[234] Ocena tekstu: Tony Angel || Piekielna Tożsamość

 

 

Tytuł: Tony Angel || Piekielna Tożsamość

Autorka: Ariia14

Gatunek: akcja/romans/kryminał

Ocenia: LegasowK



Na wstępie zaznaczę, że – w ramach pewnej akcji na Wattpadzie – miałam już do czynienia z pierwszymi rozdziałami tego opowiadania, ale na poczet oceny uznam, że czytam je po raz pierwszy, w porządku? Postanowiłam też nie wypisywać wszystkich błędów, bo – niestety – jest ich sporo, więc na koniec przytoczę tylko te z Rozdziału 0 oraz kilka przykładowych z późniejszych rozdziałów. Jeśli pojawią się w cytowanych zdaniach dotyczących logiki/spójności etc., to też o nich wspomnę. No to lecimy.


Rozdział 0

Ustawiłaś poprzeczkę dość wysoko, bo wybrałaś narrację pierwszoosobową, a do tego w czasie teraźniejszym. Uważam, że jest to trudniejsza narracja od, na przykład, trzecioosobowej POV, więc zżera mnie ciekawość, żeby sprawdzić, jak sobie z nią poradziłaś.

Przed moimi oczami pojawia się falujący biust młodej Sabriny […]. – Nie musisz podkreślać, że to były oczy Tony’ego. Wiadomo, że skoro jest sam w łazience i rozmawia przez telefon, to nie chodzi o cudze. Wyjdzie znacznie naturalniej, gdy – przykładowo – napiszesz: Przed oczami pojawia mi się…

Wzruszam ramionami i sięgam na półkę obok, po leżącą tam golarkę. – W zgłoszeniu podkreślałaś, że zależy ci na naturalności narracji, więc postaram się wyłapać takie pomniejsze fragmenty, które możesz przerobić, aby ją jeszcze dopieścić. Tu nie musisz zaznaczać, że golarka leży lub stoi, bo dla fabuły to nie ma znaczenia. Po prostu: po golarkę.

Może posiadam żonę, o której ty nie wiesz? – W tej narracji nie zapisuj naturalnych myśli kursywą, bo – poza dialogami – musiałabyś to zrobić z całym tekstem. Każde zdanie jest strumieniem świadomości głównego bohatera. Dodatkowo posiadam brzmi niewdzięcznie. Na tym etapie nie mogę określić, czy Tony traktuje osoby jak przedmioty i faktycznie je posiada, aczkolwiek zamieniłabym to na mam.

Rozłączam połączenie i wrzucam telefon na stertę ubrań przy wannie. – Proponuję: Rozłączam się. Może i nie jest to błąd, ale brzmi wyjątkowo nieporadnie.

Podnoszę powieki […]. – Tu Tony brzmi, jakby… faktycznie te powieki podnosił rękoma/palcami, a przecież nie o to chodziło. Może otwieram oczy?

Robi to zawsze po godzinach swojej pracy […]. – Te swojej jest niepotrzebne. Doskonale wiem, że nie robi tego po godzinach cudzej pracy.

Przemywam ostatni raz swoją twarz.
– Identyczna sytuacja. Tony nie musi podkreślać, że chodzi o jego twarz. To odbiera tekstowi płynność.

[…] zaczyna dzwonić ponownie mój telefon. – Zobacz: Tony mieszka sam, więc to logiczne, że nie pomyśli o cudzym telefonie. Czy ty, gdy nie ma nikogo obok, też myślisz wezmę do ręki mój telefon lub o, dzwoni mój telefon…? Wątpię.

Bzdura, wewnętrznie tryskam radością. – Jednak tu fajnie byłoby pokazać to zadowolenie. Może Tony uśmiechnął się pod nosem albo podskoczył? Mógłby też rozwinąć myśl i przekazać mi ich naturalny strumień. Na słowo to mu nie uwierzę. Pamiętaj, że czytelnik jest nieustannie w głowie bohatera i po prostu musi wiedzieć wszystko, o czym myśli postać.

Podoba mi się, jak sprytnie przemyciłaś backstory Chestera i choć z pozoru może się wydawać, że to chamskie, ekspozycyjne streszczenie, to jestem na tak, bo nagrywanie historii na dyktafon ma sens. Pokrótce przedstawiłaś „zaprzyjaźnienie się” z Marco, genezę fikcyjnej tożsamości stworzonej na potrzeby wielkiej akcji FBI, początkowe zmagania Tony’ego, aby wejść w środowisko mafijne. Dzięki temu zabiegowi nakreślenie przeszłości wypadło naturalnie. Zastanawiam się jednak, czy Tony nie obawiał się, że ktoś może znaleźć to urządzenie? Taki przedmiot na pewno wzbudziłby zainteresowanie gangusów, a bohater musiał mieć świadomość, że był lub będzie sprawdzany i przeszukanie mieszkania pod jego nieobecność to żaden problem.
Dodatkowo na razie jest bardzo przyjemnie pod względem narracyjnym. Czuję się, jakbym rzeczywiście siedziała w głowie bohatera i przeżywała wszystko wraz z nim. Myśli płyną swobodnie, sam Tony zachowuje się w sposób niewymuszony, a i dialogi wypadły realistycznie – jestem w stanie uwierzyć, że właśnie w ten sposób rozmawiają osoby zajmujące się nielegalnymi biznesami. Już na ten moment (a dopiero zaczęłam) czuję chemię pomiędzy postaciami i dynamikę tej relacji. Muszę cię też pochwalić za reaserch, o którym wspominasz w przedmowie. To widać, że poświęciłaś dużo czasu, aby zrozumieć koneksje oraz sposoby działania mafiosów z realnego świata i zaimplementować je do swojego. Rozdział 0 zostawił po sobie jak najbardziej pozytywne wrażenie.


Rozdział 1

Marco. // Marco Caruso. // Nie dał znaku życia od wydarzenia z jego już zimnym jak galaretka,[przecinek zbędny] przyjacielem. // A ja czekałem. Nadal czekam, bo jestem cierpliwy i wyrozumiały. // Ale ileż można?! // Wiem, że jeżeli nie dostanę dzisiaj od Marco sygnału, telefonu, nie wiem, gołębia pocztowego, to mój co wieczorny raport do wydziału będzie wyglądał znów tak samo. – Bardzo podoba mi się ten fragment. Tony próbuje pozostać spokojny i cierpliwy, a jednak maltretuje worek treningowy w oczekiwaniu na odzew przyjaciela. Dodatkowo wcześniej przywołał wspomnienia świąt sprzed kilku lat i porównał je do tych, które od czterech lat musi spędzać w samotności. Ładnie to wszystko połączyłaś, dając naprawdę mocny wydźwięk.
Jednak nie rozumiem jednej rzeczy – dlaczego Rozdział 0 nie jest po prostu Rozdziałem 1? Ciężko nazwać go prologiem, bo od razu mamy akcję właściwą, gdzie Marco zaprasza Tony’ego na chlańsko (do którego ostatecznie nie dochodzi, bo temu pierwszemu umiera bliski przyjaciel), a w kolejnej notce główny bohater czeka na kontakt i minęło zaledwie kilka dni. Nie ma tu żadnego przeskoku czy zmiany perspektywy. To taka sugestia, ale zastanów się, czy nie warto zamienić 0 na 1.

— Poważnie... Wiesz, Tony, wiesz, co się wydarzyło i miałem w ostatnim czasie tyle spraw do załatwienia, że nawet włosów na głowie tyle nie mam.
— To chyba niewiele. — Śmieję się, wciągając dym w płuca.
– Bardzo fajny fragment dialogu, który pokazuje poczucie humoru Tony’ego. Jest ono raczej czarne, ale trzymasz się tej koncepcji, dzięki czemu lepiej poznaję twojego bohatera i się w niego wczuwam. Zresztą tak jak wspomniałam wcześniej – relacja tych dwóch panów jest niezwykle dynamiczna i aż chce się ich więcej na ekranie.

Choć dla mnie możesz zdechnąć, na co tylko masz ochotę. – Mimo wszystko dziwię się, że Tony myśli tak o Marco, gdy kilka akapitów wcześniej (czekając na jakikolwiek kontakt) mówił do siebie: I jestem na tyle dobrym przyjacielem, że dzwonię, bo się po prostu[,] kurwa[,] martwię. Nie do końca wiem, jak interpretować te wahania. Słowa o zamartwianiu się nie padły na pokaz, bo Tony był w mieszkaniu sam. Czyżby wzbraniał się przed tym, że jednak może darzyć Marco czymś więcej niż niechęcią? Może jest rozdarty, bo powoli zaczyna się przyzwyczajać do kolegi po fachu, ale mimo wszystko próbuje wypierać ciepłe uczucia? Nie wiem, na razie tylko gdybam.

Śmieję się, wsuwając w kieszeń radia podany gadżet. Po chwili zaczyna lecieć Sabrina i ulubiony numer mojego przyjaciela o chłopcach szukających dobrej rozrywki. – Tu mam podobną zagwozdkę, bo jednak Tony w myślach nazywa Marco przyjacielem (i nie zabrzmiało to jak sarkazm). A przecież nie musi tego robić, mógłby go wyzywać od najgorszych lub po prostu nazwać dupkiem etc. Więc: albo Tony jednak oszukuje sam siebie i tak naprawdę lubi gangstera, albo jest niespójny.

Wsuwam zapalniczkę-dyktafon w kieszeń koszuli i uchylam szybę mercedesa, by nie nasmrodzić sobie w jego [w] środku. – Skoro Tony nie jest początkującym palaczem i obstawiam, że prawo jazdy też już ma od dawna, to powinien sobie zdawać sprawę, że samo otworzenie szyby nic nie da. W środku i tak będzie śmierdzieć fajkami. Dodatkowo przekreśliłam fragment, który jest tu niepotrzebny. Zauważyłam, że masz problem z nadużywaniem zaimków dzierżawczych, ale do tego jeszcze wrócę w podsumowaniu poprawności.

Federalna ustawa RICO, przed której użyciem długo wzbraniało się stanowe sądownictwo, wystrzeliła w kierunku przestępczego świata swoją najostrzejszą amunicję. Wyrok zakończył złotą dobę pieprzenia o dobru mafijnej rodziny. Ideały poszły w odstawkę, liczyły się już tylko pieniądze. – Chwaliłam cię już wcześniej za reaserch, ale jeszcze dodam, że to bardzo fajne, gdy czytelnik może dowiedzieć się czegoś nowego i zainteresować nieznanym mu wcześniej tematem. Zgooglowałam ustawę RICO, bo o prawie federalnym nie mam zielonego pojęcia. Duży plus.

[…] gdyż mój przyjaciel jest strasznie wybredny i chyba nie może się zdecydować[,] czy ruda, czarna,[zbędny przecinek] czy cycata blondynka, którą mijam, uśmiechając się ochoczo. – Co ten Tony? Przecież chwilę wcześniej Marco wyraził się jasno, że szuka konkretnej pani do towarzystwa (Tiny), bo ta ostatnio trochę chorowała. Odnośnie do przecinków: Pierwsze czy jest partykułą pytajną wprowadzającą zdanie podrzędne i dlatego wymaga przecinka, natomiast drugie jest spójnikiem. Zasada: [KLIK].

Zaciskam usta i podkręcam muzykę, bo nie mogę
[,] kurwa, po prostu tego słuchać. Ty czterdziestoletni zwyrodnialcu, masz szczęście, że muszę się opanowywać, bo w innym przypadku, [zbędny przecinek] wsadziłbym ci rurę wydechową mojego Merca w samą dupę. – Bardzo dobrze uwypuklasz silną moralność Tony’ego. Wiadomo, że jest policjantem, więc nie w smak mu przestępstwa na tle seksualnym (do tego pedofilia), ale jednak nie każdy glina to czysty glina. Mimo wszystko Tony nawet reaguje na sytuację – próbuje powstrzymać Marco i choć ostatecznie dochodzi do częściowego zbliżenia pomiędzy gangsterem a nieletnią prostytutką, to główny bohater dość jasno przedstawia swoje poglądy. Dziewczyna twierdzi, że ma osiemnaście lat, co dla Tony’ego jest oczywistym kłamstwem. Na tyle konkretnie pokazałaś jego zmagania z chęcią powstrzymania Marco (co się ostatecznie dzieje), że potrafiłam zgadnąć, jak policjant w przebraniu zachowa się potem, gdy wyprowadzi nastolatkę z auta pod pretekstem skorzystania z jej usług. Już na ten moment mogę przyznać, że Tony wzbudza sympatię i chętnie śledzę jego losy.

Marco[,] korzystając z chwili, że zatrzymuję się na czerwonym świetle, zaczyna przesiadać się na siedzenie obok mnie. Jest dość postawnym facetem, głowę wyższym od mojego metr osiemdziesiąt, więc chwilę mu to zajmuje. – Znasz się na rzeczy również w kwestii przemycania wyglądu bohaterów. Nienachalnie wplatasz to w scenę, dzięki czemu na pewno zapamiętam tę cechę Marco. Dodatkowo: metra.

Kończysz smacznym cliffhangerem, a ja już zastanawiam się, czy Tony zrobi to, o co go poproszono. Bo jednak miałam okazję przekonać się, że bohater należy do „tych dobrych”, więc zdecydowanie jestem ciekawa, jak przebiegnie kolejne zlecenie. 


Rozdział 2

- Proszę pana?! - Zatrzymuję się, słysząc głos dzieciaka dobiegający z placu obok. Płytki oddech,[zbędny przecinek] nie pozwala mi chwilowo,[zbędny przecinek] zapytać, o co chodzi. – Ojej, a co tu się nagle stało z zapisem dialogów? Już na starcie dostaję w twarz od dywizu [-], gdzie w rozdziałach 0 i 1 używałaś pauzy [—].

Jeśli mam być szczera to… wydaje mi się, że zaczęłaś korektę i na razie stanęło na dwóch notkach. Mylę się? Proszę, zwróć uwagę na poprawny zapis dialogów (możesz posiłkować się naszym poradnikiem KLIK), bo nie będę już poruszać tej kwestii, żeby nie zapychać oceny.
W ogóle to dość nietypowe, że dzieciak zaczepia starego dziada (bo kaman, dla takiego +/- dwunastolatka my już jesteśmy staruchami) i najpierw prosi o podanie piłki, a następnie zaprasza do gry. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Rozumiem, gdyby te podwórkowe chłopaczki znały się już wcześniej z Tonym, ale z tego, co on odpowiada, wynika, że bohater czasem tylko spogląda na grające dzieciaki przez okno. I nic więcej.

Robię to zawsze, by się odprężyć i odciąć od tych czterech ścian, w których potem przesiaduję do momentu, w którym muszę coś załatwić. – Ale komu Tony o tym opowiada? Przecież z nikim nie rozmawia i to jest też dość niecodziennie, że myśli w ten sposób. Zabrakło mu naturalności, a ogólnikowe stwierdzenia przestają brzmieć jak narracja w pierwszej osobie. Poza tym nie wierzę we wspomniane „zawsze”, dopiero teraz pokazałaś, że Tony faktycznie biega dla odprężenia. W poprzednim rozdziale, aby rozładować stres, boksował worek i spodziewałam się właśnie takiego sposobu.

Tony nie ma przyjaciół. Jest typem introwertyka,[zbędny przecinek] ograniczającego się do świata, z którym [po prostu] lubi robić po prostu interesy. Nie zabiega o więcej i nie ma nawet dziewczyny. Nie ma nawet psa,[zbędny przecinek] czy choćby chomika. – Rozumiem rozterki Chestera, naprawdę. I cieszę się, że próbujesz przedstawić rozdarcie, jakie targa bohaterem. Dodatkowo nie umiem wyczuć, czy powtórzenie jest celowe.
Ale… zaczynam się zastanawiać, czy tajniak aby nie przegina w drugą stronę. Zobacz – na pewno przeszedł odpowiednie szkolenie, przecież do takiej roboty nie można wysłać pierwszego lepszego policjanta. Musiał zdać testy psychologiczne, a co za tym idzie – mieć cholernie silną psychikę. 
 
 
Po prostu nie chcę, żeby ta tendencja się utrzymała, bo po pierwszym rozdziale spodziewałam się prawdziwego badassa.
Dalej bohater faktycznie nieco odsuwa od siebie moralność, można rzec, że bierze się w garść i rozmyśla, dokąd pojedzie za zarobione pieniądze. Wraca Chester, o którym chcę czytać.

[…] i myślę, że jest to po prostu pozostałość z mojego życia, które toczyłem kilka lat wcześniej. – Nie, nie, nie. W narracji pierwszoosobowej bohater nie myśli o tym, że myśli! To wyjątkowo nienaturalne. Proponuję coś takiego: Cholera… A może to pozostałość po dawnym życiu? Chester aka Tony nie wzbrania się przed przekleństwami, więc taka mała cholera nie zrobi mu różnicy, a upłynni tekst. Wiesz co? Zauważyłam sporą dziurę pomiędzy rozdziałem 0/1 a dwójką. Czuję, jakbyś dopiero zaczęła korektę, bo i błędów interpunkcyjnych/literówek jest więcej, dodatkowo narracja coś mi tu zgrzyta – zmniejszyła się ilość pokazanych emocji na rzecz suchych stwierdzeń. Mam szczerą nadzieję, że ta dziura nie zmieni się w krater.

O ile wcześniejsze nagrywanie (ekspozycji) na dyktafon miało sens, tak teraz, gdy Chester streszcza mi historię swojego nieudanego małżeństwa, nie mogę wyzbyć się wrażenia, że próbujesz na szybko przedstawić ex żonkę, żeby ją mieć z głowy, skreślić fragment backstory z listy i lecieć dalej. Podobają mi się jednak okoliczności, w jakich doszło do przywołania tych wspomnień – Tony widzi huśtawkę, więc przypomina sobie o wyroku, który usłyszał od lekarza. Wydaje mi się, że zbudowałabyś znacznie większe napięcie poprzez przytoczenie jedynie: Jest pan bezpłodny. Dodałabym dwa do dwóch, pomyślała, że aha, Tony patrzy na plac zabaw, wracają do niego smutne wspomnienia. O, pewnie dlatego rozstał się z żoną! Niestety, wszystko wyłożyłaś w kilku dłuższych akapitach, a bohater, wspominając, nie przejawiał żadnych emocji. Mógłby zadrżeć, zacisnąć pięści, pochylić głowę… Multum możliwości! Zamiast tego podarowałaś mi przeszłość, o którą nie dbam, bo ważniejsze jest dla mnie to, co dzieje się tu i teraz.

- Chyba potrzebuję psychiatry... - Zgniatam w dłoni pusty kubek po kawie.
– O, tu się zgodzę. Zaczyna mi się wydawać, że Chester jednak nie był gotowy, aby dołączyć do operacji Trojan Horse. Specjaliści nie potrafili oszacować stanu bohatera? Bo wtedy na pewno nie wziąłby udziału w misji. Czyżby to był… imperatyw?

Wstaję z miejsca, zrobiło mi się totalnie głupio. – Pokaż, w jaki sposób poczuł się głupio! Uciekł wzrokiem w bok? Spociły mu się dłonie? Szybko oddalił się od placu zabaw? Nie możesz mnie tak po prostu informować, chcę sama wszystkiego doświadczyć.

