[122] ocena bloga: the-lion-king-forgotten-story.blogspot.com

Adres: Król Lew: Historia Nieznana – Historia Ramsaya
Autorka: Krävariss
Oceniające: Forfeit, Skoiastel

Zacznijmy od kilku słów wstępu – ocena jest grupówką, ale będziemy w niej zwracać się do Ciebie jako jeden mąż, stosując liczbę pojedynczą; standardowo dopiero w podsumowaniu użyjemy mnogiej. Przepraszamy, że tak długo musiałaś na nas czekać, ale miałyśmy opóźnienie przez wymagający materiał Boso, a potem chwilę należało od niego odpocząć... Mamy nadzieję, że ocena Cię zadowoli i warto było na nią poczekać.
No, to zaczynamy!


Naprawdę godny podziwu jest szablon bloga. Obrazki – nie tylko ten z nagłówka – są Twojego autorstwa i to się chwali. Plus również za ścieżkę dźwiękową; bardzo dobrze, że to właśnie czytelnikowi pozostawiasz decyzję o włączeniu jej.
Jedną z pierwszych myśli, która przyszła mi do głowy po tym, jak zobaczyłam Twoje zgłoszenie? Ten adres jest za długi, a przez to niewygodny w użytkowaniu. Wiem, że kłopotliwym byłoby go teraz zmienić, więc potraktuj to po prostu jako luźną uwagę.
A co odnośnie samej estetyki?
Masz bardzo szeroki szablon. Zdecydowanie łatwiej mi czytać nieco węższe kolumny z postami i o nieco mniejszej czcionce, więc rozdziały pewnie będę kopiować do Worda i ustawiać wpisy po swojemu, aby nie przemęczać oczu tym bardziej, że font masz zaokrąglony, tzw. szeryfowy. Nie jestem przyzwyczajona do takich ustawień, ale to też kwestia raczej personalna. Ważne, że dopasowałaś kolorystykę, że nic nigdzie nie odstaje, menu też masz zgrabne i nie zajmuje zbyt dużo miejsca, a dzięki temu nie zapchałaś strony głównej, przez co nic nie odwraca uwagi w trakcie czytania. To się ceni.

Jeżeli chodzi o zakładki, zaczynam od Historii Ramsaya, którą osobiście umieściłabym dopiero pod spisem odcinków głównego plotu Historii Nieznanej. Czytelnik może się pogubić i gdybyś nie napisała, co mam ocenić, a co na tapet mam wziąć w następnej ocenie, pewnie trochę bym się zamieszała, mimo że tłumaczysz w zakładce, że mowa o spin-offie:
(...) Rozsiądź się wygodnie, Towarzyszu, i pozwól się zaprosić na spin-off z HN opowiadający o losach Ramsay'a III Szalonego - lwa, który pragnął zostać bogiem. – A w menu nie użyłaś apostrofa… Ale w sumie to dobrze, gdyż jest on niepoprawny. Ramsaya.
Dodatkowo dywiz nie pełni funkcji myślnika (KLIK).

Spis treści jest imponujący – pokazuje, jak spore masz plany co do projektu i szczerze liczę, że uda Ci się je wszystkie zrealizować, łącznie z odcinkami specjalnymi oraz Sekretami Uniwersum. Brawo. To robi wrażenie, tym bardziej że większa część wymienionych  odcinków nosi już tytuły.

Kilka słów o zakładce z bohaterami.
Od razu rzuciło się w oczy, że samych Złoziemców opisałaś już dwunastu (a jeszcze pod opisami znajdują się dodatkowe, nieuzupełnione imiona), natomiast w Historii Ramsaya mamy dziesięciu bohaterów. Wciąż nie uzupełniłaś podstrony o innych bohaterach, ale podejrzewam, że tam też znajdzie się ich całkiem spora liczba. Szczerze? Przeraża mnie ta ilość. Zaczynam się bać, że nie ogarnę tylu charakterów. Tym bardziej że zakładka nazywa się: Ważni bohaterowie. Naprawdę wszyscy są aż tak ważni? Mam złe przeczucia co do tej kwestii.
Swoją drogą to bardzo ładne portrety. Ujmujesz tymi grafikami, brawo.

Jeżeli chodzi o betę zakładek, to w O blogu:
(...) wreszcie: wiecznym Kręgiem Życia, a spiralą okrucieństwa i śmierci. – Przecinek zbędny.

W Autorce:
Uwielbiam kolor czarny, chabrowy i fioletowy (...). – Wymieniasz kilka, a więc Uwielbiam kolory….

(...) kocham również mocne brzmienia Dope czy Sabaton (...) – Dope’a czy Sabatona.

Owszem, nawet bardziej, niż słone przekąski. – Zbędny przecinek (po niż tylko wtedy, gdy dalej masz orzeczenie).

W podpunkcie piątym, w zakładce o krwawym Billiym, brakuje Ci wcięcia akapitowego. Dodatkowo uwielbiam Twoje poczucie humoru:
Regulamin zmianie może ulec, jako że spisany przez wielebną autorkę wielebnym piórem z wielebnej przeceny. – Jednak słowo wielebny to zwrot odnoszący się do osób duchownych, także z tą przeceną to poleciałaś trochę za mocno. Może bardziej coś dopasowanego? Np. chwalebny (zaszczytny) albo znamienity (wybitny)?

Zakładka ze spisem i opisem poszczególnych stad również robi wrażenie. Przeczytałam całość i, chociaż sądziłam na początku, że szybko się pogubię, to nic takiego nie miało miejsca. Duży plus, bo opisać całość tak składnie nie było na pewno prostym zadaniem, uniknęłaś również spoilerów.
UPDATE: Kilka dni po przeczytaniu tej zakładki nie pamiętam praktycznie żadnej nazwy i żadnego opisu. Kojarzę kilka bardziej charakterystycznych miejsc, ale bez szczegółów. Na moje oko to za dużo treści, by zapamiętać wszystko za pierwszym czy nawet drugim podejściem. Oby te opisy wynikały bardziej z tekstu – wtedy dotrą łatwiej, staną się plastyczne, zaczną kojarzyć się z kontrentymi wydarzeniami i fabułą. Pamiętajmy, że zakładki są fajne, póki nie służą jako zastąpienie opisów w treści właściwej.

Kochają piękno i naturę, choć okazują to w o wiele bardziej subtelny sposób, niż górscy bracia.  – Zbędny przecinek przed „niż”.
Zjadło Ci też kilka  wcięć akapitowych. A odnośnie Ciekawostek?

Jest to połączenie stylu Disney'a z ostrymi cieniami Hellsing Ultimate. – Disneya (KLIK).

(...) w której dorastała Kiara i Kovu, po kolejne pokolenie. – Dorastały.

13. Szamanki Królestwa Siedmiu Władców, Hila i Msalabi, miały nawzajem mówić wierszem, ale... em... wielebnej autorce niewielebnie zabrakło umiejętności. – Co ty masz z tą wielebnością? Do umiejętności nie pasuje absolutnie.

Serren miała szesnaście lat, gdy poślubiła dwudziestopięcio letniego Hatariego. – Dwudziestopięcioletniego.

Reszta zakładek bez zarzutów. To teraz z czystym sumieniem zabieram się za treść główną.

KRÓL LEW: HISTORIA RAMSAY’A
Ten apostrof w tytule jest niepoprawny. Pilnuj się; nie będę wypisywać każdego takiego potknięcia.

PROLOG – Ślad Zbrodni
Drugie człony tytułów (o ile nie są one nazwami własnymi) zapisuje się z reguły małymi literami. Ty zapisujesz je wielkimi, zupełnie niepotrzebnie. Co ciekawe, na przykład w rozdziale pierwszym, w spisie treści masz zapis: Rozdział I – Lew ze Snu, a gdy wchodzi się na podstronę, wisi już ta poprawna wersja: Lew ze snu. Musisz być bardziej konsekwentna.
Swoją drogą początek tej części oceny może wyglądać jak beta – najpierw zwracam uwagę na mocno rzucające się błędy, a dopiero potem, po przeczytaniu większej ilości tekstu, komentuję treść.
Jeżeli chodzi o interlinię, to masz za małe odstępy między linijkami (nie licząc odstępów między akapitami), co zwyczajnie męczy wzrok.

Cichy, rozpaczliwy szept zdawał się rozdzierać jej duszę na milion kawałków, przywołując bolesne wspomnienia. – Wyrażenie rozdzierać na milion kawałków bardzo kojarzy się z Pięćdziesięcioma twarzami Greya, a to dopiero pierwsze zdanie prologu. Nie brzmi to za dobrze.


Zira zmierzyła pogardliwym wzrokiem lwa zalanego krwią, który kaszląc i dusząc się, pełzał u jej stóp. – Zabrakło ci tam wcięcia akapitowego oraz przecinka przed imiesłowem kaszląc.

Lwica sięgnęła pamięcią do odległych wspomnień ciążących w jej sercu jak grzech. – Ciąży się „na sercu”.
Nie podoba mi się to porównanie do grzechu w uniwersum Króla Lewa. Kojarzy się mocno z paradygmatami religijnymi, szczególnie chrześcijańskimi, poza tym dalej opisujesz historię, w której lwica była tylko świadkiem zbrodni Ramsaya, ba, nawet mu się sprzeciwiała. Dlaczego swoje bieżące położenie skojarzyła akurat z grzechem, kiedy sama była „czysta”? Nie zrobiła wtedy niczego złego...

Jak jego tępe zazwyczaj spojrzenie w jednej chwili stało się mrożące; zabójczo inteligentne. – Przesadzasz z tym zabójczo inteligentnym spojrzeniem, szczególnie gdy wskazuje je narrator, który powinien być osobą raczej postronną, nieco bardziej chłodno oceniać postaci.

To ja powinienem być władcą, gdyby tylko... dano... mi... szansę! — z każdym kolejnym słowem uderzał jej głową w skałę coraz mocnej, aby w końcu rzucić nią [głową?] na ziemię jak marionetką. – Przed chwilą dociskał ją do zwłok ojca, a teraz nagle jakaś skała. Za szybki przeskok, nie czuć go, budzisz wątpliwości.

Fragment wspomnienia zlewa się trochę z wydarzeniami teraźniejszymi. Może jakaś kursywa, większy odstęp? Łatwiej byłoby się przenieść wyobraźnią do przeszłości lwicy.

Ramsay chwycił ją gwałtownie za skórę na piersi, przyciągając jej twarz do swojej. 


Tego się trochę obawiałam, szczerze mówiąc. Mamy uniwersum Króla Lwa i lwie postaci zamiast ludzi. Oczywiście, że chcesz je uosabiać i nic w tym złego, ale to wiąże się głównie ze stroną emocjonalną, a nie anatomią. Trochę się mieszasz; opisujesz na przykład lwy z łapami, a nie z dłońmi – i dobrze. Więc dlaczego te same lwy mają twarze zamiast pysków?
PWN jasno określa, że twarz to:
1. «przednia strona głowy ludzkiej»
2. «człowiek, osoba».

— I co mam mu powiedzieć, gdy dorośnie? — mrugnęła kilka razy, by strącić niechciane łzy. – W zapisie dialogów, kiedy wtrącenie narratorskie nie dotyczy bezpośrednio mowy i wypowiedzi (np. powiedział, stwierdził, zapytał, mruknął itp.), zaczynamy je wielką literą.

(...) niż być potomkiem czegoś takiego, jak ty. – Przecinek zbędny.

Ten lewek będzie szczęśliwszy, jak go utopisz w rzece. Nie lepiej: to lwiątko? No i to trochę nielogiczne. Może się czepiam, ale jak umierający lew miałby pójść i utopić syna? Może lepiej: utopi się lub gdybyś utopił go?

Przyległa do jego czarnej, potarganej grzywy, płacząc z powodu utraty brata. – Ekspozycja. Bez problemu domyślam się sama, jaki jest powód jej płaczu.

Uratować go mogą tylko tacy, [przecinek zbędny] jak my, najdroższa.

— Świat to zapchlony padół — wyszeptał Skaza czule do jej ucha. — Uratować go mogą tylko tacy, jak my, najdroższa. Zapomnij o tym mordercy. Czeka nas obojga świetlana przyszłość.
— T... trojga.
Przed chwilą umarł brat Ziry, lwica jest w rozpaczy. Nie wiem, czy to dobry moment, by uświadamiać męża o ciąży.

— Nie chcę, aby na świecie pozostało cokolwiek z Ramsay'a. Ramsaya.

To jedna z tych bardzo długich i nieprzyjemnych opowieści, w której wszyscy doskonale znają zakończenie i nieuchronny "bad end" (...) – niepoprawny cudzysłów. Ten właściwy wygląda tak: „(...)” i możesz go otrzymać za pomocą kombinacji ALT+0132 i ALT+0148 (z włączoną klawiaturą numeryczną). Microsoft Word sam zamienia cudzysłów angielski na polski, ten właściwy.

Posłuchajcie więc opowieści o Ramsay'u III Szalonym. – Ramsayu.
Lwu, który pragnął być bogiem. – Lwie.

Uwagi odnośnie rozdziału? Na razie czyta się płynnie. Jako że jest to wstęp, trudno napisać o nim cokolwiek. Trochę żałuję, że – chociaż w pełni świadomie – obrałaś taki kierunek i zdradziłaś zakończenie, zanim historia zdążyła się w ogóle rozpocząć. Nie znam czytelników, którzy chętnie zaczynają książkę od ostatniego rozdziału, ale na pewno znam takich, którzy chcieliby do końca czuć choćby lekkie napięcie. Mogłaś na wiele sposobów rozpocząć, zaciekawiając czytelnika bardziej. Teraz, w aktualnej wersji zdradzasz już nawet nie samo zakończenie, ale też elementy poboczne – śmierć rodziców bliźniaków, przybliżasz charakter postaci, informujesz o długu. W sumie tylko ten dług jest kwestią, która – gdybym nie była oceniającą – w jakiś nikły sposób (ale jednak) przytrzymałaby mnie przy tekście.  


ROZDZIAŁ I – Lew ze snu
Gdyby nie ciche [przecinek] senne pomruki rozchodzące się po głuchych ścianach [przecinek sugerowany] pogrążonych w nocnej ciemności, można by pomyśleć, że w miejscu tym nie znalazłaby się ani jedna żywa dusza. – To scena statyczna, dzięki przecinkom w tak długich zdaniach pozwalasz czytelnikowi odetchnąć, odpocząć. Gnanie na łeb na szyję jest dobrym rozwiązaniem w scenach dynamicznych, ale gdy nic się nie dzieje, kiedy jedynie opisujesz przestrzeń (i to jeszcze w nocy, gdy wszyscy śpią) – daj odetchnąć. Stąd moja propozycja na drugi przecinek; pierwszy jest obowiązkowy (wymieniasz równorzędne przymiotniki).

(...) o niedościgłym marzeniu, jakim był pełny brzuch i błogie uczucie sytości. – Wymieniasz dwie cechy (brzuch i uczucie sytości), a więc potrzebna jest liczba mnoga: o niedościgłych marzeniach, jakimi były (...).
Poza tym wystarczy jedno – albo pełny brzuch, albo uczucie sytości – inaczej lejesz wodę.

Ale było pewne lwiątko, które poruszało się ciszej, [przecinek zbędny] niż wiatr. – Pisałam już, że przecinek przed niż pojawia się tylko wtedy, gdy po tym spójniku wisi jeszcze jakieś orzeczenie (czasownik). Podobna sytuacja:
(...) a nie ma nikogo bardziej groźnego na całej Ziemi Wyrzutków, niż dawna królowa Lwiej Ziemi uniesiona w nagłej furii.

Dopiero teraz, gdy przeczytałam, że głównym lwiątkiem tej sceny jest Nuka, zrozumiałam, że mowa o potomku Ramsaya. Do tej pory, po prologu (a szczególnie po Twoich słowach pod nim), intuicyjnie wyobraziłam sobie właśnie małego królewicza i zastanawiałam się, gdzie jest jego siostra. A teraz jednak dostałam ciąg dalszy prologu, tak? Muszę się upewnić, czuję się trochę zmieszana.


— I cóż takiego robił tenże jakże dziwny lew? — przerwała mu w połowie zdania. Nuka na moment się speszył. – Po wypowiedzi dialogowej należącej do, powiedzmy, bohatera A może pojawić się tylko i wyłącznie opis dotyczący tegoż właśnie bohatera. Reszta powinna znaleźć się w nowym akapicie. W tym wypadku podkreśliłam tę resztę.

Po owym śnie lewek obudził się zlany potem i drżący, lecz jednocześnie z nietypowym uczuciem samozadowolenia. Akapit zaczynający się tym zdaniem nie ma wcięcia.

(...) brudno-pomarańczowe promienie – brudnopomarańczowne. Dywiz stawia się pomiędzy kolorami tylko wtedy, gdy rozdziela si od siebie dwie różne barwy, np.: biało-czerwony albo niebiesko-zielony. Natomiast odcienie zlewające się w jeden kolor zapisujemy łącznie, np.: krwistoczerwony czy bladoróżowy.

1. Co takiego Ramsay mógł uczynić Zirze w przeszłości, że okres swego dzieciństwa nazwała "piekłem"? – Niepoprawny cudzysłów.

Podoba mi się zakończenie – Nuka, który nie potrafił zasnąć, jego zaledwie subtelne napomknięcie o zazdrości… Zaczynam przejmować się nim, nie popieram zachowania Ziry i intryguje mnie… No właśnie, ale ciągle mowa o Nuce, a nie głównym bohaterze, Ramsayu. To dość niebezpieczny sygnał, nie sądzisz?  
Ten rozdział zadziałał na mnie zdecydowanie lepiej niż prolog, a to przecież tam mierzyłam się z poważnym dramatem działającym na emocje. Niestety tam też dostałam brzydki spoiler o Ramsayu i jego potomku, a tutaj opisałaś dalsze losy maleństwa, które zdrowo rośnie i ma się dobrze, no poza może dręczącymi go snami. I, powiem brutalnie, historia Nuki w tym momencie zainteresowała mnie bardziej niż Ramsay, o którym przecież masz opowiadanie oraz który – co mnie boli, bo już to wiem – nie żyje.

