[215] ocena tekstu: Od gazu po ciało stałe


Autor: Bart Liry
Tematyka: s-f (cyberpunk)
Ocenia: Hachi


Zgodnie z tym, co uzgodniliśmy, przyjrzę się tekstowi również pod względem technicznym i wystąpię tu dziś jako beta i oceniająca w jednym. Zaczynamy od opisu i szaty graficznej, potem przyjdzie czas na one-shoty. Życzę przyjemnej lektury.

 

Od gazu po ciało stałe, (zbędny przecinek) to opowieść o resublimacji naszych umysłów, które w momencie poznawania świata zaczynają zmieniać swój stan skupienia. Każde kłamstwo, nowo poznana idea, uczucie rodzące się gdzieś wewnątrz, (zbędny przecinek) działa (działają), (zbędny przecinek) jak przewrócona kostka domina (,) oddziałując na naszą ostateczną formę. I tym samym sposobem w cyberpunkowej rzeczywistości, (zbędny przecinek) bogini może stać się rewolucjonistką, gangster bohaterem, a wzniosła idea krzyżem na wysypisku ludzkości.


Może zamieniłbyś pierwszą ideę na, na przykład, koncepcję, żeby wyeliminować powtórzenie?

Polecam wziąć tytuł w cudzysłów lub w kursywę.

Podkreślenie cudne, bardzo klimatyczne.

 

Kiedy napisałeś do mnie w mailu, że chciałbyś wymienić szablon, przyznaję, że wyobrażałam sobie większą zmianę. Chyba jedyne, co wygląda inaczej, to nagłówek (ewentualnie barwa przewodnia). Osobiście bardziej podoba mi się nowszy, jest bardziej stonowany. W poprzednim nie wiadomo było do końca, o co chodzi z tym lodem.

Od samego początku postawiłeś na minimalizm i po lekturze całości mogę stwierdzić, że to również podkreśla klimat Twojej historii. No i, rzecz jasna, doszło nam też ciekawe motto. 

Tło pozostało czarne, co akurat nie jest w moim typie, bo wolę kolorystykę jasną, ale na blogu jest czytelnie, tekst się nie zlewa i nie ma za dużego kontrastu między kolorami liter i tła. Po prostu jest to szablon dobrze dobrany do treści.

 

Muszę powiedzieć, że nie rozumiem dat publikacji postów. Weźmy tę z CIAŁO / WIĘZIENIE: sobota,/25/YC – kombinuję, ale YC totalnie nic mi nie mówi. Czy mógłbyś mnie oświecić?

Poza tym skoro dajesz ukośnik, to przecinek po dniu tygodnia jest już niepotrzebny.

 

Dobrze, wstęp za nami. Przechodzę do one-shotów, ale najpierw słówko wyjaśnienia – umawialiśmy się na betę, jednak po dokładnym przyjrzeniu się opowiadaniu stwierdziłam, że nie ma sensu sztucznie nabijać słów i wypisywać z grubsza tych samych błędów przez całe opowiadanie. Dlatego postanowiłam zrobić korektę jedynie Conatusa, Białych kłamstw, prologu oraz rozdziału II – znajdziesz je na końcu oceny, pod podsumowaniem. W pozostałych notkach w części z treścią właściwą wypiszę tylko większe potknięcia. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.

W ocenie podaję też własne wersje Twoich zdań, ale nie robię tego, żeby Ci je narzucić i powiedzieć, że właśnie tak mają te fragmenty wyglądać. Tylko sugeruję, jak mogłyby wyglądać lepiej, bawię się tymi zdaniami, aby pokazać, jak mógłbyś się nimi pobawić Ty.



CONATUS

 

Pierwsza uwaga – bardzo ważna – spacja (nawet i twarda) nie czyni wcięcia akapitowego – już pomijając, że jedna jest właściwie niezauważalna. Kilka też nie załatwi sprawy. Do tego służą albo tabulatory (jeśli piszesz w Wordzie lub Dokumentach Google), albo specjalny kod CSS/HTML na Blogspota. Między innymi właśnie o tym pisała Skoia w artykule o podstawach podstaw: KLIK (podpunkt 3).

 

Głos był żywy, przerażająco żywy, jednak nie ludzki, jakby dochodził z wewnątrz. Rozglądnął się nerwowo (ten głos?) i sięgnął automatycznie po morpha.

 

Fizycznie wciąż jeszcze zaspany (...) – tylko fizycznie? Głos rozlega się znienacka w środku nocy, a Aran prędziutko staje na nogi – po tym i po zacytowanym zdaniu wnioskuję, że spał. Mam więc rozumieć, że ciało miał ociężałe, ale umysł w pełni rozbudzony? To tak nie działa; nawet jeśli obudzi nas w nocy nagły wystrzał za oknem i zrywamy się przerażeni, nie wiedząc, co się dzieje, potrzebujemy jeszcze chwili, żeby przegnać resztki snu i w pełni się obudzić. A przecież Aran niespecjalnie przejął się ewentualnym nocnym intruzem – moment wcześniej stwierdził, że nie było sensu budzić się na dobre i ruszył na obchód mieszkania raczej dla świętego spokoju niż przez uczucie zagrożenia. Dlatego tym bardziej nie powinien być zaspany tylko fizycznie.

 

Bo żaden specyfik czy operacja nie mogła zagwarantować tak dobrego efektu jak idealnie prosperujące geny. – Geny nie mogą być prosperujące. I nie mogły, bo specyfik i operacja to dwie rzeczy.

 

Zadbane włosy, które są statusem społecznym (,) zapewniają duże powodzenie, jednak co mu było po jego cienkich i przetłuszczonych kłakach, skoro natura nie była mu zbyt przychylna? – Chciałabym zauważyć, Aranie, że z przetłuszczonymi włosami łatwo zrobić porządek – wystarczy je umyć. Chyba że ty masz problem z przetłuszczającymi się włosami. Jeśli tak, sprawa jest trochę bardziej złożona.

Przy czym to nie jest tak, że jeśli ma się cienkie i problematyczne włosy, to nic nie da się z nimi zrobić (chyba że ktoś ma włosy cieniutkie jak pajęczynka. Wtedy na grubość już raczej nic nie pomoże). Nawet takie można doprowadzić do dobrego stanu, tylko trzeba poświęcić im dużo uwagi (siedzę w temacie włosów, więc trochę o tym wiem). Piszę to nie dlatego, że według mnie w teście wystąpił błąd, nie. Właściwie to ten fragment nawet mi się podoba. Ja wiem, że o każdą czuprynę można zadbać, ale nie znaczy to, że Aran musi o tym wiedzieć. Mężczyźni z reguły nie interesują się tymi sprawami, jednak nie sądzę, aby było tak w świecie, w którym ładne i długie włosy gwarantują dobry byt. Jeśli jednak oni wszyscy z góry zakładają, że nic się nie da zrobić, to się nie da. Dużo mówi mi o to Twoim uniwersum.

 

Przez lata już trochę zasłyszał się (słyszał/nasłuchał się) o heroxie (heroxy), jednak nigdy nie miał z nią (nim) styczności.Heroxy jako obca nazwa własna męskoosobowa nie ma odmiany, musi pozostać w mianowniku. 


Zrodzony, by tworzyć, czuł, że spełnił swoją misję, że pomimo tego, jak skończył, jak głos zagłuszając zdrowy rozsądek, pchał go do celu, osiągnął ten magiczny pułap, który często jawi się na horyzoncie marzeń. To niemal mistyczna strefa, gdy już wszystko zostało zrobione, każde słowo wypowiedziane, a czas upłynął do końca. Jednak nie był to dekadentyzm, była to rzecz bardziej subtelna, bo Aran wiedział, że po nim i tak nastąpi nowe, równie nowatorskie, jednak jego misja dobiegła już końca.

Nowe, równie nowatorskie co? Mam wrażenie, że czegoś tutaj zabrakło.

 

A zatem Od gazu po ciało stałe to dzieło Arana, które pisał całe życie i które jego zdaniem uchroni ludzkość przed samozagładą. Więc to właśnie tak mam patrzeć na tę historię?

EDIT: Aż jestem ciekawa, czy w takim razie jest to opowieść na faktach (mam na myśli Ioonaxę i jej możliwą boską naturę), czy Aran jedynie to wszystko zmyślił. Mam nadzieję, że kiedyś się tego dowiem.

 

Wiedział, że ludzie tracą nasz czas, jak wampiry wysysają z nas ulotne chwile, ciężkie lata, lipcowe poranki, jednak Aran nie widział lub nie chciał widzieć, że tak naprawdę, gromadząc swój czas w sobie, wcale go nie zatrzymuje, nie wkupuje się w jego łaski, tylko przepuszczamy go przez ręce, zamiast wspólnie z kimś uczynić z niego historię. – Bardzo się cieszę, że narrator zwrócił na uwagę na to ważne spostrzeżenie.

Jednak, zobacz, mamy tu czystego narratora wszystkowiedzącego – mówi o tym, czego Aran nie dostrzega lub o czym nie chce myśleć. Tyle że (podkreślenie) wszechwiedzący nie może czegoś nie wiedzieć – on wie wszystko. Dlatego będziesz się tu musiał zastanowić i wybrać jedną opcję: czy Aran to widział, czy nie. Bo na razie mamy sprzeczność.

 

(...) rzucając pamiątkę na tory, wypuszczał z siebie ukryte emocje, ptaki, które przez lata były więzione (...) – wypuścił, bo rzucenie czegoś nie jest czynnością długotrwałą.

 

Osiągnął linię mety, podał sztafetę dalej (...) – sztafeta to dyscyplina sportowa. Wnioskuję, że Tobie chodziło o pałeczkę.


 

BIAŁE KŁAMSTWA

 

Tego one-shota pisałeś razem z Osobliwością i to widać, bo różni się od reszty. Nie wiem jednak, jak duży jest jej wkład, dlatego pozwól, że komentarz sformułuję tak, jakbyś tylko Ty był autorem tej notki. Sam będziesz wiedział, co odnosi się do Twojej pracy, a co do pracy Osobliwości.

 

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to ściany tekstu. Spójrz na akapit rozpoczynający:

 


 

To kobyła, która po pierwsze, bynajmniej nie zachęca do czytania, a po drugie – zwyczajnie zaburza odbiór tekstu. Dzielenie na akapity służy do tego, żeby ułatwić czytelnikowi odnaleźć się w tym, co prezentuje mu autor – aby pomóc mu przejść miękko od jednego wątku do drugiego. Tymczasem tu mamy: Alicję przyglądającą się ludziom, zwięzły opis tych ludzi, Alicję wyhaczającą z tłumu kobietę z, jak się po chwili okazuje, ananasem na smyczy, krótkie rozważania na jego temat, odejście kobiety, podniosły fragment traktujący o losowości życia, odejście Alicji, szczątkowy opis Rewy i wydzielanych przez nią toksyn.

Wszystko w jednym akapicie = wszystko naraz.

Przez to całość przypomina bardziej kogel-mogel niż wprowadzenie do one-shota. Nie jest to jedyny taki przypadek, który można u Ciebie zaobserwować (w Conatusie było jeszcze gorzej, zwłaszcza pod koniec). Problem jest tym naglący, że nie piszesz czegoś w klimacie young adult, gdzie to, że przez nadmiar podanych naraz informacji coś czytelnikowi umknie, nie ma ostatecznie większego znaczenia. Od gazu po ciało stałe to s-f – literatura już z definicji raczej ambitna, przy której trzeba się skupić. W obecnej formie opowiadania jest to dość trudne.

(Przy czym nie zgodzę się, że każda przyjmowana codziennie trucizna uodparnia. Gdyby Alicja miała co wieczór wypijać zaprawioną czymś lampkę wina – okej, ale gdy chodzi o toksyny wziewne, nauka już udowodniła, że im dłużej jest się na nie wystawionym, tym bardziej zabijają [#smog, #papierosy].

Nie chodzi mi o samo to stwierdzenie, bo nie wiem, jak stoi wiedza w świecie, który opisujesz. Sama Alicja mogłaby tak stwierdzić, jednak osiem długich lat uodporniło ją na ten rodzaj niebezpieczeństwa to ewidentny narrator wszystkowiedzący, który nie może wygłaszać głupot jak powszechnej prawdy. Dopiero ostatnie zdanie wychodzi od Alicji, bo czuć w nim mowę pozornie zależną).

 

Podejrzewałam to przy Conatusie, a przy Białych kłamstwach zyskałam już pewność. Widzisz, są dwa główne sposoby pisania pozycji sfabularyzowanych. Pierwszy, stosowany od dawien dawna i najprostszy, polega na przedstawianiu czytelnikowi gotowych wniosków. Występuje często połączony z zarzucaniem informacjami. Spłaszcza rolę czytelnika wyłącznie do osoby, która ma siedzieć i przyswajać kolejne porcje danych. Ludzie, których można zaobserwować we Współmieście, wyglądają tak i tak. Rewa wywołuje w Alicji wrażenia takie i takie. Alicja ma na plecach ranę otrzymaną w takich i takich okolicznościach. Przy czym żebyśmy się jasno zrozumieli – to nie tak, że ten sposób jest zły. Po prostu nie za dobry, bo pisana w ten sposób historia przypomina bardziej wersję wstępną, która przejdzie jeszcze masę poprawek, zanim stanie się pełnoprawnym opowiadaniem.

Drugi wymaga więcej czasu i przede wszystkim planowania – kiedy, jak i gdzie porozmieszczać w tekście poszczególne elementy, by całość była jak najbardziej atrakcyjna i zrozumiała. To sposób, który zaprasza czytelnika do współpracy, aby razem z bohaterami odkrywał fabułę strona po stronie i poniekąd sam poczuł się tak, jakby brał udział w danej historii. Krótko mówiąc, aby się zaangażował.

Twój sposób pisania to zdecydowanie ten pierwszy. Nie wiem, z czego to wynika – może jesteś tak nauczony i nieświadomy, że można inaczej. A może lubisz taki styl „mało wymagający” i piszesz w taki sposób, w jaki sam chciałbyś czytać. Rozumiem też, że one-shoty mają pełnić funkcję wprowadzającą w Twoje uniwersum i możliwe, że to dlatego chwilami sprawiają wrażenie notatki encyklopedycznej. I oczywiście nie mam z tym problemu. Jednak poprosiłeś o ocenę, więc wnioskuję, że chciałbyś wiedzieć, co zrobić, żeby Twoje opowiadanie było lepsze i bardziej przyciągało czytelników.

EDIT: W taki sposób pisałeś wszystkie one-shoty, jednak w historii właściwej postawiłeś na sceny. Bardzo się z tego cieszę. Oznacza to, że z grubsza wiesz, jak pisać. Być może ta wiedza przyszła z czasem, a być może po prostu rozdziały pisało Ci się łatwiej. W każdym razie te uwagi są już nieco nieaktualne.

 

W Białych kłamstwach główną bohaterką nie jest Alicja, jak można było oczekiwać, ale… narrator. Dziewczyna ginie we wszystkich jego wywodach na temat każdej rzeczy, którą razem z Alicją mijamy po drodze. Mam wrażenie, że jej zadaniem jest iść przed siebie, tak żeby narrator miał o czym mówić, czasem wziąć udział w jakimś dialogu i czasem pomyśleć coś na jakiś temat. Dodatkowo raczej stronisz od mowy pozornie zależnej, więc efekt końcowy jest jeszcze bardziej suchy i bezosobowy. Gdybyś postawił na te wszystkie opisy, ale pozwolił, aby wyszły od Alicji, dowiedzielibyśmy się czegoś o niej samej (rzecz zmienia się dopiero, gdy na scenę wkracza Altar – wtedy dziewczyna po części przejmuje inicjatywę).

W Conatusie Aran został podobnie zdominowany przez narratora, ale tam można to obronić – trudno inaczej opisać czyjeś całe życie w kilku stronach.

 

Nie skupiaj się na wykładaniu wniosków, tylko staraj się tak malować scenę, by dany wniosek nasuwał się sam. Weźmy to zdanie: Wyglądała na lekko zdezorientowaną, zupełnie, jakby wysiadła na złej stacji – jak najbardziej czytelne i poprawne, ale jakby puste. Zdezorientowanie można oddać na wiele sposobów: rozglądanie się, kręcenie w kółko, zaniepokojone spojrzenie lub marszczenie brwi, szukanie wzrokiem punktu informacyjnego czy jakichś drogowskazów, zaczepianie kogoś, by zapytać o drogę… co z tego zaobserwowała Alicja, gdy przyglądała się kobiecie? Pokaż to jej oczami, a cała scena nabierze życia i nie będziesz musiał pisać tak łopatologicznie – dla mnie od razu stanie się jasne, że pani nie bardzo się tu odnajduje. Taki opis mógłby zostać zwieńczony myślą Alicji, że kobieta chyba wysiadła na złej stacji.

 

Trzymała coś na smyczy i w pierwszej chwili Glass nie mogła dostrzec, co to było. Zmrużyła oczy. Jakie było jej zdziwienie, gdy zrozumiała, że zamiast egzotycznego zwierzęcia, kobieta trzyma obok siebie ananasa. – A gdyby tak znacznie skrócić to, co podkreśliłam i zostawić samo: Trzymała coś na smyczy. Glass zmrużyła oczy? Pokazać bardziej obraz niż wniosek. Można by jeszcze uwypuklić, że Alicja próbuje dojrzeć, co kobieta tam ma: Zmrużyła oczy i w tej chwili jakaś rodzina przesłoniła jej widok. Dziewczyna wychyliła się.

 

Odebrała go niechętnie, widząc od kogo przychodzi połączenie. – Znów: spróbuj pokazać niechęć Alicji, np. jak się krzywi czy zaciska usta. Od razu będzie bardziej plastycznie.

