocjom, czemu czasem nie nazwie Naruto w myśli na przykład tym zjebem? Albo chociażby przygłupem

Edit: No dobra, kawałek dalej pojawia się stylizacja, więc to nie tak, że nie wiesz, na czym ona polega. Nadal mam jednak wrażenie, że w NzS jest wybiórcza, mocno okazjonalna, jakby narrator wcielał się w Nejiego tylko raz na jakiś czas, nawet w obrębie tego samego akapitu:

Przybrał swoją maskę obojętności, a następnie ominął kolegę bez słowa. Widział kątem oka, jak Uzumaki stał jeszcze, patrząc za nim. Pieklił się i posyłał nieprzyjemne słowa pod jego adresem. Głupi bachor chyba nie myślał, że Neji da się wyprowadzić z równowagi... 

 

Zresztą w ogóle nie rozumiem, czemu Neji chciałby uderzyć Naruto. Dlatego, że ten drugi zapytał o stan Hinaty? Przecież to najgłupszy możliwy powód! Neji ewidentnie nie ma problemów z agresją na tle zazdrości, bo nawet na chłodno kalkuluje, w który policzek powinien zadać cios, a po ciosie bardzo szybko wraca mu opanowany ton. Co jest z tym bohaterem nie tak? Zwariował?

Z innej strony całkiem podoba mi się, że choć w swoim POV Neji zapewnia samego siebie, iż Naruto wcale nie wyprowadził go z równowagi – to właśnie się stało, inaczej wizualizacja uderzenia w ogóle nie przyszłaby Nejiemu na myśl. Widać, że jego własne emocje zaczynają przejmować nad nim kontrolę. Być może za jakiś czas bohater nie będzie mógł nad nimi zapanować i dojdzie w nim do jakiejś wewnętrznej przemiany? Może pod wpływem narastającego w nim napięcia częściej będziemy dostrzegać jego negatywne strony, aż w końcu stanie się coś naprawdę złego? A może okaże się, że Hinata wcale nie kocha Nejiego i bohater stanie się antagonistą, pojawi się motyw typu [Stalker with a Crush] i [Love Makes You Evil]? Obecnie widać, że właśnie do tego zmierzasz. 

Podoba mi się ten konflikt wewnętrzny, jednak mam też nieodparte wrażenie, że wcale nie chciałaś, by tak wyszło – twój Neji chyba miał być postacią pozytywną, bohaterem, którego Hinata realnie kocha (lub dopiero pokocha). Red flagów o tym, że w Nejim budzi się jakaś obsesja, było do tej pory niewiele i bohater faktycznie był dość rozważny i przezorny, trzymał emocje na wodzy. Gdyby to była książka grubości trzystu stron, zapewne na jej stronach aż do punktu kulminacyjnego pojawiłoby się więcej okazji do tego, by pokazywać narastające w Nejim emocje – od zwykłej troski o kuzynkę, po lęk o jej życie, jednocześnie zazdrość, niemoc i w końcu może nawet i agresję. Boję się jednak, że opowiadanie samo w sobie będzie za krótkie i do tych mocnych emocji jesteś zmuszona przejść za szybko, przez co Neji będzie wydawał się szalony; zamiast rozwijać, nagle się zmieni. Może więc lepiej jednak trzymać go na wodzy, zamiast spuszczać ze smyczy i pozwalać mu na aż takie odstępstwa od kanonicznych predyspozycji?

Już teraz czuję, że w stosunku do Hinaty chodzi mu o coś więcej niż tylko przyjaźń czy więzy krwi, ale nie do końca to wszystko kupuję. Obecnie twój Neji strasznie się miota i sam nie wie, jak osiągnąć swój cel. Nie pozwolono mu zobaczyć się z kuzynką, więc odpuścił, potem odbył dziwaczną rozmowę z wujem, a dalej bez większego powodu uderzył Naruto. To wszystko jest takie… dziwne. Tak, to chyba właściwe słowo. Zdecydowanie zabrakło czasu antenowego na zbudowanie relacji z Hinatą, bo bohaterka pojawiła się tylko na początku opowiadania, a kiedy Neji wrócił do Konohy, ona pozostała w Wiosce Snów i teraz nieprzytomna leży w szpitalu. Na tym etapie nie mogę ocenić, czy uczucia Nejiego są odwzajemnione, zresztą w ogóle nie mogę ocenić tej relacji, bo do tej pory miała miejsce tylko jedna scena, w której para wystąpiła we dwójkę. Chwilo o wiele bardziej przemawia do mnie relacja Shizune i Kakashiego; coś się wokół nich dzieje, są jakieś hinty, specyficzne spojrzenia i gesty. To jest fajne!

 

W dwóch kolejnych akapitach widzę: 

Pewne jest to, że trucizna została stworzona na bazie tych samych składników (...). // Niestety, ta została stworzona z innych składników. 

Wyczuwam tu nieścisłość czy jednak któraś z najlepszych w wiosce medycznych ninja jest w bardzo poważnym błędzie? 


Bardzo ciekawie czyta się o wystającym spod warstwy dziwnych zachowań wątku trucizny i jej powiązań z samym Sasorim (który na ten moment już nie żyje).

 

W drzwiach stał Neji zaciskający mocno pięści. Po jednej z nich spływała strużka krwi. Głowę miał spuszczoną, ale widać było jego oczy, które ciskały błyskawice, zaś klatka piersiowa unosiła się nienaturalnie szybko. // (…) – Jak, kurwa, mogę być spokojny?! – wrzasnął. Uderzył pięścią w stojący obok regał. – A jednak! Panie i panowie, mamy psychola! Poważnie, to już nie jest Neji, a jakiś nieznany osobnik, któremu totalnie odbiło na punkcie kuzynki, a ta zresztą nie przejawia względem niego głębszych emocji! Nie dam sobie wmówić, że chłodno kalkulujący, opanowany i zawzięty chłopak z anime może wpaść do gabinetu samej Hokage i robić taką aferę! Przegięłaś.

To jest właśnie to, czego się obawiałam przed chwilą i o czym pisałam ledwo kawałek wyżej. Jasne, Neji ma prawo kochać swoją kuzynkę, a jego uczucia mają prawo być takie, jakie prezentujesz w tej chwili. Jednak abym nie uważała go za szalonego, pomiędzy parą powinno wcześniej dojść do przynajmniej kilku sytuacji, w których Neji już ukazywałby te emocje. 

Mam jeszcze jedną uwagę, mianowicie ciskanie błyskawic z oczu jest bardzo, ale to bardzo w stylu M&A. Niemniej nie wszystko, co sprawdza się na ekranie czy w mandze, będzie dobrze prezentowało się w tekście – obecnie wygląda to groteskowo, daje przejaskrawiony efekt. Wiem, że istnieje takie powiedzenie, figuruje nawet w WSJP jako metafora wyrażania gniewnego spojrzenia, ale jednak gdy materiał źródłowy jest mangą bądź animacją, istnieje ryzyko, że pierwsze, co czytelnik sobie wyobrazi, to dosłowne błyskawice wypadające z oczu. Ja bym tak nie ryzykowała.

Ach, no i spójnik zaś w zdaniu składowym nie powinien stać na pierwszym miejscu. Przy czym jeśli: klatka piersiowa zaś… źle ci brzmi, spróbuj skorzystać z innej możliwości: a klatka piersiowa (…).

 

Kobieta w mgnieniu oka wymierzyła trzy ciosy i posłała go na ścianę, po której osunął się z szeroko otwartymi oczami i uchylonymi wargami. – Wyszedł ci z tej sceny niezły kabaret. Jeszcze zabrakło latających nad głową Nejiego, kreskówkowych kaczuszek, żeby podkreślić ten piękny nokaut.

 




W gabinecie panował chaos i obie kobiety wiedziały jedno – Neji jeszcze pożałuje, że rozbił drogocenny wazon. – No błagam, śmieszki już na bok. To, co zrobił Neji, to zdrada stanu i za coś takiego momentalnie trafiłby do aresztu, a potem zostałby osądzony. Ja wiem, że Tsunade była stosunkowo luźnym spośród wszystkich hokage, ale nawet ona (może zwłaszcza ona) nie pozwoliłaby na takie zachowanie. Naprawdę dziwne, że zbagatelizowała problem. Jako pierwszy etap kary Neji musi posprzątać gabinet oraz:

Shizune jutro to posegreguje – odparła. // Shizune jęknęła przeciągle. No pięknie, jeszcze tylko dodatkowej papierkowej roboty jej brakowało. – Aha, czyli Neji zrobił burdel, ale to Shizune ma następnego dnia poukładać (za niego) papiery? Nie mam więcej pytań.

 

Mimo trzęsących się dłoni, chciała ziewnąć, ale powstrzymała się – ta reakcja bardzo nie pasowałaby do sytuacji. – W sumie by pasowało, bo ziewanie to również reakcja na stres, ale to tylko taka nadprogramowa informacja. 

Na koniec poraziły mnie roztrzepanie i bezmyślność samej Tsunade – zostawiła psychicznego siedemnastolatka z niezaszyfrowanymi dokumentami z życiorysem Hinaty. Pojawił się kolejny hint, tym razem dotyczący przeszłości dziewczyny, ale to trochę tak, jakbyś nie miała pomysłu na przemycenie go i tylko przyszło ci do głowy, że no głupiutka Tsunade zapomniała o tym jednym, jedynym dokumencie i Neji przez pRzYpAdEg go znalazł. Bardzo sztampowy pomysł, do tego typowy Imperator Opkowy. Znalazł, bo miał znaleźć. 

 

Zauważyłam jednak, że ta scena została wspomniana również w poprzedniej ocenie opowiadania, tam jednak dziewczyny nie zwróciły na nią aż takiej uwagi. Zastanawiam się dlaczego. Pada tam fragment: 

Podoba mi się, że Neji przypomina charakterem swojego wuja. Pod wpływem emocji zarzuca Tsunade, że to jej wina, bo nie wysłała go na misję wraz z Hinatą. To tak samo pusty zarzut jak pretensje Hisashiego o to, że Neji nie pilnował kuzynki. Czy zwalanie winy jeden na drugiego to przypadłość klanu Hyūga?

No i coś w tym jest, że Neji przypomina swojego wuja, który, jak widzisz, według nas też zachowuje się trochę karykaturalnie – wszystko zapewne dlatego, że dostał niewiele scen, więc jego zmiany nastrojów i zachowań przypominają istny rollercoaster. No dobrze, życie Hinaty jest zagrożone, w tych okolicznościach każdego mogłoby ponieść, jednak nadal wydaje nam się, że przekroczyłaś pewną cienką granicę. Neji ma prawo wejść do Tsunade, mieć pretensje, nawet podnieść głos, okazać swoje emocje, do których ma przecież prawo. Ale czy musi przy okazji robić niemal memiczny dym…? Zastanawiam się także, jak to możliwe, że krew nadal sączy się na ręce, którą bohater rozwalił rozdział temu na ścianie; od tej sytuacji minęło całkiem sporo czasu. Chyba że tym razem chodzi o inną ranę? Czy chłopak zranił się, gdy uderzał Naruto?

 

Twój Neji zaczyna mnie coraz mocniej denerwować, bo jest zbyt rozchwiany – najpierw twierdzi, że panuje nad emocjami i nie da się tak łatwo wytrącić z równowagi (tuż po uderzeniu Naruto…), a potem jak totalny wariat wpada do Hokage i niszczy jej biuro. To się przecież wyklucza! Do tego jest strasznie zafiksowany na punkcie Hinaty, czego nie rozumiem, bo nic się między nimi nie wydarzyło, a ona na razie ma mało do powiedzenia. Zobaczymy, jak to będzie dalej.