Okej, kwestia z kontynuowaniem prologu wyjaśniona została w posłowiu. Zrozumiałam, ale nadal uważam, że to strasznie kłopotliwe rozwiązanie. Czytelnik nie siedzi w Twojej głowie, nie zna tej historii i opiera się tylko na tekście, który na pierwszy rzut oka wydaje się trochę pomieszany. A Ty najpierw zostawiasz takiego skonfundowanego odbiorcę z notką sam na sam, a potem pod nią tłumaczysz swoje pobudki, kiedy wątpliwości już zdążyły się wykluć w trakcie czytania. Dwie sugestie: albo umieść „posłowie” nad rozdziałem, albo nie umieszczaj całości jako rozdziału pierwszego (po takim rozdziale pierwszym nagle okazuje się, że do końca już, do samiuśkiego epilogu będziemy mieli do czynienia z retrospekcją, mieszasz na linii czasu). Osobiście to właśnie na końcu prologu postawiłabym trzy gwiazdki i wkleiła ten rozdział pierwszy pod nimi, jako drugą scenę i potem postawiła rozdział drugi jako rozdział pierwszy, zgodnie z zamysłem prowadzenia historii równej w czasie.
To naprawdę wiele by ułatwiło, a dodatkowym plusem byłoby zastosowanie na czytelniku nieco psychologicznego zabiegu – odbiorca świeżo po prologu, w którym Nuka dowiaduje się o Ramsayu, będzie mógł jakby poniekąd wraz z nim śledzić jego przeszłość. Dzięki temu czytelnik wczuje się w małego lewka i będzie chciał rozwiązać tajemnicę tak samo jak on, poznać historię lwa, który nawiedził młodego w snach. Nie będzie to tylko takie suche wejście w tekst zaraz po poznaniu zakończenia sagi, jakim prolog jest teraz. Ale pamiętaj, to tylko sugestia.

ROZDZIAŁ II – Jak ogień i lód
Mimo że jego niezgrabne łapki lwiątka wcale nie ułatwiały zadania, dawał z siebie wszystko, aby tylko dotrzeć do domu na czas. – Darowałabym sobie określenie „lwiątka”. Z marszu wyobraziłam sobie właśnie takie stworzenie, dodatkowo brzmi to trochę nieporadnie. Czy w przypadku opowiadania o ludziach pisałabyś o niezgrabnych dłoniach ludzkich? No nie bardzo. Same łapki starczą.

Jeśli jednak ktoś przyjrzałby się braciom bliżej, dostrzegłby niepowtarzalny szary pieprzyk pod lewym okiem Ramsaya i fakt, iż ma on nieco mniejszą oraz bardziej starganą grzywkę na czubku głowy (o czym Aidan nie wahał się wspominać przy niemal każdej okazji). – To brzmi tak, jakby to pieprzyk miał grzywkę (+ czas: miał on). Niepoprawny podmiot.
Ten nawias to ekspozycja – zachowanie Aidana powinno wynikać z jego… zachowania, nie z dopisków narracyjnych. W całym rozdziale nie pojawiła się taka uwaga, nie wyszła bezpośrednio z bohatera.

Bracia ramię w ramię ruszyli w stronę siedziby królewskiej z białego granitu położonej na południu, by ujrzeć nowego członka rodziny. – Informacja o białym granicie w tym zdaniu robi wrażenie wepchanej na siłę. Czytelnika w tym momencie interesuje nowonarodzone lwiątko oraz zachowanie braci, a nie to, z czego zrobiona jest siedziba królewska. Nie to miejsce, nie ten czas. W dodatku określenie siedziba z granitu kojarzy się z budowlą ludzką, nie z naturalnie ułożonymi skałami czy grotą.
Z jednej strony podoba mi się, że siedziba królewska jest z granitu (często określanego królewskim), lecz z drugiej – granit to skała magmowa głębinowa, którą wydobywamy spod ziemi. Nie potrafię sobie wyobrazić, aby lwy były w stanie to zrobić. Tak więc królestwo wydaje się nieco nierealne (lecz może tylko z punktu widzenia przyszłej geografki – taka luźna uwaga).

— Taaak! Mam siostrzyczkę, mam siostrzyczkę, mam siorzyyyyczkę!

Lwiątka wybiegły z jaskini, po drodze potrącając kilka lwic ze stada [przecinek] zmierzających, by ujrzeć nową księżniczkę Królestwa Kijani.

Lewki leżały teraz na trawie, przyglądając się leniwie przepływającym [przecinek] pierzastym chmurom.

Chłopiec wyprostował się, wzrokiem przeczesując rozciągające się za polaną Królestwo Kijani. – Waham się nad chłopcem, wyobrażam sobie od razu ludzkie dziecko płci męskiej. Dziwnie to brzmi w opowiadaniu o lwach.

Nie mamy chyba wyboru, jak przetrwać tą głupią ceremonię. – Tę.

Wyrwę się z kręgu życia i pognam hen [przecinek] daleko!

Pierwszym [przecinek] co zrobię, gdy zostanę królem, będzie podbicie Mglistej Doliny.
Masz bardzo krótką notkę, a ja nie potrafię pozbyć się wrażenia, że upchałaś w niej zdecydowanie za dużo informacji. Z jednej strony dobrze, bo nie lejesz wody, nie tracisz weny na puste słowa, które nie mają znaczenia, ale z drugiej – w tym samym zaledwie kilkuakapitowym rozdziale mamy bardzo dużo sytuacji z rodzaju *wink, wink* do czytelnika. Na przykład z grubej rury Ramsay nazywa świeżo urodzoną siostrę „Nienawiść”; ukazuje bratu swoje niecne plany na przyszłość; mówi, że chciałby być Bogiem; rodzice najprawdopodobniej zdają sobie sprawę z jego, ekhm, podejrzanego zamiłowania do negatywnych emocji i nic sobie z tego nie robią, tylko olewka totalna… Po tak niesubtelnej notce nie bardzo mam ochotę na więcej, mimo że piszesz całkiem składnie i poprawnie, i opisujesz sceny plastycznie, i nawet nie eksponujesz przesadnie (no może poza ekspozycją charakteru Ramsaya, ale o tym właśnie wspomniałam).
Powróćmy jeszcze na moment do kwestii wyboru imienia, bo to również dość mocno mnie dziwi. Naprawdę rodzice nie mają nic przeciwko, by córkę nazwać „Zira”? Tym bardziej w rodzinie królewskiej? No nie wiem, to chyba nie powinno przejść. I jeszcze komentarz ojca-króla, że właściwie nie ma co się kłócić z Ramsayem… Ale hej! To przecież tylko najwyraźniej nieusłuchany szczeniak i ktoś, a przede wszystkim ojciec, powinien mieć nad nim kontrolę i nie pozwolić mu na taką samowolkę. Rozumiem, że to główny bohater, jednak dawanie gówniarzowi zielonego światła na realizowanie swoich niedorzecznych wizji, gdy chodzi o imię przyszłej królewny, nie jest dobrym pomysłem… Zaczynam wątpić w realizm tej historii. Jakby wszyscy klepali Ramsaya po główce i zgadzali się na wszystko tylko dlatego, że jest głównym bohaterem. Nie ważne, że może zaszkodzić. Nie ważne, że jest tylko butnym dzieciakiem.
No i rzeczywiście nie będzie przypału? Inne lwy pewnie nieźle się zdziwią, gdy królewna będzie nazywać się Zira. A będzie, bo to już niestety wiemy z prologu.
Największym plusem notki było zdecydowanie ukazanie relacji między braćmi. Widać kontrast ich charakterów, ale jednak troska, dobroć względem siebie i wspólne pasje przeważają, a jednocześnie są bardzo naturalnie wprowadzone. Pod tym względem nie zapomniałaś, że postaci są dziećmi i wyszło na plus.


ROZDZIAŁ III – Władza boga Jahanamu
W spisie treści tytuł rozdziału brzmi Władza Jahanamu, lecz po otworzeniu notki jest już taki, jak powyżej.

W jednej z najstarszych starożytnych legend, powtarzanych od dawien dawna pomiędzy lwimi stadami niemal od Ery Wielkich Szamanów, noc jawiła się jako cicha, uśpiona królewna spowita w czerń, która nucąc słodkie pieśni o każdym wschodzie księżyca, tkała zręcznymi łapkami miliardy gwiazd mających przypomnieć śmiertelnikom o duszach ich zmarłych. – Tym zdaniem zaczynasz rozdział, a ja już czuję się przytłoczona. Pisałam wyżej o uczuciu przesytu, prawda? Że, moim zdaniem, wrzucasz wiele informacji w nadmiarze? Potnij to zdanie, bo w połowie nie pamiętam początku, a na końcu nie pamiętam już środka. Przecież nie o to w lekkim pisaniu chodzi, by dawać czytelnikowi zdanie, które trzeba przeczytać dwa razy.

Podoba mi się rozmowa Ramsaya z Usafi. Wyszło bardzo naturalnie, smacznie.

I robię [przecinek] co tylko zechcę.

— Pewnie [przecinek] pewnie, panie władco. — Popchnęła go zaczepnie, powodując, że on też nabawił się dobrego humoru. – Nabawiać się to, według słownika, «sprowadzić na siebie coś przykrego». Dobry humor nie jest przecież niczym przykrym; zły kontekst.

— No głowy to to za bardzo nie urywa — toto, czyli lekceważąco: «o kimś lub o czymś mało ważnym». Wynika to z kontekstu o urywaniu głowy.

— Tu gdzieś musi być jakieś przejście — rzekł Ramsay rozdrażniony, starając się skupić bardziej na rozwiązaniu, niż ni stąd ni zowąd burczącym brzuchu. – Szyk: rzekł rozdrażniony Ramsay. Inaczej brzmi to trochę jak tytuł: Ramsay Rozdrażniony III, he-he.
Zbędny przecinek przed niż.

— Ramsie, wracajmy już do domu. Jest mi zimno i-
Dywiz na końcu? Polecam wielokropek.

Nagle czyjaś ciężka łapa przygniotła Usafi do samej ziemi tak silnie, że lwiczka straciła dech. Jedno silne szarpnięcie za kark sprawiło, że [przecinek] chcąc nie chcąc [przecinek] musiała spojrzeć na pysk prześladowcy. – Mamy akcję, coś się dzieje, a ty wykorzystujesz niepotrzebne wtrącenie (podkreślone w przykładzie). Staraj się utrzymywać napięcie w scenach dynamicznych, nie przeciągaj celowo, bo spowalniasz tempo.

Głęboko rubinowe oczy Ramsaya pociemniały nagle tak srogo, że Giza mimowolnie odrobinę zwolnił ucisk na Usafi. – No nie bardzo, kurczę. W sensie tak, wiem już, zdążyłam się zorientować, że Ramsay jest odważny i butny, i zdolny do wszystkiego, ale… On dyskutuje ze starszym, w dodatku niebezpiecznym synem przywódcy stada, który powinien z kopem w tyłek, bez żadnego problemu odesłać królewicza do domu (załóżmy, że to ktoś bardziej ogarnięty i raczej nie będzie przez takiego przykurcza robić sobie dodatkowych problemów z królem innego stada, ojcem Ramsaya). A Giza jednak… przestraszył się? Takiego szczyla? Bo co? Bo oczy? Serio? Chyba jednak trochę przesadziłaś. Żebyś nie zrobiła z Ramsaya za chwilę Gary’ego Stu, proszę…

Owo cudowne uczucie rozlało się po wszystkich zakamarkach jego [zbędne] ciała i umysłu, a w głowie zaczęła kołatać się myśl tak szalona i tak intensywna, że wbrew całej sytuacji na jego twarzy pojawił się uśmiech upiornie kontrastujący z przymrużonymi, spokojnymi oczyma, swą surowością mogącymi zmrozić ostatni najcieplejszy blask. – Kolejne zdanie-kolos. I to w samym środku sceny dynamicznej… Jestem na nie. Za dużo przymiotników, dopowiedzeń, sugestii.
Już zdążyłam się domyślić, że Ramsay jest porywczy, uparty i – jak na swój wiek – silny (a właściwie ciekawe skąd; skoro pierwszy raz czuje krew, to znaczy, nigdy wcześniej nie brał udziału w prawdziwej bójce? Jednak nie był aż takim chuliganem, za jakiego go miałam). Bardzo dużo dopowiadasz na siłę, byleby przekonać mnie, że Ramsay ma taki i taki charakter.
Stawiaj na sceny. Na czyny, czyli zachowanie postaci, i słowa – czyli myśli, dialogi… Nie eksponuj przesadnie, a już na pewno nie w scenach dynamicznych, gdy coś się dzieje. Najpierw budujesz napięcie, opisujesz walkę, a za chwilę to wszystko psujesz i przechodzisz do interpretacji emocjonalności bohatera. I po co w ogóle te dopiski o intensywności, upiorności czy surowości (tak, naprawdę dotarło już do mnie, że Ramsay ma wyjątkowo chłodne spojrzenie...). Co za dużo, to niezdrowo, wierz mi.
Po tym zdaniu-kolosie dopisałaś jedno, krótsze: Wszystko wydarzyło się zaledwie w ciągu ułamka sekundy. Ale to już mnie nie przekonuje, bo tamto wcześniejsze zdanie przeczy temu, odrywa od przeżywania autentycznych sekund.
No i takie chociażby „zaledwie” to też słowo-zapychacz. Niby nic, ale jednak. Gdybyś je wycięła, dostałabyś konkretne: Wszystko wydarzyło się w ciągu ułamka sekundy. Ta informacja sama w sobie przekazuje, że jest to bardzo krótki okres; czytelnik rozumie, co czyta. Nie dopowiadaj, omijaj zbędne przymiotniki, bo psujesz dynamikę. Nie przekonuj na siłę, bo gdy starasz się za bardzo, działa to zupełnie w drugą stronę, na niekorzyść.

Zaczął powoli zaciskać palce, jakby starając się jak najdłużej rozkoszować ową chwilą.


Lew dusi lwa, zaciskając palce. Ekhm. Tak. No na pewno.
Nawet w Królu Lwie lwy miały zwykłe łapy, nie odstawały im palce tak, by móc je zacisnąć na czyjejś szyi. Zdaję sobie sprawę, że w bajce też była scena duszenia, ale całymi łapami, a nie zaciskanymi palcami.
Być może się czepiam, ale to pogrubienie naprawdę głupio brzmi.

Kiedy Giza zorientował się, co się działo, było już za późno. Nigdy jeszcze nie spotkał się z lwiątkiem, które walczyło by tak, jak Ramsay (...) – walczyłoby tak jak Ramsay.

Doszedł go głos dochodzący gdzieś z oddali.

— Uratowałem cię — powiedział cicho, dziwiąc się, dlaczego nagle lwiczka tak go traktuje. – Podkreślenie jest zbędne; łatwo domyślić się po wcześniejszym tłumaczeniu zachowania Usafi, dlaczego Ramsay się zdziwił.

Bardzo przyjemnym zabiegiem jest zadawanie pytań czytelnikom po skończeniu rozdziału. Tym razem zadałaś trzy, jednak na środkowe odpowiedź jest cholernie oczywista. Od razu rzuca się to w oczy. Przez chwilę nawet pomyślałam, że jestem na tę historię za… stara; że gdybym pokazała ją córkom znajomych – kilku- i kilkunastoletnim – pewnie cieszyłyby się z niej bardziej, niż ja potrafię. Wyczuwam sporą dozę dziecięcej naiwności w fabule. Godną, oczywiście, bajki, co nie jest złe. Jednak nie do końca potrafię się wczuć, mając już zaliczoną pewną ilość wiosen i sporo się w życiu naczytawszy.

ROZDZIAŁ IV — Pierwszy i ostatni błąd
Wiadomym za to było to, że — jak prawią szamani — jeśli przywódcy narodzą się lwiątka z [zbędne] tego samego miotu, to znaczy, że duchy przodków otwarły przed królestwem dwie ścieżki przeznaczenia i jedynie od podjętej decyzji zależy, którą z nich podążą dalsze losy wszystkich poddanych. Właśnie dlatego rytuał obchodzono z drobnostkową dbałością o każdy detal, szczególnie, że podobna okazja mogła nie nadejść przez następne kilka, a może nawet kilkanaście pokoleń.Szczególnie że bez przecinka.
Lwiątka nie dają określenia jednoznacznego do płci. Źrebak czy pisklę (czy nawet dziecko) to też określenia neutralne, więc trzeba rozwinąć tę kwestię. 
Dodatkowo lwy rozmnażają się cały rok, a mioty liczą zwykle od jednego do sześciu lwiątek. Przy takiej liczbie trudno, by narodziny dwóch samców były czymś szczególnym – skąd więc pomysł, że taka okazja może nie nadejść przez następne kilka pokoleń? Wątpię, by panowało jakieś przekleństwo, że rodzą się ciągle samiczki lub jeden samiec – nie wspomniałaś o tym. Można by to nieco przekształcić; młodym lwom żyjącym na wolności zagrażają często choroby, a także drapieżniki takie jak sępy, hieny czy lamparty, więc (według statystyk) tylko jedno na pięć lwiątek osiąga dojrzałość.
Potraktuj tę uwagę jako luźną sugestię. Rozumiem, że opowiadanie to fanfik bajki, w której sam Simba był przecież jedynakiem i wszystkie zwierzęta zjawiły się, by powitać nowego króla, jednak bajki też mają jakieś swoje mankamenty, których logicznie dałoby się uniknąć, na przykład w prozie. :)

Zaraz, moment. Okazuje się, że rozdział przedstawia dzień rytuału wybrania przyszłego władcy stada. Trochę mi się przykro zrobiło, że nie ma ciągłości i nie dowiedziałam się, jak na nieodpowiedzialne zachowanie Ramsaya zareagowali jego rodzice zaraz po tej niebezpiecznej sytuacji. Liczyłam na niezłą reprymendę, reakcję Ramsaya i jego tłumaczenia, a tu proszę… Jakby nigdy nic.

Lepiej skończ zachowywać się jak pajac i zacznij wreszcie przypominać prawdziwego księ-
Tak jak poprzednio.
W tym momencie całą przemowę przerwało drzewo, które wyrosło tuż przed biednym Ramsayem nie wiadomo kiedy. – To zdanie jest… mylące. Jakie drzewo? Po co? To część rytuału – coś jak Babcia Wierzba z Pocahontas – czy po prostu Ramsay na jakieś wpadł? Chyba to drugie, ale przyszło mi to do głowy dopiero po kolejnym czytaniu fragmentu.


— Popatrzcie! Król i królowa już do nas idą! — rozległy się głosy słyszalne już w oddali.

