#Halloweenowa analiza, czyli... jak zepsuć niezłą antologię?




Cześć i czołem!

Pewnie nie spodziewaliście się nas w takiej formie, więc cieszymy się, że udało nam się was zaskoczyć. Otóż przed wami pierwszy raz na WS analiza z udziałem oceniających. 
Skąd ten pomysł? Ano stąd, że w nasze ręce trafiła niedawno wydana antologia „Słowiański horror”, w której znajdują się miniatury dotyczące grozy mitologii słowiańskiej. Idealnie na dziś, prawda? Generalnie teksty są dobre, warto sięgnąć po cały zbiór, jednak – jak to zwykle bywa – w gronie fajnych ziomeczków zawsze znajdzie się jakiś Janusz czy Grażyna, którzy psują spoko inbę. Miniatura, będąca twórczością Aleksandry Rozmus – autorki, która na swoim koncie ma już kilka wydanych książek, w tym spod szyldu Novae Res – wyjątkowo nas zainspirowała. Lecz nie do tego, by napisać recenzję. Nie do tego, by ją ocenić. Do tego, by pokazać wam – naszym czytelnikom i zgłoszonym do nas autorom – jak nie pisać
Nigdy przenigdy. 
I wydawcom – czego nie wydawać.

Zapraszamy więc was wszystkich bardzo serdecznie na Halloween z WS. 
Endżojcie! 
Aha, i próg wiekowy to tak od szesnastki w górę. Żeby nie było, że nie uprzedzałyśmy. 


ALEKSANDRA ROZMUS – „ŻĄDZA ZEMSTY”


Analizują

Elektrownia, Forfeit, Deneve i Skoiastel
[a tak oznaczamy błędy na wypadek, gdyby odwiedził nas ktoś z szanownej redakcji]


Akapity? Po co. Ja nie znam.

Brunatna ciecz soczyście spływała z kącików ust. Gdy już zaschnie, zapach nadal będzie jej przypominał o pysznym posiłku. 
Nie ufam autorom, którzy zaczynają tym synonimem. 
Ale że zapach będzie przypominał cieczy o posiłku?
Brunatna ciecz kojarzy się tylko z jednym. Z kakałkiem oczywiście.

Całe giezło miała brudne od błota i krwi. Aura Chorsa nie była w stanie przebić się przez korony drzew. Las wydawał się tej nocy wyjątkowo mroczny do tego stopnia, że aż mroziło krew w żyłach. 
Czy ktoś jeszcze śmie wątpić w ten mrok?

Lecz nie jej. Nie bała się śmierci, bo to ona była śmiercią.
Ja myślałam, że była brunatną cieczą.

Powyższy obrazek można wstawiać w zasadzie pod każdym akapitem.
I też trochę przypomina czopek w dupie.


Podniecało ją, gdy słyszała ostatni dech słabego człowieczka, a życie gasnące w jego oczach sprawiało, że cała dygotała. Cieszyła się z każdej ofiary: dziecka, kobiety, ale największą radość sprawiało jej schwytanie mężczyzny i patrzenie na to[,] jak kolejny skurwysyn się wykrwawia. 
A jak dziecko jest mężczyzną, to liczy się podwójnie? 

Zanim wszystko się wydarzyło, miała całkiem stabilne życie, bez ekscesów czy wyjątkowych sytuacji. 
Czy to nie to samo?

Zwyczajna dziewczyna, bez jakichkolwiek szczególnych umiejętności, za to uważana za dobrą osobę, zawsze skorą do pomocy. 
Wprowadzenie postaci do tekstu: robisz to źle. 
Zwyczajna, ale niezwyczajna. Znamy to. 
<Marysia Zuzanna wygląda zza winkla>
Szara myszka dla anonka?

W grodzie ją uwielbiali, chwalili każdą decyzję i wspierali w trudnych chwilach. Nie wyróżniała się niczym szczególnym. Cechowała ją drobna figura, z atrakcyjnym dla zalotników licem, na które opadały ciemne, długie loki.
To wypracowanie szkolne zasługuje na piątkę – promocję do klasy piątej.

