[188] ocena tekstu: Kroniki Podziemia: Tom 1


Autorka: LegasowK
Tematyka: fantasy, romans, sci-fi
OceniaSkoiastel w towarzystwie Ayame




Prolog

Wiedza o tym, [przecinek zbędny] była jedyną rzeczą, która trzymała mnie w ryzach. 

Jeżeli mogę być całkowicie szczera, pierwsze zdania prologu w ogóle mnie nie przekonują. To czysta ekspozycja. Z marszu dowiaduję się dokładnie, w których latach osadzona jest akcja i jaka jest główna problematyka tekstu: 
Nie pamiętałam swojego życia. (...) Straciłam wszystkie wspomnienia na skutek tego, że nigdy nie odnaleziono mojego ciała. Wiedziałam tylko, kiedy to się stało. Dokładnie sto pięćdziesiąt lat temu, czyli w roku tysiąc osiemset sześćdziesiątym piątym. 
Gdyby taka książka przypadkiem wpadła w moje ręce gdzieś w księgarni, początek nie przekonałby mnie do jej zakupu. Przydługa ściana, w której nie dochodzi do żadnej interakcji, mnie odstrasza. Bogata jest w streszczenia, chociażby:
Wkrótce po przybyciu do Podziemia, przedstawieniu obecnej sytuacji i nowych realiów, przydzielono mi nauczyciela. Kuro był z pochodzenia Japończykiem, sam to wyjawił. – Chyba wolałabym scenę, w której bohaterka prowadzona jest do Podziemia i stopniowo zapoznawana ze światem. Wolałabym zobaczyć emocje, które jej towarzyszą, oraz usłyszeć to, co usłyszała i poznać Kuro tak, jak poznała go ona. 
Nie ma nic złego w opisach, jednak gdy pojawiają się na samym początku, mogą przerazić długością i wyłożeniem wszystkiego wprost. Oczywiście wspomnienie sięga dalej, streszczasz całe dekady, jak nie wieki:
Szkolenie u jego boku trwało dekadę, z obecnego punktu widzenia, to niczym czas poświęcony na mrugnięcie. Niedługo potem Kuro został moim partnerem. Mieszkaliśmy razem w przydzielonym nam maleńkim mieszkanku, otrzymaliśmy dostęp do bazy przyszłych potencjalnych dusz do odebrania, a ja musiałam w przyspieszonym tempie zrozumieć i przyswoić technologię, która wyprzedzała moje czasy o stulecia. – Tu nie ma żadnych emocji, a przecież piszesz narracją pierwszoosobową. Nie potrafię się wczuć ani przekonać, mimo że tekst pod względem technicznym jest poprawny. Mam przed oczami bohaterkę wypraną z uczuć. Mówi o partnerstwie, a ja tak naprawdę nie wiem, czy to uczucie bliskości dawało jej jakąkolwiek radość.  

Nie rozumiałam, skąd Podziemie dysponowało tak zaawansowanym sprzętem, ale nigdy nikogo o to nie spytałam. – Ale jakim sprzętem? Co mam sobie wyobrazić? 

Podtrzymywałam relacje tylko z Kuro, pozostali nie pragnęli nawiązywać żadnych więzi, poznawać się. Partner zawsze powtarzał, że jesteśmy tylko my kontra cały świat, że pewnego dnia razem przejdziemy do Światła i musimy skupić się na wykonywaniu misji. Z czasem stał się moim dobrym przyjacielem. – Dopiero tu zrozumiałam, że Kuro nie był jej partnerem życiowym, mężczyzną, którego kochała, a partnerem... w pracy. Trochę za późno, już zaczęłam sobie wcześniej wyobrażać ich wspólne chwile, dziwiąc się, czemu o nich nie piszesz i czemu nie jest emocjonalnie. Teraz rozumiem dlaczego, ale wydaje mi się, że lepiej byłoby wcześniej wyjaśnić, o jakiego partnera chodziło, niż naprawiać wizję czytelnika po czasie, gdy wizja ta zyska już pewien kształt. 

Kojarzą mi się sceny z „Titanica” lub „Wywiadu z wampirem”. Właśnie – wywiady, w których poznawaliśmy przeszłość postaci, ale i mogliśmy obserwować, jakie emocje towarzyszyły im w czasie relacjonowania. To sprytne zagranie – zaczynać od końca, a powieścią wypełnić środek, pokazać drogę. Wywiad to pretekst, by wprowadzić w tekst, a co u ciebie jest tym pretekstem? Komu Pandora opowiada tę historię? Jak nic czuję, że robi to specjalnie pod czytelnika, trochę sztucznie. Z bohaterami wyżej wspomnianych tytułów można się było w pewien sposób utożsamić, zobaczyć, wczuć się w ich sytuację, poznać, czy wspominanie przychodziło im łatwo, czy ciężko. Tu nie ma o tym mowy, ja twojej bohaterki nie widzę, słyszę tylko głos w tle streszczający, co było, i próżnię. Jest strasznie sucho, pusto, a co za tym idzie – mimo że historia wygląda na ciekawą i wartą opowieści – nudno. Brakuje mi chociaż krótkiego przejścia do teraźniejszości, opisu tego, jak kobieta w czasie rozmyślania, nie wiem, ociera łezkę wzruszenia lub drży, bo wspomnienia tamtych lat są dla niej bolesne. Cokolwiek. Wygląda na to, że w twojej opinii rolą czytelnika jest przeczytanie prologu i zakodowanie informacji podanych w formie średnio wysmażonego gotowca. Nie ma tu miejsca na wnioski, zbieranie do kupy elementów układanki, wzbudzenie zainteresowania. Nie. Dajesz historię – albo się spodoba i samo nakreślenie problematyki wystarczy, by czytać dalej, albo czytelnik nie przekona się do formy ekspozycji i odpuści już teraz. Ja się nie przekonałam i gdyby nie ta ocena – odpuściłabym. Dużo więc ryzykujesz tą formą. Nie intrygujesz, nie rozbudzasz ciekawości, nie tworzysz napięcia, nie ma tu żadnych puzzli do poskładania samodzielnie. Strasznie mi tego brakuje szczególnie na początku, od którego zależy to, czy ktoś zostanie z tobą w tym tekście na dłużej.
Może spróbuj to jakoś przekształcić, by było bardziej atrakcyjne, przestało brzmieć jak streszczenie, wypracowanie pisane dla nauczyciela, który chce sprawdzić, czy przeczytałaś lekturę? W takich tekstach też pomija się emocje, skupiając na tym, co bohaterowie przeszli od jednego punktu do drugiego. Tak się czuję, czytając prolog. To znaczy… nic nie czuję, uściślając.
Okej, dosyć marudzenia, lecimy dalej.


Rozdział 1

Kuro[,] widząc kątem oka jakiś ruch za plecami, odwrócił się przez ramię i położył brodę na oparciu fotela. – Nie można odwrócić się przez ramię. Albo się obejrzał, albo odwrócił całkowicie. 
Zakładam, że ruch spowodowała Pandora – chodzi o to sięgnięcie po kawę, prawda? Skąd Pandora wiedziała, że Kuro odwrócił się, bo widział coś kątem oka, a nie dlatego, że chciał na nią spojrzeć? Albo usłyszał, jak pije? Nie może wchodzić mu do głowy, być pewna pobudek jego działań. Nie w narracji pierwszoosobowej.

Żniwiarz nieznacznie drgnął i szybko odwrócił się w stronę monitorów, przy których pracował. – Oni byli partnerami, znali się już bardzo długo. Dlaczego więc nazywa go tak… oficjalnie, po funkcji? Czy to według ciebie nie brzmi sztuczne? Nie sądzisz, że powinna określać go po imieniu? Jeżeli piszesz tak tylko dlatego, bo boisz się powtarzać imię, to nie działaj w ten sposób. Zdecydowanie naturalniej wypadnie powtórzenie niż przekombinowany synonim, daleki temu rodzajowi narracji.

Fotografia pochodziła ze szkolnych dokumentów. Nie uśmiechała się, ale miała radosne, pełne życia oczy. – Błąd w podmiotach.

Przez ułamek sekundy poczułam żal. Mogła mieć przed sobą jeszcze wiele szczęśliwych lat, a jednak czekał na nią inny los. – A gdyby wyciąć pierwsze zdanie, a drugie zakończyć wielokropkiem? Żal byłby odczuwalny w myśli Pandory, dla odmiany nie poprzez ekspozycję. Możesz też dodać do tego zachowanie postaci, na przykład ciche westchnięcie, z którego czytelnik sam wyczyta ten żal. Ot, luźna propozycja.
Pamiętaj, że do niczego cię nie zmuszam, chcę ci pokazać tylko, jak ogromne masz pole do popisu.

Już dawno wyzbył się wszelkiego poczucia empatii czy smutku, ale nie dziwiłam się mu. – W przypadku, kiedy rozmawiamy o śmierci siedmiolatek ginących pod kołami samochodów prowadzonych przez pijanych kierowców, smutek jest reakcją empatyczną – naturalną dla każdej osoby zdrowej psychicznie (a w każdym razie niechorującej na socjopatię). Nie musisz lać wody. 

Wewnątrz, po prawej stronie, siedział na swoim stanowisku znudzony strażnik, którego w myślach zwykłam nazywać strażnikiem kanciapy. – Czy w narracji pierwszoosobowej nie jesteśmy poniekąd w głowie głównej postaci? 
Oh, no oczywiście, że jesteśmy. Sugeruję: Wewnątrz, po prawej stronie, jak zwykle na stanowisku siedział znudzony Strażnik Kanciapy. – Zapis wielkimi literami mógłby tu nawet podkreślać ironiczność wobec ksywy. Przecież nikt nie uwierzyłby w to, że ktokolwiek poważny nadałby mu taką funkcję.  

Ciekawe, ile mógł mieć lat. Wyglądał maksymalnie na trzydzieści, ale jego oczy były stare i puste, pociemniałe od znudzenia. – Chwilę wyżej wprost pisałaś, że był znudzony. Skoro tutaj ładnie to obrazujesz, wspominając o jego oczach, tamto wcześniejsze określenie znudzony może po prostu zniknąć. 

Światło dla aut zmieniło kolor na czerwony, a kilka sekund później zapaliła się zielona lampka dla pieszych. Mała dziewczynka wyrwała się matce i wbiegła na przejście. Usłyszałam krzyk. Kobieta zawołała dziewczynkę po imieniu i zdążyła zrobić tylko dwa kroki w przód. Siedmiolatka była już na środku. Gdy biegła w naszą stronę, mogłabym przysiąc, że nas widzi. (...) Auto uderzyło w dziecko z takim impetem, że odrzuciło je na kilkanaście metrów w przód. Kierowca nie opanował samochodu i z piskiem opon wywołanym próbą hamowania, zarył w inny pojazd. Wszystko zatrzymało się tylko na ułamki sekundy. Potem rozległ się wrzask matki, ciche westchnięcie gapiów. Szum. Ludzie zaczęli się przekrzykiwać, jedni wyciągali telefony, by zadzwonić na pogotowie, inni, by zrobić zdjęcie miejsca wypadku. – Rozumiem, że dla Pandory i Kuro takie sceny są normalne, więc nie trzeba epatować emocjonalnością, ale mimo to brakuje mi czegoś więcej. Relacja nie wystarcza, nie w scenie dynamicznej. Może zamiast pisać, że Pandora usłyszała jakieś imię, przytocz wypowiedź jako dialog? Pokaż krzyki, oddaj zachowanie matki? To, że odbiorca może śledzić myśli bohaterki, dla której takie sceny są rutyną, nie znaczy, że nie możesz oddawać tego, co widzi i słyszy, w sposób bardziej bezpośredni. 
Na ten moment jest bezpłciowo, mam wrażenie, że czytam tekst napisany narracją trzecioosobową, w którym brakuje napięcia i dynamizmu. Opisujesz scenę dynamiczną, jakby była pasywna i nie zmieniają tego nawet krótkie zdania, które powinny dodawać tempa. Tak, ale gdy towarzyszą im jakieś emocje. Tu emocji brakuje. 

Na dziecięcej buzi widniał uśmiech i wyraz uroczego skupienia. Odruchowo spojrzałam na jej zbliżającą się zbyt wolno rodzicielkę, w której oczach dostrzegłam przerażenie. – To brzmi trochę tak, jakby zbliżała się rodzicielka samej buzi, nie całego dziecka. Mocno… creepy.

Wolnym krokiem ruszyliśmy w kierunku zbiegowiska i zatrzymaliśmy się nad ciałem dziewczynki. Matka podbiegła do nieruchomej córki, po czym chwyciła ją w ramiona i próbowała ocucić. Po jej policzkach gęsto spływały łzy. Kiwała się to w przód, to w tył, szepcząc coś małej do ucha. Jeden z gapiów próbował nieco odsunąć matkę od jej umierającej córki, ta jednak zawyła niczym ranne zwierzę i[,] pochylając się, ukryła twarz dziecka w swoich włosach. Przez moje astralne serce przeszło ukłucie bólu. – Skoro Pandora z Kuro podchodzą (powoli), a matka podbiega (szybko), dobrze byłoby te zdania zamienić miejscami. Inaczej wygląda to tak, jakby mamie nieco spóźnił się zapłon. 
Nie czuję tego bólu, o którym piszesz. Relacja ani trochę go nie oddaje. Skoro Pandora czuje jakieś emocje, powinnam to widzieć w sposobie tego, jak konstruuje zdania – krótkie, nieupchane żadnymi zbędnymi rzeczami typu określenia czasu czy ładnie dobierane spójniki, estetyczne, świadczące o górnolotnym stylu (na przykład niczym ranne zwierzę); używasz za długich słów, za bardzo skupiasz się na poprawnym opisie, a za mało tu chaosu sytuacyjnego, określeń postaci zamiast spójników. Jest za ładnie, zbyt okrąglutko, zapis nie sprawia, że się przejmuję, czuję emocje. Czy mogę spróbować z nim poeksperymentować? Nie odnajduję się dobrze w narracji pierwszoosobowej, ale być może uda mi się pokazać ci pewną sztuczkę:

Leżała nieruchoma. Matka podbiegła do niej, chwyciła ją w ramiona, cuciła. Płakała. Kiwała się to w przód, to w tył, szepcząc coś małej do ucha. Podeszliśmy wolnym krokiem. 
– Kochanie, proszę, obudź się… Proszę...
Poczułam ukłucie w sercu, a przecież było astralne.  
– Nie rób mi tego!
Ktoś próbował nieco odsunąć ją, ta jednak zawyła jak ranne zwierzę i, pochylając się, ukryła twarz małej w swoich włosach. 
Spuściłam głowę. Czy tak wygląda rozpacz po stracie ukochanej osoby? 

Aura smutku uderzała we mnie raz po raz. Przez myśli przemknęła mi nawet cicha chęć uratowania niewinnej istoty. Czym sobie zawiniła, że tak szybko musiała opuszczać ten świat? – Aurę smutku oddajesz, ukazując zachowanie Pandory oraz pokazując, o czym myśli – wprost. Nie musisz mówić, że czuje smutek, skoro widzę go po niej, po tym, że ciężko jej patrzeć na śmierć dziecka, widzę to po jej kolejnych pytaniach retorycznych. Po prostu: A gdyby tak dało się ją uratować…? Niby czym sobie zawiniła? – Pokazuj Pandorę, która chce rozumieć świat, bezpośrednio, nie pośrednio. Masz narrację pierwszoosobową, korzystaj z niej całościowo. Kreuj myśli Pandory od razu, na bieżąco. Sugeruję też przestać pisać tak łopatologicznie – to zabija emocje. Skoro widzę, że dziewczynka umiera, wiem, że opuszcza ten świat. Pandora też to widzi, wie o tym, wie, jak to się skończy. Nie musisz tego dopowiadać, bo robi się nienaturalnie, nad wyrost. Zbyt poprawnie, zbyt górnolotnie, jakbyś pisała poezję, a nie tworzyła przejmującą scenę. 

Żniwiarz spojrzał spode łba na przerażoną dziewczynkę i westchnął. – Pisałam już, co o tym myślę. Sądzę, że możesz spokojnie odszukać w całym tekście te fragmenty i zamienić określenie na Kuro. No chyba że Pandora jednak wciąż czuje do niego dystans. Jednak chciała z nim oglądać „Matrixa” i mówiła, że go uwielbia za kawę, więc… no nie bardzo.

Nie przepadał za odbieraniem duszy dzieci. One bowiem ze względu na swoją niewinność zawsze trafiały od razu do Światła. – Widzisz? Poetyzujesz, zupełnie niepotrzebnie. Bowiem to charakterystyczny element narracji trzecioosobowej narratora wszystkowiedzącego w baśniach, legendach, przypowieściach. Rzadko kto używa tego słowa w narracji pierwszoosobowej, może jakiś wykładowca na wykładach, zwracając się do swoich uczniów. Może to być jakieś słówko charakterystyczne dla sposobu wypowiadania się jednego z bohaterów. Nie kupuję jednak, że ktoś tak kreuje myśli. Sam, w swojej własnej głowie. Zapytaj się siebie – czy myślisz w ten sposób? Tak ładnie i spójnie? 
Na moje oko obdzierasz z narracji pierwszoosobowej to, co jest jej najmocniejszym atutem. Obdzierasz ją z naturalności, intymności i lekkości.

Mimo że na pewno chciał rzucić jakąś sarkastyczną uwagę, popamiętał się. – Opamiętał się. Popamiętać można kogoś, wspominając go. 

Bez słowa wyciągnął rękę przed siebie i powolnym ruchem w dół rozciął zasłonę oddzielającą wymiar ludzi od Światła. Niewidzialne dla ludzkiego oka szwy otworzyły się (...). – Bardzo często w tym rozdziale wspominasz o tym, że bohaterowie i ich działania są niewidzialne. Zakodowałam to już dawno temu, nie musisz w kółko mi tego przypominać. 

(...) a po drugiej stronie ujrzeliśmy błysk. Rozcięta zasłona poruszyła się niespokojnie. Jak najszybciej przeszliśmy na druga stronę, by nie narażać jej na dezintegrację. – Kogo nie narażać? Tej drugiej strony czy zasłony?

Mi też na początku odbierało mowę na widok przedsionka Światła. – Mnie też. 

— Pewnego dnia razem przekroczymy te wrota — odezwał się mój partner.
Spojrzałam na niego ukradkiem. Patrzył szeroko otwartymi oczami na piękną bramę i uśmiechał się do swoich myśli. – Czy nie pisałaś wcześniej, że robota była rutynowa? I że Kuro nie lubił odprowadzać dzieci? W takim razie, skoro Pandora wie o niechęci, znaczy, że widziała ją wielokrotnie. W takim razie przechodzenie powinno stanowić część rutyny, tymczasem Kuro zachowuje się, jakby bardzo dawno nie widział tego miejsca. 
Tu zastanawia mnie również reakcja Pandory na śmierć dziewczynki. Bohaterka zastanawiała się, czy tak zachowują się ludzie po stracie bliskich. Czy więc nigdy wcześniej nie odprowadzała żadnego dziecka, które umarło w towarzystwie rodziców? Jeżeli nie, skąd doświadczenie w odprowadzaniu dziecka, w rozmowie z nim, zachęcaniu do przejścia? Mam wrażenie, że coś tu się nie lepi. Raz, gdy jest ci to potrzebne, bohaterka przeżywa sytuację, jakby była dla niej nowa, innym razem Pandora wydaje się doświadczona w robocie. Wypadałoby, by zdecydowała się na jedną postawę i nie zmieniała jej ze sceny na scenę. 

— Kim jesteście? — zapytał przerażony i obejrzał się za siebie. — O mój boże– Tę frazę wykrzyknikową zapisuje się z użyciem wielkiej litery, ponieważ słowo odnosi się do istoty najwyższej w religiach monoteistycznych. Od małej przeszłoby w przypadku politeizmu, ale wtedy prędzej spotkalibyśmy się z formą o bogowie lub zwrotem do konkretnego bóstwa.

— Widzisz, mój drogi — rzucił tym razem całkiem nonszalancko Kuro i podszedł do duszy mężczyzny. – Lepiej: — Widzisz, mój drogi — rzucił Kuro, tym razem całkiem nonszalancko, i podszedł do duszy mężczyzny. 

Odwrócił się do mnie jeszcze na sekundę i[,] posławszy mi perskie oko, oparł się łokciem o ramię tego drugiego. 

Udało ci się dostać do...jak wy to mówicie? Do nieba! – Zabrakło spacji po wielokropku.

— Naprawdę? — Na twarzy krzywonosego zaczął wykwitać niewinny blady uśmiech. – Eeee… Nie jestem przekonana co do tego określenia. Może: Pod krzywym nosem zaczął…? Jeśli już tak bardzo chcesz podkreślić tę cechę wyglądu. Chyba że to kolejny pseudonim, który nadała Pandora, ale w takim wypadku zacznij od wielkiej litery.

To jak, zbieramy się?
Westchnęłam głośno z niezadowolenia i zabrałam się za otwieranie przejścia do Piekła. 

Przez moje astralne ciało przeszedł ledwie zauważalny dreszcz dyskomfortu. – Po prostu dreszcz. Zdanie wcześniej pisałaś, że bohaterka nie lubiła tego robić, więc domyślam się kontekstu. 
Poza tym znów robi się mega nienaturalnie. Kto sam o sobie myśli, że ma ciało? Czy to nie powinno być dla Pandory oczywiste, że jakieś ma? Przecież to element jej pracy:
Ledwo poczułam dreszcz. I styknie.

Gdy rozcięłam ręką przestrzeń, nitki, które splatały zasłonę, zatańczyły niczym pod wpływem nieistniejącego wiatru. (...) zasłona błyskawicznie zamknęła się za plecami mordercy, bo gdy ten ujrzał piekielną bramę, odskoczył w tył niczym oparzony. – Bohaterka dopiero co odprowadziła dziecko, które zrobiło na niej jakieś wrażenie, wzbudziło uczucia, wątpliwości. Teraz odwiedza umierającego seryjnego mordercę, którego ocenia negatywnie i przez to nie odczuwa przesadnie pozytywnych emocji... ale jednocześnie według niej zasłony tańczą. To brzmi jak fascynacja, jakaś drobna uciecha, nie sądzę jednak, by pasowała do miejsca i czasu. 
Z jednej strony chcesz mi pokazywać rutynę, dzień jak co dzień, z drugiej strony przedstawiasz emocje niepasujące do tej codzienności. Poza tym da się z tych linijek wyczytać, jak bardzo zależy ci, by wprowadzić mnie w tekst. Przez to Pandora myśli czasem różne odczapowe rzeczy w równie odczapowy sposób. Niepotrzebnie. Wyluzuj trochę, postaw na naturalność.