(...) podniósł głowę i utkwił w lwicy spojrzenie ciemnorubinowych oczu (...) – tak, wiem, jakie Ramsay ma oczy. Pamiętam. Czy ta informacja będzie się przewijała w każdym rozdziale co najmniej po trzy razy?

Taabu zbliżył się do swojego pana, sycząc chrapliwie ostatkami sił: (...).  Czy to znaczy, że umierał? Tak to brzmi. Cała scena do tego momentu była… pozbawiona emocji. W ogóle nie poczułam tego strachu hieny. Wszystko zadziało się zbyt szybko i… sucho.

Czy przekazanie władzy lwiczce jest zgodne z prawem lwów? Tak teraz sobie pomyślałam, że to dość dziwne, aby, nie dość, że młodsza, to jeszcze kobieta przejmowała władzę, gdy starsi bracia żyją. Chyba lwy też mają jakieś kodeksy, skoro ceremonie i władza istnieją?

Nie wypadało w tak wielką uroczystość spóźnić się z ostateczna decyzją (...).

Serce łomotało mu w pierwsi wcale nie słabiej, niż królewskim lwiątkom. – Przecinek zbędny.

Jedynie malutka Zira zdawała się mniej zainteresowana wydarzeniami, a bardziej trzepoczącym motylkiem. Motylek? W nocy? Lepiej by brzmiało, gdyby to była ćma.

Rozdział czytało się lekko: ważna rozmowa Taabu z królem wypadła nawet naturalnie, (chociaż początek miała suchy), a zachowanie przywódcy godne rodzica, ale… Kurczę, naprawdę Jiwe nie wie? Nie domyśla się, że w przepowiedni chodziło o Ramsaya? Przecież już wcześniej pisałaś, że ten był dość… kłopotliwym lwiątkiem, na dodatek sytuacja z poprzedniego rozdziału mocno to potwierdza. No i jeszcze to imię dla siostry… Na moje oko to odpowiedź jest bardzo dobrze znana, ale specjalnie, na potrzeby opowiadania, robisz z króla cielęcego ślepca. Przez to wciąż mam wrażenie, że historia jest mocno infantylna i naciągana, szyta grubymi nićmi. Co też od razu jej nie skreśla – przyjemnie odkrywa się kolejne karty lwich losów, bardzo miłe jest poczucie cofania się w czasie do lat dziecięcych (gdy Król Lew budził w dziecku prawdziwe emocje), aczkolwiek dziś raczej traktuję tę opowieść z przymrużeniem oka. Chociaż jednocześnie trudno mi nie komentować mniejszych bądź większych błędów w researchu – jak chociażby w przypadku tej wyjątkowości rytuału z powodu rzadkości narodzin dwóch samców w jednym miocie. Co więcej, nie bardzo rozumiem, czemu tak wszyscy przygotowywali się do rytuału, co zaznaczyłaś na początku rozdziału. Myślałam, że wydarzy się coś specjalnego, że zwierzęta naprawdę się napracują. Czekałam, czekałam… a tu tylko pomazanie farbą. To są te ważne szczegóły i dopięcie na ostatni guzik, wymagające takiej pracy? Trochę się zawiodłam. Rzeczywiście, sam moment wyboru lwiątka był emocjonujący, nawet jeśli wiedzieliśmy, kto zostanie królem, a jednak dla mnie trwało to za krótko. A jeśli działo się coś po przysiędze, to nie mam pojęcia co – skróciłaś mi tę scenę.

ROZDZIAŁ V — Prawda
O pamiętnej nocy, w której to Aidan został uhonorowany tytułem przyszłego króla, rozprawiano jeszcze przez wiele kolejnych miesięcy. Ku niezadowoleniu Ramsaya temat zdawał się nie gasnąć nawet wówczas, gdy oboje już osiągnęli wiek nastoletni. – I kolejny raz zaczynasz rozdział przeskokiem czasowym i streszczeniem tego, co działo się między poprzednią notką a tą. Nie jest to złe, ale naprawdę liczyłam, że Ramsay zapyta Aidana o powód jego decyzji, że będę świadkiem ważnych, pretensjonalnych rozmów, że dowiem się czegoś więcej – na przykład tego, jak rodzice reagują na przepowiednię w ciągu mijanych miesięcy, będą bacznie obserwować potomków (trudno mi też od razu uwierzyć w tę opisywaną przez narratora sielankę – Ramsay nic nie zrobił? Nie rozmawiał z nikim i nikt z nim? Nikt się nie zdziwił, że uciekł z ceremonii?), jak zastanawiają się, czy dokonali słusznego wyboru… A tu kolejny psikus – po prostu idź sobie, czytelniku, dalej. Jakby poprzednie wydarzenia nie miały już większego znaczenia. Narrator opowiada, że wszystko okej, chociaż poprzedni rozdział zakończył się dość ostro, a cała jego treść była niepokojąca. To samo czułam, gdy kończyłam rozdział trzeci i zaczynałam czwarty. Nazwijmy to może lekkim... rozczarowaniem.
„Już od dziecięcych lat lwiątka wyczuwały niespotykaną inność w zachowaniu księcia, dlatego rzadko próbowano z nim rozmawiać, a jeszcze rzadziej zapraszać do wspólnej zabawy”. – Zapisywanie takich określeń kursywą powoduje mocny nacisk na to słowo. Jakbyś wskazywała palcem – pacz tutaj, czytelniku, to jest ważne. Problem w tym, że inność Ramsaya jest widoczna od samego początku opowiadania, więc już nie musisz jej na siłę uwypuklać. Wciskasz mi do gardła opinię, którą potrafiłam wywnioskować bez Twojej dodatkowej pomocy. Ekspozycja. Dodatkowo napisałaś tu, że od dziecięcych lat widać inność Ramsaya, tak więc jeszcze bardziej ukazujesz ślepotę rodziców bliźniaków. Skoro nawet dzieci zauważyły, że Ramsay nie jest chętny do zabawy i wyróżnia się wśród pozostałych, a także roztacza dziwną aurę, to przynajmniej teraz król i królowa powinni znać konkluzję przepowiedni. Ciekawe, czy dowiemy się, co o tym sądzą po takim czasie.

(...) pomyślał Aidan, wzdychnąwszy z ulgi. – Z ulgą.

Już miał uczynić uwagę, że daleko nie zajdą w takich egipskich ciemnościach, gdy wnet jego ojciec sięgnął po suche polano i rozpalił je zręcznym potarciem o ziemię. –  Nie rozpalisz ognia za pomocą samej ziemi, nawet jakbyś była krewną MacGyvera. Przydałby się krzemień.

(...) kiedy to jeszcze dusze przodków wędrowały po ziemi, zstampiając z nieba w noc przesilenia (...). – Zstępując.

Założyli ją dawno temu Wielcy Szamani w Erze Duchów, kiedy to jeszcze dusze przodków wędrowały po ziemi, zstampiając z nieba w noc przesilenia, gdy gwiazdozbiór Moyo osiągał najwyższy punkt. – Nie rozumiem stwierdzenia, że gwiazdozbiór osiągał najwyższy punkt. To brzmi tak, jakby hasał sobie po niebie, a przecież konstelacje mają swoje stałe miejsca.

— Zdecydowanie muszę pokazać to miejsce Ramsayowi — zadecydował książę, doglądając [oglądając] kolejne postacie. — On uwielbia takie rzeczy… Może dzięki temu przestanie być taki… smutny. — Ostatnie słowo wypowiedział z nutką goryczy.
— Czy wszystko w porządku pomiędzy tobą, a bratem? [zbędny przecinek]
— Nie jestem pewien — odrzekł Aidan. — Zawsze był ponury, ale gdy byliśmy jeszcze dziećmi, wciąż wygłupialiśmy się razem, chodziliśmy w nasze miejsca i rozmawialiśmy, czasem nawet całymi wieczorami. Ale ostatnio... coś się zmieniło.


Dlaczego to Aidan został królem? Przecież wydaje się tępy do sześcianu.
Obiecujesz bratu, że oddasz mu tron i nie dotrzmujesz słowa, na dodatek udajesz, że nic się nie stało i jeszcze durnie z niego śmieszkujesz? Hmm, tak, nie martw się, Ramsay na pewno nie jest smutny przez ciebie! No co ty, Aidan…
Dodatkowo Jiwe pokazał Aidanowi jaskinię, którą widzą tylko królowie i jest to podobno wielka tajemnica, o której nikt nie ma pojęcia; Aidan mówi, że pokaże ją bratu, a król nawet nie reaguje? Rozumiem, że zaczął się poważny temat Ramsaya, ale chyba Jiwe powinien to jakoś skomentować?

— Ramsay zawsze pozostanie dla nas zagadką. Zarówno dla mnie, jak i dla twojej matki. Jest nieco inny, ale nie powinieneś się o to obwiniać. Trzeba go zaakceptować takim, jaki jest. – I trzeba zgadzać się na wszystkie jego durne decyzje, pobłażać mu oraz nie karać za niebezpieczeństwa, w które wpędza osoby trzecie (np. Usafi). Oto Jiwe – mistrz bezstresowego wychowania.

Ja także czułem się w ten sposób. – Brzmi nieporadnie. Nie lepiej: ja także się tak czułem?

Lew spojrzał z namaszczeniem na dawnych władców, którzy zdawali się ich obserwować spod przymrużonych powiek. – Jak to jest patrzeć z namaszczeniem? Pierwsze słyszę.

Jiwe wskazał na ostre litery — pismo przeklętego języka Rakhiran – brak kropki na końcu zdania.

Historia Roho Szalonego i w ogóle cały pomysł z pokazaniem pomieszczenia młodemu władcy – super sprawa. Podoba mi się atmosfera, którą wprowadziłaś i bardzo dobrze mi się to czytało. Mam jednak uwagę co do zakończenia notki:
Nie wiedział jednak, że kolejny zachód słońca miał być jego ostatnim. – Nie, nie i jeszcze raz: nie. Co to ma być za spoiler, hmm? Myślisz, że pogłębiasz tajemnicę, a tak naprawdę kopiesz pod sobą dołek. Chyba miałam czuć się zaintrygowana, a jestem mega zniesmaczona.
I jeszcze to durnowate pytanie pod rodziałem:
3. Czy domyślacie się już, w jaki sposób zginie Aidan?


Na dodatek tytuł następnego rozdziału, w połączeniu z tymi spolierami, też jest dość… wymowny.

ROZDZIAŁ VI — Król może być tylko jeden
— Kojarzysz tę dziewczynkę w moim wieku ze stada od tej szarawej lwicy?
— Usafi? — upewnił się Ramsay [przecinek] czując, jak na dźwięk tego imienia gardło ściska mu się w nieprzyjemnym bólu.
— Dokładnie. (...) No i mówię do niej: &Daj mi go, Smeagilio”, a ona na to “Dostałaś już tamten kwiatek, kamyczek jest mój”. – Coś tu się stało niedobrego z cudzysłowem; niepoprawnym zresztą, bo o tym poprawnym już pisałam: „(...)”. 
Dziewczynka w opowiadaniu o lwach nie brzmi dobrze. To określenie ludzkiej, młodej kobiety.
A tak poza tym ten fragment jest dość mocno mylący. Najpierw wydawało mi się, że Zirze chodziło o Usafi (Ramsay o nią zapytał, a Zira potwierdziła), ale przecież Usafi (chyba) nie jest w wieku Ziry. Gdy Ramsay wybrał się z Usafi na granicę, Zirę trzeba było nosić i nie mówiła, więc to niemożliwe. Potem czytam coś o jakiejś Smeagilli i zaczynam zastanawiać się, czy to może jakieś nazwisko Usafi. Albo nowe imię?
I już miałam pisać, że infantylność Usafi (kamyczek, rety…) osiąga apogeum, co nie pasuje mi za bardzo do tej bohaterki, ale przeczytałam całość raz jeszcze i dopiero wtedy dotarło do mnie, że chodziło o lwiczkę, Smeagillę, ze stada Usafi. Kolejny raz muszę dokładnie przerabiać treść i zastanawiać się nad tym, co czytam, zamiast po prostu czytać i cieszyć się lekkością. Na moje oko przekombinowałaś, brakło tu jakiegoś sprostowania, np.:
— Kojarzysz tę lwiczkę w moim wieku ze stada od tej szarawej lwicy?
Od Usafi? — upewnił się Ramsay [przecinek] czując, jak na dźwięk tego imienia gardło ściska mu się w nieprzyjemnym bólu.
— Dokładnie.
Co więcej, od kiedy Usafi przewodzi stadem? Nie było o tym słowa. Nie jest za młoda? Bliźniaki są nastolatkami, a podejrzewam, że lwiczka jest w ich wieku.

Tekst z nochalem genialny!

Widok rozśmieszonego Ramsaya był na tyle rzadki i zaskakujący, że niektóre z nich zabarykadowały się głęboko w małych jamach, modląc się, aby nie nadszedł przypadkiem koniec świata.  – To brzmi jak przesada, i to taka dość gruba. Nie wystarczyłoby napisać, że widok ten był na tyle rzadki, że kilka lwów spojrzało na Ramsaya ze zdziwieniem? Od razu musimy iść w dziwne skrajności?
UPDATE: Niżej okazuje się, że niedaleko stała Usafi (która potem stwierdza, że nie widziała Ramsaya od nocy wyboru Aidana na króla). To jak to? Wszyscy zwrócili uwagę na rozśmieszonego księcia, a ta nie?
Dodatkowo Ramsay wspomina, że Usafi pewnie o nim zapomniała. Jak mogłaby, skoro jest księciem i przyszłym przywódcą gwardii – to chyba wystarczająca rola, by być znanym w stadzie, prawda?

Haha, czerwienisz się! – Według Wielkiego słownika ortograficznego PWN poprawne są dwie opcje: cha, cha lub ha, ha. Zapis łączny jest niepoprawny.

Mam problem z wiekiem Ziry, naprawdę. Raz nazywasz ją lwiątkiem, raz lwicą. To jak to w końcu jest? Przykład:
Gdy lwiątko podniosło się z ziemi (...). W tym momencie lwica wzięła głęboki wdech, wskoczyła na głaz i — zanim jej brat zdołał zareagować — wrzasnęła na cały głos:
— HEEEJ! USAFI! CHO NO TU!

Zira z mruknięciem “To może ja was zostawię samych”, którego żadne z nich nie dosłyszało, odwróciła się na pięcie, gwiżdżąc pod nosem. – Nie potrafię wyobrazić sobie lwa odwracającego się na pięcie.

— Stary, dobry Ramsay. — Lwica pokręciła głową, wspominając dawne czasy. — Nic a nic się nie zmieniłeś. – Jakie dawne? Ej, serio, przez takie ich gadanie „kopę lat” i te sprawy mam wrażenie, że od ich nocnej przygody minęły faktycznie lata, a przecież to chyba nie było aż tak dawno temu, minęło maksymalnie kilka miesięcy? Gubię się, jeżeli chodzi o linię czasu tej historii. Rozumiem, że lwy inaczej liczą lata, w parę miesięcy stają się nastolatkami, ale chciałabym nie musieć się tego domyślać, a dostać konkretne informacje wynikające z tekstu. To trochę wygląda tak, jakbyś uznawała tę kwestię za logiczną, więc nie podawała nam szczegółów.
Ciężko mi uwierzyć, że Ramsay i Usafi nie spotkali się, nie minęli gdzieś przez kilka miesięcy czy też lat, a teraz tak po prostu przebywali niedaleko siebie, by Zira mogła zawołać szarą lwicę. Śmierdzi naciągactwem.

Dawno nie byłaś w tej części królestwa, co [przecinek] panienko? – Serio? Aidan stosuje tak tani chwyt na podryw i mówi do lwicy panienko? Co to, król remizy czy osiemnastowiecznej Anglii? I to ludzkiej?

Wyobraziwszy sobie ten słodki widok, jego usta automatycznie wykrzywiły się we wrednym uśmiechu. – Za dużo, za dużo przymiotników, które zdradzają emocje towarzyszące bohaterowi. Gdyby wyciąć słodki i wredny, zdanie na niczym by nie straciło – nadal wyobrażałabym sobie uśmiechniętego Ramsaya. I, uwaga, wiedziałabym, że był to uśmiech wredny, przywołany na myśl o słodkiej wizji skrzywdzenia brata. Wierz mi, radzę sobie z interpretacją tekstu.
Ta ocena może wydawać się strasznie pomylona – raz mówię, że czegoś nie rozumiem, a raz, że rozumiem za dużo. Ale tak faktycznie jest: czasem dopowiadasz na siłę oczywistości, a czasem pomijasz elementy potrzebne do wnioskowania, bo masz je w swojej głowie i wydają się logiczne (jak chociażby wiek bohaterów czy scena rozmowy o lwiczce ze stada Usafi). Gdy jakiegoś konkretu sytuacyjnego bądź ważnego faktu nie ma w tekście, czytelnik ma luki, ale raczej nie dotyczy to strony emocjonalnej bohaterów – ich odczucia nakreśla ich zachowanie (Ramsay uśmiechnął się, a ja wiem jak i dlaczego). Nie musisz więc w takich sytuacjach niczego dopowiadać poprzez gromadzenie przymiotników, zaufaj mi.

Naprawdę źle mi się czyta rozdział ze świadomością jego zakończenia. Rozmowa Ramsaya z Zirą, a potem z Usafi dłuży mi się niemiłosiernie i tylko czekam, aż pojawi się Aidan i w końcu zginie. Wynikiem tego jest moja niecierpliwość i chęć przeskoczenia „pierdółek” na rzecz najważniejszego – nie zrobię tego ze względu na to, że oceniam, ale nie gwarantuję, że nie byłoby tak, gdybym była statystycznym czytelnikiem. Także nie wiem, czy spolierowanie wcześniej o najważniejszych wydarzeniach przyszłego rozdziału jest takim super pomysłem.

— A skądże! — sprostował Aidan, po czym uśmiechnął się łobuzersko. — Zawsze wolałem Tamani. Ma bardzo fajny Sam Wiesz Co. — Lew machnął brwiami sugestywnie. – Ma fajnego Voldemorta?


A tak serio, to naprawdę nie wiem, o co chodzi. Ma bardzo fajny ogon?

W ostatniej z postaci rozpoznał swojego dziadka [przecinek] Heshimę [przecinek] i domyślił się, czuje wizerunki zostaną uwiecznione w przyszłości. – Czyje.