Mieszkała z matką, która niedomagała i nie było możliwości, by zostawiła ją bez opieki. Ubolewała nad tym, że nie może ułożyć sobie życia z mężczyzną i rodzić mu dzieci. Była samotna, lecz w głębi duszy wiedziała, że kiedyś los jej to wynagrodzi.
Czuła się winna, bo nie umiała ulżyć matce w cierpieniu i za to, że co parę dni kradła jajka z kurnika sąsiadów. 
Tę decyzję też w grodzie chwalili?
Typowa madka. Urodzić tylko, a wychowanie?

Praca nie wchodziła w grę[,] bo matka musiała mieć stałą opiekę. Dziewczyna czuła, że w końcu ktoś ją nakryje na kradzieży, ale nie zdawała sobie sprawy z tego, jakie mogą być konsekwencje.
I tak żyły sobie tylko na tych skradzionych jajkach?

Tego wieczoru jak zwykle przebrała matkę i[,] szykując ją do snu, obmyślała plan. Nie rozmawiały, ale i tak czuła osądzające spojrzenie rodzicielki. Była to surowa kobieta, która uważała, że jak czegoś nie osiągnie się ciężką pracą, to nie ma co mówić o nagrodzie. Dziewczyna nie przejmowała się tym, co mówi matka, ani wyrzutami, które od wewnątrz ją zjadały.
Przed chwilą autorka twierdziła, że kobiety nie rozmawiały.
Wyrzuty dosłownie ją zjadały. Ale się nimi nie przejmowała.


Wiedziała, że jeśli nie ukradnie jajek, pomrą z głodu. 
Bo owoce i warzywa nie istnieją.

Poczekała do północy i zaczaiła się pod kurnikiem. Upewniwszy się, że w pobliżu nikogo nie ma, zabrała się za kradzież jajek, przepychając na grzędach gdakające kury. Z pełną torbą zaczęła się powoli wycofywać, gdy nagle bardzo mocno została uderzona czymś twardym w głowę. Osunęła się na ziemię, czując gorącą ciecz spływającą po czole...
Ktoś ją oblał rosołem, potwierdzone info.

...a przed jej oczami pojawiły się mroczki.

Tak. Suche, ale nie mogłyśmy się powstrzymać. Jeszcze nigdy nie było Mroczków na WS. :3

– Mam ją! – Usłyszała, zanim straciła przytomność. Gdy się obudziła, bolała ją głowa i... krocze.
Sugestia delikatna niczym rzucona przez Sebę kostka brukowa.

Zdezorientowana otworzyła oczy i wtedy do jej uszu dotarły śmiechy i pogwizdywania. Zanim wzrok jej się wyostrzył, poczuła na swym udzie mokre i spocone ręce. To ją orzeźwiło.
Mokre i spocone dłonie działały na nią jak Winterfresh.

Stała nad nią grupka ludzi: od dzieci po starszyznę – miała wrażenie, że wokół niej zebrało się pół wsi. Zerwali z niej ubranie i jeden po drugim ją gwałcili, śmiejąc się, jakby to był kabaret.
Gwałciły również dzieci, śmiejąc się przy tym do rozpuku.



Kompletny absurd. Nawet najokrutniejsze drakońskie prawo za kradzież jaj nie karało przecież gwałtem i śmiercią. Tu to nawet nie wiadomo, czy więc śmiać się, czy płakać.

Teraz leżał na niej śmierdzący rybak, który był spocony i ciężki, do tego ból, który jej zadawał z każdym ruchem[,] sprawił, że prawie oszalała. (...) Gdy rybak skończył swoje, po nim było jeszcze paru innych, w tym misjonarz, który też nie odmówił sobie przyjemności. (...) W tej chwili znienawidziła Boga, którego prawie przyjęła do serca. (...) Mężczyźni gwałcili ją tak długo, że straciła poczucie czasu.
Woda na herbatę już dawno się zagotowała.