[morderca] odskoczył w tył niczym oparzony.
— Inaczej to sobie wyobrażałem — szepnął przerażony mężczyzna.
Kuro zachichotał niczym mała dziewczynka, która zrobiła udanego psikusa.
— Niespodzianka! — krzyknął i gromko się zaśmiał. — Nabrałeś się, co?
— Nie rozumiem...
— Naprawdę myślałeś, że po tym wszystkim trafisz do Światła? — spytał sarkastycznie Żniwiarz. – Nie musisz tak często podawać, kto wypowiada daną kwestię. Masz dialog dwuosobowy, enter sugeruje zmianę mówcy. Spójrz:

(...) odskoczył w tył niczym oparzony.
— Inaczej to sobie wyobrażałem — szepnął przerażony.
Kuro zachichotał niczym mała dziewczynka, która zrobiła udanego psikusa.
— Niespodzianka! — krzyknął i gromko się zaśmiał. — Nabrałeś się, co?
— Nie rozumiem...
— Naprawdę myślałeś, że po tym wszystkim trafisz do Światła? — spytał sarkastycznie.
Tekst stanie się płynniejszy. 
Choć to pierdoła, już wcześniej widziałam podobną sytuację, na pewno dalej też się jeszcze pojawi. Gdy będziesz redagować tekst lub pisać go dalej, zwróć na to uwagę.

Wyglądał wtedy niczym drapieżnik polujący na swoją ofiarę. Skupiony i bezwzględny. – Strasznie dużo u ciebie porównań. Matka niczym zwierzyna; Kuro raz niczym mała dziewczynka, a raz niczym drapieżnik, innym razem niczym czytający jak z otwartej księgi; mężczyzna u bram nieba niczym anioł; nitki tańczące niczym pod wpływem wiatru; dusza wyskakująca z ciała niczym wypchnięta siłą; morderca odskakujący niczym oparzony… A to tylko jeden rozdział! Daj spokój.
Poza tym niczym nie jest lekkim, współczesnym słowem. Nie pozwala mi się wczuć w postać, która na co dzień ogląda Matrixa i obcuje ze światem realnym. Jak. Po prostu: jak

Oczywiście nie były to prawdziwe czaszki[,] tylko astralne twory mające budzić grozę  i przerażenie. – A to nie w sumie trochę to samo? Podwójna spacja po grozę

Znów zadrżałam ze zdenerwowania. Nie lubiłam przebywać w towarzystwie demonów. – Logiczne. Nie musisz tego mówić wprost, dawno się tego domyśliłam. Pisałaś już, że bohaterowie nie przepadali za Piekłem.

Wciąż trzymałam tego mężczyznę za ramię. Czułam jego strach, który zaczynał mi się udzielać. – W jaki sposób? Co mam sobie wyobrazić?

Zdecydowanie nigdy nie chciałabym dla siebie takiego scenariusza. – To też jest logiczne. 
W ogóle bardzo często wspominasz to, co Pandora chce, czego nie chce, co lubi, czego nie lubi, co czuje, a czego nie czuje. To wszystko to ekspozycja, ponieważ o wszystkim piszesz wprost, zamiast pozwolić czytelnikowi na wysnucie własnych wniosków z różnych sytuacji, w które pakuje się bohater i z tego, jak na nie reaguje. Jedna czy dwie wyłożone kawy na ławę nie zaszkodzą, ale gdy robi się tego za dużo, tekst staje się relacją. Na twoim miejscu skupiłabym się na oddawaniu emocji, nie informowaniu o nich bezpośrednio. Pisząc w taki sposób, zabijasz w odbiorcy całą ciekawość. Tym bardziej że zdecydowałaś się na narrację pierwszoosobową, Pandora nie musi więc sobie mówić w myśli tych wszystkich rzeczy, bo podświadomie o nich wie, tak to przecież działa. Ty też nie musisz sobie powtarzać codziennie, że, nie wiem, lubisz kolor żółty i chciałabyś być w przyszłości kimś-tam. Wiesz to z góry, to się dzieje poza sferą myśli, trochę w sferze podświadomości, zakrawając na uczucia, a nie konkretne, zdroworozsądkowe wnioski. Jeśli więc gdzieś taka myśl się w nich pojawia, to w sposób niezbyt zwerbalizowany (na pewno nie w tak okrąglutkich zdaniach), z czymś się zwykle wiąże, na przykład widzisz jakąś żółtą bluzkę i myślisz o tym, że jej odcień jest świetny i pasowałby ci do tych dżinsów z dziurami. Nie natomiast: Lubię żółty. I tyle, nic dalej. Na tej samej zasadzie oddawaj myśli bohaterki. Jeżeli o czymś rozmyśla, musi mieć do tego pretekst. Tymczasem mam wrażenie, że przez większość pracy jedyną wymówką kreującą myśli Pandory jest: bo czytelnik musi to wiedzieć. Dla Pandory jednak nie istnieje żaden czytelnik, ona nie ma twojej świadomości autorskiej. Na pewno zależy ci na tym, by była odbierana jak naturalna jednostka (z krwi i kości, choć w tym przypadku fabularnym to tak nie do końca), a nie jak płaska kukiełka wycięta z papieru. Bądź więc sprytna. Skoro muszę coś wiedzieć, to podaj mi to w sposób naturalny dla Pandory, a nie niczym imperatyw narracyjny. 

Wytworzył astralną przekąskę i w bazie filmów znalazł film Matrix. – O, a to ciekawe. Jak to zrobił?
Nie musisz mi pisać, że „Matrix” to film. Wspominałaś wcześniej, że będą go oglądać, poza tym to klasyka. Nie rób ze mnie głupiej.
Autorzy często boją się, że przytoczony przez nich tytuł nie będzie znany czytelnikowi. U ciebie wprawdzie ten dylemat z pewnością odpada, ale rozwiązanie jest dokładnie takie samo – jeśli chcesz upewnić się, że odbiorca pozna tytuł i jakoś go zaklasyfikuje, wyjaśnienie spróbuj zbudować za pomocą sceny. Niech bohaterowie wymienią się spostrzeżeniami, podzielą podobnymi tytułami, wymienią jakieś uwagi na temat produkcji czy publikacji. Nawet półsłówkami, krótkimi uwagami. Nie musi to być okrąglutka recenzja czy rozbudowany monolog. A co, gdy scena należy do jednej postaci? Bazuj na odczuciach. Może przywołaj krótkie wspomnienie. Nie uciekaj się do pisania wszystkiego w tak łopatologiczny sposób. W powyższym fragmencie zabrakło już tylko, żebyś dodała gatunek i datę premiery. Nic z tej sceny nie wynika, bo to wciąż relacja, nie pełnoprawna scena. 

Podziwiałam go za opanowanie w sytuacjach, które dla mnie były wyjątkowo stresujące. Żniwiarz potrafił obrócić wiele nieprzyjemnych zdarzeń w żart i podnieść morale. Cieszyłam się, że byliśmy partnerami. – Truizmy. Dawaj mi tę radość w scenach, raz po raz, pokaż, że Pandorę cieszy obecność partnera i że Kuro jest dla niej taki i siaki, by było widać, że ma taki i siaki charakter. Nie eksponuj wszystkiego jak leci, daj mi jakąś przestrzeń do odbierania i przetwarzania bodźców wychodzących z bohaterów, do analizowania treści, układania tych puzzli. Odkąd zaczęłam czytać, mam wrażenie, że fabuła jest turbo-ciekawa i jednocześnie żałuję, okropnie żałuję, że oddajesz ją tak bezpośrednio, nie mam żadnej satysfakcji ze stopniowego poznawania twojego świata i bohaterów. Chciałabym dostać kompas i mapę z zaznaczonym miejscem zakopania skarbu. Jeśli poprowadzisz mnie do niego za rękę, pokazując po drodze wszystkie czające się na mnie pułapki, w dodatku praktycznie mnie tam zawleczesz i na końcu machniesz ręką z tekstem: tu kop, to cała wyprawa nie będzie miała sensu, a już na pewno nie będzie żadną frajdą. Moim zadaniem jest tylko czytać o faktach, a gdzie tu rozrywka? Gdzie pole do zabawy dla czytelnika? 

Kiedy rozsiedliśmy się na kanapie, by w końcu obejrzeć film, zdążyłam zjeść jedynie kilka kawałków popcornu (...). – Popcorn nie jest całością, więc nie składa się z kawałków. Każde prażone ziarno jest osobnym… prażonym ziarnem. Mogła więc zjeść kilka (prażonych) ziaren, na pewno nie kilka kawałków popcornu.

— Dziwne — mruknęłam.
(...).
— Przecież wiesz, że nie — mruknęłam i zamknęłam wiadomość.

Rozdział 2

— Chcę skrócić twoją służbę i muszę mieć coś do przedstawienia przed Komisją do Spraw Wyroków. Poza tym jesteś skoncentrowana na celu i nie rzucasz się w oczy.
Super, czyli jestem nijaka. – Czas. Do tej pory wszystko zapisywałaś w przeszłym.

Po skończonej rozmowie postanowiłam od razu odwiedzić partnera uciekiniera. Włączyłam komunikator i w rozległej wiadomości ze wszystkimi danymi dotyczącymi misji odszukałam odpowiedni adres. – Gdzie się tak spieszysz? Masz narrację pierwszoosobową, więc korzystaj z niej. Ewidentnie brakuje przemyśleń Pandory odnośnie do propozycji, którą otrzymała. W ogóle nie czuję, by się nią w jakiś sposób zainteresowała czy przejęła. Nie widzę jej zdenerwowania tym, że od razu przystąpiła do śledztwa. Mam wrażenie, że dziewczyna nie ma żadnych przeżyć wewnętrznych, zachowuje się mechanicznie – przychodzi, dostaje zlecenie, zadaje dwa pytania i odchodzi robić różne... rzeczy. Ale co o nich myśli i jak na nie reaguje? 


Starsi (...) przypominali roboty, które przemieszczały się z miejsca na miejsce w konkretnym celu, by wykonać swoje zadanie, a potem spocząć i czekać na kolejne polecenie. Po części ich rozumiałam. Ci najstarsi mieli na karku po kilka tysięcy lat, widzieli nieskończoną ilość śmierci, wojen, bólu, rozpaczy. Stali się odporni. – Widzisz, ja mam wrażenie, że Pandora niczym się od nich nie różni. Zakładam jednak, że chciałabyś, by kontrast był widoczny, dlatego przyda ci się popracować nad narracją, bo to ewidentnie jej problem. 

Pomyślałam wtedy, że operujemy tak rozwiniętą technologią, a jednak mieszkamy w staroświeckich mieszkaniach, do których dostajemy się za pomocą przestarzałego sprzętu. – Nie wiem już, czy to narracja pamiętnikarska, czy ukazująca wydarzenia, które dzieją się tu i teraz. Raz Pandora wspomina, a innym razem przeżywa emocje i coś potrafi ją zaskakiwać. To się nie klei.

Pokoje rozmieszczono nieco inaczej, ale wszelkie meble – bez zbędnych dodatków i dekoracji – były takie same, jak w moim mieszkaniu. – A może po prostu: jak u mnie? Twoja narracja coraz bardziej przypomina narratora trzecioosobowego, jest sztywna. Być może to tylko taki początek i za chwilę się rozkręcisz; bardzo bym tego chciała.

Zanim odpowiedziałam[,] usiadłam na oliwkowej kanapie i uruchomiłam opaskę.

Zwłaszcza, [przecinek zbędny] że w żaden sposób nie mógł pomóc tym biednym dziewczynkom. 

— Potem wszystko wróciło do normy, ale nigdy nie porozmawialiśmy o tamtym dniu. Myślisz, że powinnam była z nim wtedy porozmawiać? To wszystko moja wina…
Blondynka ukryła twarz w dłoniach, a ja odniosłam wrażenie, że spróbowała zapłakać. – Spróbować zapłakać brzmi tak, jakby dziewczyna celowo wymuszała płacz, by zagrać rolę przytłoczonej dramatem. Jestem prawie pewna, że nie o to ci chodziło, ponieważ dalej Pandora myśli o tym, by ją pocieszyć, nie wątpi w jej szczerość:
Zacisnęłam zęby. Chciałam ją jakoś pocieszyć, nawet objąć, wiedziałam jednak, że nie powinnam.

Chyba nie zamierzał odpowiedzieć na pytanie retoryczne. – No raczej. Właśnie po to się je zadaje – by nie usłyszeć odpowiedzi. 

W oczach Kuro błysnął jakiś dziwnie niebezpieczny błysk. Zerwał się z fotela i skoczył w moim kierunku. – Pomieszałaś podmioty. A tu niepotrzebnie je mnożysz:

— Uciekiniera? — powtórzył.
Żniwiarz nieco stracił czujność. – W pierwszym komentarzu narracyjnym podmiot jest domyślny, a później się nie zmienia. Nie musisz więc go powtarzać.

— Słabeusz — skwitował jak zwykle nieempatyczny Kuro. – Ekspozycja. Kuro od samego początku opowiadania w temacie misji nie jest zbyt sympatyczny – dawno zdążyłam to zauważyć. 

— Nie zazdroszczę — zaśmiał się, ale ten śmiech nie był ani odrobinę radosny. – Pierwsza wypowiedź powinna zakończyć się kropką, a dopisek – zacząć od wielkiej litery. Śmiech nie dotyczy wypowiadanych słów, pojawia się po nich jako osobna reakcja. 

— Poza tym, [przecinek zbędny] naprawdę nie rozumiem twojej pogardy. 

Nie widziałam jego twarzy, ale dałabym sobie uciąć moją astralną rękę, że krzywił się niczym z obrzydzenia. – Zastanawia mnie jedna rzecz. Pandora już dość długo nie jest żywa, ma to swoje ciało astralne, które stanowi dla niej rzecz najnormalniejszą na świecie i, mało tego, praktycznie niewyczerpywalną. Skąd więc ten frazeologizm? Ludzie tak mówią, ponieważ ręce, cóż, są dla nich dość cenne. Zakładając się o obcięcie, wiedzą, że mogą dużo stracić. Tymczasem dla Pandory ręka ta nie powinna mieć żadnej wartości, a frazeologizmy wzięte z Ziemi powinny dawno odejść w niepamięć, zastąpione tymi, które formułują się wśród Żniwiarzy. 
Przez takie teksty nie potrafię się wczuć, cały czas mam przed oczami postać, która Żniwiarzem jest ledwo od chwili, wciąż się do tego przyzwyczaja i wciąż pamięta życie jako człowiek. Do tego dziwi się, że jej towarzysz ironizuje czy nie jest empatyczny, ale… zna go już tak długo! Dawno powinna się przyzwyczaić, wszystko powinno być dla niej paskudnie rutynowe. Tego niestety nie widać w tekście. Dalej podobnie:
Chyba miałam odruch, by zacząć się pakować. Bardzo szybko dotarło do mnie, że niczego nie potrzebowałam. Każdą fizyczną zachciankę mogłam stworzyć na miejscu. – Masz dziwny i, moim zdaniem, nieudany sposób na przekazywanie czytelnikowi informacji o uniwersum. Rozumiem, że chcesz mi pokazać, że Pandora niczego nie potrzebuje, jest w stanie sama sobie wytwarzać różne rzeczy, ale… dlaczego nie wprowadzisz tej informacji sceną? [Co i tak robisz dalej, bo pokazujesz chociażby proces produkcji ubrania]. Tylko piszesz coś o jakimś pakowaniu, które w ogóle do mnie nie przemawia. Pandora nie powinna myśleć jak człowiek, te rozbieżności są dziwne, nie wiadomo, skąd się biorą. Skoro od setek lat jest Żniwiarzem i na tryliard misji nie musiała się pakować, to dla mnie dziwne, że nagle, gdy zaczyna być pod okiem narratora i brać udział w opku, o tym myśli. Wypada sztucznie. 

Choć Kuro zachowywał się czasem despotycznie i irracjonalnie, zawsze był ogromnym wsparciem. – Truizm. Niech Kuro się tak zachowuje, to czytelnik sam to sobie stwierdzi. 

(...) nawet po wspólnych stu pięćdziesięciu latach nie potrafiłam prawidłowo odczytywać wszystkich jego reakcji. Czasem był dla mnie zagadką nie do rozwiązania. – O! Właśnie o tym mówię. Sto pięćdziesiąt lat razem to nie dwadzieścia, jak w małżeństwie, w którym dochodzi do sprzeczek spowodowanych brakiem rozmowy. Po stu pięćdziesięciu latach to oni powinni albo znać się na wylot i porozumiewać bez słów, albo odpuścić i dawno ze sobą nie pracować. Bo jak się jeszcze nie dogadali, to raczej już się nie dogadają nigdy. To, że Pandora nie rozumie Kuro i sto pięćdziesiąt lat zastanawia się nad jego malkontenctwem wygląda jak imperatyw narracyjny, żeby opisać  malkontenctwo i, przy okazji, oddać ludzką naturę Pandory, która, według mnie, po tym, co piszesz o historii dziewczyny, nie ma podstaw bytu, jest zwykłym imperatywem opkowym stworzonym tylko po to, byś miała o czym pisać.


Rozdział 3

Początek to kolejna ekspozycja. Piszesz, że bohaterka lubi metropolie i interesują ją mijani ludzie, ale to tylko opis, który nie ma większego znaczenia. To wszystko, o czym mówi Pandora w sposób po prostu poprawny, mogłabyś naprawdę ciekawie przedstawić jej oczami w czasie trwania konkretnej sceny i dodać emocje, które towarzyszyłyby chociażby przejściu przez ulicę. Czytelnik odbierze mocniej to niż zwykłą charakterystykę miejsca akcji. Ponadto w ogóle nie poruszasz żadnych zmysłów; nie słyszę dźwięków ulicy, ludzkich głosów, nie czuję swądu, nie jestem w mieście, tylko o nim czytam. Jestem w jego opisie, a to mi nie wystarcza. To trochę jak zaglądanie do kawiarni przez witrynę. Jest ładnie, są światełka, ale gdzie ta muzyka w tle, zapach świeżo mielonej kawy, przyciszone ludzkie głosy? 
Dalej Pandora stwierdza, że chciałaby żyć, ale… coś więcej? Jakaś emocja? Dlaczego nie cieknie jej ślinka na widok wypieków w cukierni, które w formie ludzkiej czuje pierwszy raz w życiu, albo nie obserwuje z zaangażowaniem tych migających bilboardów, o których piszesz? Czemu nie boli jej głowa od natłoku bodźców, które do niej docierają? Daj mi scenę. Nie ekspozycję. Ona mnie nudzi. I daj mi emocje wychodzące z narracji pierwszoosobowej – ja muszę czuć, że Pandorze faktycznie zależy, a nie tylko się o tym dowiedzieć, bo ona sobie tak stwierdzi pod nosem. Gdzie tu ekscytacja? 
Skąd Pandora wie, że ubiór, który wybrała, jest normalny? Jeżeli obserwowała wcześniej lub/i oglądała, w co ubierają się Warszawiacy, dobrze byłoby to zaznaczyć w tekście. Skąd zna nazwy tych poszczególnych elementów, które tworzy? Nawet jeśli widziała je u kogoś, nie musi wiedzieć, że takie obuwie to akurat trampki. Mogłaby jednak np. obserwować wystawy sklepów. Pandora mogłaby wykorzystać czas, który ty poświęciłaś na suche wprowadzenie do Warszawy, na coś produktywnego, co pomogłoby jej w zadaniu. Tymczasem ekspozycja, którą przytoczyłaś, do niczego mi się nie przydała, a Pandora po prostu wszystko wie, tylko dlatego, że ty jako autorka już tą wiedzą dysponujesz, więc zakładasz, że twoja bohaterka również. Guzik prawda. To nudne rozwiązanie, a przecież masz postać, która aż się prosi o naukę życia wśród ludzi od podstaw. 

Materia ugięła się do mej woli, krążąc coraz szybciej[,] aż w końcu stałam się fizyczną, namacalną całością. 

Przejechałam dłonią po długich, czarnych włosach; były niezwykle gładkie i jedwabiste. Ścisnęłam je mocniej w palcach. To był chyba pierwszy raz, gdy ten dotyk sprawił mi taką radość. – Ale skąd ta nagła radość i jak bohaterka ją okazuje? Pokaż, nie informuj. Dalej lepiej:
Potem delikatnie musnęłam jasnego swetra. Uśmiechnęłam się do siebie, czując intensywną szorstkość wełny. Na koniec pogładziłam się po udach, jakbym chciała wyprasować obcisłe jeansy. – Tu już pojawia się gest oznajmiający uciechę, a nie jedynie stwierdzona uciecha. Nie rozumiem tylko, skąd ona się bierze. Bohaterka wcześniej oświadczyła, że nie musi się pakować, wszystko może wytworzyć sobie na miejscu. Dlaczego więc cieszy ją coś, co nie jest dla niej żadną niespodzianką? W każdej chwili może sobie zrobić taki sweter. Na upartego i po domu mogłaby w takim chodzić. 

W pracy Żniwiarza dość ważnym elementem była komunikacja z odbieraną duszą. Moc, jaką dysponowaliśmy, pozwalała nam w błyskawicznym tempie analizować obcy język i „przestawić” myśli. Dane z analizy umożliwiały wyjątkowo szybkie poznanie całej pisowni, gramatyki, ortografii i wymowy danego języka. – Dosłownie kilka zdań wcześniej mogłam zobaczyć to, o czym piszesz, sceną – bohaterka za pomocą mocy odpowiedziała babci klozetowej. Więc po kiego mi teraz tłumaczenie tego, co już zakodowałam?

Westchnęłam, wyobrażając sobie siebie stojącą w gronie tych ludzi. (...) Moglibyśmy wszyscy się wtedy pokłócić, a później pogodzić przy kuflu piwa. Potem przenieślibyśmy się do innego lokalu, gdzie przetańczylibyśmy pół nocy. Następnego dnia miałabym okrutnego kaca, ale mimo to poszłabym do pracy. – Skąd Pandora wie, że picie alkoholu kończy się kacem? 
Nie zrozum mnie źle, to twój świat i twoje kredki, nie chcę kazać ci czegokolwiek zmieniać, być może Pandora po prostu dużo wie o ludziach i tyle. Zastanawiam się jednak, jak wiele potencjału marnujesz, tworząc bohaterkę, która zna elementy typowe dla życia ludzkiego. Wydaje mi się, że lektura byłaby znacznie ciekawsza, gdyby gdzieś dalej pojawiła się scena, w której Pandora pierwszy raz smakuje piwa, potem wódki, potem wina, chce spróbować wszystkiego – wszystko wypić i zjeść – a potem budzi się na kacu. Lub, jeśli nie może – bo jej ciało astralne nie działa w taki sposób – to chociażby wtedy mogłaby się zdziwić, dlaczego tak źle czuje się reszta towarzystwa, a oni mogą się dziwić, czemu ona czuje się dobrze. Tymczasem wszystko, co czytam do tej pory, to pozbawione energii i emocji stwierdzenia, które aż proszą się, by być pełnoprawnymi scenami – to aż się rzuca w oczy. Jak na razie tekst jest bardzo, ale to bardzo suchy

Ponownie skupiając cząsteczki energii, rozpostarłam dłoń i wytworzyłam na niej dowód osobisty oraz kartę kredytową na nazwisko Anna Tarczewska. – A skąd ona wie, jak wyglądają polskie dokumenty, jakie są polskie banki i karty do nich? Czy kiedykolwiek widziała je na oczy? Rozumiem stworzyć coś, co się widziało (tak jak zrobiła to dalej – z telefonem, który zobaczyła w reklamie), jeśli ma się moc sprawczą, ale jeżeli czegoś się nie zna? Czegoś się nie widziało? Bo skąd Pandora miałaby wiedzieć, jak wyglądają dokumenty. Nawet jeśli przeprowadzała już jakiegoś zmarłego Polaka, to przecież nie kazała mu się przy tym wylegitymować.