 


PIĄTKA

Nigdy nie martwił się bezczynnością do tego stopnia, że nie mógł usiedzieć na miejscu, a jak na razie nic się nie działo. Pozostało czekać. // Cholera. // Walnął pięścią w ścianę. – Tu bardzo fajnie oddajesz emocje bohatera, a jednak znów mam problem z agresywnym zachowaniem Nejiego. Nejiego, który cechował się opanowaniem, umiejętnością chłodnej kalkulacji i inteligencją. Twój Neji natomiast miota się od sceny do sceny, już chyba z trzeci raz daje upust emocjom na ścianie (kilka razy tak mocno otworzył drzwi, że przez uderzenie klamką poleciało trochę tynku). Niby znalazł tajemnicze dokumenty dotyczące Hinaty, a jednak mam wrażenie, że pomogła mu w tym boska ręka, bo przecież do sceny z końcówki czwartego rozdziału doprowadził kolejny atak agresji. Nie ma nic złego w kreowaniu takiego bohatera, ale jednak wydawało mi się, że chciałaś utrzymać oryginalne charaktery postaci. 

 

Walnął pięścią w ścianę. Nie mógł dłużej wytrzymać, musiał coś ze sobą zrobić. // Tak! To może być to! Wyciągnął z kieszeni karteczkę, na której tego wieczoru zapisał liczby. Część z nich była oczywista, ale… – Odnoszę wrażenie, że po przywłaszczeniu sobie takich danych Neji by aż przytupywał w oczekiwaniu, aż będzie mógł w samotności oddać się rozszyfrowywaniu skrótów. Nie zapomniałby o tym nawet na ułamek sekundy. 

Tajemnicze zapiski z datami, nazwiskiem i grupą krwi to na razie najciekawszy wątek opowiadania. Ma ogromny potencjał; niczego nie podajesz wprost, pozwalasz czytelnikowi wkręcić się w akcję i śledzić postęp rozwiązywania zagadki, bo to właśnie on – główny bohater zajął się tą sprawą. Tak samo jak Neji nie mam pojęcia, o co może chodzić, bo w umiejętny sposób budujesz intrygę. W końcu dostaję coś, dzięki czemu młody Hyūga może udowodnić, że jednak tkwi w nim ta sama iskra, co w oryginalnej serii. 

 

Od samego rana wielu medyków pracowało. – Coś dziwnego zadziało się tu z szykiem. Wielu medyków pracowało od samego rana. Ewentualnie możesz w swoim szyku dodać na końcu jakiś przymiotnik, by akcent padł na informacji, jak pracowano. Może: bez wytchnienia?

 

Pokręciła głową, jakby próbując odgonić od siebie złe myśli, po czym ruszyła powoli w stronę biurka, mijając po drodze… przeklętego Kakashiego. Opierał się o parapet i spoglądał przez okno. – Naprawdę, usilnie próbuję wyobrazić sobie tę scenę, ale nie mogę. Zakładamy, że gabinet Hokage pozostaje taki sam jak w anime. W takim razie to niemożliwe, żeby Shizune, która dopiero do niego weszła, minęła opierającego się o parapet Kakashiego. Hatake musiałby stać gdzieś w okolicach biurka Tsunade, a tam przecież nie ma żadnych drzwi, są tylko okna. 


 



No chyba że Kakashi znowu korzysta z jakiejś nieznanej nam umiejętności; jak wtedy, gdy oczekiwał Nejiego na barierkach, o które chłopak opierał się, wyczuwając go, ale nie zauważając. Dziwna sprawa z tym twoim Kakashim. 

Pomijając to, dalej podtrzymujesz suspens odnośnie do relacji jego i Shizune, co wychodzi bardzo naturalnie. Dodatkowo podoba mi się, że bohaterka określa go kwiecistym mianem przeklętego, co z pewnością trochę ją wyróżnia. Chwalę Cię za to, ponieważ czuję niedosyt co do stylizacji językowej postaci prowadzących; bohaterowie na ogół wyrażają się w podobny sposób (wyjątkiem jest Naruto), więc każdy przejaw indywidualizmu jest na wagę złota. 

 

Drzwi otworzyły się, uderzając w ścianę. Nikt nie musiał się odwracać, żeby sprawdzić[,] kto to. – Tak szczerze? Od razu pomyślałam, że to znów Neji. Okazuje się jednak, że Tsunade. Czy ona też lubi niszczyć tynk? Strasznie agresywne i brawurowe te twoje postaci… 

Kolejne, co rzuciło mi się w oczy, jest umiejętne żonglowanie krótkimi scenami, kiedy dzieje się akcja. Mamy ciężką atmosferę z powodu stanu zdrowia Hinaty i ogólnie nie ma czasu do stracenia. Autentycznie wzbudziłaś tym we mnie napięcie, czuję upływ cennych sekund, stresuję się, czy Tsunade pozyska wszystkie niezbędne składniki, chyba nawet rzeczywiście szybciej bije mi serce. Nikt nie powiedział, że POV ma się ciągnąć na pięć stron – u ciebie jest krótko, zwięźle i szybko, bo tak właśnie ma być. Super! 

 

Dostaniemy prowiant na drogę? Burczy mi w brzuchu, a trzeba natychmiast wyruszać! Słyszycie? – Prawda, że Naruto zawsze był błaznem, jednak miał pewne granice. Gdy chodziło o jego przyjaciół, to nigdy nie pajacował. 

 

Kolejnym przyjemnym aspektem tego rozdziału są opisy – a konkretnie opis Doliny Wiecznego Krzyku. Tu akcja trochę zwolniła i można wziąć głębszy wdech, wczuć się w nieco mroczny klimat martwej doliny spowitej przez piasek i cierniste pnącza. Również wspomnienia Kakashiego mają swój urok. On zawsze był typem myśliciela i dobrze mi się to czyta. 

 

Plecak zsunął się z ramion i zniknął w gąszczu. Złapał palcami za krawędź stromego głazu. Spojrzał w dół (…). – Wiem, że podczas tak porywającej, dynamicznej sceny łatwo się zapomnieć, ale uwaga na podmioty.

Psychodelicznie POV Kakashiego wyszło ci fenomenalnie! Aż miałam wrażenie, że to ja znalazłam się w tej przeklętej dolinie i doznawałam halucynacji. Pragnę więcej takich scen i zabiegów narracyjnych. Krótkie, proste zdania, urwane wyrazy, pojedyncze słowa, chaotyczne myśli – to klucz do sukcesu. Do tego jego wewnętrzna walka o każdy krok i typowa dla niego skrupulatność, gdy wszystko dokładnie rejestruje, by następnie wykorzystać swoją wiedzę… Czuć po prostu dobrze napisaną scenę, ale najważniejsze, że aż bije od niej samym Kakashim. 

 

Neji zagryzł policzek. – Przygryzł. 

 

Na koniec mam tylko wrażenie, że pan Tetsu zgodził się udzielić pomocy może trochę zbyt szybko – najpierw stanowczo i kategorycznie odmówił Nejiemu, ale gdy to Naruto padł przed nim na kolana i zaczął go prosić ze łzami w oczach, mężczyzna nagle zmienił zdanie. Być może chciałaś tym pokazać, jaki impakt ma na innych Naruto (hej, rozmawiamy o bohaterze, który swoją gadką potrafił przekonać do siebie nawet największych antagonistów! #nagatovibe) albo po prostu na tego konkretnego człowieka. W każdym razie nie jest to jakiś duży zarzut, ot, zwykłe spostrzeżenie. Poza tym rozdział czytało mi się wyjątkowo płynnie, Neji już tak nie irytował, nie był tak agresywny i porywczy jak do tej pory, co momentalnie przyczyniło się do lepszego odbioru tej postaci. Z innej strony nijak się ma do jego poprzednich wybuchów, bo na tym etapie nie czuć już, by bohater rozwijał się w stronę, o którą wcześniej bym go podejrzewała [znów: Love Makes You Evil]. To tylko świadczy o tym, że lepiej byłoby go tam chyba nieco utemperować. Mam nadzieję, że dalej pod tym względem będzie już spójniej i  dasz mu pole do popisu, by w końcu użył inteligencji, aniżeli siły.  

 


SZÓSTKA

Na początku tego rozdziału byłam pewna, że znów mamy POV Nejiego, bo po prostu to ono pojawia się najczęściej, ale zaraz przeczytałam, że chłopak wrócił do Konohy. W takim razie za czyimi plecami stoję? Gdybym miała obstawiać, padłoby na Shikamaru (zaczęło się od informacji o jego pracy), ale równie dobrze POV mógłby należeć do któregokolwiek z bohaterów uczestniczących w tej scenie. Nie ma stylizowania mowy pozornie zależnej, jest sucho, padają informacje o robocie do wykonania i… tyle. Dodatkowo chłopcy chyba troszkę zapomnieli, że to, co robią u pana Tetsu, to nie jest weekendowa praca dorywcza, a warunek, dzięki któremu otrzymali jeden ze składników antidotum dla Hinaty. Zaledwie chwilę temu, pod koniec poprzedniego rozdziału, panowała u nich ciężka atmosfera, Naruto padł na kolana i prosił o pomoc, a teraz… No cóż:

 

– Hinata jest fajna. Przyjaźń jest bardzo ważna, a on wzbraniał się przed nią od urodzenia. Chociaż cieszę się, że teraz jest inaczej; w końcu kiedyś zawsze smutniała na jego widok, a teraz? Jest wesoła i radosna! 

– Ty to zawsze potrafisz banalnie określić zaistniałą sytuację. Ale masz poniekąd rację.

– Tak, więzi z innymi zawsze dobrze wpływają na ludzi, chociaż ty przy Temari nie umiesz myśleć racjonalnie. I czasami plącze ci się język. – Naruto wyszczerzył zęby, mrużąc przy tym oczy. Było to błędem, gdyż właśnie w tym momencie Nara przejechał mu pędzlem z białą farbą po twarzy. – Napiętą atmosferę szlag trafił, sama niemal zapomniałam, że Hinata jest bliska śmierci, bo panowie się tak doskonale bawią. Nawet przez chwilę miałam wrażenie, że Naruto cofnął się w rozwoju. Sposób, w jaki się wypowiada, bardziej pasuje do bohatera z pierwszej serii. Ja wiem, że on zawsze patrzył na świat nieco bardziej optymistycznie niż inni, do tego cenił sobie prawdziwą przyjaźń, ale trochę przesadziłaś z jego zdziecinnieniem.


 



Nie, sam nie dałby rady. Neji na czatach z Byakuganem będzie świetnym partnerem. – Nie jestem pewna, czy Kakashi jako doświadczony ninja na pewno chciałby brać na misję akurat Nejiego. Doskonale wie, że chłopak jest tym wszystkim przytłoczony, bo padają słowa: (…) powinien trochę odpocząć psychicznie przed ciężką wyprawą, a teraz i tak by się nie przydał. Nie bez powodu pracujących w służbach członków rodziny ofiary odsuwa się od śledztwa. Poza tym Neji chyba nie jest jedynym członkiem klanu (i posiadaczem Byakugana) pełniącym czynną służbę. Dlaczego Kakashi nie pomyślał o dalszych gałęziach rodu i osobach, które nie mają aż tak silnej relacji z Hinatą? Wiadomym jest, że w tym przypadku emocje zaszkodziłyby misji. Dalej POV Kakashiego jest bardzo przyjemne, zwłaszcza że pojawia się hint i być może Hatake jednak wciąż ma na ubraniach resztki trującego pyłku.