Przerywam, gdy z pokoju dochodzi mnie sygnał prywatnego telefonu,[zbędny przecinek] nienależącego do Tony'ego, ale do Chestera. – I Chester trzyma ten telefon tak po prostu w mieszkaniu, bo…? Do tego urządzenie nie jest wyciszone! Pisałam o tym wcześniej; dla bandziorów przeszukanie mieszkania osoby, która potencjalnie może wejść z nimi w komitywę, jest dziecinnie proste. Dlaczego bohater popełnia tak podstawowe błędy podczas działania pod przykrywką?

Po chwili mój ekran wypełnia obraz gościa w idealnie białej i idealnie wyprasowanej koszuli […]. – Od tej pory nie będę już przytaczać podobnych kwiatków. Po prostu zwracaj uwagę na zaimki dzierżawcze, które w większości przypadków są niepotrzebne i tylko zapychają tekst, odbierając mu lekkość.
Muszę cię natomiast znów pochwalić za niewymuszone, czasem sytuacyjnie śmieszne dialogi, które budują klimat mafijnego opowiadania. Oby utrzymały się na takim poziomie!
Sama konwersacja z przełożonym wypadła przyjemnie, jednak gryzie mnie całokształt sceny. Otóż Chester dostaje zastrzeżony sygnał i zaczyna rozmowę wideo. Jedynym rozwiązaniem, jakie potencjalnie miałoby ręce i nogi, to to, że bohater jest na tyle pewnym siebie, utalentowanym hackerem, że właściwie zabezpieczył komputer i połączenie. Nie mam co do tego pewności – jedynie wspomniałaś, że Tony (fałszywa tożsamość) zna się na informatyce. Nie opisałaś, jak wygląda to zaszyfrowane połączenie. Proxy lub VPN jest absolutnym minimum. Poza tym często bywa tak, że tajniacy nie kontaktują się z ekipą nawet kilka lat, a jeśli już, to spotykają się na żywo, np. gdzieś w kawiarence, ni to przypadkiem – jak jeden klient z drugim, a wszystko dlatego, żeby nie zostawiać śladów elektronicznych i zminimalizować szanse na wykrycie. Ewentualnie: Bohater mógłby dostać maila, który z pozoru wygląda jak spam, a w rzeczywistości jest zaszyfrowaną wiadomością.

Uuu, jaka szkoda. – O, a tu znów dostaję naturalny strumień myśli. Proszę o więcej!

Zawieszam wzrok na moim rozmówcy […].
– I wracamy do linii pochyłej w dół… Chester zna imię oraz nazwisko przełożonego, prawda? Ba, nawet wspomina, że przyjaźnią się od dziesięciu lat! Czy ty myślisz o przyjacielu, z którym rozmawiasz w danym momencie, per rozmówca? Na pewno nie.

Jaki[,] kurwa[,] problem? Wszystko idzie idealnie, wręcz rzekłbym, że lepiej[,] niż byśmy to zakładali. – Obecnie twoja narracji wygląda jak zygzak. Raz jest super, a za chwilę kuleje. Skąd się biorą te wzloty i upadki? Naprawdę wierzę, że wiesz, o co w tym wszystkim chodzi i czasem się po prostu gubisz. W przytoczonym fragmencie wyraźnie czuć Tony’ego, za którym tęskniłam.

Nie wypada mi w wieku dwudziestu dziewięciu lat,
[zbędny przecinek] oglądać się za siedemnastolatką. – Ładnie przemyciłaś wiek Chestera. A już się zaczęłam zastanawiać, ile chłop ma lat.

- Co?! - Aż się zakrztusiłem. - O czym ty pieprzysz?!
– Po tych słowach od razu przeszłaś do odpowiedzi Kellana, a zabrakło mi tu chaotycznych myśli, urwanych wyrazów, no czegoś, co pokaże, że Chester naprawdę przejął się niespodziewaną informacją o zamknięciu operacji Trojan Horse. Przecież bohater poświęcił jej mnóstwo czasu, powinien chociaż przez chwilę o tym… pomyśleć.

- Gówno mi to wyjaśnia! - Odstawiam butelkę,[zbędny przecinek] zdecydowanie głośniej[,] niż powinienem. - I wszystkiego najlepszego dla Betty.
- Dzięki. Dostałeś zlecenie na morderstwo Niccolo Amatiego...
- I?!
- I dobrze wiesz, że nie możesz mu wpakować kulki w głowę! - Rzuca kilkoma dokumentami o biurko. - Jesteś agentem, Chester, czy już
[,] kurwa[,] zapomniałeś? Działasz w dobrze znanych sobie granicach i ani milimetr dalej! Przedrostek specjalny,[zbędny przecinek] nie czyni dla ciebie żadnego wyjątku. – Niby z nich tacy agenci specjalni, a jednak drą się w najlepsze i nikt nawet nie pomyślał, że Chester może mieć w domu pluskwy… Dlaczego więc ja, zwykła wyjadaczka chleba, rozważyłam taką możliwość? Istnieje opcja, że główny bohater wcześniej sprawdził lokum za pomocą wykrywacza podsłuchów, ale nic mi o tym nie wiadomo. Ponadto z powyższego fragmentu i wielu wykrzykników wynika, że wcale nie trzeba Tony’emu niczego montować, bo jest tak dyskretny jak słoń w składzie porcelany. Mieszkania w Ameryce budowane są z dość cienkich materiałów i głos dobrze się niesie. Sąsiedzi nie mieliby problemu z podsłuchiwaniem. Dodatkowo: I dobrze wiesz, że nie możesz mu wpakować kulki w głowę! – W realnym świecie, na potrzeby operacji wkroczenia do mafijnego świata, agent mógłby popełnić morderstwo i nie poniósłby z tego tytułu konsekwencji [KLIK].
@Edit: Rzeczywiście, glina pod przykrywką nie może dopuścić się morderstwa [KLIK]. Zwracam honor!

- I to ich tak zaskoczyło? Obudzili się z ręką w nocniku? - Zaczynam podnosić głos, ale mam do tego cholerne prawo. – Właściwie to… nie. Chester zachowuje się wyjątkowo nieprofesjonalnie. Nie wiem, może chcesz z niego zrobić buntownika, ale w normalnych okolicznościach agent po prostu zakończyłby akcję bez zbędnych pytań i kłótni(!), a potem wrócił do domu.

- Russo... - Rozmasowuję skronie. - Chodzi mi o córkę Russo. Chyba przykleję sobie ich nazwiska na lodówce. – Zaraz, co? Czy Chester właśnie pomylił nazwisko wielkiej ryby, swojego głównego celu i najtwardszego osobnika w stadzie z podrzędną płotką, która notabene już nie żyje? A czy nie jest tak, że Tony pracuje nad sprawą od czterech lat? Halo, tego nie wytłumaczy nawet zmęczeniem czy lagiem mózgu…

Dane zdobyte pewnie na stołówkach college'u, na którym studiuje... [c]Chemię. – Dostaję pierwsze informacje dotyczące Marie, czyli – jak obstawiam – przyszłej wybranki serca Tony’ego. Coś zaczyna mi świtać. Vaniero został otruty, a bohaterka studiuje chemię… Mocny hint, możliwe, że za mocny. Obym się myliła.
Dalej mam: Vaniero był prywatnym kierowcą Marie. Oraz: Kilka najbliższych godzin zdecyduje o tym, czy Tony pozna Marie i dowie się dlaczego... // Zabiła Vaniero. // Nie no, żartuję. // Tak mi coś tylko...[spacja]chodzi po głowie.
Auć, to już nie jest delikatna sugestia, a naprawdę silny trop. I wszystko w jednej rozmowie z Kellanem! A może… celowo chcesz zwieść mnie na manowce? W każdym razie poczułam faktyczne zaciekawienie tym wątkiem.
Mimo tego całego narracyjnego rollercoastera, rozdział kończysz przyjemnie, aż chce się przejść dalej.


Rozdział 3

Zauważyłam u ciebie tendencję do rozpoczynania rozdziałów od wspomnień. Mieliśmy już ogólne nakreślenie po co, jak i dlaczego Chester znalazł się na misji, rodzinne święta, ex żonę i teraz siostrę. Okej, nawet podoba mi się ten zabieg, choć momentami niepotrzebnie wszystko wydłużasz. Do tej pory najlepiej przedstawiłaś właśnie siostrę – nie przynudzasz, poruszyły mnie słowa, które bohater obiecał, że wypowie podczas kolejnego spotkania: Widzisz, Penny? Mówiłem, że wrócę. I dalej dostaję jasno nakreśloną motywację: Nawet Marco powieszę za jaja na suchej gałęzi, jeżeli od tego miałoby to zależeć. Po prostu zrobię wszystko. Fajnie!

Przyznam się, że czekam z niecierpliwością na tę godzinę, bo jest ona jedynym momentem z tego dnia, który jeszcze lubię. – Wracamy do niewłaściwie poprowadzonej narracji. Przed kim on się przyznaje? Przed samym sobą? Chester to wie, bo zna sam siebie. Czy ty też myślisz: O, przyznam, że lubię pączki! Czytelnik bez przerwy tkwi w głowie bohatera, a ty musisz zrobić wszystko, żeby to poczuł. Proponowałabym zamienić przytoczone zdanie na coś w stylu: Jeju, już nie mogę się doczekać tego momentu! I, oczywiście, możesz to przerobić po swojemu, ja tylko sugeruję. Po prostu wymagam od twojego Chestera więcej naturalności.

Cieszy mnie, to gdy przychodzi w końcu moment, gdy dopadają do mnie, a ja jak ten święty Mikołaj, [zbędny przecinek] wyjmuję z worka to, co dla nich przygotowałem i zaczynam rozdawać każdemu z osobna. Chwile, które sprawiają, że jestem szczęśliwy, że nie czuję wokoło [wokół] siebie tego całego smrodu, który od czterech lat wącham. – Tu podobnie. Zamiast streszczać w głowie bohatera jego ulubione chwile, mogłaś całość pokazać sceną, a ja poczułabym, że Chester nie kłamie. On miałby pole do popisu – przecież takie wydarzenie generuje mnóstwo emocji!

Marco,[zbędny przecinek] kilka razy,[zbędny przecinek] był świadkiem,[zbędny przecinek] moich[,] nie chwaląc się, zupełnie dobrych umiejętności walki. Nie wdając się w szczegóły sytuacji, w której się wtedy we dwóch znaleźliśmy […]. – Tu już w ogóle Tony odleciał. Tak nie wygląda dobrze poprowadzona narracja pierwszoosobowa. Bohater brzmi, jakby zdawał mi, czytelnikowi, relację, a przecież jest teraz w mieszkaniu sam, za to ja tkwię w jego głowie, o czym on nie wie i wiedzieć nie powinien. Mam wrażenie, że się zgubiłaś i tym zabiegiem próbujesz przełamać czwartą ścianę. Po co?

[…] gdzie ze skrzyżowanymi rękoma, w białej koszuli wpatruje się we mnie zirytowany, [przecinek zbędny] moim zachowaniem, [przecinek zbędny] Adrew Kellan. – To brzydka ekspozycja. Po czym Chester poznał, że Kellan jest zirytowany? Gniewnie marszczył czoło? Skrzyżowane ręce to za mało, by stwierdzić, że bohater faktycznie odczuwał tę emocję. Pokazuj, nie informuj.

— A no tak — chrząkam. — Zapomniałem po prostu, bo tylko raz ją przeleciałem.
Andrew podnosi na mnie zszokowany wzrok znad sterty teczek.
— Wypieprzyłeś rudą?! — Prawie się wydarł. — Nie wierzę! Jakim cudem?

O ile wcześniej podobał mi się humor twoich postaci, a dialogi naprawdę miały flow, tak teraz jestem zażenowana. Serio? Przełożony Chestera zachowuje się jak nastoletni gówniarz z burzą hormonalną. Wypieprzyłeś? Jak można w ten sposób powiedzieć o stosunku z koleżanką po fachu? Wysoce nieprofesjonalne i uwłaczające kobiecej godności. Aż nie chce mi się wierzyć, że właśnie tak rozmawiają mężczyźni w pracy…
Edit: Postanowiłam zostawić powyższy fragment, żeby pokazać, jak może zareagować potencjalna czytelniczka. Zapytałam o to również partnera i… przyznał, że taka rozmowa mogłaby się wydarzyć, bo twoi bohaterowie mają relację bardziej przyjacielską, a niżeli na stopie przełożony-podwładny. Mimo to uważam, że dobór słów był dość nietrafiony. Adrew prędzej powiedziałby: zaliczyć/wyruchać/przelecieć.
Dodatkowo wróciły poprawne pauzy [—] w dialogach. O co chodzi? Czyżbyś robiła wyrywkową korektę?
Okazuje się też, że Chester to mały kłamczuszek i po nieudanym podrywie unikał Chloe przez trzy dni. Trochę rozładowałaś mój niesmak.

Choć[,] cholera, z drugiej strony,[zbędny przecinek] cieszyłem się, że mógłbym już wrócić, ale jednak... czułem, że mam tu niedokończoną, zbyt ważną sprawę. – Kolejne kłamstwo. Chester ani razu nie ucieszył się, że operacja ma zostać przerwana. Ba, chłop krzyczał, chciał boksować ścianę, zarzekał się, że nie wróci, dopóki nie dorwie szefa wszystkich szefów, czyli Russo.

Ekran MacBooka staje się czarny,[zbędny przecinek] tak jak moje tęczówki z podniecenia […]. – To jakaś metafora? Z biologicznego punktu widzenia tęczówki nie mogą tak po prostu zmienić koloru! Dodatkowo, skąd bohater miałby wiedzieć o tej rzekomej zmianie? Dostrzegł swoje odbicie w ciemnym ekranie laptopa? Mocno naciągane.

Na pewno zauważyłaś, że wypisałam tu mniej uwag niż poprzednio dotyczących narracji. Jest lepiej, również wróciłaś do poprawnego zapisu dialogów. Wciąż próbuję zrozumieć, skąd się to bierze i tylko opcja z wybiórczą korektą wydaje się właściwa. W każdym razie pod względem tempa akcji utrzymujesz równy poziom, dzieje się sporo, ale też nie na tyle, żebym musiała w połowie przerywać i dawać sobie czas na wytchnienie. Uznaję to za duży plus.


Rozdział 4.

W tytule wkradła się niepotrzebna kropka, pojawia się ona również (całkowicie losowo?) przy rozdziałach 6 i 10. Poza tym zaczynasz ciekawie, nie ma już ściany tekstu dotyczącego backstory. Od razu wrzucasz mnie w scenę, gdzie Tony ogląda fragment ulubionego filmu, czekając na przyjaciela.

— Gianna! — Zatrzymuje się, wbijając palec w córkę. – Ojej, ale że jak to wbił palec w córkę? To znaczy gdzie dokładnie? Zdanie jest bardzo dwuznaczne, jednak wypadałoby coś tu dodać. Może w jej policzek lub ramię?

— Tony! Błagam cię! Błagam cię, uspokój mojego ojca, odbiło mu! — Nastolatka dosłownie wyrywa sobie włosy z głowy i sprawa wygląda na poważną, bo jest śmiertelnie przerażona. – Chester sam wspominał, że zna córkę Marco z imienia, a czasem nawet podrzuca ją do szkoły. Ta nastolatka w jego głowie odbiera narracji naturalność. Dodatkowo pomyliłaś podmioty i wychodzi na to, że to sprawa jest przerażona.

— Marzyłam, by stracić ją z tobą, Tony, ale nie będę czekać do starości, aż ty się zorientujesz! – Dziwne, że Gianna mówi to z taką lekkością, zupełnie nie przejmując się obecnością ojca, który to przecież chwilę temu zrobił jej awanturę o seks z chłopakiem. Dziewczyna jest głupia czy po prostu chce zagrać staruszkowi na nosie? Skłaniam się jednak ku pierwszej opcji, bo nie zrobiła żadnego dodatkowego gestu sugerującego, że żartowała. Po dalszej lekturze stwierdzam, że nie będzie to postać, którą polubię.

— Tony, na dwóch następnych skrzyżowaniach prosto, potem trzecie światła w prawo i zatrzymaj się na stacji — informuje mnie o drodze […]. – Nie musisz tego dodawać. Informacja o drodze jasno wynika ze słów Marco.

Wzdycham, mając przed oczami zielone tęczówki Scarlett. – Fajnie, że w dalszym ciągu tak nienachalnie przemycasz wygląd bohaterów. Mimo to nie uważam koloru oczu żony Marco, która ani razu nie pojawiła się na ekranie, za wystarczająco ważny, by o nim wspominać.
Edit: Dalej Marco przywołuje Laurę i szczerze? Pogubiłam się już, która jest jego żoną, a która kochanką… A może Scarlett to żona Kellana? Uff, jednak sporo tych imion.
Edit 2: Scarlett to jednak ex żona Chestera! Totalnie o niej zapomniałam.

Zarzucałem Marco kierowanie się emocjami, a samego teraz mnie wewnętrznie ścisnęło. W każdym bądź razie muszę to powstrzymać, bo wewnętrzne uczucia Chestera,[zbędny przecinek] pogrzebią z piachem bostońskiego Tony'ego. Myśl trzeźwo, analizuj, nie ma nic cenniejszego,[zbędny przecinek] niż twoje pieprzone życie i powodzenie tego, co robisz. – Dobry fragment przedstawiający prawidłowo poprowadzoną narrację pierwszoosobową. Mam jednak kilka ale. Po pierwsze – nie sądzisz, że Tony trochę za bardzo moralizuje Marco? Mimo wszystko to alter ego jest rzezimieszkiem, typem, spod ciemnej gwiazdy, który dostał zlecenie na zabójstwo i między słowami je przyjął. Nagle ma problem z tym, że gangster z prawdziwego zdarzenia chce dać nauczkę chłopakowi córki? Nie zrozum mnie źle – Chester faktycznie nie czuje się z tym dobrze i ja to doceniam. Jednakże jako policjant pod przykrywką powinien chociaż udawać, że nie zamierza wtrącać się w tę sytuację. Aż dziwne, że Marco się jeszcze w tym wszystkim nie połapał. Po drugie – przekreślone bądź. Nie mam pewności, czy to taka stylizacja Chestera, ale wyrażenie w każdym bądź razie jest błędne.

— Musisz mi dać chwilę czasu. – Trochę urosło we mnie przekonanie, że Chester faktycznie ma problem ze stosowaniem niewłaściwych wyrażeń. To dialog, więc na takie kwiatki można przymknąć oko, ale: chwilę/trochę czasu.

Marco zasugerował mi właśnie najlepszą broń do polowania na kaczki, które rozpocznie mój rejs z rodziną Russo. – Chyba wcześniej o tym nie wspominałam, ale podoba mi się gangsterski slang twoich bohaterów. Postaci nie wysławiają się w sposób poetycki, ale bardzo dobrze, bo to by przecież nie pasowało do klimatu opowiadania. Widać, że przemyślałaś tę kwestię i nie wciskasz w ich usta słów, które zaburzyłyby wiarygodność przypisanych ról.