Zdałam sobie właśnie sprawę z tego, że o ile postać Ramsaya jest mi raczej obojętna – ni to chłodzi, ni grzeje – o tyle Aidana szczerze nie cierpię. Typ jest nieznośnym lekkoduchem i… kretynem, dobrze Ramsay powiedział. Przecież trzeba być upośledzonym, by nie wiedzieć, z jakiego powodu Ramsay ma taki a nie inny humor nieprzypadkowo od czasu wyboru Aidana na króla oraz by go dobijać przechwałkami w stylu: pacz, jestę królę i będę wisiał na tej pięgnej ścianie! Cho, pokaże ci to miejsce, bo zawsze chciałeś być królę jak ja!
UPDATE: No dobra, niżej czytam, że Aidan jednak przeprosił brata. Ale w sumie to i tak zrobił to cholernie bezmyślnie, zabierając Ramsaya akurat w miejsce, w którym ten tak bardzo chciałby zostać kiedyś upamiętniony, i wiedząc, że ten bardzo, ale to bardzo chciałby być królem. Aidan nie ma w ogóle żadnych podstaw savoir-vivre’u, żadnego obycia towarzyskiego, instynktu społecznego… nic.

A tymczasem Ramsay zbliżał się do niego powolnym, chwiejnym krokiem, cedząc kolejne słowa ociekające jadem nienawiści. – Ociekające jadem nienawiści… cóż. Niezbyt subtelna ekspozycja emocji.

Znów wypełniło go to samo niezwykłe uczucie, którego doznał [przecinek] oglądając skrzące się zwierzęta biegające wokół przy wejściu do Groty, lecz tym razem usłyszał szepty. – Samo groty małą, ale Groty Królów – pełna nazwa – wielkimi.

(...) niemal wgniótł pochodnię w drugie oko, przez ułamek sekundy patrząc triumfalnie na wzrok pełen niemego przerażenia. – Jakoś słabo wygląda określanie wypalonych oczu wzrokiem pełnego niemego przerażenia. Jak to coś, co pozostało po oczach, można jeszcze nazwać wzrokiem?

Ten obrazek z Ramsayem i pochodnią jest niesamowity. Podsyca emocje… Piękne te płomienie. <3

(...) — zawołał, przekrzyjując błagalne jęki Aidana. Przekrzykując.

Niepotrzebnie w posłowiu obawiasz się i nazywasz notkę gniotem. Świetnie się to czytało – emocje towarzyszące Ramsayowi, strach Aidana, nieprzekolorowana scena morderstwa… Naprawdę dobra robota. To pierwszy raz, kiedy bardzo mocno wczułam się w tekst. Nareszcie.

ROZDZIAŁ VII — Gorzkie kłamstwa
Spokojnego snu Ziry nie przerwał ani przenikliwy chłód, który wdarł się przez wąskiej szczeliny w rdzawobrunatnej skale, ani niespokojny szum baobabów zdających się szeptać między sobą mroczne tajemnice. Wąską szczelinę. Czemu opisujesz skałę jako rdzawobrunatną, skoro we wcześniejszych rozdziałach pisałaś o grocie z granitu królewskiego, który jest biały z czarnymi plamami? Wiem, że negowałam obecnosć granitu, ale skoro już coś napisałaś, to się tego trzymaj.

Wystarczył mu jeden rzut okiem na królową, aby spostrzec, że dręczyły ją ponure myśli.


Jeden rzut oka. 

Kompletnie nie zwrócił uwagi na reakcje bliskich zaraz po ogłoszeniu przez śmierci Aidana (...). – Zbędne przez.

Kłamstwo Ramsaya, jego myśli, emocje i to, jak świetnie ukazujesz jego zmianę, jego ukryte szyderstwo – wszystko w kupie dało naprawdę smaczną scenę. Zaczynam doceniać tę postać i tę historię, bohater zyskuje w moich oczach jako dobrze wykreowany antagonista. Chociaż nadal lubisz opisywać sporą ilością przymiotników, czasem coś zbytnio wyeksponujesz, to jednak nie są to bardzo upierdliwe przeszkadzajki.  
Och, kolejny spoiler w posłowiu, tworzący idealną (znienawidzoną przeze mnie) parę wraz z tytułem następnej notki. Właśnie dowiedziałam się, że Ramsay zostanie królem, jeszcze zanim przeczytałam kolejny rozdział.
Dlaczego tak działasz? 


Nie mam pojęcia.
Dziwią mnie też komentarze czytelników, o, na przykład ten:
(...) Wydaje mi się, że nasz kochany Ramsay zabije Jiwe i Kidę, no, bo w końcu, jak sam powiedział, z bogiem się nie zadziera. – Jak to wydaje się? Przecież to scena z prologu! Jasne jak słońce jest, że Ramsay zabije rodziców.
Widzisz? Widzisz teraz, jak bardzo ten prolog jest nietrafiony? Póki co większa część fabuły jest tylko sztuczną tajemnicą, na którą i tak odpowiedzi są znane.
A teraz beta do rozdziału:

Ha ha! – Ha, ha.

„Wtem Ramsay zamilkł, uświadamiając sobie gorzka prawdę.
Przede mną. Ojciec pragnie ich chronić przede mną”. – Podkreślone dopowiedzenie jest zbędne, to kolejna ekspozycja. Dalsza myśl Ramsaya dokładnie obrazuje, że coś sobie uświadomił.

„(...) ogarniającego wzrokiem swoje królestwo. (...) A wrogów należy zgładzić”. – Te kursywy również nie są jakoś bardzo subtelne. Efekt odwrotny do zamierzonego. Chciałaś coś lekko podkreślisz, a mocno eksponujesz.

(...) dostosujesz się do niej, czy ci się to podoba [przecinek] czy nie.

Jedynie mijając szamana [przecinek] rzucił szybkie (...).

PUSZCZAJ MNIE, TY SKAMIELINO [przecinek] TY!

Wpuszczaj mnie do mojego braciszka [przecinek] ale już!

Przez dobrą godzinę nie umiał z niej wydobyć więcej, niż: (...). – Przecinek zbędny. I tu też:
Mała lwica nigdy wcześniej nie okazywała więcej, niż radość i złość.

Resztę nocy rodzeństwo spędziło w swoich objęciach, zatapiając spojrzenia w migotliwych gwiazdach, które — po odsunięciu sufitu będącego jednocześnie ruchomą kopułą — oświetlały ich pyszczki delikatnym, jasnym światłem. Wiem, ze to fanfik na podstawie bajki, ale nie potrafię wyobrazić sobie ruchomej kopuły w grocie.

ROZDZIAŁ VIII – Nowy pan
Kolejny raz tytuł rozdziału plus świadomość o treści retrospekcji z prologu już na początku notki dały mi jasny obraz tego, jak się ona zakończy. I kolejny raz czytam, niecierpliwie chcąc już przejść do sceny najważniejszej, czyli śmierci Jiwego i Kidy, która pewnie zakończy rozdział. To strasznie frustrujące: znać główny wątek i czytać tylko dlatego, by poznać szczególiki.
Podoba mi się relacja Zira – Ramsay. Ich rozmowy pokazują nam drugą stronę Ramsaya, jego przywiązanie do siostry i w jakimś stopniu nawet pewną nikłą dobroć. Bardzo fajnie jest uczestniczyć w scenach, w których ten bohater bierze udział i żałuję, że jest ich tak mało – notki są krótkie i zawierają tylko najważniejsze sceny historii. To sprawia, że trudno mi się bardziej przywiązać do postaci, śledzić rozwój fizyczny i psychiczny; stąd pojawiają się pytania, na przykład: od kiedy Ramsay zadaje się z jakimiś typami spod ciemnej gwiazdy, jak długo planuje morderstwo i jak zamierza zostać królem (chyba że samozwańczym?), skoro Taabu ze swoją jasną przepowiednią nigdy nie pozwoliłby mu usiąść na tronie? Dajesz mi wątek poniekąd kryminalny, a kryminały rozwija się w czasie – tym bardziej że jestem wielką fanką wszelkich spisków i największą frajdą dla mnie jest brać czynny udział w historii, łączyć wątki, obserwować rozwój sytuacji (a nie tylko uczestniczyć w najważniejszych „końcówkach”). Ty nie rozwijasz sytuacji, tylko rzucasz od razu ich wynik, sceny-fakty.
Mam też inne pytania, na których odpowiedzi nie dostałam i już raczej nie dostanę: jak królestwo zareagowało na wiadomość o śmierci przyszłego króla (wszyscy tak się bali Ramsaya, przerażał ich innością i nikt nie odważył się chociażby zasugerować, że to on mógłby być obłąkanym)? I kiedy miałaby niby odbyć się koronacja Ziry (skoro ona nic jeszcze o tym nie wie...? Jeżeli Aidan i Ramsay byli jeszcze dziećmi, gdy nadszedł czas rytuału, dlaczego teraz nagle nikt się nie spieszy do nowego ogłoszenia, a Zira jest już wyrośniętą lwicą?).
No i w końcu dlaczego Jiwe nie zareagował w żaden sposób na podjerzenia, że to Ramsay mógł zabić Aidana, tylko jest wciąż taki naiwny, wręcz ślepy? Było napisane wcześniej, że zdał sobie sprawę, iż stracił już dwóch synów i co? No i nic. Olać to, huh? Najwyżej dam się zabić własnemu synowi, a co mi tam.

Naprawdę wiele elementów jest mocno naciąganych i śmierdzi. Na moje oko wynika to z ograniczenia historii Ramsaya do najważniejszych faktów i scen, braku tła, drugiego planu czy czegokolwiek, co mogłoby tę opowieść nieco spowolnić, ale ukazać w pełni. A ty dajesz czytelnikom wersję maksymalnie okrojoną, nie opowiadasz niczego „pomiędzy”.

(...) następnie odwrócił się do niej plecami [przecinek] jak gdyby nic a nic nie usłyszał.

W momencie gdy księżniczka zawołała “Hop!” [przecinek] Ramsay otworzył oczy (...) – niepoprawny cudzysłów. Tak przy okazji przecinka.

(...) bardziej stwierdził [przecinek] niż zapytał (...).

— Lepsze to [przecinek] niż gdybyś miała się jeżyć.

(...) odsunęła od siebie tę myśl. Wciąż pozostawała zbyt bolesna. Zamierzała wstać z ziemi i wrócić do nędznych prób złapania gazeli (...). – To brzmi, jakby to myśl chciała wstać i zająć się polowaniem… Zabrakło ci podmiotu.

Na te słowa lew zacisnął wargi tak mocno, że posiniały do białości. Zira czuła, że coś było nie tak. – Chyba raczej poczuła – dopiero teraz, przez zaciśnięte wargi Ramsaya – a nie czuła od zawsze.

Dlatego właśnie wtedy u stóp rdzawobrunatnego wzniesienia Groty Królów dwaj nieznajomi, których pyski starannie skrywał mrok, postanowili spotkać się, aby móc swobodnie porozmawiać o nadchodzącym wielkim wydarzeniu. Znów rdzawobrunatne wzniesienie. To jak jest wreszcie z tą grotą?

(...) gdy tylko powróci Zira [przecinek] będziesz wręcz marzyła o takim spokojnym wieczorze. – To chyba najbardziej niedopracowany rozdział, jeżeli chodzi o przecinki. Do tej pory nigdy jeszcze aż tylu nie zgubiłaś.

Kida zaśmiała się cicho i już zaraz potem zapadła w głęboki sen [przecinek] wtulona w bujną grzywę partnera.

Król wzdrygnął się na samo wspomnienie i obrócił się na drugi bok. – Drugie się warto pozostawić w tym przypadku w domyśle.

Z drzemki wybudził go miarowy odgłos łap odbijających się echem od pustych ścian jaskini  [przecinek] ledwie widocznych w nocnej poświacie.

Zerwał się gwałtownie, budząc przy tym Kidę, która posłała mu pełne wyrzutu [przecinek] nieprzytomne spojrzenie.

Przy opisie ataku na ojca, zanurzenia zębów w jego gardle, brakowało mi Kidy. Przecież była tuż obok, a nagle zniknęła zupełnie.

W powietrze trysnęła struga krwi, zalewając twarz mordercy. Ramsay odsunął się na chwilę, jakby zdziwiony tym, co się wydarzyło. Gdy Jiwe wykręcił głowę, by dostrzec go spod zmierzwionej walką grzywy, ujrzał coś przerażającego. – Po tym zdaniu Ramsay oblizuje krew z ust i zbrodnia toczy się dalej. Co więc oznacza jedno zdanie z odsuwaniem się? O co chodzi z tym zdziwieniem? Nie czuję tego, nie rozumiem po co. Natomiast pierwsze zdanie o tryskaniu krwii i zalewaniu twarzy jest mocne… Na tyle, że przed oczami mam obraz niczym wyjęty z Kill Bill. Nie wiem, czy nie przesadziłaś, czy właśnie taki miał być efekt.

Ramsay zbliżył się do niego powoli, chwiejąc się nienaturalnie na boki przy każdym kroku. – Zaraz, moment. Przecież Ramsay był tuż obok ojca; zaatakował go, oblizywał usta… Nie napisałaś, by odszedł gdzieś dalej. Dlaczego więc miałby teraz zbliżać się, chwiejąc? To oznacza, że musiałby wykonać co najmniej kilka kroków.

(...) co jedynie uwydatniło krzywy, obrzydliwy uśmieszek. – Przed momentem czytałam już, że: Na jego wykrzywionej w ponurym uśmiechu twarzy wymalowała się rozkosz. Starczy mi tych krzywych uśmiechów w przeciągu tak krótkiej sceny, naprawdę.

Lew chwycił ojca za grzywę i szarpnął tak brutalnie, że ciałem króla wstrząsnął nieopanowany kaszel. – Jiwe krztusił się krwią, miał rozerwane gardło. Jak jeszcze mógłby w międzyczasie kaszleć?

— Z-zawsze kochałem was tak samo — wychrypiał Jiwe, patrząc na syna smutno spod zakrwawionych powiek. — Mimo że od początku wiedziałem, kim się staniesz… A raczej… C-czym się staniesz… Pragnąłem cię chronić.
No ale dlaczego Jiwe mówi, że od początku wiedział, kim stanie się Ramsay, skoro wciąż temu zaprzeczał? Gdyby był tak pewny, jak nas przekonuje w tym momencie, to wiedziałby, że to Ramsay stoi za śmiercią Aidana, ale nie dopuszczał do siebie tej myśli. A nie ukazałaś nigdzie, aby bił się z myślami, był niepewny konkretnie w stosunku do Ramsaya.
On ani królowa po prostu nie zrobili nic w żadnym kierunku. To straszne upierdliwe, biorąc pod uwagę rzucającą się od początku historii inność ich dziecka, jego nieodpowiedzialność i niesubordynację, chociażby głupi pomysł z imieniem siostry, wędrówkę z Usafi, a potem jeszcze treść przepowiedni.

— Kłamiesz! — huknął Ramsay, zalany nagle nową falą wściekłości. — Wy wszyscy potraficie tylko kłamać! — To powiedziawszy, zacisnął palce na szyi ojca, miażdżąc ją z całej siły. Tym razem od ścian jaskini odbił się straszliwy dźwięk łamanych kości, a podłogę zalała rdzawa strużka, spływając w dół [przecinek] w stronę przerażonej Kidy. – Dopiero teraz piszesz o Kidzie, o jej reakcji. naprawdę? Tylko tyle? Stała, patrzyła na śmierć ukochanego i zbrodnię syna, i nic? Przez całą scenę? Kurczę, czy rola KRÓLOWEJ do czegoś nie zobowiązuje? Podobno potrafi polować. Dlaczego główna lwica stada nic nie robi, jest taka bierna, w ogóle jakby jej tam nie było. W ogóle mówiąc o niej, nie ma dla mnie różnicy, czy ta postać jest, czy jej nie ma. Nie ma charakteru. Właściwie od początku opowiadania mogłaby nie istnieć, król mógłby dzieci wychowywać samotnie i wyszłoby na to samo.
Dodatkowo podkreślona część zdania to pleonazm (nie można przecież spływać w górę). No i jeszcze przymiotniki: dźwięk łamanych kości wystarczy sam w sobie; w mojej wyobraźni to już jest wystarczająco straszliwie, nie musisz dopisywać oczywistości.

Królowa przeniosła wzrok na ciało Jiwe martwo leżące w kałuży krwi, a następnie na Ramsaya trzęsącego się z ekscytacji w [we] wpatrzonego w nią zimnymi, spokojnymi oczyma zupełnie niepasującymi do jego szaleńczego stanu. – To, że spokojne oczy nie pasują na do trzęsienia się z ekscytacji, mogę wywnioskować sama. Zaufaj mi, tekst działa sam w sobie. Nie podpowiadaj. Daj mi pomyśleć, pozwól mi rozruszać wyobraźnię.

Ale w momencie, w którym przekroczyła próg jaskini, nogi całkowicie odmówiły jej posłuszeństwa, a serce stanęło ze zgrozy zmieszanej z narastającym przerażeniem. Łapy naprawdę brzmiałyby lepiej.

Pomimo mroku rozległe plamy świeżej krwi i jasnozłota sylwetka pozostawały wyraźnie, a gdy jej świadomość wreszcie pojęła, co oznaczał widok barbarzyńsko zbezczeszczonego matczynego ciała i głowy ojca wykręconej pod nienaturalnym kątem, zalała ją rozpacz tak straszliwa, że w jednej chwili jej marzeniem stało się rozerwanie na strzępy okrutnika, który dopuścił się owego bestialstwa. – Nie wspomniałaś, by Ramsay bezcześcił matczyne ciało. W jaki sposób? Gdy umarła, co z nią robił? Jak mam więc sobie je teraz wyobrazić?
Poza tym to zdanie jest za długie. Psuje akcję, odbiera dynamikę. W scenie, w której liczy się akcja, napięcie, emocja, ty budujesz tylko to drugie, ale za pomocą sztucznie napompowanych zdań. Bestialstwo, bezczeszczenie, straszliwość, rozpacz, okrutnik… Tak, wiem. Ja to wszystko wiem. Domyślam się, że wydarzyła się tragedia, a Ramsay jest straszny, ale dociera to do mnie z zachowania bohatera, z reakcji umierających rodziców, z ich ostatnich słów… PRZESTAŃ EKSPONOWAĆ!

W końcu rzucił nią na ziemię jak szmacianą lalką, powtarzając (...) – pisałaś o szmacianej lalce już w przypadku króla. To zdublowane porównanie rzuca się w oczy.