 

(…) pierwszego egzaminu na Chūnina (…)chūnina, bo to nie jest nazwa własna, a po prostu ranga (jak np. szeregowy w wojsku).

 

(…) lecz był gotowy, by umrzeć. – Znacznie lżej brzmiałoby: był gotów umrzeć.

 

Stał na szpitalnym korytarzu, gdzie mógł jedynie patrzeć na pustą ścianę i myśleć nad własną bezsilnością. – Chciałabym jednak zobaczyć wspomniane myśli płynące w głowie Nejiego. Co mi po tej informacji, kiedy podana w taki sposób nie wzbudziła żadnych emocji? Wiem, że nie masz z tym żadnego problemu, bo zaledwie kawałek dalej dostaję już pełnoprawne, soczyste POV z pytaniami retorycznymi, typowym dla Nejiego rozkminianiem i przekleństwami, na które może sobie w głowie pozwolić, więc nie rozumiem, dlaczego momentami jest tak sucho i sztywno.

Najczęściej zdarza ci się to na początku akapitu – najpierw podsuwasz czytelnikowi emocje bohatera, a potem dopiero jakby je dokumentujesz, kiedy w rzeczywistości same dowody w zupełności by wystarczyły. To sprawia, że twój POV wydaje się jeszcze bardziej wybiórczy.

 

– Dziękuję za opiekę nad nią, za twoją wytrwałość i wsparcie, Neji. 

 

Młody Hyūga zmarszczył brwi. – Tak, ja też tu zmarszczyłam brwi. Zaczynam coraz mocniej podejrzewać, że być może jednak celowo robisz z Hiashiego takiego podejrzanie zmiennego typa. Mam szczerą nadzieję, że tak właśnie jest, bo w przeciwnym wypadku byłby to najbardziej chorągiewkowy bohater, o jakim miałam okazję czytać. Jeśli natomiast zmienność Hiashiego stanowi kolejny hint, to już teraz mogę pogratulować wielowątkowości i wielowymiarowości tekstu oraz pomysłu na niego. Niemniej nadal mam wrażenie, że wypadłoby to lepiej, gdyby Hiashi również dostał kilka scen więcej, a jego rozwój i zmienność byłyby solidniej zarysowane, by czytelnik odbierał je w pewnym sensie jako podejrzane, nietypowe, być może jednak napędzane koniecznością skrywania jakiejś tajemnicy, a nie tylko odczapowe, odstające za mocno. Obecnie z Hiashim mam dokładnie ten sam problem co z Nejim – upewniam się, że bohater ma większą rolę do odegrania i celowo jest rozchwiany emocjonalnie, ale tekst podkreśla to za mocno na przestrzeni zbyt małej liczby scen, by wyszło realistycznie, przekonująco.  

 

Widze, Shikamaru, że powróciłeś od Sato. – Widzę. 

 

Pod koniec rozdziału znów przyspieszasz akcję – Hinata weszła w fazę silnych konwulsji i lada chwila może umrzeć, trwa walka z ostatnimi minutami i wszystko zależy od Shizune, która musi skończyć antidotum, ale!, ale!, nie może być za łatwo, bo przeszkadzają jej w tym zawroty głowy. Na ten moment domyślam się, co stanowi tego przyczynę, mimo to niczego nie napisałaś wprost i pozwoliłaś mi samodzielnie ułożyć te puzzle. Tak to już jest u ciebie z tymi hintami, że są przekazywane w delikatny sposób; raczej nimi nie bombardujesz, pojawiają się w optymalnych odstępach. Cieszę się, że nie traktujesz czytelnika jak głupka – nie korzystasz z łatwej, ale nudnej ekspozycji, nie dublujesz ważnych informacji, a te wcale nie są podsunięte mi pod nos, muszę nad nimi trochę pomyśleć! Kończysz wyjątkowo mocnym cliffhangerem, do którego mnie wcześniej nie przyzwyczaiłaś, dlatego też efekt okazał się mocniejszy. Poważnie, aż przeszły mnie ciarki i odruchowo pokiwałam głową z uznaniem.

Jednego tylko cały czas nie rozumiem. Na szali leży życie kilku mieszkańców Wioski Liścia, w tym dziedziczki jednego z ich najważniejszych rodów. Czemu odtrutkę robi Shizune, a nie sama Tsunade? Ta ostatnia zajęta jest śmieszkami nad zalotami Shikamaru i Temari. Cała ta sytuacja wydaje mi się wręcz abstrakcyjna, bo Piąta powinna działać, jak to ma w zwyczaju w sytuacjach kryzysowych. Tona papierków i jakieś mniej ważne sprawy? Tak, obija się i ociąga. Jednak gdy chodziło o życie, to Tsunade zawsze szła do boju jako pierwsza. Ufała Shizune, ale i tak zrobiłaby to sama albo przynajmniej jej pomogała. Wydaje mi się, że to ten sam efekt, który osiagnełaś przy Naruto i Kibie – zbyt silne dążenie do zachowania kanoniczności postaci z anime i mangi… zabiło charakter postaci. Przerysowało go. Moment, gdy Piąta przychodzi trzymać rzucającą się Hinatę, to już gwóźdź do trumny. Hokage jest nie tylko silna. W pierwszej kolejności to przecież najlepszy medyczny ninja! Wykorzystaj to. 


 



PS. W swoim POV Shizune po raz czwarty użyła ingrediencji i teraz już wnioskuję, że bohaterka po prostu bardzo lubi to słowo. 

 


SIÓDEMKA

Przeczesał spocone włosy. – Włosy same w sobie nie mogą się pocić, natomiast głowa już tak. Może jednak przeczesał mokre/wilgotne od potu włosy? Lub przepocone

 

Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do pierwszej sceny – zaserwowałaś nam wartką akcję, podczas której autentycznie skubałam zębami paznokcie. Co tu dużo mówić… Ty wiesz, jak to robić, żeby wciągnąć czytelnika w ten dynamiczny wir wydarzeń. Nie ma miejsca na nudę, to z pewnością!

Lekko zastanawia mnie jednak zachowanie Hanabi. Jeżeli jest wychowana w tak mocno zależnej od tradycji rodzinie, która przykłada dużą wagę do kultury, to nie sądzę, by wpadała przyrodniemu bratu z rana na głowę i zabierała mu kołdrę. Nawet ta wyprawa na lody wydaje się przy tym nieco naciągana. Musisz brać pod uwagę, że to nie jest zwykła rodzina. Oni są ponad naturalne dla wielu z nas zachowania, które w ich przypadku często nie byłyby akceptowane nawet w przypadku najmłodszych. Dla Hyūga priorytetem jest szkolenie i siła, a nie przyziemne sprawy takie jak zabawy czy lody. 

Przy czym to nie tak, że sama scena z lodami jest zła, bo nierealistyczna. Neji, już dość długo obcując z rówieśnikami i wraz z nimi – ba! z samą Hinatą! – korzystając z takich rozrywek, na przykład chodząc po treningu na ramen, mógł zdążyć poznać, że takie małe przyjemności faktycznie dają radość, w tych trudnych okolicznościach mógłby więc je uznać za właściwe jeśli nie nie dla siebie, to chociaż dla Hanabi. Nie ma nic złego w tym, że chciałby, by dziewczynka także mogła ich doświadczyć. Tutaj miałaś pole do popisu, by ukazać, że dla nij nie jest to zwykła codzienność; młoda mogłaby być bardziej zdziwiona, może niepewna, czy w ogóle powinna wybierać się gdzieś z Nejim, gdy Hinata leży w szpitalu, a Hiashi to właśnie od młodej może teraz czegoś oczekiwać. Dzięki temu mogłabyś też potencjalnym czytelnikom nieznającym tak dobrze serii ukazać, w jakich warunkach wychowywani są członkowie klanu Hyūga i że Neji, choć cały czas przemawiają przez niego wartości rodziny, w swojej świadomości dostrzega błędy Hiashiego i być może chciałby Hanabi ten ciężki czas ułatwić. Może chciałby spędzić z młodą czas tak, jak chciałaby go spędzić z nią Hinata…? Może Neji mógłby zaopiekować się Hanabi, bo Hinaty zabrakło? To wszystko mogłoby bić właśnie z jego POV. Masz tutaj ogromne pole do popisu, ale by je wykorzystać – znów – potrzebne ci będą odpowiednio zbudowane podwaliny, czyli pozornie normalne sceny dziejące się między tą trójką przed akcją właściwą, a więc atakiem na Hinatę. Bez nich ta relacja rodzinna wydaje się raczej płytka i jednostronna. Na dobrą sprawę teraz nawet nie wiem, czy Hinata i Hanabi są tu głównymi postaciami, czy tylko jakimiś drugoplanowymi, prowadzonymi po to, by Neji miał coś do roboty.

 

(…) spoglądając na leżącą na białej poduszce Hinatę. – Czy ta informacja jest znów taka ważna? Poza tym, jeśli mowa o szpitalnym łóżku i poszewkach, podświadomie wyobrażamy sobie właśnie kolor biały – widok ten serwowały nam seriale czy filmy medyczne. 

Pamiętaj, że wszelkie określenia miejsca akcji, w tym rekwizytów scenicznych w przypadku narracji personalnej mogą, a nawet powinny wychodzić od postaci prowadzącej scenę. Neji nie będzie określał poduszki jako, ot, białej, prawdopodobnie nawet nie zwróciłby na nią uwagi, chyba że właśnie odbiegałaby od normy. Neji mógłby na przykład poczuć, że pachnie świeżym praniem, a jej wręcz śnieżna biel aż rzuca się w oczy, co znaczyłoby, że Hinata ma zapewnioną opiekę na najwyższym poziomie. A może bohater zapatrzyłby się w tę poduszkę, bo coś by sobie przypomniał? Kombinuj! Masz mi coś do przekazania o miejscu akcji? Przesiej to przez sitko, którym jest świadomość Nejiego!

 

Oby nie miała zaników pamięci albo jakichś innych komplikacji. Mieć komplikacje brzmi po prostu średnio, a o komplikacjach mówi się zazwyczaj w znaczeniu wystąpiły/nastąpiły. Proponuję inne skutki uboczne, ewentualnie powikłania

I czemu akurat zaniki pamięci przyszły Nejiemu na myśl? Przecież Hinata nie uderzyła się w głowę, a niedotlenienie było bardzo krótkie; sam Neji też nie jest specjalistą z dziedziny medycyny, by analizować coś, co nie wydawałoby się logiczne przeciętnemu Kowalskiemu. Tymczasem logicznie rozumujący człowiek podejrzewałby prędzej zaburzenia motoryczne po napadach Hinaty lub problemy organów wewnętrznych po długotrwałym leżeniu i zatruciu. 

 

– Tak, wiem, ale powiedziałam, że strasznie źle się czuję i dzisiaj nie dam rady przyjść. Lee poszedł z Shino. Lecz tak naprawdę, to chciałam z tobą porozmawiać, Neji. // Okłamała Tsunade. To nie wróżyło nic dobrego. – Oho… Mam bardzo złe przeczucia co do takiej postawy i wcale nie chodzi mi o kwestię fabularną. Malujący się tu obraz nie przypomina pierwowzoru – odpowiedzialnej Tenten, która nie oszukałaby samej Hokage, aby nie uczestniczyć w misji i móc porozmawiać z Nejim. Dalej dziewczyna w mało subtelny sposób daje znać, że ewidentnie jest zazdrosna o Hinatę, a ja nie umiem wyzbyć się ciarek zażenowania. Kiedy spotkała się ze stanowczą odmową ze strony Nejiego, stwierdziła:

– Jeszcze tego pożałujesz – wyszeptała do siebie. Chyba miał tego nie usłyszeć.