Mimo to uśmiechnęła się kulturalnie i zapytała, w czym mogła [może] pomóc.

— Zgadza się. To będzie pokój numer trzysta sześćdziesiąt na trzydziestym piętrze. Sześć nocy ze śniadaniem. Płatne z góry – trzy tysiące złotych. – Podoba mi się twój research. Cena jest realna. Dostrzegłam go również w przypadku statystyk o umieralności w Warszawie. Znalazłam podobne dane do tych, które przedstawiłaś. 
Fajnie. Dobra robota.  

Zespół do Spraw Planowania przetransferował na moje konto kilkaset tysięcy. – Ale ona przecież dopiero co stworzyła sobie kartę. To nie lepiej, jakby dostała ją od tego zespołu przed podróżą? Razem z dowodem? Wiele by to ułatwiło. 

Nie zamierzałam wydawać tych pieniędzy na inne rzeczy niż zakwaterowanie i produkty spożywcze, które siłą rzeczy musiałam przyjmować, żeby moje fizyczne ciało nie obumarło. Inne zachcianki, takie jak ubrania, mogłam sobie sama stworzyć. – A to jedzenia nie mogłaby? Dlaczego? Czym się różni stworzenie całego stroju i wyposażenia od stworzenia, nie wiem, zupki instant?

— Teraz zduplikuję pani kartę — oznajmiła kobieta. – Kseruje się tylko dowody osobiste. To znaczy: kserowało. Od wejścia do życia RODO już się tego nie praktykuje, gdyż na dowodach znajduje się więcej danych niż te potrzebne do procedur check-in i check-out. Jeżeli Pandora chce płacić kartą kredytową, babeczka w recepcji ma prawo ją co najwyżej preautoryzować, czyli zweryfikować, czy Pandora jest wypłacalna, i przyblokować jej kasę na koncie aż do wymeldowania się.  

Pandora jest w hotelu, nowym miejscu pełnym ludzi, i w ogóle tego nie przeżywa. Co rusz łapię się na tym, że narracja pierwszoosobowa jest jednak trudna, a opisywanie nią wrażeń osoby, która widzi coś po raz pierwszy w życiu, jest jeszcze trudniejsze. Na pewno jednak nie-niewykonalne. Za mało mi chłonięcia, atmosfery i tak dalej. Wprawdzie Pandora stwierdza, na przykład, że patrzy w okno z tęsknotą za tętniącą życiem Warszawą i że ta panorama ją uzależnia, ale to wciąż tylko stwierdzenia, których nic nie potwierdza. [Poza tym czy Pandora jako Żniwiarz może się od czegoś uzależnić? Zna pojęcie uzależnienia z autopsji, że myśli tymi kategoriami?]. Pandora jest strasznie skrupulatna, zapobiegawcza, pozbawiona energii. Skoro tak bardzo chce czuć się turystką i chce brać udział w życiu Warszawy, o czym często mnie zapewnia, czemu sprawia, że walizka znika, zamiast bawić się fantami turystki? Czemu nie widzę po zachowaniu bohaterki, by jej zależało na czymkolwiek poza pracą?

Przez kilka chwil trwaliśmy w ciszy, wsłuchując się w swoje oddechy. On robił to, by brzmieć naturalnie, a ja musiałam szybko się nauczyć, że moje nowe ciało do prawidłowego funkcjonowania potrzebowało tlenu. – Ale ona to ciało ma od kilku godzin, więc… no bez przesady. 

— Przede wszystkim się wyspać — rzuciłam, przygryzając dolną wargę. – Przed chwilą Pandora mówiła, że przez brak pamięci ma problemy z rozpoznawaniem emocji, w dodatku przypomina sobie zdziwiona, że musi oddychać czy jeść. A teraz mówi o śnie, jakby wcale nie był jej obcy. Poczekajmy, aż pójdzie do toalety...
Poza tym z jednej strony Pandora przekonuje mnie, że nie radzi sobie z odczytem emocji i przetwarzaniem ich, a z drugiej:
Odruchowo zacisnęłam wolną pięść, po czym wzięłam głęboki wdech i wydech, żeby nie powiedzieć czegoś, czego mogłabym później żałować. – Świetnie sobie radzi ze swoją własną emocjonalnością. No to o co chodzi? 

— Robi się już późno. Powinnam iść spać. Bo wiesz…mogę teraz usnąć! — wyrzuciłam z siebie podekscytowana i aż podskoczyłam na łóżku.
— W takim razie, jak to mówią żyjący, „kolorowych snów” — pożegnał się Kuro. – No nareszcie! W końcu Pandora zrobiła i powiedziała coś, co utwierdzić mnie w przekonaniu, że naprawdę się ekscytuje. Tego mi było trzeba. Chyba pierwszy raz się tak ucieszyłam od samego początku tekstu.
[Z drugiej strony dziwię się, że Pandora wie o śnie. Że wie, że jak człowiek się zmęczy, to idzie spać, że czuje się zmęczona, jej organizm domaga się snu i Pandora interpretuje to właściwie. Wiem, że o snach opowiadał jej Kuro, ale co innego słuchać opowieści, a co innego po raz pierwszy odbierać bodźce i nowe emocje, na przykład zmęczenie]. Tymczasem na uciesze się kończy, ale reakcji na zmęczenie po Pandorze wcale nie widać. 


Rozdział 4

Drażni mnie to, jak Pandora opisuje to, co się z nią dzieje: siła uciskała moją klatkę piersiową, dłonie zaciskały się wokół mojego gardła. Albo: z moich trzewi wyrwał się krzyk, moje czoło było mokre od potu. Przecież wszystko to, to… składowe elementy bohaterki, nie potrzebuję tych wszystkich zaimków. To dość nienaturalne, dziwnie czyta się takie zdania w odniesieniu do narracji pierwszoosobowej, nawet biorąc pod uwagę, że Pandora ma ciało astralne. Zastanów się, czy też byś tak o sobie myślała, gdyby ktoś cię dusił? Produkowałabyś poetyckie frazy czy raczej myślała, że brakuje ci powietrza, nie możesz oddychać?
Niby starasz się stosować zdania proste, ale mimo to używasz wielu długich i często niepotrzebnych słów. Już widzę, jak osoba, która walczy o życie, mówi o tym, że robiła to z uporem maniaka albo waliłaby patosem w stylu: koniec był coraz bliższy
Poza tym dziwnie dostawać taką scenę od połowy – przecież gość, który ją dusił, chyba nie zmaterializował się znikąd. Już prędzej bym przyjęła, gdyby Pandora stwierdziła, że leżał na niej jakiś cień, w sensie widziała samą sylwetkę osoby (w mroku?). Najpierw jest: Na chwilę pociemniało mi przed oczami, a następnie: Uchyliłam powieki – jeśli miała je więc do tej pory zamknięte, to nic dziwnego, że jej pociemniało.

(…) powietrze, które ciągle było mi zabierane – ściśle rzecz biorąc, to ono raczej nie było do niej dopuszczane, bo nikt go z niej regularnie nie wyciskał, jak sądzę. 
Nawet jeśli to sen, wiele w nim absurdów. Naprawdę Pandora musiała uchylić powieki, żeby zorientować się, że ktoś zaciska jej ręce na szyi? Nie poczuła tego? I czemu wcześniej określiła go jako niewidzialną siłę? Walczyła z zamkniętymi oczami, dlaczego? Skoro po chwili była w stanie go zobaczyć, czemu nie widziała go wcześniej? Jeżeli w domyśle spała, a on pojawił się nad nią i zaczął ją dusić, automatycznie powinna otworzyć oczy. 
Twarz miał zamazaną, nie rozpoznałam jej – podkreślenie jest oczywiste: skoro twarz była zamazana, nie dało się jej rozpoznać. Poza tym gdyby Pandora rozpoznała delikwenta, jakoś by na to zareagowała. Dalej ekspozycja: 
Próbowałam krzyczeć, walczyć. – Pusta informacja, nic więcej. Lepiej by zadziałała, gdyby Pandora to pokazała: nie wiem, zacharczała, starając się coś z siebie wydobyć, i się szamotała. Starała się wydobyć ręce (które wyobrażam sobie, że facet przyciska nogami do jej boków), wierzgać, cokolwiek. Dzięki temu nie musiałabyś eksponować dalej:
Podejmowałam BEZSKUTECZNE próby zrzucenia napastnika, ALE BYŁ O WIELE SILNIEJSZY – nie dość, że Pandora dwa razy mówi o tym samym, to jeszcze informacja jest bardziej niż zbędna – przecież od samego początku widać, że dziewczyna przegrywa. 

Chciał mnie zabić. – Truizm. Logiczne, że nie przyszedł zrobić herbaty.

Nie leży mi też to z każdą sekundą – ktoś, kto traci przytomność, raczej nie myśli tak dokładnie, nie odmierza czasu. Coraz bardziej – o tak, to byłoby już lepsze.
Może chwilami fragment tej oceny jest trochę czepliwy, ale chciałam ci pokazać, jak wiele można mu zarzucić. W każdym razie główny problem tutaj jest taki, że scena jest zbyt rozwleczona i na siłę upiększona – nawet zdania proste nie dają rady. To nie jest „Kurwa, zaraz zginę”, tylko poetyczna drama, która nie działa na czytelnika. Ba! – To nawet nie do końca jest scena, tylko kolejne ekspozycjo-streszczenie, opis, który wygląda, jakby ktoś kiedyś napisał go w narracji trzecioosobowej, a ty jedynie odmieniłaś końcówki. Tak się nie pisze. Jeżeli jesteśmy w głowie Pandory, powinno być dynamicznie i emocjonalnie. Liczą się sekundy, a u ciebie w ogóle tego nie czuć; jak i o czym myśli kobieta, która umiera? Na pewno nie o tym, że powietrze jest zabierane i z każdą sekundą jest go coraz mniej – to zbyt ładne i okrągłe. 

Czy tak wyglądał koszmar? To był mój pierwszy raz i nie spodziewałam się, że będzie aż tak przerażająco realistyczny. Ktoś mnie mordował… Dlaczego? Kuro mówił, że na to, co ludzie ujrzą we śnie, miała wpływ podświadomość. – Zdecydowanie lepiej teraz wyglądałby ten fragment, gdyby Kuro naprawdę tak powiedział. Na przykład ostrzegł Pandorę przez telefon lub gdyby rozmawiali o tym, widząc zmarłego, który umarł we śnie. Wtedy mógłby to być ciekawy hint, który znajdzie swoje zastosowanie w dalszej części tekstu (o, tutaj właśnie), tymczasem wygląda to tak, jakbyś pisała na bieżąco i sama wpadła na to dopiero teraz. 

Coraz ciężej się ciebie czyta:
Po śniadaniu, zjedzonym w hotelowej restauracji, postanowiłam przejść się po mieście. Poranek był rześki, ale ciepły. Z zainteresowaniem obserwowałam spieszących się do pracy ludzi, ich rotację na każdym przystanku tramwajowym i skupione wyrazy. Sprawdziwszy mapę Warszawy, zdecydowałam się pójść na piechotę do Stadionu Narodowego. Chciałam zbadać to miejsce, może inni Żniwiarze przeoczyli jakiś szczegół. Może dusza, którą miał odebrać uciekinier, wciąż gdzieś się tam kręciła. – Nie mogę uwierzyć, że marnujesz dosłownie wszystko, o czym niby miał być tekst. Po prostu przepuszczasz to w, daj mi policzyć, sześciu zdaniach. Całe zaaklimatyzowanie się wstępne bohaterki, całe poznawanie współczesnej polskiej kultury, doświadczenie jej i ocena, odczuwanie emocji związanych z życiem w Warszawie, wśród ludzi... To naprawdę zadziwiające, jak dobrze unikasz pisania opowiadania, pisząc to opowiadanie. Masz narrację pierwszoosobową, a w ogóle nie wykorzystujesz jej ogromnego potencjału. Ten i poprzedni rozdział, a pewnie i następne to naprawdę doskonały moment, żeby przedstawić nam Pandorę, jej charakter, jej, przede wszystkim, odczucia. Odczucia objawiające się w praktyce, w uwagach postaci na temat otoczenia, w tym, w jaki sposób jej ciało odbiera bodźce — mówią o bohaterce więcej, niż można by przypuszczać. A ta tutaj znajduje się w całkiem nowej sytuacji; gdzie można poznać reakcje postaci lepiej niż w obcym otoczeniu, które próbuje analizować, zrozumieć i poradzić sobie z nim? Tymczasem ty wykorzystujesz tę sytuację do… w zasadzie niczego. Laska przyjeżdża, rozgląda się, melduje w hotelu, idzie spać (rozmowa przez telefon z Kuro była tu udanym elementem ukazującym zaangażowanie Pandory, to realny dowód, jeden z niewielu), je śniadanie, po czym stwierdza, że chciałaby sobie pójść tam i siam. A jak czuje się w obcym miejscu, smakując ludzkich potraw? Czy smakują jej, czy nie ma apetytu, bo przejmuje się nową misją w nowym świecie i, przy okazji, snem? Jest zmartwiona? Szczęśliwa? Przestraszona osamotnieniem czy podekscytowana? Nawet takie jedno uczucie już w pewien sposób ją określa; tutaj tego nie ma.
I nie, nie chodzi o to, by kolejny raz napisać: czułam się dobrze/źle/niepewnie/radośnie etc. 


To nie rozwiązałoby problemu braku emocji w tekście, tylko by go pogłębiło, więc nawet o tym nie myśl. 

Też chciałam zobaczyć, co tam się wydarzyło. – Tak też nie pisz, bez sensu. Pokaż, jak Pandora biegnie i zastanawia, co się stało, może zadaje sobie pytania? Pokaż jej pośpiech i realne zainteresowanie. Nie mów, co bohaterka chce zrobić, gdzie iść, jaki ma cel. Pokazuj, jak do niego dąży, a sama poznam, jak bardzo jej na tym zależy. 

Chciałam krzyczeć z nimi. Gdzieś głęboko we mnie pojawiło się pragnienie uratowania go. Wiedziałam jednak, że nie wolno mi było ingerować w sprawy życia i śmierci. Za uratowanie tego mężczyzny przedłużono by mi lata służby, natomiast za zabicie kogoś zostałabym wymazana. Takie były zasady. – Tym razem ekspozycja o Pandorze – jej zamiarach i odczuciach, w tym obawach, których nie widać w tekście. Ekspozycja, z której pozornie dowiadujemy się czegoś o tej postaci, ale jesteśmy o tym po raz kolejny informowani. To naprawdę irytujące, bo piszesz tak, aby przekonać mnie, że Pandora się boi reagować z powodu konsekwencji, a jednocześnie nie oddajesz strachu w tekście. Nie mogłaś poświęcić tych trzech zdań, by Pandora zachowywała się tak, jakby chciała go uratować i by faktycznie przeszło jej to przez myśl? Jak i to, że boi się wymazania, więc ostatecznie, biorąc wdech do krzyku, jednak się powstrzymuje, ale, nie wiem, zaciska palce? A może uniknęłaby kontaktu ze Żniwiarzami, ukryła się przed nimi w tłumie i jednak skandowała z ludźmi zamiast im się pokazywać tak o, skoro gdzieś tam czuje strach przed instytucją, dla której pracuje? 
Bohaterka nie ma być opisana. Jej uczucia nie mają być wymienione. One mają istnieć w tekście, wybrzmiewać z niego bezpośrednio. I kiedy siedzę w jej głowie, powinnam poznawać te odczucia. Nie dowiadywać się, że pojawiło się jakieś pragnienie, tylko widzieć je w myśli i zachowaniu. Kojarzy się ono z emocjami, a tych emocji ewidentnie nie czuć.

Uciekinier został skazany na Wymazanie. Wyglądało to tak, że związano go Złotym Biczem, żniwiarskim artefaktem, i rozcięto na pół Kosą Wymazania. Astralne ciało znikło, zostawiając po sobie jedynie mieniący się pięknym blaskiem pył. Z czasem trwania służby bywałam świadkiem Wymazania i za każdym razem przeszywał mnie paniczny strach. Choć na dworze temperatura wynosiła dwadzieścia pięć stopni, na samą myśl o takim końcu dostałam gęsiej skórki. – A to może gdyby tak pokazać to Wymazanie (dlaczego wielką literą?)... sceną? Bez tego pozostaje ono tylko streszczeniem pozbawionym emocji, które pojawia się w tekście… właściwie nie wiadomo po co. Pandora pochyla się nad śmiercią samobójcy w Warszawie, ale jednocześnie robi to na poziomie emocjonalnym zero, ponieważ ma czas na suche wspominanie Wymazywania, jakby sama sobie tłumaczyła to, co już widziała i przeżyła. Bez sensu. Skoro wie, jak wygląda Wymazanie, po co sobie wyjaśnia ten proces? To, co może zadziałałoby w narracji trzecioosobowej, tu nie sprawdza się wcale; jak nic czuję, że informacja o Wymazaniu pojawia się tylko dlatego, bo chcesz uzupełnić lukę mojej niewiedzy o uniwersum, a nie faktycznie dać Pandorze powód do nienaturalnych wspominek i tłumaczenia sobie swojego świata. Spójrz na to z innej strony.
Dla przykładu „Harry Potter i Insygnia Śmierci”, rozdział trzynasty, scena w Ministerstwie Magii: Harry, Ron i Hermiona przychodzą tam w celu odebrania Umbridge medalionu, ale jednocześnie zupełnie przez przypadek trafiają gdzieś indziej i widzą kolejne rzeczy, które wywołują w nich określone emocje, dzięki czemu możemy lepiej poznać całą instytucję, którą jest Ministerstwo. Do czego zmierzam? 
Pandora również już była u swojego szefostwa – odebrać misję. A gdyby tak szef był akurat zajęty i poprosił ją, by przydała się jeszcze do czegoś – towarzyszyła mu w procesie Wymazania? Oczywiście nie chodzi mi o to, byś tak przeredagowała ten tekst, raczej chcę ci pokazać możliwość, zapewne jedną z wielu. Bo nie sztuką jest napisać streszczenie o tym, jak pewne procesy, których Pandora doświadczyła w przeszłości, działają na nią w chwili obecnej. Sztuką jest zawczasu pokazać to, co przyda się czytelnikowi w tekście gdzieś dalej. To wymaga jednak planowania fabuły, wcześniejszego jej rozpisywania. Odnoszę wrażenie, że u ciebie tego zabrakło – wskazuje na to wiele nieprzemyślanych detali, które z pewnością jeszcze w ocenie omówię. Wracając – gdybyś wcześniej pokazała Wymazanie, tu wystarczyłoby rzucić zdanie: Na pewno go wymażą (w domyśle: samobójcę), do tego oddać Pandory smutek i strach przed konsekwencjami ewentualnej próby pomocy chłopakowi. Czytelnik wiedziałby, jak połączyć te kropki i do czego Pandora zmierza, bo wiedziałby, na czym polega ten straszny proces, którego się boi. 

Porzucając na chwilę ludzkie ciało, weszłam do środka budynku. – Ale że jak je porzuciła? Zrzuciła z siebie skórę na środku ulicy i nikt na to nie zareagował? Albo nagle niespodziewanie zniknęła i też nikt jakimś cudem nie dostrzegł, że tuż obok jakaś babka właśnie wyparowała? Co mam sobie wyobrazić? 


Włamałam się do pokoju ochrony i korzystając z nieobecności osoby stróżującej, wytworzyłam zwykłego, czarnego pendrive’a. – Dziewczyna pierwszy raz się gdzieś włamuje, zapewne się czai i stresuje, bo… to nielegalne. Ale jednocześnie nic sobie z tego nie robi. I nawet nie chodzi o to, że jest niewidzialna, tylko w żaden sposób nie myśli o tym miejscu, nie ma obaw z nim związanych, choć nie ma też doświadczenia w takich akcjach. Czy kiedykolwiek się gdziekolwiek włamywała? Poza tym skoro wytworzyła pendrive, to pojawił jej się w dłoni jako rzecz fizyczna, prawda? Jeśli podpięła go do komputera, będąc niewidzialną, ktoś mógłby zobaczyć choćby na kamerze jak… pendrive znikąd pojawia się w powietrzu, podpina się do komputera, a potem znów znika w odmęcie niewidzialnej kieszeni Pandory. Gdyby ktoś przez to stracił przytomność w operatorce, byłby to przynajmniej jakiś gag. Niestety scena się udaje bez żadnego ciekawego zwrotu akcji, po wszystkim dziewczyna wraca jakby nigdy nic do hotelu. Coś, co mogło być fajną misją z dreszczykiem emocji stało się trzema-czterema zdaniami informującymi. Kolejna wycieczka z jednego punktu do drugiego, bez żadnych przygód. W komunikacji miejskiej dzieje się więcej niż w twoim opowiadaniu.


Po powrocie do hotelu stworzyłam laptopa, na wzór zobaczonego na billboardzie białego Maca, i resztę wieczoru spędziłam na przeglądaniu skopiowanych nagrań. – Ale kiedy go zobaczyła? Ogólnie wcześniej czy akurat wracając do hotelu? I w sumie czemu nie stworzyła sobie takiego samego komputera, który widziała w kanciapie ochrony, ze wszystkimi danymi? Idąc dalej tym tokiem rozumowania: w ogóle po co zgrywała te pliki na pendrive? Czy ona nie ma jakichś nadprzyrodzonych mocy? Mogłaby, na przykład, te dane przejrzeć i skopiować do głowy, a potem wytworzyć całą stację komputerową 1:1 w hotelu. Skoro dajesz jej super-moce w postaci tworzenia skomplikowanych elementów, jakim jest chociażby działający Mac (czy, jak się potem dowiaduję, cały dom!), jedynie po tym, że Pandora zobaczyła jego płaski rysunek w reklamie (nie mając pojęcia o tym, jak wyglądają w środku jego elektroniczne podzespoły i jak to właściwie działa od strony technicznej), to bądź konsekwentna i pozwól jej z tych mocy korzystać na miarę jej możliwości, nie ogłupiaj jej nagle i nie umniejszaj tych umiejętności – widziała komputer 1:1, miała go przed sobą, mogła go dotknąć. Widziała dane, które kopiowała na pendrive’a. Kopiując je do głowy lub tworząc sprzęt z gotowymi danymi, byłoby szybciej.. 
Za każdym razem, gdy dostrzegam rozwiązania (de facto nie należąc do uniwersum, tylko czytając o jego elementach, dopiero je poznając), których nie widzą bohaterowie bezpośrednio w nim żyjący, robi mi się trochę smutno. To znaczy, że opowiadanie ma potencjał, by być czymś większym i grubszym, ale... takie nie jest. 