Czuję się tak, jakbym zmierzam[ł] po odbiór swojej prawdziwej tożsamości. Chryste, powinienem się [w końcu] porządnie w końcu napić,[zbędny przecinek] albo faktycznie pomyśleć o kobiecie. – Pierwsze zdanie – do przerobienia, natomiast drugie – super. O co mi znowu chodzi, zapytasz. Ano o tę przeklętą narrację. Nie pisz, że Tony coś czuje, bo on nie powinien w ten sposób myśleć. Żaden człowiek tak nie robi. Po prostu to przeżywa. Pokaż emocje, pokaż prawdziwy strumień świadomości. Możesz śmiało zacząć od: Jakbym zmierzał po odbiór… Albo: To trochę tak, jakbym…

Unosi ponownie dłoń, złączając swoje palce, jakby trzymał szczyptę soli. – A ty spryciaro! Nawet się uśmiechnęłam na to wykorzystanie mema. Przy czym szyk: Ponownie unosi…

Zawsze, gdy pojawia się wątek Kellana, marszczę czoło. Otóż Chester otrzymuje od niego wiadomość: Mamy świniaka, szykujemy dla niego rożen i jest bardzo pewny tego, że Marco – nawet jeśli spojrzy mu przez ramię – nie zrozumie treści. Oj, mnie się wydaje, że zrozumie całkiem trafnie. Przecież sam posługuje się takim slangiem! Dodatkowo FBI zgarnia Amanttiego i naprawdę uważasz, że gangster nie połączy faktów? Chester jest tak nieostrożny, że aż prosi się o kulkę w łeb! Motyw służbowej komórki trzymanej przy sobie i SMS-ki z szefem podczas akcji to jakiś kosmos. Poza tym:
Mają Amanttiego i znając chłopaków, sprzątnęli go tak, że nie zdążył nawet pisnąć, ale na to będziesz miał jeszcze czas. – Zaraz, co? Przecież Tony jeszcze w pełni nie przyjął oferty Marco, a co za tym idzie – nie potwierdził na sto procent, że zabije Amanttiego. Jak zamierza to wytłumaczyć? Że jego ludzie sprzątnęli cel, kiedy Tony urządzał sobie przejażdżkę po mieście? To się nie trzyma kupy.

— I ta informacja spowodowała, że masz pot na czole? — Marco wyjmuje z mojego schowka,[zbędny przecinek] paczkę chusteczek, z której wyjmuje jedną i zaczyna wycierać mi kilka kropel potu z twarzy. Jestem chodzącą bombą, muszę coś ze sobą zrobić, bo moje niekontrolowane reakcje,[zbędny przecinek] zrobią ze mnie tarczę na strzelnicy ludzi Marco. – Ano właśnie. Marco to gangster po czterdziestce, a skoro dożył tak zacnego wieku, ma łeb na karku. Zauważa szczegóły, czyta między wierszami. Naprawdę, to zaskakujące, że jeszcze nie przejrzał Chestera. Celowo go ogłupiasz? A może Marco już doskonale wie, z kim ma do czynienia i tylko się bawi? Dodatkowo podtrzymuję zarzut, że Chester się do tej roboty nie nadaje; trzyma przy sobie telefon, na który dostaje wiadomość od szefa (to też jest śmieszna kwestia, bo wcześniej przychodził do niego tylko sygnał, a teraz nagle SMS), po czym strasznie się ekscytuje. Ten policjant nie powinien zostać wysłany na tak poważną operację!
Ostatecznie rozdział był przegadany, panowie po prostu gdzieś sobie jechali. Przyznam, że już bym chciała wejść w jakąś prawdziwą akcję – taką dziejącą się tu i teraz, bez zbędnych gadek, docinek i śmieszków, bo mam wrażenie, że na razie niektóre decyzje są podejmowane poza kadrem. Liczę też na rychłe poznanie Marie. Pod względem narracyjnym było znacznie lepiej, ale wciąż zamierzam być czujna.


Rozdział 5

Rysuje się chory scenariusz, jakoby Marco dowiedział się tego, kim jestem i wywiózł mnie specjalnie w to miejsce, na tę właśnie ulicę, by poetycko ze mną skończyć. – I wcale by mnie to nie zdziwiło. Chester dał Marco multum wskazówek, że chyba jest kimś więcej niż tylko podrzędnym rabusiem. Poza tym to jakoby pasuje do stylizacji głównego bohatera jak pięść do nosa. Nie mieszkaj slangu z archaizmami, bo wyjdzie parodia.

Nie jestem jeszcze żołnierzem, bo Amantti nadal żyje.
– A jaką Chester ma pewność, że Marco za chwilę nie dostanie wiadomości, że Amantii zaginął? I jak Tony zamierzałby się z tego wytłumaczyć? Przecież nie mógłby przewidzieć takiego scenariusza, w którym – powiedzmy – podwładni Amanttiego skontaktowaliby się z górą i poinformowali o zniknięciu swojego szefa. Chyba tego nie przemyślałaś.
Podoba mi się, że w scenie w klubie, kiedy to Tony i Marie spotykają się po raz pierwszy face to face, bohater w końcu zaczyna – jak gliniarz – coś kalkulować i łączyć wątki. Przyznam, że trochę mi tego brakowało, bo odnoszę wrażenie, że do tej pory analizy działy się gdzieś w tle i dostawałam tylko ostateczny wniosek.

Miejsce obrzędów? To tutaj zawieracie Omertę, zmowę milczenia? – Rozdział wypełniony jest soczystym strumieniem myśli Chestera, a to chyba mój ulubiony fragment. Jest o niebo lepiej pod względem narracji; złapałaś bakcyla, wiatr w żagle etc. i na razie nie mam się do czego przyczepić. Jeśli chodzi o samą Omertę – to super, że przemycasz do opowiadania tak dużo włoskiego klimatu. Akurat o tym zjawisku całkiem niedawno czytałam ciekawy artykuł, ale ty – dla osób nieznających pojęć – starasz się w naturalny sposób wszystko tłumaczyć. Fajno.

Miałam już odpuścić technikalia i podsumować je w zakończeniu, ale tego fragmentu po prostu nie mogę ci darować:
— Odzyskał język i proszę[,] jaki ułożony, Tony?! — Spoglądam ponownie na Luce[ę], gdy Marco dołączył do chłopaka za barem — Jesteś z Bostonu? Powiedz mi coś o sobie. — Kiwa na mnie dłonią, zapraszając do stołu, przy którym rozgrywali karty. — Marco wspominał, że warto być twoim przyjacielem? Wiesz, lubię zaczynać nowe znajomości, szczególnie teraz, gdy mam opuścić swoją ukochaną Florydę. — Mam błysk w pamięci, czy to Veronese? — Lubię wiedzieć co, gdzie i jak da się załatwić. To jak, Tony? — Siadamy synchronicznie na skrzypiących krzesełkach o pikowanych, skórzanych oparciach. — Co możesz mi od siebie zaoferować? – Akapity są skopane. Nie, one nie istnieją. W takiej ścianie tekstu nie da się odróżnić co, kto mówi. A przecież na scenę wkroczyło dwóch nowych bohaterów. Pozwól, że to przerobię.

— Odzyskał język i proszę, jaki ułożony, Tony?!
Spoglądam ponownie na Lucę, gdy Marco dołączył do chłopaka za barem.
— Jesteś z Bostonu? Powiedz mi coś o sobie. — Kiwa na mnie dłonią, zapraszając do stołu, przy którym rozgrywali karty. — Marco wspominał, że warto być twoim przyjacielem. Wiesz, lubię zaczynać nowe znajomości, szczególnie teraz, gdy mam opuścić moją ukochaną Florydę.
Błysk w pamięci. Czy to Veronese…?
— Lubię wiedzieć co, gdzie i jak da się załatwić. To jak, Tony? — Siadamy synchronicznie na skrzypiących krzesełkach o pikowanych, skórzanych oparciach. — Co możesz mi od siebie zaoferować?


Sama przyznaj, że wygląda schludniej. W opowiadaniu pojawia się wiele takich akapitowych zawirowań, przez co można się pomylić odnośnie do mówiącej osoby, ale ten fragment był pod tym względem najgorszy.

Oczywiście[,] Marco, zaserwujemy margheritę z podwójnym serem!
Stop. Wróć. Margherita nie ma sera.
Albo ma?
Za to ja na pewno, ale mętlik w głowie.
I spocone dłonie.
Będziemy wciągać, wcierać czy rozpuszczać?
Oczywiście,
[zbędny przecinek] nie margheritę.
Opuszczam na chwilę powieki, widząc w kadrze Scarlett i jej zielone oczy.
Oślepia mnie flesz.
I sypią się cekiny, cekiny, faluje czerwona sukienka.1
Marie!
– Palce lizać i nie chodzi o margheritę. A może chodzi? Znów nie mogłam się powstrzymać, musiałam to wrzucić. Brawo! Sama widzisz, że jak chcesz, to potrafisz i wychodzi ci wybornie. Więcej! Zdecydowanie chcę więcej takiego Chestera.

Końcówka jednak mnie zaskakuje – panowie gangsterzy od początku wiedzieli, że coś jest z Tonym nie tak i postanowili go przeszukać, kiedy tylko zwęszyli okazję, bo Marco poszedł do toalety. Zrobiło się bardzo ciekawie, jest dużo akcji, o którą tak zabiegałam. Z rozdziału na rozdział opowiadanie coraz mocniej mnie wciąga.


Rozdział 6.

— Przepraszam za wczoraj, za tę akcję. — Opuszcza głowę. – Gianna jednak przeprasza za głupi tekst o utracie dziewictwa z Tonym, a ja chyba za wcześnie ją skreśliłam. Mea culpa.
Ładnie opisałaś stan Chestera na kokainowym kacu – aż mnie przeszły ciarki obrzydzenia, tak dokładnie to sobie wyobraziłam.

— Luca sprawdza każdego — oznajmia, gdy do salonu wchodzi uśmiechnięta Laura z moją ramoneską. — Myślę, że gdyby stanął przed nim sam boss, to jego też by sprawdzał. Po prostu nie bierz tego do siebie. Miał do czynienia raz z policyjną wtyką... o
[O]d tego czasu ma już takie,[zbędny przecinek] skrzywienie zawodowe. Każdy jakieś ma. – Czyli jednak panowie z klubu nie znaleźli żadnego podsłuchu… Trochę tego nie rozumiem, bo sam Tony ­– w poprzednim rozdziale – przyznał, że ich nagrywał (notabene to też mi nie dawało spokoju, ale przemilczałam temat w oczekiwaniu na wyjaśnienie). Jakim cudem niczego nie odkryli? Wystarczyło, że bohater wdał się z Carlo w bójkę? Naciągane.
Edit: W dalszym fragmencie faktycznie to tłumaczysz i dopiero przypominam sobie malutką rzecz, na którą zwróciłam uwagę, czyli wciśnięcie palców pomiędzy siedzenie a oparcie kanapy! Wtedy jeszcze trzymałaś to w tajemnicy i nie byłam pewna, po co właściwie Tony miałby tam grzebać. Teraz wszystko nabrało sensu. Ładnie to ugryzłaś.

— Czyli kropnij Amanttiego, a reszty się dowiesz. Masz czas do jutra do trzeciej po południu. – Ale… Amantii już został pojmany przez FBI. Naprawdę nikt, zupełnie nikt, z gangsterskiego świata nie zauważył, że jeden z nich po prostu zniknął? Albo ten cały Amantii tak świetnie się przed wszystkimi ukrywał, ale wtedy Tony miałby problem z namierzeniem go i sprzątnięciem, albo mamy tu dużą dziurę logiczną. Nie podoba mi się ten motyw.

Patrząc, jak bardzo to miejsce jest obskurne, myślę, że trafiłem właśnie w slumsowa[ą] część miasta. – Już było tak dobrze, aż nagle dostaję w twarz tym zdaniem. Może się czepiam, może przesadzam, ale sama prosiłaś o skupienie się na narracji. Człowiek nie myśli o tym, że myśli! Zobacz, trochę to przerobię: Chryste, co za obskurne miejsce! To pewnie ta slumsowa część miasta. Czasem mniej znaczy więcej! Tnij takie zdania, pokazuj prawdziwego Chestera, którego świadomość jest naturalna, płynna i teraźniejsza.

O bohaterach, ich kreacji i moim stosunku do nich miałam wspomnieć dopiero w podsumowaniu, ale zrodziła się we mnie pewna myśl. Nie wiem jeszcze, na ile celowo budujesz w ten sposób swojego głównego bohatera. Chester, który próbuje postawić grubą ścianę pomiędzy prawdziwą tożsamością a tą zmyśloną jest w tym wyparciu bardzo wiarygodny, ale… dla mnie Tony stanowi integralną część Chestera. Jego alter ego naprawdę nie różni się od oryginału ani pod względem poczucia humoru, ani moralności, ani wybuchowego charakteru. Podoba mi się to, bo w narracji pierwszoosobowej wcale nie muszę mu wierzyć. Ba, Chesterowi może się to wszystko tylko wydawać albo już dawno zrozumiał, że tak łatwo nie oddzieli od siebie Tony’ego, co nie zmienia faktu, że bohater ma prawo samego siebie oszukiwać i to ja osądzę, jak jest w rzeczywistości.

Sama końcowa scena, kiedy to Marco i Tony odbierają dług, wypadła bardzo mocno. Czytałam z zapartym tchem, nie mogłam oderwać się od tekstu. Podtrzymuję to, co napisałam wyżej – że Tony wcale nie tak powoli scala się z Chesterem i temu drugiemu chyba coraz ciężej będzie dojrzeć różnice. Jak do tej pory to twój najlepszy rozdział; nie brakowało akcji, interesujących wątków, emocji i Marco, którego mimo wszystko nie potrafię nienawidzić. Początkowo wydawał się stuprocentowym czarnym charakterem, ale z biegiem wydarzeń ukazywałaś coraz więcej jego cech, motywacji oraz bolączek (trauma z przeszłości po stracie siostry). Zauważyłam też, że jednak trochę zmniejszył się poziom nagromadzenia błędnych przecinków lub ich braków.


Rozdział 7

Marco jest skurwysynem, ale nigdy, powtarzam ci, że nigdy,[zbędny przecinek] nie był wobec mnie nieuczciwy! Jest kurewsko lojalny i ceni sobie prawdomówność i tę pieprzoną przyjaźń, którą mimo wszystko[,] czy mi się to podoba, czy też nie, mnie obdarza. Rozumiesz, o czym mówię? Nie, nie rozumiesz! Bo siedzisz w tych pieprzonych czterech ścianach i myślisz, że rozgryzasz idealnie wszystko! Ale się mylisz! – Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Chester mimochodem zaczyna lubić swoje gangsterskie życie oraz mocniej utożsamiać się z Tonym. Niby toczy z alter ego małą wojenkę o dominację nad ciałem, a jednak broni Marco oraz jego uczciwości. Podoba mi się taki motyw wewnętrznych zmagań.

Ćwiczę żywą grę na tej planszy od cholernych czterech lat i nie mam zamiaru popełniać błędów. – A mnie się wydaje, że Chester popełnił już mnóstwo błędów, ale po prostu panowie z mafii są zbyt głupi, by je zauważyć.

Chcę go sprzątnąć do północy […] a mamy pierwszą po południu. Byłbym wręcz szczęśliwy, gdybyście przygotowali całe przedstawienie między ósmą a dziewiątą wieczorem. Amantti wyjeżdża w[o] tej godzinie do klubu, więc realnym będzie,[zbędny przecinek] to[,] gdy strzał padnie na jego wyjściu z domu, na podjeździe do garażu. Reszty reżyserował nie będę, to już wasza rola. – Nie rozumiem, kiedy ten plan został ustalony, bo ja o nim wcześniej nie czytałam. Czyżby kolejna rzecz wydarzyła się za kulisami? Chester wyjechał z tym tak nagle, że poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy to ja coś ominęłam… A może panowie wymyślają go tu i teraz, na spontanie? Wspominałam już, że wątek kontaktu z przełożonym jest według mnie najsłabszy. Logika ci ucieka i dzieją się dziwne rzeczy.

— Dobrze wiesz, że nie. Jeżeli będzie trzeba, to zdejmę z tej odległości nawet mrówkę […]. – Czyli jednak Chester faktycznie zamierza zabić Amanttiego. O tym też mi nie wspominał, a przecież siedzę w jego głowie i powinnam wiedzieć, co planuje! Podczas ostatniej rozmowy Kellan stanowczo wyraził sprzeciw odnośnie do tego zlecenia. Kiedy zmienił zdanie?

Im bardziej Chester denerwuje się, że przełożony nazwał go fałszywym imieniem, tym jestem mocniej przekonana, że mam rację. Mogłabym to porównać do pewnego motywu z popkultury, który jest dość krzywdzący, ale jednak istnieje. Kojarzysz – na przykład w serialach – taki zabieg, gdy jeden chłopak prześladuje drugiego, homoseksualnego? Potem często okazuje się, że ten pierwszy również woli mężczyzn i bohaterowie zostają parą. Wprawdzie nie chodzi mi o preferencje seksualne Chestera, ale próbę wyparcia Tony’ego.
O ile te zmagania z samym sobą są dość interesujące i warte uwagi, to nadal uważam, że nasz gliniarz w przebraniu nie powinien zostać dopuszczony do tej misji: Krzyczę, chwytając jednocześnie za leżącą na blacie broń, której lufę przykładam po chwili do swojej lewej skroni. Rozumiem, że przez cztery lata dużo się mogło zmienić, a taka praca na pewno niesamowicie obciąża psychikę, ale przełożony – widząc podobne zachowanie – po prostu kazałby agentowi zakończyć misję. Zamiast tego Kellan dalej ciągnie tę bezsensowną dyskusję i prowokuje Chestera osobistymi docinkami (nieudane małżeństwo). No nie… Żadna siła nie sprawi, że to kupię.
Znacznie ciężej czyta mi się rozdziały wypełnione rozmowami z Kellanem, ale przynajmniej umiesz je kończyć tak, aby utrzymać czytelnika przy sobie. Cliffhangery to twoja mocna strona.


Rozdział 8

[…] i o ile wcześniej mój narząd trawienia jakim jest żołądek,[zbędny przecinek] nie chciał nawet myśleć o czymś takim jak fast-food[,] tak teraz? Soki trawienne są w stanie skonsumować go w całości, jeżeli za chwilę nie dostarczę im choćby samej [jednej] parówki. – Podoba mi się ten fragment jako stylizacja językowa Chestera, bo znam go na tyle, że spodziewam się po nim podobnych metafor i dziwnych dygresji. Można by to jednak nieco przerobić, by wypadło naturalniej

[…] unosi w górę trzęsącą się dłoń, po czym kiwa nią, dając mi znać, że mogę wjechać. – Pogrubiony pleonazm. A jeśli o podkreślenie chodzi, tu podobnie – nie musisz tak wszystkiego wyjaśniać. Kiwnięcie/machnięcie dłonią jest dość oczywistym znakiem i czytelnik z pewnością domyśli się, o co chodzi.

W ogóle ogromnie żałuję, że poskąpiłaś mi sceny na posterunku, kiedy to Tony wyciągał Giannę z opałów. Przeszłaś od razu do sekwencji, gdy bohaterowie już po wszystkim siedzą w aucie, przekomarzają się itd. Chester wraca myślami do Marie, sugerując, że mogła mieć jakiś związek z aresztowaniem córki Marco. Mimo tej tajemnicy jednak chciałabym sama zobaczyć, co tam się wydarzyło. Nie satysfakcjonuje mnie ekspozycja dialogowa: Gdyby córka Russo nie darowała ci tego, mógłbym na posterunku pajacyki strzelać i stawać na głowie, a nie wypuściliby cię! Chryste! Dokonałaś próby kradzieży, czy do ciebie w ogóle dociera, co zrobiłaś? I dalej: […] policjant, który przyjechał na miejsce i zabrał cię na posterunek, streścił mi cały przebieg wydarzenia […]. Ty też właśnie całość streściłaś! Wiem, że potrafisz pisać sceny dynamiczne, więc czemu tym razem sobie odpuściłaś?