Mściwa i podła Tenten? Czy na pewno myślimy o tej samej postaci? Przez większość fabuły mangi dziewczyna była nieco głupawa i mało rozgarnięta, ale nie wykazywała nawet grama zawiści. 

 

Coraz bardziej ciekawi mnie wątek podejrzanego zachowania Hiashiego – teraz już mam pewność, że chcesz nakierować czytelnika na to, że mężczyzna zdecydowanie ma jakiś ukryty cel i jego wcześniejsze zmienne decyzje wcale nie były podyktowane wątpliwej jakości kreacją postaci, a za tym wszystkim kryje się coś grubszego.

 

Czy mu się wydawało, czy głos Shizune drżał? // Rozejrzał się po pokoju. – Podmioty.

 

Z pewnością zauważyłaś, że z rozdziału na rozdział mam coraz mniej zastrzeżeń i są to najczęściej jakieś drobiazgi. Wynika to z tego, że bohaterowie powrócili do normy (może poza Tenten, bo akurat ona jest ewidentnie z innego uniwersum…), akcja niesamowicie mnie wciągnęła, a wątki kryminalne zachęciły rozważań. Wniosek? Bardzo dobrze się bawię podczas czytania. Tylko jeszcze nieszczęsne POV Nejiego mogłoby jawić się jako bardziej indywidualne, bardziej jego – wtedy to w ogóle byłoby miodzio.


 

ÓSEMKA

Co może znaczyć ta cholerna data? – Mogła, bo czas przeszły. Chyba że są to myśli – wtedy kursywą, czyli zgodnie z formatowaniem, które stosujesz na blogu.

 

Miał nadzieję, że jego wspomnienia są niepełne, że coś pomylił. – Nadzieję? Czemu miałby liczyć na to, że umykają mu jakieś informacje? A może chodziło o miał wrażenie?

 

Spójrz, ile w tym akapicie nagromadziło się czasowników w czasie teraźniejszym:

Miał nadzieję, że jego wspomnienia niepełne, że coś pomylił. Może szukanie tej daty nie było konieczne? Może naprawdę to nic nie znaczy? Przystąpił do skłonów, by potem przejść do przysiadów. A gdyby tak podpytać członków klanu? Nie. To głupi pomysł. Od razu by się rozeszło, że węszy, a Hiashi mógłby nie być zadowolony.

Niedopatrzenie czy celowy zabieg? Nie czuję tego. W pierwszym zdaniu na pewno chciałaś uniknąć powtórzenia: były niepełne/było konieczne, no i okej – zdanie jest złożone, a zgodnie z [poradą PWN] w jego obrębie czas może ulec zmianie. Gdybyś napisała, że wspomnienia Nejiego były niepełne, czytelnik mógłby pomyśleć, że obecnie już takie nie są, w tym momencie coś się zmieniło. Takie uroki języka polskiego, że nie mamy w nim czasu zaprzeszłego. Niemniej potem w kolejnych zdaniach powinnaś była już wrócić do głównego czasu narracji, a więc przeszłego. Za zbędną niekonsekwencję uznałabym wszystkie zdania pojedyncze padające wokół innych, zapisanych w czasie przeszłym, na przykład: Może szukanie tej daty nie było konieczne? Może naprawdę to nic nie znaczy? Przystąpił do skłonów, by potem przejść do przysiadów. Tam ewidentnie powinnaś zastosować czas przeszły lub skorzystać z kursywy.

 

Zaskoczyło mnie, że użyłaś angielskiego imienia Guy, choć w tekście do tej pory stosowałaś japońskie zamienniki (np. dla nazw leków). Faktycznie, jego imię brzmiało Might Guy, czyli po prostu potężny facet, ale japoński zapis to マイト ガイ. Katakaną, ponieważ słowa pochodzą z języka obcego, a wtedy rōmaji będzie wyglądać: ma-i-to ga-i. Mimo wszystko lepiej trzymać się oryginału i nie wrzucać w tekst kolejnych zapożyczeń. 

 

Nie spojrzała ani razu, nie odezwała się, nie porozmawiała. – Na co/na kogo nie spojrzała? Na Nejiego? Domyślam się, że tak, ale ta wzmianka wygląda na urwaną. Tym razem jego myśli brzmią dość… poetycko. To dziwne, bo przecież wcześniej zdarzało mu się rzucać kurwami; na ogół stylizacja tego bohatera zmieniała się w zależności od sceny. Okej, ludzie także myślą różnie w zależności od wszelakich sytuacji, ale tu jednak byłoby lepiej, gdyby Neji miał bardziej unormowane POV, by takie zdania nie wywoływały w czytelniku poczucia dysonansu. 

 

Po scenie z walkami treningowymi coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że twoja Tenten jest… dziwna. Poprzednio zapowiedziała zemstę na Nejim (w sumie nie wiadomo za co, nie miał czasu i ochoty z nią gadać?), teraz nagle zastosowała nowy styl walki, który ostatecznie nie przyniósł jej wygranej, a na koniec zapłonęła w niej dziwna namiętność i usiadła okrakiem na Nejim, żeby…? Nie mam pojęcia po co. Serio, jak na razie to jest najgorzej poprowadzona postać, bo niby wiem, że podoba jej się przyjaciel z drużyny i główny bohater opowiadania, ale jednak Tenten nie była jakąś głupiutką dziewuchą (a bynajmniej nie w anime), która w ten sposób przyjęłaby odrzucenie. Wysnułabym nawet śmiałą teorię, że ani razu nie pokazała zainteresowania płcią przeciwną czy swoją, a skupiała się głównie na trenowaniu i wioskowym życiu. Czytanie o takiej Tenten, która notabene już w oryginalnej serii została mocno skrzywdzona przez autora, nie sprawia mi przyjemności, a wręcz budzi negatywne emocje. Nie wiem, może chciałaś z niej zrobić miłosnego antagonistę? Wyszło niesmacznie.

Sytuacja wygląda nieco inaczej w przypadku Shizune. Zachowałaś jej kanoniczną osobowość i z ogromną chęcią śledzę – dość kłopotliwe – losy. Wszystko samo się broni, niczego nie musisz tłumaczyć, a hinty tylko dodają smaku.

 

Wyszła, wracając po chwili z odpowiednią teczką. – Shizune nie mogła w tym samym czasie wyjść i wrócić (nawet z dopiskiem po chwili). Pamiętajmy, że czynności wprowadzone jednocześnie przez czasownik i imiesłów współczesny dzieją się w czasie 1:1.

 

Mimo ogromnego zmęczenia, po dwóch godzinach leżenia w łóżku Shizune nie mogła zasnąć. Przekręcała się z boku na bok, wtulając twarz w poduszkę. Już nie była rozdarta wewnętrznie. Była spokojna. Tak cholernie spokojna, że nawet ją samą to przerażało. – To się trochę wyklucza, bo z jednej strony Shizune przejawia sygnały stresowe, że coś jej leży na sercu i nie może się odprężyć, aby w końcu zasnąć, a z drugiej piszesz, że jednak była już spokojna. Ktoś tu próbuje mnie okłamać…

 

Dzień był wietrzny, lecz słoneczny. – Kłujący w oczy rym.

Aż mi się przypomina pewien cytat… Najgorszy jest wiatr. Bo kiedy jest zimno, a nie ma wiatru, to jest ciepło. A jak jest ciepło, ale jest wiatr, to jest zimno! O!

 

Po kolejnej scenie w bibliotece uderzyło mnie coś jeszcze – to już ósmy rozdział i opowiadanie miało traktować o romansie Nejiego i Hinaty, a jednak razem pojawili się oni tylko w pierwszym rozdziale. W ciągu pozostałych faktycznie Neji spędzał czas z kuzynką… tyle że niewłaściwą, bo z Hanabi. Naprawdę nie chcę się cofać i liczyć, ile mieli oni wspólnych scen (które samoistnie prowadziły do pozytywnego rozwoju ich relacji), a było tego sporo. Bohaterowie ewidentnie się lubią, dobrze czują w swoim towarzystwie, przez co czasem zapominam, że to Hinata ma tu stanowić najjaśniejsze światełko dla Nejiego. Budzi się dopiero w tym rozdziale, ale mimowolnie czuję, że to strasznie późno i szczerze żałuję, że tak niewiele zostało tekstu, aby lepiej poznać jej perspektywę.

 

Gdy weszli i stanęli przy łóżku, Hanabi rzekła (...). – Raczej nie stylizowałaś wcześniej języka Nejiego ani narratora w ten sposób, więc wystarczyłoby zwykłe powiedziała/stwierdziła

 

Scena w szpitalu jest bardzo dobra, kompletnie mnie pochłonęła i do ostatniej linijki czytałam z zapartym tchem. Na koniec jeszcze przyspieszyłaś, rzucając kilka wskazówek odnośnie do grupy krwi Hyūga. Coś tak czułam, że to wokół tego będzie krążyć zagadka tajemniczego kodu znalezionego w gabinecie Tsunade. Jedyne, co mnie tu zdeprymowało, to czemu odpowiedzialny, mądry i zaradny Neji w pierwszej kolejności po wybudzeniu się Hinaty z długiej, problematycznej śpiączki, w czasie której mało nie wyzionęła ducha, gada o głupotkach, a nie wzywa medyka? 

 

Przemierzając tereny Kraju Dźwięku, Kakashi zachwycał się jego urodą. Piękne łąki, lasy, ryżowe pola uprawne i błękitna tafla wody jezior zachwycały oko. – Powtórzenie.

 

(…) jakby w jego żyłach płynął lód.// Był przystosowany do życia w samotności (…). – Podmioty.

 

Podoba mi się to, że Neji w dalszym ciągu nie odpuszcza – w wolnych chwilach buszuje w rodowej bibliotece, próbując znaleźć informacje, które zwrócą jego uwagę i pomogą rozwiązać zagadkę. Chłopak czuje, że ewidentnie coś jest na rzeczy. Dobrze, z zaciętością mu do twarzy.

No i uwielbiam Temari i Shikamaru. Od zawsze na zawsze!

 

– Nie, Neji – przerwał – czuję do niej to, co ty.  Po prostu jest moją przyjaciółką. Siostrą. – Och, jakie to zdanie jest wymowne! Kwintesencja uczuć Nejiego! Ale szanuję za odwagę. 


 


 

DZIEWIĄTKA

– Apsik! – kichnął Neji, gdy starty przed chwilą z księgi kurz wkradł się mu do nosa. 

Cholera, czy tutaj nikt nie sprzątał? Jak można było cokolwiek znaleźć, żeby się nie pochorować? Przetarł nos brzegiem dłoni (…). – Podmioty. Może: (…) gdy poczuł wkradający się do nosa kurz, starty przed chwilą z księgi.

 

Od siedzenia drugą godzinę oraz schylania się do półek z tomiszczami bolały go plecy. – Nie sądzę, by wojownika wprawionego w boju, który dziennie poświęca jakieś abstrakcyjne ilości godzin na trening, bolały plecy od schylania się po książki. Dwie linijki dalej piszesz: ciało domagało się odrobiny adrenaliny i potu. No to jak z tym jego zmęczeniem? 

 

Ostatnia dana to grupa krwi. Coś było z nimi nie tak. – Nią. 

 

Skrzywił się, gdy usłyszał miauknięcie kota siedzącego w środku. Przewrócił oczami. Pieprzony supersłuch. – Nie sądzę też, by supersłuch był potrzebny, by usłyszeć kota w śmietniku, który właśnie kopnął. Może podkreślić, że ten dźwięk był dla niego bardzo drażniący, wręcz może nawet bolesny? 