Kilka następnych dni wyglądało identycznie. Po śniadaniu wychodziłam na miasto, wracałam do hotelu w porze obiadowej, a potem poświęcałam się analizowaniu kanałów popularnych w Polsce twórców. – Oto kolejne streszczenie sprawiające, że tekst, który wydaje się nieciekawy przez nadmiar ekspozycji, staje się… jeszcze bardziej nieciekawy. 

Był to wyjątkowo ciężki orzech do zgryzienia, ale w ciągu tygodnia udało mi się dowiedzieć (...) – twardy orzech. I znów jakiś ludzki frazeologizm; skąd Pandora zna się na orzechach? Przecież nie jada ich regularnie.

MeTube i metuberowie? Fajnie! 

Gdybym była człowiekiem, nie zapłaciłabym całkiem niemałej sumy za wejście przed czasem. Nie mogłam jednak ich krytykować. Przyszli tu, by spotkać swoich idoli, spełnić marzenia, spędzić miło czas. – Ale co ona wie o marzeniach? O spędzaniu miło czasu? Jest siedem dni na ziemi, siedem dni spędziła wśród ludzi, a zachowuje się, jakby widziała i wiedziała już wszystko. Skąd w ogóle ona wie, że goście, którzy kręcą filmiki, mogą być czyimiś idolami, przecież nie zna takich emocji jak przyjaźń, miłość, uwielbienie i tak dalej. Skoro ich nie zna, mogłaby je poznawać, analizować, tymczasem ona od razu wystawia ocenę. Czuję się, jakbym między prologiem a resztą tekstu przegapiła kilka scen o asymilacji. Co gorsza, później wracamy do punktu wyjścia, bo przypominasz sobie, że twoja bohaterka nie powinna przecież wiedzieć o tym świecie zbyt wiele, zatem ponownie robisz z niej ignorantkę. Nie mamy jednostajnego, wyrównanego rozwoju postaci – dwa kroki w przód, trzy w tył, jeden w przód, dwa w tył. Tak się właśnie czuję, czytając twoje opowiadanie.
Wciąż ciężko mi przejść obok tego, że tak o, bez polotu i emocji streściłaś już cały tydzień. Halo! Sceny! Proszę przyjechać do opka!

Odznaczali się wymyślnymi strojami; [myślnik zamiast średnika] kolorowymi marynarkami, zabawnymi gadżetami, [przecinek zbędny] czy przerobionymi pod siebie butami. 

Musiałam przyznać, że doceniałam tą różnorodność. – Tę. 

Od zawsze fascynowała mnie ludzka odmienność i kultura.


Masz już tyle tekstu za sobą, że dawno powinno to z niego wynikać

Kiedy do środka napływało coraz więcej uczestników wydarzenia, zaczęłam krążyć wokół grupek fanów oblepiających swoich idoli. Obserwowałam wszystkich bardzo dokładnie, analizując, kogo powinnam wybrać sobie do pomocy. – Gdzie ta analiza? Pokaż mi ją. Daj mi ją zdaniami, w których Pandora analizuje sytuację. Obserwuje, co się dzieje, i ocenia to. Pokaż mi, jak rozumuje. Nie pisz, że już to zrobiła, bo to droga na skróty, która nic mi nie mówi o twojej bohaterce. Spójrz, ile stron już przeczytałam, a wszystko, co o niej wiem, padło tylko i wyłącznie ekspozycją. 

Na nosie miał okulary w grubej, wydawałoby się, niemodnej oprawce. – Komu by się wydawało, Pandorze? Przecież ona tylko tydzień jest w Warszawie, skąd wie, co jest modne, a co nie? Akurat ludzie w Warszawie są tak różnorodni, że naprawdę trudno określić, co jest trafionym doborem, nie interesując się modą ani nie wiedząc, że grube oprawki kojarzą się z latami osiemdziesiątymi. 
Totalnie nie widzę, że Pandora jest nietutejsza. 
Całkiem nieźle rozwiązała to Rowling w „Harrym Potterze i Czarze Ognia”, kiedy czarodziejska społeczność, nie mając wielu okazji do podejrzenia mugolskiej kultury i mody, zupełnie nie odnajduje się w ich ubiorach i zwyczajnie nie potrafi wtopić się w otoczenie. W twoim opowiadaniu tego dysonansu nie ma. Pandorze wszystko idzie gładko, ma wiedzę, której posiadać nie powinna i w każdej sytuacji odnajduje się bez najmniejszego trudu. Zmarnowałaś ogrom potencjału opowiadania. Wielka szkoda.

(...) wyciągnął rękę po leżący na skraju stołu duży aparat. Leżał on jednak zbyt blisko krawędzi i kiedy metuber delikatnie go trącił, ten zachwiał się, po czym runął w dół. Przez ułamek sekundy obserwowałam przerażenie malujące się na twarzy tego człowieka. Zapewne był to drogi aparat. Z jakiegoś powodu nie chciałam, by ta strata przyniosła chłopakowi smutek. Zareagowałam szybciej, niż nakazywał mi rozsądek.
Pochyliłam się w przód i wyciągnęłam przed siebie rękę. W ostatniej chwili czarny obiekt opadł na moją rozpostartą dłoń. – Nie jestem w stanie w to uwierzyć. Ciężki aparat będzie leciał szybko, a tu Pandora musi najpierw zobaczyć, jak spada, następnie podnieść wzrok na metubera, ocenić jego wyraz twarzy, potem zastanowić się nad tym, czy strata byłaby dla chłopaka bolesna, i dopiero wyciągnąć rękę. Za długo! Bez emocji! Potnij to, jak tylko możesz. 
[Plus, czarny obiekt naprawdę brzmi słabo, kiedy Pandora wie, co to jest].

Był cięższy, niż się spodziewałam. – I co w związku z tym? Co przekazuje mi to zdanie? Bohaterka zmierzyła jego wagę w dłoni i zdziwiła się? 
Musisz się nauczyć jednej rzeczy. Każde zdanie w opowiadaniu czy powieści jest od tego, by coś wnosić, dawać coś czytelnikowi. Jeżeli pojawia się jakaś informacja, nawet błaha, powinnam wiedzieć, co z nią zrobić, z czym połączyć. Tu mogłoby to być spowodowane na przykład zainteresowaniem Pandory wszelkim ludzkim sprzętem, ale nie widać tego. Pandora nie reaguje emocjonalnie na rzeczy, które ją otaczają, po prostu obok nich przechodzi i je określa, opisuje. A potem raz na jakiś czas stwierdza, że jest ogólnie zainteresowana. Mamy więc rozbieżność przekazu werbalnego z niewerbalnym. To trochę tak, jakby ktoś ci mówił, że świetnie bawi się na imprezie, a jednocześnie cały wieczór siedział przy stoliku ze znudzoną miną, założonymi rękami i od czasu do czasu popijał czarną kawę, by nie usnąć z głową na stole.

Rozprostowałam plecy i na chwilę przyjrzałam się sprzętowi z krótkim obiektywem. Jak coś tak małego mogło być takie kruche i drogocenne? – Pandora nie wie, co to za sprzęt, zastanawia się nad jego wartością, ale jednocześnie wspomina krótki obiektyw. Nazywa go obiektywem, wie, co to jest, wie, jak działa aparat. To wie czy nie wie...? Na moje oko po prostu szukałaś synonimu i przy okazji próbowałaś wetknąć opis sprzętu, ale wyszło sztucznie. We fragmencie o cenności i porównaniu do duszy informacja o obiektywie pojawia się od czapy. 

— Ja pierdziele, złapałaś go! — usłyszałam pełen ulgi głos chłopaka.
Otarł teatralnie pot z czoła i uśmiechnął się do mnie. – Ten głos otarł…?

Była taka…[spacja]żywa.

Kiedy odchodziłam, czułam na plecach wzrok metubera. Oddaliwszy się na bezpieczną odległość, wyjęłam telefon i ukradkiem zrobiłam chłopakowi zdjęcie. – Wystarczy: mu zdjęcie. 
Dobra, okej, wiadomo już, że Pandora będzie mieć romans z Kubą. Tak łatwo się tego domyślić… Całe opowiadanie jest tak zaskakujące, nieprzewidywalne i pełnowymiarowe, że aż… przysypiam.

Potem przeszłam sto metrów wzdłuż małego kanałku (...) – kanałki już z nazwy są małe. Albo małego kanału, albo kanałku (kanaliku?).

Szczęście znów mi dopisało. Udało mi się wejść do środka razem ze starszą panią, która podziękowała za przytrzymanie drzwi. Na klatce dostrzegłam dwie kamery, ale za to winda stanowiła bezpieczne i odpowiednie schronieniem, by porzucić ciało fizyczne. – No tak. Bo do tej pory bohaterka nie zrobiła jeszcze nic, co byłoby niefartowne. Jest zupełnie nowa w zupełnie obcym świecie, ale wszystko wychodzi jej perfekto, nawet nie musi się wysilać. I to jest poniekąd nudne, ponieważ brakuje napięcia związanego z odkrywaniem przez nią świata. Brakuje wyzwań, emocji, konfliktu fabularnego. 

Gdy przeniknęłam przez grube, antywłamaniowe drzwi, powitało mnie chłodne, schludne mieszkanko. Umeblowana na biało kuchnia była czysta i zadbana. W połączonym z kuchnią salonie stała błękitna, dwuosobowa kanapa, a przed nią płaski telewizor. W głębi mieszkania znajdowała się sypialnia, a w środku pojedyncze łóżko ze skotłowaną na nim pościelą i stanowisko komputerowe z całym sprzętem do nagrywania. Na ziemi walały się zapisane kartki, prawdopodobnie wyrwane z jakiegoś notatnika. Przez szczelnie zamknięte okno w pokoju panował zaduch. Najwyraźniej lokator dbał tylko o pozostałą część domu. – Mam straszny problem z większością tekstu, którym mnie raczysz. Jest taka sucha i nijaka... Tu chociażby wymieniasz meble, cechy wyglądu oraz szczegóły z życia postaci, lecz wciąż informujesz o tym, zamiast to pokazać. Nie interesuje mnie, czy drzwi są antywłamaniowe, gdzie stoi kanapa i telewizor; każdy ten element mógłby mnie zaciekawić, gdyby Pandora wiązała z nim jakieś odczucia. Masz narrację pierwszoosobową, wykorzystaj to, zamiast, nie wiem, robić suchą encyklopedię o niczym. Myślisz, że kogoś pasjonuje to, że jakiś zmyślony metuber ma skotłowaną pościel w łóżku, a w domu panuje zaduch? Inna sprawa, gdybyśmy się dowiedzieli, że nasza bohaterka jest pedantką i jej to przeszkadza. Ale jeśli ma to w poważaniu, to… po co zwraca na to uwagę? Potrzebujesz logicznych podstaw jej przemyśleń, inaczej opis wygląda jak stworzony specjalnie dla mnie, brakuje naturalności. Ot, checklista – do odhaczenia kolejnych elementów inscenizacji. Jak didaskalia w dramacie. 

Wróciłam do salonu i na nowo materializując swoje ciało, rozsiadłam się wygodnie na kanapie. – Skoro weszła bez ciała, jak czuła zaduch? Przecież z tego co pisałaś wcześniej, wnioskowałam, że dziewczyna bez tego ciała nie reaguje na bodźce.

Zastanawiałam się, jaką minę będzie miał ten metuber, gdy zobaczy obcą osobę w swoim mieszkaniu. Nie mogłam doczekać się tego widoku. – O! A to mi się podoba! Bohaterka robi coś głupiego, ponieważ jest ciekawa efektu. Zapewne domyśla się, że wbijanie ludziom na kwadrat pod ich nieobecność jest… no cóż, niepożądane, i liczy na ciekawy efekt zaskoczenia, ale być może nie spodziewa się aż tak ogromnego szoku. Czy będzie jej przykro, gdy zobaczy, jak metuber zdrętwieje na jej widok i będzie groził policją? Wystraszy się? A może przeprosi za nieodpowiednie zachowanie?
Jestem ciekawa, czy wypełnisz tę scenę emocjami, czy znów będzie suchą relacją.

Problem w tym, że jak przez cały rozdział, który ma kilka stron, znajdę tylko jeden czy dwa plusy (tu: metuberzy i włamanie; wcześniej: rozmowa o śnie), to długo tak nie pociągnę...


Rozdział 5

Głód dał się we znaki, więc zdążyłam wyczyścić lodówkę i zjeść obiad, a nawet kolację. – A to nie wystarczyło się znów odmaterializować...? Przecież podobno bohaterka bez ciała astralnego (czy w ciele astralnym? już się pogubiłam, szczerze mówiąc) nie bywała głodna ani zmęczona i tym podobne. No chyba że interesowała ją ludzka kuchnia i chciała spróbować nowych rzeczy, nie wiedząc, jak ich próbować. Mogłabyś, na przykład, pokazać, jak Pandora nie wie, że pomarańcze się obiera, więc próbuje zjeść ją w całości i krzywi się na gorzką skórkę. Albo jak je makaron z zupki instant na sucho, bo nie przeczytała instrukcji. Cokolwiek! 
Ty tymczasem, zamiast scen, dajesz mi zdania informujące, które nie mają żadnej wartości i nie oddają głębi fabularnej. Sama odbierasz sobie możliwości. 

Gdy usłyszałam dźwięk przekręcanego w zamku klucza, wyłączyłam telewizor i odwróciłam głowę w stronę drzwi wejściowych. W środku panował półmrok, więc kiedy nowo przybyły wszedł do środka, nie zauważył mnie. Najpierw zamknął za sobą drzwi i zabezpieczył je grubą, metalową zasuwą. Potem zrobił krok w przód i zapalił światło. – Skoro on jej nie widział, skąd ona widziała jego? Była w ludzkim ciele. Poza tym jeśli siedziała ledwo moment wcześniej przed telewizorem i jej wzrok przyzwyczaił się do tego światła, po jego nagłym zgaszeniu Pandora powinna mieć chwilowe trudności z widzeniem. Tymczasem… nie. 

Żeby mi tylko nie umarł teraz na zawał, pomyślałam i z głośnym westchnięciem wstałam z kanapy. – W narracji pierwszoosobowej nie zapisuje się myśli w ten sposób. Ba! W ogóle się ich jakoś specjalnie nie zapisuje, one są po prostu każdym zdaniem opowiadania. Więc: Żeby mi nie zszedł na zawał… Z głośnym westchnięciem wstałam z kanapy. Dalej:
Czy gdybym go czymś otumaniła, to zostałoby to przez system potraktowane jako atak na człowieka? – Tak! Dziękuję! To jest właśnie taki fragment, na który czekałam. Myśl w zdaniu, nie – myśl w myśli. 
Ale hola, jednak cieszę się zbyt szybko: 
(...) zrobię mu nowy, jak już się uspokoi, pomyślałam i z całej siły ścisnęłam dłoń. 


Nadal brakuje mi emocji Pandory. Skoro została u bohatera w domu i nie spodziewała się, że może skończyć się to aż taką katastrofą i grożeniem policją, czemu teraz się nie dziwi? Czemu nie jest zmieszana? Jakakolwiek? I jak to: zrobi mu nowy telefon? Przy nim, na jego oczach? Dziewczyna zastanawiała się, czy legalnie może krzyczeć z innymi ludźmi, by powstrzymać samobójcę, a teraz nie zastanawia się, czy zdradzanie tajemnic o Żniwiarzach zwykłemu gościowi (i to metuberowi, który mógłby to medialnie wykorzystać) jest odpowiednim zachowaniem? A co, jak jego też będą chcieli poddać Wymazaniu? 
[Edit: Okej, dalej okazuje się, że Pandora też potrafi wymazywać pamięć. Używa tego argumentu, by wymusić współpracę na Kubie. To… dla mnie dość niepokojące. Sama ma wymazaną pamięć, opisywała, jak duży lęk wiąże się z procesem Wymazywania pamięci Żniwiarzy, wie, że konsekwencją – dość bolesną, bo Pandora nieraz była dziwnie nostalgiczna – jest utrata wspomnień. I jednocześnie ta sama bohaterka nie ma najmniejszego problemu, by podobnymi konsekwencjami grozić Kubie. Czy to jest logiczne – odbierać ludziom część wspomnień, jednocześnie tęskniąc za swoimi i bojąc się, że się ich nie odzyska? Jak dla mnie Pandora wciąż wykazuje się słabą empatią w stosunku do tubylców, traktuje ich gorzej niż Żniwiarzy i patrzy na nich z góry, choć w myśli stwierdza coś innego]. 

Nacisnęłam czerwoną słuchawkę, by przerwać połączenie. – Wiem, do czego służy czerwona słuchawka.

Tym  razem chłopak się posłuchał. Ruszył w głąb kuchni i usiadł na jednym z wysokich krzeseł barowych. Był cały sztywny od stresu. Nie dziwiłam mu się. W końcu ktoś obcy włamał się do jego mieszkania, zniszczył telefon i wydawał polecenia. Wszystko stawiało mnie w bardzo złym świetle. – Czyli ona jednak dobrze wiedziała, że to, co robi, jest złe, ale jednak to zrobiła. A gdzie jej to całe wyeksponowane do tej pory współczucie do ludzi, próba ich zrozumienia, empatia…? Nie mogła przyjść do typa i normalnie z nim pogadać, tylko robi wszystko odwrotnie, z premedytacją, jakby czuła się od niego lepsza i miała gdzieś jego emocje. No super. Fajnie, Pandoro. Dobra robota. 
Tak się właśnie kończą ekspozycje – kiedy opisami chcesz przekazać jedno, a scenami jakoś zupełnie samo i niechcący wychodzi coś innego. Po tylu latach też się zastanawiam, jak to działa, ale… tak jest. Praktycznie za każdym razem większe ekspozycje nie pokrywają się ze scenami i oczekiwaniami autorów. Jak w tych memach: 


Mimo że coś zaczynało do niego docierać, miałam zaplanowane dalsze show. – To nie świadczy o niej najlepiej, wiesz? Zupełnie odwróciłaś charakter Pandory. Z miłej, ciekawej (podobno) bohaterki, która lubi ludzi, nagle stała się kimś, kto przez swoją perfidność może dość mocno człowieka zranić. Bo co by było, gdyby metuber okazał się chory na serce? Ona przy nim wbija sobie nóż w brzuch i regeneruje się, następnie zrzuca z siebie skórę, materializuje tylko głowę. 

Mało tego, przedstawienie zaczyna od myśli: oby mi teraz nie umarł na zawał, zupełnie jakby chciała je dokończyć, a nie by martwiła się o jego stan psycho-fizyczny. To... chore. 
Co innego, gdyby Pandora popisywała się nieświadoma konsekwencji, uważała to za coś fajnego i po prostu podjęła złą decyzję. Problem w tym, że tak nie jest – dla niej wywołanie szoku jest celowe. I to mnie przeraża. 

— Zrobię ci nowy, kiedy wysłuchasz wszystkiego, co mam do powiedzenia. – A zdjęcia? Rozmowy? Kontakty? 

Mój rozmówca skinął i odrobinę się rozluźnił, choć wciąż bacznie mnie obserwował. – Rozluźnił się! Widział rzeczy niemożliwe, rodem z horrorów, i… rozluźnił się! Nie zemdlał, nie przeraził się, nic. 
Zobacz sobie trochę kompilacji na YT z muzyką od Awolnation „Run” traktujących o straszeniu ludzi i ich reakcjach. [Okej, może być tak, że typ nie przerazi się aż tak mocno, ale… niech coś czuje, okazuje, cokolwiek! Inaczej to tylko kolejna pusta w emocje scena wśród innych, równie pustych, a mogło być tak fajnie, dynamicznie...]. 
Mało tego, gość od razu angażuje się w śledztwo, zadaje pytania, łyka wszystko jak karp pączki. Znów strasznie Pandorze ułatwiasz. Poza tym:
Chłopak pokiwał głową, analizując wszystko, co usłyszał. Ucieszyłam się, że zaczął mi wierzyć. – Pokaż tę radość. Oddaj ją w tekście, nawet jeśli jest nienaturalna, abstrakcyjna, wręcz kuriozalna. Typ spotkał istotę paranormalną, pięć minut później są prawilnymi ziomeczkami.

Mieszkam w Podziemiu, krainie dusz, które odbywają karę za swoje winy albo[,] tak jak ja, utraciły wspomnienia.

— Dlaczego mi o tym wszystkim mówisz?
— Wybrałam cię na swojego pomocnika. – Szkoda, że dowiaduję się o tym dopiero teraz, wraz z chłopakiem, a nie, śledząc myśli głównej postaci odkąd tylko go poznała. Gdzie było zainteresowanie się nim, planowanie współpracy, spotkania i… to wszystko? Odnoszę wrażenie, że twoja bohaterka to taka wydmuszka – zero myśli, emocji, refleksji, czegokolwiek, co pozwoliłoby mi uwierzyć, że nie jest autoreczkową marionetką rzucającą kwestiami wpychanymi jej przez ciebie do ust, kiedy sama na coś wpadniesz. Przetnijmy tej marionetce sznurki i zobaczmy, co się stanie.
Chwilami mam wrażenie, że twoje pisanie wymyka ci się spod kontroli albo nigdy pod żadną nie było i wszystko ustalasz z marszu. Gdzie niby poruszyłaś motyw poszukiwania przez Pandorę konkretnego pomocnika o konkretnych, potrzebnych jej cechach? Chcę szczerze zaznaczyć ci, ile wynoszę z twojego tekstu, kiedy go czytam. A ekspozycje są jak akapity w podręczniku, który cię nie obchodzi — informacja nieprzekazana przez sceny/dialogi wpada jednym okiem i wypada drugim, szerokim łukiem omijając mózg. Nie miałam pojęcia, że Pandora szuka sobie człowieka do pomocy, wręcz sądziłam, że to nielegalne. Owszem, mogłaby to robić jako człowiek, po to dostała ciało. Zakładałam, że nie po to, by zdradzać o sobie wszystko pierwszemu-lepszemu gostkowi, którego rękę – ojojoj – przypadkowo dotknęła (i poczuła, że jest ciepła), a któremu nawet w sumie się porządnie nie przyjrzała i któremu nie poświęciła ani chwili narracji o tym, że ją jakoś obchodzi. Nie. Ona po prostu zadzwoniła do Kuro, wzięła adres, a teraz robi cyrk. 