 

Tak mnie naszło przy tym fragmencie: Decyzje o wyjeździe z Labiryntu podjęła już jakiś czas temu, po tym, jak ich organizacja zaczęła coraz bardziej mieszać się do współpracy z gangami. Robiło się zbyt niebezpiecznie. Sporo osób z ich ekipy przypłaciło to życiem, dla Alicji to było za dużo. Jej rana po ostatniej akcji jeszcze się nie zagoiła i nie zapowiada się, by kiedykolwiek się to stało. Jeden z gangsterów strzelił jej prosto w łopatkę z kwasownika, a pocisk momentalnie zaczął rozpuszczać jej plecy; wtedy Altar ją uratował. Miał antidotum, jednak gdyby nie on(,) nic takiego nie miałoby miejsca. Alicja nie chciała brać udziału w tej akcji, ale ten zarzekał się, że to już ostatni raz i w sumie miał rację, pomyślała Glass. To był ostatni raz. – Skoro te one-shoty są pewnego rodzaju wprowadzeniem do historii właściwej, dlaczego nie poświęciłeś jednego z nich tej właśnie scenie? Żałuję, że tak ciekawe i niebezpieczne wydarzenie zostało streszczone do zaledwie dwóch-trzech zdań. Że w ogóle zostało streszczone. Wiem, że one-shoty nie mogą się ciągnąć w nieskończoność, ale jedna czy dwie retrospekcje nikomu by nie zaszkodziły. Wręcz przeciwnie – myślę nawet, że opowiadanie bardzo by na nich zyskało. Dzięki nim czytelnik miałby lepszy wgląd w Twoje uniwersum.

EDIT: Właściwie cała ta notka jest tak wypchana streszczeniami różnych zdarzeń, że aż trzeszczy. Z jednej strony mamy Alicję, jej wędrówkę przez miasto, spotkanie Altara, a z drugiej:


  1. zawalenie się Betonowego Gaju;
  2. ostatnią akcję Alicji, podczas której dostała z kwasownika;
  3. zastrzelone przez nią dawno temu dziecko;
  4. jej pierwsze spotkanie z punkami;
  5. poprzednie białe kłamstwa, którymi raczył ją Altar.


Przez to cały one-shot sprawia wrażenie okropnie zabałaganionego, jakbyś nawet zbytnio nie kłopocił się, aby go zaplanować. Ot, wszystko wychodziło po kolei. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że z tego jednego posta dałoby się zrobić co najmniej dwa porządne. Bo na razie mamy Alicję ► streszczenie tego, co stało się kiedyś ► Alicję ► streszczenie innego przeszłego zdarzenia ► Alicję ► kolejne streszczenie.

I nie jest tak, że ten problem pojawia się tylko w Białych kłamstwach. Wszystkie one-shoty się z nim zmagają, chociaż w znacznie mniejszym stopniu. Przy czym streszczenia nie są złem wcielonym – chodzi o to, że historia jest chamsko stopowana, aby móc wcisnąć to, co już się wcześniej zdarzyło. Akcja się przez to wlecze. Kiedy mamy scenę spokojną, streszczenia aż tak nie przeszkadzają, bo wtedy czas sam się na nie znajduje, ale kiedy Alicja chowa się za śmietnikiem, bo jakiś facet do niej strzela i krzyczy, że to za Branda i nagle STOP – bo trzeba wyjaśnić, że kiedyś Alicja zastrzeliła dziecko, bo ukradło im cenny narkotyk – no to nie robi to najlepszego wrażenia. Oczywiście można tak pisać. Ale jest to pójście po linii najmniejszego oporu.

 

W pewnym momencie wędrówki Alicji narrator nagle wyskakuje z informacją, że dziewczyna szła spokojnym krokiem pomimo tego, że czuła, jak ktoś ją obserwuje od dłuższego czasu. Kiedy coś takiego zostaje podane tak od niechcenia i z opóźnieniem, czytelnik ma wrażenie, że opis chłopca dającego siostrze chustę i przemyślenia Alicji na ten temat są ważniejsze niż to, że dziewczynie może coś grozić. Sam opis bardzo ładny, uśmiechnęłam się przy nim, jednak przydałoby się, żeby Alicja na bieżąco informowała o swoich odczuciach. Kiedy dowiaduję o czymś równie istotnym tak w sumie przy okazji, to już taka trochę musztarda po obiedzie. Nie czuję się zaintrygowana czy zaniepokojona, tylko skonfundowana.

 

Ścisnęła mocno broń i w momencie, gdy już miała się odezwać, tajemniczy człowiek strzelił w stronę dziewczyny, która cudem uniknęła lasera. – Przekombinowałeś. Proponuję tak: Ścisnęła mocno broń i w momencie, gdy już miała się odezwać, tajemniczy człowiek strzelił w jej stronę. Cudem uniknęła lasera.

 

Altar rozejrzał się dookoła nerwowo i przyłożył palec do ust. W jego błękitnych oczach można było dostrzec niepokój. Alicja zrozumiała, że albo mają plecy, albo są na podsłuchu. Nie było czasu się zastanawiać, musieli szybko opuścić to miejsce. – Paradoksalnie takie wstawki wydłużają akcję, bo czytelnik musi poświęcić czas, aby je przeczytać i schodzi mu dłużej. W scenach akcji unikamy zbędnych słów.

 

Glass rzuciła tylko okiem na martwe ciało z dziurą na wylot. Cieknąca z wnętrza substancja najprawdopodobniej była kiedyś mózgiem (...) – to brzmi, jakby mózg był w ciele, wiesz, w torsie albo w brzuchu. I że, przy okazji, bohaterka rzuciła tylko okiem, a nie czymś więcej, na przykład prawym uchem. Może tak: Glass tylko rzuciła okiem na martwe ciało z głową przestrzeloną na wylot. Cieknąca z wnętrza substancja najprawdopodobniej była kiedyś mózgiem (...)? Zwróć uwagę, że tylko poprzedza wyraz, do którego się odnosi.

Ale to nie zmienia faktu, że mózg nie może wyciec nawet po rozszarpaniu kulą, bo jest ciałem stałym. Lekarze sądowi podczas sekcji zwłok kroją mózgi na plastry, zupełnie jak chleb, w poszukiwaniu przyczyny śmierci. Wypłynąć może za to płyn mózgowo-rdzeniowy.

 


W Białych kłamstwach mamy jeszcze jeden defekt – headhopping, czyli narratora personalnego skaczącego z głowy jednego bohatera do głowy drugiego.

Kiedy wybieramy ten typ narracji, każdą scenę piszemy z perspektywy jednej postaci. Z tego względu musimy najpierw tę scenę zaplanować… albo po napisaniu całości przeredagować ją tak, by uniknąć headhoppingu. Zademonstruję:


To w końcu było jej życie i nie miała zamiaru zmarnować go na głupiej wojnie o prochy.

— Nigdy nią nie byłaś. — Chwycił ją za dłoń i w akcie desperacji przyznał coś, czego wcześniej nigdy nikomu nie powiedział. — Alicjo, kocham cię. (...)

 — A co to za ochrona, gdy samemu wywołuje się niebezpieczne sytuacje, by stać się bohaterem?! — Alicja wyrwała swoją dłoń z uścisku mężczyzny (...)

Mężczyzna momentalnie zmienił wyraz twarzy. Desperacki uśmiech ustąpił miejsca pustemu smutkowi. Nie wiedział już, czy jego serce bije, czy nie. Czas stanął. Jego ostatnia nadzieja na zatrzymanie ukochanej zgasła. Już nic się nie liczyło. Przez chwile patrzył na nią tym nostalgicznym spojrzeniem, jednak Alicja była nieugięta. Wiedziała, że miłość nie polega na ciągłym wykorzystywaniu człowieka.

 

Różowe fragmenty wskazują na perspektywę Alicji, ciemnożółte – na perspektywę Altara. A jak by to wyglądało po zredagowaniu?

 

— Nigdy nią nie byłaś. — Chwycił ją za dłoń i zawahał się. Otworzył usta, jakby desperacko chciał powiedzieć coś, czego wcześniej nigdy nikomu nie powiedział. — Alicjo, kocham cię. (...)

 — A co to za ochrona, gdy samemu wywołuje się niebezpieczne sytuacje, by stać się bohaterem?! — Alicja wyrwała swoją dłoń z uścisku mężczyzny (...)

Mężczyzna momentalnie zmienił wyraz twarzy. Desperacki uśmiech ustąpił miejsca pustemu smutkowi. Altar wyglądał jak ktoś, dla kogo czas stanął, jak ktoś, kto zastanawia się, czy jego serce wciąż bije. Alicja widywała już takich ludzi – którzy stracili ostatnią nadzieję na zatrzymanie ukochanej osoby. Jakby już nic się nie liczyło. Przez chwilę patrzył na nią tym nostalgicznym spojrzeniem, jednak Alicja była nieugięta. Wiedziała, że miłość nie polega na ciągłym wykorzystywaniu człowieka.

 

Co o tym sądzisz? Dodałam to i owo, ale to tylko przykład, żebyś wiedział, o co mi chodzi. Skoro postacią, która prowadzi tę scenę, jest Alicja, może ona tylko domyślać się, o czym myśli oraz porównywać, że przypomina jej kogoś, kto zachowuje się w pewien sposób. Alicja nie może wejść mu do głowy i bezpośrednio podawać mi jego pobudek jak na tacy. Ona może je jedynie podejrzewać. W scenach, kiedy korzystasz z narratora personalnego, powinnam mieć dostęp tylko do postaci prowadzącej, reszta staje się tłem dla jej przemyśleń.



 

RÓŻA SZCZUROŁAPA

 

O, całość jest napisana Georgią, a wcześniej był Arial. Zdecyduj się, proszę, na jedną czcionkę we wszystkich postach.

 

Wszystkie cebulki wypalił zręcznie chirurg maszyną laserową, (pauza zamiast przecinka) długie włosy od zawsze były czymś(,) co tylko pochłaniało pieniądze (...).

 

Pierwszy raz zacząłeś one-shot dość dziwnie – nie poznajemy imienia głównego bohatera od razu, dopiero pod koniec drugiego, dość długiego akapitu. Wcześniej jest on nazywany jedynie mężczyzną, a potem, ni stąd, ni zowąd, narrator mówi, że to Eurfel. Nasuwa mi się pytanie, po co była ta krótkotrwała tajemnica? Taki zabieg miałby sens, gdyby imię bohatera pozostało sekretem do momentu, aż Mayam zwróciłaby się do niego per Eurfel. Sam narrator nie powinien wprowadzać takich sztucznych tajemnic, które jedynie zbijają z tropu.

 

(...) narkotyk, który miał na celu zmniejszyć samotność, sam po części ją powodował. Gdy z tym skończył (...) – ze zdania wynika, że z braniem skończył narkotyk. Musisz bardziej pilnować podmiotów.

 

Każdy posiadał swojego i jak każdego ściągał on na dno. – Zbędne jak.

 

Eurfel, samozwańczy strażnik Labiryntu, który rozpoczął nierówną walkę, (zbędny przecinek) z wrogiem znacznie silniejszym (,) niż myślał. – Jeśli po niż znajduje się czasownik, przed niż trzeba postawić przecinek.

 

Co takiego robił Eurfel Mayam, że nie zwalniał swojego silnego uścisku, czekając, aż dziewczyna całkowicie pożegna się ze światem i w momencie, gdy był już pewien, że to nastąpiło, ona spojrzała prosto w jego błękitne oczy? Dusił ją? Nie napisałeś tego wprost.

Swojego zbędne. Często używasz tego zaimka, kiedy jest oczywiste, do kogo się odnosi. W tym przypadku wiadomo, że uścisk nie należy do Mayam.

 

— Zrozum(.) — spojrzała (dużą literą) na niego już ostatni (raz) jako żywa osoba. – Zdarza Ci się też niepoprawny zapis dialogów. Kiedy komentarz narracyjny odnosi się do wypowiedzi bohatera (powiedział, zapytał, warknął itd.), zaczynamy go małą literą. Kiedy natomiast odnosi się do samego bohatera lub do czegoś, co ten zrobił (wstał, wyszedł itd.), komentarz zapisujemy dużą literą.

 

Nie, tego nie(.) — znów (dużą literą) w jej oczach pojawił się obłęd. – Ta sama sytuacja.

 

Zginiesz gorzej od szczura. – Jakoś kulawo mi to brzmi. Zginiesz gorzej niż szczur.

 

Mayam ma zmodyfikowane oko, tak? Sądziłam, że z jej drugim wszystko w porządku. A w pewnym momencie Eurfel mówi: Byłem przy Emily, gdy strzeliła sobie w głowę, (zbędny przecinek) zaraz po tym, jak rzuciła się na ciebie i pozbawiła wzroku. Z tego wniosek, że drugiego jednak po prostu nie ma. Może zaznacz to jakoś lepiej na początku, że, nie wiem, w miejscu drugiego ziała dziura albo było przesłonięte opaską, bo na razie nie jest zbyt jasno.

 

Rozbłysk naelektryzował powietrze, a wnętrzności dziewczyny przebił kosiarz. – Czym właściwie jest kosiarz? Bronią palną czy białą? Dotąd wyobrażałam go sobie jako pochodną shotguna, ale teraz to brzmi raczej, jakby bliżej mu było do jakieś noża. Albo kosy. A może to broń z bagnetem?

EDIT: W którymś kolejnym tekście było, że ktoś gładził spust kosiarza. Więc to jednak broń palna. Może zmieńmy to na: (...) wnętrzności dziewczyny przebił pocisk kosiarza?

No i ten rozbłysk to tak nie do końca, bo światło nic nie elektryzuje. 

 

Doszłam do końca i myślę nad heroxy. Widzę, że ten narkotyk, który pozwala słyszeć głos, różnie działa na ludzi. Można by nawet powiedzieć, że Arana wyniósł na wyżyny – po tylu latach brania facet był profesorem, autorytetem i nawet napisał dzieło, które miało mieć dla ludzkości fundamentalne znaczenie. Co więcej, w pewnym momencie wręcz stał się jednością z tym głosem, nazywał go przyjacielem i razem z nim odszedł w pokoju duszy. Oczywiście narkotyk zamknął go na ludzi, oddzielił od matki i ojca i sprawił, że Aran nie szukał już miłości i kontaktu z drugim człowiekiem, ale i tak facet miał się naprawdę nieźle jak na wieloletniego narkomana.

Natomiast przy Mayam sytuacja jest inna – dziewczyna boi się i jest daleka od stanu równowagi wewnętrznej. Potrzebuje heroxy i wie o tym, broni go, ale jej ostatni nibyuśmiech wyraża wdzięczność, że Eurfel wreszcie zakończył jej cierpienia. Nie wspominam już o innych ludziach, którzy rozdrapywali sobie uszy, by tylko nie słyszeć tego głosu.

Muszę w tym przypadku pochwalić realizm różnorodnego wpływu substancji uzależniającej na organizm. Na każdego wpływa odrobinę inaczej; nie próbujesz zamknąć tego wątku w jakichś ramach. Przeciwnie – dajesz mi świat brutalny, ale prawdziwy. Pod tym względem jest świetnie.

Trudno, żeby narkotyk rzeczywiście poprawiał jakość życia, ale najwyraźniej w przypadku Arana właśnie tak się stało. Chyba że to tylko taka gorzka ironia – że książka, którą Aran uznał za zbawienie ludzkości, jest tak naprawdę tylko bełkotem człowieka, którego umysł przeżarły prochy.

EDIT: Jest to możliwe. Ale po lekturze całości, nie wydaje mi się. Dzięki Ioonaxie skłaniam się raczej do tego, że ta książka może naprawdę pomóc ludziom. Szkoda, że mam tylko tyle tekstu do wnioskowania.


 


CIAŁO / WIĘZIENIE

 

Tutaj z kolei wybrałeś Lora. Koniecznie trzeba ujednolicić te czcionki.

 

Bardzo ciekawy koncept mechanicznego łona. Masz niezwykle plastyczne opisy – aż czuje się rzeczywistość, którą opisujesz. A już widzę, jak przechodzisz do historii właściwej. Myślę, że tam to dopiero rozwiniesz skrzydła, kiedy już nie będzie Cię ograniczać forma one-shota.

Tylko gdyby jeszcze pokroić te ściany tekstu enterami…

 

Zapach potu ustąpił ostremu jak brzytwa powiewowi. Jego ręce zadrżały (...) – to brzmi, jakby ręce zadrżały temu powiewowi.

 

Wciąż była uśpiona, jednak jej powieki latały tak szybko, jakby w każdej chwili mogła się obudzić. – Chyba miałeś na myśli, że oczy pod powiekami poruszały się tak szybko.

 

Takie osoby to obywatele-duchy, czarna dziura na mapie Rewy i choć rząd nie ma (miał) możliwości ściągania z nich podatków, opracował pewien sprytny sposób. Większość mieszkańców Labiryntu to również gorliwi wyznawcy bogini, więc wpłacając datki na każdym bogożeństwie, utrzymują (utrzymywali) państwo, którego obywatelami oficjalnie nie (byli). Bogini, łącząc religie z władzą, ustanowiła również zjednanie skarbców, więc ostatecznie podatki (były) wpłacane w postaci daniny, a to pozwala (pozwalało) rządowi zabierać pieniądze bez dawania jakichkolwiek korzyści darczyńcom.

Sam widzisz, że zdarza Ci się mieszać czasy.

 

Mężczyzna dobrze pamiętał, jak w cyberksięgach sprzed kilku dekad pisano o nieludziach z pięknymi rysami, którzy nie jedli i nie spali, (kropka zamiast przecinka) przerażeni (dużą literą) górnicy, którzy tracąc pracę, założyli podziemie, zaczęli niszczyć maszyny.

 

Dobrze rozumiem, że córką cyborga jest ta dziewczynka, którą właśnie kroi Dukan? Nie jestem pewna. Chyba mogłaby mieć dziesięć lat. Ale skoro cyborg przyniósł ją Dukanowi na czyjeś zlecenie, to czy oddawałby własne dziecko? Nie wiem, mam za mało danych.

 

Na chwilę utrzymali kontakt wzrokowy, jako specyficzną formę pożgania (pożegnania) w podziemiu (...).