 

Dobrze. Ostatnio pokonałam Lee w sparingu. / Ona? Lee? Kibie ciężko było w to uwierzyć. Lee był szybszy, technika Tenten sprawdzała się bardziej w ataku na dystans. – Sparing to po prostu walka treningowa. Można ją interpretować również jako walkę przy użyciu ninjutsu i wtedy Tenten mogłaby pokonać Lee. 

 

Absolutnie pochłonęło mnie POV Kiby, w którym znakomicie czuć jego wzburzenie, ale również znajomy, czasem nazbyt prostacki i cięty język. Tak naprawdę niczego nie podajesz mi wprost, a jednak naturalnym strumieniem myśli bohatera przypominasz, na co Kiba się zdenerwował. Wyszło ci to płynnie, nic nie razi w oczy. Problem pojawia się tuż po wkroczeniu na scenę Tenten. Znów: jej postawa z perspektywy chłopaka jest opisana tak, że mogę się tylko wszystkiego domyślać (i to mi się bardzo podoba), a jednak piszesz:

Na twarz dziewczyny powoli wkroczył uśmiech. Dziwne – oczy pozostały zimne. – Tymczasem ja wciąż mam mieszane uczucia odnośnie do tego jej wysublimowanego planu zemszczenia się na Nejim. No bo bądźmy szczerzy, mocno czuć w powietrzu złowrogą aurę. Tylko czy w wykonaniu Tenten nie wypada to po prostu śmiesznie? Do tego przez większą część fabuły kreujesz Kibę na wiejskiego głupka. Nie sądzę, żeby chłopak zdolny był do tego typu interpretacji samopoczucia Tenten. Odnoszę wrażenie, że bardziej pasowałoby stwierdzenie: Tenten dziwnie się szczerzy, jakby miała zaraz ugryźć. 

 

Kibie wydało się, że wymówiła te słowa z jakąś szaleńczą ekscytacją. – Yup, miałam dokładnie to samo wrażenie… Ostatecznie ta ich dziwna rozmowa, wyglądająca bardziej jak gierka strategiczna, wypadła całkiem nieźle. Podobał mi się taki Kiba, który próbował wykombinować, jak tu podejść Tenten i dowiedzieć się czegoś o Hinacie, a nawet i ona – odwracająca kota ogonem. Po ich wspólnej scenie pomyślałam, że być może taka po-prostu-zakochana Tenten jest niegroźna i jeśli tylko chce dowiedzieć się, w jaki sposób poderwać Nejiego, to jestem skłonna w nią uwierzyć. Mam jedynie nadzieję, że nie będzie się dalej bawić w Dundersztyca.

 

Niesamowicie podoba mi się fragment, w którym Shikamaru podkreśla, że Temari i wszyscy z Suny ładnie pachną. Takie niby nic, ale idealnie odwzorowuje drobiazgowość chłopaka. 

 

Shikamaru sięgnął do pustej kieszeni i wywrócił ją na lewą stronę. Jęknął. Sądził, że mają wystarczającą ilość prowiantu na drogę i nie wziął pieniędzy. Temari przewróciła oczami. – A to akurat bardzo dziwne, bo już na tamten czas Shikamaru był całkiem niezłym strategiem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której źle przeliczyłby coś tak trywialnego jak ilość prowiantu na drogę. Powinien dokładnie wiedzieć, jaka odległość dzieli go od Suny. Wody też nie powinno mu było zabraknąć. Może jednak warto rozważyć zmianę i – na przykład – wtrącić, że to Temari wypiła więcej wody, niż początkowo zakładał? Nie ma sensu go ogłupiać.

 

Westchnął. Wpatrzył się w jakiś punkt za oknem. Próbował wyglądać na myśliciela czy co? Miał na to trochę za mało lat… – To komentarz Shikamaru (o Gaarze) jest strasznie dziecinny. Brzmi jak POV Kiby. Przecież Nara znał Gaarę, wiedział, w jaki sposób został Kazekage, a do tego za jego rządów doszło do porozumienia między Suną a Konohą. Naprawdę nie rozumiem, skąd w Shikamaru ta idiotyczna zgryźliwość. Przełknęłabym to, gdybym czytała POV przykładowo takiego Sasuke, który od zawsze nie przepadał za Gaarą, dodatkowo nie miał czasu, aby go lepiej poznać. W przypadku Shikamaru to nie ma sensu!

 

I skąd, do diaska, Gaara wiedział, że chodzi o Kakashiego?. – O proszę, jednak Shikamaru jest zaskoczony obyciem Gaary? Doprawdy, dziwne…

 

Nie były one wysokie, ale znajdowało się ich sporo. – Dziwnie również brzmi to zdanie bez określenia miejsca, gdzie znajdowały się regały. 

 

Wyciągnął kilka tomów o obiecujących nazwach jak Historia: Uchiha, Hyūga, Aburame i Akimichi czy Hyūga kiedyś i dziś – o sile władców Byakugana. Przejrzał też parę innych i te najbardziej obiecujące zabrał ze sobą do stolika.

 

Rośliny wykorzystywane w eliksirach leczniczych: zbiór dla zaawansowanych. 

– Nie no, ja… chciałam się poduczyć. Nigdy nie wiesz, co może przydać się w czasie misji. – Uśmiechnęła się nerwowo. // Ta, jasne. – Ciężko mi znaleźć powód, przez który Neji nie uwierzył Tenten. Wszystko się zgadzało – dziewczyna była w bibliotece, a pod pachą trzymała książkę o leczniczych wywarach. Dlaczego Neji pomyślał z takim sarkazmem? Co właściwie go nie przekonało? 

W tej scenie pierwszy raz jest mi szkoda Tenten – tym razem nie zrobiła niczego głupiego, zachowywała się wręcz podręcznikowo i zagaiła, bo chciała przedyskutować jakiś pomysł, a Neji ją po prostu… olał. To już nie chodzi o to, że dostrzegł jej zauroczenie czy coś i się przestraszył, on po prostu ma wszystkich gdzieś, a wyjątkiem jest Hinata. Dopiero teraz do mnie dotarło, jak bardzo jest zafiksowany na jej punkcie. Równie dobrze inni mieszkańcy wioski mogliby nie istnieć. 

Dzięki tej scenie teraz już wiem, praktycznie jestem pewna, co chciałaś mi przez ten cały czas pokazać. Neji nie jest czarno-białą postacią, ma swoje pozytywne, ale i negatywne strony, jest wielobarwny i można odbierać go różnie. Jego obsesja na punkcie Hinaty dla niektórych będzie oceniana jako romantyczna i stanowiła powód do kibicowania bohaterowi, a w oczach innych może wyglądać jak szereg red flagów, na myśl o których chciałoby się aż ostrzec samą Hinatę. Jednak dopiero teraz, gdy widzę, jak Neji traktuje Tenten, ma to dla mnie bardzo dużo sensu i naprawdę świetnie, że wychodzi na światło dzienne we właśnie takim momencie, gdy Hinata jest już przytomna. Z zapartym tchem chce się śledzić dalsze losy tej dwójki, a przede wszystkim Nejiego, który może chcieć poświęcić bardzo dużo, jak nie wszystko, by związać się z tą bohaterką oraz odkryć tajemnice jej przeszłości (na tym etapie podejrzewam, że być może okaże się, iż Hinata wcale nie jest kuzynką Nejiego, więc bohater będzie miał zielone światło, by zacieśnić z nią relację). I wiesz, tak czy siak rozchwianie Nejiego wyszłoby na jaw teraz, nawet jeśli bohater nie przegiąłby w gabinecie Tsunade czy nie przywaliłby Naruto praktycznie za nic (niemniej tam mógłby już wizualizować sobie to uderzenie – samo w sobie stanowiłoby to subtelny dowód rozwoju). Na mocne rzeczy przychodzi czas dopiero teraz lub przyjdzie on później – wszak napięcie ma rosnąć, a postać rozwijać. Nie było sensu, by z Nejiego robić szaleńca na tamtym etapie fabuły, wtedy wydawało się to dziwne i niczym nieumotywowane, ale sceny o podobnym ładunku emocjonalnym byłabym w stanie kupić za chwilę, gdy kolejne coraz mniej subtelne hinty o zafiksowaniu Nejiego wyszłyby na jaw. W drugą stronę to nie działa, bo mamy bohatera, który raz jest zafiksowany, raz względnie normalny, rozsądny i spokojny, potem znów zafiksowany, potem znowu normalny i dopiero trochę niepokojący – jak w ostatniej scenie w bibliotece. 

 

Rozczochrana, spocona i piękna. – Tu pasowałyby mi wręcz histeryczne myśli Nejiego, bo przecież jak jest przepocona, to może mieć gorączkę! Mógłby dotknąć jej czoła i zatrzymać rękę na dłużej. Wtedy nie tylko byś pisała, że zależy mu na Hinacie inaczej, ale też byś to pokazała. 


 

DZIESIĄTKA

Tak, Tenten to dobry pomysł. Przygotuję faktury. – Nie jestem przekonana co do istnienia faktur w uniwersum „Naruto”. To stwierdzenie przewinęło się kilkukrotnie w tym rozdziale i za każdym razem jakoś bardzo mi nie pasuje. Może po prostu dokumenty? Albo rozliczenia?

 

Podeszła do szafki i otworzyła zamek swoim kluczem. – Zbędne. 

 

No dobrze, po czasie muszę stwierdzić, że jednak podoba mi się wątek Tenten. Odchodzi ona od kanonu dość mocno, jednak wykreowałaś ją wiarygodnie, postać ma logiczne motywy, jej zachowania również nie są bezpodstawne. Początkowo bolało mnie nieco odejście od pierwowzoru, jednak im dalej w fabułę, tym bardziej zaczynam wierzyć w twoją Tenten, która wreszcie ma mocniej zarysowany charakter! Nie to co w mandze. Mam nadzieję, że jej wątek ciekawie się rozwinie. 

 

Czuł nieprzyjemny zapach potu i krople spływające po jego nagim torsie. – Skoro piszesz POV Nejiego, to ten nagi tors wydaje się nie na miejscu. 


 



Jednocześnie kilka zdań dalej udaje ci się świetnie oddać emocje Nejiego i to, jak martwi się o Hinatę. Coraz lepiej oddajesz towarzyszące mu emocje, które są dla niego nowe, musi się z nimi zmierzyć w zupełnej samotności, kompletnie nie mając w tej kwestii żadnych doświadczeń. Na tym etapie nic dziwnego, że Neji, gdy chodzi o kuzynkę, zachowuje się instynktownie. Dopiero teraz bohater nabiera kolorytu. Jego ciąg myślowy jest nieco chaotyczny, a POV w tej scenie idealnie pasuje do przejętego i zagubionego nastolatka, który nie bardzo wie, jak się zachować. Nareszcie!

 

Seria uderzeń podbijała worek w zastraszającym tempie. Ledwo było go widać. Neji szybko łapał oddech, lecz nacierał coraz prędzej. Czy głowa mogła wybuchnąć od natłoku myśli? 

– Jūkenpō Ichigekishin! 

Fala czakry zmiotła zerwany z łańcucha worek prosto w okno. Kawałki szkła rozsypały się po sali, zostawiając podłużne rozcięcia na policzku i ręce. 

Neji starł krew z twarzy wierzchem dłoni. 

 

Scena treningu była świetna. Wartka, pozostawiła wiele pola mojej wyobraźni. Ten fragment idealnie obrazuje, że nie wszystko trzeba opisywać, a jednocześnie obraz potrafi wyraźnie stanąć czytelnikowi przed oczami. 