Na przemian mdlała i wracała do koszmaru, którego była centrum. Nienawidziła tych ludzi, w tym dniu straciła wiarę w człowieczeństwo.
Ja jakoś straciłam wiarę w autorkę, a jednak nie wyrwałam tych czterech kartek. Można? Można.

Patrząc na nich, czuła obrzydzenie. Ostatkiem sił spojrzała na widzów tej okropnej sceny. Nikt nie wydawał się być zszokowany, smutny czy zły. Wręcz przeciwnie, każdy z nich się dobrze bawił, kibicując oprawcom.
Oppa Gang-Bang Style!

Gdy już z nią skończyli, podszedł do niej mężczyzna nazywający siebie sługą bożym, kucnął, odmówił modlitwę i wbił ostrze w brzuch dziewczyny.
Jeżeli na tym usnąłeś, drogi czytelniku, nie martw się! To tylko scena brutalnego gwałtu i morderstwa, czytaj dalej – może znajdziesz akcję!
Ja nic nie obiecuję.

Przyjęła to pchnięcie z wdzięcznością, gdyż odebranie jej życia było najlepszą rzeczą, jaką mogli jej zrobić. Podczas gdy umierała, reszta wioski w tym czasie wróciła do domów
A na końcu zdania stawiamy co...?
Cały ten fragment opisany co najmniej tak, jakby organizowali we wsi konkurs na największego prosiaka, nie zbiorowy gwałt.

Pozbyli się problemu i to było najważniejsze..
Przewrócony dwukropek atakuje, kryć się!
Najwyraźniej nie tylko nas ten tekst słabi.
A może one gonią tę trzecią, co uciekła z dzieua?

Zaczęła zapadać się w nicość. Resztki jej świadomości podpowiadały jej, że zbliża się koniec męki. Jakże się pomyliła. Jej krzywda była tak straszliwa, że jej znękana dusza nie mogła pójść dalej i została skazana na wieczną tułaczkę.
Jej, jej, jej, jej...
Kolejna Jęcząca Marta.
Yay!


W tej sytuacji nie miała wyjścia i postanowiła się zemścić na swych oprawcach.
Wróciła do wioski i rozpoczęła żer.
Wstała z nożem w brzuchu i poszła spacerkiem.
[żer] – Ach, czyli bohaterka przeszła proces transmutacji w zwierzątko?
Myśleli, że pozbyli się problemu, a tu jajka znikały dalej.

Zaczęła od dzieci, które dusiła podczas snu, siadając im na piersi. Niektórym wyrywała serce lub odcinała kończyny.
Taka niby dobra, a tu nagle – pyk – zamiast pozabijać gwałcicieli, to wybiła dzieci. Konsekwencja prowadzenia postaci lvl 80.
No przecież dzieci też gwałciły.
Ale winni są zawsze rodzice.

Matkom kazała patrzeć[,] jak ich potomstwo umiera w agonii. Następnie wbijała kobietom pazury w miękkie części ciała i wyrywała wnętrzności. Patrzyła[,] jak powoli wypływa z nich życie razem z krwią. Tych, którzy ośmielili się zbezcześcić jej ciało[,] czekała o wiele gorsza śmierć.
[Tak tylko napomkniemy, że ta książka kosztuje 42 złote bez promki].
I tak sobie siadała na na tych dzieciach, a matki przyglądały się i kiwały z uznaniem głową.

Najpierw każdemu z gwałcicieli odcięła kutasa, uznając to za idealne zadośćuczynienie wyrządzonej krzywdy.