 

Właściwie to teraz nie jestem już nawet pewna, czy Dukan rzeczywiście zrobił jej krzywdę. Jeśli tylko w taki sposób można było wyjąć czyjąś wszechświadomość… Niby czuł obrzydzenie do samego siebie, ale jeżeli dzięki temu ocalił to dziecko… Chociaż nie wiem też, czy coś mu groziło. Ten post jest najbardziej tajemniczy i najmniej z niego rozumiem.

 

Tym sposobem doszliśmy do końca one-shotów. Czas na historię właściwą.


 

PROLOG – KRYSTALIZACJA

 

Nie bardzo wiem, co mogłabym o prologu napisać. Jest interesujący, spełnia swoją rolę i wprowadza do opowiadania, ma też formę, którą powinien mieć prolog. Przypomina mi trochę mit grecki o powstaniu świata w stylu: Na początku był chaos. Ale nie znaczy to, że jest jakoś sztampowo. Prawie widzę w myślach Arana, jak siedzi przy biurku i pisze o rodzącej się świadomości, co jakiś czas konsultując się z głosem.

Czuję, że sens prologu będzie odkrywany w miarę postępu fabuły. Pozwolę sobie więc przejść dalej.

 

ELEMENT I – BARWY I KSZTAŁTY

 

Łysa córka wykrzywiła usta w triumfalnym uśmiechu. – Rozbawiło mnie to określenie, serio.

 

Miło posłuchać podśpiewującej sobie Amnestii, jednak sam zapis można by nieco urozmaicić. Spójrz, zamiast: (...) Amnestia podśpiewywała ochoczo jedną z piosenek chodnikowych:

— Jestem płatkiem, płatkiem śniegu, który wiosny wyczekuje. Jestem liściem, liściem jesieni, co czas oszukuje.

Dookoła grunt stawał się coraz pewniejszy (...).

można zapisać to tak:


„(...) Amnestia podśpiewywała ochoczo jedną z piosenek chodnikowych:

 

Jestem płatkiem, płatkiem śniegu, który wiosny wyczekuje

Jestem liściem, liściem jesieni, co czas oszukuje

 

Dookoła grunt stawał się coraz pewniejszy (...)”.


Dzięki takiemu zapisowi od razu widać, że to jakiś utwór i od razu jest jakoś tak… rytmiczniej.

 

O, widzę kursywę w zapisie myśli bohatera. Jestem za. Dobrze by było też ujednolicić to we wcześniejszych postach. Konsekwencja zawsze jest w cenie.

EDIT: W całym tekście był to jedyny moment, gdzie zastosowałeś kursywę. Nadal jestem przy ujednoliceniu, ale będziesz musiał wybrać, czy wszędzie ją zastosować, czy usunąć całkowicie. Osobiście byłabym za pierwszą opcją.

 

W środku śmierdziało świeżymi wymiocinami, jednak tylko Ioonaxie ten zapach sprawia(ł) przykrość, bo krzywiła nieco swoją twarz. – Nie wiem czemu tutaj nagle czas zmienił się na teraźniejszy, pewnie to tylko błąd z rozpędu.

 

Rodzimy gaj dziewczynki okazał się być równie paskudny (...). Okazał się równie paskudny, bez być

 

Zastanawia mnie Twoja odmiana imienia Ioonaxy. W dopełniaczu (kogo? czego?) pojawia się ono w całej notce 8 razy, ale zawsze jako Ioonaxe. Dziwnie to wygląda. Brakuje mi ę na końcu.

 

Matka szybko chwyciła młodszą córkę i odepchnęła ją za siebie. – Odpycha się zawsze od siebie. Za siebie można kogoś zaciągnąć.

 

Wystawiła go w stronę nieznajomej, trzęsąc się delikatnie– Trzęsienie się jest z reguły widoczne i zestawienie tego słowa z delikatnie przywodzi na myśl paradoks. To tak, jakby powiedzieć, że ktoś wyszedł, cicho zatrzaskując za sobą drzwi. Przykład nieco przesadzony, ale chodzi właśnie o coś takiego. Sugeruję zmienić podkreśloną część na proste: drżąc.

 

Niski (podwójna spacja) brunet uśmiechnięty od ucha do ucha przeszedł przez próg delikatnie kulejąc. – Tutaj ten wyraz pasuje już bardziej, ale jednak w kontekście utykania lepsze będzie: nieznacznie. Delikatnie to można kogoś pogładzić po głowie.

 

Jego złoty ząb lśnił się na tle reszty lekko pożółkłych braci. – Zbędne się. A nazywanie zębów braćmi jednego z nich brzmi komicznie i nie pasuje do zaistniałej w domu sytuacji. Może: ząb lśnił na tle lekko pożółkłej reszty?

 

Szybko odsunął się mierząc celując po kolei do wszystkich domowników.

 

— Awer do kurwy, zrób coś! – Czyja to kwestia? Zgaduję, że matki, ale nie jest to jasne.

 

Suczka zatoczyła się do tyłu, po czym padła na ziemię w rosnącą kałużę krwi– Wyobrażam sobie, jakby to było, gdyby zaatakował mnie półtorametrowy pies, ale i tak… Zdążyłam się już przywiązać do Astry. Dobra, ale przejdźmy do konkretów.

Mamy pierwszą ofiarę, więc nie wiem, skąd ta kałuża. Astry? (no chyba że to krew napastnika, na którego Astra się rzuciła, jednak była mowa jedynie o tym, że rwała na strzępy jego czarną bluzę, więc wnioskuję, że nie zdążyła go zranić). Mówi się, że ktoś leżał w rosnącej kałuży krwi i właśnie dzięki temu, że leżał, krew mogła z niego wypłynąć – zazwyczaj chwilę to trwa. Proponuję: padła na ziemię, a pod nią zaczęła tworzyć się kałuża krwi.

 

Amnestia zawyła zupełnie jak zranione zwierzę. Histerycznie przytulała zwierzę (...).

 

Korzystając z szoku, trzeci dryblas, który stał pod drzwiami stojąc na czatach, chwycił długowłosą (...) – określania tego typu są nieprofesjonalne i wybijają większość czytelników z rytmu. Wystarczy po prostu: kobietę. Ostatni podmiot żeński, o którym była wzmianka, to Ioonaxa, więc teraz wystarczy jedynie wskazać płeć.

 

Drugi gangster nie miał tyle szczęścia (–) siostra Amnestii wyrywała się starając uchronić rodzinę, zaczęła krzyczeć próbując ściągnąć kogoś do pomocy.

— Odpierdolcie się od nas! Pomocy! Niech ktoś tu przyjdzie! – Zobacz, mamy czystą scenę akcji, a mnie wciąż boli serce po śmierci Astry. Podkreślony fragment to książkowy przykład na zabicie akcji (zatrzymanie czasu, aby powtórzyć czytelnikowi dwa razy to samo) oraz na sprawienie, żeby poczuł się jak osoba niedorozwinięta (znów: powtórzenie dwa razy jednej i tej samej treści na wypadek, gdyby czytelnik nie zrozumiał).

 

To obudziło matkę, która wpatrywała się w martwe ciało zwierzęcia. – Z początku myślałam, że matka gdzieś po drodze oberwała i straciła przytomność, dopóki nie doszłam do drugiej części zdania. W scenach akcji stawiamy bardziej na sformułowania jednoznaczne, aby zminimalizować szansę, że czytelnik coś źle zrozumie i będzie musiał się cofnąć (co znów skutkuje spowolnieniem akcji). Polecam: otrzeźwiło.

 

Wiedziała, że ma ostatnią szansę. Ostatnią szansę, żeby odwrócić bieg wydarzeń. – Takie stawianie nacisku przez powtórzenie jest fajnym zabiegiem, ale niestety nie w scenie akcji, gdzie trzeba mknąć jak łyżwiarz po lodzie, aby scena odpowiednio zadziałała.

 

Ojej. Zobaczmy dłuższy fragment:

To obudziło matkę, która wpatrywała się w martwe ciało zwierzęcia. Wiedziała, że ma ostatnią szansę. Ostatnią szansę, żeby odwrócić bieg wydarzeń. Delikatnie zgięła kolana i wyprężyła się do skoku. Jej długie paznokcie miały służyć za broń, ale podłoga umazana była krwią Astry. Samolot spłonął przed wylotem. Kobieta runęła na ziemię tuż pod nogi potwora. Herszt bandy spojrzał na nią z politowaniem. – Kompletne fiasko bardzo życiowe (mam na myśli poślizgnięcie się), co jest na plus, ale podkreślone zdanie zabiło CAŁY klimat. Aż mam ochotę zapytać: Co mnie tu narrator tak śmieszkuje, hę? Nie zrozum mnie źle – część o samolocie jest naprawdę zabawna – zdążyłam przemyśleć ten komentarz, napisać połowę i dalej śmieję się pod nosem, ale tak to całą akcję mógłby podsumować jakiś ziomek, który przy piwie opowiada kumplowi, jak to jego ciotka miała sen o potędze i zaliczyła glebę. A nie narrator podczas krwawej napaści na Bogu ducha winnych ludzi, wśród których przeważają kobiety i która już kosztowała życie jednego psa. Po prostu – nieodpowiednia chwila.

 


I kto jest tym potworem? Herszt? Jeśli tak, możemy to nieco skrócić i rozjaśnić: Kobieta runęła na ziemię tuż pod nogi herszta bandy. Spojrzał na nią z politowaniem.

 

Zapalił papierosa, celując kobiecie prosto w czaszkę. – Próbuję, ale nie potrafię sobie tego zwizualizować. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to to, że zapalił papierosa i dopiero nim wycelował jej w głowę.

 

Przez takie kwiatki jak wypisałam powyżej, nie mogę się odpowiednio wczuć. Zaliczam sinusoidę:

▲ – Amnestia przyprowadza do domu Ioonaxę. Wściekła i przerażona matka chwyta za nóż, by bronić małej. Nagle starsza córka wpuszcza do domu bruneta z bronią w ręce, po czym mamy to: Matka, widząc, co się szykuje, szybko otrzeźwiała, cokolwiek właśnie przyprowadziła jej córka, wróg szybko się zmienił – też zabawny fragment, spodobał mi się.

▼ – Robi się poważniej, niż sądziłam: matka chce zatopić nóż w nowo przybyłym, za chwilę wpada więcej mężczyzn i ginie pies, który jeszcze pół notki wcześniej hasał radośnie z Amnestią, a ja cieszyłam się razem z nimi.

▲ – Samolot spłonął przed wylotem – to normalnie mówi samo za siebie.

▼ – Drobiazgowy i bardzo obrazowy opis śmierci matki, którego tutaj sobie oszczędzę – na pewno nie każdy, kto wpadnie na WS przejrzeć tę ocenkę, będzie fanem klimatów gore.

Powiem tak: generalnie dobrze jest przeplatać elementy komiczne z poważnymi i smutnymi, ale trzeba to robić umiejętnie – inaczej wychodzi nam właśnie sinusoida. Człowiek śmieje się z jednego zdania, a drugim dostaje w łeb. Jestem wrażliwa na zmiany klimatu. Jeśli wstawkami o zmieniającym się wrogu i samolocie liczyłeś na złagodzenie atmosfery, to poniekąd się udało, ale nie sądzę, aby moja reakcja dokładnie pokryła się z Twoimi oczekiwaniami. Ta notka musi iść pod nóż, nie widzę innej opcji.

 

— Co się dzieje!? Mamo! Amnestia? — zza drzwi dobiegały wrzaski łysej córki– Już wcześniej to określenie zrobiło mi dzień, nie wiem, może jestem jakaś dziwna. Drogi Barcie Liry, czy Łysa Córka może dostać jakieś imię? Albo chociaż awansować z łysej na wyłącznie starszą? xD Bo znowu po dramatycznej jeździe w dół zaczynam się wznosić (▲).

 

Goryl trzymający dziewczynkę wyprowadził nieprzytomną na korytarz, gdzie leżały dwie pozostałe ofiary. – Wyprowadzić można kogoś co najwyżej oszołomionego. Człowieka pozbawionego przytomności wynosi się albo wyciąga. I znowu opisujesz jednego bohatera dwoma określeniami, jakby chodziło o dwie różne osoby.

I jakie dwie pozostałe ofiary? Matka zginęła, Amnestię niósł goryl, Awer został z hersztem, więc te dwie to Łysa Córka i Ioonaxa? Ale kiedy to się stało? Jeszcze chwilę temu córka walczyła, krzycząc, a Ioonaxa została obezwładniona. Nie było nawet słowa, że znalazły się na korytarzu i zostały położone. Tę scenę trzeba przerobić, bo panuje bałagan.

 

Pośpiesznie oblał ciała swoich niedoszłych ofiar. – Pewnie miałeś na myśli, że tylko Amnestia i Ioonaxa, które herszt postanowił uprowadzić, są jego ofiarami, ale przecież zabił matkę i Awera, więc jego ofiarami są wszyscy. Podkreślenie nietrafione.

EDIT: Poza tym dlaczego w ogóle nastąpiła ta napaść? Czy ludzie Barona tak szybko dowiedzieli się o Ioonaxie i ją wytropili? Na to wygląda. Myślę, że wykorzystali Łysą Córkę, aby ta wpuściła ich do domu, sądząc, że jedynie ucieknie z chłopakiem.

 

Ta notka była dla mnie sporym zaskoczeniem. Przez wszystkie wcześniejsze szedłeś w ciężki klimat, ponury i patetyczny, a tutaj… jakby cię trochę wzięło? Sama nie wiem. 



ELEMENT II – KRUCHOŚĆ WĘGLA 


1.1

 

Wbiła wzrok w miejsce, skąd dobiegał odgłos łapczywego pochłaniania powietrza– Jeśli to trochę pokraczny opis oddychania, to lepiej brzmiałoby: dobiegało łapczywe łapanie powietrza.

 

Dziewczyna znów zanurkowała za klawiaturą, wpisując setki sekwencji (...) – Coś tutaj nie zagrało. Zanurkować za czymś oznacza szukać czegoś np. w jakiejś stercie lub szafie. Ale tu chodzi o coś innego. Może miałeś na myśli: pochyliła się nad klawiaturą?

Innym rodzajem błędu jest tu niepoprawne użycie imiesłowu przysłówkowego współczesnego (tzw. anakolut – wadliwa konstrukcja zdania). Imiesłów taki służy do tego, by wskazać czynność, która dzieje się 1:1 w czasie trwania czynności wprowadzonej przez czasownik. Ze zdania wynika więc, że bohaterka i nurkowała, i wpisywała setki sekwencji. Naraz. A pewnie wcale nie o to Ci chodziło. Sugeruję więc: Dziewczyna znów pochyliła się nad klawiaturą i zaczęła wpisywać setki sekwencji...

 

(...) każdy enter przynosił jedynie stłamszonym rozbłyskiem światła (...) – nie rozumiem. Nie powinno być przypadkiem: każdy enter przynosił jedynie stłamszony rozbłysk światła?

 

— Widzisz, plany się pozmieniały — odbił kąśliwą uwagę. – Mówi się: odbił piłeczkę albo zrewanżował się kąśliwą uwagą.

 

Szybkie migawki pojawiały swoim widmem bardziej stałe kształty i cienie. – W tym zdaniu chyba czegoś zabrakło.

 

Kradzież konta na Drzewostanie i wniknięcie do jego struktur, by uzyskać informacje od kogoś, kto najprawdopodobniej zadarł z Korporacyjnym Pięciokątem, nazywasz nie łamaniem (niełamaniem) prawa?

 

Wskazówki gdzie szukać następnych elementów układanki. Ostatnia była wystarczająco czytelna. Prawda wypłynie z kryształu. Diamentowy skwer już czekał. – Jeśli podkreślenie to zacytowana wskazówka, trzeba ją wziąć w cudzysłów lub kursywę.

 

Arth delikatnie zsunął (wsunął) na swoją głowę kaskomost.

 

Mężczyzna złapał (wciągnął) trochę powietrza do płuc (...).

 

Arth szybko wypuścił powietrze i zarzucił (odrzucił) zbędne myśli. 

 

Wypisuję wiele błędów, przez co możesz mieć wrażenie, że skupiam się na potknięciach i nie widzę za bardzo mocnych stron opowiadania, ale to nieprawda. Jestem wręcz zafascynowana Twoją kreatywnością i złożonością Twojego świata. Na dopieszczenie tych wszystkich szczegółów musiałeś poświęcić ogrom czasu. Tym, co szwankuje, jest strona techniczna. Do fabularnej nie mam zastrzeżeń. Wirtualna rzeczywistość to jeden z moich ulubionych motywów i niezmiernie się cieszę, że go u Ciebie znalazłam, nawet jeśli poświęciłeś mu jedynie fragment tego rozdziału. Dopiero teraz dowiaduję się, czym jest Drzewostan i wciągam się coraz bardziej. Bardzo skrupulatnie domalowywujesz detale – aż czuje się opisywane miejsca i sytuacje. Na przykład roślina, która w bogatszych dzielnicach służy za składnik perfum, w biednych robi za podpałkę, z którą dzieciaki puszczają z dymem śmietniki. Aż chce się czytać.

 

Mężczyzna zwolnił kroku, gdy jego oczy wychwyciły osobliwy park, gdzie smukłe postacie z długimi kończynami chlapały (ochlapywały) się jakąś cieczą.

 

To wszystko okraszone było przez nierealne refleksy (nierealnymi refleksami).

 

Mówiła do niego, jak wiatr zwiastujący huragan, jak łoskot wody spadającej z wodospadu– Wodospad to właśnie masa spadającej wody, więc sugeruję: jak wodospad.

 

Zrobiła jeszcze jeden krok, podchodząc na kilka centymetrów od niego. – To zdanie jest kulawe. Zrobiła jeszcze jeden krok w jego stronę, aż znalazła się kilka centymetrów od niego. 