 

Dla pewności włączył Byakugana i sprawdzał, czy aby Tenten nie ma zamiaru wrócić. – A to natomiast brzmi karykaturalnie. Z tego, co pamiętam, to w polskim tłumaczeniu używano słowa aktywować, co i tak brzmiało nie tak, jak powinno, bo na myśl przychodzi moc Power Rangersa, a nie użycie klanowej umiejętności. Lepiej wyglądałoby użył Byakugana czy rozejrzał się po okolicy z pomocą Byakugana. W twojej wersji Neji wychodzi na Robocopa. 

Cieszę się jednak, że bohater ten nie zatracił swoich typowych cech, jak konkretność w działaniach. Po znalezieniu pamiętnika Tenten, po prostu go odkłada, bo nie interesuje go zawartość. Tylko jego i Shikamaru posądziłabym o takie zachowanie. Gdyby Neji zajrzał do prywatnych notatek koleżanki, to musiałabym w niego zwątpić. 

 

Tylko tyle zostało mu do odkrycia prawdy. – Stwierdzenie, że zostały mu dwa dni do odkrycia prawdy, sugeruje, że za dwa dni na pewno rozwiąże tę tajemnicę. Chyba chodziło „na odkrycie prawdy”, co buduje nieco więcej napięcia. 

 

Cóż, poprawili się, jednakże nadal byli za nim daleko w tyle. – „Daleko w tyle” lub „daleko za nim”. Po połączeniu wychodzi pleonazm. 

 

W ogóle okazało się, że cała treść już za mną (cholera, tak szybko?!), więc myślę, że to czas, aby przejść do podsumowania.


 

 

PODSUMOWANIE

Na początek zaczniemy od bohaterów, bo to oni stanowią najważniejszy element powieści. Wiemy, że chciałaś trzymać się ich kanonicznych charakterów, ale z tym bywało różnie. 


Może najpierw te przyjemniejsze postaci

 

Nie da się ukryć, że naszą faworytką, jeśli chodzi o najlepiej wykreowaną postać, pozostaje Shizune. Jej wątek wydaje się prosty, potencjalnie łatwy do przewidzenia, ale jest po prostu ludzki i bardzo naturalny. Kobieta mierzyła się z dojrzałymi problemami ewentualnego samotnego macierzyństwa, a przez większość rozdziałów biła się z myślami, czy oraz w jaki sposób wyjawić prawdę Kakashiemu. Dodatkowo jej zachowania idealnie odzwierciedlały momentami roztrzepaną, ale zawsze sumienną i wrażliwą Shizune z oryginalnej serii. Cieszymy się, że postawiłaś akurat na tę bohaterkę, wykorzystują maksymalny jej potencjał, czego – stety-niestety – anime nam nie zapewniło.


I jak nie mamy zastrzeżeń w jej przypadku, tak podobnie sprawa wygląda w przypadku Kakashiego, który choć miał nieco odmienne cele, bo jednak dążył do sprawowania jak najlepszej służby, to zakiełkowała w nim świeża myśl o byciu ojcem. On również się bał, nie wiedząc, czy podoła, ostatecznie jednak postanowił zmierzyć się ze wszystkimi wyzwaniami i próbował pogodzić życie osobiste z zawodowym, a jednocześnie pozostał właśnie tym bohaterem, którego pokochali fani fandomu. 


Wspomniana dwójka zdecydowanie się dopełnia i choć między nimi nie zaznałam namiętności, to wierzymy w tę parę wystraszonych ludzi, przed którymi stanęło nowe i zdecydowanie trudne wyzwanie. Jedyne, czego właściwie nam zabrakło, to tego uczucia między nimi. Ich relacja wydaje się albo dość świeża, albo już przebrzmiała – do zbliżenia między bohaterami doszło poza kadrem jeszcze przed rozpoczęciem fabuły opowiadania. Być może po tamtym razie Shizune i Kakashi oddalili się od siebie, w okolicy rozdziału czwartego w swoich partiach narracyjnych kobieta wydaje się myśleć o swoim partnerze raczej dość chłodno. Gdzieś bodajże Tsunade wspominała, że bohaterowie się pokłócili; czy chodziło o zerwanie, czy raczej któreś z nich wysunęło propozycję, by przez jakiś czas ukrywać związek? Żadne z nich nie ma co do tego powodu, więc czemu mieliby to robić? Chętnie przeczytałybyśmy scenę, która wyjaśnia tę kwestię, a jednocześnie, która pokazałaby nam istniejące, silne uczucie między tą dwójką. Bo aktualnie mamy wprawdzie ciążę i przerażonych, młodych rodziców, co sugeruje, jakoby dziecko było wpadką – pamiątką po nieplanowanym zbliżeniu pod wpływem – a nie wynikało z uczucia. 


Kiba również okazał się sobą, tak po prostu. Jego POV było wyjątkowo przyjemne, szybko się denerwował, ale też próbował zgrywać cwaniaka, kiedy to ostatecznie sam został ograny (przez Tenten), o czym zresztą nie miał pojęcia. Zauroczyła nas jego szczerość, kiedy to przyznał, że martwi się o Hinatę, bo jest dla niego jak siostra. I totalnie mu uwierzyłyśmy! Fajnie, że nie zapomniałaś o Akamaru oraz ich silnej relacji, psiaka nigdy nie zabrakło w scenach z udziałem Kiby. Widziałyśmy więź, która ich łączy. Kiba stanowi również idealny przykład tego, że nie każdy z wiekiem dojrzewa, niektórzy jedynie rosną. Nawet jego zainteresowanie kobietami ostatecznie wydaje się naturalne, bo w każdej grupie znajdzie się zazwyczaj jakiś zapaleniec w tematach damsko-męskich. Zawsze, gdy czytałyśmy o Kibie, to stał nam przed oczami w całej swojej okazałości, wraz z jego głupkowatym uśmiechem. 


Być może tu cię zaskoczymy, ale uważamy, że niewinnym promyczkiem tego opowiadania jest…. Hanabi. Dziewczynka odznaczała się miłością i przywiązaniem do starszej siostry, zawsze była pomocna, nie owijała w bawełnę, a jej oddanie rodzinie zdecydowanie chwyciło mnie za serce. Gdy tylko pojawiała się u boku Nejiego, czytało mi się jakoś przyjemniej. A wracając do poruszonego przeze nas wcześniej wątku tej dwójki – podobało nam się, jak w dziewiątym rozdziale zaznaczyłaś różnicę pomiędzy relacją Nejiego i Hinaty a Nejiego i Hanabi. Trochę na to czekałyśmy, ale było warto. Chłopak podkreślił, że traktował młodszą bardziej jak rodzoną siostrę, stawiając sprawę jasno – z tego nie będzie romansu. W przypadku Hanabi miałaś całkiem duże pole do popisu, bo jest to postać jedynie pobocznie zarysowana w mandze. Dzięki temu sama mogłaś jej stworzyć odpowiedni charakter i zmyślnie przemycić go do fabuły, co właściwie robisz, ale… chcemy więcej Hanabi!


Tenten to zdecydowanie czarna owca, bo niby na tle bezimiennych, tajemniczych trucicieli, a jednak odniosłyśmy wrażenie, że to właśnie ona jest takim głównym złodupcem, antagonistą. Nie przeszkadza nam jej fanatyczne zauroczenie Nejim (nawet się trochę dziwiłam, że nie było takiego wątku w anime), a jednak sposób, w jaki próbuje zdobyć jego atencję, trochę nas bawi. Z innej strony jest nam jej po prostu szkoda, bo wszyscy ją spławiają i chyba mają za idiotkę. Odnosiłyśmy wrażenie, że w pewnym momencie stała się ona takim opkowym popychadłem, które w końcu chce się zemścić. Mamy tylko nadzieję, że gdy do tego dojdzie, okaże się, że nie jest wcale taka głupia. 


Niemniej Tenten i wątek jej zazdrości o Nejiego, choć interesujący i realistyczny sam w sobie, budzi w nas pewne wątpliwości. Bohaterka, w anime raczej pomijana, jako nastolatka może mieć problemy z tym, że jest zakochana w kimś, kto się nią nie interesuje. No i może mieć problemy ze swoimi emocjami. Świetnie, że próbujesz ją taką ukazać, ale do pewnego momentu może nie wychodzić to zręcznie, przez co zamiast odbierać Tenten jako dziewczynę wpierw wycofaną, która pod wpływem zachowania Nejiegho zmienia się i rozwija na planie fabuły, wpierw odbierałyśmy jako odstającą od normy, zwyczajnie dziwną. Tak – dokładnie tak samo jak Hiashiego i Nejiego do pewnego momentu uważałyśmy za szalonych, niekonsekwentnych. Sam pomysł na kreację nie jest zły, ale wygląda na nie do końca przemyślany, głównie przez brak scen. Tenten pojawia się w rozdziale drugim, potem nie ma jej wcale, i wraca dopiero w siódmym, już zachowując się strasznie podejrzanie, czasem nawet karykaturalnie. Nie zrozum nas źle – to nie tak, że jej miłosne problemy są zbyt niedojrzałe i fogle; są po prostu rozgrywane w tekście za szybko i na zbyt małej przestrzeni tekstu, dlatego wpierw znacznie trudniej traktować je poważnie. 

Przeciwieństwem Tenten, której nadałaś konkretny charakter,  a z którego zdawać by się mogło, że ograbiło ją anime, jest Hinata. O niej, niestety, z twojego tekstu nie dowiadujemy się zbyt wiele. Przez większość czasu leżała nieprzytomna w szpitalu, a głównie czytałyśmy o niej w akapitach oddających perspektywę Nejiego, który ewidentnie patrzył na nią przez różowe okulary. Ciężko nam więc określić nie tylko, co dziewczyna tak naprawdę czuje do kuzyna czy pozostałych znajomych, ale i co ogólnie sobą ona reprezentuje. Jaki ma charakter? Kim jest? Gdybyśmy nie znały jej z anime, nie byłybyśmy w stanie powiedzieć na jej temat praktycznie nic. Także jej cele i marzenia pozostają dla nas obce (wiemy tylko, że bohaterka lubi fioletowe róże i kryminały z wątkiem romantycznym, ale to też zdradził nam Neji…). Naprawdę z tego powodu ubolewamy. Być może jednak POV Hinaty zostawiasz na dalszą część opowiadania…? Nie jesteśmy pewne, czy to dobry pomysł – w takim wypadku wychodziłoby, że nie piszesz wcale dwustronnego romansu, a fanfiction obyczajowe z wątkiem kryminalnym, może nawet psychologiczne, przedstawiające głównie rozterki zakochanego w kuzynce nastolatka. Na etapie dziesiątego rozdziału bohaterka jest postacią drugo-, jak nie dalszoplanową, a jej losy przestają nas powoli interesować – znacznie bardziej niż sama Hinata ciekawi nas chociażby Neji i to, w jaki sposób chłopak się rozwija, w którym pójdzie kierunku i jak zareaguje na odkryte fakty o pochodzeniu Hinaty. Niemniej jej w przypadku również mogłabyś trochę pofantazjować, bo w mandze zawsze była ona tą cichą myszką, która niewiele mówiła, a bardzo chętnie doiwiedziałybyśmy się, co siedzi w tej wiecznie nieprzytomnej zarumienionej głowie. 