Raniła ich długimi pazurami, a oni płakali jak dzieci. I błagali, by przestała – to było niczym miód dla jej uszu. Nie oszczędziła nikogo.
– Widzicie, co żeście mi zrobili?! – krzyczała do nich i kończyła swe dzieło, urywając im głowy. 
Nope. Po wielokrotnym gwałcie i śmierci, to mogli jej traumę załatwić. Bycie sadystą, nekrofilem, dzieciobójcą i rozhisteryzowaną wariatką musiała mieć w skillu pasywnym. 
Jeśli urywała im głowy, to faktycznie mogli nie zobaczyć.

Na samym końcu zajęła się klechą. Jego przybiła do krzyża, który stał w centrum grodu i powoli, najwolniej jak mogła, wbiła pazury w jego klatkę piersiową, by złapać za bijące w panice serce.

Kalimaa! Kalimaa!




– Pozdrów swojego boga ode mnie. – Na koniec wyrwała mu spomiędzy nóg ten marny kawał mięcha, który jeszcze niedawno był w niej. 
Ale że nóż to kawał mięcha? Bo ksiądz tylko to w nią wbił. 
Chyba że klechą był też misjonarz; ten tekst jest bogaty w synonimy. Czasami. 

Wokół leżały szczątki ciał, jucha wsiąkała w ziemię, a we wsi nie było już nikogo, komu biłoby serce. 
Nawet jej matki.

Zapach krwi niósł się po całej okolicy, a ona napawała się nim. Zemsta nie przyniosła jej ulgi, więc postanowiła kontynuować swoje dzieło, póki będzie się snuć po tym łez padole.

***

W XXI wieku planowanie zemsty jest o wiele trudniejsze, bo ludzie, niczym hodowlane zwierzęta, żyją w klatkach zwanymi blokami, w wielkich skupiskach[,] co sprawia, że już nie tak łatwo można ich zaskoczyć. 
No tak, bo bardziej zaskakujące jest, że ktoś ci rozszarpie gardło w lesie niż w bloku na dziesiątym piętrze. 
Całe szczęście, że buduję dom na wsi. 
Bohaterka mści się na całym świecie, więc każdy człek dobry. No a fakt większej liczby ludności i większego upakowania ludzi wcale nie sprawia, że o cel jest łatwiej. WCALE.

Mimo to raz na jakiś czas znajdzie się ofiara. Czasem rodzic spuści oko ze swojej pociechy, spacerując leśnymi drogami[,] lub jakiś grzybiarz zapuści się weń zbyt głęboko, aż noc go zastaje. 
Grzybiarz zapuści się w rodzica. Albo pociechę? Nie wiem, co gorsze.
Grzybiarze właśnie dołączyli do dewiantów i cyklistów.

Spojrzała na ciało małej dziewczynki, na którym siedziała okrakiem i uśmiechnęła się. Wyciągnęła jelito i zaczęła je konsumować z lubością, gdy kątem oka zauważyła jakiś ruch w zaroślach. Otarła usta, rozmazując krew na policzkach i wstała z ziemi.
A nie z dziewczynki?

– Chodź tu, mój drogi. – Wyraźnie słyszała kroki. Przeklinała w myślach, że nie jest urodziwą rusałką, lecz wynędzniałą zmorą. 
A już myślałam, że nie dowiem się nic o nowym wyglądzie bohaterki.

Do tego śmierdziała trupami.
Tak jak moja wiara w to, że cokolwiek w tym opku będzie dobre.

– Nie bój się, nie skrzywdzę cię.
I wtedy ujrzała starszego mężczyznę przyodzianego w strój w kolorze khaki, prawdopodobnie był to myśliwy. Zauważyła strzelbę u jego boku. 
Myśliwy ze strzelbą. W nocy. W miejskim lesie... Oby to była strzelba Czechowa. 

Upiorny uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy początkowe zdziwienie ustąpiło przerażeniu pomieszanemu z obrzydzeniem[,] kiedy mężczyzna ujrzał ją w całości. 
Bohaterka wpierw się uśmiechała do dziecka, potem była przerażona i obrzydzona, następnie znów się uśmiechała, bo zobaczył ją facet ze strzelbą. Strasznie emocjonalna. 
Raczej humorzasta jak trzylatek. Do tego ten świetny wniosek – ciul ze strzelbą, ale ma ciuchy khaki! Oto niezbity dowód, że to myśliwy! 