 

Atna zapięła torbę pełną elektroniki i podeszła do brata chwytając go za rękę. – Tutaj znów mamy błędne użycie imiesłowu współczesnego. Chwytając oznacza, że chwyciła go w tym samym momencie, kiedy do niego podchodziła, a przecież tak się nie da. Najpierw podeszła, potem chwyciła: Atna zapięła torbę pełną elektroniki, podeszła do brata i chwyciła go za rękę.

 

1.2

 

(...) przysunął sobie pufę i położył twarz na blacie. – Może się to wydawać dziwne, ale puf jest rodzaju męskiego, tak więc powinno być: (...) przysunął sobie pufa (...).

 

Jednak, gdy tylko drzwi odgrodziły nieprzyjemny deszcz od ciepłego środka speluny, szczegóły ich sfatygowanych ciał, (zbędny przecinek) zniknęły wśród oparów. – Podkreślenie jest kulawe. Może: ich sfatygowane sylwetki zatarły się wśród oparów?

 

Zdarza Ci się nieład w dialogach. Kiedy wypowiedzi bohaterów jest więcej i nie występują między nimi dłuższe wstawki narratora, nie wskazujesz dokładnie tego, kto akurat mówi. Jak tutaj:

— Kogo to moje oczy widzą? Amestus we własnej osobie. — Barman wystawił łokieć na przywitanie.

 — Miałem trochę spraw na głowie, sam rozumiesz, ale chyba przyszedłem w porę. Idealny ruch, jak na tę kwadrę, co nie Szybki? — Amestus odpowiedział tym samym gestem.

 — Ano. — Kiwnął na potwierdzenie. — Miło, że odwiedzasz mnie w pustki, nuda jest jeszcze gorsza od tego kretyńskiego kostiumu. — Przejechał palcem po swoim stroju z rozmazanym logiem firmy. — Zresztą długo mi go nosić nie zostało.

Z tego dialogu wynika, że Amestus kiwnął samemu sobie. To tylko kwestia techniczna, ale istotna i wypiszę ją tutaj. Niby jest oczywiste, że Ano należy już do Szybkiego – zastosowałeś enter, pauzę rozpoczynającą wypowiedź i zrobiłeś prawie wszysko, aby całość była czytelna… oprócz zmiany podmiotu. To są niuanse, bez których da się zrozumieć sens dialogu, ale jednak trzeba dbać, by sens i technikalia szły ze sobą w parze. Inaczej mamy błąd.

 

Jego blada twarz nabrała rumieńców od tańczonych (tańczących) ogników. Przetarł (Potarł) swój zarost (...).

 

Nadal stosujesz podwójne określenia na jedną rzecz, zamiast po prostu postawić na zaimek. Spójrz: Barman odwrócił się i kilkoma zręcznymi ruchami z oczyszczonego płynu chłodniczego i kilku owocowych syropów stworzył najpopularniejszy drink w całej Rewie. Wlał ciemnoszarą substancję do gumowego kubka i postawił przed Amestusem. A ja proponuję takie drugie zdanie: Wlał go do gumowego kubka i postawił przed Amestusem. Ileż prościej i lepiej, zgodzisz się?

 

Na ustach Szybkiego zagościł triumfalny uśmiech, przyjmując słodko gorzki komplement. – Znów podmioty – uśmiech, który przyjął komplement. Spróbujmy tak: Szybki uśmiechnął się triumfalnie, przyjmując słodko-gorzki komplement. I tak, słodko-gorzki z dywizem, nie pauzą. Słodki i gorzki to dwa przeciwstawne smaki, których nie da się połączyć w jeden. Gdybyś na przykład miał kolor, powiedzmy jasnozielony czy ciemnopopielaty, to w obu przypadkach jest to jedna barwa. Natomiast czarno-biały już musi mieć dywiz, bo są to dwie barwy.

 

Z płaszcza Amestusa wychyliła się mała, zwierzęca główka. Jej oczy analizowały płaszczyznę speluny. – To nie są oczy tej główki, jak wynika z tego tekstu, tylko tego zwierzątka. Sugeruję: Z płaszcza Amestusa wychyliła się mała, zwierzęca główka. Oczka jak paciorki analizowały płaszczyznę speluny.

 

— Rety, dalej ją masz. Nie chcesz jej wymienić na lepszy model?

— Wiesz, że jestem staromodny. Niby kawał blachy, ale z jakim sercem? — zapytał retorycznie. – Jak dla mnie, to nie jest pytanie. Zakończyłabym tę kwestię kropką, albo nawet wielokropkiem, i usunęła dopisek narracyjny.

 

Amestus obniżył swoje krzaczaste brwi ze zdziwienia. – Brwi się raczej marszczy, nie obniża. W kontekście zdziwienia można je też unieść.

 

— Z Wuzyną od dawna to planowaliśmy. Kojarzysz Agera? — Apostus pokręcił głową. — No to powiem w skrócie, że równy człowiek. W każdym razie załatwił przejazd od ręki, rozumiesz? — Uśmiech szaleństwa zagościł na jego twarzy. — Czekaliśmy z moją trzy jebane lata na rozpatrzenie wniosku, a ten świrus załatwił to od razu.

Tutaj mamy inną formę niepoprawnego zapisu dialogu. Takich sytuacji było tylko kilka, ale było. Cała ta kwestia należy do Szybkiego, dlatego ten dialog powinien wyglądać tak:

— Z Wuzyną od dawna to planowaliśmy. Kojarzysz Agera?

Apostus pokręcił głową.

— No to powiem w skrócie, że równy człowiek. W każdym razie załatwił przejazd od ręki, rozumiesz? — Uśmiech szaleństwa zagościł na twarzy Szybkiego. — Czekaliśmy z moją trzy jebane lata na rozpatrzenie wniosku, a ten świrus załatwił to od razu.

Dlaczego? Dlatego, że po wypowiedzi bohatera A może stać tylko komentarz dotyczący bohatera A. Jeśli narrator przechodzi do podawania informacji o bohaterze B, przenosimy to do nowej linijki.

I Amestus, nie Apostus.

 

— Czyli widzimy się ostatni raz? — Dopił gorzkie pytanie. – Jak można dopić pytanie?

 

Kolejny przykład niezmienienia podmiotu w dialogu:

— W ogóle to gdzie się podziewałeś? Wyglądasz jakbyś przez tydzień żył w rynsztoku — zapytał (zauważył) Szybki.

 — Trochę tak było. Wpadłem w niezłe gówno.

 — A mówiłem, żeby nie sypiać z tymi blaszanymi dziwkami. Niby są czyszczone, ale kto wie, co żyje w ich szparkach?

 — Chciałbym, żeby to była prawda — odpowiedział (Amestus)(,) wzdychając. — To coś głębszego.

Szybki nie kończy wypowiedzi pytaniem, więc nie może być zapytał. Nie musi być też zauważył, możesz tam wstawić jakikolwiek inny czasownik, byleby miał związek z mówieniem.

 

Amestus zaczął bawić się pustym kubkiem, obracając go we wszystkie strony, na matowej szarości baru. – Kolejne kulawe sformułowanie. Sugeruję: (...) na matowoszarym barze.

 

I jeszcze jeden dialog, tym razem w ogóle bez podmiotów:

— Jestem barmanem. Wszyscy wiedzą, że gdybym mówił zbyt dużo, już dawno pływałbym z rybkami. — Rozłożył ręce w teatralnym geście.

 — W takim razie chyba minąłem się z powołaniem — zakpił.

Dobrze by było, abyś je uzupełnił.

 

Obrócił się, żeby zrobić kolejnego drinka, w trakcie czego pytając: (...) – znów jest kulawo. W międzyczasie pytając (...).

 

Jak na jedną z najważniejszych osób w całej Rewie, to całkiem nie ładnie (nieładnie).

 

Barman obrócił się, stawiając na blacie dwa kubki wypełnione chłoniakiem. – To musiało być niewygodne, żeby stawiać coś na stole w trakcie obracania się. Barman obrócił się i postawił na blacie (...).

 

— Jakiś zjeb chce wydać fortunę za znalezienie jakiś (jakichś) dzieciaków! Żywych lub martwych, rozumiesz jaka łatwizna? Żal nie skorzystać!

— Trochę ryzykowna akcja, pewnie już połowa Labiryntu szuka tej dwójki. – Skąd Szybki wie, że to dwójka, skoro z wypowiedzi Eskera wynika jedynie, że jest ich więcej niż jedno?

 

Ale jebał to pies, Barona i  (tę) całą boginię.

 

Nie do końca radzisz też sobie z pisaniem scen akcji. Przy nich darujemy sobie szczegóły, imiesłowy współczesne, zbędne epitety i staramy się ciąć zdania na jak najkrótsze. Im krótsze, tym mniej czasu potrzebuje czytelnik, aby je przeczytać, a to znaczy, że szybciej przejdzie dalej. Dopiero taka scena akcji spełnia swoją rolę.

Esker sięgnął do kieszeni swoich ciężkich spodni. Wyrwał z nich małego gomba, prostokątną broń solarną i szybko wycelował w czaszkę Amestusa. Mechaniczna fretka, drzemiąca wcześniej spokojnie w kieszeni płaszcza, wystrzeliła w stronę napastnika, dając swojemu właścicielowi czas na kontratak.

Dwa pierwsze zdania są okej (tylko wyciąć swoich; dziwna jest też ta uwaga o ciężkich spodniach. To przez broń w kieszeniach? Nie lepiej byłoby więc napisać: sięgnął do wypchanych kieszeni spodni?). Ale weźmy na warsztat trzecie – z poprzednich akapitów wiem, że fretka jest mechaniczna i nadal o tym pamiętam. Rozumiem też, że skoro zaatakowała Eskera, to Amestus mógł się przygotować. W scenach akcji chodzi po prostu o to, aby pisać tylko to, co konieczne i zaufać czytelnikowi, że czyta ze zrozumieniem. Zobacz wersję po skróceniu:

Fretka, drzemiąca wcześniej w kieszeni płaszcza, wystrzeliła w stronę napastnika.

Jest szybciej, prawda?

 

Kiedy już miał się obrócić by posłać Amestusa do piekła, ten przycisnął swojego buta do twarzy Eskera, celując prosto pomiędzy ciemne oczy. – Znów za długo, za dużo szczegółów. Spróbujmy tak: Gdy już miał się obrócić, by posłać Amestusa do piekła, ten przycisnął but do jego twarzy i wycelował mu prosto między oczy. To, że Esker jest ciemnooki, chyba nie ma żadnego znaczenia. Gość nie wydaje się zbyt ważnym bohaterem. A już na pewno nie ma to znaczenia w scenie akcji.

 

Kobiety, które na początku walki, skryły twarze pod stołem, podeszły (...) – skryły same twarze? W ten sposób za bardzo się nie osłoniły.

 

Chciałabym mieć taką fretkę. To zdanie jest piękne, ach, te detale: Mechaniczne pazurki delikatnie smyrały wąsy upaprane w resztkach krwi po głębokich ugryzieniach zadanych przeciwnikowi. Niektórzy autorzy nie umieją opisywać tła dla bohaterów i ich postacie zdają się grać w próżni, ale ciebie absolutnie to nie dotyczy.

 

Zastanawia mnie jeszcze ta wzmianka o kobiecie o twarzy bogini, którą Baron umieścił w burdelu. Czy to nie Ioonaxa? Ale wiesz, co jeszcze przyszło mi do głowy? Jedno zdanie z opisu: I tym samym sposobem w cyberpunkowej rzeczywistości, bogini może stać się rewolucjonistką, gangster bohaterem, a wzniosła idea krzyżem na wysypisku ludzkości. No, mój drogi, oczekiwania rosną. Nie będę traktować podkreślenia jak obietnicy, ale, ale... 

 

1.3

 

Czuła, jakby powietrze nie niosło za sobą żadnej ulgi dla płuc, jakby tlen został już dawno wyzyskany (wyzuty) z wartości i pozostaniony (pozostawiony), jako ciężka chmura stłumionych oddechów.

 

Przekrwione oczy dziewczynki zeszkliły się. – Zeszklić można cebulę na patelni. O oczach mówi się, że się zaszkliły.

 

Na wideonaukach powtarzali, że to jedynie moment przejścia, że nasze światło oplata nowa macka, Musia zresztą też tak mówiła (...) – do tej pory zawsze zapisywałeś musię małą literą.

 

Jego nogi(,) choć mocne, wiły pasy pełne żylaków i przebarwień.Po jego nogach, choć mocnych, wiły się pasy pełne (...).

 

Dobra, aktu pedofilii i takiej śmierci Amnestii się nie spodziewałam. Twoi bohaterowie żyją w potwornym świecie. Wiem, że od samego początku były takie założenia, ale trudno mi to zaakceptować. Mam tylko nadzieję, że to wydarzenie będzie katalizatorem dla Ioonaxy i że ewoluuje ona w bohaterkę aktywną.

Może dobrym pomysłem byłoby jakieś ostrzeżenie o brutalnej treści na początku posta? 

 

— Am(n)estia?! — wykrzyknęła (,) widząc (słysząc), jak głos małej słabnie.

 

Mężczyzna przełożył ją w pół (wpół) i wyniósł z pomieszczenia. – Chociaż właściwie to jak wpół? Przerzucił ją sobie na plecy? Czy przez kolano jak niegrzeczne dziecko? 

 

Strażnik oddalił się, wtedy do przez pomieszczenie przeszedł dźwięk kroków.

 

Szczerze, nie sądziłam, że Ioonaxa może się rzeczywiście okazać tą boginią. Brałam to raczej za wątek mający wzbudzić ciekawość odbiorcy i, nie powiem, zadziałało. Ale teraz jestem naprawdę zainteresowana, w którą stronę poprowadzisz fabułę. 

 

Pod stopami kobiety tętniło życie, raz za razem przepływały krwini blachy roznoszące życie do dalszych partii ciała Rewy. – A nie przypadkiem krwinki?

 

Nie kupuję tylko zachwytu Ioonaxy Rewą, skoro jeszcze chwilę temu patrzyła na straszliwą śmierć Amnestii, która była jej jedyną przyjaciółką. Przez to Ioonaxa wychodzi na dość zmienną – najpierw przytłoczona bezradnością, potem odczuwająca gniew, teraz znów zafascynowana miastem, a to wszystko w małym odstępie czasu. Jak na osobę niepamiętającą nic z poprzedniego życia i zadająca pytania w stylu: Czym są kolory? jest dosyć odporna psychicznie. Wiem, że widok Rewy, który się przed nią roztoczył, zapiera dech, ale jednak przydałoby się, żeby myśl o Amnestii wciąż gdzieś tam tkwiła w jej głowie.

EDIT: No dobrze, w bezpiecznym miejscu Ioonaxa wraca myślami do tragedii, których była świadkiem w ostatnich godzinach. Przekonałeś mnie, że kobieta nie jest tylko chorągiewką przypominającą sobie o takich rzeczach raz na ruski rok.

EDIT 2: Nie, całkowicie to cofam. Wizja krwi i to, że Ioonaxa się prawie utopiła pod wpływem tych wszystkich wspomnień, była bardzo obrazowa. Nie usuwam jednak całego tego akapitu, żebyś wiedział, o czym myślałam, i że zaplusowałeś.

 

Miękkość materiału koiła jej zropiały umysł. – Zropiały umysł to miał szakal. Wybacz, ale to słowo nie pasuje mi w kontekście Ioonaxy.

 

I koniec. Mam wrażenie, że notek było niewiele, ale zawartych w nich treści mnóstwo. Podsumujmy wnioski.


 
PODSUMOWANIE

 

Chwilami miałam wrażenie, że wiesz, jak stawiać przecinki i ogólnie nie masz większego problemu ze znakami interpunkcyjnymi, a chwilami – że dopiero uczysz się zasad ich stawiania. Jak to jest? Ktoś robił Ci szczątkową betę czy te błędy wynikają głównie z Twojego niedbalstwa i pośpiechu? Do tego dochodzi jeszcze masa literówek. Lwia część z tego to błędy „leniwe”, które można wyeliminować z łatwością – wystarczy tylko raz czy dwa przeczytać swój tekst. Możesz też wrzucić go do Worda, który pomoże Ci wykluczyć takie potknięcia jak jesteśmy bombom czy pozostaniony, zamiast pozostawiony. Inna sprawa, że potrafiłeś od małej litery rozpocząć swoje nazwy własne lub robić w nich literówki. To są przeoczenia, które… dość mocno wpływają na nienajlepszy odbiór Twojego tekstu. Niektórzy autorzy mówią, że nie widzą takich rzeczy, choćby wielokrotnie czytali to, co napisali. Na swoim przykładzie mogę śmiało powiedzieć, że z początku też tak miałam, jednak po dłuższym czasie nauczyłam się je widzieć – do tego stopnia, że teraz prawie nic mi nie umyka. Trzeba po prostu czytać po literce. Dlatego zachęcam Cię, abyś sam spróbował.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której wcześniej nie wspomniałam. Częściej niż imion bohaterów używasz mężczyzn, dziewczyn, braci i tym podobnych określeń, zamiast po prostu napisać Arth, Atna czy Eurfel. Wiedz, że powinieneś robić na na odwrót – dopiero kiedy już raz czy dwa użyjesz imienia, sięgaj po określenia zastępcze; nie zapominaj też o istnieniu zamków osobowych – to one powinny mieć pierwszeństwo przed kombinatorstwem. Pozwalają składać płynniejsze fragmenty i budować związki między przekazywanymi informacjami. Inaczej wygląda to dziwnie i obciąża Ci styl.

 

Skoro już jesteśmy przy stylu, jest nieźle. Może w one-shotach postawiłeś na chwilami zbyt dużą dawkę patosu, ale co kto woli. Twój styl nie należy do najlżejszych, ale nie jest też najcięższy, czytanie nie przypomina drogi przez mękę. Trzeba się tylko skupić. Jednak właśnie takie nieczęste używanie imion, komplikowanie (Zrobiła jeszcze jeden krok, podchodząc na kilka centymetrów od niego), gubienie podmiotów oraz nadużywanie słowa swój sprawia, że jest ciężej. Spróbuj nad tym popracować.