Dowiaduję się, że bohaterka może zrobić… dom. Tak o stworzyć dom z niczego i podarować go w nagrodę metuberowi. Ale jedzenia nie może zrobić. I komputera też nie, musi używać pendrive’a. O co chodzi?

— A co, jeśli odmówię?
Teraz to ja się skrzywiłam. Wolałabym uniknąć takiego obrotu spraw. Nie miałam czasu ani chęci, by szukać nowego pomagiera. – Ale ona żadnego nie szukała, w sensie nie robiła żadnej selekcji z tego, co pamiętam. Po prostu spotkała gościa, przypadkiem go dotknęła i… już. Właściwie nie poświęciła temu ani chwili (i ani myśli), tylko obijała się, czekając na niego cały dzień w domu i zapewne obmyślając plan zrobienia wrażenia swoim wejściem. Zapewne, bo – mimo narracji pierwszoosobowej – jakimś cudem mnie to ominęło. Do tego cały tydzień też streściłaś i szczerze nie pamiętam, by Pandora robiła tam coś ciekawego, więc nie mam ją za zapracowaną i zmęczoną, a teraz mi po prostu ściemnia, wymyśla argumenty na szybko, by się wybielić. 

— No i fajnie! — rzuciłam uradowana i wielki kamień spadł mi z serca. – Czy ona w ogóle ma serce i rozumie, że to nie tylko pompa krwi, ale i symbol emocjonalności? Rozumie, co oznacza ten frazeologizm? 

— No co? — Uniósł się do pozycji siedzącej. — Od zawsze byłem otwarty na tematy metafizyczne. – Ale co innego być otwartym na takie tematy w świecie, w którym według ciebie moce i istoty nadprzyrodzone nie istnieją, to czysta hipoteza, a co innego właśnie jedną z takich istot spotkać i móc widzieć, jak się kaleczy! 

Ale dopóki to były tylko teorie, to chociaż mogłem spokojnie spać. Dziś chyba nie zmrużę oka.
Parsknęłam i spojrzałam na niego z politowaniem. Było mi go nawet trochę szkoda. – Empatia level hard, jak widzę. 

Choć podoba mi się, że bohaterowie zaczęli współpracę i cieszę się, że w końcu coś się zaczyna dziać, to nie przekonuje mnie ten brak emocji zarówno u Pandory, jak i Kuby. Sytuacja, w której chłopak zgadza się na wszystko i idzie po pościel dla obcej istoty, przypomina abstrakcyjną sytuację rodem z „Bleacha” czy innego anime, na przykład „Guilty Crown”. Akcja przez to rozwija się dość szybko, bohaterowie zaczynają ze sobą współpracować, ale… to w stylu parodii, elementu komediowego. Czy pasuje do świata fantasy i tego, co mi zapodawałaś we wszystkich wcześniejszych rozdziałach? Na moje ani trochę. 
Nie umiem przez to traktować tego tekstu poważnie, jednocześnie nie umiem się nim cieszyć, ponieważ… no właśnie – skiepszczona narracja pierwszoosobowa. Czuję się, jakbym czytała pokłosie „Instytutu Absurdu” (wrócę do tego w podsumowaniu). 


Rozdział 6

— Mam teraz sesję — powiedział. — Egzaminy.
— Wiem, co to — mruknęłam.
Tak naprawdę nie wiedziałam, czym była ta „sesja”. Zaprogramowany w głowie język polski zasugerował, że mogło chodzić o „posiedzenie” lub „obrady”. – Best fragment ever. Uśmiałam się. 

— Tylko żartowałam. Nie bądź taki sztywny. – W ustach Żniwiarza ta kwestia jest wyjątkowo śmieszna. Szkoda, że zapewne niezamierzona.
Dopiero w tym rozdziale zaczynam rozumieć, do czego zmierzasz i w jaki dokładnie gatunek chcesz iść. To nie jest tak do końca tylko romans/fantasy/sci-fi, ale też… groteska. Do tej pory nie spodziewałam się tego, szósty rozdział to trochę późno, informacja o zmianie gatunku mnie trochę przerasta, bo nie zbudowałaś pod to żadnych konkretnych fundamentów w początkowych rozdziałach. Mamy morze ekspozycji i ocean streszczeń, z których właściwie nic nie wynika. Szkoda więc, że gagi świadczące o grotesce nie pojawiły się gdzieś wcześniej. Mimo wszystko podchodząc do całości z mocnym przymrużeniem oka, myślę, że zacznę bawić się lepiej. Spróbuję.

Zawiesiłam dłoń tuż nad jego i pozwoliłam, by energia uformowała się w kształt najnowszego telefonu marki Apple. Chwilę później chłopak trzymał w ręku nowiutki, czarny gadżet, który aż błyszczał od wypolerowania.
— Może być? Widziałam go w reklamie.
— Nada się. Muszę jeszcze tylko kupić jakąś tymczasową kartę sim.
Szybko schował telefon do kieszeni i posłał mi groźne spojrzenie. Ruszył w stronę drzwi i kiedy już miał wychodzić z domu, odwrócił się na pięcie.
— Jeszcze jedno. Zrób coś dla mnie i idź sobie na spacer o czternastej. Przychodzi ze mną kolega i będziemy nagrywać film. 
— Nie ma problemu — odparłam entuzjastycznie i pożegnałam go uroczym uśmiechem.
Nie jestem jednak pewna, czy… Kuba jest taki celowo? W sensie że jest niewdzięcznym bubkiem, którego mam nie polubić, a który pewnie Pandorze wyda się ciekawym człowiekiem (bo jednym z niewielu, których poznała)? Jeżeli tak, to z niecierpliwością czekam na rozwój sytuacji. Jeżeli ona nie wie, że ma naprawdę spory problem z takim typem człowieka, który jest niewdzięczny i być może Pandorę wykorzysta do produkcji drogich rzeczy, i dziewczyna będzie się o tym przekonywać, może wyjść z tego naprawdę kilka epickich, choć poniekąd i smutnych, gagów, w których będzie mi Pandory żal. 

Robienie zakupów okazało się prostsze, niż myślałam. Za wytworzoną gotówkę kupiłam całkiem sporo produktów. Nie byłam pewna, co lubił mój nowy partner, więc wzięłam wszystkiego po trochu. Słyszałam, że warzywa i owoce stanowiły ważny składnik diety, toteż zapełniłam nimi połowę lodówki. Na najwyższej półce poukładałam dwadzieścia różnych jogurtów i innych przetworów mlecznych, a na środek powciskałam mięso. Zadowolona ze swojej pracy usiadłam przed telewizorem i do czternastej oglądałam programy rozrywkowe. Nie były one najwyższych lotów, ale przynajmniej czas mi szybciej minął. – Mówi osoba, która twierdziła niedawno, że nie ma czasu na pierdoły, bo jest tak niesamowicie zapracowana... 
Aha.


— Powiedz mi, Paweł. — Podeszłam do nowoprzybyłego. – Nowo przybyłego. 

— Dobra, zajmijmy się robotą, bo chcę wrzucić film na kanał jakoś w weekend, a muszę jeszcze wszystko zmontować — mruknął jak zwykle niezadowolony Kuba. – Jak zwykle niezadowolony? Pandora zna go niecały dzień. Gdy uratowała mu aparat, był miły. Niemiły był, gdy zobaczył ją w swoim mieszkaniu, a ona pokazała mu rzeczy, których zdecydowanie nie powinien widzieć człowiek, od którego oczekuje się zdrowia na umyśle. Okej, niezadowolony i niewdzięczny był rano, ale czy to od razu w jej oczach powinno znaczyć, że Kuba jest taki zawsze? To brzmi, jakby Pandora znała go znacznie dłużej niż pół dnia.

Odczekałam godzinę, którą spędziłam na oglądaniu filmów Pawła, po czym przygotowałam chłodne napoje. – Dlaczego ona nie może przeznaczyć całego tego czasu na pracę? Cokolwiek, co pchałoby fabułę w przód choć odrobinę…
[Edit: dalej pojawia się zdanie: Aż do wyjścia Pawła siedziałam na kanapie z laptopem na kolanach i oglądałam filmy na MeTube. Coś na pewno przeoczyłam. – Czyli ona jednak pracuje, oglądając filmy metuberów? Ach, okej, załapałam – to jest forma jej pracy. Szkoda, że wprowadziłaś ją po macoszemu i nie widziałam choćby szczątkowej analizy filmów, emocji związanych z ich odtwarzaniem, próby tworzenia nawiązań do ucieczki Żniwiarza…? Ty to zdanie napisałaś tak, jakby Pandora oglądała te filmy z powodów rekreacyjnych – tak to na początku odebrałam. A skoro nie widzę żadnego zaangażowania, sama nie potrafię się zaangażować, twój wątek kryminalny jest relacjonowany, a więc, po raz kolejny, nudny].

— Jeśli będziesz nam dalej przerywać, to słabo — warknął drugi chłopak. – Kwestia jak przypadku Kuro Żniwiarza. Pandora zna jego imię, dlaczego się więc nim nie posługuje?

Paweł okazał się być bezużyteczny. – Okazał się. Okazał się być to błędna kalka z niemieckiego. 

Byłam pewna, że któryś z polskich metuberów nagle przestał nagrywać. – Ale skąd ten wniosek?

A co, jeśli to nie Polak? Jeszcze raz sprawdziłam listę metuberów z tamtego zlotu, ale każdy miał polskie obywatelstwo. Lista liczyła pięćdziesiąt osób. Musiałam ponownie wszystkich dokładnie obejrzeć. – Hmm… a nie przyszło jej do głowy, że na zlot nie zjeżdżają się wszyscy metuberzy i jest ich dziś wręcz niezliczona ilość? Właściwie każdy recenzent z każdej branży jest metuberem. Czy nie jest zszokowana, widząc filmiki osób, które nie były na zlocie? Nie każdy ma blisko do Warszawy i nie każdy ma wolne od pracy w terminie zlotu. To nie jest zero-jedynkowe: być na zlocie albo nie istnieć. 

Mam wrażenie, że – poza dwoma językowymi gagami – do tej pory był to twój najnudniejszy rozdział. Pandora przeleżała cały dzień na kanapie i niczego nowego jeszcze nie odkryła. Aczkolwiek liczę na to, że coś się zacznie dziać, gdy bohaterowie będą realizować plan wkroczenia na salony. Nie mówię, że nie jestem ciekawa, bo jestem. 


Rozdział 7

Znów widziałam w jego oczach przerażającą furię. Poczułam na policzkach ciepłe łzy i szarpanie za ramię. Wydając z siebie ostatni okrzyk bezsilności, podniosłam plecy do pozycji siedzącej. Zgięłam się z rozpaczy i podciągając kolana pod brodę, objęłam je rękoma. (...) Czułam się słaba i upodlona. Czułam się obnażona.
— Pandoro… — zaczął cicho.
Oderwałam wzrok od kolan i spojrzałam na twarz współlokatora. Mogłabym przysiąc, że w jego oczach dostrzegłam troskę. Poluzował uścisk, ale nie zabrał ręki.
(...)
— To nie twoja wina, ale muszę się wyspać — powiedział łagodniejszym tonem. — Zamieńmy się.
Posłałam mu pytające spojrzenie.
— Śpij dziś w moim łóżku, a ja przekimam się na kanapie. Może to ci pomoże — wyjaśnił. – Ej, ale ona w ogóle nie musi spać. Przecież tego nie potrzebuje, wystarczyłoby, że w nocy pozbędzie się sztucznego ciała i zajmie się... czymkolwiek. Śni więc najwyraźniej tylko dla beki, no więc o co chodzi? Czemu by jej oddawać łóżko? Kuba ma rano ważny egzamin, mógłby się wyspać, potrzebuje snu, tymczasem ona – nie. Ale jednak zamienia się pokojami i kładzie się do jego łóżka. 
I gdzie tu ta jej troska o ludzi? I czemu Kuba raz jest chamskim deklem, a raz naprawdę sympatycznym ziomeczkiem? Zaczynam się gubić w charakterach twoich postaci. 

Zaczęłam się zastanawiać, czy chłopak zdążył już usnąć, czy też dręczyły go niechciane myśli. Chyba nie mógł pozwolić sobie na taki komfort, musiał jutro wcześnie wstać. – Komfort to sen czy niechciane myśli? Bo de facto z fragmentu wynika to drugie…

Gdy załatwiłam wszelkie potrzeby fizjologiczne, dochodziło południe. – Nie musisz mi tego wspominać, naprawdę obejdę się. Chyba że wynikłoby z tego coś fajnego. Emocje podczas pierwszego sikania? No hej! To by było klawe, jeśli zostajemy w gatunku groteski. Już to widzę: O nie, moje ciało przecieka! Sama pomyśl – Pandora nie musi przecież wiedzieć, że jej organizm ma potrzeby fizjologiczne. Nie musi wiedzieć, że w celu ich zaspokojenia powinna udać się do toalety. Takie podejście mogłoby zaowocować dobą lub dwiema przeznaczonymi na poznawanie potrzeb ciała. Czułaby rozpieranie w podbrzuszu, nie wiedziałaby, o co chodzi i skontaktowała się z przełożonymi, by ich powiadomić, że coś tu nie gra. Ponadto od początku przeczuwalibyśmy, że mamy do czynienia ze wspomnianą groteską, zamiast dowiadywać się o tym dopiero w szóstym rozdziale.

Dostałam wtedy smsa z adresem uczelni i słowami „Przyjedź o 13”. – Esemesa albo SMS-a.

Odczuwając pierwsze skutki ludzkiego lenistwa, pobrałam aplikację Uber, po czym wezwałam kierowcę. – Nie kumam. YouTube’a zmieniłaś ze względu na prawa autorskie, a Ubera nie? Dalej podobnie: 
Google maps wskazywało (...). – Google Maps. Albo, po prostu, Mapy Google. I jak to w końcu z tymi prawami autorskimi, co?

(...) z zainteresowaniem śledziłam trasę, którą pokonywaliśmy na jego telefonie. – To brzmi, jakby jechali przez telefon. Szyk: (...) z zainteresowaniem śledziłam na jego telefonie trasę, którą pokonywaliśmy. 

Jechaliśmy w ciszy do czasu, aż kierowca włączył nieznaną mi piosenkę na swoim IPadzie – iPadzie. Swoją drogą zastanawia mnie to, że bohaterka przykłada wagę do tego, jaki sprzęt widzi. Co rusz wspomina marki (zwykle ze stajni Apple’a), ale… po co? Nie powinno jej to wisieć? Nie zna wartości tych sprzętów, bo nie zależy jej na rzeczach materialnych, skoro może mieć wszystko za pstryknięciem palca. A brzmi, jakby popisywała się wiedzą, ponieważ marki te uchodzą za prestiżowe. Tymczasem jakie znaczenie ma dla niej ziemski prestiż?

— No dobrze, wierzę na słowo. — Posłałam mu perskie oko. – Już drugi raz w niewielkim odstępie tekstu (tak krótkim, że zdążyłam to przyuważyć) Pandora wykonuje ten gest w stosunku do Pawła. Swoją drogą tego sformułowania też nie powinna znać. Mogłaby gdzieś zaobserwować taki gest, ćwiczyć go w lustrze i w tej sytuacji wykorzystać, ale znów – to nie istnieje w tekście. Niewiele w nim istnieje, nawiasem mówiąc.

— Chyba zapominasz, że ostatecznie się na to zgodziłeś i zostaniesz wynagrodzony. Masz pamięć złotej rybki czy jesteś po prostu upośledzony? — wyrzuciłam z siebie. – I znów: skąd ona zna frazeologizm o złotej rybce i, jako osoba empatyczna na ludzką krzywdę, nawiązuje do ludzi upośledzonych (skąd w ogóle wie, na czym upośledzenie polega)? Rozumiem, że emocje w niej buzują, ale czemu nie starasz się pokazywać mi osoby, która dopiero wdraża się w społeczność, próbuje dobierać te słowa, nie chce się zbłaźnić, choć, na przykład, czasami to robi? Nie. Ty spłycasz potencjał Pandory w nowym dla niej świecie i pokazujesz ją jak zwykłego człowieka, którym wydaje się od dawna. Mogłoby to przejść, gdyby wcześniej pojawił się wątek, jak przez rok czy dwa pod okiem instruktorów odbywała szkolenie w ludzkim ciele i ludzkim świecie, więc niektóre aspekty są jej już znane, ale… Zgadnij. Tak, znów nie ma tego w tekście!

—  Przesłuchamy je?
— O nie, nie. Zrobimy to po mojemu. Ty już pokazałaś swój brak wyrafinowania.
Spojrzałam na niego spode łba, na co on tylko wzruszył ramionami i ruszył w kierunku bramy.
— Ciesz się, że nie stosuję nieco mniej przyjemnych metod — warknęłam, kiedy go dogoniłam.
No właśnie. Przecież… panna potrafi wymazywać pamięć! Mogłaby już dawno rozpocząć i skończyć śledztwo, działając jak prawdziwy Facet w Czerni, tymczasem ona, choć jej się spieszy, szuka towarzysza wśród metuberów i organizuje jakieś śmieszne podchody. Okej, jeśli tak ma być, to fajnie, ale w takim razie po co jej moce, których nie używa? Równie dobrze mogłaby tych wszystkich metuberów po prostu znaleźć bez ciała, śledzić i inwigilować ich. To pewnie sprawiłoby, że fabuła nie poszłaby w kierunku, który obrałaś, ale nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko. Jeżeli Pandora ma nadprzyrodzone zdolności i używa ich bez problemu, bez wysiłku, przez co na ogół jest potężniejsza niż jakikolwiek człowiek, to człowiek nie jest jej do niczego potrzebny. Jeżeli nagle taki się staje albo raz na jakiś czas Pandora zapomina o własnych umiejętnościach (nawet nie bierze ich pod uwagę, nie analizuje, czy opłaca się je wykorzystać) – mamy imperatyw, zgrzyt. 


Chyba że Pandora współpracuje z Kubą nie dlatego, że go potrzebuje, tylko dlatego, że od samego początku ciekawią ją ludzie i rozwiązanie zagadki jest równie ważne, co poznanie ziemskiego życia. Jednak nie jest to widoczne, gdy tekstem rządzi ekspozycja, a wszystkie ochy i achy nad ludźmi wychodzą tylko z niej, a w rzeczywistości Pandora zna świat ludzi (używa frazeologizmów, niczemu się nie dziwi, nie ma scen ukazujących jej emocje na Ziemi. Na ogół rozumie ludzi i ich emocje, chyba że akurat piszesz, że tak nie jest, bo jest ci to fabularnie potrzebne lub sama sobie o tym przypominasz). 

— Powiedz mi coś o tych Płaczkach, bo naprawdę nie pamiętam ich kanału.
— Są jakoś w moim wieku, robią takie krótkie filmiki na zasadzie „Co mówi typowa dziewczyna/chłopak”. Nic ciekawego.
— To tyle?
— Są wypromowane i wspierane przez większą grupę – Abstrakcję. Jedziemy teraz do ich baru.
Czyli to nie tylko groteska, ale od razu parodia...? 
To niesamowite, że dowiedziałam się o tym dopiero teraz – że początkowe rozdziały nie mówiły mi nic o gatunku opowiadania. Jestem coraz bardziej zaciekawiona, jak poprowadzisz to dalej, choć, szczerze mówiąc, jednocześnie obawiam się dalszej fabuły. Tego, jak ona się rozwinie i jak mocno sparodiujesz realnych yotuberów, jak głęboko wejdziesz w ten klimat i... jak zmarnujesz jego potencjał przez ekspozycje.

Po przesiadce w tramwaj i dojechaniu na miejsce znaleźliśmy się na ulicy Kruczej przed sushi barem „A mniam mniam”. Przez chwilę nawet zastanawiałam się nad tą specyficzną nazwą. Chodziło o dźwiękonaśladownictwo czy potoczne określenie, że coś jest smaczne? W środku powitał nas kolorowy, nowoczesny wystrój – na najdłuższej ścianie namalowano urocze postacie w kształcie jedzenia[,] a całość kojarzyła się ze stylem streetwear. Podobało mi się. – Wszystko byłoby super, w końcu mam odczucia i przemyślenia ich dotyczące, nie tylko suchy opis. Jednak zdanie podkreślone, proszę, wytnij.
Poza tym Pandorze zdarzało się wcześniej narzekać, że ludzie wszędzie chodzą pieszo, a podróżowanie tramwajem również jest upierdliwe, uzależnione od rozkładów. Poza tym bohaterowie marnują tak czas. A gdyby Pandora stworzyła samochód i zaprogramowała w sobie naukę jazdy tak, jak zaprogramowała język polski?

— I to jest ten twój plan? Siedzieć tu i czekać?
— Przecież nie możemy do nich tak po prostu napisać. Codziennie pewnie dostają tysiące wiadomości od fanów, zignorują nas — odparł i podniósł leżące przed nami menu.
— Czyli będziemy bawić się w stalkerów? Świetny pomysł, naprawdę. Coś tak czułam, żeby się ciebie nie słuchać — rzuciłam poirytowana. – W sumie… przecież ona ma super-moce, dlaczego by ich nie wykorzystać? Zaoferować metuberom współpracę, jakiś sponsoring za naprawdę fajne fanty? 
Cieszy mnie natomiast kolejny podjęty dialog. Jest naturalny.

Zarówno tej fizycznej[,] jak i emocjonalnej. 

Coś ukuło mnie w środku. – Ej, ale hola! Wspólne sushi, dwa przypadkowe dotknięcia, spanie na czyjejś poduszce… Okej, to były subtelne hinty, ale takie myśli Pandory plus słowa Kuby o zakochaniu i ogólnie ten wcześniejszy krótki niezręczny moment to już trochę za wiele sugestii. Nie idź w tę stronę. 
[Oczywiście, że idziesz w tę stronę; Kuba podejmuje temat powrotu ze Światła, jakby smucił się, że dziewczyna go opuści, choć… zna ją ile? Dwa dni? I w tym czasie zaliczyli kilka konfliktowych rozmów!].

— Jaka jest pierwsza rzecz, którą pamiętasz? — spytał, najwyraźniej chcąc nieco zmienić temat. – W sumie dałoby się tak pokierować tą rozmową, by Pandora zdradziła informacje, które brzydko wyeksponowałaś w prologu. Nadal uważam, że w formie, jaką ma on obecnie, mógłby zniknąć całkowicie. Teraz, w obliczu odkrywania kart o bohaterce w tej scenie, okazuje się tylko… spoilerem. 