Niemniej największe wrażenie wywarł na nim zakrwawiony Ramsay, który, wyszedłszy z jaskini i stanąwszy na skalistym podwyższeniu, dawał odpowiednie znaki obcym skrytobójcom z dumnie uniesioną głową oraz twarzą poważną i niewzruszoną niczym głaz. – Raz eksponujesz, a raz nie konkretyzujesz. Jakie znaki? Jak mam je sobie wyobrazić? Machał łapą? Skinął głową? „Odpowiednie znaki“ nic nie mówią.

— Co to ma znaczyć? Gdzie są król i królowa? — zawołała jedna lwic o imieniu Rue, tuląc się z przestrachem do swojej najlepszej przyjaciółki pod naporem ciężkich spojrzeń skrytobójców. Ramsay wykrzywił się z pogardą. – Imię jakiejś randomowej lwicy nie jest teraz ważne, nie potrzebuję tej informacji, właściwie zakłóca ona dynamikę.
Reakcja Ramsaya do nowego akapitu.
Nie mam niczego do dodania w kwestii tego rozdziału. Byłoby zdecydowanie płynniej, gdybyś dbała bardziej o dynamikę i dawkowała emocje, które i tak zostają czytelnikowi przekazane w postaci sceny, nie samej narracji.

A teraz pytania dla was! (...)
2. Jak sądzisz, czy Ramsay popełnił błąd sprowadzając mglistoziemców do swojego królestwa? – No to dla „was” czy dla „ciebie”? Bo najpierw zwracasz się do wielu osób, a potem do jednej.

Rozdział IX — Będziesz moja, Usafi
Rozdział zaczyna się wspomnieniem Kuzimy. Poznaję nowego bohatera, który okazał się najlepszym przyjacielem Aidana. Aidan jako bardzo ważna postać – brat Ramsaya i przyszły król krainy – miała swoje sceny, występowała w wielu momentach historii. Powinnam więc przynajmniej kojarzyć, że ten ma najlepszego przyjaciela, że trzyma z kimś takim, prawda?
Teraz to wygląda tak, jakbyś sobie o Kuzimie przypomniała akurat teraz albo jakbyś dopiero co wymyśliła tę postać.

Delikatny wietrzyk wprawił rosnące nieopodal bursztynowe kielichy kosaćców, wprawiając je w rytmiczny, kołyszący taniec. Kosaćce rosną jedynie w północno-zachodniej części Afryki (choć i tak rzadko, gdyż jest to gatunek dominujący na półkuli północnej), a znalazłam informacje w Wiki, że świat Króla Lwa to głównie tereny Tanzanii, czyli wschodnia Afryka. Co więcej, nie znalazłam bursztynowej (rozumiem to jako jasny brąz) odmiany tego kwiatu. Brak researchu czy celowo stworzona odmiana kwiatu? Może żółty kwiat pasowałby lepiej, skoro Aidan uwielbiał ten kolor?

Dalej piszesz o scenie retrospekcji. Zastanawiam się, dlaczego nie mogłaś po prostu opisać tej sytuacji przed śmiercią króla i królowej, aby wszystko działo się chronologicznie? Rozumiem, że chcesz mnie wprowadzić w relację: Usafi i „jej nowy narzeczony” (tak, domyśliłam się już na początku notki, ponieważ pamiętam poprzednią), ale gdyby wątek Kuzimy i Usafi przeplatał się z głównym wątkiem Ramsaya, to historia byłaby pełniejsza, bardziej barwna, wielowątkowa i miałabym poczucie, że nie wszystko kręci się wokół Ramsaya, że inne postaci też są z krwi i kości, mają własne życie, a nie istnieją tylko dlatego, aby Ramsay mógł się rozwijać i aby tylko jeden wątek mógł się toczyć. Tak to trochę póki co wygląda, jakby Kuzima został wprowadzony na ostatnią chwilę tylko po to, aby Ramsay mógł się dopuścić kolejnej zbrodni i posiąść Usafi. Czyli zamiast pięknej, wielowątkowej opowieści o losach wielu lwów splecionych w jednej historii, dostaję płytkie opowiadanie jednowątkowe o Ramsayu jako pępku świata i bohaterach dalszoplanowych, którzy zostali stworzeni tylko po to, aby pokazać, jaki jest Ramsay.
Retrospekcje nie są błędem, ale odciągają od wątku właściwego. Jestem świeżo po tragedii, po objęciu władzy przez Ramsaya, mam milion pytań i chcę już znać ciąg dalszy, a ty dajesz mi scenę, która działa jak fillery w animacjach. Fakt, że takie retrospekcje pozwalają uzupełnić luki i dodają informacji, lecz tak samo robiłyby, pojawiając się „w swoim miejscu i czasie”. Na dodatek fajnym zabiegiem byłoby w ogóle stworzyć chociaż jedną czy dwie sceny, kiedy Aidan rozmawia z Kuzimą, że zwierza mu się (np. z problemów z Ramsayem). Przecież podobno byli przyjaciółmi, a to dość poważna więź i do czegoś zobowiązuje. Natomiast teraz, po czasie, w ogóle trudno mi w nią uwierzyć. Nie mam ku temu żadnych podstaw, poza ekspozycją narracyjną i jedną małą sceną, w której Aidan „buja się” z jakąś paczką znajomych (oczywiście w tle, bo na pierwszym planie jest wtedy… Ramsay).
No i jeszcze dowiaduję się, że wydarzenie z retrospekcji (pozanie się Usafi i Kuzimy) następuje zaledwie dwa tygodnie przed śmiercią króla i królowej. To znaczy, że Usafi poznaje Kuzimę i za dwa tygodnie są już narzeczeństwem. Czy to nie jest aby za krótko (tym bardziej że Usafi jest podobno bardzo nieśmiała, więc logiczne, że trudniej jest zdobyć jej serce)? W sensie rozumiem, że czas lwom płynie inaczej niż ludziom, ci szybciej się starzeją, dojrzewają i tym podobne. No ale to nadal tylko dwa tygodnie, rety…
Aczkolwiek scena retrospekcji z kwiatami skradła moje serce.
Dalej jednak rozwój relacji Usafi-Kuzima dostaję w postaci streszczenia. Wiesz, co o tym myślę? Że słabo. To trochę tak, jakbyś odbierała sobie największą zabawę z pisania – tworzenie – na rzecz streszczania. A czytelnikowi nie pozwalasz przeżywać scen, tylko łaskawie informujesz go o ciekawych wydarzeniach, które miały miejsce pomiędzy wstępem do relacji a jej zakończeniem. Jakbym nie zasłużyła sobie na uczestnictwo w nich. Zaczynasz wątek wprowadzeniem (scena z kwiatkami), potem nie ma środka (jest opis narratorski, że Usafi z Kuzimą widywali się codziennie i ich miłość kwitła), a na końcu mam scenę finalną, z Ramsayem w roli głównej (bo przecież wszyscy w tym opku żyją tylko dla niego) i ja mam to przyjąć do wiadomości i się z tym pogodzić. Tak działają streszczenia. W sensie, że nie działają wcale.

Bądź co bądź, chciałbym tylko poznać twoje imię — uśmiechnął się, dochodząc łapami do jej szyi i muskając ją zaczepnie palcami. – Znów te palce… Wcześniej pisałaś o łapach. To naprawdę brzmi dużo lepiej, gdy trzymasz się zwierzęcej anatomii.

Zarówno podejrzenia wywołane przez plotki o rzekomo wielu partnerkach lwa jak i te o rozpustnej naturze zniknęły bezpowrotnie już drugiego dnia, gdy spojrzała w jego inteligentne, zielone oczy i wsłuchała się w szczery, dźwięczny głos. Czyli… Usafi wiedziała, że Kuzima nie miał wielu partnerek, bo miał zielone, inteligentne oczy i dźwięczny głos?

„Zawsze…” wypowiedziane przez Usafi tak bardzo kojarzy się z…

Oj, bardzo.

Podoba mi się scena Ramsaya nad strumieniem. Widać zmianę rozumowania, zmianę wypowiadania się, zmianę nastawienia. To przerażające, ale i dobrze prowadzone – rozwój psychiki postaci na plus.

Na dźwięk obcego głosu widmo Usafi zniknęło, a wciąż ciemniejąca nicość z powrotem zmieniła się w ostre zarysy jaskiń stada kijani i zieloną równinę falującą pod wpływem wieczornego wiatru. Nie powinno być stada Kijani? Wcześniej pisałaś wielką literą.

Na jego zawołanie mglistoziemcy natychmiast porzucili poszukiwania oraz pobiegli w stronę królewskiej siedziby, a było ich tak wiele, że zwierzęta pochowały się w norach i jaskiniach w obawie przed ich barbarzyńską siłą i okrucieństwem. – Jak to jest z tymi mglistoziemcami? Małą czy wielką literą?

Raz piszesz Skrytobójca, a raz skrytobójca. Proszę, zdecyduj się na jedną wersję. Czy traktujesz to jak śmierciożerców z Harry’ego Pottera, czy też jako nazwę własną.

Nie bardzo rozumiem, co się w ogóle stało i dlaczego. Narator nazywa bohaterów kochankami, Kuzima słabo sobie radzi z ucieczką i motywuje go Usafi (widać, że jej zależy). Chcą uciekać, kochają się, chcą być wolni, mimo wszystko jednak Kuzimę dopadają wątpliwości, które Usafi próbuje wyplenić. I nagle pojawiają się lwy Ramsaya, Usafi poddaje się (chociaż przed chwilą nie miała takiego zamiaru) i pragnie oddać się w ręce swojego stręczyciela, aby ochronić kochanka, ale on się nie zgadza. Aż tu nagle… Usafi zrzuca go w przepaść, nie przejmując się, że byłoby to niebezpieczne rozwiązanie dla zmęczonego i obolałego narzeczonego (i tu zastanawiam się, jak mogą być zaręczeni, skoro Kuzima zapytał ją, czy będzie jego partnerką, a nie żoną. To znaczy, czy lwy biorą w ogóle ślub?). Lol.
Przepraszam za streszczenie, ale chciałam sama sobie przedstawić i upewnić się, jak bardzo absurdalna jest ta scena. Bohaterowie sami nie wiedzą, czego chcą, a ich reakcje są tak zmienne, że nie nadążam.
Ramsay pyta Usafi, gdzie jest Kuzima, jakby nie widział zaledwie sekundę temu, że spadł w przepaść? Nie widział też tego żaden z jego lwów? To trochę niedorzeczne.
Na dodatek martwi mnie tempo tej sceny. Jasne, zachowałaś dynamikę i pierwszy raz tak naprawdę zadbałaś o konkrety, ale… wyjątkowo brak mi emocji. Dlaczego? Ponieważ poznajemy Kuzimę dopiero w tym rozdziale, na dodatek w części dzięki pustemu streszczeniu, a już musimy być świadkiem tragedii. Nie przywiązałam się emocjonalnie do tego bohatera, więc sytuacja nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Ni chłodzi, ni grzeje.
Mam nadzieję, że Kuzima wróci po Usafi. Jeśli nie, jest kompletnym tchórzem. Sama do niego przecież nie wróci, a uszanował wolę lwicy, aby nie oddać się Ramsay’owi. Chyba że zginął, spadając ze skały. To by była czysta głupota ze strony Usafi, bo gardzi Ramsayem, a sama jest morderczynią? Dziwne. Nie spodobała mi się ta scena. W ogóle zachowanie bohaterów było nienaturalne. Rozumiem, szok i pośpiech, ale jednak jestem na nie. (Plus nie wierzę, że Usafi i Kuzima uciekali tyle czasu, Ramsay się dowiedział, że są blisko granicy i zdążył ich dogonić, zanim ją przekroczyli. To po prostu nieprawdopodobne).

Zamknięcie Usafi skojarzyło mi się z Antygoną. W ogóle mam wrażenie, że posiłkujesz się dramatami, na przykład Makbetem, Hamletem, Romeem i Julią czy właśnie Antygoną.
I to właściwie byłoby na tyle, odnośnie poszczególnych rozdziałów. Czas na głębsze wnioski.

PODSUMOWANIE
Może zacznijmy od tej przyjemniejszej części, czyli plusów Twojego opowiadania. Na początku musimy, po prostu musimy jeszcze raz pochwalić Cię za grafikę. Naprawdę masz ogromny talent i Twoje obrazki są rewelacyjne. Nawet wstawiane między linijki tekstu (gdzie nie jesteśmy zwolenniczkami grafiki w rozdziałach) nadają cudownego klimatu opowiadaniu. Bardzo przyjemnie czyta się Historię Ramsaya wzbogaconą o dobrze wykonane rysunki, a fakt, że są to Twoje prace autorskie, naprawdę działa na Twoją korzyść.

Skoro jesteśmy przy obrazowaniu lwów, przejdźmy do bohaterów.
Na pierwszy ogień leci Ramsay, czyli Twój protagonista. Przez pierwsze rozdziały miałyśmy nieodparte wrażenie, że na siłę próbujesz pokazać, że to właśnie on jest tym złym. Powinnaś raczej stopniowo i subtelnie nakreślać zmiany jego charakteru, bo nikt przecież nie rodzi się i nie zachowuje od początku jak szalony morderca; skądś się to bierze i kształtuje wraz z dorastaniem. U Ciebie Ramsay faktycznie miał jakieś dziwne zaciągi do podłości, ale nie miał ku temu powodów – po prostu narrator mówił nam, że Ramsay jest inny, dziwny, pozostałe lewki się go bały, itepe, itede. Wzięło się to chyba znikąd, ale przynajmniej ładnie rozwijało, bo Ramsay z drugiego rozdziału definitywnie różni się od Ramsaya w dziewiątce.
Minusem niestety było eksponowanie charakteru; wciskałaś nam informacje o Ramsayu na siłę. Za wcześnie, za często, za dużo. Bieg wydarzeń był przez to bardziej przewidywalny. Jednak po śmierci Aidana coraz lepiej wychodził Ci rozwój psychiki tej postaci i ukazywanie obłędu. Tu zaczęłaś również ładnie przedstawiać emocje Ramsaya i jego uczucia w chwili mordowania, ale też po zbrodniach (na przykład scena nad stawem w rozdziale dziewiątym).
Podobały nam się początkowe sceny zabaw z Aidanem, jak i te późniejsze, z Zirą. Relacje między rodzeństwem, ich psoty, zaufanie, miłość i przywiązanie uwydatniłaś delikatnie, w sposób naturalny (chociaż było tego stosunkowo mało, bo skupiłaś się tylko na głównym wątku, przytłaczając nim, a nie wydłużając początku, abyśmy mogły bardziej wczuć się w relacje rodzinne i towarzyskie, zrozumieć je, poznać bohaterów i zżyć się z nimi). Naprawdę uwierzyłyśmy w zażyłość Ramsaya, Aidana i Ziry, mimo widocznej odmienności tego pierwszego. Ta dobra strona Ramsaya kontrastowała z późniejszym obliczem mordercy, jednak wyszło to na plus – każdy ma jakieś uczucia i przez to lew stał się bardziej ludzki, jeśli można to tak określić.
To, co stało się Twoją najbardziej irytującą manierą, to podkreślanie koloru oczu Ramsaya. Zaznaczyłaś ich kolor o kilka razy za dużo, przez co miałyśmy dosyć i na każdą kolejną wzmiankę o rubinowym odcieniu wręcz przewracałyśmy oczami. To naprawdę męczące. Rozumiemy, że ten kolor jest dla Ciebie istotny, ale powinnaś subtelniej to akcentować, a nie wpychać gdzie się da. Zresztą czytelnik po kilku razach na pewno już pamięta ten rubinowy. Jasne, nikt nie zabrania Ci wspominać co jakiś czas o tych oczach, ale staraj się wyczuć odpowiednie momenty, gdzie jest to dość istotne czy buduje atmosferę (jak w scenie mordowania rodziców).
Tutaj, przy Ramsayu, trzeba jeszcze wspomnieć, że on nie tyko jest głównym bohaterem. Jest bohaterem, dla którego inne postaci zostały opisane w tekście. Jest bohaterem, dla którego prawdopodobnie inni w ogóle zostali wymyśleni i to czuć bardzo, bardzo mocno. To on rozdaje karty, jest wyjątkowy, a wszystko, co dzieje się w historii, dzieje się tylko dlatego, aby podkreślić jego charakter. Pisałyśmy już o tym w ocenie i uważamy, że to spłyca opowieadanie. Przez to jest ono płaskie, jednowątkowe. Paradoksalnie do fabuły przedstawiającej tyrana i oprawcę, Twoi bohaterowie powinni nosić koszulki z napisami: ŻYJĘ, BO RAMSAY.
Drugą, bardzo ważną postacią, jest Aidan. I tu mamy pewien problem, bo pomimo że występuje tylko do pewnego momentu (o czym wiemy już praktycznie od początku opowiadania), jest, zaraz obok Ramsaya, najważniejszy. Poświęcasz mu sporo tekstu, ale na dobrą sprawę niewiele o nim wiemy. Nie było nam nawet szkoda, gdy brat go mordował. Odbieramy Aidana wyłącznie jako lekkoducha, nieco głupkowatego marzyciela, nieodpowiedzialnego, naiwnego. Wiemy, że mówi nie to, co trzeba w danym momencie, kłamie, jest niedomyślny i prowadza się z jakimiś znajomymi, o których nie mamy nawet pojęcia. Uwydatniłaś jego ślepą miłość do rodziny i głupotę, a tak naprawdę nie byłyśmy w stanie wczuć się w jego charakter. Podobno miał też zostać królem... Nie widziałyśmy w nim jednak przyszłego władcy, lecz nierozgarniętego dzieciucha. Bycie królem do czegoś zobowiązuje, chyba że wyznacznikiem władzy jest po prostu… nie być mordercą jak Ramsay. W takim razie znów przebija się bardzo mocno przez tekst fakt, że coś się dzieje, bo Ramsay. Aidan nie został więc pełnokrwistą postacią, ale marionetką prowadzoną przez imperatyw narracyjny, pod brata.
Nie to, co u Ziry. To jedna z lepiej wykreowanych postaci. Inteligentna, psotliwa, zaradna, ma swój charakterek. Może dlatego tak przyjemnie czytało się sceny z jej udziałem. Wydaje się mądrzejsza od bliźniaków, odpowiedzialniejsza, lecz ma w sobie również coś z dziecka. Zachowuje się tak, jak powinno zachowywać się lwiątko, a jednocześnie w niektórych kwestiach jest dorosła jak na swój wiek. Mamy nadzieję, że rozwiniesz jej charakter jeszcze bardziej, bo jak na razie wychodzi Ci dobrze.
Jiwe to postać chyba najgorzej wykreowana ze wszystkich. Jako ojciec – owszem, jest świetny. Ujęłaś nas tym, jak opiekuje się synami, jest dobry dla partnerki, kocha swoją rodzinę jak i poddanych, lecz jako król nie wypadł tak umiejętnie. Wie, jakie istnieje niebezpieczeństwo, jest najważniejszym lwem krainy i to na nim spoczywa odpowiedzialność. Powinien domyślać się, że Ramsay jest tym złym, bardziej go dopilnować, cokolwiek. Przecież znał go od jego narodzin, a narrator w koło macieju podkreśla inność syna. Natomiast Jiwe, ze świadomością, że prawdopodobnie żyje z patologiczną społeczenie jednostką, pozwala młodemu na wszystko. Nie wyciąga żadnych konsekwencji z zachowań syna, a jedynie zapewnia, że go kocha. Wydaje się być ślepcem. Przez wszystkie rozdziały nie domyśla się, że Ramsay to (przyszły) morderca i nie, nie uwierzymy, że był tego świadomy, tylko nie chciał przyjąć tego do wiadomości, bo nie tak to przedstawiłaś. Pokazałaś, że szaman mówi mu, że jego syn będzie zły, a Jiwe zastanawia się jeszcze, który i czy na pewno. Mimo śmierci Aidana, mimo fochów Ramsaya, sytuacji z Usafi na granicy, wyboru imienia dla Ziry i jego dziwnych zapędów do zła. A na koniec Jiwe informuje Ramsaya, że on WIEDZIAŁ, że jego syn jest mordercą. No przecież cały czas temu przeczył! Uważamy, że Jiwe jest po prostu głupi. A czy król powinien być głupi?
Wydaje nam się, że wykreowałaś Jiwego w taki sposób, bo chciałaś usprawiedliwiać Ramsaya i pokazywać, że jednak tkwi w nim dobro, a rodzice mocno w niego wierzą i go kochają. I że młody miał w domu dobrze, dlatego nie stał się mordercą przez jakieś patolstwo czy coś w ten deseń. Ale narrator i fabuła wykluczają zachowanie Jiwe; narrator swoje (że Ramsay jest podejrzanie anormalny), a głupi król – swoje (nie, spoko, wszystko jest w porządku, TO TYLKO LWIĄTKO). Czytelnicy dostrzegą takie naiwne wciskanie kitu; Jiwe nie wypierał z siebie wszelkich podejrzeń, on po prostu cielęco nie dostrzegał nigdzie niczego złego. Więc znów – oto kolejna postać-kukiełka, prowadzona przez imperatyw narracyjny, pod Ramsaya. Proszę, Jiwe, włóż koszulkę.
Królowa, bo nawet nie pamiętamy jej imienia, jest… No właśnie. Ciężko cokolwiek o niej powiedzieć. Kocha dzieci i lubi przytulać się do męża. Nikt ważny w tej historii – istnieje, bo istnieje, ale gdyby jej nie było, to nic by się raczej nie zmieniło.
O Usafi też nie wiemy wiele. Niby nieśmiała, a po dwóch tygodniach znajomości przyjęła oświadczyny Kuzimy. Jej charakter z dzieciństwa był podobny do charakteru Ziry, a już jako starsza lwica jest po prostu… podobna do innych. Też poświęca się z miłości (jak Jiwe), jest odpowiedzialna (nie zgadza się być królową) i w zasadzie tyle. Za dużo o niej nie wiemy, gdyż wystąpiła zaledwie trzy razy – w dzieciństwie Ramsaya (jako odważna i pewna siebie), podczas krótkiego spotkania po latach (jako sympatyczna, ale bardziej nieśmiała), a następnie na koniec. Jej charakter zmienił się z dziecięcego na poważniejszy, co wiąże się z jej dorastaniem. To jest akurat normalne i nie możemy tego uznać za coś specjalnego w kreacji bohaterki. Uważamy, że masz tu jeszcze pole do popisu i rozwiniesz tę postać, nadasz jej jakieś wyróżniające cechy i zacznie wreszcie bardziej żyć.
Kuzima co prawda pojawił się na samiutkim końcu ocenianego przez nas tekstu, a jedyne, co można o nim powiedzieć, to to, że ma poczucie humoru, wydaje się zabawny, czuły i romantyczny. Mamy nadzieję, że nie zginął i jeszcze się pojawi. Choć wprowadziłaś go zdecydowanie za późno (powinien gdzieś się chociaż plątać wcześniej), jednak liczymy na to, że nie jest jedynie popychaczem Ramsaya do kolejnych morderstw z powodu ukochanej, bo na ten moment tak to wygląda.
To chyba tyle, jeśli chodzi o ważniejsze postacie. Wspomnimy tu jeszcze, że zaglądając do zakładki z bohaterami, zauważyłyśmy, że zdradzasz strasznie dużo informacji, przez co okropnie spoilerujesz. Zdecydowanie polecamy Ci uszczuplić ilość danych tam zawartych. Przez to bieg wydarzeń jest jeszcze bardziej przewidywalny, a czytelnik, który dopiero zaczyna swoją przygodę z Historią Ramsaya, zaglądając z ciekawości do zakładki, będzie miał przykrą niespodziankę.