 

Już kilka razy to pisałam i napiszę jeszcze raz: opisy są świetne. Jedyne, co mogłabym o nich powiedzieć na nie, gdybym już miała znaleźć coś na siłę, to to, że chwilami są aż zbyt szczegółowe. Ale ogólnie to Twoja mocna strona. Nie łagodzisz ich, nieraz opisujesz rzeczy, których nie chciałabym widzieć, ale przez dokładność opisu widzę. To poniekąd komplement, bo rozstrzelanie czy gwałt też trzeba umieć odpowiednio oddać. Dzięki temu z powodzeniem przedstawiasz świat zepsuty i pełen przemocy, a to moim zdaniem taka sama sztuka jak opisywanie czegoś pięknego.

Mam jeszcze nadzieję zobaczyć na własne oczy którąś bogatą dzielnicę, skoro biedne widziałam już z kilku stron. Ale powolutku, na pewno przyjdzie na to czas.

 

Wrócę teraz do tego, co pisałam w kontekście Białych kłamstw. Miałam wrażenie, że w one-shotach za bardzo wchodziłeś w świat i przemyślenia niż w samych bohaterów. Jakby dopóki nie zaczęli robić czegoś, co wymagało od nich większego zaangażowania, na przykład rozmawiać czy walczyć, byli jedynie dodatkiem. Rozumiem, że chciałeś dzięki nim pokazać mentalność ludzi biednych okolic i ich środowisko, ale odniosłoby to znacznie lepszy skutek, gdybyś zrobił to nie za pomocą narratora, ale mowy pozornie zależnej. Bez tego całe partie narracyjne były suche i bezosobowe, a sam bohater służył tylko temu, by iść naprzód, aby narrator mógł przejść do kolejnego tematu. Tego mi w one-shotach najbardziej brakowało: samych bohaterów. 

Jedyny tekst, który jako-tako się przed tym uchronił, to CIAŁO / WIĘZIENIE. Dukan był najbardziej aktywnym ze wszystkich, którzy brali udział w one-shotach i dzięki temu właśnie tę notkę oceniam najlepiej. Najmniej streszczeń, najmniej ekspozycji. Żałuję tylko, że już nic później do tego, co się w niej działo, nie nawiązywało (jak na przykład cyborg mówił Dukanowi, że dostał zlecenie na Szczurołapa, który pojawił się w poprzednim one-shocie). Na pewno jeszcze później rozjaśnisz, czym właściwie para się Dukan, kim była dziewczynka, którą mu przyniesiono i dlaczego do niego trafiła. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie tego rozwikłać.

 

Przejdźmy do kwestii bohaterów. Zacznę może od Ioonaxy – kobiety, która na razie zdaje się najważniejsza w całej historii właściwej. Nie mam najmniejszych problemów, aby uwierzyć, że naprawdę straciła pamięć i – mało tego – nie orientuje się nawet w najbardziej prozaicznych i oczywistych rzeczach, jak na przykład czym jest śmierć. Naiwna, dobroduszna i zagubiona cieszy się, mogąc dołączyć do dziewczynki, która wyciągnęła do niej pomocną dłoń. Wiarygodności takiej kreacji dodają takie smaczki jak ten, kiedy Ioonaxa próbowała się bronić przed Amestusem, naśladując matkę Amnestii, albo kiedy pamiętając, co mówił szakal o kruchości węgla, zapytała Amestusa, co to jest węgiel. Cudownie jest widzieć, że autor pamięta, o czym pisał wcześniej (wbrew pozorom nie jest to takie oczywiste, czego dowodzą niektóre oceny na WS) i nawiązuje do tego.

Ioonaxa może i jest naiwna, ale nie jest histeryczką – szok po tym, co ludzie Barona zrobili w domu Amnestii i po śmierci dziewczynki wyszedł z niej dopiero w bezpiecznym miejscu, pod prysznicem. Wyszło naturalnie i ludzko. Czy ta bohaterka ma zadatki na boginię-rewolucjonistkę? Nie jestem pewna, znam ją dopiero dwa rozdziały, ale chciałabym ją widzieć, jak wywraca ten straszny świat do góry nogami. W każdym razie trzymam za nią kciuki.

Jednak Ioonaxa nie byłaby Ioonaxą bez Amnestii. Bardzo dobrze wychodzi Ci wczucie się w małą dziewczynkę, co oczywiście jest komplementem. Mała jest co prawda zaskakująco niewinna jak na mieszkankę slumsów, ale nie jest przecież powiedziane, że od razu każdy, kto żyje w takim otoczeniu, będzie skrzywiony. Amnestia jest takim promykiem słońca dla ludzi wokół siebie. Zachwyca mnie jej sposób bycia, mówienia (musia) i myślenia – sprawiają, że dokładnie mogę wyobrazić sobie dziecko, które jakby nie widząc, w jak ponurej rzeczywistości przyszło mu żyć, bawi się ze swoim psem w brudnej kałuży, bierze pod swoje skrzydła znalezioną na ulicy, nagą kobietę i zabiera ją do siebie do domu. Amnestii daleko jednak do kogoś, kto nie zna życia – jest już w jakimś stopniu doświadczona i uczy Ioonaxę podstawowych rzeczy. Jej śmierć po prostu boli. Oby nie poszła na marne.

Opiszę może jeszcze Amestusa, staromodnego mężczyznę o tajemniczej profesji, który nosi w kieszeni nie najmłodszą już mechaniczną łasiczkę. Facet nie daje się zastraszyć, jest skuteczny i działa błyskawicznie – mam wrażenie, jakby w jednej chwili dowiedział się o Ioonaxie, a w drugiej już przyjął zlecenie i odbił ją z rąk Barona. Pewnie trochę zmęczy go opieka nad kimś, kto dopiero uczy się zasad rządzących światem slumsów, ale nie wydaje mi się złym człowiekiem. Kolejne notki pokażą, czy moje przeczucie jest słuszne.

To wszyscy bohaterowie, których odebrałam jako naprawdę ważnych. Matka Amnestii, siostra, Szybki, Esker czy nawet szakal nie pojawili się na zbyt długo. Tekstu jest za mało, by stwierdzić, czy na pewno są to postacie epizodyczne czy choćby drugoplanowe, ale myślę, że jeśli jeszcze kiedykolwiek ponownie zgłosisz się do oceny, ta kwestia nie będzie już pod znakiem zapytania.

Pozostali nam jeszcze bohaterowie z one-shotów. I tu mam problem, bo narrator wylał na nich takie wiadro ekspozycji, że nie mam pomysłu, jak mogłabym się o nich wypowiedzieć, żeby po nim nie powtarzać. Po prostu postrzegam ich dokładnie tak, jak ich opisał. One-shoty składały się niemal wyłącznie z wywodów narratora na temat postaci, streszczeń i opisów miejsca, w których znajdowały się bohaterowie – scen było jak na lekarstwo. A jeśli już były, przeważały w nich właśnie ekspozycje. Nie musiałam czytać, żeby poznać bohaterów po ich czynach – narrator na bieżąco mi o tych ludziach opowiadał. Niestety nie mam na ich temat nic do dodania – oprócz Dukana. Przez całą tę mgłę tajemnicy, którą owiane jest CIAŁO / WIĘZIENIE, wydaje się postacią fascynującą. Jeden z nielicznych specjalistów w dziedzinie, która – jeśli dobrze zrozumiałam – zajmuje się wyciąganiem z ludzi lub nieludzi wszechświadomości i umieszczaniem jej w mechanicznych owadach, które potem trzyma w specjalnym pomieszczeniu. Co to znaczy? Nie wiem. Wiem jedynie, że Dukan czuje wobec swojego zajęcia jednocześnie przerażenie i zachwyt. To samotnik i dobrze mu z tym – zdaje się w ogóle nie opuszczać swojej pracowni. Przez to, że jest aspołeczny do tego stopnia, że trudno mu nawet odpowiadać na pytania klienta – to dla niego takie obciążenie, że facet aż się jąka – jako jedyny z bohaterów one-shotów zapada w pamięć. Wydaje się żyć w tekście. A to dzięki temu, że dałeś mu swobodę – nakazałeś narratorowi mówić o tym, co Dukan robi, a nie o tym, jaki jest. Mam wręcz wrażenie, że w pewnym momencie stałeś się bardziej świadomy, że w tekście ważniejsi od narratora są bohaterowie i odszedłeś od początkowego sposobu pisania. Przez to od tej notki opowiadanie wskoczyło jakby na wyższy poziom.

 

Muszę jeszcze wspomnieć o scenach akcji – szwankują. Po prostu. Nie są do niczego, ale trzeba się nad nimi pochylić. O cięciu na krótsze zdania oraz unikaniu zbędnych słów i detali już pisałam, możesz też zajrzeć tutaj: [Stylistyczny lazy writing, czyli jak pisać, by się nie nudzili]. 

Zdarza Ci się też przemilczeć coś, co jest istotne, jak wtedy z Łysą Córką i Ioonaxą, które znalazły się na korytarzu. Miało to miejsce jakoś poza kadrem, a czytelnik został z mindfuckiem, co tu się w ogóle stało. Jakbyś sam nad tą sceną nie zapanował. Przy poprawianiu jej postaraj się wczuć w czytelnika, który nie zna tej sceny na pamięć i nie siedzi Ci w głowie. To bardzo pomaga.

 

Chciałeś wiedzieć, czy w ostatnich dwóch rozdziałach widać progres. Otóż widać, najbardziej po tym, że postawiłeś na sceny. Nie wiem tylko, czy nie wynika on przypadkiem z przejścia od one-shotów do historii właściwej. Wiadomo, że one-shoty pisze się trudniej. Ale nie, jestem bardziej skłonna przyznać, że nastąpiła u Ciebie poprawa. Tak jak miałam nadzieję wcześniej, rozwinąłeś skrzydła. Tylko tak dalej.

 

Wady i zalety przedstawiłam w takiej zwięzłej rozpisce:

 

łączenie dwóch odrębnych myśli w jedno zdanie (podczas gdy każda powinna stanowić osobne);

braki przecinków przy imiesłowach;

braki kropek na końcu zdań twierdzących (zapominanie o nich);

wydzielanie wtrąceń dwoma różnymi znakami interpunkcyjnymi lub zapominanie o drugim;

niepoprawne zarzucił zamiast rzucił;

błędy „leniwe” (literówki, braki znaków diakrytycznych)

błędne używanie średnika zamiast pauzy;

komplikowanie poprzez stosowanie dwóch różnych określeń na jednego bohatera, kiedy wystarczy użyć zaimka;

zbędne nadużywanie zaimka swój, kiedy wiadomo, że dana rzecz lub część ciała należy właśnie do danego, a nie innego bohatera;

sporadyczne błędne użycie imiesłowu współczesnego;

długowłosa jako określenie na Ioonaxę;

stronienie od imion bohaterów i zastępowanie ich określeniami;

wprowadzenie sztucznej tajemnicy przez chwilowe zatajenie imienia bohatera (Róża Szczurołapa);

różne czcionki;

nienaturalny szyk (Conatus);

zamęt w podmiotach (np. narkotyk, który sam skończył z narkotyzowaniem się);

niepoprawny zapis dialogów;

zamiast ;

braki przecinków przed wołaczami;

co jakiś czas trafia się źle odmieniony wyraz lub wyrażenie;

stronienie od pauz, które nadałyby reszcie zdania większy wydźwięk;

pojedyncza smutna twarda spacja robiąca za wcięcie akapitowe;

 

mieszanie czasów narracyjnych (szczególnie w CIAŁO / WIĘZIENIE);

akapitowy kogel-mogel (za rzadki podział – prolog to nawet jeden wielki akapit);

headhoppingi (zwłaszcza w Białych kłamstwach);

głównym bohaterem jest narrator, a prawdziwe postaci czasem tylko coś zrobią lub powiedzą (Białe kłamstwa);

stawianie na streszczenia, unikanie retrospekcji  (Białe kłamstwa);

suche i bezosobowe partie narracyjne w one-shotach (oprócz CIAŁO / WIĘZIENIE);

rozwleczone sceny akcji i bałagan w jednej w nich;

 

stosowanie pauz (tylko w kilku miejscach widziałam niepoprawne dywizy);

poprawne cudzysłowy;

próba zadbania o wcięcia akapitowe (nie mogę nie docenić tego, że coś w tym kierunku zrobiłeś);

na ogół brak powtórzeń;

kreatywne i nawiązujące do treści tytuły notek;

różnorodna stylizacja językowa bohaterów;

Ioonaxa jako bohaterka rokująca na aktywną postać z charakterem, której chce się kibicować;

wiarygodna kreacja Amnestii;

wyważenie między elementami stonowanymi oraz tragicznymi (Barwy i kształty – nie licząc tych dziwnych, śmiesznych wstawek z Łysą Córką i samolotem – oraz Kruchość węgla);

staranne opisy, dzięki którym z łatwością można wyobrazić sobie miejsca, w których obracają się bohaterowie;

interesująca fabuła – od razu widać, że poświęciłeś jej sporo czasu;

fascynujące i rozbudowane uniwersum;

ogólny realizm;

w historii właściwej przeważają sceny;

PROGRES.

 

Natomiast do elementów neutralnych zaliczę:

  • wszechobecny w one-shotach patos, który nadaje klimatu, jednak po pewnym czasie może zmęczyć;
  • wszechobecne w one-shotach ekspozycje o bohaterach (normalnie wrzuciłabym je do wad, ale pozostałeś wierny temu, jak zaplanowałeś daną postać – nie jest tak, że ekspozycja mówi jedno, a bohater robi drugie, jak to zwykle bywa przy ekspozycjach);
  • niezaznaczanie kursywą myśli bohaterów, co jest pożądane, ale nie niezbędne.

 

Jak sam widzisz, większość wad dotyczy technikaliów. Jeśli tylko przysiądziesz, będziesz mógł sam je wyeliminować, a przynajmniej solidnie zredukować i znacznie poprawić czytelnikowi komfort lektury. Nie mówię, że od razu dasz sobie radę ze wszystkimi – z tym pomogłaby Ci dobra beta albo wiele traktujących na ten temat artykułów oraz czas. Polecam zajrzeć do encyklopedii WS, jest już naprawdę dobrze zaopatrzona. Nawet jeśli nie jesteś fanem tego rodzaju tekstów, miło jest sobie poczytać choćby do porannej kawki czy już wieczorem w łóżku i przy okazji się czegoś dowiedzieć.

Muszę jednak z przykrością stwierdzić, że jeżeli chodzi o poprawność, progres nie nastąpił. W Kruchości węgla pojawiają się te same błędy i jest ich tak samo dużo, jak w poprzednich postach. Pod tym względem wyróżnia się jedynie Conatus – ale negatywnie, bo zawiera tych błędów najwięcej. Mogę to jednak zrozumieć, skoro to Twój najstarszy tekst spośród tych, które znalazły się na blogu (a przynajmniej tak wnioskuję po ich kolejności. Nadal nie rozgryzłam sposobu datowania postów).

 

Na poprawę humoru chcę też zauważyć, że mimo że plusów jest mniej, znalazły się tam elementy, które w opowiadaniu są najważniejsze. Choćby nie wiadomo jak dobre stylistycznie i poprawne byłyby zdania, jeśli nie ma świata przedstawionego, klejącej się fabuły i bohaterów z krwi i kości, tekst nie będzie zdatny do czytania. A łatwiej jest nauczyć się kwestii technicznych i narracyjnych niż kreowania opowiadania. To, co najbardziej istotne, masz opanowane. Teraz trzeba tylko dopracować podstawy.

 

Same one-shoty oceniam na 3 (przeciętny), natomiast samą historię właściwą na 4 (dobry). Tym sposobem dzisiaj otrzymałeś PRZECIĘTNY Z PLUSEM (3+). Liczę, że zmotywuje Cię to do pracy nad tekstem, aby popracować nad wadami, bo historia zdecydowanie jest tego warta. Wpadnę jeszcze do Ciebie na bloga poczytać ciąg dalszy.

Powodzenia!

 

Nie zapomnijmy jeszcze o poprawności:

 


CONATUS – poprawność

 

— Potrzebuje wiedzieć, czy jesteś ze mną? – Potrzebuję. Dodatkowo w miejscu przecinka lepiej sprawdziłby się dwukropek. Nadałby temu zdaniu większą moc.

 

Fizycznie wciąż jeszcze zaspany, postanowił dla pewności przeszukać mieszkanie, wiedział przecież, że włamywacze w tej dzielnicy to nie tylko miejskie legendy (...) – złączyłeś tu dwie myśli w jedno zdanie, podczas gdy mamy tu dwa zdania (drugie powinno się zaczynać od wiedział). Ewentualnie zostawić je połączone, ale nie przecinkiem, a średnikiem.

 

Schodząc po schodach (,) przeczesał swoje czarne włosy (,) strzepując z nich łupież.

 

Za każdym razem, gdy tylko dotykał głowy, czuł nieodpartą potrzebę wytrzepania wszystkiego(,) co się tam znajduje.

 

Dokuczała mu problematyczna dla większości obywateli Rewy choroba - (pauza zamiast dywizu) łupież.

 

Próbował każdego sposobu (,) żeby pozbyć się tej dolegliwości (...).

 

Sprawa nie była jeszcze tak oczywista (,) zanim nie osiedlił się tu na stałe, (albo kropka i nowe zdanie, albo pauza lub średnik) wcześniej nie czuł zbyt dużej potrzeby (,) by mieć zdrową i długą czuprynę (...).

 

I tak jego głównym wskaźnikiem (raczej: wyznacznikiem) była długość włosów, jak i ich jakość. – Końcówka trochę kulawa: oraz zamiast jak i.

 

I tym sposobem(,) o Ile (małą literą) w Metropolu każdy ma długie włosy, tak w Labiryncie jest (była) to rzadkość.