Ciepło drugiego człowieka, jego dotyk, dotyk Kuby… A może po prostu chodziło o żyjącą osobę? Czy procesy chemiczne będą wariować za każdym razem, kiedy kogoś dotknę? Uciążliwe. – To może niech kogoś dotknie? Na przykład kelnera? Nie tylko przemyślenia dokumentują, że Pandora jest w obcym miejscu i w nowej sytuacji. Mogłabyś też czasem oddawać, jak angażuje się w obcowanie z innymi, jak się ich uczy. Słuchanie i analizowanie to mało, przyda się także bohaterka aktywna, która próbuje się odnaleźć, poszukuje doświadczeń i na nich te analizy opiera. 

Po powrocie do mieszkania, [przecinek zbędny] rzuciłam się na kanapę i włączyłam pierwszy lepszy kanał. Kuba zajął się montowaniem filmu w swoim pokoju i postanowiłam mu nie przeszkadzać. Odchyliłam głowę do góry i obserwując biały sufit, pogrążyłam się w myślach. Przed oczami przemknęło słowo „dom”. Byłam w domu, ale metaforycznie czy dosłownie? A może w obydwu znaczeniach? Lubiłam to mieszkanie i czułam się w nim bezpieczna. Odruchowo spojrzałam na zamknięte drzwi do sypialni i uśmiechnęłam się do siebie. Jutro też jest dzień. – Nie musisz mi pisać, że Pandora pogrąża się w myślach, bo przecież dostaję te myśli bezpośrednio. Swoją drogą tutaj ujęłaś je płynnie, robi się miło, ciepło. Fajna atmosfera, tylko… dość szybko, nie sądzisz? Oni naprawdę znają się kilka dni. 
Czy dom nie powinien się też kojarzyć Pandorze z Kuro i jego kubkami kawy, które tak bohaterka uwielbia? Z oglądaniem wspólnie „Martixa”? Dziwne, że nie przeszło jej to przez myśl, skoro to tam spędziła kilkadziesiąt lat. Strasznie szybko przywykła do ludzkiego życia, co mnie… smuci, bo nie zdążyłam doświadczyć tego, co było dla mnie najciekawsze, czyli procesu aklimatyzacji. Fabuła już poszła w przód, przede mną rozwiązywanie zagadki kryminalnej i romans. Choć się cieszę, nie potrafię przestać myśleć o tym, jak bardzo odebrałaś sobie pole do popisu i zmarnowałaś potencjał, który drzemie w życiu Żniwiarki na Ziemi, w nowym ciele, z nowymi problemami.
Mam wrażenie, że ze wszystkim się paskudnie spieszysz. Sprowadzasz Pandorę na Ziemię i nie dajesz jej czasu na poznanie życia ludzkiego, od razu parujesz Pandorę z Kubą i w dwa-trzy rozdziały kładziesz ją na jego poduszce i pozwalasz się nim zachwycać. Robisz wszystko, by czytelnik domyślił się dalszych wydarzeń, w które nie chce mi się uwierzyć, bo nie przeczytałam wystarczającej ilości scen, które by te wydarzenia ugruntowały. 


Rozdział 8

Kilka kolejnych dni wyglądało prawie tak samo. 


Do pierwszej po południu spędzaliśmy czas w domu. Ja przeważnie wstawałam przynajmniej o dziesiątej, a potem oglądałam telewizję lub filmy na MeTube, sporadycznie robiłam nawet zakupy. – Czyli totalnie nic nowego i odkrywczego. Dlaczego więc o tym czytam? Czemu akcja nie może się dziać od razu?

Kuba natomiast zamknięty w swoim pokoju skupiał się na tworzeniu i dopracowywaniu materiałów. Raz zdarzyło mi się mu przerwać. Weszłam do jego sypialni, aby zapytać, czy chciał coś ze sklepu. Na początku mnie nie zauważył i kontynuował monolog do kamery. Był wtedy zupełnie inną osobą; wygadaną, pewną siebie i nonszalancką. Kiedy już zdał sobie sprawę, że przypatrywałam mu się zza pleców, wpadł w złość i wypędził mnie na zewnątrz. Po trzynastej wychodziliśmy z domu i jechaliśmy do „A mniam mniam”. Na miejscu zamawialiśmy kolejne z menu zestawy sushi i przedłużaliśmy pobyt aż do siedemnastej. – Dlaczego to wszystko jest streszczeniem? Dlaczego to nie mogła być krótka scena o tym, jak Pandora staje w progu i obserwuje, analizuje Kubę, odczytuje z niego emocje i zastanawia się nad nimi? Czemu to nie mogła być krótka wymiana zdań o tym, że Pandora ma przestać przeszkadzać? W pisaniu dąży się do momentu odkrycia kart – tutaj scena pozwoliłaby poznać mi odczucia Pandory w stosunku do Kuby, do tego może w końcu dowiedziałabym się, o czym on nagrywa te filmiki (bo do tej pory tego nie wiem). To powinna być największa twoja radość – móc kreować sceny dla czytelnika, pozwolić mu z czegoś poukładać te puzzle, krok za krokiem i zdanie za zdaniem poruszać jego wyobraźnię. Tutaj natomiast to wygląda, jakby to była dla ciebie największa kara — jakbyś chciała mieć już jakąś część tekstu za sobą i byle do końca. 

Tu warto też wspomnieć o tym całym kręceniu/oglądaniu filmików. Gdy sobie to tak tylko raz na jakiś czas opisujesz, nie przykładam do tego, co czytam, żadnej wagi. W tekście, w którym półświatek mytuberów i ich twórczość to podłoże głównego wątku fabularnego, w rzeczywistości nie zobaczyłam żadnego filmu, żadnego nie miałam okazji przeżywać wraz z Pandorą, nawet nie wiem, jaką tematykę podejmują ci artyści. Nie wiem, jak i co Kuba mówi do kamery, jaki ma kontent. Mogłabyś to wszystko pokazać, mogłabyś nawet wpleść jakiś monolog Kuby, który mogłabym podsłuchać wraz z Pandorą. Właściwie jestem zdziwiona, że jeszcze na to nie wpadłaś. 
A przez to wszystko główny wątek opowieści praktycznie dla czytelnika… nie istnieje. Nie wydaje się ani realny, ani mający znaczenie. To tylko kolejna ekspozycja. Odklepanie danych. Pretekst do pisania o… niczym, właściwie.

Po tygodniu takiego odżywiania byliśmy totalnie przesyceni japońskim jedzeniem. Choć kelnerzy zaczęli nas rozpoznawać, przez brak postępów, z każdym kolejnym dniem czuliśmy się coraz bardziej nieswojo. – Następna ekspozycja. A gdyby tak po prostu dać mi scenę, w której z dialogu wyniknęłoby, że bohaterowie są sfrustrowani brakiem postępów, a kelner pyta, co podać tym razem i czy do picia to, co zwykle…? Daj mi scenę, nie opis!

Mimo to nie mieliśmy żadnego planu awaryjnego, więc zdecydowaliśmy, że zdusimy to uczucie w zarodku. – Ja, nie będąc bohaterem w uniwersum, a ledwo postronnym czytelnikiem, który dopiero co je poznaje, zdążyłam wymyślić już co najmniej kilka bardziej skutecznych rozwiązań niż czekanie na fart losu w japońskiej knajpie. To nie świadczy za dobrze o inteligencji twoich postaci, wiesz? Albo nie traktują poważnie zadania i wolą się nudzić niż starać, bo sprawia im to frajdę (czego nie pokazujesz, więc nie wiem, tak sobie tylko gdybam), albo im zależy, ale są po prostu zbyt głupi na tak proste dla nadprzyrodzonej istoty zadanie. 
Nie wiem, co gorsze. 
I co z Kuro? Sam od siebie się nie odzywa, a Pandora też już przestała się nim interesować? Tak szybko o nim zapomniała? I dlaczego nikt z organizacji żniwiarskiej nie popędza Pandory i nie śledzi przebiegu jej misji? Wysłali ją na nią, dali sprzęt, żadnego deadline’u, coś w stylu: rób sobie, co chcesz i po prostu wróć, jak skończysz... Serio?

Kiedy nadszedł piątek, a my naprawdę zaczynaliśmy tracić nadzieję na sukces, zdarzył się cud. Płaczki w końcu odwiedziły „A mniam mniam”. – Nie wiem, czy wprowadziłaś tydzień nic-nierobienia, żeby cud nie wyglądał jak imperatyw narracyjny, ale… to niewiele zmienia. Ba! Wyszło jeszcze gorzej. Cud zdarzył się akurat wtedy, gdy bohaterowie zaczęli tracić nadzieję. Klisza!
Nie dość, że od początku opowiadania Pandora nie zrobiła NIC kreatywnego poza cyrkiem przed Kubą (raz na osiem rozdziałów), to jeszcze rozwiązanie jej problemu właśnie samo do niej przyszło. Super. 


Obie były młode i piękne, a ich oczy wyrażały pozytywne emocje; radość, rozbawienie i beztroskę. – Średnik to nie wielokropek.

Postępując zbyt pochopnie, poderwałam się do pionu i postąpiłam krok w kierunku Płaczek. Nie zdążyłam jednak obmyślić, co zamierzałam im powiedzieć. Jak powinnam zagadać? A może od razu wezmą mnie za wariatkę lub psychofankę? To było z mojej strony nieracjonalne. Co teraz? Co teraz…? Na przegubie poczułam stanowczy chwyt. Kuba zatrzymał mnie w połowie drogi i posłał mi spanikowane spojrzenie. – Kurde! Mieli tydzień na ustalenie szczegółowego planu, co robić w przypadku, gdy zjawią się Płaczki, a teraz, gdy to się dzieje, okazuje się… że nie mają planu?! Co oni przez ten cały tydzień robili, poza żarciem sushi i podświadomym romansowaniem? Nie mogli tego tygodnia poświęcić na, nie wiem, ustalenie wersji, za kogo się podać, co dziewczynom zaoferować? Pandora nie mogła poprosić instytucji żniwiarskiej o pomoc w stworzeniu w ludzkim świecie jakiegoś zaplecza, które można by do tego wykorzystać? Czemu Pandora też nie może podać się za specjalistkę, być postacią aktywną, nie pasywną?
Czuję się, jakbym czytała opowiadanie sensacyjno-kryminalne o skoku na bank, w którym zamiast najlepszej części powieści, czyli przygotowaniach do skoku, przyswoiłam informacje o tym, że bohaterowie po prostu codziennie chodzili sobie do banku i wypłacali pieniądze, a pewnego dnia pomyśleli: teraz! i napadli bez planu. 
Przecież to aż się prosi, by się nie udało. Właściwie liczę tylko na kompromitację i spalenie zadania. Aż chciałoby się rzec: Andrzej, to jebnie

(...) stało się jasne, że cały plan subtelnego zagadania spalił na panewce. (...) Przełknęłam głośno ślinę, próbując ukryć się nieco za plecami partnera. Oblało mnie poczucie wstydu, że nie potrafiłam utrzymać emocji na wodzy. – Ale skąd te emocje? Czy dla kogoś takiego jak Żniwiarz nie powinny być one wciąż choć trochę niewiadome? Pandora nie miała oporów, by wbić Kubie na kwadrat i nie zastanawiała się nad tego konsekwencjami, a teraz zachowuje się, jakby się bała. Jak Żniwiarz zesłany na Ziemię może się bać… czegokolwiek? Stresować i wstydzić? Przecież zawsze może wymazać Płaczkom niewygodne wspomnienie, a skoro już przyszły, może je śledzić, próbować nawiązać z nimi kontakt nawet i miliard razy – może próbować różnych opcji. Takie ma moce! Dlaczego więc się stresuje, jakby stały przed nią Żniwiarki, które grożą jej Wymazaniem, a nie zwykli ludzie, którymi może manipulować, chociażby przekupstwem? Gdzie ona poznała te wszystkie emocje, które odczuwa? Jak nauczyła się je interpretować? To zrobił z nią tydzień oglądania filmików na MeTube? Że zachowuje się tak jak człowiek i w sumie to mogę już zapomnieć, że nim nie jest?


[I skąd zna przysłowie z panewką?!].

Całe wielkie i wyczekiwane z dawna spotkanie z Płaczkami wyglądało tak:
— Chcecie z nami usiąść? — wypaliła nagle Natalia.
Ku mojemu zaskoczeniu Kuba ochoczo usiadł obok niej, a mi przypadło miejsce po drugiej stronie stolika. Przez kolejną godzinę cała trójka rozmawiała na temat trendów w świecie polskiego MeTube, a ja jedynie potakiwałam lub uśmiechałam się jak idiotka.
To też powinna być scena. Tymczasem w streszczeniu nie odczuwam żadnych emocji, nie wczuwam się w Pandorę, która dalej eksponuje to, jak się czuje i zachowuje oraz jak zachowuje się jej towarzystwo. Nie wiem, dlaczego to wszystko streszcza i czemu w opowiadaniu całościowo brakuje scen, jednak robi się to bardzo, ale to bardzo męczące. Tak jak męczący jest ten fragment:
(...) pogrążyłam się w niechcianych myślach. Nieustannie zastanawiałam się, dlaczego nie potrafiłam nawiązać z Płaczkami normalnej rozmowy. – Podobne zdania powinny wylądować w koszu. Nie sprawdzają się w narracji pierwszoosobowej ani trochę. 

— To nie potrwa długo. Im szybciej go znajdziemy, tym prędzej wrócę do Podziemia. – W takim tempie, w jakim oni działają, to ona wróci do Podziemia akurat na skończenie swojego żniwiarskiego wyroku. Za ćwierć stulecia. 
Chyba że wpadną na coś fartem lub/i zdarzy się cud. 

— Nie mogę stworzyć wszystkiego. Tylko to, co zostało wcześniej wymyślone przez człowieka. Plus, nie uda mi się przywołać niczego żywego.
— Czy to trudne?
— Wszystko zależy, jak duży i skomplikowany jest ten obiekt. Nie muszę znać dokładnej specyfikacji telefonu, [przecinek zbędny] ani jego wewnętrznych części, ale na przykład unaocznienie samochodu będzie cięższe. Zabierze mi więcej energii, co automatycznie zwiększy odstęp czasu pomiędzy kolejnym tworzeniem. – A unaocznienie całego domu? Jestem ciekawa, jak długo musiałaby po tym odpoczywać. Dom jest większy niż auto. 

Z jednej strony, gdy Kuba zadaje pytanie, czy może spytać o coś delikatniejszego, zaczęłam przewracać oczami i myśleć: Nie, nie pytaj o uczucia, błagam, nie rób tego. Z drugiej uznałam, że plus, bo jednak ostatecznie nie o to zapytał. Tylko czy za plus można uznać niespłycanie fabuły? To powinno być raczej neutralne, typowe. Fajne zagranie, jednak na tym etapie historii i tak, i tak za szybko na jakiekolwiek romanse, ta relacja nie zdążyła się w żaden sposób zawiązać ani rozwinąć, ponieważ brakuje scen o tym świadczących. To samo zaskoczenie lepiej sprawdziłoby się gdzieś dalej.


Rozdział 9

Kolejny zabieg, którego nie rozumiem – Pandora kłóci się z Kubą, po czym wychodzi, za chwilę wraca, stwierdza, że minęły trzy godziny, w czasie których musiała coś załatwić. Chyba zupełnie już zapomniałaś, że masz narrację pierwszoosobową i Pandora nie powinna mieć przede mną tajemnic – skoro jest podekscytowana nowym pomysłem, powinnam wiedzieć, co siedzi jej w głowie.
W końcu do bohaterów dociera, że dzięki mocom mogą wbić się w towarzystwo i dobrze wyglądać wśród innych MeTuberów. Szkoda, że ja wpadłam na to cztery rozdziały temu, a oni, poza setem markowych ciuchów, wciąż nie mają żadnego planu. Nie ustalają żadnej wersji wydarzeń – co mówić, kim właściwie są, skąd mają te rzeczy, z kim współpracują i tak dalej. Nie próbują niczego, tylko chodzą na kawy i stroją fochy o głupotki, jakby misja znalezienia Żniwiarza była naprawdę gdzieś na drugim, jak nie trzecim planie. 
I może na nim być, pewnie, Pandora mogłaby się przyzwyczajać do Kuby i życia wśród ludzi, ale do tego potrzeba czasu, a więc i scen. Nie streszczeń, nie ekspozycji. Scen.

Unaoczniłam te obiekty i założyłam je[,] zanim naburmuszony Kuba wrócił po stworzone ubrania. 

Od rana dopisywał mi dobry humor i chciałam, aby tak pozostało. – To wciąż tylko puste stwierdzenie. Czy widzę Pandorę mającą miłe myśli, uśmiechniętą, zrelaksowaną i tak dalej? Nie. Zaklinasz narracją, zamiast oddawać postaci w scenach. 

— Wow! Skąd macie taką furę? — zapytała, podchodząc do Astona. – Do astona. [źródło].

— W porządku, ale, Pandoro, proszę…[spacja]bądź dyskretna.

Upiłam łyk grejpfrutowego drinka i krzywiąc się nieznacznie od intensywnego posmaku alkoholu (...). – Nie musisz być taka łopatologiczna. Pozostaw wyobraźni czytelnika choć skrawek pola do popisu – ładnie proszę. 

Przez kolejne dwie godziny starałam się włączać do dyskusji o polskich metuberach lub podsłuchiwać. Nic jednak nie wzbudziło moich podejrzeń i nie naprowadziło na jakikolwiek trop. Zrezygnowana odszukałam wzrokiem Kubę. – Wiesz, co jest okropne? Że jestem kilka rozdziałów dalej, a Pandora zadaje tym ludziom dokładnie takie same pytanie, jakie zadawała Pawłowi. 

Zawiedziona niczym zawodnik, który zajął drugie miejsce na podium, podeszłam do partnera wolnym krokiem. (...) Podniosłam się i stanęłam obok niego, by niczym posąg obserwować tańczących do skocznej muzyki imprezowiczów.

— Wiem. Chyba zapomniałeś, kim jestem —  syknęłam poirytowana. — Jestem umarlakiem i ludzkie używki za długo nie podziałają. – Ale teraz ma ludzkie ciało. Mówiła, że teraz odczuwa zmęczenie, głód, załatwia potrzeby fizjologiczne i wszystko ma normalne. Więc kokaina też powinna zadziałać normalnie.

Gdy przyszedł mój czas, Ala podała mi zwinięty w rulon banknot stuzłotowy. Na jego widok miałam ochotę parsknąć. Chyba naoglądali się za dużo amerykańskich produkcji. – Dlaczego? Ona sama wyprodukowała astona martina i wygląda jak Marilyn Monroe, w dodatku zauważa wszędzie iPhone’y i iPady. Jakby sparafrazować: Źdźbło w czyimś oku widzisz, a belki w swoim – już nie

Kształty wszystkich mebli stały się nadzwyczaj wyraziste. Poczułam w sobie przypływ energii, która miała za chwilę eksplodować. – To tak nie działa. W sensie okej, wyraziste meble, luz, ale z tą energią przesadziłaś. Kokaina potrzebuje chwili, by się rozprowadzić. To nie dzieje się w sekundę, ale narasta z każdą chwilą. 
Dziwię się, że na lekki posmak grejpfrutu Pandora się krzywiła, a na paskudny gorzki posmak koki spływającej do gardła w żaden sposób nie reaguje. 
Bohaterka za szybko przejęła się tą sytuacją. Nie zdążyła nawet niczego poczuć; kokaina sprawia, że czujesz zimno i gorąc na przemian, pocą ci się dłonie, stajesz się gadatliwa i chce ci się dobrze bawić. Zmysły wyostrzają się po czasie – po nim być może Pandora odczułaby ciekawe doznania i nie chciałaby jednak z nich rezygnować. Przy czym nie chodzi mi o to, że chcę, by Pandora zażywała kokainę z przyjemnością, ale... po co stworzyłaś tę scenę? Co chciałaś nią przekazać? Jeżeli Pandora pozbywa się narkotyku przed reakcją organizmu, scena jest mało interesująca, nie tworzy ani nie rozwija konfliktu fabularnego, nie popycha niczego w przód. Nie widzę dla niej sensu. Jeśli chciałaś pokazać, że tak się bawią polscy youtuberzy (powołując się, chcąc nie chcąc, na ludzi z Abstra – bo nikt głupi nie jest, nawet jak zmienisz chłopakom nazwę), to nie musiałaś zabierać Pandory na piętro. A jak bohaterka już to zrobiła, mogło coś chociaż z tego wyniknąć. Cokolwiek jest lepsze niż nic.


Rozdział 10

Przede mną zauważyłam parę ocierającą się o siebie niczym zwierzęta w rui. Dziewczyna wyginała się przed  partnerem, wmasowując swoje pośladki w jego krocze. Ten widok rozbudził we mnie ciekawość, ale i ekscytację. – Czym się ona objawiała? Ładnie posklejanymi, okrągłymi zdaniami? 
Z twoim tekstem, poza narracją pierwszoosobową samą w sobie, mam jeszcze jeden problem. Każdą scenę opisujesz tak samo. Nieważne, czy jest to spacer, jazda tramwajem, jedzenie sushi, kłótnia czy taniec erotyczny – wszystko opisywane jest strasznie sztywno i sucho, wręcz bezosobowo. Nie ma w tym charakteru ani dynamiki:
Tańczyłam dalej sama, nie przejmując się tą sytuacją. Kolejne utwory porywały mnie coraz bardziej. Byłam pijana od emocji, aury pożądania, wszechogarniającej nas euforii i głośnej muzyki. Pożałowałam, że nie urodziłam się w tym pokoleniu. Pożałowałam, że nie mogłam bawić się z innymi, kiedy tylko miałam na to ochotę. Pożałowałam, że nie byłam wolna. Tak bardzo im zazdrościłam. Ludzie mogli za siebie decydować, nikt im nie rozkazywał, a za nieposłuszeństwo nie groziło całkowite Wymazanie. Szczęściarze. – Przemyślenia Pandory są dalece nieadekwatnie spokojne do wszystkiego, co dzieje się wokół niej. Ten spokój to nie ekstaza. To nie jest pijaństwo od emocji. To jest, nie przymierzając, kompletna wyjebka na to, co się dzieje, poprzetykana suchymi zapewnieniami, że bohaterka robi coś zaangażowana. 


Osoby, które są w euforii, nie zastanawiają się nad tym, że nie są wolne i tego żałują – one się czują wolne w tej właśnie chwili. One nie czują zazdrości, smutku, nie myślą o negatywnych emocjach (strachu przed Wymazaniem). To się dzieje po czasie, gdy euforia przemija i wraca codzienność, może pojawia się kac moralny. 
Jesteśmy w głowie Pandory. Bohaterka twierdzi, że jest jak pijana – jej narracja nie może być trzeźwa. Bo inaczej jak mam się w cokolwiek wczuć?