Popatrzyła na niego urażona, przecież aż tak paskudna nie była.
Pomyślała, wciągając jelito jak spaghetti. 

No dobrze, skóra zwisała z każdego miejsca na ciele luzem, włosów miała trzy na krzyż[,] no i ten odór, ale bez przesady.
*szuka swojego bingo* ...słaby element komediowy, jest.
Niepoprawne podmioty? Zanadto.

– Dobra, już nie przesadzaj – ziewnęła ostentacyjnie. Zmora zbliżyła się do myśliwego i przyłożyła mu rękę do policzka. Gdy poczuł jej zimne palce, odskoczył przerażony i niefortunnie potknął się o pień ściętego drzewa.
Wiadomo, widząc szkaradę w lesie, po prostu stał i patrzył. Brakowało jeszcze tylko, żeby, słysząc jakiegoś upiora, niczym postać z taniego horroru, krzyczał HALO, JEST TU KTO?
I wchodził do opuszczonego domu, z którego dobiega głos. 
A na koniec na scenę wkracza Imperatyw Opkowy, który podstawia mu nogę, by wyrżnął. 

Runął na ziemię, a ją przeszły dreszcze podniecenia na dźwięk złamanej kości.
Efekt motyla – tu ledwo po ziemi przeszedł dreszcz, a Filipińczykom dziś wyrąbało okna. 
Serio.

Jego krzyk łechtał jej ego, ale udała zatroskaną minę.
– Nie bój się, będę działać szybko. Ani się obejrzysz, a będzie po sprawie.
– To ty się powinnaś bać. – Zza zarośli wyłonił się potężny mężczyzna z blond włosami do ramion i uśmiechem przyklejonym do twarzy.
A wyglądał tak:


(...) Ten blond skurwiel się jej nie bał. Stała chwilę zdezorientowana i w ostatnim momencie umknęła przed jego ciosem. Rzucił się na nią ze sztyletem, co było dość zabawne, bo co niby miałoby jej takie ostrze zrobić? Kątem oka dostrzegła, że puginał miał rękojeść ozdobioną starożytnymi runami, a jego głownia była czysta niczym lustro. Znała ten sztylet, znała jego działanie i osobę, która go dzierżyła. Pierdolony Okrutnik. 
Czyli co? Wszystko znała, ale trzeba było na początku udawać głupie cielę, że niby jakiś tam blondasek? Do tego rozumiem, że przez te tysiąc lat wszyscy tylko uciekali z krzykiem. Nudny miała ten żywot… 

Potwór, który mimo bijącego ludzkiego serca, [przecinek zbędny] przerażał każdego demona, a dzięki sztyletowi mógł sprawić, że zniknie na zawsze.
– Wiem[,] kim jesteś, słyszałam o twoim występku... nieładnie – starała się sprawiać wrażenie odważnej, wręcz ironicznej. 
Tyle lat mordowania i nagle musi udawać odważną, bo jeden gościu… nie przestraszył się jej?
I miał nóż. A ona knife issues!

Tak naprawdę cholernie się bała. Wiedziała[,] do czego jest zdolny, jego zadaniem wyznaczonym przez Peruna było niszczenie demonów. Razem z duszą. Tylko cud mógł ją uratować. W tym czasie myśliwy wstał i zaczął oddalać się od nich, kuśtykając i jęcząc przy każdym kroku, ale ani mara, ani Okrutnik nie przejęli się nim.
No to po co nam to info? Żeby zapchać tekst? Zamiast skupić się na czymś ważnym, lepiej przerwać akcję jakąś bzdetą, żeby nawet ten cień akcji na oceanie nudy został dobity. No świetnie. 
Jeżeli ma to być reklamówka do autorkowej serii o Okrutniku, to ogłaszam wszem i wobec, że nie działa. 