W opowiadaniu pojawia się również Shikamaru, który podróżuje wraz z Temari (ostatecznie znaleźli się w Sunie i przekazali Gaarze składniki na antidotum). Jak na razie nie popisał się on ani inteligencją, ani sprytem, ani logicznym myśleniem. W sumie przez większość czasu marudził (co akurat bardzo do niego pasuje!), ewentualnie raz na jakiś czas rzucał lekką sugestią, że czuje do Temari miętę. Nie umiemy wyczuć, do czego ma prowadzić jego wątek i dlaczego ta dwójka w ogóle dostała swoje pięć minut. Czy chcesz rysować kolejny, trzeci już wątek romantyczny? Może. 


My zaś znacznie lepiej bawiłybyśmy się zapewne wtedy, gdyby bohaterowie wykazali się jakimiś umiejętnościami w momencie, kiedy trzeba odkryć zagadkę ataków tajemniczych ninja. No dobrze, Shikamaru i Temari podróżują, przynoszą wieści, ale to wszystko wydaje się ostatecznie takie mało istotne. To samo zresztą dotyczy poniekąd i Kakashiego; ta trójka miała odpowiadać za rozwój głównego wątku kryminalnego, którym otworzyłaś opowiadanie. Na dobrą sprawę nie potrafimy teraz, po dziesięciu rozdziałach, za bardzo nakreślić, w jakim momencie śledztwa jesteśmy i dokąd będziemy teraz zmierzać, dlaczego to tak wszystko długo trwa. Wydawać by się mogło, że atak przedstawiony w prologu jest jednym z kluczowych motywów tego tekstu – z niewiadomych przyczyn to właśnie nim otwierasz tekst – ale jednocześnie prowadzenie śledztwa traktujesz mocno po macoszemu. Skupiasz się w głównej mierze na uczuciach Nejiego względem Hinaty, które w pewnym momencie wydają się pojawić jakby znikąd, przez co w tekście wszystko odwraca się o sto osiemdziesiąt stopni. To, co zdawało się wpierw bardzo ważne (wątek kryminalny), szybko przestało takie być i spadło na dalszy plan, a to, co miało się dopiero rozwinąć (emocje Nejiego), okazało się już rozwinięte.

Tak czy inaczej świetnie byłoby traktować Shikamaru i Temari jako taki most pomiędzy odtruwaniem Hinaty w Wiosce Liścia a zatrutymi pacjentami w Sunie. Żeby to jednak działało – again – potrzeba więcej scen i ciekawych, trzymających w napięciu plot twistów w rozwiązywaniu zagadki, a przede wszystkim… antagonistów

Spójrz, do czego właściwie doprowadziłaś realizowaniem pierwszego planu wydarzeń – tajemniczy ninja atakują bohaterów już w prologu, a potem właściwie zajmujemy się odkrywaniem ich tożsamości. To trochę trwa, a im dłużej, tym gorzej dla czytelnika, który zaczyna interesować się już innymi rzeczami wychodzącymi na pierwszy plan. W międzyczasie nie czuć napięcia powodowanego wyczuwalną obecnością antagonistów na planie. Nie ma ich w kadrze, są ewentualnie wspominani w rozmowach, ale mało kto się przejmuje chociażby wizją kolejnego ataku. O ile taki w ogóle będzie miał miejsce. Bo niby kiedy tajemniczy ninja powrócą, czy w ogóle planujesz jakieś choćby jeszcze jedno starcie z nimi? 


Antagonistów, których pojawienie się w scenie i w wyobrażeniu czytelnika, potrafiłoby wywołać skrajne emocje – od zaciekawienia, a nawet podniecenia, po lęk – brakowało nam tak bardzo, że chyba podświadomie zaczęłyśmy ich szukać i dostrzegać w bohaterach, którzy na planie pojawiali się dość często. Widziałyśmy ujawniające się negatywne cechy Nejiego, mamy też wątek Hiashiego, a więc bohatera który prawie na pewno też coś knuje. Te postaci mają jednak swoje role do odegrania w obrębie swoich wątków (Neji i jego miłość do Hinaty; Hiashi i Hinaty przeszłość), gdzie więc podziali się antagoniści wątku kryminalnego? Im dłużej nic w ich kierunku nie dzieje się, tym większą odczuwamy frustrację. W pewnym momencie dotarło do nas, że być może wątek kryminalny, kiedy to Hinata traci przytomność i nie ma jej pół opka, bardziej ci chyba przeszkadza niż pomaga w rozpisaniu ciekawej historii o Nejim, odkrywającym zarówno przeszłość Hinaty, jak i swoje emocje względem niej, które przy okazji próbuje zdusić, ukryć, no generalnie sobie z nimi radzić. Tak, potrzebowałaś zapewne bodźca, by Hinata zachorowała, a Neji mógł w sobie uczucia względem niej odkryć, ale… zdaje się, że to wszystko. Właściwie cokolwiek innego, co przydarzyłoby się Hinacie, mogłoby rozwinąć wątek Nejiego praktycznie tak samo. Wątek romantyczny średnio przeplata się z tym kryminalnym, bo kryminalny wymaga innych narzędzi, po które musiałabyś sięgnąć jako autorka, no właśnie, kryminałów. I choć udowodniłaś, że w scenach dynamicznych radzisz sobie pierwszorzędznie, nadal mamy wrażenie, że nie zadbałaś o to, by połączyć te wszystkie puzzle. By oba najważniejsze wątki się przeplatały i zazębiały – jeden nie dominował nad drugim, a oba były tak samo ciekawe i pełne napięcia. Choć w wątku Nejiego i Hinaty napięcia już nie brakuje, co ukazuje chociażby ostatnia sceny z Nejim, który walczy sam w sobie i mierzy się ze swoimi emocjami, to w wątku kryminalnym tego napięcia nie ma prawie wcale. Bohaterowie tacy jak Naruto, Shikamaru czy Kakashi dostają questy, rozwiązują je, wracają, czekają na wnioski Tsunade i… to by było na tyle. Częściowo dziwny, naprawdę niezrozumiały dla nas pozostaje twój plan wydarzeń, szczególnie że na dynamizm ogólnie nie mogłyśmy narzekać. 


Wróćmy jednak na chwilę do postaci.

Hiashi, ojciec Hinaty i Hanabi, momentami był bardzo… dziwny. To słowo pasuje do niego idealnie. Raz obiecywał Nejiemu, że zostanie on spadkobiercą klanu, potem znów troszczył się o Hinatę. W pewnym momencie dotarło do nas, że to celowe zagranie – chciałaś sprawić, żebymyśmy zaczęły w niego wątpić, by potem zastanawiać się, jaki jest prawdziwy cel tak skrajnego zachowania. Mamy co do tego mieszane uczucia, bo z jednej strony Hiashi wzbudził w nas ciekawość, a z drugiej ta jego dziwność w pewnym sensie nie może wyjść nam z głowy, przez co obawiamy się, że to, co zaplanowałaś, nie będzie dla niej wystarczającym usprawiedliwieniem.


No i crème de la crème. Neji. Uła, tu będzie ciężko. Nie zawsze, ale jednak często, czułyśmy, że to zupełnie nowa, niekanoniczna postać, w fandomie określana skrótem OC (original character). Wiele jego cech nie zgadzało się z pierwowzorem. Twój Neji był totalnie zakręcony na punkcie Hinaty, poza nią czasem dostrzegał tylko Hanabi, a resztę traktował jak zło konieczne, dla znajomych był wręcz opryskliwy, nawet kiedy działali w dobrej wierze (Naruto czy Kiba przejmujący się stanem zdrowia Hinaty). Sprawiał też wrażenie, jakby nie miał własnych zainteresowań, własnego życia. Jastrząb Raito kojarzył mu się z Hinatą, bo lubiła go karmić, róże w ogrodzie też, bo dziewczyna zanosiła je na grób matki, książki beletrystyczne również – bo przynosił je kuzynce i po ich lekturze razem siadali w oknie, aby porozmawiać o fabule. Jego światem stała się Hinata, to oczywiste, a nas jednak trochę mierziło. Nie chciałybyśmy, aby ta nastoletnia fascynacja przerodziła się w chorą obsesję, a jeśli taki właśnie miałaś cel – aby był on bardziej do przyjęcia, wymagałby solidniejszych fundamentów. Nie ma nic złego w tym, by wykreować Nejiego na bohatera odkrywającego swoją poniekąd może i trochę niepokojącą miłość do kuzynki, Neji ma prawo do własnych uczuć, ale te musiały powstać na bazie czegoś więcej niż to, co pokazywały sceny anime. Oczywiście bohater nie musiałby od początku być świadomy swojej miłości, ale ta powinna być widoczna dla czytelnika, by narastające emocje miały swoją podstawę. Ba, jesteśmy szalenie ciekawe, czy Hinata w ogóle odwzajemnia uczucia Nejiego i podświadomie wie on, że walczy teraz o coś ogromnie ważnego, realnego, czy na przykład dziewczyna szybciej zamknęłaby kuzyna we friendzonie, nadal kochając się w Naruto, z czym Neji miałby problem się pogodzić. W ogóle jak czadersko byłoby, gdybyś wcześniej ukazała kilka scen dających do zrozumienia, że Hinata nie jest wcale Nejim zainteresowana. Gdyby bohater miał to gdzieś i nadal rodziłyby się w nim tak żarliwe uczucia, doprowadzając go do takich zachowań, mogłybyśmy widzieć w nim w pewnym sensie nawet antagonistę, który nie akceptuje wyboru kuzynki. No i dobra, nie musisz iść w tę stronę, ale w takim wypadku, jeśli chcesz Nejiego trochę usprawiedliwić, byśmy nie miały go za szaleńca, powinnaś dać nam kilka początkowych scen, w których Hinata sygnalizuje, że też może być nim zainteresowana. Dopiero to byłoby bazą dla jego niezrozumiałych dla nas, przesadzonych zachowań takich jak wtargnięcie do Tsunade czy atak na Naruto. 

Uważamy jednak, że ogromnym plusem Nejiego była chęć poznania prawdy na temat rodziny. Tu w końcu można było dostrzec jego nieustępliwość i zaangażowanie w poważną sprawę. Chłopak od początku czuł, że coś było nie tak i poświęcił sporo czasu, aby przekopać księgi w bibliotece rodowej oraz tej miejskiej.


Wspominając jednak o samym Nejim, nie można nie wspomnieć o jego POV, które w końcowych rozdziałach jest już bardzo dobrze zarysowane, biorąc pod uwagę, że bohater odczuwa silniejsze emocje, ale w początkowych rozdziałach nie widać go prawie wcale lub dzieje się to mocno wybiórczo. Nie wykorzystujesz wszystkich okazji, by sprzedać nam jego myśli, stąd też akapity czasownikowe, gdy bohater po prostu robi coś jakby na automacie, albo opisy mało odkrywczych rzeczy takich jak białe poduszki. Wiesz, o co chodzi ze stylizacją, bo mowy pozornie zależnej nie brakuje, ba, pojawia się ona w niektórych znaczących momentach i dodaje scenom smaczku, dzieje się to jednak dość rzadko. Na początku wyglądało to trochę tak, jakbyś sama sobie czasem przypominała, za kim masz postawionego narratora, i wtedy wrzuciła jakąś myśl bohatera w akapit narracji, na ogół jednak większość sceny rozpisując dość obiektywnie. Z czasem się to zmienia i nowe rozdziały pod tym względem prezentują zupełnie inną jakość, jakbyś dopiero od niedawna wyrobiła w sobie nawyk pisania z uwzględnianiem perspektywy. Mamy więc po prostu nadzieję, że przyszłe rozdziały pod tym względem będą równie świetne, te początkowe zaś zawsze możesz przecież jeszcze trochę podrasować.