[…] byłem jeszcze w stanie pociągnąć za spust w kierunku nic nie winnego mi człowieka. – Ojej, a co to za potworek? Pamiętam, że miałam o poprawności napisać w podsumowaniu, ale ciężko przejść obojętnie. Zauważyłam, że chyba szukając zamienników czy synonimów, udziwniasz tekst i tworzysz takie zdania. Proponuję po prostu: […] w kierunku człowieka, który mi nie zawinił lub […] w kierunku niewinnego człowieka.

Odpalam papierosa, rozsiadając się wygodnie. – Gianna i Tony wciąż siedzą w aucie. Dziwi mnie, że wcześniej (gdy on i Marco jechali rozerwać się w towarzystwie prostytutek) Chesterowi przeszkadzał dym i otworzył okno. Teraz tego nie zrobił. Już mu nie przeszkadza?

Po tym, co od niej usłyszałem, powróciło do mnie ponownie cholerne uczucie niesmaku i fatalnego niepokoju,[zbędny przecinek] pomieszanego z palącym wnętrze wstydem przed samym sobą. Wiedziałem już bowiem to, że jestem w stanie naprawdę nisko upaść i płacić niebezpiecznie wysoką cenę za doprowadzenie tej sprawy do końca. – A czemu nie pokażesz, jak bardzo Tony poczuł się nieswojo? Przecież nie masz problemów z oddawaniem emocji, wielokrotnie to udowodniłaś (wciąż mam w głowie wyjątkowo mocny obraz narkotykowego kaca), więc nie rozumiem podłoża tego suchego opisu. Lenistwo? Powyższy fragment brzmi kronikarsko, jak opis stanu po fakcie, a nie silne uczucia targające bohaterem tu i teraz. No i jeszcze to bowiem… nie pasuje do stylizacji Chestera.

Sięgam do ki[e]szenie kurtki po zapalniczkę-dyktafon, lecz po chwili cofam swój ruch, pozostawiając ją nadal na miejscu. // Nie będę kutasem. Nie zrobię jej tego. – To dla mnie kolejny hint sugerujący, że Chester coraz bardziej zaprzyjaźnia się ze swoim alter ego. Budzi się w nim empatia do osoby, która przecież początkowo miała być tylko jedną z wielu członków rodziny mafijnej będącej celem głównego bohatera. Fajnie, że pozwalasz mi samej to odkrywać.

Mija[ją] może trzy sekundy, jak jej zielone tęczówki błyszczą w żółtym, jarzeniowym świetle sufitowych lamp. – Powiem ci całkowicie szczerze, że dzięki wcześniejszy wtrąceniom o oczach Scarlett od razu zgadłam, o kim mowa. Sama doskonale widzisz, że drobne przemycenia wyglądu bohaterów potrafią zapaść w pamięć.

Spieprzyłem, w tym momencie wiem, jak bardzo spieprzyłem i przeciągnąłem. Teraz już nie mam wyboru
[,] czeka mnie tylko jedno, ryzykowne wyjście z tej sytuacji. – Oj tak, i nieważne, jak bardzo scena spotkania z ex żoną była wciągająca (a przeczytałam ją ciurkiem, nie mogąc oderwać się od monitora), tak faktycznie uważam, że Chester powinien jak najszybciej zakończyć rozmowę i wrócić do auta. Po raz kolejny pozwolił, by zawładnęły nim emocje, nie zachował się profesjonalnie, przez co Scarlett usłyszała fałszywe imię bohatera. Co do kwestii technicznej, to ostatni przecinek zamieniłabym na półpauzę [–].

Mimo wszystko Chester podjął najmądrzejszą decyzję, jaką mógł, czyli między słowami dał do zrozumienia ex żonie, że ciągle pracuje w policji i tym razem pod przykrywką, czym zakończył niebezpieczną sytuację. Odzyskuję wiarę w jego rozsądek.


Rozdział 9

Wymagam według niego dyscypliny, którą myli chyba ze wsadzeniem sobie sztywnego kija w dupę. Ale niech mu będzie. Jak chce, tak będzie miał, skoro jemu samemu jest z nim wygodnie między pośladkami. – A mnie to wcale nie dziwi, że Andrew mimo wszystko wymaga od Chestera skupienia, szacunku do przełożonego i powagi, zwłaszcza że panowie znajdują się aktualnie na akcji, więc raczej gadki o teściach czy przepuklinach powinni sobie zachować na później. Mam spory problem z tą relacją (z Kellanem) i zachowaniem Chestera względem szefa. Zamierzam napisać o tym więcej w podsumowaniu dotyczącym bohaterów.

Pozostał już tylko mój strzał, reakcja przechodnia zwanego Patrickiem i chłopaków od pizzy, wezwanie specjalnie do tego przygotowanej karetki, kilku podstawionych radiowozów, a następnie stwierdzenie zgonu na miejscu i wywózka niby-martwego Amanttiego do nowego świata.
– Wszystko pięknie i cacy, tylko co z rodziną? Co, jeśli bliscy Amanttiego, którzy nie mają pojęcia o planie federalnych, będą chcieli zobaczyć ciało, pożegnać przyjaciela/brata/kuzyna etc. i wyprawić mu pogrzeb? Czy o tym nasi geniusze zbrodni nie pomyśleli?

— Nie żyje — odpowiada Kellan, w tle słyszę wzywającego ambulans Patricka. – Tyle dobrego, że ktoś przynajmniej odwalił za Flipa i Flapa, ekhem, to znaczy Andrew i Chestera, brudną robotę. Śmierć Amanttiego faktycznie sprawia, że wyżej wspomniana dziura logiczna zostaje wypełniona. Nie jestem tylko pewna, czy – pisząc ten wątek – zdawałaś sobie sprawę, że odstrzelenie Nicollo przez kogoś innego magicznie rozwiąże wszystkie problemy. Tak się stało, problem znikł, ale czy jest to dla mnie satysfakcjonujące? Nie za bardzo.

— Akcja zakończona.
— Nie dla mnie — oznajmiam szorstko […].
– No jasne, Chester znów postanawia zignorować polecenie przełożonego… Jeju, on naprawdę nie nadaje się do takich akcji! Przyznaję, postawa buntownika, jakiego wykreowałaś, jest spójna (wręcz obstawiałam, że nie będzie chciał odpuścić), co nie zmienia faktu, jak bardzo naraża siebie oraz kolegów po fachu!
W ogóle to pomyślałam o jeszcze jednej rzeczy – skąd Marco wiedział, że Chester jest snajperem i może skutecznie pozbyć się Amanttiego? Przecież przedstawił mu się jako Tony-informatyk, który zdobywa informacje o różnych towarach i przekazuje je dalej. Czyżby panowie dogadali się, że Tony kogoś wynajmie? Ale jeśli tak, to gdzie podziały się takie rozmowy lub choćby myśli o nich? Coś mi tu znowu śmierdzi niespójnością.

Nie mam więcej zastrzeżeń, chociaż na pewno doskonale zdajesz sobie sprawę, że nie jestem fanką wątku Amanttiego. Widzę w nim dużo nielogiczności. Poza tym pod względem dynamiki było bardzo dobrze – nie przeciągałaś myśli, Chester podejmował błyskawicznie decyzje, pokazałaś jego emocje (np. bolący ze stresu brzuch). Oby już zawsze tak wyglądały u ciebie sceny dynamiczne.


Rozdział 10.

Myślę, że nie musisz informować, z czyjej perspektywy zaczynasz dany rozdział czy fragment. Nie jest to oczywiście błąd, a sugestia. Piszesz w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, a przy odmienionych, żeńskich końcówkach szybko domyślę się, w czyjej głowie siedzę.

Dostawa moich ulubionych piwonii, sądząc po miłym podziękowaniu mojego taty, przebiegła bez większych zastrzeżeń i delikatny pudrowy róż wyhodowanych kwiatów,
[zbędny przecinek] ozdobi złoto-białe obrusy nakrywające kilkanaście stołów. Mam nadzieję, że Luciano nie zapomniał o moich ulubionych ravioli. // Mam tendencję do myślenia o stu rzeczach na raz. – Podkreślony fragment jest bez sensu, przecież doskonale widzę, że Marie faktycznie myśli o kilku sprawach w tym samym czasie. Pokazujesz coś naturalnym strumieniem, a potem dodatkowo powtarzasz tę samą informację, robiąc z czytelnika debila. Poza tym to trochę dziwne, że bohaterka w swojej głowie uznaje, że ma do czegoś tendencję. Już samo mam nadzieję mogłabyś zastąpić bardziej naturalnym dla ludzkiej myśli: Oby tylko Luciano nie zapomniał…

Ale teraz wróćmy do Elizabeth. – Znów to przełamywanie czwartej ściany? Takie zwracanie się do odbiorcy jest przynajmniej wybijające z rytmu. Dodatkowo nie pasuje do narracji, jaką wybrałaś, oraz sposobu jej prowadzenia. Oczywiście byłoby to całkiem w porządku, gdybyś na starcie opowiadania jasno i wyraźnie zaznaczyła, że bohater puszcza oczko do czytelnika, czasem do niego mówi; coś na zasadzie Opowiem wam moją historię. Odnoszę wrażenie, że mimo wszystko do końca nie jesteś pewna, jak to ugryźć.

Oglądam się za prawe i potem za lewe ramię z towarzyszącą mi miną, która ma sugerować mojej przyjaciółce, że nic co za pewne rzuciło się w jej oczy, ja nie dostrzegam. Siadam po turecku i unoszę ręce ku górze. Splatam palce, robiąc kilka okrężnych ruchów głową. Nie odpowiadam na zadane mi pytanie. – W tym fragmencie jest tak wiele problemów, że postanowiłam go wkleić i omówić. 
Po pierwsze – suchota. Marie nie rozumie, o co chodzi Elizabeth, mechanicznie rozgląda się po pokoju. Czemu nie zada sobie w głowie pytania np. O co jej znów chodzi…?. Zabrakło naturalnych myśli, a całość brzmi jak wypowiedziana przez narratora trzecioosobowego (który notabene wcale nie musi być suchy i drętwy). 
Po drugie – mojej przyjaciółce. Powtórzę się: jestem na sto procent pewna, że nie myślisz tak o jakiejś swojej bliskiej koleżance, tylko Basia/Kasia/Anka itp. 
Po trzecie – unoszę ręce ku górze. Jest to pleonazm, czyli masło maślane, bo nie da się unosić czegoś w dół. 
Wątpliwości wzbudza również podkreślenie, pojawia się też ortograf. Może: …że niczego, co zapewne rzuciło jej się w oczy, ja nie dostrzegam? Na koniec zaimkoza. Masz z nią spory problem, bo tam, gdzie mogłaś darować sobie nadprogramowe mi/moja i im podobne wariacje, stawiasz je, jakby jutra miało nie być. Tnij to w cholerę, a zobaczysz, że tekst stanie się o wiele płynniejszy i naturalniejszy.

Nadmiar alkoholu? Jestem tylko zwykłym człowiekiem, który [niestety] posiada niestety cienką granicę wytrzymałości na presję rysujących się zdarzeń i może mi to pomaga, a może nie, mam to po prostu gdzieś, bo ten kieliszek jest jednym moim przyjacielem, któremu mogę zdradzić wiele rzeczy, a on nawet nie piśnie. Dyskretny i wierny kochanek, który wlewa we mnie całe swoje cierpko-słodkie uspokojenie. // Ale jeszcze trochę, a nawet z nim się rozstanę. // To tylko kwestia czasu... – Jest już lepiej, Marie – tokiem myśli – pokazuje nam, że faktycznie ma problem z alkoholem, co trochę próbuje usprawiedliwić presją i brakiem prawdziwym przyjaciół, a nawet obiecuje, że kiedyś przestanie pić. Ja to kupuję, bo wcześniej przedstawiłaś ciekawą scenę, kiedy Elizabeth robiła jej wykład na temat uzależnienia i potencjalnego odwyku w młodym wieku. Bardzo dobrze, nie informuj, a pokazuj. 
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz… Bohaterka z jednej strony mówi, że jest tylko zwykłym człowiekiem, a z drugiej buduje dość niecodzienne sformułowania (posiadać granicę). I tu rodzi się moje rozważanie, czy stylizacja tej bohaterki została niecelowo przez ciebie napompowana, czy może to Marie próbuje uchodzić za głębszą językowo, niż jej faktycznie wychodzi. Chętnie poznam odpowiedź.

Śledzę niższego ode mnie o głowę Włocha […]. – Wiem, że już nie raz o tym trajkotałam, ale zamierzam się powtarzać, żebyś lepiej przyswoiła temat. To naprawdę nic strasznego, żeby w narracji pierwszoosobowej powtórzyć czyjeś imię. Nie szukaj na siłę nienaturalnych zamienników. Dalej dowiaduję się, że Luciano jest kuzynem Marie i mają raczej dobre stosunki. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by bohaterka nazwała go w głowie zdrobnieniem czy ksywką, o ile taką ma.

Uśmiecham się do mojego włoskiego kuzyna […]. – Identyczna sytuacja. Już lepiej byłoby napisać po prostu uśmiecham się do niego, bo w obecnej formie brzmi wręcz komicznie. Serio, parsknęłam śmiechem.

[…] w tym Marco, którego córkę przyłapałam wczoraj na kradzieży. Byłam zszokowana, widząc Giannę i to, co zrobiła. Nigdy nie miałam okazji poznać jej wcześniej i na pewno te okoliczności nie były moimi wymarzonymi, by to się stało. Słuchałam ją, gdy tłumaczyła się obecnemu na pasażu policjantowi, że to był idiotyczny żart, zakład ze znajomymi i wiem, że w każdym innym przypadku, [zbędny przecinek] nie uszłoby to nikomu na sucho, ale to jest córka Marco. Nie mogłam pozwolić na to, by swoim wybrykiem ściągała na niego niepotrzebne problemy ze strony policji. – Ziewam… Bardziej sucho się nie dało? Marie wygłasza nam rozprawkę, zdaje raport czy co? Wystrzegaj się takich fragmentów. Spróbuję go trochę podrasować, żeby dać ci jakiś przykład:
[…] w tym Marco, którego córkę przyłapałam wczoraj na kradzieży. Cholera, jak Gianna mogła to zrobić?! Smarkula… Cudowne okoliczności na pierwsze spotkanie, nie ma co! I jeszcze te tłumaczenia, że to tylko żart, głupi zakład... ech. Przewracam oczami. Ciekawe, czy zdaje sobie sprawę, że gdyby nie tatuś, inaczej by się to skończyło? Ale przecież nie mogłam pozwolić, by swoim wybrykiem ściągała na niego niepotrzebne problemy z policją! 
Przy czym zauważ, że mój przykład jest o wiele agresywniejszy od stylizacji Marie (bardziej przypominałby słowa Chestera); napisałam go, żeby pokazać ci, o co mi chodzi.

— O! Ty jesteś ten bardziej porywczy i żądny krwi, co się bardzo Chesterowi nie podoba, bardzo, Tony! – Przypadła mi do gustu taka rozmowa niby z Tonym, a właściwie z samym sobą, bo ja już doskonale wiem, że Chester wcale nie jest mniej porywczy od alter ego. Nieustannie walczy, próbuje wypierać fikcyjną osobowość, ale to wciąż jeden i ten sam człowiek. Uważam wspomniany wątek opowiadania za wyjątkowo ciekawy.

Dalej wprowadzasz kolejny interesujący hint (nagranie, a właściwie brak nagrania z kokainowej posiadówy), który mocno, ale nie za mocno, sugeruje, że:
1. Albo Chester był tak przyćpany, że nie trafił w przycisk nagrywania lub niechcący potem całość skasował.
2. Albo Chester podświadomie niczego nie nagrał, bo coraz bardziej zaprzyjaźnia się z nowymi znajomymi i gangsterskim życiem.

Super, że pozwalasz mi samej o tym myśleć, porządkować i fakty i szukać odpowiedzi. O to właśnie chodzi z tymi wszystkimi smaczkami, które autor powinien porozrzucać w swoim tekście. Zresztą… co ja ci będę gadać, pod tym względem wiesz, jak to robić, by zaangażować czytelnika.
Ale… mimo wszystko dziwi mnie, że Chester podszedł do tego zupełnie na luzie i nie przejął się skasowanym nagraniem. Zamontowanie podsłuchu sporo go kosztowało (przypominam: kac, nerwy, ogólne złe samopoczucie). Do tej pory o kolegach gangsterach wyrażał się dość negatywnie, chciał znaleźć na nich dowody, przyłapać na gorącym uczynku i to naprawdę zaskakujące, że tak szybko bagatelizuje problem. Niby potem sprawdza, czy ktoś majstrował przy jego zapalniczko-dyktafonie, ale szybko ucina temat i stwierdza: Stek bzdur. To nie miało miejsca.
Mam jeszcze jeden problem w tym rozdziale, a mianowicie stylizacja Marie, która brzmi bardzo podobnie do tej Chestera. Spójrz: Skoro odrzucam od ciebie już trzecie połączenie na messengerze, to logicznym jest chyba to, że albo nie mogę, albo nie chcę z tobą rozmawiać, ale nie byłabyś sobą, gdybyś nie próbowała do skutku, więc raczej nie mam większego wyboru. I dalej: Boże, i właśnie dlatego nie miałam z tobą ochoty rozmawiać. Wiedziałam, że będziesz się czepiać, a ja nie odczuwam żadnej wewnętrznej potrzeby, by w jakikolwiek sposób tłumaczyć ci się ze swojej bardzo prywatnej części życia. Takich fragmentów, kiedy to bohaterka zwraca się w myślach do innej osoby, było więcej, ale nie ma sensu, żebym je wszystkie przytaczała. Do tej pory uznałam tę manierę za należącą tylko i wyłącznie do Chestera, co na początku brzmiało dość nietypowo, bo z podobnym zabiegiem nie spotykam się za często, ale okej. W jego przypadku trzymałaś się konwencji, chyba w każdym rozdziale używałaś tego zabiegu. Kiedy natomiast robisz to przy Marie, zaczynam się obawiać, że stylizacje językowe twoich głównych bohaterów będą zbyt jednolite. Powinnaś szukać innych rozwiązań. Dodatkowo obydwoje użyli takich wtrąceń jak Boże/Jezu i mają też całkiem podobne poczucie humoru, ale o ile zachowasz umiar, nie przyczepię się.


Rozdział 11

Wskazówki układają się w siódmą pięćdziesiąt siedem, gdy bostoński taksówkarz wykonuje skręt w prawo, który zasygnalizował już kilometr wcześniej. Dojeżdżam siedem minut po wskazanym przez Marco czasie […]. – Czy ta siódemka ma jakieś znaczenie fabularne? Poza tym nie przypominam sobie, żeby do tej pory Tony tak dokładnie odmierzał czas i podawał mi go co do minuty. Może robi to w stresie? Wcześniej spotkałam się już z nim w stresującej sytuacji i nie zachowywał się w ten sposób.

Całym sobą wzbraniam się przed postawieniem tej cholernej tezy, a najskuteczniej odciąga mnie od tego: // Moje nadal bijące serce.
– Bardzo dziwna konstrukcja, bo po pierwsze – psuje mi flow czytania i sprawia, że muszę na chwilę przerwać, odetchnąć i zjechać oczami linijkę niżej. Po co? O zapisywaniu myśli w pierwszoosobówce kursywą już pisałam na początku, więc nie będę się powtarzać, ale coraz częściej zauważam, że masz tendencję do takiego udziwniania.

— Przepraszam — pochylam się — zapytałem pana, ile pła...
— Nic.
— ...cę — kończę,
[zbędny przecinek] przerwaną mi wcześniej wypowiedzieć. – Zupełnie nie ma potrzeby, abyś to dodatkowo podkreślała. Widać, że Tony kończy zdanie chociażby po urwanym wyrazie. Nie zapychaj tekstu takimi oczywistościami.