*SPOILER ALERT*
Spoilery naprawdę nie są fajne, a częstujesz nas nimi nie tylko w zakładkach, ale i przy każdym rozdziale. Nie dość, że często zdradzasz za dużo, dokładasz informacji w posłowiu, to również niesubtelnie sugerujesz fabułę tytułami rozdziałów. Już sam fakt, że prolog był brzydkim spoilerem całej historii, działa na Twoją niekorzyść. Bo co to za zabawa, kiedy wiemy, jak wszystko się skończy? Gdybyś jakoś subtelniej to napisała, usunęła prolog, wrzucając go jako epilog czy fragment któregoś z końcowych rozdziałów, może wypadłoby to lepiej. Jednak gdy czytelnik wie, co zdarzy się i w kolejnym rozdziale, i na końcu historii, zazwyczaj nudzi się przy mało ważnych wątkach, które budują fabułę, lub w ogóle nudzi go cała historia. Tak jest poniekąd i u Ciebie. Nie dość, że spoilerujesz już na wstępie (i to nie w delikatny, zagadkowy sposób sugerując jakieś zakończenie czegoś, tylko wprost piszesz, że Ramsay zabił rodzinę i sam umiera), to jeszcze ten prolog wprowadza chaos, gdyż rozdział pierwszy to dość gwałtowny przeskok w czasie.
W opisie rozdziału pierwszego sugerowałyśmy już, by zamieścić rozdział pierwszy w prologu, pod nim, jako jego kontynuację (aby uniknąć zamieszania w rozdziałach właściwych), ale teraz, po przeczytaniu całości, zastanawiamy się, czy w ogóle wywalenie bieżącego prologu do kosza i zastąpienie go treścią z pierwszego rozdziału nie byłoby lepszym rozwiązaniem. No bo wtedy dostałybyśmy historię małego Nuki, któremu śnił się Ramsay, a Zira spanikowała. Ale ani nie wiedziałybyśmy, że Nuka jest potomkiem Ramsaya, ani dlaczego Ramsay wywołuje takie emocje. I dowiadywałybyśmy się tego dopiero z treści właściwej, mając masę kart do odkrycia, dostając możliwość poznania fabuły, rozwiązania zagadki, dlaczego Zira tak reaguje na wspomnienie o mordującym lwie ze snów i kim właściwie ten lew jest.
Na dodatek spoilery pojawiają się także w narracji, w treści właściwej: narrator uprzedza, że jakieś tam spotkanie jest ostatnim albo że niedługo ma wydarzyć się jakaś tragedia… To też cholernie irytujące, wierz nam.

Kto pyta, nie błądzi… czyli co się stało i dlaczego o tym nie wiemy?
Nawet nie wiesz, ile mogłybyśmy zadać Ci pytań odnośnie tekstu, mimo że jest on dość krótki! Jak już wyżej wspominałyśmy, nie mamy kompletnie pojęcia jakie konsekwencje wyciągnął Jiwe z wypadu Ramsaya i Usafi na granicę. Jak lwy z królestwa zareagowały na  informację o imieniu dla Ziry (tym bardziej że wszyscy wiedzieli, że Ramsay był... dziwny)? Ciekawe jesteśmy również, czemu Aidan od razu po rytuale nie porozmawiał z bratem i dlaczego; jak się zachowywali, co na to ich rodzice i dlaczego nikt przez tyle czasu nie zwrócił na to wszystko uwagi. Dlaczego Ramsay tak po prostu oszalał na punkcie Usafi (relacje też powinny się rozwijać) i skąd nagle wziął się Kuzima? Jakie były skutki śmierci Aidana? Jak reagowało na to społeczeństwo zwierząt? Kiedy i jak Ramsay zakumplował się z lwami z Mglistej Doliny? Nie było o tym wcześniej ani słowa. Nawet nie mamy pojęcia, czy choć raz Ramsay się tam wybrał w interesach, a musiał być częstym gościem, wzbudzić sobą zaufanie, poznać tamto towarzystwo. Jak zapanował nad tamtym ludem, jak zmusił ich do wywołania wojny domowej i skąd się w ogóle wzięli? A Usafi i Kuzima? Kto ich ostrzegł (to akurat jest dość świeże, więc wciąż mamy nadzieję, że wkrótce się wyjaśni, choć można podejrzewać, że zrobiła to Zira)? Widzisz? Tyle pytań! Tyle luk w fabule!


Wiemy, że chcesz ukazać jedynie najważniejsze momenty opowiadania, ale uwierz, tak się nie da, bo historia będzie wybrakowana. Bo czym są te wszystkie wątki, jeśli nie ma drugiego planu i tła? Spójrz – gdybyś wcześniej poświęciła więcej uwagi Kuzimie, powoli go wprowadzała przy okazji wypraw Aidana, wcześniej opisała spotkanie z Usafi, zamiast wciskać na siłę retrospekcję, wyszłoby dużo naturalniej. A w tym momencie mamy wrażenie, jakbyś na ostatnią chwilę wymyśliła Kuzimę, bo przecież Ramsay musi mieć kolejny powód do zabójstwa. Jak nie tytuł króla, to miłość, hę? Jasne, to mogłoby być dobre, jednak pomysł poległ przez słabe wprowadzenie. A miałabyś drugi plan i nie pojawiłaby się ta wątpliwość: kurdę, ten Kuzima to imperatyw, jak nic! Jednak złe rozplanowanie opowiadania nie jest jedyną przyczyną takiego, a nie innego odbioru tekstu. To również częste ucinanie scen, wątków, streszczenia narracyjne i przeskoki czasowe. Bo jak masz ukazać konsekwencje wizyty na granicy, skoro następny rozdział to wydarzenia rozgrywające się parę tygodni później? Czułyśmy się, jakbyś dawała nam za każdym razem mocne wydarzenie, a potem traciła nim zainteresowanie w kolejnej notce i szła od razu do następnego: bum!. I całe opowiadanie to streszczenia pomiędzy jednym bum!, drugim bum!, trzecim bum!, przy czym my te wszystkie wybuchy już znałyśmy ze spoilerów albo domyśliłyśmy się ich przez infantylność, naiwność fabularną. Brak wątków pobocznych, drugiego planu (który mógłby pomóc nam uzykać odpowiedzi na wkazane wyżej pytania i dodać naturalności) – to nie jest dobry pomysł.

O Ramsayu III Szalonym, okrutnym, złym, sadystycznym, maniakalnym...
Wielokrotnie zarzucałyśmy Ci, że przesadzasz z emocjami. Część autorów zwykle zastanawia się, jak to możliwe, że można przesadzić z tym, co buduje napięcie i obrazuje przejmujące, szczególnie dramatyczne, sceny?


W wielu ocenach przeczytałabyś, że wypominamy innym autorom ekspozycję, ponieważ ci przekonują czytelnika o danej emocji (np. o strachu), której nie widać w zachowaniu bohaterów (autorzy pisali: „ona się bała”, a bohaterki niby tak czuły, ale nic poza tym – czytelnik nie jest w stanie zobaczyć „uczuć”, może natomiast zobaczyć bohaterów, jak aktorów w filmie, i wnioskować z ich zachowania).
U Ciebie problem z ekspozycją jest podobny, ale nie do końca. Bo część autorów jedynie informuje narracyjnie o emocjach, ale ich nie pokazuje, a ty i informujesz, i pokazujesz je równocześnie. Mamy więc zdecydowany nadmiar: Ramsay pokazuje swoim zachowaniem i słowem, że jest szalony i nieprzewidywalny, a jeszcze (jakby tego było mało) dopowiada to narrator. Nie musi. Świetnie radzimy sobie z czytaniem ze zrozumieniem, z wnioskowaniem, więc domyślałyśmy się, że skoro Ramsay w danej scenie milczał, a jego twarz nie ukazywała emocji, to Ramsay był skostniały, spokojny, chłodny... Gromadzisz przymiotniki, które uwypuklają uczucia aż do przesady, przez co część opisów jest sztucznie napompowana dramą.
Pomyśl teraz, dlaczego ludzie czytają książki? Aby poznawać ciekawe historie, odkrywać nowe światy, poznać interesujące postaci? Tak. Ale książki to nie tylko opisy miejsc i opisy postaci. To głównie czyny bohaterów tworzą... bohaterów. I one wystarczają, bo gdy czytamy o człowieku, który jest podróżnikiem i sam przemierza odległe krainy, walcząc o przetrwanie, to wiemy, że bohater jest odważny. Gdy czytamy o postaci, która spełnia dobre uczynki i pomaga ludziom, to automatycznie przypisujemy jej cechy pomocnej i dobrej. I w końcu gdy czytamy o lwie, który morduje bezlitośnie, zlizując z siebie krew, to z marszu wyobrażamy go sobie jako psychopatycznego i obłąkanego. A Ty wciąż, mimo że Twój tekst działa, tak bardzo podkreślasz wszystkie emocje, że przestają być realne, a zaczynają karykaturować i tracimy frajdę z czytania – z poznawania ciekawej historii, odkrywania nowego świata i poznawania interesujących, ale przerysowanych, postaci. Czasem używasz za mocnych farb do uplastyczniania swojej opowieści, jakbyś próbowała za wszelką cenę upewnić się, że zrozumiemy. Czasami każ narratorowi ugryźć się w język.

Technikalia, logika i inne błędy
Ten podpunkt nie będzie długi; cieszymy się, że opowiadanie jest poprawne. Większe przeszkadzajki to angielskie cudzysłowy,
Czasami stawiasz przecinek przed „a” w konstrukcji: (po)między X a Y. Zdarza się, że stawiasz go po „niż” w zdaniu pojedynczym bądź gdy po spójniku nie pojawia się orzeczenie. Również zapominasz przecinków w zdaniach z imiesłowami przysłówkowymi oraz przy formie wołacza. Właściwie tyle.
Jeżeli chodzi o zagadnienia logiczne, to są to zdecydowanie niuanse, które namiętnie poruszała For jako studentka geografii (np. granity i krzemienie), ale także pisanie o lwach w kwestii anatomicznej (np. twarze zamiast pysków) – uosobienie powinno dotykać strony emocjonalnej bohaterów, a nie kwestii anatomicznej.
Co jeszcze? Problem z czasem akcji – nie miałyśmy pojęcia, jak właściwie on płynie. Lwy bardzo szybko dojrzewały (np. Zira w jednej notce była malutkim lwiątkiem, a w następnej już nastolatką). Dodatkowo wszystko pomiędzy najważniejszymi scenami było streszczane, więc wydawało nam się, że minął bardzo krótki okres między wydarzeniami, a stało się przesadnie wiele (np. kwestia narzeczeństwa Usafi) albo streszczenia obrazowały dłuższe okresy, a w nich nie działo się nic (np. miesiąc po rytuale wyboru Aidana na króla).
Resztę informacji i podobnych „ale” znajdziesz w opisach poszczególnych rozdziałów; były to elementy na tyle nieistotne, że nie ma potrzeby powtarzać ich tutaj.

Kończąc...
Jak widzisz, skupiłyśmy się głównie na mankamentach Twojej historii, lecz to nie znaczy, że ma same minusy i źle nam się czytało. Niewątpliwie podziwiamy za wybór tematyki – jak na fanfik o Królu Lwie, poziom jest zaskakująco dobry (bo kto byłby w stanie wpleść ciekawe elementy kryminału do opka o lwach?). Nie mogłyśmy jednak odeprzeć wrażenia, że opowiadanie jest momentami mocno infantylne, a fabuła grubymi nićmi szyta i gdybyśmy były młodsze, na wiele kwestii nie zwróciłybyśmy pewnie uwagi, po prostu przyjmując do wiadomości to, co opisujesz, i nie poddając tego wątpliwościom. Niestety na tym etapie świadomości już się po prostu nie da.
Być może przyjemnością byłoby także odpowiadanie na pytania, które zadajesz pod postami, póki co mamy jednak wrażenie, że są one naciągane, a odpowiedzi na nie znane z góry. Jakbyś miała nadzieję, że czytelnicy (mimo wszystkich spoilerów – narracyjnych, w posłowiach, z tytułów i z podstron) nic nie wiedzą na temat historii i muszą uważnie przeczytać każdy rozdział, aby połączyć wszystkie fakty. My powiązałyśmy je po dwóch postach i tytułach rozdziałów – już wtedy potrafiłyśmy mniej-więcej poukładać sobie w głowie fabułę.
Dobrze, że tekst jest poprawny – cudzysłowy, niektóre przecinki czy literówki są naprawdę niemal jedynymi błędami, a takich niewiele. Dbasz o estetykę strony i tekstu, widać, że starasz się rozwijać swoich bohaterów, jednak rozdziały masz króciutkie i obie uważamy, że to dość wcześnie, by określić, czy piszesz dobrze, czy źle.
Historia Ramsaya zdecydowanie ma swoje wady jak i zalety. Widać, że z czasem idzie Ci trochę lepiej, jednak nie mamy też zbyt wielkiego pola do popisu, gdyż, koniec końców, tekstu jest mało. Na przykład przez większą część oceny narzekałyśmy na eksponowanie postaci za pomocą przymiotników, ale w rozdziale dziewiątym Ramsay nie jest już okraszony prawie żadnym; jego charakter wynika tam z jego zachowania. Jakby dłuższa praca z tekstem Ci służyła i jakbyś dopiero z czasem zaczęła się rozkręcać. Masz też lekki styl i czytanie Twojej pisaniny sprawiało nam frajdę. To takie przyjemne opko do poczytania dla fanów Króla Lwa i kryminału, przy czym co to za kryminał, którego rozwiązanie czytelnik zna, zanim właściwie zacznie czytać? A no właśnie...
Gdyby opowiadanie było pełniejsze o drugi plan i tło, zapewne postawiłybyśmy Ci dobry. A gdybyś jeszcze do tego pozbyła się spoilerów i przeredagowała tekst, aby usunąć ekspozycję – zastanawiałybyśmy się nawet nad piątką. Jednak to jeszcze nie jest to, co mogłoby być; masz potencjał i zdolności, i obie wiemy, że stać Cię na więcej.
Praca póki co przypomina konstrukcją first draft, który trzeba oszlifować. Więc na dzień dzisiejszy – przeciętny (z plusem). Życzymy sukcesów i oczywiście zapraszamy do dalszej współpracy (teraz lub w przyszłości)! Pamiętamy wciąż, że Historia Nieznana nie kończy się na Ramsayu i masz jeszcze z czym się zgłosić. Będziemy czekać w tym samym składzie.