Kiedy rozbrzmiała kolejna skoczna piosenka, niektórzy zeszli z parkietu, a na ich miejsce pojawili się nowi, zregenerowani alkoholem. – Skąd ona to wie? Przecież jest w euforii, na bank nie rozgląda się po sali i nie widzi, kto kiedy i co pije, zanim wejdzie na parkiet.

Miałam silne wrażenie, że był pod wpływem jakichś substancji psychoaktywnych, ale nie przeszkadzało mi to. – W takim razie po co silna analiza i myślenie o tym? I po czym Pandora poznawała to? Na co zwracała uwagę? 
Drażni mnie, że nie pokazujesz jej procesów myślowych (choć podobno dobrze się bawiła, więc skąd one?), tylko od razu podrzucasz gotowe wnioski. Przez to fabuła – nawet nie wiadomo jak ciekawa i intrygująca – będzie czytelnika, chcąc nie chcąc, nudzić. Ponieważ w lekturze nie znajduje on miejsca dla siebie, nie znajdzie więc pola na analizowanie treści wraz z postacią. Jedynie przyswajam informacje i mam ci przytakiwać. 

Czarnowłosy Darek z całej siły odepchnął mojego przyjaciela, a ten stracił równowagę i poleciał w tył jak długi. – O tym też mówiłam. Nawet w scenach dynamicznych maksymalnie wypychasz zdania. Darek odepchnął Kubę z całej siły, a ten poleciał w tył jak długi. – Wystarczy. Skoro poleciał, to znaczy, że stracił równowagę. A przytoczyć kolor włosu Darka miałaś okazję w początku tej sceny, nie w jej punkcie kulminacyjnym. 

Sekundy wydawały się być godzinami. – Tym też nie pomagasz dynamice. 

Nieważne, ile bym dała, aby stracić wtedy przytomność, moja furia nigdy by na to nie pozwoliła. – Furia [PWN]: 1. «nagły, silny napad wściekłości». I gdzie ta wściekłość u Pandory? Czy osoby nagle wściekłe mają czas w ogóle myśleć w taki sposób, opisywać walkę? Nie. Osoby wściekłe buzują od emocji, nie inaczej. Dlaczego więc Pandora po prostu nie zaciśnie pięści, nie krzyknie czegoś, nie ruszy i nie uderzy? Czemu poprzedzasz to kilkulinijkowym wstępem o stanie psychicznym i go tłumaczysz jak krowie na rowie: Nie potrafiłam się już kontrolować. Ten gniew tkwił ukryty gdzieś głęboko i właśnie został uwolniony?
Oglądałaś może The Perks of Being a Wallflower? W filmie świetnie pokazany jest moment, w którym Charlie traci nad sobą kontrolę. Słyszy uderzenia własnego serca, dźwięki wokół stają się rozmyte, obraz nieostry. Polecam ci i film, i scenę samą w sobie. Od razu widać, który fragment byłby opisany okrąglutkimi zdaniami pełnymi klimatycznych, wyważonych epitetów, a który opisany krótko, zwięźle, dynamicznie i bez zbędnego biadolenia. 


Ta sama śpiewka jak w scenie tańca czy w przypadku snu i duszenia. Skoro Pandora jest wściekła, jej narracja nie może być spokojna. 

A niech cię, Hugo, nie byłeś wart swojej ceny. – Jakiej ceny? Pandora zrobiła tę bluzkę w trymiga, za darmo. Nawet się przy tym szczególnie nie zmachała. 
Do końca rozdziału było znacznie lepiej, już bez większych wyeksponowanych ekscesów. Zaczynam się przyzwyczajać do tego, że relacja Kuby i Pandory jest już na dość zaawansowanym etapie i, choć wciąż uważam, że powinna rozwijać się spokojniej i przynajmniej o kilka scen dłużej (i przy okazji o kilka ekspozycji mniej), to już do niej jakoś przywykłam.


Rozdział 11

Nie chciałam otrzymywać pozwów, [przecinek zbędny] ani tym bardziej składać swoich.

Paweł jeszcze przez jakiś czas odgrażał się, ale ostatecznie chłopcy doszli do porozumienia i metuber opuścił nasze skromne progi. – W sumie jestem naprawdę ciekawa, jak Kuba odparł argument w stylu: Dlaczego nie wziąłeś swojego najlepszego kumpla na tę imprezę? – nie rozumiem, czemu to przemilczałaś. 

— Nie jesteśmy ludźmi. Poza tym, nie ja ustalam zasady. – No dobra. Ale tak poza tym, że mają moce i przenoszą zmarłych do innych światów, to emocjonalnie jednak są całkiem bliscy ludziom. Kuro się irytuje lub wymądrza, jest także zazdrosny, a Pandora rozumie, odbiera i odczuwa wszystkie ludzkie emocje. Więc emocjonalnie Żniwiarze jednak są bardzo podobni do ludzi. Nie wiem, czy taki miałaś cel, by to pokazywać – że bohaterowie twierdzą, że ludźmi nie są, ale tak naprawdę nie różnią się aż tak. Jeżeli czytelnik miał tego nie czuć i jednak widzieć jakąkolwiek różnicę (poza magicznymi mocami), to gdzieś popełniłaś błąd.

Mi też wysoka temperatura dawała się we znaki. – Mnie. 

W ludzkim ciele musiałam każdego dnia pamiętać o używaniu dezodorantu. Pot nie należał do najsłodszych aspektów człowieczeństwa. – A gdyby Pandora wyszła i weszła z ciała, nadal by brzydko pachniała? Pytam z ciekawości. 

— W takim razie, [przecinek zbędny] czas to zmienić. 

Zanim zdążyłam zastanowić się, o jaką listę mu chodziło, Michał porwał mnie w wir atrakcji i licznych „randkowych” aktywności. Najpierw poszliśmy do kina na wybrany z zamkniętymi oczami film, potem zjedliśmy obiad w restauracji Hard Rock Cafe, a następnie odwiedziliśmy kręgielnię na ulicy Francuskiej. Wspólne wyjście zostało zwieńczone odprowadzeniem mnie do domu.


Tak bardzo widać, że w rzeczywistości wcale nie chcesz budować żadnej relacji od podstaw i przekonywać czytelnika do tej randki. Chcesz wprowadzić choć jeden fałszywy trop, by czytelnik może nie łudził się co do romansu Kuby i Pandory, do tego po prostu odhaczasz z check-listy tego romansu punkty: dać Kubie powód do zazdrości/dać Pandorze powód do przemyślenia swoich uczuć względem Kuby. Niestety to droga na skróty, przez którą cały wątek Michała traci wartość. To już lepiej, jakby go wcale nie było, niż jak ma się pojawić na pół gwizdka.
[Szybko okazało się, że mam rację:]
— Jesteś zazdrosny?
Kuba nie odpowiedział. Wrócił do poprzedniej pozycji i zaczął coś pisać na klawiaturze. Postanowiłam nie dawać za wygraną. Musiałam w końcu dowiedzieć się, co czuł. – Ale po co? W sensie na randce Pandora stwierdziła, że nic ją z Kubą nie wiąże, łączy ich zadanie i nie mają się ku sobie. A nagle, po randce, się tym interesuje? 
Klisza!

Na monitorze zobaczyłam hasło: „jak zamordować zmarłego?”
— Chyba sobie ze mnie żartujesz — warknęłam, momentalnie prostując plecy. – Po takim haśle wpisanym w Google myślałam, że Pandora po prostu wyjdzie i nie wróci (nie potrzebuje już Kuby, wkręciła się w towarzystwo, a najwyraźniej chłopakowi przeszkadza w jego życiu...), tymczasem ona idzie... do salonu, by pooglądać telewizję. Jakby nic się nie stało. Jakby właśnie nie okazało się, że Kuba chce się Pandory pozbyć nawet nie tyle z domu, co w ogóle ze świata. I nie ma znaczenia, że się nie da. Znaczenie ma, że Kuba właśnie tego chce. Na miejscu Pandory dawno szukałabym innego domu.
Trochę dziwne, że tam, gdzie nie ma powodu do dramy, to ją kręcisz (na przykład drama o ciuchy albo randka, która nie miała znaczenia, gdyż nie pokazałaś jej sceną), a gdy pojawia się moment, który aż się prosi o jakieś emocje, to… wesoło to z Pandorą zlewasz. Nie rozumiem dlaczego. 

I dlaczego to wszystko znowu jest takim utartym schematem…? Emocje jak na rollercoasterze – w jednym rozdziale się o siebie troszczymy, płaczemy za sobą i zbliżamy się do siebie, zasypiamy razem, a w drugim walić to – randka z kimś innym i zdobywanie wiedzy na temat ewentualnego morderstwa partnerki. Ja wiem, że tanie romanse polegają na takich plot-twistach, ale nawet tam to wszystko nie dzieje się tak szybko, do kłótni i powrotów doprowadzają bardziej sensowne motywy, a wątki nie są prowadzone streszczeniami. 


Rozdział 12

Cały ten dziwny sen jest nieco lepszy niż reszta tekstu, są tu jakieś szczątki emocjonalne, ale to wciąż suche i mało przekonujące. Motywy oniryczne mogą być najciekawsze na świecie, jeśli będą jednocześnie i abstrakcyjne, i dynamiczne – jak to w horrorze – ale nie mogą być przegadane i dramatycznie poetyckie, jakby ogrywane w teatrze. Czyli sztuczne. A twoje takie są: 

Zdominował mnie we wszystkich aspektach i choć go nie znałam, ten fakt był oczywisty. Miał nade mną władzę absolutną. Zarówno w tamtej chwili jak i każdej następnej i tak do końca świata. Skuł mnie łańcuchami zbudowanymi z terroru i grozy, a ucieczka była daremna. Tak długo, jak stąpałam po tym padole, jego widmo miało kroczyć tuż za mną.
— Błagam…
Silne dłonie napastnika zmiażdżyły mi gardło, a ból wydawał się nad wyraz prawdziwy. – Cały pierwszy akapit, wszystkie cztery zdania mogłyby tak po prostu wylądować w koszu. To zbędne nabijanie słów i budowanie drama-atmosfery w scenie duszenia. Ale już to poruszyłam dość szczegółowo wyżej, więc tu nie będę znów analizować całości. 

Kuriozum, że Pandora ma koszmar, z którym sobie nie radzi, i idzie do pokoju Kuby, który jest tą sytuacją zatroskany. Typ chciał się wieczorem Pandory pozbyć, nie? Czy to ja coś opacznie przeczytałam… Bo niczego już nie jestem pewna. Dopiero teraz zaczynam się zastanawiać, czy Kuba nie szukał w sieci wtedy informacji nie na temat zabójstwa Pandory, a… poszukiwanego Żniwiarza? Tak? Jeśli mam rację, dotarło to do mnie za późno.

Pandora tłumaczyła, że nie może wytwarzać rzeczy, które są żywe. Jako że naleśniki żywe nie są, dlaczego męczy się z ich usmażeniem? Nawet nie mówi, że chce coś zrobić sama specjalnie dla Kuby, chce czuć się jak człowiek, chce robić te wszystkie ludzkie rzeczy. Nie. Nie ma w tym emocji, nie ma walorów narracji pierwszoosobowej. 

Wbrew obawom,, pochłaniał naleśniki ze smakiem. – Jeden przecinek wystarczy.

— Tak sobie myślałem przed snem — zaczął. — Że powinniśmy zacząć od początku. (...) — Jakie były twoje pierwsze kroki? – Chyba sobie ze mnie żartujesz. Mamy dwunasty rozdział, a oni dopiero teraz o tym rozmawiają? Nie powinni przypadkiem OD TEGO ZACZĄĆ?! Mam wrażenie, że zmarnowaliśmy całkiem sporo czasu, kiedy moglibyśmy przeczytać coś sensownego – gdyby tylko twoje postaci były bardziej rozumne.
Oczywiście przy drugim podejściu wszystko się jakoś odkrywa i udaje. Coś się zaczyna dziać i od razu lepiej się czyta. To chyba najlepszy fragment ze wszystkich do tej pory przeczytanych rozdziałów, choć opisy wciąż mogłyby być bardziej dynamiczne. 

Przełknęłam głośno ślinę. Nie… Nie… Nie… Nie może mi tego zrobić. Nie może tego żądać. To egoistyczne i dziecinne. Mi nie wolno… Nigdy. Błagam, nie proś o to. – Tak! Dziękuję ci za ten fragment, właśnie w ten sposób napisany. Dlaczego jest ich tak mało?


Rozdział 13

Och, no proszę, po w miarę normalnym pisaniu powróciliśmy do bezsensownych streszczeń i ekspozycji – tym razem w roli głównej suche zdania mające imitować zatroskane, zmącone myśli, które nie pozwalają Pandorze spać:
Dotarło do mnie, że powinnam zachować dystans, i tak już za bardzo namąciłam w życiu metubera. Namąciłam też w swoim. Biłam się z myślami o powrocie. – Oto wszystkie emocje, na które stać narrację. Zaraz już nie będę o nich pamiętać, ponieważ nie zostaną mi wiarygodnie pokazane. Bo tu nie ma realnych myśli, wystylizowanych jak na myśli przystało. To są informacje o nich, nic więcej. 
Natomiast bardzo, ale to bardzo cieszy mnie kolejna scena. Pojawiają się w niej emocje (!), które naprawdę da się odczuć (!!!):
Nie odpowiedziałam i ponownie zastukałam, tym razem trochę mocniej. Zza drzwi usłyszeliśmy stłumione kroki. Moje serce zatrzymało się na sekundę, po czym zaczęło bić ze zdwojoną siłą. Lekkie skrzypnięcie otwieranego zamka wydawało się trwać w nieskończoność. Po raz ostatni przełknęłam ślinę. Nie było już odwrotu. – To jest dobre. Tak się buduje napięcie. Tak mi rób, daj mi tego więcej.
Wniosek?
Generalnie potrafisz tworzyć pełnoprawne opowiadanie, tylko nie zawsze ci się chce (a raczej – zwykle ci się nie chce). 

Usiadłam na fotelu blisko wyjścia, tak, aby zablokować mu potencjalną ucieczkę. Tak nie może być porzucone bezpańsko; musi należeć do któregoś zdania składowego. W tym wypadku obojętnie którego; wybierz to, którego akcent bardziej ci odpowiada. 

Gdy zorientowałam się, co kombinował[,] było już za późno. 

Zasłonił mnie swoim ciałem i rozpostarł ręce, jakby chciał zablokować przejście. Stał tak blisko, że czułam zapach męskiego szamponu na jego włosach. – Tak, bo to jest to, na co zwraca się uwagę, gdy ktoś mierzy do ciebie z rewolweru. 
Podkreślenie zbędne. 

Fabularnie najgorsze jest chyba to, że główna bohaterka z własnej głupoty nie odnajduje rozwiązania zagadki, a potem nie robi nic nowego, powtarza swoje działanie z Kubą i… doznają olśnienia. I już – jadą do Gdańska, spotykają Żniwiarza, przekonują go, by się poddał. Nawet gdy ten grozi im bronią, nie ma napięcia, trwa to chwilę i wszystko koniec końców się udaje, byle jeszcze zdobyć duszę. Główny wątek kryminalny i szukanie antagonisty wypada zbyt płytko i potraktowane zostało jak ochłap.

Aha, a cały homecoming znów podsumowałaś w jednym akapicie. Typowe dla ciebie streszczenie punktu fabuły. Po co zatem w ogóle je zamieszczałaś, skoro bohaterka nie miała żadnych związanych z powrotem przeżyć, o ciekawych sytuacjach nie wspominając? Mogłaś od razu napisać, że pod koniec podróży Żniwiarz sobie coś przypomniał i przedstawić dialog albo umieścić go od razu w domu. Na pewno wiesz, że można inaczej ucinać sceny i rozpoczynać je w innym miejscu akcji, więc za każdym streszczeniem niczego ważnego zastanawiam się, czemu z tego nie korzystasz, tylko silisz się na męczący lazy writing


Rozdział 14

Och, następny rozdział także zaczynasz od streszczenia. 


Potem w kolejnym akapicie przeplatasz je z opisem miejsca, ale… to wciąż nie wygląda zachęcająco. Wciąż nie oddajesz odczuć, przemyśleń, skojarzeń, emocji. Na siłę stawiasz na to, co nieistotne dla tego typu narracji – Pandora tłumaczy, co widzi, ale nie to, co czuje w związku z tym, co widzi. Czy im bliżej jest, tym bardziej się boi? Czy nie obawia się, że po wszystkim każą jej zostać i nigdy nie zobaczy już Kuby? Jest przekonana, że na pewno uratuje Żniwiarza, a może jednak się waha, może obawia się, że go okłamała? Nic nie wiem, a przecież to jest najistotniejsze w tym całym powrocie! Nie to, że bohaterka minęła właśnie siedzibę Komisji ds. Wyroków. Jasne, że możesz wpleść tę informację, ale nie poświęcaj jej całego akapitu. Ty natomiast, jak na złość, najpierw wrzucasz akapit streszczenia pojawienia się w Podziemiu, potem akapit opisu miejsca akcji, potem akapit przemyśleń… Nie! To ma się łączyć, mieszać, być subtelnym, naturalnym strumieniem świadomości, z którym się płynie, a nie elementami rozdziału do odbębnienia, przez które się przechodzi do następnego punktu programu. 

Miałam tylko nadzieję, że podczas mojej nieobecności, [przecinek zbędny] śledztwo dotyczące tej sprawy posunęło się do przodu. 

Niosące się echem wrzaski torturowanego Żniwiarza sprawiły, że zarówno Ethan[,] jak i ja zadrżeliśmy ze strachu. – To jest w istocie zaskakujące, jak potrafisz pisać o emocjonalnych obrazach, zupełnie nie wywołując emocji. 

Mimo to podeszliśmy do oszklonej ściany, a ja zapukałam lekko, [przecinek zbędny] do zapatrzonego w holograficzny wyświetlacz strażnika.  

— Zaczęłam od zaczerpnięcia pomocy u człowieka. Pomógł mi rozeznać się w środowisku twórców, do których należał zmarły. Natrafiliśmy na kilka ścian, ale odnaleźliśmy odpowiedź w nagraniach z monitoringu. W ten sposób doszliśmy do uciekiniera. – Sama widzisz, tak krótki akapit zebrał do kupy wszystko to, o czym pisałaś do tej pory. Te kilka ścian wydają się w rzeczywistości jedną – Pandora z roztargnienia nie natrafiła na trop po raz pierwszy. Albo drugą: Pandora zadawała w kółko jedno i to samo pytanie różnym ludziom i dziwiła się, że nikt nie zna odpowiedzi. Tak naprawdę fabularnie nic się nie wydarzyło, to i raportu nie ma z czego zdawać.

— Tak. Obiecałam mu, że będę na rozprawie. Ale… – To ona ma jakieś ale? Do tej pory szczerze wierzyłam, że będzie chciała pomóc, w końcu to obiecała. Jeżeli było inaczej, powinnam już w trakcie wypowiadania kłamstwa wiedzieć, że Pandora kłamie. Powinnam widzieć myśli, w których się z tym kłamstwem siłuje. Tymczasem... niespodzianka, czytelniku! Znów. 
To opowiadanie aż się prosi, by przepisać je na nowo. W trzeciej osobie

— Za dwa dni odbędzie się rozprawa. Tyle wystarczy, aby przesłuchać i złamać pięć-siedem-dziewięć — oznajmił Arthur zadowolonym z siebie głosem. – Zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby pisać: 5-7-9. Choć w prozie unika się liczb zapisywanych inaczej niż słownie, tutaj staje się to powtarzalnym kodem, imieniem. Cyfry są krótsze, nie wydłużają tekstu. Poza tym budują odpowiednio klimat. Spójrz na „Tatuażystę z Auschwitz” autorstwa Heather Morris: 

– Nazywam się Ludwig Eisenberg, ale wszyscy mówią do mnie Lale. Pochodzę z Krompachów na Słowacji. Mam matkę, ojca, brata i siostrę – przerywa na chwilę. – Teraz twoja kolej.
Gita nie opuszcza wzroku.
– Jestem więźniarką numer 34902 w Birkenau. 
Zapada pełne skrępowania milczenie. 

Wydaje mi się, że cyfry zamiast słów oddają moc numeracji, poważną atmosferę. Nie są zapisanym fonetycznie słowem, tylko zimnym, mającym ważne fabularnie znaczenie numerem. 

Trochę mnie zdziwił, wręcz rozczarował, brak jakiejkolwiek reprymendy za niebezpieczną akcję na imprezie. Użycie siły, które w przypadku dziewczyny mogłoby być całkiem podejrzane. A przecież Pandora nie wymazałaby pamięci wszystkich tam obecnych, filmik też trafił do sieci.

Czyli jednak nie zdążyłam. – I co w związku z tym? Bohaterka, gdy Kuro wrócił, szybko zamknęła przeglądarkę. Nie wiedziałam, co wtedy czuła, stwierdziłam, że choć raz nie wypomnę ci braku emocji. Ale tu…? Po myśli mogę się domyślić, że jest zawiedziona sobą, ale czym to się objawia? Czy drży, szybciej bije jej serce, nerwowo przełyka ślinę? A może jest po prostu smutna i niczego już nie ukrywa? 

Trochę mi przykro, gdy Pandora zastanawia się nad tym, czy Kuro ma borderline’a, bo… jest zazdrosny, po prostu ona tego nie widzi. Do tej pory objawy zazdrości uznawała za brak humoru i stawiała je na równi z irytacją życiem ludzkim. Z drugiej strony cieszę się, że doszła wreszcie do mądrych wniosków i nazwała i siebie, i jego tchórzami. Jej przemyślenia w tym momencie są naturalne, ładnie się rozwijają i ucinają pod sam koniec (cliffhanger). To zachęca mnie, by sięgnąć po ostatni rozdział, który wkleiłam do dokumentu z oceną.


Rozdział 15

Sądziłam, że zaczniesz od wybuchu, kontynuując poprzednią notkę, którą zakończyłaś niezłym cliffhangerem, tymczasem… nie. Mamy kolejny dzień, Kuro wraca do domu. Dlaczego mam wrażenie, że większość rozdziałów zaczyna się podobnie – streszczeniem? I niesamowicie dziwne wydaje mi się, że typ notkę temu wyznał Pandorze coś w stylu: czuję, że jesteśmy sobie przeznaczeni, po czym skończyli oboje oglądać film i, nie wiem, poszli spać. Przecież to aż się prosi, by pociągnąć temat! A ty zamiast podtrzymać napięcie, które sama wytworzyłaś, teraz je gasisz, by musieć rozpalać je ponownie. 

Według Druu kobieta powinna być piękna, seksowna no i oczywiście mądra! Nasz kochany Druu, prymitywny jak zawsze. – Co jest prymitywnego w byciu zadbaną, seksowną i mądrą naraz?