Chester w końcu przybywa na przyjęcie, drzwi otwiera mu Marco i od razu raczysz mnie chemią pomiędzy tymi panami. Ich relacja jest bardzo mocnym pozytywem tego opowiadania; wiesz, jak ci bohaterowie powinni się zachowywać i rozmawiać, żeby żyć. W ich wypowiedziach nie ma ani krzty sztuczność i czuję, jakbym czytała o prawdziwych osobach z mafijnego świata, a nie wykreowanych przez autora bohaterach. Dodatkowo w tym rozdziale pod względem narracji również jesteś w formie. Co i rusz uśmiecham się pod wpływem przejmujących myśli Chestera i jego nieco czarnego humoru, a opisywanie wnętrza domu Russo (w którym jest po raz pierwszy) również przychodzi mu naturalnie. Nie opisuje po kolei każdego pomieszczenia z chirurgiczną dokładnością, a płynnie lawiruje między czynnościami i wtrąceniami o wystroju.

Dalej bohaterowie przekomarzają się, że Tony – w starych, podartych ciuchach – na ogół prezentuje się jak dziad, a ja nie mogę wyzbyć się wrażenia, że on szczerze lubi Marco. Jeśli naprawdę tak kreowałaś tę relację, to brawo, udało się! Jeśli wyszło niechcący – cóż – nadal mi się podoba, bowiem im mocniej Tony stara się mnie przekonać, że nienawidzi swojego partnera biznesowego, tym mniej mu wierzę.

Historia taksówkarza napastującego Marie i późniejsze konsekwencje pokazują, że Chester znów włącza swoje policyjne myślenie; zaczyna analizować, ilu świadków różnych incydentów z rodziną Russo miało jeszcze miejsce w Bostonie. Podoba mi się i mam nadzieję, że chłop nie przestanie kombinować, jak wykorzystać nowo zdobytą wiedzę. Poza tym podkreślasz jego silną moralność i to, jak bardzo zależy mu na rozbiciu kryminalnego światka. Fajnie, że tak łatwo nie zmienia swoich przekonań i trzyma się pierwotnej misji.

Upijam jej łyk i czuję, że spadł on do mojego żołądka jak w bezkresną pustkę. – Może na tym etapie to błahostka, ale miałam skupić się na naturalności, więc tak zrobię. Po raz kolejny – tnij te zaimki!

Naprawdę byłem jej [dop. zapalniczce z podsłuchem] wierny przez kilka ostatnich lat, więc czuję, jakbym popełnił swego rodzaju okropną zdradę. – A może właśnie to jest przyczyną braku zapisanych rozmów z klubu? Tony’emu nie przyszło do głowy, że sprzęt z czasem może się psuć i należy go wymieniać, aby był niezawodny na misji? No dziwne…

Nie mogłabym jednak przejść obojętnie i nie wspomnieć o iście włoskim klimacie, jaki serwujesz. Opisy jedzenia, muzyki, rozmów… Miodzio! Czuję się w tym mafijnym, wystawnym świecie zatracona. Fragmenty dla przykładu:
Podchodzę do stolika i biorę w dłonie pusty talerzyk. Zapach ravioli jest tak intensywny, że nie sposób, abym je dzisiaj pominął, więc kilka z nich ląduje na moim talerzyku,[zbędny przecinek] zaraz obok idealnie soczystej parmeńskiej szynki i pikantnych listków rukoli.

I jeszcze:
[…] Agnese, która swoim śpiewem mogłaby dopełnić słyszaną w tle muzykę do Tarantelli. Byłaby niczym Carmella Corleone na ślubie swojej córki, a ja poczułbym wtedy, że spełniam swoje dziecięce marzenie,[zbędny przecinek] przeniesienia się w przeszłość wprost na plan filmowy Ojca Chrzestnego.

Szkoda, przed tańcem z Marie, poplamić białej[ą] koszuli[ę] czerwoną krwią. – Panowie nie pochodzą ze świata fantasy, żeby mieli krew inną niż czerwona…

Dynamiczna scena szarpaniny, padło trochę ostrych słów, jest spore napięcie, po czym dostaję to:
[…] warczy, prawie wbijając swój noc[s] w moje prawe oko. – Wybacz, ale to zdanie niesamowicie wybiło mnie z rytmu, aż na głos parsknęłam śmiechem. Nie jestem pewna, czy taki właśnie był twój zamiar.

W końcu doczekałam się oficjalnego poznania Tony’ego oraz Marie i nie jestem zawiedziona; do tej pory Tony zgrywał wielce pewnego siebie, który doskonale wie, co zrobi, gdy już spotka córkę Russo, a jednak, kiedy do tego dochodzi, poci się, nie może skupić myśli, jest mu niedobrze ze stresu. Podoba mi się ta rozbieżność pomiędzy mniemaniem o samym sobie a faktycznymi działaniami – dzięki temu udowadniasz, że faktycznie na polu romantycznym brak mu biegłości.
Mimo to dalej odzyskuje rezon, rzuca kilka głupawych tekstów, które rozluźniają atmosferę i jakoś mu ten podryw idzie. Marie i Tony szybko łapią wiatr w żagle i muszę stwierdzić, że pomiędzy nimi też błyskawicznie zbudowałaś chemię. O dziwo – nie czuję dreszczu zażenowania, a wręcz przeciwnie, czytam z wypiekami na twarzy. Początkowo bałam się, że mowa i zachowania Marie nie będą różnić się od Tony’ego, ale wychodzi na to, że łączą ich jedynie cięty język i poczucie humoru.

— Skarbie, nie miej mnie za idiotę. Nie urodziłem się dzisiaj.
Ale tez
[ż] dosyć niedawno, bo w dwa tysiące szesnastym, więc powinienem mówić, że mam cztery lata, a nie dwadzieścia dziewięć. – Czyli Chester wraca do punktu wyjścia, w którym to usilnie oddziela się od Tony’ego grubą linią? No dobrze, kupuję tę wewnętrzną walkę ze wszystkimi bonusami!

Dużo pochwał przychodzi z tym rozdziałem, ale pokuszę się o jeszcze jedną. Widać, że umiesz operować i pobudzać zmysły czytelnika (w tym przypadku zapach i smak):
Aloesowy zapach skóry Marie, który przy tym geście towarzyszy, będzie mi się dzisiaj śnił w nocy, a raczej Tony'emu, bo Chesterowi z pamięci trudno będzie wyrzucić brzoskwiniowy zapach ust Scarlett i to już jest zbyt wiele. Takie pomieszanie,[zbędny przecinek] to przecież prosta droga [do] śmiertelnego szaleństwa.

Pierwszy raz,[zbędny przecinek] czuję się jak pieprzony oszust, bezczelny kłamca, wobec człowieka, który myślę, że mógłby zaryzykować dla mnie życie. A ja co dam mu w zamian? – Bardzo ładny, nienachalny fragment pokazujący, że w Chesterze naprawdę kiełkują ciepłe uczucia względem Marco. A może one już dawno wykiełkowały i teraz kwitną? Bardzo mi się podoba, że pozwalasz czytelnikowi samemu to odkrywać.

Budowane przez dziesięć rozdziałów napięcie dotyczące szefa wszystkich szefów w końcu eksplodowało – udało ci się spełnić oczekiwania i przedstawiłaś Russo jako wyjątkowo grubą rybę. Przyznam, że czułam dreszcz, czytając o nim i jego wielkim wejściu. Dobrze opisałaś spiętą atmosferę panującą w gabinecie, tym samym pokazując sceną (a nie suchą ekspozycją), że Anthony’ego Russo należy się bać.


Podsumowanie

Myślę, że tym przyjemnym akcentem możemy przejść do podsumowania. Podjęłam taką decyzję, bo dostrzegłam znaczny progres, moje powtarzające się komentarze tylko zapchałyby ocenę, a przecież nie o to chodzi. Pozwól, że zacznę od tego, co najważniejsze, czyli narracji.

Sama na pewno zauważyłaś, że bywało… różnie. Wystartowałaś bardzo dobrze, bo chociaż uparłaś się na ekspozycję streszczającą obecne życie Tony’ego oraz jego pracę pod przykrywką, to wykorzystałaś sprytny myk, a mianowicie nagrywanie na dyktafon, aby bohater mógł w przyszłości wykorzystać tę historię. Napisałam ci wtedy, że to kupuję, potrafiłaś się wybronić itd. Niestety wraz z kilkoma kolejnymi rozdziałami pojawiła się linia pochyła w dół:

Tony myślał o tym, że myśli. – To bardzo niszczy naturalność, a przecież ja (jako czytelnik) powinnam nieustannie tkwić w głowie głównego bohatera (narratora pierwszoosobowego). Wyobraź sobie sytuację, że intensywnie coś rozważasz, powiedzmy, że wybierasz kolor tapety na ścianę. Czy w twojej głowie urodzą się okrąglutkie zdania Myślę, że niebieski lepiej się sprawdzi? Dam sobie uciąć rękę, że nie. Nie pozwól więc, by twoja postać funkcjonowała w sztuczny sposób, ma być człowiekiem z krwi i kości, w którego uwierzymy.

Niektóre myśli Tony’ego zapisywałaś kursywą. – Dlaczego? Każde słowo, każda linijka i akapit to JEGO myśl, więc jeśli chciałabyś pozostać konsekwentną, musiałabyś w ten sposób ułożyć cały tekst, ale wtedy szybko rozbolałyby mnie oczy.

Nagromadzenie zaimków. – Najczęściej raziły mój/moje/moja w odniesieniu do rzeczy, o których myślał Tony i chciał podkreślić, że należały właśnie do niego. Często jednak nie było takiej potrzeby. Nie wiem, czy spotkałaś się z powiedzeniem, że czasem mniej znaczy więcej i u ciebie to się sprawdza w stu procentach. Tnij te zaimki i czytaj swój tekst na głos. Zobaczysz, że bez nich niczego nie straci, a o wiele więcej zyska.

Zastępowanie imion synonimami. – Nie pojawiło się tego dużo, ale sporadycznie irytowało i wytrącało z rytmu. Na przykład wtedy, gdy podczas rozmowy z Kellanem Tony określił szefa mianem rozmówcy. Człowiek, gdy już pozna i zapamięta czyjeś imię, nie nazwie go per mężczyzna lub kobieta.

Przełamywanie czwartej ściany. – Odnoszenie się bohatera do czytelnika nie jest błędem, ale wykorzystałaś ten trik, bodajże, dwa razy, a to za mało, abym uznała go za specyfikę opowiadania, przez co czułam się bardzo niekomfortowo, gdy Tony mówił wprost do mnie.

Mam wrażenie, że gdy tylko przebrnęłam przez te słabsze rozdziały, zrobiło się naprawdę przyjemnie. Narracja wróciła na właściwe tory, tobie wyostrzył się styl, a co za tym idzie – cięty język Tony’ego. Ponadto udowodniłaś, że gdy chcesz, to naprawdę potrafisz (chociażby smaczny fragment myśli o Marghericie). Wiesz też, jak dozować tempo – w których momentach przyspieszyć i nie zalewać czytelnika przemyśleniami, a kiedy zwolnić i pozwolić bohaterom na głębsze emocje. To właśnie dzięki scenom pokazywałaś rozwój relacji, przebieg ważniejszych wydarzeń oraz konkretne zachowania postaci, w które mogłam uwierzyć. Zwróciłam również uwagę na subtelne przemycanie wyglądu bohaterów, a dzięki temu bez trudu zapamiętywałam podane cechy (chociażby wzrost Marco). Naprawdę czułam, że ty doskonale wiesz, co robisz, tylko czasem się zapominasz. Nie mogłabym też nie wspomnieć o tym, jak poruszałaś inne zmyły (zapach oraz węch), racząc mnie nienachalnymi opisami włoskiego jedzenia czy szminki Scarlett. Mogę też śmiało założyć, że w gorszych momentach to charakter twojego głównego bohatera ratował dzień.

Tony/Chester jest bardzo dobrze wykreowaną postacią. Dzięki wielu scenom i głębokim przemyśleniom mogłam poznać go na tyle, by czasem przewidzieć, jak się zachowa lub jakie zajmie stanowisko w danej sprawie. Od początku przedstawiałaś go jako postać o wyjątkowo silnym poczuciu sprawiedliwości, chociaż nie zawsze była to sprawiedliwość względem prawa. Odnosiłam wrażenie, że Tony trochę kieruje się zasadą „oko za oko”, gdzie wręcz aprobuje poniesioną przez któregoś z bandziorów śmierć np. Vaniero, koleś od długów, niedoszły gwałciciel-taksówkarz. W swoich decyzjach jest stanowczy i ostro wyraża sprzeciw, jeśli coś mu się nie spodoba (niesnaski z Kellanen). Dodatkowo ma specyficzne poczucie humoru, które nie każdemu przypadnie do gustu, ale jak na pewno wywnioskowałaś z oceny – mnie przypadło. Mam jednak mu coś do zarzucenia, a mianowicie to, że jest policjantem pod przykrywką. Czasem wydawało mi się, że Chester się do tej roboty po prostu nie nadaje – wielokrotnie nie panował nad gniewem czy emocjami, podnosił głos na przełożonego, nawet odmawiał wykonania rozkazu (!), co dla mnie jest totalnie niedopuszczalne w takim zawodzie. Zdarzało się też, że nie pomyślał o czymś tak trywialnym jak podsłuch w mieszkaniu! To było pierwsze, co przyszło mi do głowy, a przecież żaden ze mnie policjant czy chociażby bandzior. Zamiast tego Tony w najlepsze rozmawiał sobie z Kellanem, podnosił głos, krzyczał… To się naprawdę kłóci z obrazem tajniaka, który za wszelką cenę musi utrzymać w tajemnicy swoją prawdziwą tożsamość. Wystarczyłoby, żeby Marco miał o kilka IQ więcej i był nieco bardziej podejrzliwy. A skoro już przy nim jesteśmy…

Moim zdaniem Marco jest twoją najlepszą postacią – trzyma się kupy od samego początku do końca, ma dobre, naturalne dialogi i nie stanowi tylko tła dla rozwoju Chestera. Między panami od początku czuć chemię, a jego ostre teksty potrafią wywołać uśmiech. Dodatkowo bohater ma cele, marzenia, motywatory, nie jest czarno-biały czy papierowy. Z moralnego punktu widzenia to antagonista – należy do mafii, zabija ludzi, zdradza żonę i nie przeszkadzają mu ewidentnie nieletnie panie do towarzystwa, a mimo wszystko potrafiłaś pokazać go tak, że naprawdę ciężko czuć względem niego nienatywne emocje. Czytelnik jest w stanie mu współczuć (smutna przeszłość) czy nawet kibicować.

Dla odmiany Kellan to czarna owca opowiadania. Nie nadaje się na szefa tej wielkiej operacji; często ponoszą go emocje, pozwala na nieprofesjonalne relacje w pracy, a groźbami próbuje wymusić posłuszeństwo. Mam z tym bohaterem problem, bo gdy tylko się pojawiał, sceny traciły sens (krzyki w mieszkaniu, wydawanie sprzecznych poleceń, niebezpieczne video rozmowy).

O Marie czytałam stosunkowo mało, ale wystarczająco, by wyrobić sobie zdanie. Dziewczyna ma własne problemy (alkohol), które tylko budują jej kreację. Dodatkowo jest dość pewna siebie, świadoma swojej kobiecości oraz pozycji w stadzie. Bierze to, czego chce, potrafi kusić, by coś zyskać.

Reszta bohaterów pojawiała się epizodycznie, ale o każdym mogłabym powiedzieć kilka słów.


Poprawność – Rozdział 0

Po prostu, nie jestem fanem zmarszczek między nogami. – Zbędny przecinek.

Laura, jak dowie się, co odpieprzasz, to ci odstrzeli przyrodzenie. – Dziwny szyk. Proponuję: Jak Laura się dowie, co odpieprzasz, to […].

[…] to chodziłbym jej wiernie przy nodze, jak wygłodniały pies. – Niepotrzebny przecinek.

Wynurzam się po kilkunastu sekundach i ocieram twarz i dłonie, wiszącym obok ręcznikiem. – Niepotrzebny przecinek.

Zaczynam liczyć każdą po kolei, tak jak i dni w kalendarzu od momentu, w którym wszedłem w skórę nieznanego mi gościa, z którym musiałem dobrze się skumplować.
– Nie jestem pewna, czy to celowe powtórzenie. Wydaje mi się, że nie.

[…] sam nie będzie wiedział od czego ma zacząć.
– Zabrakło przecinka po wiedział.

Dni, od kiedy przesyłki na poczcie odbieram, podpisując się Tony Angel.
– Nie zauważyłam, żeby Tony miał taką manierę do przestawiania wyrazów jak Yoda. Proponuję: od kiedy obieram przesyłki na poczcie.

A może raczej, to źle zadane pytanie […]. – Niepotrzebny przecinek.

[…] w skrócie... Bardzo chujowe. – Bardzo od małej litery, bo Tony kontynuuje myśl.

[…] z którą żyłem całe dwadzieścia pięć lat, do momentu […]. – Niepotrzebny przecinek.

Chester nie zapomnij opłacić rachunku za prąd.
– A tu zabrakło przecinka po Chester.

[…] gdy pomyślę o nazwisku, Russo? – Zbędny przecinek.

[…] a temat żartów o bostońskiej kawie, pojawiał się w momencie wyjmowania teczek z ich nazwiskami? – Tu również.

[…] duch pokolenia rodziny Russo, odżył […]. – Tu też zbędny przecinek.

Korzenie mafijne, przodków Anthonio […].
– Identycznie jak powyżej.

[…] którzy zrobili wobec niego coś bardzo niedobrego, do tego stopnia […]. – Niepotrzebny przecinek.

— Tony, zmiana planów — rzuca dość szorstko. Wyczuwam po jego głosie, podniesiony poziom adrenaliny. – Podkreślony fragment powinien znaleźć się w następnej linijce, bo nie odnosi się do osoby, która wypowiada te słowa (Marco). Dodatkowo niepotrzebny przecinek po głosie.

Odszedł za szybko, za szybko a mógł jeszcze tyle rzeczy osiągnąć.
– Zabrakło przecinka po drugim szybko.


Dodatkowe błędy:

⁕ Błędny szyk:
[…] jednak nie ma chyba ochoty na striptiz. – […] chyba jednak nie ma ochoty na striptiz.

⁕ Użycie polskiego slangu (gdzie akcja opowiadania dzieje się w USA):
[…] to gała do nożnej!
- Kociołek Panormixa.

⁕ Pleonazmy, czyli „masło maślane”: 
Podnoszę butelkę w górę i upijam łyk.
Cmokam ustami.
Podnoszę wzrok w górę […].
Przysuwam się bliżej stolika i pochylam do przodu […].


⁕ Powtórzenia:
Zawieszam wzrok na moim rozmówcy, który zaczął przerzucać papiery z teczki, której zawartości nie znam […].
[…] z wysuniętą lewą nogą i zgiętą prawą, na której klęczę. Reguluję statyw, na którym opieram karabin i dociskam kolbę do prawego ramienia.


⁕ Niewłaściwie użycie słów:
Marco tłumaczy mi to, o czym ja doskonale wiem, ale muszę słuchać, bo jestem wiernym uczniem. – Pilnym.
— Dziwnie tak, Chester. – O dziwo.