 

To była również cenna (cena) życia, o której Aran nie chciał nigdy zapominać, (albo kropka i nowe zdanie, albo pauza lub średnik) wiedział, że nie pochodzi z bogatej rodziny z tradycjami (...).

 

Jedyne(,) czego w takich momentach żałował, to tego, że jego ojcu nie dane było zobaczyć, jak młody chłopak ze slumsów odbiera sztafetę (...).

 

Aran poszedł do przedpokoju(,) gdzie elektroniczny zamek pozostawał nietknięty (...).

 

Przez pokój przez chwilę przepełzło mozolnie światło jadącego nieopodal pojazdu, ukazując minimalistyczne wnętrze, pozbawione sentymentalnych zdjęć czy innych pamiątek z przeszłości, jak to zwykli wieszać wszędzie ludzie ze Skier. Jakie to zwykli, bo mówisz w liczbie mnogiej. Drugi przecinek zbędny. Wprawdzie jest opcjonalny, ale w zdaniu wydzielasz wcześniej wtrącenie z imiesłowem, więc dla płynności nie trzeba wymuszać na czytelniku jeszcze jednej pauzy oddechowej.

 

Zamknął oczy(,) wyobrażając sobie minę matki (...).

 

Tym razem mężczyzna nie czekał. Wyskoczył z łóżka i nie oglądając się za siebie(,) pobiegł do łazienki. Delikatny wzór elektrowodu, (zbędny przecinek) przemykał (przemykający) pomiędzy złotą wanną i śnieżnobiałymi płytkami zaczął mozolnie pulsować, gdy mężczyzna wbiegł do pomieszczenia. Zaszyfrował drzwi i skulił się pod ścianą(,) analizując wszystko, co mogło spowodować pojawienie się dziwnego głosu.

 

(...) ale wciąż ostatkami nadziei starał (się) oszukać samego siebie.

 

Mężczyzna zaczął głęboko oddychać, a gdy już uspokoił się na tyle, by nie wystraszyć się własnego cienia, wstał i ochlapał swoją twarz wodą(,) opierając drżące ręce o krawędź umywalki. Swoją zbędne, bo to oczywiste.

 

Z twarzy powoli skapywały krople wody(,) łącząc się w przeźroczyste potoki. – Wyrzuciłabym to przeźroczyste, bo trąci oczywistością. Gdyby Aran był tak brudny na twarzy, że woda by się zabarwiła, narrator na pewno by o tym wspomniał. Poza tym potoki to przesada, najwyżej strużki.

 

Oczy miał przepełnione obłędem, jak wtedy, gdy odwoził ma(t)tę na od(d)ział zamknięty (...). – Dla płynności usunęłabym pierwszy przecinek. Nie jest obowiązkowy.

 

Bał się, tak cholernie się bał, że skończy tak jak ona, że zwariuje(,) słysząc głosy, których nie ma.

 

Nie mógł przecież od (ot) tak zwariować…

 

Jednak cokolwiek (coś) czaiło się w mroku jego umysłu. Cokolwiek to było, obłęd czy też nie, musiał wiedzieć(,) z czym ma (miał) do czynienia.

 

Więc kim ty(,) do cholery(,) jesteś? – To zdanie jest czarne i na czarnym tle zupełnie niewidoczne. Gdybym nie zaznaczyła poprzedniego zdania, żeby je skopiować, to bym go nie zauważyła.

 

Ścisnął mocno umywalkę(,) napinając mięśnie. 

 

Dobrze wiedział, że brnięcie w to jest najgorszym co mógł zrobić, ale ciekawość była silniejsza nawet od strachu. – Kulawo mi to brzmi. Pozwól, że zasugeruję poprawkę: Dobrze wiedział, że najgorsze, co mógł zrobić, to brnąć w to dalej (...).

 

 — Skoro jesteś mną, to w takim razie, (zbędny przecinek) czemu potrzebujesz wiedzieć, że (czy) jestem z tobą?

 

Gadał do lustra, a w dodatku te

(ono) nie odpowiadało, czy mogło być gorzej? – Z podkreślenia zrobiłabym osobne zdanie.

 

— Jestem tylko częścią ciebie, tą(,) którą zawsze zagłuszasz (...).

 

Jestem twoją prawdą i potrzebuje (potrzebuję) wiedzieć, czy chcesz poznać mnie bez granic.

 

Poznać siebie takim(,) jakim jesteś.

 

 — Aran(,) nie neguj mojego istnienia.

 

Zwariuje (zwariuję) jak moja matka?

 

 — Nie(,) Aran, ty jesteś wyjątkowy.

 

Były też narkotyki, przyniósł je jego wieloletni przyjaciel, jednak poza zielskiem nic nie dotykał (ten przyjaciel?)...

 

Po tym, jak pożegnał wszystkich gości(,) znalazł na kanapie skórzany woreczek z czerwonymi kryształkami.

 

Wiedział, że trudno trafić na ten „specyfik”, a ceny  (były) wręcz kosmiczne, alkohol wydawał się przy tym naprawdę niedrogim uzależnieniem. Słyszał (ten alkohol?) niesamowite historie o tym narkotyku, o tym(,) jak otwiera umysł i łączy z wszechświatem (...). Załamany po wydarzeniach ostatnich tygodni - (pauza zamiast dywizu) stracie sporej gotówki na giełdzie i zgubieniu jedynej pamiątki po zmarłym ojcu, (pauza zamiast przecinka) postanowił (ten narkotyk?), że może sobie pozwolić na chwilę słabości. – Podkreślona część to wtrącenie, dlatego powinna zaczynać się i kończyć takim samym znakiem interpunkcyjnym.

 

Zupełnie, (zbędny przecinek) jak bomba z opóźnionym zapłonem… – Domyślam się już, że myśli Arana celowo są innego koloru, co jest fantastycznym zabiegiem, ale… niekoniecznie wtedy, kiedy są czarne na czarnym tle.

 

— Pokaż mi zatem coś(,) czego w normalnych warunkach umysłem nie byłbym w stanie objąć (...) – A co to za dziwna inwersja? Pokaż mi zatem coś, czego w normalnych warunkach nie byłbym w stanie objąć umysłem.

 

Po ciszy znów zadudnił głos, (przecinek zbędny) nie do opisania, (...) – szyk: po ciszy głos znów zadudnił (...).

 

Masz szczęście, że roboty zostały chwilowo ściągnięte do bazy głównej, bo nigdy być (byś) nie odzyskał pamiątki. Sprawdź nawet teraz(,) jeśli nie wierzysz.

 

(...) stwierdził, że głos miał racje (rację).


 — Razem(,) przyjacielu(.)

 

I wspólnie, jak równy z równym(,) przekroczyli próg domu(,) wychodzą(c) na świat, który zaczął mienić się w zupełnie nowych barwach…

 

To miała być też wiadomość, (zbędny przecinek) dla wszystkich, którzy w niego zwątpili, dla ludzi ze zbyt wąskimi horyzontami(,) by zauważyć cokolwiek poza pasem własnej próżności. – Dziwne sformułowanie.

 

Wszystko(,) co wiedział o ludzkiej naturze, badania, które przeprowadził, znalazły się w trzech egzemplarzach jego dzieła.

 

(...) nawet zbyt burzliwe(,) żeby ukryć je w cyber sferze (łącznie), jednak miał plan, jak dopilnować(,) by  dziedzictwo, które po sobie zostawia(ł), nie zatraciło się w meandrach dziejów.

 

Jedną sztukę wysłał na świętą wyspę Anor (...), drugą i za razem (zarazem) (tę), w której pokładał największe nadzieje(,) oddał swojemu pomocnikowi (...).

 

To on był jego kapsułą czasu i najsilniejszą opcją(,) by pokazać światu prawdziwą ludzką naturę. 

 

Możliwości nieograniczone, zupełnie, (zbędny przecinek) jak dziecko, które niepokalane grzechem tego świata, (zbędny przecinek) wciąż może zostać każdym (...).

 

Wiedział, że musi jeszcze zrobić jedną rzecz(,) zanim wyjdzie z domu (...).

 

Wysypał na dłoń ostatnie dwa kryształki i włożył do uszu(,) czekając, aż pod wpływem ludzkiego ciepła zaczną się rozpuszczać. – Najpierw włożył, później poczekał. Nie robił tego jednocześnie.

 

Głos, który stał się jego przekleństwem i zarazem najsilniejszym czynnikiem, który zmuszał go do działania. Mgliście twierdził (ten głos?), że to dzięki niemu tutaj jest (był), że to właśnie przez niego tak dużo osiągnął, jednak patrząc na jego życie (Arana) z dystansu(,) można odnieść wrażenie, że to właśnie ten głos go zniszczył.

 

Bo brnięcie do celu(,) nie licząc się z nikim dookoła(,) uczyniło go kimś, kim bał się zostać. – Złe użycie imiesłowu. Bo brnięcie do celu i nieliczenie się przy tym z nikim dookoła (...).

 

Z dobrze prosperującego biznesmena na przestrzeni lat, (zbędny przecinek) zmienił się w dziwacznego profesora (...).

 

Uparcie twierdził, że ludzki umysł ewoluuje i on sam tę ewolucje u siebie wciąż obserwuje. – Szyk: (...) i on sam wciąż obserwuje u siebie tę ewolucję.

 

Matka zmarła lata temu, zanim obronił tytuł. Mężczyzna nie przyszedł na pogrzeb, nie podpalał też róży (k)u jej pamięci na dzień dusz. Wymazał ją z pamięci tak, jak ona przed laty jego. Mężczyzna zbędne, bo podmiot się nie zmienia.

 

Liczyły się tylko kryształki i dane potwierdzające słuszność jego teorii, teorii(,) dzięki której lepiej można by było zrozumieć naturę istoty ludzkie(j), a idąc (o) krok dalej, jak pomóc tej istocie (...). – A to już czysto estetyczna sugestia, ale ostatni przecinek zamieniłabym na myślnik.

 

 — Gdzie jesteś(,) przyjacielu? — zarzucił (rzucił) Aran.

 

Ageis, dzielnica artystów i dziwaków(,) słynęła ze swojej ekstrawagancji.

 

(...) ludzie tutaj byli bardziej... Ludzcy? – Małą literą, bo kontynuujesz tę samą myśl.

 

To właśnie tutaj od zawsze chciał mieszkać i umrzeć Aran. Jako człowiek wielki, choć niezrozumiany, blisko ukochanego morza(,) za którym zawsze tak mu było tęskno. – Te zdania powinny być jednym: To właśnie tutaj od zawsze chciał mieszkać i umrzeć Aran – jako człowiek wielki, choć niezrozumiały – blisko ukochanego morza (...).

 

Teraz nie było już dla niego żadnego miejsca(,) by (w którym) nie czuł(by) się jak w klatce.

 

Era ludzi jego pokroju już dawno się skończyła, choć nawet nie miał pewności(,) czy kiedykolwiek się zaczęła.

 

Pomimo tego starał się żyć tak, by umrzeć pewnie, bez zbędnych wątpliwości(,) czy zrobił wszystko(,) żeby posklejać rozpadający się świat.

 

— Mieliśmy być rewolucją i patrz(,) co z tego wyszło... — zarzucił (rzucił) Aran(,) domykając drzwi furtki przed kamienicą.

— Jesteśmy nią. Jesteśmy bombom (bombą) z opóźnionym zapłonem (...).

 

— To śmieszne, jak z wiekiem oboje (obaj) stajemy się sentymentalni.

 

Wielki labirynt metalowych połączeń, (zbędny przecinek) co dzień rozbrzmiewał symfonią ludzkich serc (...).

 

To właśnie tam tworzyła się cała kultura rewy (Rewy) (...).

 

To tam i tylko tam każdy był równy jak kropla krwi, równie życiodajna co każda inna. Jednak Aran był inny (...).

 

Zakładań (zakładał), że wszystko ma na siebie wpływ, że determinizm nie jest tylko dziwnych (dziwnym), wschodnim stworzeniem odrealnionym od rzeczywistości.

 

(...) takie zdarzenia łączą się (w) potężnej sieci korelacji (...).

 

I tak właśnie, przez nieuwagę swojego dawnego znajomego (przecinek zamykający wtrącenie) z dobrze prosperującego biznesmena wyzbył się kajdan swoich czasów (...). – To zdanie jest źle zbudowane. Podkreślona fraza sugeruje, że z biznesmena Aran stał się kimś innym, ale dalej mamy przeskok do kolejnej myśli. Sugeruję: porzucił życie dobrze prosperującego biznesmena i wyzbył się kajdan (...).

 

Zmrożony Brzeg to stacja wybudowana w miejscu dawnego jeziora, które poprzez urbanizacje (urbanizację), (zbędny przecinek) zostało wysuszone.

 

Aran za czasów swojej młodości właśnie tutaj spędzał wolny czas (...). Mężczyzna znów poczuł się małym chłopcem (...) mężczyzna zbędne, bo podmiot się nie zmienia.

 

Aran pomyślał, że to zabawne, że nie ważne (nieważne) jak okropne byłoby nasze dzieciństwo, to zawsze wracamy do niego z dziwnym sentymentem, że pomimo traumy, (zbędny przecinek) chcielibyśmy tam trwać, nie wiedząc, jak przerażając(e) jest jutro.

 

Jednak był tutaj (...), pełen nadziei, że jutro jeszcze nie jest jeszcze przypieczętowane (...).

 

I nie żałował wszystkich tych, których nigdy nie poznał, miłości, których (której) nigdy nie było.

 

(...) tak naprawdę, (zbędny przecinek) gromadząc swój czas w sobie, wcale go nie zatrzymuje, nie wkupuje się w jego łaski, tylko przepuszczamy (przepuszcza) go przez ręce, zamiast wspólnie z kimś uczynić z niego historię.

 

Było tam dziwnie pusto, (zbędny przecinek) jak na popołudnie (...).

 

Czarny pojazd zatrzymał się z delikatnym piskiem (...) – lepiej sprawi się słowo: cichym.

 

Od teraz wszystko miało się zmienić, zupełnie, (zbędny przecinek) jak w dniu, gdy rozpoczął misję.

 

Raz na zawsze zostawia(ł) za sobą ślad swojej obecności (...).

 

(...) wierzył w osobliwą substancję, coś więcej niż materię, coś wykraczającego za (poza) ten wymiar (...).

 

„Od gazu po ciało stałe” to twór opiewający istnienie w nas doskonałości, substancji(,) dzięki, (zbędny przecinek) której to my, a nie żadne inne zwierze (zwierzę) zdobyliśmy naturalną przewagą (przewagę).

 

I tym sposobem, (zbędny przecinek) zakończył on swoją długą drogę od gazu (...).

 

— Racja. — mężczyzna (dużą literą) zamyślił się na chwilę.

 

Ale nie smuci mnie to. (zbędna kropka) — szeptał do siebie mężczyzna. Mężczyznę można pominąć, bo podmiot się nie zmienia.

 

Przez lata przecierał te (to) brudne złoto z nadzieją (...).

 

I tak pozbył się wszystkiego, (dwukropek lub półpauza zamiast przecinka) żalu do matki, pamięci ojca (...).

 

Czasem wystarczyło po prostu być i działać(,) nie zastanawiać się nad niczym.

 


BIAŁE KŁAMSTWA – poprawność

 

Alicja siedziała na po(d)niszczonej ławce (,) przyglądając się ludziom (...).

 

Wyglądała na lekko zdezorientowaną, zupełnie,(zbędny przecinek) jakby wysiadła na złej stacji.

 

Ludzie dookoła, zazwyczaj nie dostrzegali takich jednostek (...) – zbędny przecinek. Poza tym Alicja ma raczej na myśli ludzi ogólnie, a nie tylko tych, którzy w tej chwili znajdują się w metrze – podkreślenie do wyrzucenia.

 

Smoliste powietrze przesiąknięte spalinami i odorem ścieków wszelakiej maści, (zbędny przecinek) sprawiało, że przyjezdni, którzy odwiedzali to miejsce, często wymiotowali lub mieli problemy z oddychaniem.

 

Najpierw jej oczom ukazały się monumentalne budowle sięgające niemal do nieba. – Mówi się raczej sięgać nieba. Możesz też przestawić szyk: niemal sięgające nieba.

 

Byle trzęsienie zrównałoby z ziemią całe slumsy Labiryntu, mimo to, (zbędny przecinek) ludzie niezbyt się tym przejmowali.

 

Gdy pewnego niedzielnego, słonecznego popołudnia miastem wstrząsnął wrzask tysięcy osób uwięzionym w gruzowisku (...) – uwięzionych.

 

Oczywiście, żadne oskarżenie na(spacja)głos nie padło (...).

 

Nie przeszkodziło jej to jednak pokochać to miejsce znacznie mocniej, (zbędny przecinek) niż osoby, które zostały tu urodzone. – Lżej: niż ci, którzy się tu urodzili.

 

Decyzje (decyzję) o wyjeździe z Labiryntu podjęła już jakiś czas temu (...).

 

Szare budynki tętniły życiem, całkiem, (zbędny przecinek) jak potężne kopce termitów.

 

Gdzieś wysoko, na jednym z górnych pięter(,) kobiecie wieszającej pranie spadła śnieżnobiała chusta.

 

Pośród nędzy i biedy, (zbędny przecinek) przedmiot ten lekko muskany wiatrem (...)

 

Znów poczuła, (zbędny przecinek) te (to) dziwne uczucie (...).

 

Metropolia, choć rządzona przez bezlitosne korporacje i postępujący dehumanizacja, wciąż posiadała duszę oraz serce (...) – nie powinno być postępującą dehumanizację?

 

On nie próbował jej wcisnąć żadnego syfu, zupełnie tak, jakby czekał na dogodną okazję (,) by... Nagle zatrzymała się i sięgnęła, (zbędny przecinek) w głąb swojego neonowo-fioletowego płaszcza. – Przed nagle przydałby się enter, żeby mocniej zaakcentować zwrot akcji. Neonowofioletowego, biorąc pod uwagę, że chodzi Ci pewnie o mocny odcień fioletu. Neonowy to nie jest osobny kolor.