– Zamknij się, poczwaro. – Warknął i spojrzał na ciało rozbebeszonej dziewczynki. 
[O, a tu kropka zbędna, a dopisek od małej litery…]
Opowiem wam żart: dziewczynka, myśliwy i Okrutnik wchodzą do lasu...

Wydawało się, że ze złości zaraz wybuchnie. Miała wrażenie, że jego rysy zmieniają się.
– Ho, ho, ho, spokojnie. 
O! A to Święty Mikołaj przybył z rózgą.

– Chciałam pogadać – co tak naprawdę oznaczało: zagadać, odwrócić uwagę. Okrutnik milczał, więc kontynuowała.– Źle wam po naszej stronie było? Ludzi się wam żal zrobiło? 
Między kropką i myślnikiem stawia się spację, ale to nie jedyny problem z interpunkcją dialogową. Czy ktoś to czytał? 
Ja, ale żałuję.
Stawiam, że beta padła przy pierwszych akapitach i reszta poszła do druku bez poprawek. Zapalmy świeczkę biedaczce [*]. 

Złapał ją za gardło i uniósł w górę. Dobrze wiedział, o co jej chodzi. To był celny strzał.
Dobrze, że nie uniósł w dół. Wtedy to dopiero byłaby heca.
Zaczęło się od ekspozycji, streszczeń, przez imperatyw, po błędy w podmiotach i oto mamy head-hopping. Czy jeszcze może być gorzej?? Kto da więcej!

– To nie byłem ja, tylko mój ojciec, zresztą... Powiedziałem, zamknij mordę! – wrzasnął i rozejrzał się po okolicy. Szukał innych demonów. Nawet po śmierci istoty wszelakie wolą trzymać się w grupach, wtedy mają większe szanse na przetrwanie. Ale nie ona. Ona czuła niechęć nawet do siebie podobnych. 
Siebie podobnych? To jakaś nowa forma stylizacji językowej?
Łajnomowa.
Marysia Zuzanna pełna gębą. Wszyscy, ale nie ona

(...) wcale jej ta samotność nie przeszkadzała. Wyrwała mu się z uścisku, a on patrzył na nią z obrzydzeniem.
♪♫♪ Samotność to taka straszna trwoga… 

– Nie ma tu nikogo, jesteśmy sami. – Starała się uśmiechnąć kokieteryjnie, ale skurczybyk był wyjątkowo odporny. – Opowiedz mi o czynie swojego ojca, było o tym głośno w swoim czasie, ale kto wie, co było prawdą.
No tak, słyszałam, że trupi smrodek to bardzo popularny afrodyzjak.
Skóra zwisała z każdego miejsca na ciele luzem, włosów miała trzy na krzyż no i ten odór, ale bez przesady.

– Chyba nie myślisz, że będę z tobą rozmawiać? – zaśmiał się ironicznie i splunął pod jej nogi. – Nie rozmawiam z przyszłymi ofiarami.
Dlatego teraz milczę jak grób.
Z niecierpliwości czekamy na dokładny opis śmierci, którą zamierza jej zadać. 
Chyba ty. 

– Nie bądź dla mnie taki brutalny – uśmiechnęła się, nie zwracając uwagi na jego docinki. Zerknęła na dłoń oprawcy, którą mocniej ściskał rękojeść sztyletu. Teraz pojawiło się na niej wiele żył z widocznie pulsującą krwią.
Rękojeść sztyletu buzowała adrenaliną na samą myśl o zbliżającej się akcji.

Całe jego ciało zesztywniało, każdy mięsień był napięty, tylko jego mina pozostawała bez zmian. 
Blefuję z moją mufinką, ja nie kłamię, ja tylko sklejam moim miłosnym klejem. Po-po-po-pokerowa twarz, pokerowa twarz, mo-mo-mo-mo… Nie może przeczytać, nie może przeczytać, nie, on nie może przeczytać mojej pokerowej twarzy... 