Powodzenia!

Podziękowania dla Ele za betę. :*

11 komentarzy:

  1. Witam! Ale to miłą niespodziankę mi sprawiłyście. Wchodzę na komputer, przeglądam znudzona g-maila, aż tu nagle... jest! Jest wiadomość! Ręce mi drżą, momentami muszę się oderwać od tekstu, żeby ochłonąć, a momentami śmieję się z gifów, ale w końcu jestem tu, na samym końcu, dotrwałam , żeby z całego serca podziękować wam za ciężką pracę (i pogrozić paluszkiem za gifa z 50 Twarzy Greya na sam początek, zawału omal przez was nie dostałam ;D Ale Timon tańcujący hula mnie udobruchał). Z wieloma rzeczami się zgadzam, z kilkoma już nie, ale do tego później. Szczerze mówiąc żałuję, że nie jestem trochę bardziej cierpliwą osóbką i nie zgłosiłam się po napisaniu wszystkich rozdziałów, bo właściwie rozwój postaci Ramsay'a ma trzy etapy, a doszliśmy zaledwie do drugiego. Ale tak czy siak po opublikowaniu kolejnych sześciu rozdziałów zgłoszę się do was ponownie, z poprawionym tekstem i nowym materiałem (z czego wiadomo, w przypadku tych pierwszych dziewięciu rozdziałów wystarczą dwa-trzy zdania max o wprowadzonych poprawkach i tyle ;) ).
    Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę najlepiej od ogółu.
    Opowiadanie ma być krótkie. Wiele razy zwracałyście mi uwagę, że po poważnych scenach konsekwencje są opisane zaledwie w małych streszczeniach i to chyba rzeczywiście jest problem, skoro było to aż tak rozczarowywujące. Wynika to z tego, że nie chciałam za bardzo rozwijać niektórych wątków, bo jestem tego typu pisarzem, któremu w trakcie opisywania jednego wątku przychodzi na myśl kolejne dziesięć. A chciałam, aby cała opowieść jednak zmieściła się w tych piętnastu rozdziałach. Teraz jednak myślę, że coś niecoś tam jeszcze podopisuję, by przynajmniej odpowiedzieć na wszystkie pytania, które mogły pojawić się w głowie czytelnika.
    Bardzo dziękuję za miłe słowa odnośnie grafiki ^^
    "Co ciekawe, na przykład w rozdziale pierwszym, w spisie treści masz zapis: Rozdział I – Lew ze Snu, a gdy wchodzi się na podstronę, wisi już ta poprawna wersja: Lew ze snu. Musisz być bardziej konsekwentna." - to wynika z tego, że nanosząc poprawki po jakimś czasie przeoczyłam pewne miejsca.
    "Wyrażenie rozdzierać na milion kawałków bardzo kojarzy się z Pięćdziesięcioma twarzami Greya, a to dopiero pierwsze zdanie prologu. Nie brzmi to za dobrze." Nie czytałam 50 Twarzy Greya (i całe szczęście!), także nie do końca rozumiem porównania, ale pewnie chodzi wam po prostu o takie... przesadzenie, mam rację? ;)
    "Dlaczego swoje bieżące położenie skojarzyła akurat z grzechem" Ona nie skojarzyła, to porównanie mające obrazować jej stan z ust narratora.
    "Fragment wspomnienia zlewa się trochę z wydarzeniami teraźniejszymi." Zgadzam się z tym rękami i nogami... niestety
    Plusik za ładny obrazek z Kovu c;
    Ogólnie ten nieszczęsny Prolog... Tak teraz już wiem, że najlepiej to go po prostu usunę, rozdział I dam w roli Prologu, a to co działo się na samym początku: w Epilogu. Tak zrobiłam w webcomicu z HR na Deviantarcie, który właśnie zaczynam, i tak chyba najlepiej będzie również dla polskiej wersji tej opowieści.
    "Waham się nad chłopcem, wyobrażam sobie od razu ludzkie dziecko płci męskiej. Dziwnie to brzmi w opowiadaniu o lwach." Tru. Na szczęście zorientowałam się o tym z czasem i w znacznie późniejszych rozdziałach tego nie ma.
    "Naprawdę rodzice nie mają nic przeciwko, by córkę nazwać „Zira”? Tym bardziej w rodzinie królewskiej?" Skazie rodzice nadali imię "Scar" [blizna], co również w ogóle niezbyt dobrze się kojarzy, a on również był z królewskiej rodziny.
    "No i rzeczywiście nie będzie przypału? Inne lwy pewnie nieźle się zdziwią, gdy królewna będzie nazywać się Zira. A będzie, bo to już niestety wiemy z prologu." To nie jest moja wizja, aby Zira nazywała się Zirą. Takie jest jej imię w kanonie. Dlaczego Jiwe i Kida mieliby nadać własnej córce imię nienawiść z własnej woli, skoro obojga chciałam wykreować na kochających rodziców?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "On dyskutuje ze starszym, w dodatku niebezpiecznym synem przywódcy stada, który powinien z kopem w tyłek, bez żadnego problemu odesłać królewicza do domu (załóżmy, że to ktoś bardziej ogarnięty i raczej nie będzie przez takiego przykurcza robić sobie dodatkowych problemów z królem innego stada, ojcem Ramsaya)." On był tylko nieco starszy, odrobinę, Giza i Ramsay praktycznie nie różnili się wzrostami ani znacząco siłą. Dopiero w dorosłości Giza wyrośnie na potężniejszego i silniejszego, podczas gdy Ramsay to taki Nukowaty będzie: chudy i o niewielkiej grzywie.
      " Kolejne zdanie-kolos. I to w samym środku sceny dynamicznej… Jestem na nie. Za dużo przymiotników, dopowiedzeń, sugestii." Ale o to właśnie chodziło. Dla lwiątek czas zdawał się znacząco zwolnić i dla czytelnika miał również.
      "Lew dusi lwa, zaciskając palce. Ekhm. Tak. No na pewno.
      Nawet w Królu Lwie lwy miały zwykłe łapy, nie odstawały im palce tak, by móc je zacisnąć na czyjejś szyi. Zdaję sobie sprawę, że w bajce też była scena duszenia, ale całymi łapami, a nie zaciskanymi palcami.
      Być może się czepiam, ale to pogrubienie naprawdę głupio brzmi." Nope. http://pridelands.eu/pictures/9-beprepared/tlk_hd_1756.jpeg

      "Dodatkowo lwy rozmnażają się cały rok, a mioty liczą zwykle od jednego do sześciu lwiątek. Przy takiej liczbie trudno, by narodziny dwóch samców były czymś szczególnym – skąd więc pomysł, że taka okazja może nie nadejść przez następne kilka pokoleń?" Król Lew nie do końca idzie w parze z realizmem. Zarówno Mufasie jak i Simbie urodziło się tylko jedno lwiątko w jednym miocie, podczas gdy powinny być co najmniej trzy lub cztery. Ponadto gdyby trzymano się tak skrupulatnie rzeczywistości, Nala i Simba byliby w filmie rodzeństwem, a tak nie jest.
      "Zaraz, moment. Okazuje się, że rozdział przedstawia dzień rytuału wybrania przyszłego władcy stada. Trochę mi się przykro zrobiło, że nie ma ciągłości i nie dowiedziałam się, jak na nieodpowiedzialne zachowanie Ramsaya zareagowali jego rodzice zaraz po tej niebezpiecznej sytuacji. Liczyłam na niezłą reprymendę, reakcję Ramsaya i jego tłumaczenia, a tu proszę… Jakby nigdy nic." Racja c; Dodam to.
      " tak, wiem, jakie Ramsay ma oczy. Pamiętam. Czy ta informacja będzie się przewijała w każdym rozdziale co najmniej po trzy razy?" Tylko trzy? Ha! http://www.reactiongifs.com/r/2013/11/yump.gif ;P

      "Czy przekazanie władzy lwiczce jest zgodne z prawem lwów? Tak teraz sobie pomyślałam, że to dość dziwne, aby, nie dość, że młodsza, to jeszcze kobieta przejmowała władzę, gdy starsi bracia żyją. Chyba lwy też mają jakieś kodeksy, skoro ceremonie i władza istnieją?" Dlatego też Jiwe tyle zwlekał z tą decyzją, o czym wspomniałyście później.
      "Na moje oko to odpowiedź jest bardzo dobrze znana, ale specjalnie, na potrzeby opowiadania, robisz z króla cielęcego ślepca." Jeszcze do żadnego mordu nie doszło, więc rzucanie oskarżeń przez Jiwe na któregokolwiek z synów za coś, czego jeszcze żadne nie zrobiło, byłoby chyba jeszcze gorsze. Co miałby zrobić? - Ej, ty! Ramsay! Wygnam cię, bo w sumie narobisz kiedyś kłopotów, choć nie jestem pewien czy ty, ale może tak, bo jakoś dziwnie się zachowujesz. No... nie brzmi to. Obłąkanie to poważne oskarżenie.
      "Dlaczego to Aidan został królem? Przecież wydaje się tępy do sześcianu." Nie. Jest po prostu bardzo nieodpowiedzialny, ale to dlatego, że zawsze był lekkoduchem. Ma problem z ponoszeniem konsekwencji, ale gdyby przeżył, minęłoby mu to z wiekiem. Aidan wierzy, że wszystko i wszyscy to będą powinni być szczęśliwi bez względu na wszystko, bo on jest. To bohater, który nie zaznał prawdziwego smutku, dlatego też tak ciężko mu zrozumieć podobne uczucie. Jest naiwny, owszem, ale nie tępy. To tylko jeszcze niewyrośnięty lwiak, któremu wszystko w życiu dobrze się układa.

      Usuń
  2. "Oto Jiwe – mistrz bezstresowego wychowania." Lol, moje opko takie nowoczesne XD
    "Jak to jest patrzeć z namaszczeniem? Pierwsze słyszę." Ano normalnie. Z uroczystą powagą [https://sjp.pwn.pl/sjp/namaszczenie;2486468.html]
    "I jeszcze to durnowate pytanie pod rodziałem:" Ałć, to niemiłe ;c
    " Potem czytam coś o jakiejś Smeagilli i zaczynam zastanawiać się, czy to może jakieś nazwisko Usafi." Och, jak mogłyście przeoczyć tak oczywisty reference do Władcy Pierścieni, dziewczyny drogie, tak bardzo czekałam na jakiegoś gifa z Gandalfem robiącym NOPE czy coś w tym rodzaju XD Smeagilia to imię tak podobne do pierwotnego imienia Golluma [Smeagol], w dodatku scena z kamieniem tak podobna do zdobycia pierścienia przez Golluma...
    "Tekst z nochalem genialny!" Dzięki :D
    "Dodatkowo Ramsay wspomina, że Usafi pewnie o nim zapomniała. Jak mogłaby, skoro jest księciem i przyszłym przywódcą gwardii – to chyba wystarczająca rola, by być znanym w stadzie, prawda?" Przecież to oczywiste, że on mówił o tym, że zapomniała o ich dawnej przyjaźni, a nie konkretnie o nim samym.
    "Ma fajnego Voldemorta?" Padłam i nie wstaję XD
    "A tak serio, to naprawdę nie wiem, o co chodzi. Ma bardzo fajny ogon?" Rajku, napisałyście przecież, że historia wydaje się miejscami naiwna przez tyle wiosen na karku, a nie wiecie, o czym może marzyć nastoletni samczyk? Ogon jest bardzo blisko...
    "Jak to coś, co pozostało po oczach, można jeszcze nazwać wzrokiem?" Popatrzył na ten wzrok zanim wgniótł pochodnię.
    "Ten obrazek z Ramsayem i pochodnią jest niesamowity. Podsyca emocje… Piękne te płomienie. <3" Awww, dziękuję wam! <3
    Obrazek z okiem powalił mnie na łopatki
    " jak królestwo zareagowało na wiadomość o śmierci przyszłego króla (wszyscy tak się bali Ramsaya, przerażał ich innością i nikt nie odważył się chociażby zasugerować, że to on mógłby być obłąkanym)" Zwierzęta widziały "inność" w Ramsayu, owszem, ale skąd którekolwiek z nich za wyjątkiem Taabu i Jiwe mieliby podejrzewać u niego obłąkanie? Szczególnie, że żadne z nich nie wiedziało o jego morderstwie, a Jiwe przecież nie wszedł na skałę i nie ogłosił: - słuchajcie mamy obłąkanego w królewskiej rodzinie. Cieszycie się? Zresztą było napisane, że choć w obecności Ramsaya nikt nie śmiał mu nic powiedzieć, to za jego plecami go wyśmiewano z powodu dziwactwa. Także "bać się" to raczej kiepskie określenie. Sama reakcja królestwa na śmierć przyszłego króla byłaby tylko dopowiadaniem oczywistości, wiadomo, wszyscy byli smutni, ale życie toczyło się dalej. Tak jak po śmierci Mufasy nie było żadnej sceny z reakcją królestwa, było tylko płaczące stado, czego zresztą odpowiednik pojawił się w formie reakcji rodziców i Ziry.

    OdpowiedzUsuń
  3. "No i w końcu dlaczego Jiwe nie zareagował w żaden sposób na podjerzenia, że to Ramsay mógł zabić Aidana, tylko jest wciąż taki naiwny, wręcz ślepy? Było napisane wcześniej, że zdał sobie sprawę, iż stracił już dwóch synów i co? No i nic. Olać to, huh?" Jak to nie zareagował? Przywalił Ramsayowi w twarz z całej siły, żeby go opamiętać i uświadomić mu, że nie ma żadnej władzy i oznajmił mu, że królem nie zostanie i już. Walnął go tak mocno, że Ramsay się przewrócił i upadł na ziemię, cytując, z hukiem. " Przez łzy ujrzał Jiwe wciąż górującego nad nim z uniesioną łapą. Król mierzył go wzrokiem tak lodowatym, że bijąca z fiołkowych oczu mrożąca surowość zgasiła wściekły płomień pochłaniający Ramsaya, pozostawiając po sobie jedynie głuche niedowierzanie.
    — To moja ostateczna decyzja, synu, i dostosujesz się do niej, czy ci się to podoba czy nie. Czy wyraziłem się jasno? — wycedził groźnie.
    Ramsay podniósł się chwiejnie, ponuro wbijając wzrok w podłogę.
    — Jak słońce."
    To waszym zdaniem jest zero reakcji?... Nie był pewien, czy Ramsay rzeczywiście zabił Aidana, bo przecież to że jest obłąkany nie znaczy od razu, że akurat teraz zabił. To było prawdopodobne, ale nie pewne. A od podejrzeń ostatecznych odwodziła go miłość. Tak, miłość jest ślepa i Jiwe do końca wierzył, że mimo że jego syn jest niestabilny psychicznie, to nadal kocha swoją rodzinę.
    "Na tyle, że przed oczami mam obraz niczym wyjęty z Kill Bill. Nie wiem, czy nie przesadziłaś, czy właśnie taki miał być efekt." Jestem fanką gore no i tak wyszło ;D
    "No ale dlaczego Jiwe mówi, że od początku wiedział, kim stanie się Ramsay, skoro wciąż temu zaprzeczał?" zaprzeczał sam przed sobą. Wiedział w głębi serca.
    "Dopiero teraz piszesz o Kidzie, o jej reakcji. naprawdę? Tylko tyle? Stała, patrzyła na śmierć ukochanego i zbrodnię syna, i nic? Przez całą scenę? Kurczę, czy rola KRÓLOWEJ do czegoś nie zobowiązuje? Podobno potrafi polować. Dlaczego główna lwica stada nic nie robi, jest taka bierna, w ogóle jakby jej tam nie było." Jest coś takiego jak paraliżujący strach. Przyparła do ściany i nie umiała się ruszyć. To naturalna reakcja.
    "PRZESTAŃ EKSPONOWAĆ!" Zabrakło tylko: "I marsz do pokoju!" ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  4. "Retrospekcje nie są błędem, ale odciągają od wątku właściwego. Jestem świeżo po tragedii, po objęciu władzy przez Ramsaya, mam milion pytań i chcę już znać ciąg dalszy, a ty dajesz mi scenę, która działa jak fillery w animacjach. Fakt, że takie retrospekcje pozwalają uzupełnić luki i dodają informacji, lecz tak samo robiłyby, pojawiając się „w swoim miejscu i czasie”. Na dodatek fajnym zabiegiem byłoby w ogóle stworzyć chociaż jedną czy dwie sceny, kiedy Aidan rozmawia z Kuzimą, że zwierza mu się (np. z problemów z Ramsayem). Przecież podobno byli przyjaciółmi, a to dość poważna więź i do czegoś zobowiązuje. Natomiast teraz, po czasie, w ogóle trudno mi w nią uwierzyć. Nie mam ku temu żadnych podstaw, poza ekspozycją narracyjną i jedną małą sceną, w której Aidan „buja się” z jakąś paczką znajomych (oczywiście w tle, bo na pierwszym planie jest wtedy… Ramsay)." To prawda. Naprawię to.
    "Znów te palce… Wcześniej pisałaś o łapach. To naprawdę brzmi dużo lepiej, gdy trzymasz się zwierzęcej anatomii." No ale przecież łapy mają palce! Łapa to odpowiednik ludzkiej dłoni. Dłoń ma palce. I łapa ma palce. Innej budowy, ale to wciąż palce.
    " – Czyli… Usafi wiedziała, że Kuzima nie miał wielu partnerek, bo miał zielone, inteligentne oczy i dźwięczny głos?" Chodziło o to, że bohater jest zbyt szczery i wzbudza zaufanie. Wiecie, tak trochę baśniowo wyjść miało (ale się nie udało, dam dam dam).
    Zepchnięcie Kuzimy w przepaść to był jedyny sposób, żeby go uratować. Jak go Ramsay dopadnie, to umrze. Jak spadnie w przepaść to albo umrze, albo przeżyje. Przepaść więc wygląda bardziej atrakcyjnie.
    "(Plus nie wierzę, że Usafi i Kuzima uciekali tyle czasu, Ramsay się dowiedział, że są blisko granicy i zdążył ich dogonić, zanim ją przekroczyli. To po prostu nieprawdopodobne)." Oni tyle czasu nie uciekali, w późniejszych rozdziałach, kiedy Ramsay będzie rozmawiał z Tearą, matką Usafi, okaże się, że Usafi i Kuzima ukrywali się, czekając na dogodny moment na ucieczkę.
    "Zamknięcie Usafi skojarzyło mi się z Antygoną. W ogóle mam wrażenie, że posiłkujesz się dramatami, na przykład Makbetem, Hamletem, Romeem i Julią czy właśnie Antygoną." A czytałam tylko Romeo i Julię o///o