Problem w tym, że ja… się zgadzam z Kuro. Pandora zapomniała, gdzie jest jej miejsce, jakie ma zadanie. Bardziej wdała się w szybki romans, niż zajęła sprawą. I może, jako że jest główną postacią, powinnam jej kibicować, ale wcale za nią nie przepadam. Na moje oko rozwój romansu trwał za krótko, a wątek kryminalny nie był ciekawy, również szybko się sam rozwiązał. Nie zdążyłam poznać, by Pandora naprawdę zakochała się w Kubie, bo jej emocje były wyeksponowane, na dodatek od początku zbyt ludzkie. Pandora już do Warszawy ruszyła bardziej jako człowiek niż Żniwiarz, dlatego zgadzam się z Kuro, że się nie sprawdziła. Nie umiem jej kibicować. 

Miałam jednak nadzieję, że dla mnie zachowa resztki człowieczeństwa i ciepła. – Przecież gość od kilkuset lat nie jest człowiekiem… Ja się wręcz zastanawiam, dlaczego ona na to liczy? Skąd się u niej wzięło to człowieczeństwo i czy wszyscy Żniwiarze mają zadatki na bycie emocjonalnie ludźmi? No to bardzo słaba jest ta instytucja, skoro co rusz ktoś przejawia w niej empatię, ingeruje w życie ludzkie, a potem organizuje się Wymazania, wyroki i tak dalej. 
Żeby nie było. Nie uważam przy tym, że Kuro ma rację, mówiąc o tym, że miejsce Pandory jest przy nim. Gdyby chciała, mogłaby poprosić przełożonego o mniej chorobliwego zazdrośnika, szczególnie teraz po prawidłowym, koniec końców, wykonaniu zadania. Nie uważam jednak, by w kwestii porzucenia misji na rzecz związania się z pierwszym-lepszym napotkanym człowiekiem Kuro się mylił. 

Nie rozumiem, dlaczego Pandora szła porozmawiać z więźniem. Co chciała mu powiedzieć, swoją historię? Zdradzić tajemnicę romansu? Przecież znała gościa ledwo chwilę, między nimi nie wywiązała się relacja, rzadko rozmawiali – nawet droga powrotna do Warszawy nie pokazywała żadnych ciekawych interakcji między nimi, by wywiązała się nić porozumienia. Ba. Pandora sama oddała uciekiniera na tortury. Skąd więc myśl, by wygadać się akurat jemu?
Do końca już tylko eksponowałaś emocje; opisywałaś, zamiast pokazywać, tekst jest strasznie sztywny. Wiem, że na swoim dokumencie masz go jeszcze trochę, ale uważam, że to dobry moment, by przejść do podsumowania. Również nie będzie ono długie – przykłady ekspozycji i zmarnowanego potencjału narracji pierwszoosobowej aż się wylewają z oceny i nie ma sensu tłumaczyć tego wszystkiego raz jeszcze, tym bardziej że całość właśnie przekroczyła 60 stron. Pozwól więc, że zrobię prosty wykaz.



PODSUMOWANIE


TECHNIKALIA


Wysoki poziom poprawności tekstu.
Zdawkowe błędy:

  • Brak przecinków w połączeniach z zarówno, np.: Zarówno tej fizycznej[,] jak i emocjonalnej.
  • Brak przecinków przy wtrąceniach, w których pojawia się imiesłów współczesny, np. Kuro[,] widząc kątem oka jakiś ruch za plecami, odwrócił się przez ramię.
  • Stosowanie średnika jako dwukropka lub myślnika, np.: Odznaczali się wymyślnymi strojami; kolorowymi marynarkami
  • Nadmiar przecinków za wyrażeniami inicjalnymi, np. Poza tym, [przecinek zbędny] naprawdę nie rozumiem twojej pogardy; W takim razie, [przecinek zbędny] czas to zmienić.
  • Zbędne przecinki przed pojedynczym ani, np.: Nie chciałam otrzymywać pozwów, [przecinek zbędny] ani tym bardziej składać swoich.
  • Oddzielanie przecinkiem dopowiedzenia stojącego na początku zdania, co jeszcze mocniej rozwleka ci tempo, np.: Po powrocie do mieszkania, [przecinek zbędny] rzuciłam się na kanapę.

Mimo wszystko przez większość tekstu przecinki były na swoim miejscu, a zdania pod względem technicznym nie utrudniały odbioru. Poprawność to twoja mocna strona i tym bardziej źle to wygląda, kiedy autorka, która potrafi pisać i zna zasady językowe, ma problemy w tak wielu innych kwestiach, które wyszczególnię w kolejnych punktach. Czasem miałam smutne wrażenie, że marnujesz swoje umiejętności... 
Już nie uprzedzając: 


STYL, NARRACJA, OPISY

bardzo sztywny styl – tekst nie jest lekki, brakuje mu flow charakterystycznego dla narracji pierwszoosobowej, czasem kontrolowanego chaosu ukazującego ludzki, naturalny strumień świadomości (nienaturalna narracja pierwszoosobowa);
wykorzystywanie pomyślałam w narracji pierwszoosobowej, zamiast przedstawiania myśli w narracji bieżącej;
nienaturalne dla narracji pierwszoosobowej opisy miejsc akcji (akapity charakteryzujące przestrzeń, w których brakuje komentarza odnośnie do uczuć postaci, która przebywa w danym miejscu);
nieprzekonujące opisy koszmaru sennego (poetyckie, wyeksponowane, pozbawione napięcia i dynamiki);
 niejednolita stylizacja narratorki (poetycka, np. niczym oraz momentami kolokwialna, współczesna; bohaterka myśli zdecydowanie grzeczniej, niż się wysławia – dysonans);
 jednolita stylizacja językowa Pandory, Kuby i innych bohaterów opowiadania;

tzw. lazy writing, czyli:
  • jednakowość stylistyczna scen pasywnych i dynamicznych;
  • brak dynamiki w scenach dynamicznych z powodu wielosłowia – chociażby wspominanie o upływie czasu (po chwili, momentalnie); 
  • brak dynamiki przez używanie długich słów w scenach dynamicznych;
  • łopatologia – sztuczne wydłużanie zdań, by poinformować czytelnika o tym, czego dawno sam się domyślił;
  • streszczenia momentów, które nie mają znaczenia fabularnego (np. powrotów do domu czy nudzenia się na kanapie);
  • streszczenia momentów istotnych fabularnie (np. randka);
  • eksponowanie uczuć (głównie poprzez nadużywanie czuć się), zamiast pokazywania reakcji na nie;
  • przesadne eksponowanie chęci i pragnień (głównie poprzez nadużywanie chciałam); 
  • fatalny prolog.


Obowiązkowo zajrzyj tutaj: 

Praktycznie wszystko było nie tak – zabrałaś się za pisanie, nie biorąc pod uwagę, że narracja pierwszoosobowa rządzi się swoimi prawami. Bardzo dużo jej potencjału zabiły ekspozycje i streszczenia – kiedy o wszystkim pisałaś wprost, nie dając mi możliwości do analizowania zachowań bohaterów czy streszczając wydarzenia, które nie miały tak naprawdę miejsca w fabule, a więc możnaby pomyśleć, że nie miały znaczenia. Właściwie jedyną zapadającą w pamięć sceną jest scena imprezy, która też po brzegi wypełniona była ekspozycją, ale znalazł się tam zalążek sceny dynamicznej, miałam także nadzieję, że bohaterowie wrócą z imprezy z nowymi informacjami. 
Och, widzę, że przechodzę już do fabuły, a więc idźmy w to:


FABUŁA

ogólny brak scen;
zbyt szybkie przystosowanie się Żniwiarki do życia w Warszawie (brak scen, w tym gagów oddających atmosferę i gatunek tekstu);
zbyt szybkie wdrożenie wątku romantycznego, w tym zbyt szybko rozwijana relacja Pandory i Kuby;
płaski, niedopracowany wątek kryminalny (zagadka jest na tyle nieciekawa, że nie oddaje pola do popisu bohaterom; nie muszą się oni wysilać – Pandora jest bohaterką pasywną. Jej jedyną ciekawą decyzją było odwiedzić zlot i wykraść materiały; potem już tylko sprzyjało jej szczęście i rozwiązania przychodziły same);
imperatyw narracyjny;
wyeksponowany wątek MeTube’a (streszczone filmiki i jedynie zrelacjonowane pierwsze spotkanie z Płaczkami);
brak napięcia, poczucia zagrożenia (poczucia, że bohaterowie się spieszą, coś im grozi; że Pandora ma ograniczony czas; że może ponieść jakiekolwiek konsekwencje za niepoprawne działania na Ziemi, na przykład bójkę opublikowaną w internecie);
brak zwrotów akcji (w tym przewidywalność);
naturalne dialogi;
scena imprezy (mimo że wyeksponowana i zawiera element zbędny fabularnie – takie jak kokaina – zawiera znacznie mniejszą ilość ekspozycji i Pandora podejmuje tam decyzje, przestaje być bohaterką pasywną);
ciekawy pomysł na wątek koszmaru sennego Pandory;
ogólnie ciekawy pomysł na uniwersum (Żniwiarze, MeTuberzy, romans w tle);
research.


PANDORA

brak konsekwencji w ukazywaniu poziomu wiedzy na temat ludzkiego życia (raz Pandora wydaje się Żniwiarką, która dopiero uczy się żyć na Ziemi, innym razem wszystko już wie i potrafi);
brak konsekwencji w ukazywaniu strony emocjonalnej (raz Pandora jest empatyczna w stosunku do ludzi, raz nie; raz rozumie swoje emocje, innym razem się im dziwi);
mocne zachwianie sylwetką psychologiczną Pandory w scenie spotkania w mieszkaniu Kuby (czy bohaterka naprawdę miała tam wyjść na pozbawioną empatii psychopatkę...?);
Pandora nie jest postacią aktywną (kilka scen, w których działa, jest streszczonych lub wyeksponowanych; w większej mierze pamiętam Pandorę jako oglądającą filmy, leżącą na kanapie bądź jedzącą coś);
Pandora nie jest interesująca (jej przemyślenia nie są emocjonalne i naturalne, przez co bohaterka wydaje się być jedynie obiektywną reporterką codzienności – ty jednak nie prowadzisz opowiadania w stylu dokumentalnym, a fantastyczną przygodówkę-romans-groteskę, gdzie potrzeba bohaterki, która oddaje emocje);
niezrozumiałe zwracanie uwagi na prestiżowe marki (które dla Żniwiarki nie powinny mieć znaczenia);
poczucie humoru (bo zwykle lepiej jest mieć główną bohaterkę, która potrafi rozbawić).

Szczegółowe informacje odnośnie do Pandory również znajdują się w praktycznie całej ocenie. Podsumowanie ukazuje, że masz problem nie tylko z kreacją interesującej postaci, ale również z utrzymaniem jej sylwetki psychologicznej na przestrzeni tekstu. Oczywiście, że bohaterowie mają prawo się zmieniać, ale Pandora robiła to zbyt szybko, bez powodu, a potem znów okazywała się Żniwiarką, by następnie jednak pokazywać ludzką twarz – miałam wrażenie, że większość nadanych jej cech była randomowa, dopasowana na potrzeby sceny. To wynik pisania opowiadania za pomocą ekspozycji.
Być może powinnam napisać coś o Kubie czy Kuro, ale nie bardzo znam te postaci. Kuba na początku wydawał mi się niewdzięcznikiem, który będzie Pandorze utrudniał robotę, ale okazało się inaczej i to mnie zaskoczyło (w takim razie dlaczego był aż tak niesympatyczny i nie okazał żadnej wdzięczności, gdy stworzyła dla niego super-telefon?), nie znam go również jako metubera, coś tam było w tekście o jego studiach, ale właściwie żadnych szczegółów. Kuba to tylko postać-opis, zresztą tak samo jak wszyscy inni metuberzy, których poznałam tylko z imion. O Michale czy tam innym Maćku z randki nawet nie muszę wspominać. 
Trochę lepiej z Kuro. Od samego początku domyślałam się jego zazdrości i dobrze rozumiałam ironizowanie na temat ludzi – chłop już dość długo jest Żniwiarzem, do czego przywykł. Nie mogę go winić, uważam go za twoją najlepiej wykreowaną postać. Trochę nazbierał minusów w którejś z ostatnich scen, gdy stwierdził, że Pandora musi z nim współpracować, jednak – co się dziwić? – koleś się najwyraźniej zakochał, a Pandora przez cały ten czas tkwiła przy nim i nawet jeśli zastanawiała się nad jego emocjami, nigdy nie rozmyślała o nich tak głęboko, by wyciągnąć dość proste wnioski. Wnioski, które ja, będąc obok tej całej sytuacji, wyciągnęłam od razu – były więc mocno widoczne, wystarczyłoby pomyśleć trochę logicznie. Ona natomiast z Kuro mieszkała dużo dłużej niż ja. 
Może dlatego, że w dialogach i zachowaniu Kuro przejawiał naprawdę sporo emocji, które łatwo było mi czytać, potrafię go zrozumieć i się w niego wczuć – widzisz, to przy okazji twoja najmniej wyeksponowana postać, więc od razu odbieram ją głębiej. Facet ma bardziej bogate wnętrze niż główna bohaterka, bo zbudowane za pomocą kilku mocniejszych scen. Tymczasem towarzysząc Pandorze przez całe opowiadanie, praktycznie ani razu nie mogłam się w nią wczuć i poznać, że była kimś więcej niż papierową reporterką. 
Jeżeli chodzi o więźnia, to nawet nie pamiętam jego imienia. Nie jest dla mnie ważną postacią. Uciekinier dał się wyciągnąć z mieszkania po kilku minutach, nie był wyzwaniem, nie stanowił zagrożenia, oddelegował się grzecznie do instytucji. Nic o nim nie wiem, nawet nie potrafiłam go sobie wyobrazić, był po prostu nijakim, choć trochę wystraszonym, imieniem na kartce. 
W każdym razie po tylu rozdziałach czytelnik powinien już chociaż w jakimś stopniu przywiązać się do twoich bohaterów – przynajmniej do Pandory i Kuby – zżyć się z nimi i zatęsknić do kolejnych notek, jednak nie w tym przypadku. Znikomą przyjemność czerpałam z czytania i obecnie nie jestem w polecić tej historii innym, no chyba że jako przykład tekstu o mocno zmarnowanym potencjale. 

W tym momencie oceny najczęściej udzielam porad, co zrobić dalej z tekstem – kontynuować go na spokojnie czy od razu przejść do poprawek? Wydaje mi się, że w przypadku Kronik… nie da się uniknąć pisania od nowa z uwzględnieniem budowania od zera stylizacji językowej Pandory. Nie oznacza to jednak, że opowiadanie powinno przejść przez brutalny proces CTRL+A+DELETE. Pomyśl o wyprodukowanej całości jak o wstępnym szkicu – wyeksponuj ją do końca, jak zaplanowałaś. Kontynuuj, a potem wróć do początku i każde streszczenie zamień w pełnoprawną scenę, wyklucz ekspozycje, zdecyduj o tym, jaka ma być Pandora i pododawaj scen odnośnie do jej aklimatyzacji w Warszawie oraz scen rozwijających relację z Kuro. Do tego urozmaić wątek kryminalny o fałszywe tropy i autentyczną aktywność – niech bohaterowie nie czekają już na łut szczęścia, a Pandora niech nie nudzi się ani przez pół dnia. Ostatecznie dodaj charakteru uciekinierowi i niech sprawi trochę trudności, bo obecnie scena jego porwania mocno rozczarowuje. To wszystko jednak polecam zrobić, gdy skończysz całość.

Co jeszcze może ci pomóc?
Przede wszystkim zajrzyj do oceny nr 170 [Instytut absurdu], ponieważ czuję, że może ci się ona przydać. Część uwag odnoszących się do narracji, które pojawiły się w tamtej pracy, mogłabym zwyczajnie przekopiować i wkleić tutaj. Cytaty:
Tekst jest przegadany. Brakuje tempa, energii, życia – akcji i natychmiastowych reakcji; część tych akapitów, które mogłyby być scenami, to niestety tylko puste i pozbawione emocji streszczenia. fabuła jest gdzieś obok tego opowiadania. Tylko o niej czytamy, Eliza ją opowiada, trochę ją pcha, ale generalnie stoimy w miejscu tam, gdzie stoi bohaterka, i czytamy po kolei: o pomieszczeniach i ich opisach, o różnych anegdotach, o postaciach i ich wyglądzie, i w końcu o tym, co miało miejsce w życiu Elizy poza kadrem opka. (...)
Gdy Eliza otrzymuje sprawę, odwiedza polskie miasto, gdzie nie angażuje się w wydarzenia, ale skupia na relacjonowaniu ich. Twoja narracja nuży i przeszkadza w czerpaniu radości z czytania. (...) Eliza jest też paskudnie sztywna – jak zaprogramowany na relacjonowanie robot, który tłumaczy mechanizmy świata, który dopiero co sama również poznaje.
Sama przyznaj – nie brzmi znajomo? 

Na dzień dzisiejszy jest bardzo słabo. Kilka scen i gagów sprawiło, że widziałam światełko w tunelu i dotrwałam do końca tylko dlatego, by zobaczyć, jak rozwiąże się sprawa uciekiniera. Gdy go poznałam i zobaczyłam, że jest właściwie mało ważnym elementem historii, a do tego po kilkunastu rozdziałach opowiadanie to wciąż tylko relacja – straciłam jakikolwiek zapał, mocno się rozczarowałam. Sam pomysł ma ogromny potencjał, jestem również zadowolona z twojej poprawności i researchu, jednak, niestety, to za mało, by mnie przekonać.

Na zakończenie ciekawostka. 



6 komentarzy:

  1. Hej!
    Przede wszystkim ogromne podziękowania za zajęcie się moim tekstem i dokonanie tak wnikliwej analizy. Na pewno musiałaś (musiałyście) poświęcić na to dużo czasu, a czas to rzecz, której już w życiu nie odzyskamy. Przykro mi tylko, że w ocenie nie uwzględniłaś rozdziału 16, który był początkiem rozprawy i wyroku Ethana (uciekiniera). Podobał mi się ten rozdział i naprawdę liczyłam na to, że napiszesz, co o nim uważasz.
    Zgadzam się ze wszystkimi zarzutami - zwłaszcza z niekonsekwencją prowadzenia bohaterów i brakiem emocji. Nie spodziewałam się, że aż tyle u mnie ekspozycji, bo naprawdę starałam się z tym walczyć. Dzięki tej ocenie dotarło do mnie wiele niepokojących sygnałów i zrozumiałam, na czym muszę się skupić. Przede wszystkim popracować nad narracją... Co do prologu - gdy na swojej podstronie miałaś 50% oceny, postanowiłam go kompletnie zmienić. Nie podoba mi się w obecnej formie, bo to suchy opis i informacje, które można by przedstawić w dalszej fabule. Wpadłam na pomysł opisania pierwszego dnia po śmierci Pandory. Jej reakcje na nową rzeczywistość itd. Nie chciałabym kompletnie zmieniać tego opowiadania, zwłaszcza że tylko "tom 1" miał być takim "pajacowaniem" wśród metuberów. Fabuła ostatniego tomu działaby się kilka tysięcy lat w przyszłości i pragnęłam poruszać zupełnie inną tematykę (od motywu zemsty, przez walkę o władzę po kosmitów). W każdym razie, otworzyłaś mi oczy na wiele elementów, które domagają się poprawy i wołają o ponownie napisanie. Wolałabym zostać przy narracji pierwszoosobowej i poprawić opisywanie emocji. Chyba nie czuję się za dobrze w pisaniu w trzeciej osobie.
    Na podsumowanie napiszę, że gify z The Good Place były boskie (kocham ten serial). "Charliego" oglądałam dawno temu, ale może do niego wrócę (chociaż ostatnio w robocie do koleżanki określiłam go jako "dziwne pajacowanie Hermiony i Perciego").
    Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas i wszystkie wypunktowane nieścisłości oraz błędy, nad którymi muszę popracować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ocena jest w stanie ci pomóc. Martwiłam się, że może być miejscami za ostra, ale uznałam, że obecnie tekst bardzo tego potrzebuje i gify mogą ci pomóc. Świetnie, że trafiłam z Janet; babeczka jest trochę zrobociała – celowo, bo właśnie poprzez groteskę – i mocno pasowała mi do twojej narracji. I groteski. Dziwi mnie teraz, że zapowiadasz zupełnie inną tematykę (czyli znów zmieni się gatunek?). Nie wiem, czy to powinno się tak przeplatać, raczej styl i gatunek powinny być wyczuwalne od samego początku, a z tym miałam właśnie problem. Teraz, czytając o tym, że "pajacowaniem" ma być tylko pierwszy tom... Ciężko mi to komentować, nie znając ciągu dalszego, ale nie ukrywam, że jestem dość sceptyczna. Ale ciekawa. Ciekawa i sceptyczna – o, może tak.

      W takim razie doczytam i napiszę ci w wiadomości prywatnej na e-mail, jak w moim odczuciu wypada szesnastka. Chętnie też zobaczyłabym nową wersję prologu. Jeżeli masz już jakiś szkic, możesz go wrzucić na docsa – wciąż mam do niego dostęp. ;D
      A co ty na to, gdybym tam zostawiła ci kilka komentarzy?

      Do poczytania i nie ma za co. ;)

      Usuń
    2. Byłabym wdzięczna za doczytanie szesnastki i skomentowanie tam lub na maila, gdzie Ci bardziej pasuje :). Nowego prologu jeszcze nie napisałam, ale zamierzam po tcyh wszystkich black friday, bo czeka mnie zapieprz w robocie :/. Może źle określiłam z tym "pajacowanie", chodziło o to, że ten tom 1 w założeniu miał być lżejszy. Z biegiem fabuły wszystko stawałoby się mroczniejsze... Tak przynajmniej chciałam :D.

      Usuń
  2. Hej! Żeby nie było, że tak sobie tylko rzucałam słowa na wiatr... Zmobilizowałam 4 litery i wzięłam sobie głęboko do serca wszystkie rady. Nie chcę rezygnować z tej historii, zamiast tego zamierzam ją napisać od początku. Przyłożyć się do kreacji postaci, pozbyć brzydkich ekspozycji i skupić na narracji oraz odczuciach głównej bohaterki. Napisałam prolog (który zamierzam podzielić na 2, może 3 części). Jeśli nadal masz ochotę go przeczytać, to wrzuciłam tekst do doca :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nie widziałam jeszcze tego komentarza, a weszłam w pracy na docsa i przeczytałam prolog? xD
      Dogadamy się tam.

      Nigdy nie podejrzewałam, że rzucałabyś słowa na wiatr. :) Wiem, że ta historia jest ważna i cieszę się, że mogę z nią pomóc.

      Usuń
    2. Oo, no proszę! W takim razie mamy dobre wyczucie czasu :D.

      Usuń