⁕ Literówki:
Siadam na podłogę w tureckim przysiadzie […]. – Podłodze.
[…] połączony z ciężkich wydechem […]. – Ciężkim.
Wyłączam świata i pracujące wycieraczki. – Światła.
Wpatruję się w kręcący się u sufitu wiatrak, który sprawia, że czuje chłodny powiew […]. — Czuję.

⁕ Błędne imiesłowy współczesne [anakolut]:
Wchodzę do mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami. – Bohater nie może w tym samym momencie [1:1] wchodzić i trzaskać drzwiami.

⁕ Błędy ortograficzne:
Żadna odznaka nie była wstanie przycisnąć tego […]. – W stanie.
Nie martw się, to już nie długo. – Niedługo.
Nie ładnie okłamywać ojca. – Nieładnie.
Na prawdę, znam więcej kolorów twoich majtek, niż własnej żony. – Naprawdę.


Przyznam, że długo wahałam się pomiędzy oceną dostateczny z plusem (3+) a dobry (4). Muszę jednak wziąć pod uwagę duży progres, jaki poczyniłaś, i przeważające pozytywy. Największym z nich jest ciekawa fabuła, która wciągnęła nawet mnie – antyfana mafijnych klimatów. Z tej racji zdecydowałam się wystawić ci dobry!
Życzę dużo weny i czasu na dalszy rozwój oraz zachęcam do dyskusji.


A za betę bardzo dziękuję Skoiastel ♥.

26 komentarzy:

  1. Cześć, z tej strony, Aria! Autorka Tony'ego. Bardzo dziękuję za analizę. Z wieloma rzeczami odnośnie narracji się zgadzam, ale niestety, uważam, że wiele wniosków i krytyki wysunięta jest zbyt wcześnie. Jak recenzentka zauważyła, odkrywam historię i czytając recenzję, w wielu miejscach uśmiechałam się, myśląc: kurcze, mam nadzieję, że przeczyta dalej ;) . Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że agent federalny może zabić bez powodu człowieka. To jest błąd, ale argumentację przedstawię jutro. I tak na szybko, nie podoba mi się to, że pokazywane błędy praktycznie za każdym razem były podpierane przykładami, a gdy coś było chwalone, przykładów pojawiały się sporadycznie. Uważam, że równowaga powinna być ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że mogłaś pomylić się co do formatu - my nie piszemy tu typowych (wattpadowych) recenzji. Może nie czytałaś wcześniejszych ocen i stąd ta rozbieżność w oczekiwaniach. Co do zabijania pod przykrywką - pisałam Ci na priv, że edytowałam już ocenkę, uzupełniając o link z ciekawymi wypowiedziami ex gliniarzy pod przykrywką.
      Bardzo zaskoczyłaś mnie, że nie dostrzegłaś naprawdę wielu pozytywów i cytatów, które wypisywałam. Może za bardzo skupiłaś na wskazanych błędach? Generalnie ta ocenialnia ma pomagać pisać, dawać jedynie wskazówki (drogowskazy), a nie recenzować teksty.

      Usuń
  2. Jestem przy komputerze, więc mogę się odnieść do analizy. :) Z wieloma wskazanymi rzeczami zgadzam się z zupełnością, ale z wieloma, niestety, nie i będę musiała je tu wymienić, swoje uwagi. Jeżeli do czegoś się nie odniosę, to znaczy, że nie mam wątpliwości co do trafności spostrzeżeń.
    1) Historia została przeczytana w ilości 11/27 rozdziałów, więc to zrozumiałe, że część poruszonych wątków może wydawać się na obecną chwilę niezrozumiała/nielogiczna, gdyż zwyczajnie nie jest ona jeszcze doprowadzona do końca. Słusznie zauważyłaś, że historia jest odkrywana, jednak wielokrotnie przeczytałam uwagę typu: nie kupuję tego wątku, bo wydaje mi się nielogiczny. To w końcu jak? Mam pozwalać coś odkrywać czy podawać wszystko na tacy?
    2) Zapisywanie myśli kursywą – co do tego są różne szkoły. Na temat wydzielania myśli w narracji pierwszoosobowej wypowiadał się w komentarzach chociażby redaktor – Paweł Pomianek w następującym artykule: https://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/
    W każdej narracji autor może zdecydować się na wydzielenie myśli głównego bohatera. W wydanych książkach, gdzie występuje narracja pierwszoosobowa, takich jak, np. „Morza szept", „Dar Julii" czy „Pieśń syreny" dosłowne myśli głównych bohaterek były przeniesione linijkę niżej. Nie rozumiem więc, dlaczego w przypadku chęci zaznaczenia myśli kursywą, musiałabym objąć nią cały tekst. Nikt nie myśli pięknie ułożonymi monologami, bardziej strzępkami. I te strzępki postanowiłam zaznaczyć. To nie jest błąd.
    3) "Sąsiedzi nie mieliby problemu z podsłuchiwaniem" – bodajże w trzecim rozdziale bohater mówi, że mieszka sam na piętrze, w kamienicy, więc nie ma sąsiadów, ale może recenzentce chodzi o tych z dołu.

    OdpowiedzUsuń
  3. 4)" Niby z nich tacy agenci specjalni, a jednak drą się w najlepsze i nikt nawet nie pomyślał, że Chester może mieć w domu pluskwy…" - Niestety, ale nie rozumiem skąd ten wniosek? Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy Tony/Chester po czterech latach pracy jako drobny handlarz koki i złodziei, dostaje propozycję wejścia do mafii. Wcześniej jest nic nie znaczącym, zwykłym facetem, który po prostu handluje. Nie zna kapitanów, wyżej postawionych ludzi Russo, jest drobnym przestępcą, jak setki innych, więc dlaczego mafia miałaby zakładać mu podsłuch? A może Marco miałby to zrobić? Ale dlaczego? Skoro sceny jasno pokazują to, że w dużym stopniu mu ufa i o nic go nie podejrzewa, bo WSTAWIAŁ się za nim jako kimś kto mógłby być kandydatem na mafijnego żołnierza. TO subiektywne odczucia, które traktuję jako: „bo mnie się wydaje, że tak powinno być…” ;) szanuję, ale niestety musiałam się do tego odnieść.
    5) Recenzentka sprostowała informację o tym, że agent może popełniać przestępstwo. Bardzo się cieszę! I dziekuję!
    6)"Wypieprzyłeś? Jak można w ten sposób powiedzieć o stosunku z koleżanką po fachu? Wysoce nieprofesjonalne i uwłaczające kobiecej godności. Aż nie chce mi się wierzyć, że właśnie tak rozmawiają mężczyźni w pracy…" - moi bohaterowie tak właśnie rozmawiają i uważam, że nie ma w tym nic zaskakującego, że jeden facet do drugiego, kumpel do kumpla, mówi "wypieprzyć" ;). Żartują o niedostępnej koleżance po fachu, a że robią to w taki sposób, to zwyczajnie chcę tym pokazać, że nawet na szczeblach takiej pracy trafiają się takie rzeczy. W bodajze 22 rozdziale (lub około) Chester wspomina jak przełożeni potrafili gnoić młodych zdolnych oficerów. I tu sytuacja znow podparta jest reserczem.
    7) "- Russo... - Rozmasowuję skronie. - Chodzi mi o córkę Russo. Chyba przykleję sobie ich nazwiska na lodówce. – Zaraz, co? Czy Chester właśnie pomylił nazwisko wielkiej ryby, swojego głównego celu i najtwardszego osobnika w stadzie z podrzędną płotką, która notabene już nie żyje? A czy nie jest tak, że Tony pracuje nad sprawą od czterech lat? Halo, tego nie wytłumaczy nawet zmęczeniem czy lagiem mózgu… " – nie rozumiem zarzutu, a dlaczego mógł się nie przejęzyczyć? Przecież to ludzkie.
    8) "- Co?! - Aż się zakrztusiłem. - O czym ty pieprzysz?! – Po tych słowach od razu przeszłaś do odpowiedzi Kellana, a zabrakło mi tu chaotycznych myśli, urwanych wyrazów, no czegoś, co pokaże, że Chester naprawdę przejął się niespodziewaną informacją o zamknięciu operacji Trojan Horse. Przecież bohater poświęcił jej mnóstwo czasu, powinien chociaż przez chwilę o tym… pomyśleć." – Dostaję zarzut często o nienaturalność opisów w danym miejscu, a tymczasem tutaj, dostaję sugestię o rozwalaniu opisem dialogu, który jest po prostu kłótnią. Uważam, że nie ma tu miejsca na większe przemyślenia, ponieważ wyglądałoby to właśnie nienaturalnie. Gdy człowiek się z kimś kłóci, to raczej nie przeprowadza w głowie kilometrowych analiz własnych odczuć, a bardziej skupia się na tym, że odpowiedzieć rozmówcy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. 9) "- I to ich tak zaskoczyło? Obudzili się z ręką w nocniku? - Zaczynam podnosić głos, ale mam do tego cholerne prawo. – Właściwie to… nie. Chester zachowuje się wyjątkowo nieprofesjonalnie. Nie wiem, może chcesz z niego zrobić buntownika, ale w normalnych okolicznościach agent po prostu zakończyłby akcję bez zbędnych pytań i kłótni(!), a potem wrócił do domu." – Tutaj, niestety, mam największe zastrzeżenia co do wniosku. Bohater nagle dostaje tą informacją w twarz, a, jak już słusznie zauważyłaś, jest dosyć emocjonalny, więc jego reakcja była, uważam, zwyczajnie ludzka. Zdenerwowanie, żal, wyrzut. Zaprzepaszczenie nagle czterech lat jego ciężkiej pracy, ot tak. "W normalnych okolicznościach agent zakończyłby dyskusję..." – na jakiej podstawie to stwierdzenie? Bo z mojej wiedzy wynika, że agenci pracujący "na ulicy" wielokrotnie stawali w kontrze do decyzji o zamknięciu prowadzonych przez nich spraw, decyzji, które były dla nich nielogiczne, a podejmowane przez ludzi, którzy nie mieli styczności "z ulicą", także nie bardzo rozumiem w tym momencie wniosku: "w normalnej sytuacji". Nie uważam, bym stworzyła odrealnioną scenę, skoro takowe rzeczy miały miejsce. :)
    10) "Nie jestem jeszcze żołnierzem, bo Amantti nadal żyje. – A jaką Chester ma pewność, że Marco za chwilę nie dostanie wiadomości, że Amantii zaginął? I jak Tony zamierzałby się z tego wytłumaczyć? Przecież nie mógłby przewidzieć takiego scenariusza, w którym – powiedzmy – podwładni Amanttiego skontaktowaliby się z górą i poinformowali o zniknięciu swojego szefa" – Gościa nie ma dopiero jedną noc, bez przesady. ;) Poza tym: jacy podwładni? Amantii nie jest członkiem mafii, o czym zresztą piszę. Jest współpracownikiem i właścicielem burdelu. Tylko tyle, nie ma pod sobą żołnierzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. 11) "A mnie się wydaje, że Chester popełnił już mnóstwo błędów, ale po prostu panowie z mafii są zbyt głupi, by je zauważyć." – On dopiero teraz, po czterech latach, zaczyna mieć do czynienia z ludźmi z mafii Russo. Nie rozumiem więc, o jakich błędach mówisz. Które mogłyby go w oczach innych ludzi dyskwalifikować? Dodatkowo Marco pracował z Tonym przez cztery lata; sprzedawał mu dragi, później kradli furgonetki, do tej pory nie trafiło się nic, co zwróciłoby jego uwagę. Agent zyskał zaufanie i sympatię, był jak wielu innych.
    11) "— Dobrze wiesz, że nie. Jeżeli będzie trzeba, to zdejmę z tej odległości nawet mrówkę […]. – Czyli jednak Chester faktycznie zamierza zabić Amanttiego." - Nadinterpretacja. Gdzie tu pada stwierdzenie, że on chce go zabić? Mówi jedynie, że nie ma problemu z celem. Przecież jasno z rozmowy Kellana i Chestera wynika to, że strzał będzie pozorowany.
    12) "Krzyczę, chwytając jednocześnie za leżącą na blacie broń, której lufę przykładam po chwili do swojej lewej skroni. Rozumiem, że przez cztery lata dużo się mogło zmienić, a taka praca na pewno niesamowicie obciąża psychikę, ale przełożony – widząc podobne zachowanie – po prostu kazałby agentowi zakończyć misję. Zamiast tego Kellan dalej ciągnie tę bezsensowną dyskusję i prowokuje Chestera osobistymi docinkami (nieudane małżeństwo). No nie… Żadna siła nie sprawi, że to kupię." - Agent przełożony nie ma takiej możliwości, by zakańczać samodzielnie całą misję swojego podwładnego. Dwa, ich relacja jest napięta i są momenty, gdzie obaj wymykają się sobie spod kontroli. Największe ich kłótnia przypada na moment zatrucia Tony’ego narkotykami, co sam Kellan komentuje, że przez to nie może z Chesterem normalnie rozmawiać. To tylko ludzie, ale rozumiem, że nie podoba Ci się kreacja ich relacji. Otóż jest celowa i taka miała być, bo kryje więcej trupów w szafie, ale o tym jest w dalszej części opowiadania. -> znów zarzut, że nie podaję wszystkiego na tacy, a gdy to robię, to zarzut o ekspozycję.

    OdpowiedzUsuń
  6. 13) "Pozostał już tylko mój strzał, reakcja przechodnia zwanego Patrickiem i chłopaków od pizzy, wezwanie specjalnie do tego przygotowanej karetki, kilku podstawionych radiowozów, a następnie stwierdzenie zgonu na miejscu i wywózka niby-martwego Amanttiego do nowego świata. – Wszystko pięknie i cacy, tylko co z rodziną? Co, jeśli bliscy Amanttiego, którzy nie mają pojęcia o planie federalnych, będą chcieli zobaczyć ciało, pożegnać przyjaciela/brata/kuzyna etc. i wyprawić mu pogrzeb? Czy o tym nasi geniusze zbrodni nie pomyśleli?" - Wydaje mi się, że nie ma sensu streszczać całego planu działania tej akcji i tego, co się dzieje dalej z Amanttim. Jakie ma to znaczenie dla fabuły, skoro akcję podjęto z pełną świadomością nadania świadkowi nowej tożsamości? Nie możesz sugerować więc tego, że o tym nie pomyśleli, tylko dlatego, że o tym nie napisałam. Gość ma dostać drugą tożsamość, a więc zniknąć, to logiczne, że brali to pod uwagę, co zrobić z bliskimi... Rodzina/znajomi(choć mieszka sam, jest samotny, o czym tez pisałam) mogliby zobaczyć podłożone ciało z rozwaloną głową nie do rozpoznania. Nie takie akcje odstawiają służby, by kogoś ukryć :D Ale fakt, może zrobię wtrącenie. Pomyślę.
    14) "Czasem wydawało mi się, że Chester się do tej roboty po prostu nie nadaje – wielokrotnie nie panował nad gniewem czy emocjami, podnosił głos na przełożonego, nawet odmawiał wykonania rozkazu (!), co dla mnie jest totalnie niedopuszczalne w takim zawodzie. Zdarzało się też, że nie pomyślał o czymś tak trywialnym jak podsłuch w mieszkaniu! To było pierwsze, co przyszło mi do głowy, a przecież żaden ze mnie policjant czy chociażby bandzior. Zamiast tego Tony w najlepsze rozmawiał sobie z Kellanem, podnosił głos, krzyczał… "– Wydaje mi się, że mój bohater jest po prostu... człowiekiem i ma prawo do silnych wzburzeń czy wylewu emocji, a, niestety, każda z takich rzeczy ma konsekwencje w przyszłości, niekoniecznie do tego 11 rozdziału. W 20-którymś Chester ma poważną rozmowę z samym Dyrektorem, gdzie dostaje kubeł zimnej wody na głowę, a sam McKinsey przyznaje się, że wysyłając go na tę operację, popełnił błąd, choć zwyczajnie sami zatajali przed Chesterem śmierć jego siostry, o czym dowiedział się "za plecami", co doprowadza go do mocnego załamania, gdzie popełnia ogromny błąd w ocenie sytuacji.
    15)"Przerywam, gdy z pokoju dochodzi mnie sygnał prywatnego telefonu,[zbędny przecinek] nienależącego do Tony'ego, ale do Chestera. – I Chester trzyma ten telefon tak po prostu w mieszkaniu, bo…? Do tego urządzenie nie jest wyciszone! Pisałam o tym wcześniej; dla bandziorów przeszukanie mieszkania osoby, która potencjalnie może wejść z nimi w komitywę, jest dziecinnie proste. Dlaczego bohater popełnia tak podstawowe błędy podczas działania pod przykrywką?" - Nie rozumiem dlaczego zarzucasz mi błąd? A gdy agenci undecover przyjeżdżali rano do biura, pili kawę, a później szli na miasto udając gangsterów, to też to jest błąd? Przecież ktoś mógł ich zobaczyć ;) Albo chodzili z przyczepionym do łydki podsłuchem - przecież ktoś mógł im się kazać rozebrać. To nie są błędy, tak po prostu pracuje agent, pewnych rzeczy nie da się uniknąć. Dodatkowo Chester/Tony nie trzyma tych rzeczy zupełnie na wierzchu, w którymś rozdziale pada informacja, ze posiada na to niewielki sejf, ale gdy jest sam w mieszkaniu? Dlaczego ma nie mieć przy sobie drugiego telefonu?

    OdpowiedzUsuń
  7. 16) "Chester dostaje zastrzeżony sygnał i zaczyna rozmowę wideo. Jedynym rozwiązaniem, jakie potencjalnie miałoby ręce i nogi, to to, że bohater jest na tyle pewnym siebie, utalentowanym hackerem, że właściwie zabezpieczył komputer i połączenie. Nie mam co do tego pewności – jedynie wspomniałaś, że Tony (fałszywa tożsamość) zna się na informatyce. Nie opisałaś, jak wygląda to zaszyfrowane połączenie. Proxy lub VPN jest absolutnym minimum." – naprawdę czytelnika interesuje opis połączenia od strony informatycznej? Po co komu taka informacja? Napisałam, że połączenia są strzeżone, więc nie widzę powodów, żeby ten wątek rozwlekać.
    17) "W ogóle to pomyślałam o jeszcze jednej rzeczy – skąd Marco wiedział, że Chester jest snajperem i może skutecznie pozbyć się Amanttiego? Przecież przedstawił mu się jako Tony-informatyk, który zdobywa informacje o różnych towarach i przekazuje je dalej. Czyżby panowie dogadali się, że Tony kogoś wynajmie? Ale jeśli tak, to gdzie podziały się takie rozmowy lub choćby myśli o nich? Coś mi tu znowu śmierdzi niespójnością" – A gdzie było wspomniane, że Marco wiedział o tym, że Chester jest snajperem? Z tego co napisałam, Marco wydał Angelowi po prostu polecenie pozbycia się Amattiego i jedynie zasugerował sposób wykonania roboty, ale dał Angelowi i tak wolną rękę. Marco nie interesowało, jak Chester to zrobi, miał to zrobić i tyle. Skąd zatem wniosek, że Caruso wiedział o snajperskich umiejętnościach podwładnego? Kolejna nadinterpretacja. A to fragment na podparcie mojej argumentacji:
    — „Czekałem na sygnał. — Dopalam końcówkę, którą następnie zgniatam między palcami. — Mam go załatwić w dowolny sposób? Co z ciałem? Marco: — Rób, co uważasz. Ze swojej strony sugeruję szybką i czystą robotę. Po przeciwnej stronie ulicy masz pustostan. Wykorzystaj to, a tą zakrwawioną kupą gówna nie zawracaj sobie głowy. Niech będzie przestrogą dla jego przyjaciół w interesach. Rozumiesz, Tony?” Ostrzegał go później również, by nie spieprzył, bo ma tylko jedną szansę na wykazanie się.