 

— Nie za często muszę ratować ci tyłek, Glass? — powiedział (zapytał) Altar (,) podając (jej) dłoń dziewczynie.

 

(...) wraz z rozrostem grupy założonej przez Altara — Neonowy Świt, (pauza zamiast przecinka) budynek stał się główną bazą (...) – przy wtrąceniach trzeba zachować konsekwencję wyboru jednego znaku interpunkcyjnego – wybieramy dwa przecinki lub dwie pauzy. Nie jedno takie, drugie takie.

 

To był jeden z tych najgorszych, a zarazem najczęstszych rodzajów śmierci w slumsach;  (pauza zamiast średnika) ciche odejście gdzieś w rynsztoku, gdzie nawet zwierzęta nie będą chciały pożreć twojego truchła.

 

Dziewczyna spoczęła naprzeciw niego, (zbędny przecinek) na starej, przeżartej przez korniki podłodze.

 

Spojrzał (na nią) opiekuńczo na dziewczynę.

 

(...) atmosfera zrobiła się na tyle gęsta, że śmiało można by było ją kroić i sprzedawać, (zbędny przecinek) w którejś z kiczowatych knajp (...).

 

Alicja wyrwała swoją dłoń z (jego) uścisku mężczyzny (...).

 

To, co było pomiędzy nami, te niewypowiedziane słowa(,) nic już teraz nie zmienią. – Trzeba domknąć wtrącenie.

 

To koniec(,) Altar;  koniec twoich białych kłamstw. – W miejsce średnika lepsza będzie kropka i nowe zdanie. Ten znak służy do łączenia dwóch zdań, z których drugie nie łączy się z pierwszym. Tutaj oba ewidentnie się łączą.

 

Przez chwile (chwilę) patrzył na nią tym nostalgicznym spojrzeniem (...).

 

Kłamstwa te są niezwykle wyrafinowane, prawie, (zbędny przecinek) jak małe dzieła sztuki.

 

Dopiero teraz, pierwszy raz od czasu ucieczki z domu(,) mogła decydować o swoim życiu (...) – trzeba domknąć wtrącenie.

 

Po głowie (Przez głowę) również przelatywały jej myśli na temat człowieka (...).

 

Wracając w stronę metra(,) czuła, że wszystkie sprawy ma już zakończone (...).

 

Każdej nocy śniła o świecie wolnym, bez cierpienia, głodu, zła, mając przy tym świadomość, że bez tego, (zbędny przecinek) większe wartości byłyby niczym, zaledwie gwiezdnym pyłem, (zbędny przecinek) rozsypanym na horyzoncie zdarzeń.

 

W ostatnim akapicie zmieniła się czcionka i jej rodzaj.


 

PROLOG – KRYSTALIZACJA – poprawność

 

Jedyne(,) co mogła robić(,) to istnieć, trwać w letargu(,) marząc o zobaczeniu czegokolwiek więcej poza własnym płomieniem.

 

Trwało to może eony, a może kilka sekund, gdy przyszło nowe. Zwątpienie, załamanie jedynej prawdy (...) – nie wiem, czy nie byłoby lepiej połączyć te zdania w jedno. Pierwsze wydaje się urwane.

 

Nie była już pewna(,) czy na pewno była, czy nie jest (była) tak naprawdę częścią ciemności (...). – Żeby pozbyć się powtórzenia, można podkreślenie zastąpić słowem istniała.

 

W wiecznej pustce trudno było odnaleźć wspomnienia, (zbędny przecinek) czy choćby wyobrażenia czegoś więcej poza okruchami sporu o istnienie.

 

Tworzyła ciągi myślowe i analityczne, (zbędny przecinek) tylko po to, by następnie próbować je ujarzmić (...).

 

Świadomość zapytała wiecznej czerni (wieczną czerń) — przyjmując, że jestem, kim więc jestem? — Biorąc ten jeden punkt odniesienia, przechyliła szalę pytania, niszcząc złotą wagę liminalności. – Ten zapis jest dla mnie niezrozumiały. Jesteś pewien, że przyjmując nie powinno być dużą literą?

 

A skoro była i ona, to czerń również po coś mogłaby być. Zaczynała wtedy czuć (ta czerń?).

 

Wtedy poczuła zimno. Lodowatą i mokrą ciecz na swoim ciele, jakby cała ciemność otaczająca ją wiecznie, (zbędny przecinek) dawał(a) ostatni pocałunek przed opuszczeniem bram krainy czystej myśli.

 


ELEMENT II – KRUCHOŚĆ WĘGLA – poprawność


1.1

 

Kobieta, która siedziała za panelem sterowania, wciskała klawisze coraz mocniej, gdy przez ekran przejeżdżał czerwony krzyżyk z napisem error. – Polecam wziąć error w kursywę lub cudzysłów.

 

Ta chwila wystarczyła, by dziewczyna mogła dostrzec ciemną sylwetkę mężczyzny zdejmującego kaskomost, do którego rdzenia przyczepionych (przyczepione) były setki kabli.

 

Jego plecy, (zbędny przecinek) chociaż na chwilę mogły odpocząć od cierpienia (...).

 

Morph nie działał, trzeba było coś z tym zrobić. Wiedział przecież (ten morph?), że nie może teraz zrezygnować (...).

 

Więc proszę cię(,) siostrzyczko, uruchom ten szmelc. – Przed wtrąconym wołaczem musi stać przecinek.

 

(...) jego wytatuowana czaszka i liczne szramy, (zbędny przecinek) nie mogły dalej (dłużej) żerować na ciemności. – Dziwne sformułowanie. Co miałeś na myśli?

 

Gdy był już koło (obok) siostry, oparł się o plastikowy fotel (...)koło to w tym znaczeniu słowo potoczne, nie pasuje do Twojego narratora.

 

— Coś ci znowu nie styka (,) ślicznotko?

 

— Za dużo okablowania, żeby to na raz ogarnąć. Szybki impuls musi zadziałać — odburknęła, przysuwając się do panelu sterowania. (enter) Brat chwilowo walczył, żeby złapać równowagę, a gdy już poczuł stabilizacje (stabilizację), usiadł na poplamionym biurku, (zbędny przecinek) tuż obok ekranu. – Pamiętasz, jak pisałam, że przy kwestii bohatera A może stać tylko komentarz dotyczący bohatera A? Tutaj mamy nieco inną sytuację, bo komentarz się zgadza, ale do czasu. Kiedy przechodzimy do opisu bohatera B, przenosimy to już do nowej linijki.

 

Mężczyzna jednak wolał wrócić do problemu(,) niż odpowiadać na zaczepki siostry.

 

Nastąpiła wymowna cisza, w trakcie której, (zbędny przecinek) Arth zaczął analizować ciągi zer i jedynek (...).

 

Arth jednak nie przestawał wpisywać komend, (pauza zamiast przecinka) wiedział, że to jedyna szansa, żeby poznać prawdę.

 

 — Ciii(,) mała, zaprowadź grzecznie tatusia do bramy. – Znów wołacz.

 

Na jednej z gołych ścian, (zbędny przecinek) szarość przeszła w konkretne obrazy.

 

Poza tym, (zbędny przecinek) dla przeciętnego mieszkańca Rewy podłączenie do Drzewostanu nie jest niczym szczególnym, ot(,) pobudka w lepszym świecie.Ot jest w tym przypadku wtrąceniem, potrzebuje drugiego przecinka. Przed poza tym na pozycji inicjalnej nie stawia się przecinka, chyba że dalsza część zdania byłaby wtrąceniem.

 

— Jednak w pełni kontrolowany(m) świecie.

 

To nie jest nasza sieć(,) Arth (...).

 

Atna parsknęła śmiechem(.)

 

(...) rozmazany tusz do rzęs, (zbędny przecinek) ściekł w dół policzka (...).

 

Wiedział, że po tym wszystkim, (zbędny przecinek) będzie musiał jej to wynagrodzić.

 

Przydałyby się jej nowe ubrania, pomyślał(,) widząc, jak podarte kabaretki oplatały ostatkami sznurków nogi.

 

I choć ręce Atny drżały miarowo, gdy wpisywała kolejne ciągi znaków, był pewien, że jest (była) gotowa, że jest (była) w stanie zrobić wszystko dla starszego brata.

 

Jedyne(,) co miał, to poszlaki porozrzucane każdej ciężkiej nocy.

 

W cyberstrefie grawitacja nie była tak wiążąca, (zbędny przecinek) jak w rzeczywistym świecie (...).

 

W odbiciu zobaczył humanoidalną, ciemną postać, (zbędny przecinek) o niezwykle smukłej budowie. 

 

I to właśnie ta woń drażniła jego nos, (pauza zamiast przecinka) słodkawo-korzenny zapach przypominał mu czasy, gdy wraz z siostrą używali tych zielonych łodyg do podpalania śmietników.

 

Dlatego właśnie Arth nie lubił wracać do Drzewostanu, (pauza zamiast przecinka) ta rzeczywistość przypominała niekończący się sen (...).

 

Złociste liczby wskazywały, że jest (był) niedaleko kryształowego łuku.


Jedynie upływające liczby oznakowujące ulice wyznaczały mu drogę, (pauza zamiast przecinka) gdyby nie one już dawno utknąłby w meandrach cyberstrefy. 

 

Krok za krokiem sceneria nie ulegała większym zmianom, (pauza zamiast przecinka) jednolite, błyszczące budynki różniła jedynie wielkość.

 

Niedługo potem jasna tabliczka obwieściła cel podróży. (dwukropek zamiast kropki) 3003003003, Kryształowy Skwer. – Podkreślenie w cudzysłów lub kursywę.

 

Dookoła nie było już nikogo, (pauza zamiast przecinka) Arth wiedział, że to nie oznacza nic dobrego. – Nie lżejszy byłby szyk: że nie oznacza to nic dobrego?

 

Na boginie (boginię), ona jest jeszcze piękniejsza, pomyślał (...).

 

Mówiła do niego, (zbędny przecinek) jak wiatr zwiastujący huragan, jak łoskot wody spadającej z wodospadu.

 

— Jestem potęgą rozumu i wątłym echem wszechświata, wciąż lamentującego za wielkim wybuchem(.)

 

Podniosła swoje drobne dłonie i przyłożyła jedną rękę do swoich ciemnych oczu. – Trzeba pozbywać się zbędnych słów, które nie wprowadzają niczego nowego, bo inaczej Twój styl na tym cierpi. Oczywiste jest, że były to jej dłonie, bo dłoni Artha by nie podniosła, a jeśli przyłożyłaby jedną do jego oczu, to byś o tym napisał. Poza tym byłoby nieco dziwnie, gdyby tak zrobiła.

 

Kawałek po kawałku znikały wieżowce, fragmenty kryształów odpadały od ścian labiryntu, (zbędny przecinek) tylko po to, żeby na końcu wirtualne ciało mężczyzny również uległo ostatecznemu prawu świata.

 

— Arth(,) do kurwy(,) (o)budź się!

 

Resztki kwadratowego bezpiecznika, (zbędny przecinek) kaleczyły sufit i okablowanie swoimi ostrymi fragmentami.

 

— Arth(,) miernik szaleje, wyjebało zabezpieczenia (...).

 

Chwile (chwilę) później ekrany zaczęły wariować. Łowcy nagród już nadchodzili.

 — Za chwile (chwilę) się nią staniemy, jak nie ruszysz dupy! — odburknęła, ciągnąc brata (go) w stronę wyjścia.

 


1.2


Na mokrym chodniku, (zbędny przecinek) krzywe odbicia speluny tańczyły w akompaniamencie deszczowego szumu.

 

Żółty neon, będący konturem uśmiechniętego kota (...) – prościej: Żółty neon, kontur uśmiechniętego kota (...).

 

Barman tego wieczoru miał ułatwioną robotę, (pauza zamiast przecinka) jedyne dwie klientki sączyły chłodniak w rogu pomieszczenia (...).

 

W tak nieprzyjemne wieczory, (zbędny przecinek) cieszył się, że nie musiał pracować na nocnym straganie.

 

Skraplały się, upadając na posadzkę czasu (...) – błędnie użyty imiesłów współczesny: Skraplały się i upadały (...).

 

Jak ja(,) kurwa(,) nienawidzę tego miejsca, pomyślał (...).

 

Ich twarze, które pomimo wielu zabiegów, (zbędny przecinek) wciąż zdradzały swój wiek (...).

 

Gość przeszedł dalej, wprost do baru(,) omijając puste stoliki.

 

Światłocienie rzucane przez czerwień, (zbędny przecinek) zataczały kręgi pomiędzy dymem(,) tworząc nierzeczywiste miraże.

 

Idealny ruch, (przecinek zbędny) jak na tę kwadrę, co nie(,) Szybki?

 

Amestus chwycił mechaniczne zwierze (zwierzę) i umieścił z powrotem do (w) kieszeni płaszcza. – Albo, ewentualnie, włożył z powrotem, wtedy przyimek do jak najbardziej pasuje. 

 

Amestus obniżył swoje krzaczaste brwi ze zdziwienia. 

 

Wiedział bardzo dobrze, że przeprowadzka między współmiastami jest (była) czymś raczej rzadkim, (pauza zamiast przecinka) restrykcje i ograniczenia w przemieszczaniu dobrze potrafiły wybić ludziom z głów ucieczkę z zepsutych metropolii.

 

A u podnóża dzikie knieje i nieskażona ludzkością fauna(.)

 

Wyglądasz(,) jakbyś przez tydzień żył w rynsztoku.

 

— Jakbym mógł zapomnieć, (pytajnik zamiast przecinka) od (Od) kiedy zacząłeś u niego pracować, przychodzisz tutaj raz na księżycowy rok.

 

Mój kuzyneczek też kiedyś zaciągnął się u takiego Ruperta, (kropka zamiast przecinka) skurwiel (Skurwiel) kazał siebie wozić Keplerem (...) – tutaj przyda się zrobienie z tego dwóch zdań.

 

Amestus zaczął bawić się pustym kubkiem, obracając go we wszystkie strony, (zbędny przecinek) na matowej szarości baru.

 

Poznał mnie z kilkoma ciekawymi osobami(,) w tym właśnie z Agerem.

 

— Mówię ci(,) Szybki, to co się teraz dzieje u łowców, przechodzi ludzkie pojęcie. — zignorował Amestusa (.)

 

— A co ja(,) gorszy?

 

Dryblas sięgnął pod blat baru, macając swoje spodnie w poszukiwaniu broni. Atmosfera zgęstniała.

— Chłopcy, spoko, po co ta zawiść o coś raczej odległego? — Poklepał mężczyzn po ramionach. – Chwilami bałagan w podmiotach jest wręcz straszny. Rozgniewany Esker w jednej chwili szuka broni, a w drugiej uspokaja mężczyzn, poklepując ich – to zupełnie nie ma sensu. Koniecznie musisz coś z tym zrobić.

 

— Święte słowa, twoje zdrowie — dorzucił Szybki(.)

 

— Niech zgadnę, jakaś wschodząca, (zbędny przecinek) muzyczna gwiazda, zgubiona na imprezie w Labiryncie?

— Lepiej. To coś(,) co wygląda jak bogini.

 

Esker sięgnął do kieszeni swoich ciężkich spodni.

 

Szybki zdążył runąć za ladę, macając szafki w poszukiwaniu broni. – Najpierw runął, potem macał. Inaczej musiałby to robić w zwolnionym tempie, żeby dał radę.

 

Fretka odskoczyła od Eskera, znikając pod nogami stołów. – Tu to samo: odskoczyła i dopiero potem zniknęła.

 

Kobiety, które na początku walki, (zbędny przecinek) skryły twarze pod stołem, podeszły, chichocząc i rzucając sprośne teksty w stronę Amestusa.

 

Myślę, że tyle wystarczy, abyś uświadomił sobie liczebność takich głupich, niestarannych błędów, bo niestety takie w większości u Ciebie znalazłam. Wypisywałam z grubsza jedne i te same – było ich dość sporo, ale dzięki temu będzie Ci łatwiej się ich pozbyć. Nie widzę większego sensu w betowaniu dalszego ciągu, bo te błędy ciągną się do samego końca. 

 


7 komentarzy:

  1. Jakie to dziwne uczucie widzieć tytuł swojego opka tutaj!

    Jestem już po lekturze i zaczynam bazgrać komentarz dotykający najważniejszych kwestii. Na razie chciałbym Ci serdecznie podziękować za wielopłaszczyznowe zaangażowanie (dzielnie znosiłaś moje namolne maile) oraz za stworzenie solidnej mapy, która pomoże mi (chociaż myślę, że innym też) polepszyć swój warsztat. Więcej wkrótce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc wracam!

      Dobra trochę to zajęło, ale ogarnianie nowego mieszkania i studiów w dobie pandemii nie jest łatwe, sama rozumiesz... Poniżej przejdę tylko do rzeczy, do których chcę coś dorzucić, wyjaśnić lub po prostu zwrócić uwagę, cała reszta jest jasna i nie wymaga żadnego komentarza.

      1

      Kiedy napisałeś do mnie w mailu, że chciałbyś wymienić szablon, przyznaję, że wyobrażałam sobie większą zmianę.


      W moim odczuciu zmieniło się bardzo dużo, ponieważ dawna grafika na froncie, była ukradziona z Deviantarta. Później, gdy próbowałem jej odszukać w serwisie, by skontaktować się z artystą, nie udało mi się jej znaleźć. Czułem się z tym bardzo źle. Po części dlatego, że sam nie chciałbym, żeby taka sytuacja mnie spotkała. Sam tworze jakieś proste grafiki, zajmuję się fotografią, więc postanowiłem pomieszać pasję. Co wyszło, to wyszło, ale cieszę się, że była to zmiana na lepsze, pozostawiając całość w czytelnej formie. Odwracanie uwagi szablonem zawsze mnie jakoś kuło w oczy.