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze raz bardzo dziękuję za miłe słowa odnośnie grafiki ;D
    "Na dodatek spoilery pojawiają się także w narracji, w treści właściwej: narrator uprzedza, że jakieś tam spotkanie jest ostatnim albo że niedługo ma wydarzyć się jakaś tragedia… To też cholernie irytujące, wierz nam." Sorki, popracuję nad tym.
    "Dlaczego Ramsay tak po prostu oszalał na punkcie Usafi". Po prostu? Od zawsze go do niej ciągnęło i było to ukazane w tekście, a oszalał na jej punkcie, bo jest... szalony. To jego przydomek, Ramsay III Szalony. Ten lew nie jest tylko mordercą, on jest niezdrowy psychicznie.
    "Jak lwy z królestwa zareagowały na informację o imieniu dla Ziry (tym bardziej że wszyscy wiedzieli, że Ramsay był... dziwny)? " A jak miały zareagować? To nie znowuż coś tak bardzo poważnego, żeby wywoływało jakieś silne reakcje.
    "Kiedy i jak Ramsay zakumplował się z lwami z Mglistej Doliny? Nie było o tym wcześniej ani słowa. Nawet nie mamy pojęcia, czy choć raz Ramsay się tam wybrał w interesach, a musiał być częstym gościem, wzbudzić sobą zaufanie, poznać tamto towarzystwo. Jak zapanował nad tamtym ludem, jak zmusił ich do wywołania wojny domowej i skąd się w ogóle wzięli?" Wyjaśnienia w kolejnych rozdziałach.
    "Czasami każ narratorowi ugryźć się w język." Dobra uwaga.
    Yay, i tańczący Timon na zakończenie ;D

    Bardzo dziękują wam dziewczyny za tak wnikliwą ocenę. Ale chyba wszystkie wiemy, że jak już się zaczęło, to nie dam wam spokoju tak łatwo, chcę oszlifować tekst do perfekcji i jeszcze raz was w niego wkopię, gdy już naniosę poprawki i opublikuję Epilog (jeśli, oczywiście, chcecie. Jeśli macie dość, to mówcie śmiało! ;) ). A później czeka jeszcze opowieść główna, moje serce w piersi bijące. Także, żeby tak ładnie jakoś zakończyć, nie mówię "żegnajcie", ale "do zobaczenia!" ;D ~ Krävariss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od tego, że jasne, jak napisałyśmy w ocenie, zgłaszaj się znów – z tym czy innym, nowym, materiałem. ;)
      A teraz odnośnie twoich uwag:

      Nie czytałam 50 Twarzy Greya (i całe szczęście!), także nie do końca rozumiem porównania, ale pewnie chodzi wam po prostu o takie... przesadzenie, mam rację? – https://www.youtube.com/watch?v=yoNiV2vdtd4 *14:35*

      „Dlaczego swoje bieżące położenie skojarzyła akurat z grzechem” Ona nie skojarzyła, to porównanie mające obrazować jej stan z ust narratora. – No więc narrator-katolik w fanfiku o Królu Lwie? No też nie bardzo pasuje. To porównanie takie mocno od czapy.

      „Naprawdę rodzice nie mają nic przeciwko, by córkę nazwać „Zira”? Tym bardziej w rodzinie królewskiej?” Skazie rodzice nadali imię "Scar" [blizna], co również w ogóle niezbyt dobrze się kojarzy, a on również był z królewskiej rodziny. – Nadal mnie nie przekonałaś. Blizna a Nienawiść... Nienawiść kojarzy się i oddziałuje mocniej.

      To nie jest moja wizja, aby Zira nazywała się Zirą. Takie jest jej imię w kanonie. Dlaczego Jiwe i Kida mieliby nadać własnej córce imię nienawiść z własnej woli, skoro obojga chciałam wykreować na kochających rodziców? – No właśnie, dlaczego mieliby pozwalać Ramsayowi na taką głupotę... Tego nie rozumiem. Natomiast o kanonie nie wiedziałam, sądziłam, że to twoja wizja.

      On był tylko nieco starszy, odrobinę, Giza i Ramsay praktycznie nie różnili się wzrostami ani znacząco siłą. – Umknęło mi to. Czytając scenę i wypowiedzi Gizy, z automatu wyobrażałam go sobie jako starszego, silniejszego i roztropniejszego.

      Dlatego też Jiwe tyle zwlekał z tą decyzją, o czym wspomniałyście później. – Ale samo zwlekanie nie jest wytłumaczeniem, kiedy mowa o kodeksach. Brakło sceny Jiwego z, nie wiem, kimś tam, może Taabo lub innym kimś „wyżej”, jakiejś konsultacji, w ogóle rozmowy o samej koronacji Ziry. Rozciągnięcia tego wątku.

      Usuń
    2. Jeszcze do żadnego mordu nie doszło, więc rzucanie oskarżeń przez Jiwe na któregokolwiek z synów za coś, czego jeszcze żadne nie zrobiło, byłoby chyba jeszcze gorsze. – Nie, kiedy narracja cały czas wrzuca czytelnikowi do gardła opinię o tym, że wszyscy od zawsze uważają Ramsaya za dziwaka, gorsze dziecko, czarną owcę. Jiwe jest jego ojcem, powinien widzieć, że z synem dzieje się coś niedobrego od zawsze, skoro czytelnik też to wie, a zna Ramsaya od kilku notek i kilku scen. Zdecydowanie brakowało scen, w których Jiwe rozmyśla, rozmawia z żoną, stara się dociec, robi coś, cokolwiek. Bo twój przykład („ Ej, ty! Ramsay! Wygnam cię, bo w sumie narobisz kiedyś kłopotów, choć nie jestem pewien czy ty, ale może tak, bo jakoś dziwnie się zachowujesz”) to już skrajność.

      Jest po prostu bardzo nieodpowiedzialny, ale to dlatego, że zawsze był lekkoduchem. Ma problem z ponoszeniem konsekwencji, ale gdyby przeżył, minęłoby mu to z wiekiem. Aidan wierzy, że wszystko i wszyscy to będą powinni być szczęśliwi bez względu na wszystko, bo on jest. To bohater, który nie zaznał prawdziwego smutku, dlatego też tak ciężko mu zrozumieć podobne uczucie. Jest naiwny, owszem, ale nie tępy. To tylko jeszcze niewyrośnięty lwiak, któremu wszystko w życiu dobrze się układa. – To twoja wizja kreacji i fajnie, że nam tutaj rozjaśniasz charakter bohatera, ale my tego nie widziałyśmy w nim. Wnioskowałyśmy ze scen z jego udziałem, których też zbyt wiele nie było, i na nas wrażenie zrobił takie, jak opisałyśmy. Nie jesteśmy w stanie za bardzo polemizować z odczuciem „z wtedy, podczas czytania”.

      patrzeć z uroczystą powagą – tak, też znalazłam wyjaśnienie w PWN-ie i wiem, co oznacza, jednak namaszczenie bardziej pasowałoby do określania ogólnej atmosfery, budowania podniosłego klimatu, a nie opisu spojrzenia. Jeszcze nie widziałam, aby ktoś w tym kontekście wykorzystywał „namaszczenie”.

      Och, jak mogłyście przeoczyć tak oczywisty reference do Władcy Pierścieni, dziewczyny drogie, tak bardzo czekałam na jakiegoś gifa z Gandalfem robiącym NOPE czy coś w tym rodzaju XD – ja nie przepadam za Włodkiem, szczerze mówiąc. *czekam na lincze*. Kanon ogarniam tyle, co z filmu. Nie wiem, jak For.

      Przecież to oczywiste, że on mówił o tym, że zapomniała o ich dawnej przyjaźni, a nie konkretnie o nim samym. – No właśnie niekoniecznie. Co czytelnik, to opinia. Nie dla każdego wszystko będzie tak mocno logiczne.

      Rajku, napisałyście przecież, że historia wydaje się miejscami naiwna przez tyle wiosen na karku, a nie wiecie, o czym może marzyć nastoletni samczyk? Ogon jest bardzo blisko... – No dobra, ale to właśnie lwy. Normalnie pomyślałabym o piersiach albo pośladkach, a przy lwach to już przestaje być takie oczywiste.

      Usuń
    3. Jiwe przecież nie wszedł na skałę i nie ogłosił: - słuchajcie mamy obłąkanego w królewskiej rodzinie. – Nie musiałby robić czegoś tak skrajnego, ale mógłby zrobić cokolwiek.

      Jak to nie zareagował? Przywalił Ramsayowi w twarz z całej siły, żeby go opamiętać i uświadomić mu, że nie ma żadnej władzy i oznajmił mu, że królem nie zostanie i już. Walnął go tak mocno, że Ramsay się przewrócił i upadł na ziemię, cytując, z hukiem. – Dla mnie nadal za mało. Serio, to wygląda, jakby Jiwe przywalił Ramsayowi za niesubordynację, coś w stylu: „Jestem twoim ojcem i masz się słuchać, szczylu”. Ale Jiwe jest jeszcze królem, ciąży na nim odpowiedzialność za całe stado, za królestwo. A on to trochę tak: „fakt, jestem królem i ktoś zabił mi syna, Taabo przepowiedział tragedię, z nikim tego nie skonsultowałem, mam to wszystko w nosie, kocham Ramsaya, więc nic nie zrobię”.

      „No ale dlaczego Jiwe mówi, że od początku wiedział, kim stanie się Ramsay, skoro wciąż temu zaprzeczał?” zaprzeczał sam przed sobą. Wiedział w głębi serca. – Nie czuć tego, kiedy Jiwe w tekście jest biernym bohaterem. On nie walczy sam ze sobą. On nie robi właściwie nic. Przejmuje się w dwóch scenach: w tej i przy rozmowie z Taabo. To za mało, kiedy postać Ramsaya, jego syna, rozwija się i narrator z każdej strony zapewnia czytelników, że Ramsay to faktycznie szaleniec. Jiwe mógł temu zapobiec, wyciągać konsekwencje z jego zachowania; ja jako czytelnik mam do niego żal i nie lubię tego bohatera, bo pozostał bierny do samiuśkiego końca. Nie widać, by się męczył z przepowiednią, rozmawiał chociażby z żoną, kimkolwiek, działał dla dobra królestwa, próbował rozmawiać z samym Ramsayem, nie widać jego zaprzeczeń, jego wahań i rozważań, tego, że jest mu ciężko, że żyje tą sprawą. To nie istnieje w tekście. W tekście istnieje bierny król, który według mnie w ogóle nie powinien być królem, ojcem też jest średnim, bo wykazuje się dopiero w tej scenie z policzkowaniem. Poza tym ani razu nie zrobił niczego, co pokazałoby, że faktycznie jest odpowiedzialnym władcą i ojcem z prawdziwego zdarzenia. Że jest żywy i myśli racjonalnie, ma mózg i wyciąga wnioski.

      Jest coś takiego jak paraliżujący strach. Przyparła do ściany i nie umiała się ruszyć. To naturalna reakcja. – Ale ten strach też wypadałoby pokazać, wspomnieć o nim, gdy Ramsay mierzył się z Jiwe. Czy coś. A ona po prostu jakby pojawiła się nagle dopiero pod koniec sceny. Dopiero wtedy w ogóle sobie o niej przypomniałam.

      No ale przecież łapy mają palce! Łapa to odpowiednik ludzkiej dłoni. Dłoń ma palce. I łapa ma palce. Innej budowy, ale to wciąż palce. – nie chodziło nam o to, że łapy nie mają palców wcale, ale o to, że anatomicznie nie są to palce rozwinięte tak, by coś nimi robić; lwy używają całych łap raczej, ewentualnie pazurów do rozrywania czegoś. Natomiast twój wcześniej w komentarzu zalinkowany obrazek już tę kwestię wyjaśnił.

      Usuń
    4. Zepchnięcie Kuzimy w przepaść to był jedyny sposób, żeby go uratować. Jak go Ramsay dopadnie, to umrze. Jak spadnie w przepaść to albo umrze, albo przeżyje. Przepaść więc wygląda bardziej atrakcyjnie. – Aaaa... to o to chodziło. Dzięki za wyjaśnienie, ale niknie ono w tekście. Nie wywnioskowałam go stamtąd, zupełnie. Zastanawiałam się, o co chodzi i byłam w kropce.

      Od zawsze go do niej ciągnęło i było to ukazane w tekście, a oszalał na jej punkcie, bo jest... szalony. To jego przydomek, Ramsay III Szalony. Ten lew nie jest tylko mordercą, on jest niezdrowy psychicznie. – Tak, ty to wiesz, bo to twoja postać i masz jej obraz w głowie. W tekście natomiast Usafi pojawia się raz, w dzieciństwie, a potem w młodości. Pomiędzy tymi scenami nie ma za bardzo niczego o Usafi, o myślach Ramsaya o niej. Wiesz, czytelnicy mają tylko tekst, tylko sceny, a w nich miłość do Usafi nie rozwija się, ona po prostu jest. To, co dzieje się w twojej głowie, ale poza „kadrem”, nie istnieje dla czytelnika.

      A jak miały zareagować? To nie znowuż coś tak bardzo poważnego, żeby wywoływało jakieś silne reakcje. – No nie wiem, szczęśliwa, radosna kraina, gdzie lwy żyją w pokoju i miłości, i nagle okazuje się, że potomkini króla będzie nazywać się „Nienawiść”. Gdyby Książę William nazwał swoją córkę „Hate” albo „Anger”, Brytyjczycy byliby co najmniej niepocieszeni. Jeżeli natomiast w krainie lwów nie jest to nic takiego, nie zwraca się uwagi na imiona, to czytelnik nie wyciągnie tej informacji znikąd, nie domyśli się sam. Imiona wydają się naturalnie ważne. Jeżeli nie dla lwów, to musi to być jakoś skrzętnie ukryte w tekście, że w tym świecie nie przywiązuje się do tego wagi, że wybiera się imiona, bo, nie wiem, ładnie brzmią, a kij ze znaczeniem.


      I tyle ode mnie, póki co.
      Jeżeli o czymś nie wspomniałam, to znaczy, że przyjmuję odpowiedź z pokorą. Dziękuję za komentarz; poczekajmy może jeszcze na For, pewnie też będzie chciała się nieco odnieść. :)

      Usuń
  6. Jestem, więc teraz ja dopowiem coś od siebie. :)
    Skoia już skomentowała Greya, ale muszę również o tym wspomnieć: absolutnie nie chodzi o przesadzenie. Obejrzyj filmik, który wstawiła, to zrozumiesz. :) I to była raczej taka luźna uwaga.

    Oglądałam Króla Lwa wiele razy, ale o scenie z obrazka, który podrzuciłaś, zapomniałam! Więc wybaczam Ci te palce.

    Aidan i Jiwe niestety nadal u mnie nie przechodzą. Aidan naprawdę był lekkoduchem, ale nie widziałam, by myślał logicznie, jak przyszły król. Czy obowiązkowość do niczego nie zobowiązuje? To samo jeśli chodzi o Jiwe – nie czuć było w tekście, by bił się z myślami.

    Czytałam LOTRa i oglądałam wiele razy. Smeagilia oczywiście skojarzyła mi się z Gollumem, ale żadnego odniesienia nie ogarnęłam. Stwierdziłam, że albo to przypadek, albo wymyśliłaś nazwę w oparciu o Smeagola. Nic więcej mi to nie dało. Nie rozumiem co daje nawiązanie do Władcy Pierścieni I nie o to nam chodziło. Pogubiłyśmy się z postaciami, a nie dociekałyśmy skąd taka, a nie inna nazwa.
    A sceny za nim nie skojarzyłam z tą z LOTRa.

    I tak, zgadzam się ze Skoią, że powinnaś choć wspomnieć w scenie morderstwa, co się działo z żoną Jiwe, gdy Ramsay go mordował.

    Naprawdę nie czytałaś Antygony? A wydawało mi się, że trochę te sceny były podobne. :D *For jako fanka Antygonów, Makbetów i Romeów i Juliów*

    Jeśli chcesz ukazać miłość Ramsaya do Usafi, niech wspomina ją częściej w myślach, a już będzie dużo lepiej. Naprawdę.

    To czekam teraz na resztę rozdziałów, bo nie wiem co z tymi lwami z Mglistej Doliny, a jestem ciekawa.

    Zgłoszenie zostało usunięte po wystawieniu oceny, więc gdy tylko uznasz, że chcesz ponownie otrzymać od nas ocenkę, zgłoś się. Będziemy czekać! :D

    PS ocenkujesz jeszcze? Bo mój blogaś czeka, a chciałabym poprawić rozdziały (znów). :D
    PS2 wybacz błędy w komciu, wpadłam tylko na chwilę, bo idę wkuwać moje kochane skałki na geologię. :D

    OdpowiedzUsuń