    OdpowiedzUsuń
  8. 19) Super, że pozwalasz mi samej o tym myśleć, porządkować i fakty i szukać odpowiedzi. O to właśnie chodzi z tymi wszystkimi smaczkami, które autor powinien porozrzucać w swoim tekście. Zresztą… co ja ci będę gadać, pod tym względem wiesz, jak to robić, by zaangażować czytelnika.
    Ale… mimo wszystko dziwi mnie, że Chester podszedł do tego zupełnie na luzie i nie przejął się skasowanym nagraniem. - W tamtym momencie nie miał czasu o tym ani myśleć, ani rozmawiać, bo zwyczajnie wybiegał wręcz na wieczór do Russo. Przecież rozmawia z Kellanem:
    — Włączyłem podsłuch. — Przecieram twarz dłonią. — Jestem tego pewien, musiało się coś kurwa nagrać.
    — Pilnuj tego co robisz, bo zaczynam mieć dosyć twoich cholernych pomyłek. Nie będę się z nich tłumaczył.
    — Życie, Kellan, samo życie. Nie zawsze jest pasmem sukcesów i już ci mówiłem, ile kosztuje mnie pomyłka tutaj, a jak widzisz nadal ze mną rozmawiasz, mówiąc inaczej? — Słowa ledwo przechodzą mi przez zaciśnięte zęby. — Nie popełniłem błędu.
    — Więc gdzie są nagrania rozmowy Marco Caruso i Luca Sancheza?!
    W dupie?
    — Nie wiem, kurwa. Nie mam czasu teraz rozmawiać — informuję, kierując się do wyjścia. — Jutro sam to sprawdzę i spróbuję odzyskać pliki. Być może... — Zamykam mieszkanie na klucz. — Coś się niefortunnie usunęło.
    — Samo? Samo się kurwa niefortunnie usunęło?
    Przełykam ślinę, chowając klucze w wewnętrzną kieszeń płaszcza.
    — Powiedziałem, że to sprawdzę... — mówię tonem przypominającym syczenie węża. — Nie mam teraz kurwa na to czasu, bo wychodzę na bal do Russo. Jesteśmy w kontakcie.
    Cholera.
    Wsuwam telefon w kieszeń spodni i opieram plecy o drzwi mieszkania. Uspokój się, nie daj się ponieść emocjom, to tylko pieprzony kawałek plastiku z wbudowaną elektroniką i prostym softem. Rzecz awaryjna, jak każda inna i nie ma innej opcji jak beznadziejny, techniczny błąd. Zaciskam powieki i odliczam od dziesięciu w dół stukając palcami dłoni o uda.”
    Przeczytałaś do 11 rozdziału, a właśnie kolejny, 12, poświęcony jest sprawie podsłuchu i zaspojleruję, że Chester naprawdę się przejął ;)
    20) Chcę go sprzątnąć do północy […] a mamy pierwszą po południu. Byłbym wręcz szczęśliwy, gdybyście przygotowali całe przedstawienie między ósmą a dziewiątą wieczorem. Amantti wyjeżdża w[o] tej godzinie do klubu, więc realnym będzie,[zbędny przecinek] to[,] gdy strzał padnie na jego wyjściu z domu, na podjeździe do garażu. Reszty reżyserował nie będę, to już wasza rola. – Nie rozumiem, kiedy ten plan został ustalony, bo ja o nim wcześniej nie czytałam. Czyżby kolejna rzecz wydarzyła się za kulisami? Chester wyjechał z tym tak nagle, że poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy to ja coś ominęłam… A może panowie wymyślają go tu i teraz, na spontanie? Wspominałam już, że wątek kontaktu z przełożonym jest według mnie najsłabszy. Logika ci ucieka i dzieją się dziwne rzeczy. - ależ odpowiedź jest i to już w rozdziale 3, kiedy to Kellan daje Chesterowi znać, że McKinsey zgodził się na wdrążenie planu. Jasno o tym mówi. Od tego momentu trwa jego przygotowywanie, mają go na (Amanttiego) na oku i zgarną go w ciągu 12 h, by przedstawić zarzuty, a że bohater nie uczestniczy bezpośrednio w tym, więc to normalne, że nie ma tego przedstawionego. 23 grudnia dostaje informacje, że maja Amatiego i ten poszedł na współpracę, a plan jest w koncowej fazie przygotowania. Chester przed wyjazdem po Giannę daje znać, że chce sprzątnąć Amanttiego do północy, a mamy pierwszą i że będzie gotowy między ósmą a dziewiątą. Dodatkowe informacje są w rozdziale 8 trzeba się, być może ponownie wczytać :)



    To chyba na tyle :)
    Z całego serca dziękuję Legasow za poświęcony czas. Zgadzam się z wszystkimi uwagami co do narracji i ma rację, że początkowo są błędy, ale szybko zorientowałam się, „gdzie dzwony dzwonią” ;). Uważam, że każda analiza będzie na pewno coraz lepsza, bo widać, że stara się pomóc i wyciągnąć z tekstu jak najwięcej. Będę polecać Waszą „ocenialnię” i w ogólnym rozrachunku, jestem zadowolona!

    OdpowiedzUsuń
  9. PS. Cofam poprzedni zarzut, że Legasow nie podpiera pozytywnych uwag, przykładami. Są :) po prostu analizowałam wczoraj odniesienia do negatywów :D WYBACZ!

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się, że jesteś, więc również siadam do czytania i odpisywania! Podobnie jak Ty – będę odpisywać na te punkty, z którymi się nie zgadzam, w porządku?
    1. „To w końcu jak? Mam pozwalać coś odkrywać czy podawać wszystko na tacy?” – Nie podobał mi się wątek z Kellanem i tak – wydawał mi się mocno nielogiczny. Wymieniłam ci wiele powodów (np. krzyki podczas videorozmowy) i nie będę tego robić ponownie, ale wydaje mi się, że to, o czym pisałam, nie da się ot tak wytłumaczyć po czasie. Czytelnik może odnieść wrażenie, że coś przypomniało ci się po fakcie i próbujesz to uzupełnić. Bo jak, na przykład, wytłumaczysz potem, że Chester nie sprawdził dokładnie mieszkania?
    2. „Nie rozumiem więc, dlaczego w przypadku chęci zaznaczenia myśli kursywą, musiałabym objąć nią cały tekst”. – Już ci to napisałam w ocenie, ale powtórzę. Opowiadania w narracji pierwszoosobowej w całości jest strumieniem myśli bohatera. Nawet wtedy, gdy opisuje czynności. Jeśli jedną myśl np. „Cholera, nienawidzę tego typa!” zapiszesz kursywą, to dlaczego kolejne zdanie już nie? Ponadto link, który wkleiłaś, traktuje o zapisie myśli bohaterów w narracji trzecioosobowej, a to już nieco inne buty.
    3. „Nie zna kapitanów, wyżej postawionych ludzi Russo, jest drobnym przestępcą, jak setki innych, więc dlaczego mafia miałaby zakładać mu podsłuch? A może Marco miałby to zrobić? Ale dlaczego? Skoro sceny jasno pokazują to, że w dużym stopniu mu ufa i o nic go nie podejrzewa […]”. – Szczerze? To była pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy. „Czemu, do cholery, oni mu tak bezgranicznie ufają?!” Może to moje skrzywienie zawodowe, ale nie wyobrażam sobie, żeby gangsterzy mieli wpuścić do siebie na podwórko kogoś nowego i dokładnie go nie sprawdzić…
    4. „Żartują o niedostępnej koleżance po fachu, a że robią to w taki sposób, to zwyczajnie chcę tym pokazać, że nawet na szczeblach takiej pracy trafiają się takie rzeczy”. – Nie chodziło mi o to, że „wypieprzyć” jest błędne i rozumiem, że koledzy mogą tak wulgarnie rozmawiać. Po prostu przedyskutowałam tę kwestię z partnerem (jeśli to ważne, jest przed trzydziestką) i po raz pierwszy słyszał takie określenie. To on uznał, że faceci nie używają takich słów, a prędzej: wyruchać/zaliczyć itp.
    5. „[…] nie rozumiem zarzutu, a dlaczego mógł się nie przejęzyczyć? Przecież to ludzkie”. – Zaskoczyło mnie, że policjant, który od czterech lat bada sprawę potężnego gangusa (a ten pewno już śni mu się po nocach), pomylił jego nazwisko…
    6. „Dostaję zarzut często o nienaturalność opisów w danym miejscu, a tymczasem tutaj, dostaję sugestię o rozwalaniu opisem dialogu, który jest po prostu kłótnią”. – Nie chodziło mi o dodanie pięciu akapitów opisów, ale chociażby zdanie o faktycznej reakcji pełnej emocji. Wiadomo, że nie chodzi o to, aby na siłę spowalniać akcję. Po prostu niczego wtedy nie poczułam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 7. „Nie uważam, bym stworzyła odrealnioną scenę, skoro takowe rzeczy miały miejsce”. – Miałam spory problem z całym tym wątkiem Chestera, którego (zwłaszcza przy Kellanie) ponoszą emocje. Nie mogłam w pełni stwierdzić, czy celowo kreowałaś go na „buntownika”, który już ma tego wszystkiego dość, złamała go ta misja itd., czy może on się od początku do tego nie nadawał. Bo jednak dostałam też kilka scen i przemyśleń, w których Tony potrafił całkiem klarownie, spokojnie analizować, co bardzo mi się podobało.
      8. Jest współpracownikiem i właścicielem burdelu. Tylko tyle, nie ma pod sobą żołnierzy”. – Właściciel burdelu nie ma pod sobą ludzi? :D To mocno naciągane… A wracając do wątku Amanttiego – bardzo ciężko go przyswajałam, a głównie dlatego, że wszystkie decyzje dotyczące tej misji wydarzyły się „poza kadrem”. Chester ani razu nie poinformował mnie (ani chociażby w rozmowie z szefem), co tak naprawdę się wydarzy. Jeśli mam być szczera, to nie rozumiałam akcji, aż do momentu, gdy Tony czaił się na Amanttiego na dachu, aby go „sprzątnąć”. Postanowiłam wtedy nie edytować oceny, aby pokazać Ci, jak potencjalny czytelnik może na początku kojarzyć wątki. Podsumowując – w moim odczuciu wypadło słabo, bo poskąpiłaś scen.
      9. „Nie rozumiem więc, o jakich błędach mówisz. Które mogłyby go w oczach innych ludzi dyskwalifikować?”. – Tu miałam na myśli emocje, które go ponoszą (zwłaszcza w aucie, gdy Marco wycierał mu czoło), noszenie przy sobie drugiej komórki i to beztroskie zachowanie w domu.
      10. „Przecież jasno z rozmowy Kellana i Chestera wynika to, że strzał będzie pozorowany”. – Ta informacja pada dopiero potem. Nie wiem, czy czytałaś inne oceny na WS, ale te często przybierają formę analityczną. Rozkładamy wszystko na czynniki pierwsze i „głośno myślimy”, pokazując autorowi, w jaki sposób odbieramy jego pracę. Sama dość niedawno byłam tu oceniana i takie analizy są bardzo pomocne.
      11. „Wydaje mi się, że nie ma sensu streszczać całego planu działania tej akcji i tego, co się dzieje dalej z Amanttim”. – A moim zdaniem wyjaśnienia mają sens i nie chodzi o to, żeby teraz wszystko streszczać. Ba, Ty (Chester) nawet nie przedstawiłaś mi w myślach akcji, bohater chociażby przez sekundę o tym wcześniej nie myślał, nie analizował przebiegu albo właśnie potencjalnych rzeczy, w których ja od razu pomyślałam. Dodatkowo „Nie możesz sugerować więc tego, że o tym nie pomyśleli, tylko dlatego, że o tym nie napisałam” – owszem mogę, bo jeśli coś nie istnieje w tekście, to nie istnieje w ogóle.

      Usuń
    2. 12. „Nie rozumiem dlaczego zarzucasz mi błąd? A gdy agenci undecover przyjeżdżali rano do biura, pili kawę, a później szli na miasto udając gangsterów, to też to jest błąd?” – No dobra, a wyobraź sobie taką sytuację – Marco niespodziewanie wpada do Tony’ego tak po prostu, bo czemu nie? Siedzą sobie, rozmawiają, jest miło. Nagle dzwoni drugi telefon. I co wtedy? Marco nie zainteresuje się tym, że jego kumpel posługuje się innym niż zazwyczaj urządzeniem?
      13. „Naprawdę czytelnika interesuje opis połączenia od strony informatycznej? Po co komu taka informacja?” – Mnie zainteresowało, a nie jestem informatykiem. Lubię, gdy wszystko gra.
      14. „A gdzie było wspomniane, że Marco wiedział o tym, że Chester jest snajperem?” – No właśnie nie było wspomniane i to jest problem! Wiele rzeczy zostawiasz na zasadzie „domyśl się, czytelniku, sam”. W sumie ja też nie wiedziałam, czy on tym snajperem jest czy jednak nie. Odniosłam wrażenie, jakbyś chciała iść na skróty z tym „Rób, co uważasz. Ze swojej strony sugeruję szybką i czystą robotę”.
      15. „ależ odpowiedź jest i to już w rozdziale 3, kiedy to Kellan daje Chesterowi znać, że McKinsey zgodził się na wdrążenie planu. Jasno o tym mówi. Od tego momentu trwa jego przygotowywanie, mają go na (Amanttiego) na oku i zgarną go w ciągu 12 h, by przedstawić zarzuty, a że bohater nie uczestniczy bezpośrednio w tym, więc to normalne, że nie ma tego przedstawionego. 23 grudnia dostaje informacje, że maja Amatiego i ten poszedł na współpracę, a plan jest w koncowej fazie przygotowania”. – No właśnie, jaki plan?! Bohaterowie ustalili go sobie sami gdzieś poza kadrem, a ja miałam to grzecznie przyjąć i niczym się nie interesować, tak? Ja nie sugerowałam ci, że oni w ogóle tego planu nie wymyślili (tylko zażartowałam, że na spontanie). Chodziło mi o to, że zrobili to POZA SCENĄ.

      Bardzo się cieszę, że mogłam chociaż trochę pomóc i rozwiać pewne wątpliwości. W razie jeszcze jakichś nieścisłości wal śmiało – na pewno na wszystko odpowiem! :)

      Usuń
    3. PS. Ale nie skomentowałaś pięknej grafiki tytułowej, którą na prośbę zrobił mój partner xD. Mam nadzieję, że się chociaż uśmiechnęłaś!

      Usuń
  11. Ok, to teraz ja :D będziemy sobie tak odpisywać, aż wyjdziemy na zero :D
    2. Wróć do tego punktu i przeczytaj dokładnie co napisałam ;) Autor odnosi się w KOMENTARZACH.
    4. Niestety, ale dla mnie, jako autora, argumentacja typu: bo mój chłopak powiedział, że tak się raczej nie mówi, niestety, ale jest słaba. Moi koledzy np. tak mówią. Uważam, że wątek wyciągnięty w analizie zupełnie niepotrzebnie, bo ani nie był błędem, ani słowo nie jest użyte w sposób niepoprawny, więc...?
    8. Ale przecież Chester/Tony rozmawia o tym z Kellanem, wcześniej tłumaczy mu to Marco, że Amantii ma ochoronę prostytutek od Russo, płaci mu dolę, za monopol na ulicach, a im więcej on zarabia, tym Russo dostaje więcej. Amantti mając ochronę od Russo, nie ma swoich ludzi. Jest o tym dokładny dialog, w którym padają słowa o ochronie i płaconej doli.
    10. Skoro według Ciebie ta informacja pada dopiero później to w takim razie czym jest ta kwestia dialogowa z rozdziału 2?:
    "- Poradzę sobie - oznajmiam, wiedząc, jak głęboko wdepnąłem już w ten świat. - Zajmijcie się tylko cichym sprzątnięciem Amantiego i postawieniem mu sprawy jasno, że albo da mi się... - podnoszę w górę ręce i robię z palców dłoni cudzysłów - odstrzelić, bym mógł wejść dalej, albo, arrivederci bel mondo!". Przez dłuższy czas mówią o pozorowanym strzale, nie rozumiem, dlaczego CI to umknęło... :(

    12. Oczywiście, że mogłby zwrócić uwagę, ale posiadanie drugiego telefonu u gangstera nie było niczym nienormalnym, bo oni komórki zmieniali jak rękawiczki :D Masz nawet w scenę w rozdziale 9, gdy Tony mówi do Marco, że będzie już dzwonił z innego numeru :D. P.S. Na wiele zadanych przez Ciebie pytań, znajdziesz odpowiedzi dalej niż 11 rozdział, ale spojlerować nie będę ;)
    13. Okej fajnie że Cię zainteresował opis szyfrowanych połączeń, którego nie ma i nie będzie, ale nadal nie jest to argument na to, że popełniłam błąd, nie opisując tego połączenia od strony technicznej. :D Napisałam o tym pokrótce i uważam, że wystarczająco.
    14. ""W ogóle to pomyślałam o jeszcze jednej rzeczy – skąd Marco wiedział, że Chester jest snajperem i może skutecznie pozbyć się Amanttiego?" - Przecież to Ty stwierdziłaś, że Marco wiedział :D odniosłam się tylko do tego, skąd wyciągnęłaś ten wniosek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, jednak wygrałam ze zmęczeniem i przybyłam odpisać! Powoli i do przodu – zmniejszamy liczbę wniosków i punktów :D.
      1. "Wróć do tego punktu i przeczytaj dokładnie co napisałam ;) Autor odnosi się w KOMENTARZACH". - Jest niestety całkiem sporo komentarzy, nie wiem, o który dokładnie chodzi :/. Nadal jednak podtrzymuję, że w narracji pierwszoosobowej myśli głównego bohatera (narratora) nie zapisuje się kursywą, bo absolutnie każde zdanie to jego myśl. Co innego jest w przypadku trzecioosobówki, gdzie przez większą część opowiadania mamy narratora wszystkowiedzącego lub POV i to wtedy wyodrębniamy myśli.
      2. „Uważam, że wątek wyciągnięty w analizie zupełnie niepotrzebnie, bo ani nie był błędem, ani słowo nie jest użyte w sposób niepoprawny, więc...?” – Nie wszystkie moje komentarze dotyczyły błędów. Napisałam Ci, że żadne z nas się z tym nigdy nie spotkało i po prostu brzmi dość karykaturalnie. Trochę tak, jakbyś na siłę szukała fikuśnego synonimu. Nie znaczy to jednak, że musisz stosować się do tych słów i zmieniać wypowiedź Kellana. To była taka luźna uwaga.
      3. „Jest o tym dokładny dialog, w którym padają słowa o ochronie i płaconej doli”. – Możliwe, że wspomniany dialog mi umknął i z góry założyłam, że ktoś taki jak Amantii ma pod sobą cały sztab ludzi. Bo to jednak trochę dziwne, żeby mimo wszystko nie chciał zwiększyć swojego bezpieczeństwa poprzez wynajęcie dodatkowych jednostek.
      4. „- Poradzę sobie - oznajmiam, wiedząc, jak głęboko wdepnąłem już w ten świat. - Zajmijcie się tylko cichym sprzątnięciem Amantiego i postawieniem mu sprawy jasno, że albo da mi się... - podnoszę w górę ręce i robię z palców dłoni cudzysłów - odstrzelić, bym mógł wejść dalej, albo, arrivederci bel mondo!” – Tak teraz myślę, że wzięłam ten strzał całkiem serio. Może nie zrozumiałam kolejności i kiedy Amantti został porwany przez FBI, uznałam, że to już wtedy go „sprzątnięto”.
      5. „Okej fajnie że Cię zainteresował opis szyfrowanych połączeń, którego nie ma i nie będzie, ale nadal nie jest to argument na to, że popełniłam błąd, nie opisując tego połączenia od strony technicznej”. – Nie zrozum mnie źle. Nie chodziło o to, że MNIE interesuje technologia szyfrowania, więc koniecznie MUSISZ ją wytłumaczyć. Po prostu scena wydała mi się mocno naciągnięta na zasadzie: „Dobra, przeciętny czytelnik i tak nie ma o tym pojęcia, więc opiszę to ogólnikowo”. Rozumiesz, co mam na myślisz? Tony przedstawił się nam jako informatyk, więc liczyłam, że trochę przybliży świat IT.
      6. „Przecież to Ty stwierdziłaś, że Marco wiedział :D odniosłam się tylko do tego, skąd wyciągnęłaś ten wniosek”. – Uznałam, że Marco tak uznał, bo w sumie nie padły żadne słowa, jak dojdzie do tego „sprzątnięcia” :D. Zastanawiałam się wtedy, skąd Marco wie, że Tony na pewno to załatwi, zwłaszcza że (jak napisałam wyżej) Tony „jest” informatykiem, a nie jakimś zabijaką.