Najwidoczniej Weles miał ją w opiece i usłuchał jej modłów, bo w nieodległych krzakach coś się poruszyło i cokolwiek to było, odwróciło uwagę Okrutnika. 
Nie interesuj się, czytelniku. I tak się nie dowiesz.

Korzystając z tego, że się zdekoncentrował, uderzyła go z całej siły, pazurami robiąc szramę na szyi. Następnie zatopiła szpony w jego piersi, zostawiając pokaźną ranę, po wygojeniu której na pewno zostanie mu wyjątkowo paskudna blizna. 
Jak wiadomo, po tym, jak ktoś prawie rozdarł mu tętnicę na szyi i po zrobieniu szramy na klacie, nie poruszył się nawet o pół kroku.
I, oczywiście, nie mógł użyć już noża, bo czas jego akcji minął i teraz kośćmi rzuca stara jędza.

Wykorzystała jego oszołomienie i zebrała się do ucieczki, lecz zanim się zdecydowała, stanęła jak wryta[.] Przed nią już nie stał człowiek, lecz wielki, brunatny wilk.
Rasowa główniaczka opków – najpierw robi, potem myśli. 

(...) W porę się ocknęła z odrętwienia, bo wilk zawarczał głośno i już rzucał się w jej stronę. Była szybsza niż ludzie, ale wilk mógł jej dorównać tempem, dlatego wykorzystała wszystkie swoje siły. 
I skille pasywne.

Mimo sporej odległości, dotarła do swojej kryjówki szybciej[,] niż zakładała, miała parę sekund na skrycie się przed drapieżnikiem. Wbiegła i odsunęła ciało chłopaka, którego upolowała miesiąc temu. Co prawda resztki mięsa na kościach już gniły, ale żal jej było się go pozbywać. [Z]zanim się na niego natknęła, długo głodowała. Za ciałem znajdowała się dziura, w którą się wcisnęła i nasłuchiwała. Nie czekała długo, facet był lepszy[,] niż jej się wydawało.
NO KTO MÓGŁBY SIĘ SPODZIEWAĆ, ŻE JEJ KRYJÓWKA ZNAJDZIE SIĘ ZA CIAŁEM CHŁOPCA. JAK ON NA TO WPADŁ, NO AJNSZTAJN JAKI ALBO CO.
Chyba nawet nie musiał szukać, skoro sama śmierdziała gorzej jak ten miesięczny trup. 
Ależ oczywiście – z dupy jeża dziura za z dupy jeża miesięcznymi zwłokami w z dupy jeża kryjówce. Słodki Jeżu Anaszpanie, nie wiem, czy w historii WS znalazł się bardziej amatorski tekst. 
I, przy okazji, tak obleśny.
I tak, kwa, głupi.


Zerkając ostrożnie zza ciała[,] zauważyła, że do jaskini wszedł jako człowiek. Jego przybycie zdradziły kości trzaskające mu pod stopami oraz okropny smród.
Którego wcale nie wydzielała ona sama. Ani sterta rozkładających się ciał.
A jego przybycia wcale nie zdradził fakt, że go widziała już zdanie wcześniej. Nie dość, że śmierdząca, to jeszcze ślepa. 

– Nieładnie z twojej strony zapraszać gościa w taki bałagan. – Zaśmiał się, a ją przeszły dreszcze. – Nie myśl, że przede mną uciekniesz, maro. Czuję cię, twój strach i smród śmierci, który się za tobą ciągnie.
A ona na to:

Krążył po jaskini, ale nie wydawał się być pewny jej obecności. 
Bohaterka ślepa i śmierdząca, a blondasowi nagle siadło powonienie. Czy wszyscy bohaterowie są niepełnosprawni? 
Nie wydawał się być… nie wydawał się być…  – Korektor spał, jak betował; wydawca łkał, jak wydawał.
Musiał blefować. 
Dokładnie! Korektor blefował, i wszystko jasne! 