      PS: Z tym lodem chodziło o tytułowe zmiany skupienia.

      PPS: Im więcej się uczę w zdjęcia, tym lepiej idzie mi z ich obróbką, więc pewnie i tak za kilka miesięcy zmienię główną grafikę i kolor przewodni.

      2

      Muszę powiedzieć, że nie rozumiem dat publikacji postów.


      Zaskoczę Cię, ale sam nie rozumiem! XD
      Nigdy tego wcześniej nie widziałem, a z racji tego, że czytelników praktycznie nie mam na blogspocie, nikt mi o tym nie powiedział. Co do tego przecinka, to się wszystko ustawia automatycznie. Ale wszystko już naprawione!

      3

      Sztafeta to dyscyplina sportowa. Wnioskuję, że Tobie chodziło o pałeczkę.


      Nie. Chodziło mi dokładnie o porównanie nauki do sportu. Tworząc koncepcje, zgłaszamy się do wyścigu, jeśli mamy zwolenników, grają w naszej drużynie. Podanie sztafety to oddanie innemu pokoleniu pola do manewru nad dziedziną. Ale jeśli źle to zrozumiałaś, to mój błąd w ukazaniu tej myśli.


      4

      Skoro te one-shoty są pewnego rodzaju wprowadzeniem do historii właściwej, dlaczego nie poświęciłeś jednego z nich tej właśnie scenie? Żałuję, że tak ciekawe i niebezpieczne wydarzenie zostało streszczone do zaledwie dwóch-trzech zdań. Że w ogóle zostało streszczone. Wiem, że one-shoty nie mogą się ciągnąć w nieskończoność, ale jedna czy dwie retrospekcje nikomu by nie zaszkodziły. Wręcz przeciwnie – myślę nawet, że opowiadanie bardzo by na nich zyskało. Dzięki nim czytelnik miałby lepszy wgląd w Twoje uniwersum.


      Pisząc one-shoty kierowałem się przede wszystkim budowaniem świata, kształtowaniem go bardziej w swojej głowie. Na bohaterów miał przyjść czas dopiero w historii właściwej, stąd taki rodzaj narracji. Co nie zmienia faktu, że mam z tym problem nadal.
      Białe kłamstwa zostały napisane jeszcze w 2018, jako zwykły one-shot. W trakcie tworzenia w mojej głowie zaczął kiełkować pomysł na OGPCS i wspólnie z Osobliwością (która pomaga mi do dziś w tym projekcie) stwierdziliśmy, że warto byłoby go przebudować w nieco bardziej cyberpunkowym klimacie. Pierwsza wersja była raczej skupiona na współczesnym świecie. Te ciekawe sceny zostały dodane jako tło, stąd brak retrospekcji. Cóż, mogę cię pocieszyć, że zarówno postać Alicji, jak i Altar pojawią się w historii właściwej.


      5

      W Białych kłamstwach mamy jeszcze jeden defekt – headhopping, czyli narratora personalnego skaczącego z głowy jednego bohatera do głowy drugiego.


      Nie tylko tam! XD
      Mam z tym problem i może tego nie widać, ale staram się z tym walczyć za wszelką cenę. Najbardziej się to uwypukliło w pierwszym elemencie, gdzie perspektywy Amnestii i Ioonaxy mieszały się.

      Usuń
    2. Komcie mi się rozjechały... :C

      Usuń
  2. 6

    Pierwszy raz zacząłeś one-shot dość dziwnie – nie poznajemy imienia głównego bohatera od razu, dopiero pod koniec drugiego, dość długiego akapitu. Wcześniej jest on nazywany jedynie mężczyzną, a potem, ni stąd, ni zowąd, narrator mówi, że to Eurfel. Nasuwa mi się pytanie, po co była ta krótkotrwała tajemnica? Taki zabieg miałby sens, gdyby imię bohatera pozostało sekretem do momentu, aż Mayam zwróciłaby się do niego per Eurfel. Sam narrator nie powinien wprowadzać takich sztucznych tajemnic, które jedynie zbijają z tropu.


    Wyszło totalnie przypadkowo, sam do końca nie wiem jak.

    7

    Czym właściwie jest kosiarz? Bronią palną czy białą? Dotąd wyobrażałam go sobie jako pochodną shotguna, ale teraz to brzmi raczej, jakby bliżej mu było do jakieś noża. Albo kosy. A może to broń z bagnetem?

    EDIT: W którymś kolejnym tekście było, że ktoś gładził spust kosiarza. Więc to jednak broń palna. Może zmieńmy to na: (...) wnętrzności dziewczyny przebił pocisk kosiarza?

    No i ten rozbłysk to tak nie do końca, bo światło nic nie elektryzuje.


    Kosiarz jest bronią palną, która posiada zakrzywione ostrze, stąd sama nazwa. Można z niego strzelać i rozpruwać. Będzie lepiej opisany w historii właściwej w 3 lub 4 elemencie.

    8

    A zatem Od gazu po ciało stałe to dzieło Arana, które pisał całe życie i które jego zdaniem uchroni ludzkość przed samozagładą. Więc to właśnie tak mam patrzeć na tę historię?

    EDIT: Aż jestem ciekawa, czy w takim razie jest to opowieść na faktach (mam na myśli Ioonaxę i jej możliwą boską naturę), czy Aran jedynie to wszystko zmyślił. Mam nadzieję, że kiedyś się tego dowiem.


    Jeśli chodzi o ten wątek, to faktycznie jest on istotny, jednak nie w taki sposób jak to widzisz. OGPCS to coś więcej. Czasem myśli autora zostają źle zrozumiane. Może to prowadzić do bardzo losowych skutków. Tak było w tym przypadku. Dzieło życia narkomana, które miało przynieść lepszy świt, stworzyło system (który ewoluował po części w kasty), ale nie ma co spojlerować.

    9

    Dobrze rozumiem, że córką cyborga jest ta dziewczynka, którą właśnie kroi Dukan? Nie jestem pewna. Chyba mogłaby mieć dziesięć lat. Ale skoro cyborg przyniósł ją Dukanowi na czyjeś zlecenie, to czy oddawałby własne dziecko? Nie wiem, mam za mało danych.


    Nie, nie... To nie córka cyborga, w tamtym fragmencie chciałem tylko pokazać podobieństwo pomiędzy córką a istotą ze zlecenia.

    10

    Właściwie to teraz nie jestem już nawet pewna, czy Dukan rzeczywiście zrobił jej krzywdę. Jeśli tylko w taki sposób można było wyjąć czyjąś wszechświadomość… Niby czuł obrzydzenie do samego siebie, ale jeżeli dzięki temu ocalił to dziecko… Chociaż nie wiem też, czy coś mu groziło. Ten post jest najbardziej tajemniczy i najmniej z niego rozumiem.


    Tutaj chodziło o relacje dusza – mięso. Wszechświadomość jest sztuczną duszą, jednak połączoną do tego mięsa. Niszcząc mięso, niszczy się jakiś ośrodek wszechświadomości. Żeby sztuczna dusza mogła działać, musi być przeniesiona do innego mięsa, tylko wtedy obiera zupełnie nowe perspektywy. W ciele wysoko postawionego urzędnika może być geniuszem, a w ciele ćmy, zaledwie głupim robakiem lecącym w stronę światła.


    11

    Czuję, że sens prologu będzie odkrywany w miarę postępu fabuły. Pozwolę sobie więc przejść dalej.


    Prolog jest metafizycznym kreowaniem świadomości kobiety, która zaczyna zamykać się w fizycznych ramach. Mam w planach trochę go zmienić, bo jeszcze czegoś w nim brakuje.

    12

    Łysa córka wykrzywiła usta w triumfalnym uśmiechu. – Rozbawiło mnie to określenie, serio.


    Cóż, sprawiłaś, że i ja parsknąłem śmiechem. Muszę dać jej imię, koniecznie! *awans społeczny* XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 13

      O, widzę kursywę w zapisie myśli bohatera. Jestem za. Dobrze by było też ujednolicić to we wcześniejszych postach. Konsekwencja zawsze jest w cenie.

      EDIT: W całym tekście był to jedyny moment, gdzie zastosowałeś kursywę. Nadal jestem przy ujednoliceniu, ale będziesz musiał wybrać, czy wszędzie ją zastosować, czy usunąć całkowicie. Osobiście byłabym za pierwszą opcją.


      Chcę przejść w tryb, gdzie myśli bohaterów będą bardziej zespolone z narratorem, więc na pewno dodam wszędzie kursywę. Wcześniej była normalnie, ale szablon nie czytał tych fragmentów, w sensie, że się nie wyświetlały, gdy zaznaczałem kursywą. Nie wiem, dlaczego w tym jednym miejscu została i działała poprawnie...

      14

      Zastanawia mnie Twoja odmiana imienia Ioonaxy. W dopełniaczu (kogo? czego?) pojawia się ono w całej notce 8 razy, ale zawsze jako Ioonaxe. Dziwnie to wygląda. Brakuje mi ę na końcu.


      Moje niedopatrzenie, coś się tam źle zadziało.

      15

      Delikatnie to można kogoś pogładzić po głowie.


      *Łysa Córka has joined the chat*

      16

      Aż mam ochotę zapytać: Co mnie tu narrator tak śmieszkuje, hę?


      Brzydki narrator! <3

      17

      Poza tym dlaczego w ogóle nastąpiła ta napaść? Czy ludzie Barona tak szybko dowiedzieli się o Ioonaxie i ją wytropili? Na to wygląda. Myślę, że wykorzystali Łysą Córkę, aby ta wpuściła ich do domu, sądząc, że jedynie ucieknie z chłopakiem.


      Na samym początku rozdziału zawieszona jest strzelba Czechowa. Matka wspomina o tym, że chłopak z którym zadaje się dziewczyna jest szmalcownikiem, porywa młode dziewczyny i sprzedaje je do burdelu. I to się właśnie stało, pech chciał, że właśnie wtedy przebywała tam też Ioonaxa. Tym światem rządzi przypadek.

      18

      Ta notka była dla mnie sporym zaskoczeniem. Przez wszystkie wcześniejsze szedłeś w ciężki klimat, ponury i patetyczny, a tutaj… jakby cię trochę wzięło? Sama nie wiem.


      W jakim sensie wzięło? XD

      19

      Dopiero teraz dowiaduję się, czym jest Drzewostan i wciągam się coraz bardziej. Bardzo skrupulatnie domalowywujesz detale – aż czuje się opisywane miejsca i sytuacje. Na przykład roślina, która w bogatszych dzielnicach służy za składnik perfum, w biednych robi za podpałkę, z którą dzieciaki puszczają z dymem śmietniki. Aż chce się czytać.


      Nawet nie wiesz, jak dużo dla mnie znaczą te słowa! Bardzo zależy mi na budowaniu prawdziwego świata, takiego, który ma swoje dziwactwa, sieci powiązań, jaśniejszą i ciemniejszą stronę. Czytając książkę sam liczę na to, że taki świat zostanie mi przedstawiony. Gdy rzeczywistość, w której poruszają się bohaterowie jest nijaka, a oni sami super wyjątkowi, odkładam powieść na regał i zapominam o jej istnieniu. To bezsensu, przecież oni tam żyją, zostali ukształtowani przez te miejsce. Wyznaje zasadę, że każdy z nas jest odbiciem swojego środowiska i to staram się uwiecznić. Świat musi zawierać niuanse, szczegóły, które nie wszyscy zauważają, ale w których wszyscy żyją. Tylko z dobrze skonstruowanym światem możemy stworzyć realnych bohaterów.

      20

      Dobra, aktu pedofilii i takiej śmierci Amnestii się nie spodziewałam. Twoi bohaterowie żyją w potwornym świecie. Wiem, że od samego początku były takie założenia, ale trudno mi to zaakceptować. Mam tylko nadzieję, że to wydarzenie będzie katalizatorem dla Ioonaxy i że ewoluuje ona w bohaterkę aktywną.


      Tak, tak silne przeżycie będzie rzutować na jej przyszłe zachowania. Nie lubię akcji bez konsekwencji. Wszystko musi mieć podstawy i swoje dalsze skutki.

      21

      Może dobrym pomysłem byłoby jakieś ostrzeżenie o brutalnej treści na początku posta?


      Na wattpadzie jest, na blogspocie nie mam żadnych stałych czytelników, statystyki też marne, ale zamieszczę taką informację, tak na wszelki wypadek.

      Usuń
    2. 22

      Jak to jest? Ktoś robił Ci szczątkową betę czy te błędy wynikają głównie z Twojego niedbalstwa i pośpiechu?


      Bety nie robi mi nikt. Ja należę do tych osób, o których pisałaś, że choćby milion razy czytali własny tekst, niektórych błędów nie wyłapią. Dlatego staram się o jakieś opinie. Po wytknięciu błędów zastanawiam się nad nimi i staram pilnować. Czasem Osobliwość rzuci okiem na teksty przed publikacją, ale trudno to nazwać betą. Jedynym źródłem, z którego czerpię pomoc, to fora literackie, gdzie życzliwi użytkownicy wytykają mi błędy. I we wszystkim nie ma mowy o pośpiechu czy lenistwie. Naprawdę wkładam w to całego siebie. Potrafię odłożyć tekst na kilka tygodni, żeby spojrzeć na niego świeżym okiem. Po prostu nie jestem jeszcze dość dobry.

      23

      Żałuję tylko, że już nic później do tego, co się w niej działo, nie nawiązywało (jak na przykład cyborg mówił Dukanowi, że dostał zlecenie na Szczurołapa, który pojawił się w poprzednim one-shocie). Na pewno jeszcze później rozjaśnisz, czym właściwie para się Dukan, kim była dziewczynka, którą mu przyniesiono i dlaczego do niego trafiła. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie tego rozwikłać.


      Wiesz, tworząc historię właściwą, robię to tak, by bez przeczytania one shotów dało się wszystko zrozumieć, więc gdy pojawi się Dukan, myślę, że wiele niewiadomych się rozwiąże.

      24

      Mam wręcz wrażenie, że w pewnym momencie stałeś się bardziej świadomy, że w tekście ważniejsi od narratora są bohaterowie i odszedłeś od początkowego sposobu pisania. Przez to od tej notki opowiadanie wskoczyło jakby na wyższy poziom.


      Dokładnie tak się stało. Pierwsza wersja CIAŁO / WIĘZIENIE została napisana w duchu starych one-shotów, jednak przed publikacją trafiłem do szpitala i to sprawiło, że miałem trochę więcej czasu, by zastanowić się nad tym jak pisze i jak chcę pisać. Zacząłem też więcej czytać. Więcej rozumieć... Po wrzuceniu ostatniego one shota zacząłem pracę nad historią właściwą i progres przyszedł naturalnie, jakby, wiedziałem, co chce pokazać i jakimi scenami. Miło, że to widać.

      25

      Mogę to jednak zrozumieć, skoro to Twój najstarszy tekst spośród tych, które znalazły się na blogu (a przynajmniej tak wnioskuję po ich kolejności. Nadal nie rozgryzłam sposobu datowania postów).


      Conatus nie jest najstarszy. Występuje w kolejności spisu jako najstarszy ze względu na to, że dzieje się w innych czasach, niż te pod nim, kolejność jest chronologiczna pod względem czasu OGPCS. Tak już poza wszystkim, to akcja zawiązana w Conatus dzieje się ponad wiek przed tym, co ma miejsce w historii właściwej. Jednak jest to świeża chronologia, muszę ją dokładnie przemyśleć.

      26

      Wpadnę jeszcze do Ciebie na bloga poczytać ciąg dalszy.


      Cóż, mam dobre i złe wieści. Dobra jest taka, że trzeci rozdział jest już praktycznie skończony. Zła jest taka, że po tej ocenie zauważam w nim masę mankamentów. Nie chcę go na razie ruszać. Wolę się skupić na naprawie dwóch pierwszych rozdziałów. Najprawdopodobniej napisze je od nowa, z lepszej perspektywy, bardziej pasującym narratorem, bez starych błędów... Ale to nie jest chyba sprawa na teraz. Planuję niebawem wypuścić one-shot z bardziej dynamicznymi scenami. Coś w stylu akcji, żeby się poduczyć. Wracając jeszcze do odłamu III, to myślę, że nie pojawi się wcześniej niż przed listopadem, to tak, jeśli faktycznie chciałabyś zaglądnąć. Niestety nie mam dużej ilości czasu na pisanie, praca, studia, inne pasje (czasem jeszcze ludzie dookoła) pochłaniają sporo czasu. Sama pewnie doskonale to rozumiesz.

      Chciałbym się do ciebie zgłosić, ale nie jestem pewien, czy ten projekt tyle przeżyje. Mam nadzieję jednak, że kiedyś zagoszczę jeszcze w twojej kolejce. Pewnie zrobię to, gdy historia będzie zbliżała się do końca. Wątpię, że nastąpi to w przyszłym roku, ale 2022 brzmi super. O ile wciąż tu będziemy. To bardzo daleka przyszłość, ale kto wie?

      Usuń
    3. Ale wracając jeszcze do ocenki. Przede wszystkim czytając, super się bawiłem. Co jakiś czas wracam do niej, by wyłapać rzeczy, które mogły mi umknąć. Bardzo się cieszę, że nie skończyłem na fatalnym (a takie miałem podejrzenia). Ciesze się tez, że w ogóle podjęłaś się oceny. Próbowałem się wcześniej zgłosić do kilku ocenialni i odchodziłem z kwitkiem. Nikt nie bawi się w cyberpunk, a już na pewno nie w taki, jaki piszę. Szkoda, chociaż myślę, że po premierze Cyberpunka2077 zaleje nas fala opek o tej tematyce. Mam nadzieję, że nie utonę! XD

      W każdym razie ta ocena to najlepsze co mnie ostatnio spotkało. Dokładna i zmuszająca do refleksji, chciałbym, żeby każdy amator pisarstwa spotkał się z tak rzeczową oceną swojego tekstu. W skrócie, warto było czekać!

      Usuń