      Usuń
  12. Okej :D to teraz ja:
    1. W porządku, jestem innego zdania. Podałam link, myślę, że warto się wczytać.
    2.Nie zaznaczyłaś tego jako błąd, fakt, ale ma w analizie negatywny wydźwięk. W tym momencie uważam, że szukamy "dziury w całym". Naprawdę zaskoczyło mnie to, że słowo "wypieprzyć" jest...fikuśnym synonimem, czy brzmi karykaturalnie. Zobacz, że nawet w tłumaczeniach dialogów filmowych uzywają bardzo często słowa "wypieprzyć". Uważam, że już tego typu bardzo subiektywne odczucia powinno się zachować dla siebie, skoro słowo jest użyte POPRAWNIE, a nie nazywać coś negatywnie "karykaturą".
    3. Skoro umknęło, proszę abyś wróciła do tekstu i zrobiła "edity" w analizie, bo jednak odbiło się to tym, że wyłożyłaś mi "dziurę logiczną".
    4. Jak wyżej. I... Widzisz? Od początku to widziałam, że umknęło Ci z tekstu naprawdę dużo rzeczy i w analizie zarzucasz mi braki logiki danego wątku (który de facto na 11 rozdziale się też nie kończy). Bardzo skupiasz sie na tym, że Chester sobie czegoś w głowie nie dopowiedział, a już mniej na dialogach, gdzie przepływa naprawdę dużo informacji. Myślę, że wątek Amantiiego nie jest nielogiczny a po prostu być może za szybko czytałaś tekst, stąd np nie połapałaś się w kolejności wydarzeń. Nie wiem, takie mam teraz odczucia, jakoby notatki były robione na bieżąco, podczas czytania, stąd póxniej rzeczy typu: edit, edit. Nie jestem przekonana do takiej formy, ale nie będę w nią wnikać. Proszę jednak, byś w wolnej chwili wróciła do tekstu, bo jak widzisz, zarzuciłaś mi niespójności tylko dlatego, że "coś Ci umkneło".Nie mam pretensji, sama gdy redaguję jakieś teksty, to się na tym łapię, że wywalam błąd w danym momencie, a później, gdy doczytuję dalej lub wracam, to okazuje się, że to ja, po prostu, przeleciałam tekst wzrokiem lub wyciągnęłam wnioski za szybko, bo jednak nadal wracam do tego, że przeczytałaś 11/27 rozdziałów.
    5. Ale po co? Jakie to ma znaczenie dla fabuły przybliżanie świata IT? Sami w swoich poradnikach piszecie, by nie robić zapychaczy zbędnymi wątkami, opisami, w których bohater będzie używał specjalistycznego języka dla danej dziedziny.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzień dobry!
    1. "Zobacz, że nawet w tłumaczeniach dialogów filmowych uzywają bardzo często słowa "wypieprzyć". Uważam, że już tego typu bardzo subiektywne odczucia powinno się zachować dla siebie [...]". - Nigdy się z tym określeniem odnośnie do seksu nie spotkałam. Raczej w znaczeniu "wyrzucić", ale okey. Nadal jednak uważam, że mam prawo o tym wspomnieć, bo nie jest to analiza, a ocena, i oceniające często podają subiektywne odczucia. To autor decyduje, czy się do nich zastosuje czy nie.
    2. "Skoro umknęło, proszę abyś wróciła do tekstu i zrobiła "edity" w analizie, bo jednak odbiło się to tym, że wyłożyłaś mi "dziurę logiczną". - Jeden dialog nie zmienia faktu, że potem sporo rzeczy jest pokręconych. Jak wyżej pisałam - niemal do ostatniego momentu miałam wrażenie, że Amantti już został "sprzątnięty". Ukrywałaś fakty, a przecież w narracji pierwszoosobowej powinnam mieć 100% pewność, co siedzi w głowie głównego bohatera. I tu znów nie zrozum mnie źle - nie chodzi o rzucanie hintów, które dopiero potem znajdują rozwiązanie, bo z zapalniczką wciśniętą w kanapę wyszło super. A dlaczego? Bo sam Chester nie był świadomy, co zrobił. Widzisz? Podążałam za tropem razem z nim i to było najlepsze.
    3. "Bardzo skupiasz sie na tym, że Chester sobie czegoś w głowie nie dopowiedział". - A to przecież dlatego, że taką narrację wybrałaś! Pierwszoosobowa powinna w całości skupiać się na przeżyciach głównego bohatera (narratora), a czytelnik musi nieustannie wiedzieć, co ten myśli. Jeśli coś nie zostało napisane, to nie istnieje i stąd nie rozumiałam wielu rzeczy, a również nie chciałam sobie dopowiadać - "głośno" gdybałam i prowadziłam rozważania. To przecież nie jest tak, że siedzę w Twojej głowie i doskonale wiem, "co autor miał na myśli".
    4. "Ale po co? Jakie to ma znaczenie dla fabuły przybliżanie świata IT?" - Tu znów była to jedynie sugestia i nie chodzi o zapychanie piętnastoma wątkami. Myślałam tylko, że skoro wybrałaś dla Tony'ego taki zawód, to i ja się czegoś ciekawego o nim dowiem.

    OdpowiedzUsuń
  14. 6. To samo co wyżej. Dodatkowo napiszę jednak, że mam wrażenie iż tekstu uciekło Ci niestety o wiele więcej niż te dialogi. Mam wrażenie,że notatki robione były na bieżąco do tekstu, stąd potem EDIT, EDIT. Forma jest taka, nie wnikam. Nie wiem jedynie czy nie mija sie ona z celem. Co do wątku "zabijaki" Tony'ego, odsyłam do rozdziału 2, gdzie Chester mówi do Kellana:
    "- Powtarzam, ręka w nocniku? Przecież to było do przewidzenia, że albo będę musiał kogoś dla nich sprzątnąć, albo zaoferować jakieś udziały! - Podrzucam ręce, choć z chęcią walnąłbym z pięści w ścianę. - Nie daliście mi jachtu, miliona dolarów i nie zostałem pieprzonym właścicielem kasyna! Siedzę w trzydziestu metrach kwadratowych i udaję programistę i złodzieja lotniskowych furgonetek! Więc kurwa, co miałbym dla nich do zaoferowania?! Mam teraz wrażenie, że oni są inteligentniejsi od was!" Wydaje mi sie, że ten fragment jasno pokazuje to jakie są ZASADY przyjecia do mafii. Marco dał Tony'emu zlecenie i naprawdę, na tamtą chwilę, nie interesowało go w jaki sposób on to zrobi. Mógł go przejechać, dziabnąć, otruć. Sugestia o broni, była naprawdę luźna, bo Marco uważa to za "czystą robotę", właśnie strzał. Tony zabrał kolegę na akcję, dokonuje morderstwa na oczach Caruso, czy to nie podbije jego wiarygodności w oczach kolegi? Jeżeli Tony byłby agentem policyjnym to z zimną krwią ZABIŁBY człowieka? Marco dostaje trupa, potwierdzenie lojalności, naprawde uważasz, że zacznie dopytywać skąd Tony umie strzelać? Zresztą nie raz był świadkiem, tego, że Tony potrafi się bić, bo zwyczajnie trenuje, chodzi też na strzelnicę, o czym również wspomina. Sugerujesz mi po prostu, zmianę fabuły, włożenie w usta bohatera wątpliwości w tamtym momencie, kiedy ich ma nie mieć, bo nie ma do tego powodów: TONY ZAMORDOWAŁ, potwirdził lojalność. I nie jest tak, jak piszesz, że nikt niczego nie zauważa, odsyłam do tekstu, rozdział piąty, wątek CARLO, rozdział 11, kolejny raz CARLO i jego węszenie przy Tonym. Powtarzam, Caruso podał Tony'emu zasady wejścia, mówi o tym w rozdziale 1:
    "— Powiedzmy, że chcę zainwestować w swoje akcje, co je podbije? - (mówi Tony)

    Marco prostuje się i mocno przeciąga. Wpatruje się we mnie chwilę stalowym spojrzeniem, jakby wiedział, że to, co mi zaraz zaoferuje, będzie transakcją nie do odrzucenia. Gdybym to zrobił, pocisk o kalibrze dziewięć milimetrów przewierci się przez moją czaszkę, a ostatni obraz, jaki będę widział, to krzywa morda Marco, a ja zdecydowanie wolałbym młodą Bardot, albo nawet Sabrinę.

    — Odcięcie jednej głowy, Tony — odpowiada. — Twoje akcje, to gotowość do zabijania, wchodzisz w grę... — Przystawia zimny pistolet do mojego czoła, staram się nie tracić opanowania ani nie spuszczać z niego wzroku. — Czy wpadasz z planszy?

    Pewnym ruchem ręki, chwytam go za nadgarstek. Do tego momentu, przygotowywałem się cztery, pieprzone lata. Mamo, kocham twoje pierniki, za niczym tak nie tęsknię.

    — Kupuję bilet — oznajmiam, zaciskając dłoń na jego nadgarstku. — Kogo mam zabić, Marco? Podaj mi to cholerne nazwisko...

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że juz nie ma sensu dalej sobie "wykładać" co i jak. Faktem jest, że sporo z tekstu Ci uciekło i stąd wiele rzeczy uznałaś za nielogiczne. W jednej z analiz od "Złotte Watty" recenzentka Kreatura napisała, że opowiadanie trzeba czytać bardzo uważnie, bo ma skomplikowaną fabułę. Ale wszystkie wątki się ze sobą łączą. Uważam jednak, że nie zmarnowałam czasu na pisanie komentarzy, wymianę zdań, bo to bardzo służy! Wykorzystam wiele twoich rad odnośnie poprawy błędów narracyjnych, bo one są, ja je widzę :) im dalej, tych 'kwiatków' nie ma. Nadal uważam też,że sprawdzisz się jako recenzent, pomoc redaktorska, bo wiesz naprawdę dużo, może jedynie, tak jak pisałaś, ograniczenia czasowe wpłynęły na niepotrzebny pośpiech. Pozdrawiam Cię i ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się, że trzeba czytać uważnie i faktycznie - wątki się łączą. Co do tego nigdy nie miałam wątpliwości :). Nie jestem recenzentem, a oceniającą i w naszym regulaminie widnieje klauzula, że jeśli opowiadanie jest dobre (lub w drugą stronę - złe i nie ma progresu), to nie przeczytamy całości, a wskażemy początkowe błędy, żeby dać autorowi wskazówki. Było już wiele takich ocenionych opowiadań, które zostały totalnie skopane, a oceniająca poradziła, żeby po prostu zacząć od początku. W przypadku recenzji mocniej skupiłabym się na fabule i wtedy przeczytałabym do końca, żeby mieć pogląd na całokształt wydarzeń, a znacznie mniej na narracji i innych technikaliach (mogłabym o stronie technicznej wspomnieć pobieżnie lub w tylko w podsumowaniu).
      Poza tym cieszę się, że wymiana komentarzy była przyjemna i budująca!

      Usuń
  16. Jednak musze odpisać:
    3. 3. "Bardzo skupiasz sie na tym, że Chester sobie czegoś w głowie nie dopowiedział". - A to przecież dlatego, że taką narrację wybrałaś! Pierwszoosobowa powinna w całości skupiać się na przeżyciach głównego bohatera (narratora), a czytelnik musi nieustannie wiedzieć, co ten myśli. Jeśli coś nie zostało napisane, to nie istnieje i stąd nie rozumiałam wielu rzeczy, a również nie chciałam sobie dopowiadać - "głośno" gdybałam i prowadziłam rozważania. To przecież nie jest tak, że siedzę w Twojej głowie i doskonale wiem, "co autor miał na myśli". - Ale to zostało napisane, informacja została podana, w dialogu, którego Ty nie wzięłaś pod uwagę, sama się do tego przyznałaś.
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za każdym razem rozczula mnie stwierdzenie, że jeśli czytelnik X czegoś nie dostrzegł (i miał czelność do tego się przyznać...!) lub nie połączył A z B, to najwyraźniej *wink wink* kiepski z niego czytelnik. Równie dobrze tekst nie musi być wcale aż tak klarowny, jak się autorowi wydaje – to zawsze działa w dwie strony. Prawdą jest jednak, że autorom zwykle brakuje obiektywizmu – znamy swoje prace praktycznie na pamięć i być może trudno czasem wczuć nam się w rolę potencjalnego czytelnika, który tekst i postaci na oczy widzi po raz pierwszy. Stąd też przemyślana przez nas, oceniających, świadomie wybrana forma oceny, która przez sześć lat sprawdzała się wielokrotnie.

      Dlatego wybaczcie, dziewczyny, że się wtrącę, ale kuriozum jest dla mnie sugestia, że forma, w której powstało do tej pory ponad dwieście ocen (nie: recenzji!) nagle być może nie działa i „mija się z celem”. Ten format i pisanie ocen strumieniem świadomości (z editami włącznie) nie ulegnie zmianie, bo działa tak, jak ma działać – świetnie obrazuje tok rozumowania potencjalnego odbiorcy, dzięki czemu autor ma możliwość dowiedzieć się, gdzie powstają u kogoś w głowie ewentualne luki i tekst może sprawiać problemy. Po otrzymaniu takiej oceny tylko od autora zależy, czy chce jeszcze pracować nad tekstem i jakie ewentualne zmiany nanosić, by odbiór innych, późniejszych czytelników następnym razem był bardziej przystępny oraz by tekst budził takie emocje, jakie sobie autor zaplanował. To wszystko z myślą nie o oceniających, ale mając na uwadze dobro każdego czytelnika.

      Ponadto oceny nie są edytowane po wymianie komentarzy, ponieważ spoko tekst powinien bronić się już przy pierwszym czytaniu; zwykle autor czy czytelnik nie mają możliwości rozmowy o powieści i wątpliwościach, autor nie ma szansy wytłumaczyć niezrozumiałych kwestii, a czytelnik swoje przemyślenia zachowuje dla siebie lub skrobię recenzję na LC. Ocena w takim formacie to więc poniekąd rarytas pozwalający dowiedzieć się, które wątki jak mogą być odbierane zanim nastąpi na przykład wydanie w selfie czy vanity. Jeśli autor po ocenie chce coś jeszcze porozjaśniać – okej. Nie chce – też okej, na pewno ma ku temu swoje powody. A może kiedyś jednak przemyśli i zachce – wtedy zawsze może powrócić do oceny nieedytowanej, czyli obszernego komentarza z pierwszego czytania, z omówionymi fragmentami budzącymi wątpliwości odbiorcy. I ten format na WS nie ulegnie już zmianie.

      Usuń
  17. Skoiastel - z całym szacunkiem, ale oceniająca sama przyznała, że nie wyłapała z tekstu rzeczy prawnych rzeczy. Każdy z nas jest człowiekiem i ma się prawo pomylić, nawet oceniająca. Nie wiem czy czytałaś moją pracę, by de facto odnieść się do tego, czy oceniająca ma faktycznie rację. Nie zgadzam się z analizą w wielu punktach i do tego się odniosłam. Mogłam to zrobić na priv, ale zostałam poproszona o pisanie komentarzy tutaj. Ogólnie? Wydaje mi się, że wszystkim mimo wszystko, wyszło to na dobre:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic złego w tym, że czytelnik nie zrozumie tekstu, często na WS otwarcie przyznajemy się do tego, że coś było dla nas niejasne – to stanowi część oceny i nie powinno być wykorzystywane przeciwko oceniającej, która jest szczera. Nie czytałam twojego tekstu, ale mam zaufanie co do LegasowK i jej wykonanej pracy, bo znam jej tryb, wiedzę i zaangażowanie. Na WS nie ma „ludzi z łapanki”, a osoby, których zasób wiedzy i umiejętności są odpowiednio weryfikowane.

      Nie ma też nic złego w tym, że nie zgadzasz się momentami z oceną, to akurat bardzo świetnie. :D (choć w kwestii narracji i cytowania myśli pierwszoosobowej mogłabym napisać jeszcze sporo). Tłumaczenie tekstu w komentarzach „po fakcie” i rozjaśnianie rzeczy oceniającym zawsze jest w cenie, otwiera na dyskusję i pomaga wspólnymi siłami dojść do tego, co można jeszcze podrasować, by kolejni czytelnicy problemu nie mieli. Dyskusja ta nigdy nie wpływa jednak na samą ocenę i notę końcową. Czy inny oceniający (czytelnik) oceniłby (odebrałby) tekst w ten sam sposób, czy umknęłyby mu te same rzeczy? Nie wiem, pewnie nie, być może inne – możesz to sprawdzić, zgłaszając się ponownie za jakiś czas do kogoś innego. ;)

      Ad komentarzy, w regulaminie WS oraz zakładce „o nas” mowa jest o komentarzach właśnie na WS, ponieważ często oceniający czy betujący, a nawet postronni czytelnicy mogą wziąć udział w dyskusji, szczególnie w przypadku tekstów ff, gdzie oceniający, na przykład, mógł nie wyczerpać tematu, a postronny czytelnik zauważyć po cytacie coś jeszcze. Zresztą komentarze na WS wpływają także na ruch na portalu i pozwalają badać statystyki, w tym feedback autorski (tak, wciąż mamy na WS oceny w ogóle nieskomentowane).

      Usuń
  18. Dyskusja była naprawdę na poziomie! I ze swojej strony cieszę się zainteresowaniem ze strony oceniającej, której historia się podobała i obiecała do niej wrócić :D musi! By dostać odpowiedzi na pytania, jakie zadała co do toczących się wątków ;)
    "Ponadto oceny nie są edytowane po wymianie komentarzy, ponieważ spoko tekst powinien bronić się już przy pierwszym czytaniu;" - edycja była możliwa, gdy wskazałam LegasowK na błąd w reserczu odsyłając ją do konkretnych przykładów i wypowiedzi agentów FBI, więc jednak mogą ;)
    Dziewczyny,, jest ok!Śledzę Waszą encyklopedię i przede wszystkim z niecierpliwością czekam na "apdejty" co do artykułów!

    OdpowiedzUsuń