Mara wykorzystała sytuację, gdy mężczyzna stanął do niej tyłem. Zaatakowała, rzucając się na niego z kłami i gotowymi do ataku pazurami, ale on ją wyczuł. Ani się obejrzała, a leżała na ziemi. Wielki bucior wgniatał się jej w szyję.
Taktyczny kopniak z półobrotu.
Czy jak wilk znów stał się blondasem, to przeobraził się już w butach, czy raczej niósł je w pysku, a teraz sznurował w pośpiechu?

Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, ostrze z zadziwiającą łatwością wtopiło się w jej ciało. Jej dusza zniknęła. Nie pozostało po niej już nic, co mogło świadczyć o jakiejkolwiek obecności mary. 
Ciało też zniknęło. I ostrze. I wszystkie ofiary. I blondas. Niestety, deficyt logiki pozostał z nami.

Zakończyła się dla niej wieczna tułaczka kierowana żądzą zemsty, której ostatecznie nigdy nie udało jej się zaspokoić. Teraz czekała na nią tylko pustka. Niekończąca się pustka.
I koniec. I nic z tekstu nie wynikło. 
Wynikło. Siniak na czole od walenia nim o stół i wrzody. Chyba idę rzygać… 
I że nie każdemu należy się wydawka.

W nagrodę za to, że wytrwaliście do końca, dostajecie mema z jeżem:



DYNIOWEGO HALLOWEEN!





PS Zachęcamy do zapoznania się z innymi tekstami antologii. Są naprawdę dobre i sprawdzą się jako poprawa nastroju. 

5 komentarzy:

  1. Genialne, chcę więcej! :D Zastanawia mnie jakim cudem taki tekst się tam znalazł i dlaczego pozostali autorzy nie zaprotestowali, widząc taką czarną owcę w stadzie. Czyżby pomógł przyjaciel w zamian za mały bonusik? ;P
    P.S.
    Czekam na taką analizę (hehe) chociaż fragmentu Greya ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że autorzy nie znali tekstów innych niż swoje, dopóki nie dostali fizycznej wersji książki. Aż chciałabym zobaczyć ich miny, gdy natrafili na taką perłę XD. A szkoda, bo cała książka jest naprawdę udana, no może pomijając tę nieszczęsną korektę... Co dziwne, w reckach w sieci nie zauważyłam, by ktoś jakoś bardzo negował tę miniaturę, a przecież jest przeokrutnie beznadziejna i właściwie nie zasługuje na nic więcej.

      Ogólnie ciekawi mnie powieść autorki tego dzieła – „Okrutnik” – czy jest równie skiepszczona? Czy autorce nie chciało się podchodzić akurat do tej antologii i pisała tekst na kolanie, czy swoje powieści też ma właśnie... takie?

      Analizy będą się u nas pojawiać, przewiduję, dość rzadko, wręcz od święta. I pewnie nie będziemy tykać literatury popularnej, znanej wszem i wobec. ;) Greya analizowało już całkiem sporo osób, nie ma sensu się powtarzać.

      Usuń
    2. Opinie czytelników „Okrutnika" są nierówne. Jedni chwalą, drudzy piszą, że powieść słaba właśnie ze względu na brak napięcia i błędy. Szczerze to „Żądza zemsty" jakoś mnie nie przekonała do kupienia książki :P. Jest to albo nieudana promocja młodej autorki albo ponury żart kogoś z redakcji (oby to pierwsze).
      Jak dla mnie może i być od święta taka analizka. Łatwiej się zapamięta czego nie robić, ale skoro i taki tekst się sprzedał...
      Moje nadzieje na wydanie swojej książki wrosły o 23%.

      Usuń
  2. Jeśli takie teksty są wydawane, to dla mnie też jest nadzieja xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, aż żałuję, że nie wpadłam. ;) Następnym razem!

    OdpowiedzUsuń