Ogólnie co do fabuły, to nie mamy większych zastrzeżeń – rozwija się w stonowanym tempie, a wątki, które nam zaserwowałaś, zdecydowanie zaciekawiają. Naszym ulubionym jest właśnie ten dotyczący tajemniczej kartki znalezionej u Tsunade i dalsze dociekanie prawdy. Shizune i Kakashi mają swoje problemy – na jakiś czas potrafili oderwać nas od typowego świata ninja i skupić się na bardziej przyziemnej perspektywie, ochłonąć, a nawet kontemplować nad obawą przed rodzicielstwem. Wątek nieznanego zagrożenia do tej pory jest równie ciekawy i przejmujący, bo jednak wciągnął mnie na tyle, że chciałabym już jak najszybciej poznać przyczyny tajemniczych ataków. Odbywały się one w kilku miejscach na świecie, dzięki czemu zagrożenie wyszło poza strefę Wioski Liścia. Pomniejsze wątki ewidentnie sklejają ze sobą fabułę, a na pierwszy rzut oka wszystko trzyma się kupy. Ani razu nie czułyśmy, żeby przedstawione działania będące następstwem wydarzeń były nielogiczne.


Ele: A jednak to, na co jeszcze zwróciłabym uwagę, to tempo fabuły. Mamy już dziesiąty rozdział, a tak naprawdę wciąż niewiele wiemy i niewiele też się wydarzyło. Niby cały czas coś się dzieje, mimo to wielu wydarzeń nie odbieramy jako znaczących. Oczywiście są one ważne dla każdego bohatera, jednak nie zawsze dla samej opowieści. Siedzimy jak na szpilkach i cały czas czekamy, aż coś wielkiego spadnie z nieba i wzbudzi silne emocje. „Naruto” przyzwyczaiło nas do tego, że Wioska Liścia nigdy nie śpi, zawsze gdzieś czyha zagrożenie, niemalże codziennie Konoha mierzy się w wizją końca świata. W twoim opowiadaniu jest miejscami nostalgicznie, dużo czasu dajesz swoim bohaterom na przemyślenia i to też jest w porządku, jednak potrzeba nieco więcej mięsa. Spróbuj spojrzeć na swój tekst bardziej… wielowymiarowo i postaraj się może znacznie bardziej różnorodnie mieszać wątkami. Powoli rozwijasz wątek Hinaty i Nejiego? W tym samym czasie zajmij nas więc nagłym zdarzeniem z Tenten w roli głównej lub ukaż następny atak ze strony tajemniczych ninja. Albo niech głowa rodu Hyūga zrobi jakiś dym lub Kakashi na środku Konohy wykrzyczy wszystkim, że kocha Shizunę i wkrótce zostanie ojcem (tak, to dość memiczna wizja, ale stanowi tylko przykład; mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi). Czytelnik potrzebuje fragmentów, w których serce mu podskoczy i na które będzie mógł się uśmiechnąć pod nosem i kibicować bohaterom lub martwić się o nich. 


Leg: Twój konik, For, stanowią zdecydowanie sceny dynamiczne. Już sporo o nich pisałam w trakcie oceny, więc tylko szybko powtórzę, że śmiało można brać z ciebie przykład i niektóre triki rozpisywania tych scen stosować  u siebie. Tu nie było miejsca na nudę, nawet mi do głowy nie przyszło, żeby skipnąć tekst wzrokiem, bo każda linijka okazywała się ciekawa, porywająca. Nie znaczy to jednak, że brakowało ci miejsc, w których mogłam się zatrzymać i pomyśleć wraz z bohaterem, bo takie również były. Za każdym razem, kiedy Neji kombinował oraz szukał wyjaśnień, ja starałam się robić to wraz z nim. Nie brakowało opisów miejsc akcji, które uzupełniałaś smakami czy zapachami (np. piach skrzypiący w zębach, czy kurz w bibliotece), a one zrobiły swoją robotę. Te drobne elementy budowały klimat, a często był on dość brudny i surowy…

Ele: Fakt, iż najlepiej wychodzą ci sceny walki, sprawia jednak, że tym bardziej nam ich brakuje i za nimi tęsknimy, bo widzimy, że potrafisz je świetnie opisać, a nadal jest ich tak niewiele, i to w uniwersum, które, cóż, na tych walkach się głównie opiera. 


Jednocześnie obie wiemy, że piszesz romans, więc i tak powinnyśmy się cieszyć, że w ogóle znalazłaś w opowiadaniu miejsce na jakąkolwiek zaciekłą walkę. Z innej strony nawet w romansach co rusz następują jakieś zaskakujące zwroty akcji, a wątki stale rozwijają się w napięciu, nawet jeśli są potencjalnie pasywne. Nam tego napięcia momentami brakowało i właściwie głównie po tym potrafimy odróżnić twoje opowiadanie od materiału książkowego. Mimo że fabuła wciąż idzie w przód, napięcie u ciebie rośnie tylko w konkretnych, raczej krótkich, momentach, a potem nie utrzymuje się, by urosnąć znów, tylko opada, bo dzieje się coś jakby lżejszego, niezobowiązującego, sympatycznego, co osłabia konflikt fabularny, a więc i nasze poruszenie. I gdy czyta się opowiadanie jako opowiadanie właśnie, oczekując na kolejny rozdział spory szmat czasu, można na to przymknąć oko, bo i tak nie pamięta się aż tak dobrze emocji, które odczuwało się w trakcie czytania poprzedniej notki. Problem zaczyna być odczuwalny wtedy, gdy czyta się tekst ciągiem i traktuje go jako książkę. 

Gdyby przyjrzeć się temu bliżej, jak na wątek kryminalny, którym w sposób dynamiczny otwierasz opowiadanie – bo atak następuje już w prologu – w pewnym momencie tekstu okazuje się on dość pasywny. Pisałyśmy już o tym: bohaterowie wprawdzie podróżują, podpytują, szukają tropów, ale nie ma w tym zbyt wiele napięcia. Tutaj w grę wchodzi również brak tykającego w tle zegara. No dobrze, czekałyśmy, aż Hinata się wybudzi, ale co dalej? Od prawie że początku tekstu masz kilka wątków zwiastujących kłopoty, lecz dawkujesz je w sposób leniwy, a twój główny protagonista fiksuje się na bohaterce, która długo pozostaje nieprzytomna, przez co czytelnik może momentami sam odczuwać znużenie. I choć w międzyczasie podsuwasz dobrze wystylizowane w POV sceny z Naruto czy Shizune, albo te z Shikamaru i Temari, budzące tę nostalgię, o której pisałyśmy, nadal ma się wrażenie, że trochę w tym wszystkim brakuje żwawości, dynamiki, energii. (Co jest dość dziwne, biorąc pod uwagę, jak dobrze radzisz sobie ze scenami dynamicznymi…). Twoi bohaterowie zawsze znajdą czas na jakiś niezobowiązujący dialog, ot, trening czy wizytę w bibliotece; nawet jeśli Neji napędza do działania sam siebie, bo chce poznać rodzinne sekrety, wszystko to w rzeczywistości może zrobić dziś albo jutro – właściwie bez różnicy. Natomiast czytelnik chciałby jednak poczuć podekscytowanie związane z odkrywaniem fabuły, a niewątpliwie masz co odkrywać… Wprawdzie w opowiadaniu znalazło się kilka kluczowych scen, kiedy to trzeba było wyruszyć na misję i realnie się spieszyć (udzielenie medycznej pomocy Hinacie, podróż Kakashiego…), są to raczej sytuacje… okazjonalne, przez co „Nim zgaśnie słońce” w głównej mierze składa się z lżejszych momentów przejściowych pomiędzy scenami właściwymi. Tych drugich, w naszej ocenie, jest trochę za mało.  

Zaczęłaś wątkiem kryminalnym, po drodze stracił on na wartości i naszym zainteresowaniu, bo zaczęłyśmy bliżej przyglądać się postaci Nejiego i jego obsesyjnej miłości do Hinaty. Obsesyjnej i poniekąd szalonej, bo Neji czasem przejawia objawy szaleństwa. Nie możemy jednak stwierdzić, czy jest to uzasadnione i ma jakieś podstawy, bo Hinata jako bohaterka, której relacja ta ma dotyczyć bezpośrednio, za szybko staje się drugoplanowa – traci przytomność i ląduje w szpitalu, długo pozostając nieprzytomną. Nie ukazałaś rozwoju relacji mogącej stanowić podstawy do zachodzących w Nejim zmian. W połowie tekstu dochodzi za to wątek romantycznej relacji między Shizune i Kakashim, który prowadzisz w pełni, oddając POV obu stronom, dzięki czemu dostajemy cały obraz, wątek rozwija się poprawnie. No ale przecież głównym z nich miał być romans między kuzynostwem, prawda? No ale otworzyłaś tekst sceną ataku… Wydawać by się więc mogło, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zacząć od ukazania relacji Hinaty i Nejiego – tej podstawy, o której wspominałyśmy, jakiegoś może kiełkującego uczucia, którego bohaterowie wprawdzie są nieświadomi, a które czytelnik wywnioskuje z łatwością. Dzięki temu mogłybyśmy poznać i samą Hinatę. Niespodziewany atak na następnych stronach tekstu okazałby się dodatkiem kryminalnym do wątku romantycznego – nie odwrotnie – a utrata zdrowia Hinaty mogłaby pomóc Nejiemu zrozumieć swoje emocje, jednocześnie czytelnik przekonałby się o tym, że są one bardzo silne i szczere, bo mają solidnie już zarysowane podstawy. W takim układzie atak tajemniczych ninja mógłby pozostać, ot, pretekstem, czemu nie, a rozwikłanie tego wątku – dziać się gdzieś w tle z udziałem postaci dalszoplanowych. Czytelnik nie liczyłby na to aż tak bardzo, bo już zostałby wprowadzony w  opowiadanie z gatunku romansu. U ciebie na ten moment ani ten romans się zbytnio nie rozwija, bo Hinata w głównej mierze pozostaje bierna, ani niezbyt interesująco wypada wątek kryminalny – trochę jakbyś sama nie do końca wiedziała, co w rzeczywistości pisać i w którym momencie otwierać, a w którym zamykać jakieś drzwi. Ostatecznie mamy więc trochę opowiadanie psychologiczne, trochę okruchy życia, ogólnie wszystkiego po trochu. Zapewne jest to efekt nadmiernego łatania poprzednich wersji – widać to po przeczytaniu poprzedniej oceny, w której dziewczyny również narzekają chociażby na to, że mało im było scen z Hinatą. I chociaż postać Nejiego się rozwinęła, tekst dużo lepiej prezentuje się również pod kątem narracji i stylizacji, pojawiły się też nowe sceny, nadal nie do końca wygląda to jak bardzo dobre opowiadanie wielowątkowe – aczkolwiek dobre jest na pewno, ma w sobie całkiem sporo plusów. Dlatego też zdecydowałyśmy się wystawić NzS ocenę dobry z plusem [4+]. I na pewno obydwie wszystkie trzy (tak, Skoia też) będziemy kontynuować czytanie już poza ocenialnią. 

 

Ach, a co do poprawności, to wprawdzie wypisałyśmy ci kilka potknięć, ale są to takie pierdoły, że nie masz się czym się martwić. Tekst jest schludny i przejrzysty, a dzięki twojej znajomości poprawnej polszczyzny czytało się go naprawdę lekko i przyjemnie.

Na koniec zostawiamy ci listę plusów i minusów, która pozwoliła nam podjąć decyzję co do oceny. 

 




1 komentarz:

  1. Hej, hej! Zerkałam, czytałam fragmenty, komentarze zostawię, gdy znajdę więcej czasu. :)

    OdpowiedzUsuń